wtorek, 24 lutego 2009

[24/25 II 2009] pośmiejmy się na dobranockę!

nawał pracy, który skończy się pojutrze, przytłoczył panagrzyzgie! W związku z tym proponuję na dobranoc wykonac dwie rzeczy.
horyzont
Najpierw poszerzyc horyzont intelektualny przyglądając się dyskusji, którą zainicjowałem na Forum Frondy na temat ostatniego wpisu na blogu. Dyskusja jest tutaj i warta jest uwagi w całości, ale clue zagadnienia dyskutowane jest przede wszystkim pod koniec wraz z wpisamy velmy i Malkontenta.
Niestety, początek - jak to zwykle w podobnych tematach, szczególnie, gdy sformułowane w podobny sposób - początek mija na tłumaczeniu tego, iż tego-a-tego nie chciało się powiedziec...
śmichy-chichy
teraz z kolei pośmiejmy się z graficzki, którą na w/w wątku umieścił niejaki Maxciek (znacie tego Pana?). Prosta, a śmieszna!

no i...
zasypiajmy razem z Misiem Uszatkiem i Misiem Panemgrzyzgą!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/24-ii-2008-iii-niedziela-wielkiego.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/02/blog-post.html

myśl na dziś
Nie jest prawdą, że istnieje sprzeczność między tym, żeby być dobrym katolikiem i służyć wiernie społeczności obywatelskiej. Gdyż Kościół i Państwo w świetle powierzanej im misji przez Boga nie mają powodu do konfliktu w praworządnym sprawowaniu swej władzy. Kłamią — tak jest, kłamią! — ci, którzy twierdzą coś przeciwnego. To właśnie oni w imię fałszywej wolności chcieliby "łaskawie", abyśmy jako katolicy powrócili do katakumb.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 301



2 komentarze:

Maxciek pisze...

conga!!!

Tamkqn pisze...

Jak to miło, że po drugiej stronie też lubią Cyanide and Happiness :)

Równie miło, że dałeś mi ręcamy Twych znajomych tak złożoną odpowiedź, choć mam wrażenie, że efekt byłby lepszy, gdybyś sam ją stworzył. Dzięki za wyrazy poparcia popierającym i krytyki krytykantom, ale w większości nie było tam nic, do czego dałoby się odnieść. Większość pary poszła w gwizdek, Towarzyszu :)

Za to muszę stworzyć dwa sprostowania - po pierwsze, nie twierdzę, że liberałowie są szczęśliwsi, co mi wielu, w tym PanGnyszka zarzucało. Wyraziłem się znacznie łagodniej. W oparciu o moje doświadczenia (przy zaznaczeniu, że są one specyficzne) liberałki mogą i czasem są szczęśliwsze. Nieprawda? Prawda.
Poza tym, powszechna demoralizacja naszego społeczeństwa naprawdę sprawia, że konsekwentni katolicy (nazwa robocza) muszą żyć w swego rodzaju gettach, a jest dość wątpliwe, że takie dziewczę skromne znajdzie sobie odpowiedniego partnera (bo często naprawdę wraz z konserwatyzmem podąża mizoginia. "Feministyczne odchyły" krytykowane na FF, są absolutną [moim zdaniem - uzasadnioną] normą "na zewnątrz") Trafienie w ideał (posłużę się tu Towarzyszem jako modelem) jest niezwykle trudne, a do tego czasu, jeśli nadejdzie, czeka seria rozczarowań i wystawianie nadziei na próbę. Liberałki (powiedzmy, że do czasu) są tego pozbawione, stąd ich pierwsze doświadczenia, może pierwsze lata mogą i raczej są szczęśliwsze. One się bawią w najlepsze, gdy ich towarzyszki siedzą i czekają.

Drugie sprostowanie to to, że nie jestem żadnym hedonistą, a to tylko jeden z tandetnych stereotypów na temat ateistów, który padł w tamtej dyskusji. Byłem oczywiście z większą ilością kobiet, niż Towarzysz kiedykolwiek zdoła poślubić, ale to nie jest wielki wyczyn. Nie wszystko było idealnie, ale zawsze (prawie, gdyby to która czytała, ale wątpię) najwyżej stawiałem empatię, szczerość i zrozumienie i wierz mi, że seks traktuję jako trzeciorzędny - mam wrażenie, że poświęcam mu znacznie mniej uwagi, niż Ty.

Cieszy mnie przy tym, że potraktowałeś mój komentarz poważnie, a przynajmniej wydał Ci się interesujący.

Czekam jednak, na Twój autorski komentarz, bo nie ukrywam, że chciałem zaatakować pewną świętość, jaką jest Twój model związku i rola w nim kobiety. Nie sposób nie zauważyć, że na FF raczej panie życzliwiej przyjęły mój komentarz, niż panowie :)

ciekawostki: