piątek, 27 lutego 2009

[27 II 2009] piątek, mega post z pociągu do Wrocławia!


jadą misie, jadą!
halo, halo, tu pociąg relacji Warszawa Centralna – Wrocław Główny! Pangrzyzga jedzie z Panememeretyem, czytającym Organ Gazowni. Jak wiadomo, człowiek na starość dziecinnieje, więc i nie dziwota, że mój Współpasażer z równym zaangażowaniem przegląda wypociny oficerów ideologicznych z Czerskiej, co multum ogłoszeń na temat sprzętu AGD na co drugiej stronie szmatławca. Ruszamy właśnie z Łodzi Kaliskiej, ahoj przygodo!
Powiem krótko – podróż pociągiem w nisko zaludnionym przedziale to okoliczność bardzo sprzyjająca tworzeniu blogowych elukubra6cji. Człowiek znajduje się ponad czasem, swoje sześć godzin odsiedzieć musi (od pewnego już czasu porzuciłem współpracę z Expressami i InterCity'mi na tej linii ze względu na podwyżki, więc podróż trwa ok. godzinę dłużej), a czytać bez przerwy nie można! Więc trzeba pisać, a w tych okolicznościach przychodzi to łatwo. Jeśli istnieje coś takiego, jak lekkość bytu, bynajmniej nie nieznośna, to doświadcza się jej bardzo łatwo właśnie w pociągu. Sama podróż, jak i przebywanie poza swoim stałym miejsce osiedlenia, to niezwykle inspirujące doświadczenia. Przynajmniej dla mnie.


lubię te nasze Polskie...
bez dwóch zdań! Tym bardziej, że przesiadłem się do pośpiechów. Pomijając piękno mijanych krajobrazów, pól przykrytych wciąż śnieżną pierzynką, dymiących kominów i lokalnych osad... podróż pośpiechem to przede wszystkim zwykli ludzie! I pijaczkowie, i emeryci, i panie, i panowie, i biedni, i średniozamożni, i młodzi, i starzy... Wszyscy! To uczta nie tylko dla tej części mnie, która poważnie traktuje socjologię, ale i dla tej, którą niektórzy chłopomańską nazywają i kpią z niej półżartem, że chciałaby latać w parcianych gaciach po polu i nogie maczać w krowiej minie! Nic bardziej mylnego! To żadna chłopomania warszawskiego delikatesa... to raczej chęć przebywania ze swoimi, nie tak znowu odległego potomka chłopów właśnie, wychowanka podwarszawskiego przemysłowego miasta, bywalca budów, koszar i wiosek.
Kończąc ten strumień świadomości... powiedziałbym tyle, że stale odczuwam tęsknotę za prostym życiem żołnierskim w CSAiU w Toruniu, czy za zwykłym, prozaicznym, pełnym miłości życiem w pewnej wiosce położonej niedaleko Limanowej i Cisnej. I tak jest na co dzień – bez względu, czy akurat przebywam na jakiejś budowie, w eleganckiej yuppies'owskiej kawiarni, czy na Gali Bloga Roku, gdzie bawi się tefałenowsko-szpringerowska elitka. O, tyle wywnętrzania!


coraz bardziej katolicki nextranet...
zboczonka plenią się po internecie, a tymczasem sieć sklepów cyfrowych Nextranet konsekwentnie poszerza swoją ofertę z ukłonami w kierunku katolików! Niebywałe? Być może! Wprawdzie jeszcze nie ma Gościa Niedzielnego, Niedzieli (choć wersję cyfrową Redakcja sprzedaje samodzielnie!), czy Polonii Christiany na liście prenumerat cyfrowych... ale półka z e-bookami i audiobookami z etykietką „katolickie” zaczęła się ostatnio szybko wydłużać!
Przypomnijmy, że zaczęło się od wprowadzenia Traktatu o czyśćcu św. Katarzyny Genueńskiej! Nie minęło parę tygodni, a do oferty trafiło kilkanaście książek religijnych dla najmłodszych, w tym np. Biblia dla dzieci pod patronatem franciszkanów, oraz audiobook na temat Jana Pawła II – Fenomen Karola Wojtyły.
Bardzo mnie to cieszy! Katolicy to dość specyficzna grupa konsumentów, mająca bardzo silne strony... dlatego ten, kto dostrzeże to szybciej – stanie na lepszej pozycji!


pedziowie opanowali grono.net?
nawiązując do powyższego wtrętu o zboczonkach, muszę podziękować dzielnym Czytelnikom, którzy niekiedy podsuwają mi pod nos tematy, do opisania na gnyszkoblogu! Ostatnio, do teczki z napisem (do opracowania) trafiła sprawa opanowania jednego z gron w serwisie grono.net przez grupę zboczylasów. Czujny Czytelnik zaraz mi o tym doniósł i przedstawił materiał dowodowy! Tematyką zajmiemy się essunesposibyl.


ojojojojoj!
no właśnie! Taki okrzyk wyda na pewno stały Czytelnik, który wciąż czeka np. na odpowiedź dla gregusa dot. lefebrystów, czy mini-raport na temat rzekomej satanistyczności kościoła w San Giovanni Rotondo.
- Paniegrzyzgo! Obiecanki-cacanki! W trąbę Pan lecisz i głupa rżniesz! - już słyszę słowicze głosy Czytelników!
Otóż nie, zarówno do trąby, jak i do popełniania gwałtu na głupie jest mi bardzo daleko! Życie jednak nie rozpieszcza – jak ma człowiek na głowie dużo poważnych robót, w postaci czy to studialnych, czy zawodowych, musi zaoszczędzić choć trochę czasu na sen, powstrzymując się od pracochłonnych zajęć nieco mniejszej wagi. Tak więc proszę o cierpliwość! Sprawy te chcę opracować możliwie dobrze i wyczerpująco, zamiast doraźnie – stąd opóźnienia! Zresztą nie tylko na Gnyszkoblogu – Pogadanki Inwestorskie ucierpiały na cięciach w grafiku już w zeszłym roku!


co warto w czasie kryzysu?
wiadomo już, że w trosce o stabilność swojej sytuacji finansowej, warto pomyśleć o ograniczeniu kosztów. O tym, że warto temu nadać motywację nadprzyrodzoną, tj. przemienić w umartwienie, pisałem już w ostatnim Przewodniku po Wielkim Poście. Ale to nieco defensywna strategia... z dwóch względów!
Po pierwsze, prócz ograniczenia kosztów, warto pomyśleć o tym, by bezpośrednio podwyższyć swoje przychody! Po drugie zaś – kryzys jest najlepszą okazją do inwestycji.
Ludzie ze swej zranionej grzechem pierworodnym natury, wolą postępować nieracjonalnie! I tak, Cyfrowy Polsat największe sukcesy w pozyskiwaniu nowych klientów notuje właśnie podczas kryzysu (w dzisiejszym Parkiecie prezes CP dowodzi, że konsumpcja na telewizyjną szmirę w czasie kryzysu gwałtownie rośnie!), więc ludzie zamiast swoje koszty ograniczać, nie tylko zwiększają je w najmniej potrzebnych obszarach, natomiast nie robią niczego, by swoje przychody powiększyć! Ja nie mówię o tym, by inwestować w ich zwiększenie np. przejmowaniem lokalnej stacji benzynowej, czy hotelu, których właściciel zaczyna tracić grunt pod nogami! Jeśli ktoś ma dobrą okazję, gotówkę na koncie, wolę przetrwania i pomysł na kontynuowanie biznesu – proszę bardzo! To będzie strzał w dziesiątkę! Można natomiast zwiększyć swój dochód przy minimalnych nakładach kapitałowych, o czym pisałem już w jednej Pogadance Inwestorskiej. W tym kontekście – jako inwestycja długoterminowa, nastawiona na spektakularny sukces produktów cyfrowych (podobnie jak gigantyczna kariera komórek, w które kilkanaście lat temu słabo wierzono...) wydaje się być właśnie Nextranet! Polecam uwadze przedsiębiorczych Czytelników.


dobra grahamka, zdrowa grahamka...!
skoro już mowa o inwestowaniu, to przejdźmy na większy stopień ogólności! Wróciłem ostatnio do lektury kultowego podręcznika na ten temat - Inteligentnego inwestora Benjamina Grahama. Powtórzę to po raz pińćsetny: nie należy nawet iść w kierunku biura pośrednika finansowego, czy domu maklerskiego, by otworzyć rachunek, bądź rejestr funduszy inwestycyjnych, bez uprzedniej lektury Grahama!
Autor jest po prostu genialny i basta!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/27-ii-2008-roda-powstaje-post.html

myśl na dziś
Napisał również Apostoł, że "już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus". Słowa te są równie ważne dzisiaj jak wczoraj: przed Panem nie ma różnic narodowych, rasowych, klasowych, stanowych... Każdy z nas odrodził się w Chrystusie, aby być stworzeniem nowym, dzieckiem Bożym: wszyscy jesteśmy braćmi i winniśmy się zachowywać po bratersku!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 317










2 komentarze:

Tamkqn pisze...

No proszę, Towarzyszu! A jednak mamy coś wspólnego - sentyment do CSAiU i rozpaczliwe łapanie wolnego czasu jak powietrza, trochę jakby ze świadomością, że i tak się zaraz utonie. I tak podziwiam Twą organizację czasu.
Piękne były to czasy, to nasze wojskowe życie. Dopiero z perspektywy czasu widać, jakim luksusem było ogólne nicnierobienie, z przerwami na grzyboczyny i spanie na wykładach. Żadnych zewnętrznych trosk. Żadnego poczucia winy i straty czasu, jeśli nic nie robię.
Dziś po raz pierwszy od roku byłem w filharmonii i dopiero teraz to sobie uświadomiłem. W tym roku przeczytałem tylko półtorej pozycji literatury pięknej, reszta to podręczniki, raporty, prace naukowe...
Widzisz Pan, co kapitalizm z nas robi? ;)

Zupełnie serio jednak - czy nie następuje jakieś zachwianie priorytetów wtedy, kiedy koncentujemy się na celach, że tak powiem, służbowych do tego stopnia, że nam to nosem wychodzi? Tyleż powszechne, co przykre jest przekonanie, że tylko to może przynieść nam powodzenie materialne, a więc ważny, niemal nieodzowny składnik szczęścia i tożsamości.
To mnie zawsze u Pana Gnyszki zastanawiało - po co to Panu? Skoro nieomal bez przerwy Pan narzeka na brak czasu, to gdzie leży problem w tym, żeby go sobie dorobić?
A może pójdziemy na zawodowych, Kapralu?
Wyobraź sobie - wieczne grzyboczyny.

bart pisze...

Pedziowie? Zboczylasy? Maszku, a mieliśmy być tacy do siebie podobni...

ciekawostki: