poniedziałek, 19 stycznia 2009

[19 I 2009] poniedziałek - wspomnienie wspaniałego świętego!

bp Pelczar
większość Czytelników wie dobrze, że jestem fanem św. bpa Józefa Sebastiana Pelczara! Dziś Jego obowiązkowe wspomnienie w Kościele! Bardzo mnie to cieszy, szczególnie, że staram się popularyzować Jego dzieła - więc tym razem mam naprawdę dobrą okazję i mogę poszaleć!
Poniżej wklejam jeden z rozdziałów Rozważań... o korzystaniu z czasu - na dowód tego, że jest to świetna książka dla każdego, kto poważnie myśli o świętości. Zresztą, nie muszę chyba przypominać, ale bp Pelczar jest jednym z autorów fragmentów newslettera Bądź Święty!, który uruchomiłem jakiś czas temu!
Poniżej znajdziecie całą bibliografię bpa Pelczara dostępną obecnie na rynku - zrobiłem resercz po wszystkich znanych mi księgarniach, polecam z całego serca! Autor podbił katolickie serca na całym świecie - jak na XIX-wieczną klasykę porządnej myśli ascetycznej. Nasz produkt eksportowy - prosto z Przemyśla! Na Nim wzrastał Jan Paweł II i wielu mniej znanych poza nim.

powiem krótko: nie ma lepszego, nad Pelczara świętego!

równocześnie...
...wypada się zasmucić, że w sytuacji wzmożonego ruchu w związku z zajmowaniem obecnie 5. miejsca w konkursie na Blog Roku 2008 nie mogę pisać więcej i bardziej pod nowych Czytelników. Niestety! Projekt hali wielofunkcyjnej musi być oddany w kolejny wtorek, więc mam dużo pracy... Nowym Czytelnikom polecam rozgościć się na Gnyszkoblogu, popatrzeć na miłe bannerki... i poczytać teksty obecne, jak i przeszłe! Potem zaś - komóreczki w dłoń...

cytat z niezrównanego bpa Pelczara!
pochodzi z "Rozmyślań o życiu kapłańskim" które nieustannie polecam

LV. Korzystanie z czasu (Rozmyślanie to można rozłożyć na dwa dni)
PRAELUDIUM I
Przypomnieć sobie przestrogę Apostoła: Patrzcie tedy, bracia, jako byście ostrożnie chodzili, nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy czas odkupując, iż dni są złe1.
PRAELUDIUM II Spraw, Panie, abym poznał cenę czasu i z czasu należycie korzystał.

Punkt I

Dlaczego potrzeba z czasu korzystać?
1. Każdemu człowiekowi, a więc i mnie, wyznaczył Bóg pewną miarę czasu, jakby dzień roboty, krótszy lub dłuższy, iżbym pracując sumiennie za Jego łaską zarobił sobie na grosz niebieskiej zapłaty. Czas ten jest zatem pierwszą łaską i fundamentem łask innych; a iż tę łaskę wysłużył nam Pan Jezus drogocenną Krwią Swoją, przeto czas tak jest drogi, jak Krew Zbawiciela. Ponieważ za dobre użycie. czasu mam otrzymać szczęśliwą wieczność, przeto czas tyle wart, ile wieczność. Ponieważ wreszcie w tej wieczności mam posiąść doskonale Pana Boga, przeto rzec mogę, że czas takiej jest ceny, jak sam Bóg.
Dla mnie ma czas tym większą wartość, że od dobrego użycia tegoż zależy nadto większa lub mniejsza chwała Boża dodatkowa i zbawienie niejednej duszy, bo wszakże jako kapłan, winienem pracować nad rozszerzeniem chwały Bożej i nad zbawieniem dusz. O Boże, jakże wielce cenić należy każdą godzinę!
A tych godzin tak mało; bo czas krótki jest. Krótkie są dni człowiecze - żali się już stary Hiob - liczba miesiąców jego u Ciebie jest; zamierzyłeś granice jego, które nie będą mogły być przestąpione2. Podobnie skarży się Psalmista: Lata nasze jako pajęczyna będą poczytane, dni żywota naszego w nich siedemdziesiąt lat; a jeśli w możnościach, osiemdziesiąt lat, a nadto co więcej, praca i boleść3. Choćbym żył i dziewięćdziesiąt lat, czymże to jest w porównaniu, już nie mówię, z wiecznością, ale z czasem, jaki upłynął od stworzenia świata i jaki upłynie do końca wieków. Zresztą gdy odejmę te godziny, które obracam na sen, wytchnienie i posiłek, cóż zostanie do pracy? Chwil niewiele, które do tego upływają szybko, jak bystry prąd rzeki, jak orzeł przeszywający powietrze, jak strzała puszczona z łuku. Oto już tyle lat przeżyłem, a dziś wydają mi się one jakby snem krótkim; jeszcze trochę takich lat, może nawet kilka miesięcy lub dni, a skończy się dla mnie czas próby i zasługi.
Jakże mi tedy spieszyć się trzeba, zwłaszcza, że strata czasu jest niepowetowaną... Teraz przyświeca mi dzień zbawienia, ale ten dzień wkrótce przeminie i nastanie noc, to jest wieczność albo jasna i błoga, bo opromieniona światłem chwały, albo ponura i straszna, bo pełna ciemności l grozy piekła. Wielu, nie skorzystawszy z dnia zbawienia, wpadło w tę noc straszną, a teraz w rozpaczy wołają: O Boże, gdybyś nam użyczył choć chwili czasu na pokutę i pracę, jakże byśmy go dobrze użyli; ale daremnie, już czas dla nich przeszedł. Jakimże tedy szaleństwem jest marnowanie czasu!
2. Lecz cóż to znaczy czas marnować? To znaczy nie używać czasu tak, jak Bóg tego żąda. Marnuje zatem czas, kto źle czyni i obraża Boga, bo on jakby żyje na ziemi, a w istocie martwym jest, iż nie ma w sobie życia Bożego. Marnuje czas, kto nic dobrego nie czyni i zaniedbuje to do czego jest ściśle obowiązany. Jest to również sługa nieużyteczny i lękać się powinien, by nie został wrzucony w ciemności zewnętrzne, gdzie płacz i zgrzytanie zębów. Marnuje czas, kto wiele czyni dla siebie, dla ludzi, dla rodziny, dla narodu, dla nauki, ale tak, że tym czynom nie przyświeca jasność wiary. Mimo ciągłej pracy, ma on jednak przy śmierci ręce próżne, bo jak powiedział św. Augustyn: Non utiliter in tempore vivit;
nisi ad comparandum meritum, quo in aeternitate vivatur [Bez pożytku jest życie doczesne, jeśli nie służy zdobywaniu zasługi, dzięki której może trwać w wieczność. Marnuje czas, kto ma wprawdzie światło wiary i wiele czyni dobrego, ale nie to, czego Bóg od niego żąda, bo np. opieszale i pospiesznie spełnia obowiązki, aby się za to oddawać sprawom innym, choć dobrym. Do niego to można by zastosować słowa Zbawiciela: Kto nie jest ze mną, przeciw mnie jest; a kto nie zgromadza ze mną, rozprasza 5. Marnuje wreszcie czas, kto robi to, co Bóg chce, ale nie tak, jak Bóg chce - a więc albo leniwie i niedokładnie, albo bez czystej pobudki. O takim powiedział Duch Św.: Przeklęty, który czyni sprawę Pańską zdradliwie.
3. Niestety, marnowanie czasu jest powszechnym u ludzi. Czas ma niezmierzoną wartość, bo jest to przędza, z której mamy wyrobić sobie szatę nieśmiertelności, nie godzi się zatem lekceważyć ani jednej nitki owszem, trzeba wyzyskać każdą chwilę, bo jak powiedział św. Franciszek Salezy, skąpstwo co do czasu jest dozwolone; - tymczasem tyle ludzi przepędza całe dni, miesiące, lata na niczym i nad tym tylko rozmyśla, jakby czas zabić. Ale też na wielu z nich sprawdza się słowo Proroka: W pracy ludzkiej nie są·.. I przeto je pycha zdjęła, okryli się nieprawością i niezbożnością swoją· Wystąpiła jakoby z tłustości nieprawość ich, puścili się za żądzami serca. Myśleli i mówili złość7.
Są nawet kapłani, którzy nie wiedzą, co począć z czasem, i dla uniknienia nudów różnych chwytają się środków, jak pogadanek, wizyt, gry w karty, polowania, czytania lżejszych książek, a tylko na modlitwę, naukę i pracę duchowną czasu nie mają. Na takich słusznie oburza się św.
Bernard: Pogawędźmy, mówią, przepędźmy godzinę. O tak, przepędzaj godzinę, którą ci do czynienia pokuty, do otrzymania przebaczenia, do uzyskania łaski, do zasłużenia sobie na chwałę miłosierdzie Stworzyciela użyczyło. O tak, przepędzaj ten czas, w którym miałeś Boską ubłagać łaskawość, dążyć do anielskiego obcowania, wzdychać do utraconego dziedzictwa... i płakać nad popełnioną nieprawością8.
I na mnie ciąży ta sama wina, bo ileż to w życiu moim chwil straconych, ile czczych marzeń, głupich myśli, próżnych słów, złych lub nieużytecznych czynów!... O jakże mi daleko do wzoru mojego - Jezusa Chrystusa, który wszystkie chwile ziemskiego życia swojego ofiarował Ojcu Niebieskiemu i ludziom... jakżem niepodobny do świętych biskupów i kapłanów, którym czas wydawał się zawsze za krótkim, tak iż pragnęli wstrzymać go w biegu, jak Jozue słońce, by móc dłużej pracować a z których jeden - św. Alfons Liguori - zobowiązał się nawet ślubem, że żadnej chwili na próżno nie straci... Za czas zmarnowany mógłbyś mnie, Panie, ukarać odjęciem czasu; lecz czekaj jeszcze, a ja odtąd, za łaską Twoją, dołożę starań, by czas przeszły okupywać pokutą, z teraźniejszego zaś i przyszłego dobrze korzystać...
PUNKT II

Aby dobrze skorzystać z czasu, trzeba uświęcić czas modlitwy, pracy, cierpienia, posiłku, wytchnienia i rozrywki, a przy tym zaprowadzić pewien porządek w życiu.
1. Jeżeli chcę należycie korzystać z czasu, winienem ofiarować Bogu całą moją istotę i wszystkie chwile mojego życia, a stąd starać się o uświęcenie tychże.
Mianowicie, mam ofiarować Bogu i uświęcić czas modlitwy, a stąd modlić się chętnie, często, z uwagą i gorącością - modlić się nie tylko tyle, ile obowiązek ściśle wymaga, ale posiadać nadto ducha modlitwy, to jest ciągłe jej pragnienie - modlić się nie tylko ustami, ale i myślą, czyli odbywać codziennie medytację, a przy tym zachowywać skupienie, pamiętać na obecność Bożą i mieć ucho otwarte na głos natchnień Pańskich. O tym już rozmyślałem9, ale czy dotrzymuję postanowień?
Mam ofiarować Bogu i uświęcić czas pracy i cierpienia, a stąd spełniać sumiennie, dokładnie i z czystej pobudki wszystkie moje obowiązki, wszystkie moje zajęcia - pracować ochotnie i wytrwale dla chwały Bożej i dobra dusz - zarazem znosić mężnie wszystkie trudy i boleści z tą pracą połączone. I o tym już rozmyślałem 10, ale czy dotrzymuję postanowień?
Mam ofiarować Bogu i uświęcić czas posiłku, a stąd używać pokarmu i napoju w miarę potrzeby, bez niewstrzemięźliwości i zbytku, oprócz tego tę czynność materialną uduchowniać modlitwą, pamięcią na Boga, umartwieniem i jałmużną. I o tym już rozmyślałem!, ale czy dotrzymuję postanowień?
Ofiarować Bogu i uświęcić czas wytchnienia i rozrywki. Wytchnienie jest koniecznym dla odświeżenia sił ducha i ciała, bo jak słusznie powiedział św. Grzegorz, łuk silnie natężony pęka; trzeba go zatem zwolnić, iżby później mógł służyć korzystnie. Byłoby nawet rzeczą szkodliwą, gdyby kapłan zbytecznie obciążał się pracą i nigdy nie dawał sobie folgi, a szczególnie za mało snu używał; prędzej czy później przyszłoby zmęczenie fizyczne i zniechęcenie moralne.
Z tegoż powodu wolno kapłanowi używać niewinnych rozrywek wszakże sam Apostoł Jan św. bawił się ptaszyną, bawili się tacy Święci' jak św. Karol Boromeusz, św. Filip Nereusz, św. Franciszek Salezy itp.: bawią się podczas rekreacji zakonnicy. Wymaga się jednak, aby wytchnienia i rozrywki używać z dobrej pobudki, a więc odnosząc wszystko do chwały Bożej - z umiarkowaniem, a więc tyle, ile potrzeba do wypoczynku - w swoim czasie, a więc po pracy - z pamięcią na Boga i w duchu miłości, a więc tak, by nie ubliżyć godności i cnocie kapłańskiej, czy to rozproszeniem i szałem, czy ostrą sprzeczką lub złośliwym żartem, czy dowcipem nieprzyzwoitym lub trywialnym. Nihil in sacerdotibus plebeium, nihil populare, nihil commune [W życiu kapłanów nie powinno być niczego co małe, niczego co szuka poklasku, niczego co powszednie] - powiedział słusznie św. Ambroży.
Niektóre rozrywki są kapłanowi wręcz wzbronione, jak np. tańczenie i polowanie hałaśliwe (venatio clamorosa), bywanie na śliskich przedstawieniach teatralnych, baletach i widowiskach nieskromnych lub rażących. Nie przystoi - a w wielu diecezjach istnieje wyraźny zakaz - by kapłan, choćby sam na sam, wałęsał się ze strzelbą po lesie czy polu, z wielką drogiego czasu stratą i ze szkodą dla obowiązków. Zwierzyną, na którą ma on polować, niech będą przede wszystkim owce zbłąkane.
Nie jest też rzeczą stosowną, by bywał jako widz na balach publicznych lub na zabawach prywatnych połączonych z tańcami; jeżeli mu zaś wy_ pada być gdzieś na weselu, niech się usunie przed rozpoczęciem tańców. Toż samo godność kapłańska nie pozwala przesiadywać w szynkach lub kawiarniach i restauracjach najniższego rzędu; a skromność duchowna każe stronić od gier towarzyskich z kobietami i od zwiedzania wy_ staw, gdzie są obrazy czy rzeźby nieskromne1Z.
Co do gry w karty, gra namiętna i hazardowa, przy której wiele pieniędzy i czasu się traci, jest w każdym razie wzbronioną, a udział w niej nie jest wolny od grzechu. Jeżeli zaś gra sama jest niewinną, a pobudka jej godziwą - jeżeli się gra niewysoko i nie dla podłego zysku - jeżeli się gra uczciwie, bez namiętności i bez kłótni - jeżeli się gra rzadko i krótko, bez uszczerbku dla modlitwy i pracy: natenczas ten rodzaj zabawy jest pozwolony. Zboczenia są tu dosyć łatwe i trafia się niestety, że niektórzy księża długie nieraz godziny przepędzają przy zielonym stoliku, wskutek czego nie tylko medytacja i czytanie duchowne, ale i brewiarz czasem przepada. W ten sposób tracą powoli ducha kapłańskiego i narażają się na ciężkie grzechy; a jeżeli są drażliwi i siadają do gry ze świeckimi, ściągają sobie nieraz przykre zajścia. Toż najlepiej nigdy nie grywać.
Podróżowanie może być dla kapłana dobrą i pożyteczną rozrywką, byle zachować pewne ostrożności. Przede wszystkim podejmować podróż z wyższej pobudki, a więc nie tylko dla wytchnienia lub z ciekawości, ale w tym szczególnie celu, by odnieść korzyść duchowną i przysłużyć się bliźnim. Pod tym względem prym dzierżą pielgrzymki święte, czy do Ziemi św., czy do Rzymu, czy na miejsca, gdzie się znajdują znaczniejsze relikwie albo ziemskie stolice Królowej Niebieskiej, wielu łaskami słynące. Po wtóre, przestrzegać w podróży skupienia i skromności, tudzież uprzejmości i cierpliwości względem obcych; a nie opuszczać, o ile tylko możliwe, ani medytacji, ani Mszy św. Za wzór niech tu służą trzej Mędrcy idący do Betlejem albo ci Święci, którzy w życiu wiele pielgrzymowali - za drogowskaz zaś te słowa: We wszystkich drogach twoich myśl o Nim (o Bogu), a On wyprostuje ścieżki twoje 13. Wreszcie podróżować tylko w czasie wolnym od obowiązków i niezbyt często, bo słusznie powiedziano: Qui multum peregrinantur, raro sanctificantur [Którzy wiele podróżują, rzadko się uświęcają). Z drugiej strony, byłoby rzeczą słuszną, aby każdy kapłan miał co rok choć krótkie wakacje, jak to zaprowadzono w diecezjach francuskich.
Stosowną na koniec rozrywką jest dla kapłana praca ręczna, byle bez uszczerbku dla pracy duchownej - przechadzka, byle z dobrym towarzyszem lub z dobrymi myślami - gra na instrumentach, byle nie w towarzystwie kobiet - odwiedziny, byle podjęte w dobrej myśli i do stosownych domów, a nie zeszpecone próżnością, obmową lub innymi wadamj14.
Jakąkolwiek jest rozrywka, tak ma jej kapłan używać, iżby na świętości straty nie poniósł. Gdy raz św. Karol Boromeusz w chwili wytchnienia bawił się grą w szachy, wszczęła się rozmowa o śmierci i każdy z obecnych wypowiadał, w jaki by sposób chciał się do niej przygotować.
Arcybiskup zapytany, co by uczynił, gdyby wiedział, że za godzinę umrze, odrzekł: Kończyłbym tę grę szachów; dając tym poznać, że i tę czynność przedsięwziął dla chwały Bożej. A jakież były dotąd moje rozrywki i jak się w nich zachowałem?
2. Nie dosyć jednak uświęcić wszystkie zajęcia; potrzeba nadto pewien ład do nich wprowadzić, czyli wyznaczyć sobie stały - o ile można porządek życia, a nawet porządek dzienny. Pożyteczne to dla każdego chrześcijanina, o ileż więcej dla kapłana, który ma tyle obowiązków i czynności. Wymaga tego wola Boża, bo wszakże sam Bóg, jako miłośnik ładu, wszystko pod miarą i liczbą rozrządzili. Wymaga tego również Zbawiciel, który wszystko czynił w porządku i nie uprzedzał swojej godziny (nondum venit hora mea) [Jeszcze nie nadeszła godzina Moja]; w ślad zaś za Mistrzem nakazuje Apostoł: Wszystko niech się dzieje uczciwie i wedle porządkul6. Wymaga tego wreszcie dobro kapłana; gdzie bowiem porządek, tam droga do Boga prosta, jako powiedział św. Augustyn: Ordo est quem si tenuerimus in vita, perducet ad Deum [Istnieje porządek, który zaprowadzi nas do Boga, jeśli zachowujemy go w życiu] 17. Gdzie porządek, tam pilność i sumienność, bo tam się niczego nie zaniedbuje i licho nie spełnia, a ma się czas na wszystko. Gdzie porządek, tam pokój i umartwienie, bo tam nie panuje zamieszanie, ani żądza jakakolwiek. Jednym słowem, qui regulae vivit, Deo vivit [Kto żyje wedle porządku, żyje dla Boga]J8. Natomiast, gdzie nie ma porządku, tam wiele wykroczeń; toż słusznie bezład jest obrazem piekła, ubi nullus ordo sed sempitemus horror inhabitat [Gdzie nie ma porządku, lecz zamieszkuje wieczny strach p9.
Nic też dziwnego, że Święci trzymali się pewnego porządku dziennego i nie dopuszczali, aby jaka chwila szła na marne.
Niechże podobnie każdy kapłan wyznaczy sobie tuż przed święceniem pewien porządek dzienny i spisze go na osobnej kartce.
Mianowicie, niech rano wstaje rychło i o jednej godzinie, wyjąwszy czas słabości lub wielkiego zmęczenia. Powstawszy, niech się przeżegna wodą święconą i ubiera z modlitwą na ustach (Anioł Pański, Litania loretańska itd.). Dobrze jest wtenczas, za przykładem św. Franciszka Borgiasza, uderzyć czołem trzykroć o ziemię i po trzykroć ją pocałować, już to na uwielbienie Trójcy Św., mówiąc Chwała Ojcu itd. - już to na uczczenie Najświętszego Sakramentu, mówiąc: Niech będzie pochwalony Najświętszy Sakrament itd. - już to na przypomnienie sobie, że się jest prochem tylko i w proch się obróci.
Ubrawszy się, niech uklęknie i uczyni najpierw cztery akty, to jest stawi się przed Bogiem z jak największą pokorą i odda Mu głęboki pokłon - podziękuje Mu za wszystkie dobrodziejstwa, a szczególnie za straż i opiekę w nocy - ofiaruje Trójcy Św. wszystkie sprawy dnia rozpoczętego, łącząc je z zasługami i cierpieniami Jezusa i Maryi – wreszcie poprosi o łaski potrzebne do uniknienia grzechów i spełnienia obowiązków, zarazem poleci Sercu Jezusowemu przez Najświętszą Matkę cały Kościół, parafię, rodzinę, przyjaciół itd. Akty te będą służyć za przygotowanie do medytacji, którą najlepiej odprawić z rana. Po półgodzinnym rozmyślaniu, niech odmówi godziny mniejsze, a przynajmniej prymę, jeżeli nie trzeba iść zaraz do kościoła. Przed Mszą Św. niech mimo to nie zaniedbuje odpowiednich aktów, po Mszy zaś niech przynajmniej kwadrans poświęci na dziękczynienie. .
Czas następny należy tak rozłożyć, aby każda godzina była wypełniona czy modlitwą, czy nauką, czy pracą zawodową lub parafialną, nie pomijając jednak potrzebnego wytchnienia. Poradną przy tym jest rzeczą, aby nieszpory i kompletę odmawiać zaraz po dwunastej, a jutrzll1ę zawsze antycypować.
Przez cały dzień niech kapłan pamięta na obecność Bożą, robi akty strzeliste, pozdrawia Najświętszą Pannę, zwłaszcza wtenczas, gdy wychodzi z domu, gdy zegar uderza lub głos dzwonu Się odzywa. Po południu niech nawiedzi Najświętszy Sakrament i odmówi cząstkę różańca; wieczorem zaś niech przeczyta coś duchownego, np. rozdział z Pisma św. odprawi rachunek sumienia, z aktem doskonałego żalu, i zasypia o tej samej - jeżeli można - godzinie, z modlitwą na ustach.
Podobny porządek dzienny, ale z wypełnieniem szczegółów, niech sobie ułoży każdy kapłan i trzyma się go wiernie, o ile okoliczności na to pozwalają; dla konieczności bowiem i miłości bliźniego trzeba nieraz zrobić ustępstwo.
O gdyby te zasady i prawidła kierowały każdym moim krokiem, każdą moją chwilą, jakże pięknym i płodnym byłoby moje życie... Ale, niestety, muszę tu powtórzyć słowa św. Franciszka Salezego: Gdy pomyślę, na co obracałem czas Boży, bardzo się boję, by mi Bóg nie odmówił wieczności swojej, skoro ją tylko dla tych zgotował, którzy dobrze czasu używają;
a co powiedział Święty w uczuciu pokory, to stosuje się do mnie w całej prawdzie. Ach tak, źle nieraz używam czasu Bożego i nie umiem uświęcać, jak słuszne, ni modlitwy, ni pracy, ni posiłku, ni wytchnienia...
RACHUNEK SUMIENIA z użycia czasu,
AKT ŻALU u stóp Pana Jezusa i prośba do Najświętszej Matki, by mi wyjednała przedłużenie dnia zbawienia.
POSTANOWIENIA: Ułożę sobie porządek dzienny na piśmie i będę się go trzymał, o ile można, wiernie; każdego zaś wieczora będę się rachował z użycia czasu.
AKT STRZELISTY: O Panie, nie wchodź do sądu z sługą Twoim co do użycia czasu, bo się nie usprawiedliwi przed Tobą żaden żywiący.


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/19-i-2008-sobota-wspomnienie-w-jzefa-s.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/19-i-2008-sobota-wspomnienie-w-jzefa-s_19.html

myśl na dziś

Nasz Pan Jezus tak bardzo ukochał ludzi, że stał się człowiekiem, przyjął naszą naturę i żył w codzienny kontakcie z biednymi i bogatymi, ze sprawiedliwymi i z grzesznikami, z młodymi i ze starymi, z poganami i z Żydami. Rozmawiał nieustannie z wszystkimi: z tymi, co Go kochali, i z tymi, którzy starali się jedynie o przeinaczenie Jego słów, by Go osądzić. – Staraj się postępować jak Pan.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 558



niedziela, 18 stycznia 2009

z okazji Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan

Przegapiłem Dzień Judaizmu, ale z okazji Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan dobre i to:





Dobranoc wszystkim! Powiem tylko tyle: znam paru Żydów, oryginalnych, z Izraela, zbyt wiele od tego się nie różnią - mentalnie, tzn. w sposobie widzenia świata. Zaznaczę, że nie są ortodoksami. Czy jestem antysemitą?

Przy okazji polecę może tę książkę... historia wielkiego nawrócenia Rabina Rzymu:



a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/18-i-2008-pitek-dzie-pokuty.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/18-i-2008-pitek-takiego-postu-nie-bdzie.html




piątek, 16 stycznia 2009

[16 I 2008] czy gnyszkoblog wyprzedzi p. Senyszynową?

czy gnyszkoblog wyprzedzi p. Senyszynową?
(w to zdjęcie można kliknąć... tylko dla zainteresowanych!)
no właśnie... dobre pytanie!

w konkursie na Blog Roku 2008 jestem już na miejscu 11. w kategorii Polityka, oraz na miejscu 3. w kategorii Profesjonalne (tam startują Pogadanki Inwestorskie), jednak zauważyłem że moja Ulubienica - p. Senyszynowa wysforowała się już o 3 pozycje wyżej ode mnie! Zobaczymy jak ranking będzie się kształtował po aktualizacji o 24:00!
Tych, którzy jeszcze nie wysłali SMSów, zachęcam, przytaczając dane do głosowania:

apeluję do wszystkich, którzy przyjaznym okiem patrzą na moją pisaninkę! Weźcie telefony w ruch! Telefony własne, Rodziców, Rodzeństwa, Sąsiadów, Wujostwa... i wyślijcie z każdego po jednym SMSie na każdy z blogów! 1,22 zł z każdego SMSa pójdzie na dzieci z porażeniem mózgowym.

Co powie Gnyszka?

SMS o treści C00046 na numer: 7144
koszt: 1,22 zł (idzie na dzieci z porażeniem mózgowym)

Pogadanki Inwestorskie

SMS o treści B00089 na numer: 7144
1,22 zł (też na dzieci z porażeniem mózgowym!)

Z góry dziękuję wszystkim za zaangażowanie! Powiadomcie kogoś, jeśli uważacie to za stosowne.

Natomiast wszystkim Czytelnikom życzę dobrej nocy, bo muszę już dziś udać się na spoczynek. Inaczej cienko będzie. Wykończon pangrzyzga jezd!

film na dobranoc

ostrzegam, film jest zjadliwie antysemicki i podły! Oglądajcie szybko, zanim YouTube słusznie nie usunie tego kontrowersyjnego nagrania ze swojego serwera!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/16-i-2008-roda-biaoczarna.html

myśl na dziś

Ogromne wygodnictwo – a czasami wielki brak odpowiedzialności – kryje się w postawie przełożonych, którzy unikają przykrości upominania, wymawiając się niechęcią sprawiania cierpienia innym. Być może oszczędzają sobie w tym życiu nieprzyjemności... lecz narażają na niebezpieczeństwo utraty szczęśliwości wiecznej – własnej i innych – przez zaniedbania, które są prawdziwymi grzechami.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 577








czwartek, 15 stycznia 2009

Blog Roku 2008 - pierwszy raport z pola walki!

Słuchajcie! Wydarzyło się niemożliwe!

Dane o głosowaniach w konkursie na Blog Roku 2008 aktualizowane są co 12 godzin. Jakież było moje zdziwienie, gdy - po wczorajszym powiadomieniu parunastu znajomych SMSami oraz na GG - spojrzałem rano w statystykę i odkryłem, że... Pogadanki Inwestorskie znalazły się na 5. miejscu w kategorii Profesjonalne, natomiast Co powie Gnyszka? (a więc ten, o którym piszą w książce Agata. Anatomia manipulacji pp. Najfeld i Terlikowski, a którą będę wnukom pokazywał) znalazł się... na pozycji 14.!
Powiem więcej - w kategorii Polityka konkurencja jest największa. Po aktualizacji o godz. 12:00 moje blogi znalazły się odpowiednio na 6. i 16. pozycji, m.in. w kategorii Polityka wyprzedziła mnie niejaka Senyszynowa...
Jednym słowem - apeluję do wszystkich, którzy przyjaznym okiem patrzą na moją pisaninkę! Weźcie telefony w ruch! Telefony własne, Rodziców, Rodzeństwa, Sąsiadów, Wujostwa... i wyślijcie z każdego po jednym SMSie na każdy z blogów! 1,22 zł z każdego SMSa pójdzie na dzieci z porażeniem mózgowym.
Poniżej zaś przeklejam dane do SMSów z wczorajszego posta:


Co powie Gnyszka?

SMS o treści C00046 na numer: 7144
koszt: 1,22 zł (idzie na dzieci z porażeniem mózgowym)

Pogadanki Inwestorskie

SMS o treści B00089 na numer: 7144
1,22 zł (też na dzieci z porażeniem mózgowym!)

Z góry dziękuję wszystkim za zaangażowanie! Powiadomcie kogoś, jeśli uważacie to za stosowne.
A powyżej mowa była o tej książeczce:

----------------------------------------

[15 I 2009] gorzkie żale przybywajcie...!

gorzkie żale przybywajcie...!

stali Czytelnicy Gnyszkobloga wiedzą już, że jego autor jest wielce delikatnym autorem a na dodatek ma wielką słabość do nabożeństwa Gorzkich Żali! W przeciągu 24 godzin miał okazję doświadczyć dwóch niewysłowionych żali, które chyba jednak spróbuje wysłowić...
żal po raz pierwszy
w zeszły czwartek uderzyłem się w klamkę, tzn. w dłoń - klamką. Zapraszałem dwie damy na obiad i chcąc podkreślić swoje zaproszenie szerokim ruchem rąk, walnąłem w klamkę. Zrobiła mi się ranka, która dość długo się goiła - dopiero przedwczoraj uformował się porządny strupek i zaczął się obkurczać... a tu wczoraj... zdejmując kurtkę... zerwałem strupek i leciała mi krew przez parę minut. Zrobiło mi się przykro, autentyczny żal nad zmarnowaniem pracy moich płytek krwi, które z miłości do mnie uformowały dobry strupek... Przykro mi się zrobiło.
żal po raz drugi
ale na tym nie koniec! Dziś rano zdejmowałem sweter i stałem za blisko ściany. Odchyliłem się bardzo dynamicznie, by zdjąć go jednym ruchem i... tak rąbnąłem w ścianę, że aż usłyszałem odgłos. Nie to, żeby mi się w głowie kręciło, albo żebym później wymiotował... ale zdałem sobie sprawę, że to dość kruche to nasze życie. Wstrząsu mózgu można się nabawić, albo czegoś gorszego - przy zwykłym zdejmowaniu swetra. Znów zrobiło mi się przykro.
Praktyka braterskiego upomnienia, która jest głęboko zakorzeniona w Ewangelii, jest dowodem nadprzyrodzonego uczucia i zaufania. Bądź wdzięczny za nią kiedy otrzymujesz upomnienie i nie zapominaj stosować go wobec innych, z którymi żyjesz razem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 566





środa, 14 stycznia 2009

[14 I 2008] środa... nie palcie komitetów!

nie palcie komitetów, zakładajcie własne
to rzecz jasna cytat z nieboszczka Jacka Kuronia. Jego użycie nie oznacza bynajmniej, by pangrzyzga stał się nagle wojującym kuronistą, nawiązuję jedynie do wypowiedzi jednego z moich ulubionych FForumowiczów. Otóż, stwierdził On ostatnio, że działanie negatywistyczne, ciągłe protestowanie, oburzanie się, etc. nie ma dużego sensu (o ile na tym się poprzestanie). Zaproponował, by rozszerzyć tego typu działania o realizowanie wizji pozytywnej, tworzenie własnego, równoległego świata. Zdanie to podzielam od dawna i dodam od siebie, że ten równoległy świat powinien mieć na celu przemienienie świata w ogóle – stając się światem dominującym. Myślę, że mówimy tu o mitycznej „Christianitas”.
Inna rzecz dotykająca sprawy jest tego rodzaju, że ograniczając się do protestowania, oburzania, bojkotu... przyjmujemy „narrację” - tj. zarówno tematykę, jak i język – narzucane przez stronę przeciwną. Jednym słowem, dobrze byłoby być stroną która nie tylko bierze udział w starciach w odpowiedzi na ataki, ale i sama kreuje bitwy – narzucając tematykę i język. Być zawsze krok do przodu – o to chodzi.

odbudowa Christianitas a „Manifest neomesjanistyczny”
w tym kontekście ciekaw jestem jak ma się np. głośny ostatnio w niektórych środowiskach „Manifest neomesjanistyczny” Rafała Tichego z „44/ Czterdzieści i Cztery” do tej wizji odbudowy Christianitas, chociażby w wydaniu prof. Plinio Correa de Oliveiry... Sprawy jeszcze nie przemyślałem należycie, bo nie miałem na to czasu... ale lektura „Manifestu...” i wywiadu z jego autorem w „Gościu Niedzielnym” sprzed paru tygodni napawała mnie na przemian entuzjazmem, na przemian zawodem.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że w najnowszym numerze „Polonii Christiany” – a więc dwumiesięcznika inspirowanego myślą Profesora Plinio – znajdujemy notkę informującą o wydaniu „44” oraz o mesjanizmie, jako przedmiotu zainteresowań nowego periodyku... Ha! Ciekawe.

myślenie całościowe
przy tych wszystkich rojeniach powinniśmy myśleć o zagadnieniach państwowych, porządku, etc. w sposób całościowy. Wielu bowiem pobożnych ludzi, zaangażowanych w sprawę, będących w samym centrum, a których mam okazję znać... zbyt wiele jak na mój gust, zbyt wiele elementów dzisiejszej rzeczywistości uważa za nieusuwalne, oczywiste, konieczne. Tak jednak nie jest. Historia jest otwarta.
Przechodzisz krytyczny etap: odczuwasz nieokreślony lęk; trudności w ułożeniu dziennego planu, praca wydaje ci się wyniszczająca, ponieważ nie wystarczają ci dwadzieścia cztery godziny na dobę, żeby spełnić wszystkie swe obowiązki... — Czy próbowałeś iść za radą Apostoła: "Wszystko niech się odbywa godnie i w należytym porządku?". Czyli: w obecności Boga, z Nim, przez Niego i tylko dla Niego.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 526


wtorek, 13 stycznia 2009

[13 I 2009] czy 101. Batalion Policyjny, to "zwykli ludzie"?


wprowadzonko
zgodnie z tym, co zapowiadałem wcześniej, czytałem ostatnio fragmenty książki niejakiego Browninga pt. Zwykli ludzie, opowiadającej o wypadkach na Lubelszczyźnie w latach 1940-1941.

Problem z grubsza polega na tym, że wysłano do tworzenia 101. Batalionu Policyjnego podtatusiałych robotników i urzędasków, którzy z tytułowych zwykłych ludzi szybko przedzierzgnęli się w katów, którzy w ciągu roku zabili ponad 70 000 cywilów. Nie w walce - w ramach planowej eksterminacji.

Nie zamierzam tu pisać jakiegoś poważnego omówienia, ale zebrać parę uwag, które nasunęły mi się podczas lektury.



religijność
czynnika, którego Browning w ogóle nie bada (pewnie z uwagi na to, że w materiale, na którym się opierał nie było mowy o danych nt. religijności - a opierał się na powojennych przesłuchaniach tych policjantów i wywiadów z żyjącymi spośród nich w latach '60 i '70) - to religijność policjantów. Jako, że gros z nich wywodziło się z Hamburga, a więc z północy Rzeszy, domniemuję, że albo byli luteranami, albo ateistami, co wbrew pozorom aż tak od siebie odległe nie jest...

Myślę, że warto byłoby zbadać zależność pomiędzy uległością i konformizmem, które Browning typuje na główne przyczyny zaangażowania w mordy, a religijnością właśnie. Ot, wystarczy choćby wspomnieć na prześladowania, które protestanci lubili fundować w przeszłości.

Hamburg - miasto czerwone
podobnie rzecz się ma z czerwonością Hamburga - ówczesnego miasta-centrum ruchu socjalistycznego. Z jednej strony jako czynnik sprzyjający ateizmowi, z drugiej zaś... no właśnie. Czy to, że hamburczycy byli wówczas w większości socjalistami impregnowało ich na... narodowy socjalizm? Z pewnością, było paru internacjonalistów, prawdziwych bolszewików, ale domyślam się, że - znając niemieckiego ducha - o takich było raczej trudno. Jednym słowem - ktoś o skłonnościach lewicowych mógłby łatwo odnaleźć się w projekcie nazistowskim.

Abstrahuję oczywiście od propagandowego antagonizmu III Rzesza - Sowiety (zresztą przez część czasu działania Batalionu - oba państwa przecież współpracowały!), który trzeba raczej rozpatrywać jako antagonizm na zasadzie - im nam bliżej, tym staramy się być postrzegani jako bardzo różniący się, by nasi zwolennicy nie przechodzili do bliskich nam ideowo wrogów.

Tego typu strategię widać zresztą do dziś - że przypomnę te wszystkie harce wokół PO-PiSu.

Jednym słowem - nie używałbym raczej argumentu "Policjanci byli z Hamburga, więc nie mogli być zwolennikami nazizmu" z taką mocą, z jaką zdaje się go używać Browning.

narodowy socjalizm, jako śmierdzące jajko
w ogóle to z nazimem jest problem. Wtedy, gdy powstawał, miał sympatyków z obu stron sceny politycznej - tzw. lewicy i prawicy. Po wojnie jednak, narodowy socjalizm, został przez socjalistów propagandowo przerzucony tzw. prawicy, jako jej śmierdzące jajko. Ileż to razy słyszałem, że NSDAP, to skrajnie prawicowa partia... Ileż w niej prawicy? No, cóż - dla mnie niewiele. Może Czytelnicy mają pomysł, ale uwaga - proszę to dobrze przemyśleć! Moim zdaniem to partia skrajnie lewicowa, etatystyczna i rewolucjonistyczna. Nie bez kozery brunatny, to po prostu przybrudzona czerwień.

o podziałach doktrynalnych na prawicy
w ogóle, to muszę zauważyć, że znajomość podziałów doktrynalnych na prawicy należy do rzadkości. Ileż to razy słyszałem strzały w płot na temat tego, co powinienem uważać, albo kogo lubić z racji nie bycia zwolennikiem istnienia czegokolwiek, czy zwolennikiem wprowadzenia czegokolwiek. Ileż to razy słyszałem zdziwienia nad tym, że podchodzę sceptycznie do tego a tego, a poważam kogoś innego. Wbrew pozorom to zjawisko nie zanika w sferach dziennikarskich. Wręcz przeciwnie. Dziennikarze tak intensywnie kreują świat, że sami sobie zaczynają wierzyć.

nie było kary?
argumentem, który przytacza Browning, by lekko zaepatować tym, że policjanci dobrowolnie brali udział w masakrach i byli zwykłymi ludźmi, jest to, że nie groziła im kara za odmawianie wykonania poleceń.

No, cóż, Browning nie był chyba w wojsku, a już nazistowskim szczególnie. Jeżeli na pierwszym apelu dowódca, którego słabo znam, mówi żeby wystąpili przed szereg wszyscy, którzy nie chcą brać udziału w likwidacji getta i obiecuje, że nie będzie groziła za to kara... to zwyczajnym odruchem jest domniemanie, że ci, którzy się zgłoszą, zostaną zaraz rozstrzelani. Dla przykładu.

Natomiast gdy później, po paru akcjach okazuje się, że jednak kara głowna nie jest stosowana, ani żadna inna... wówczas dla wielu może być za późno. W bagno zła już wdepnęli. Mają na rękach krew dziesiątek ludzi... niektórzy zdążyli porzucić to rzemiosło, nie wiadomo natomiast ilu z tych, którzy wahali się na pierwszym apelu, przestało się wahać właśnie z tego powodu. Że granica została przekroczona.

Z grzechem jest jak ze smołą. Dotykasz - ubrudzisz się na pewno. Nie ma nawet sensu patrzeć, a co dopiero dotykać! Słusznie mówi Kościół o uciekaniu przed pokusą, okazją do grzechu. Słusznie także za grzechy każe odpokutowywać. W ostatnim tygodniu parę razy spotykałem się z sytuacjami, w których gdyby ktoś żył w zgodzie z Wiarą... uniknąłby wielu problemów. Ostatni casus - para po paru latach jechaniu na antykach (popularne określenie chemii antykoncepcyjnej) chce począć potomka... i okazuje się, że niezbyt może, bo hormonki zrobiły w drogach rodnych szambeczko...

status naukowy rasizmu
kolejna sprawa, to argument na temat nieprzystawalności eskperymentu Millgrama (polegającego na badaniu uległości np. na prośbę o zadawanie bólu, bądź śmierci innej osobie pod wpływem autorytetu naukowego) do sytuacji 101. Batalionu. Browning popełnia w porównaniu błąd, nie zauważając, że rasizm i eugenika miały w badanych czasach status naukowy! Powszechnie! W Polsce istniało Polskie Towarszystwo Eugeniczne, które doradzało przy wyborze partnera do rozrodu, etc.

Jednym słowem - w III Rzeszy szczególnie - sytuacja z rasizmem jako motorem do wewnętrznej zgody na mordowanie Żydów na Lubelszczyźnie spełnia dość dobrze analogię do warunków eskeprymentu Millgrama!

stop abortion... stop FOCA
ostatnie rozważanka o statusie naukowości brzmią chyba dość znajomo w kontekście dzisiejszych praktyk eugenicznych - od aborcji, po in vitro... Eugenicy wzięli się ostatnio za atak forsując Freedom of Choice Act który 21 stycznia będzie głosowany, o czym już pisałem
w jednym z poprzednich postów Jeśli przejdzie - zapowiada się totalna eskalacja masakry, która dawno pochłonęła więcej ofiar niż Holocaust.

ciekawym tematyki w ogóle, polecam:
no i rzecz jasna:

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/13-i-2008-niedziela-chrztu-paskiego.html

myśl na dziś

Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.

św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



[13 I 2008] Blog Roku 2008 - start! Głosujemyyyy!

Chciałem powiadomić Szanownych Czytelników, iż ruszył konkurs na Blog Roku 2008, w którym - pewnie bez szans na nagrodę od jurorów - biorę udział! Poniżej zamieszczam dane do głosowania SMSowego, zarówno na gnyszkobloga, jak i Pogadanki Inwestorskie. Jeśli ktoś chce sprawić mi przyjemność - może wysłać SMSa/-y! A jakże! Głosowanie z telefonów znajomych, rodziny, etc. - jak najbardziej dozwolone! Powiadamianie bliźnich, że mogą głosować na tego bloga, co to go w tej książce opisali - mile widziane!


Co powie Gnyszka?

SMS o treści C00046 na numer: 7144
koszt: 1,22 zł (idzie na dzieci z porażeniem mózgowym)


Pogadanki Inwestorskie

SMS o treści B00089 na numer: 7144
1,22 zł (też na dzieci z porażeniem mózgowym!)

poniedziałek, 12 stycznia 2009

[12 I 2008] Co Klaus mógłby mieć wspólnego z Kozakami?

aj-waj
Czytelnicy muszą mi wybaczyć, ale nie udało mi się zrealizować planu blogowego na weekend w związku z pracami na Wydział Architektury - zbliżają się bowiem oddania projektów i trzeba harować ze zdwojoną intensywnością. Jutro zresztą o 12:00 pierwsza zerówka (o modlitwę się uprasza!). Ale po egzaminie sobie odbijemy i w końcu weźmiemy za analizę rewelacji Browninga o 101. Batalionie Policyjnym, który z nadania III Rzeszy działał na Lubelszczyźnie.
tymczasem...
mając w pamięci wizytę euroakwizytorów u Vaclava Klausa poddaję pod rozwagę pewną historyczną wymianę korespondencji dyplomatycznej - między sułtanem Mehmedem IV a Kozakami zaporoskimi... Cóż, klasyka gatunku, co tu gadać! Młodszych Czytelników oraz Damy proszę o wybaczenie, ale nie użyłem gwiazdek w miejsce przekleństw - z uwagi na wartość historyczną tekstu.
Poniżej także ilustracja sytuacji autorstwa kol. Riepina.

Oferta Mehmeda IV
„Ja, sułtan, syn Mehmeda, brat Słońca i Księżyca, wnuk i namiestnik Boga, Pan królestw Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Wielkiego i Małego Egiptu, Król nad Królami, Pan nad Panami, znamienity rycerz, niezwyciężony dowódca, niepokonany obrońca miasta Pańskiego, wypełniający wolę samego Boga, nadzieja i uspokojenie dla muzułmanów, budzący przestrach, ale i wielki obrońca chrześcijan — nakazuję Wam, zaporoskim Kozakom, poddać się mi dobrowolnie bez żadnego oporu i nie kazać mi się więcej Waszymi napaściami przejmować.
Sułtan turecki Mehmed IV ”

Odpowiedź Kozaków
„Zaporoscy Kozacy do sułtana tureckiego!
Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z Ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz Ty, sukin Ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z Tobą ziemią i wodą, kurwa Twoja mać. Kucharzu Ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński Ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa Twoja mać.
O tak Ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz Ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie w dupę pocałować nas!
Podpisali: Ataman Koszowy Iwan Sirko ze wszystkimi zaporożcami


Czytelników ciekawych tajników języka kozackiego - zapraszam tutaj

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/12-i-2008-sobota-druga-ju-w-tym-roku.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/12-i-2008-sobota-gwny-post-si-pisze-oj.html



piątek, 9 stycznia 2009

[9 I 2009] śmierć ks. Neuhausa, urodziny św. Josemarii

co będzie dziś, co będzie jutro
dziś już za dużo nie będzie, bo późna pora. Jutro natomiast planuję długiego posta inspirowanego historią nazistowskiego 101. Batalionu Policyjnego. Co ma to wszystko wspólnego z luteranizmem, metodologią, lewicą, aborcją... i wojną na Bliskim Wschodzie! Mam nadzieję, że zrealizuję swój cel, bo dużo mam do zrobienia przez weekend. Ciężki czas teraz.
ks. Neuhaus R.I.P.
ku czci zmarłego wczoraj ks. Neuhausa proponuję znającym angielski Czytelnikom obejrzenie poniższego filmu na Jego temat:


wieczny odpoczynek...

tymczasem...

św. Josemaria Escriva obchodziłby dziś 107 urodziny! W związku z tym, szczególnego znaczenia nabiera dzisiejsza myśl na dziś, Jego autorstwa!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/9-stycznia-2008-roda-tydzie-do-oddania.html


myśl na dziś
Jeżeli nie chodzi o budowanie dzieła bardzo wielkiego, prawdziwie Bożego — świętość — nie warto ponosić ofiar. Dlatego Kościół — kanonizując świętych — ogłasza heroiczność ich cnót.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 611


środa, 7 stycznia 2009

[7 I 2009] Nowy Rok - nowe plany! Do roboty!

Nowy Rok nadszedł...
a wraz z nim i nowe wyzwania, czy plany! W związku z tym, w tym poście obiecany, nieco spóźniony tekst na ów temat, poszerzony o rozważanka ogólne.
paradygmat pracowniczo-niewolniczy
kontynuujemy temat pieniężny. Czytam sobie ostatnio – po długim czasie wewnętrznego oporu - „Przepowiednię bogatego ojca” R. Kiyosakiego. To, co Kiyosaki niesie dobrego, to uświadomienie człowiekowi – większości ludziom – że porusza się w paradygmacie, który nazwałbym pracowniczo-niewolniczym, jeśli chodzi o ogląd własnych spraw finansowych. Chodzi z grubsza o porzucanie wolności na rzecz iluzorycznego bezpieczeństwa, które jest równie iluzorycznie racjonalne. Czy jest racjonalne oraz bezpieczne zatrudnianie się w firmie na etat po to, by mieć marną emeryturę z ZUSu (o ile ta instytucja będzie jeszcze istniała w chwili naszego przejścia na emeryturę), przez to że nie ma się tylu pieniędzy na własne oszczędności uzależniać się od ZUSu i państwa (które może upaść, a jakże!), a także przywiązywać się do jednego źródła dochodów? Nie, nie jest ani bezpieczne, ani racjonalne! I to nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie! Nie chodzi mi o spektakularne przypadki, takie jak bankructwo Argentyny parę lat temu (dla pierwszego czynnika), czy upadek Enronu i klęska jego pracowników, którzy w Enronie mieli swoje plany emerytalne (dla drugiego). Chodzi mi nawet o obecnych emerytów, którzy przeżyli transformację ustrojową (tak, ustrój może się zmienić jeszcze raz – dlaczego nie?) i obecnie często biedują. Przecież poza zmianą, czy upadkiem ustroju, bądź systemu emerytalnego (niż demograficzny to zjawisko, które zmiecie systemy emerytalne) może nas jeszcze czekać zmiana waluty, czy jej denominacja (co w systemie fiducjarnym jest oczywiste i częste)! Natomiast nasz pracodawca, będący naszym jedynym źródłem dochodu może zbankrutować z wielu różnych przyczyn!
Jednym słowem, poleganie na państwie w kwestii emerytury oraz poleganie na jednym źródle dochodów w kwestii utrzymania jest nieracjonalne i niebezpieczne. I – nawet jeśli jest to jedna z kilku rzeczy, do których można by zredukować pisarstwo Kiyosakiego – to jest to rzecz na tyle fundamentalna, by kupić choć jedną jego książkę, np. pierwszą z serii „Bogatego ojca”.A całość tego etapu rozważań nad paradygmatem pracowniczo-niewolniczym, można by podsumować stwierdzeniem pana w rajtuzach, z którym niekiedy ćwiczę (ten, co na YouTube'ie dyryguje robieniem brzuszków i przysiadów) – Work smart, not hard!

cele... cele!
mam nadzieję zatem, że Czytelnicy Gnyszkobloga mają wprawę w stawianiu oraz realizowaniu własnych celów! W związku z tym, iż mamy styczeń (coraz bardziej zaawansowany), mamy także czas postanowień, czyli wyznaczania sobie celów krótko i średniotermnowych (domyślam się, że cele długoterminowe zostały zdefiniowane)! Mając na uwadze ideę np. Wakacyjnego Planu Czytelniczego którą opisałem tutaj, informuję, że tworzę sobie także plany półroczne i roczne.
Pozwolę sobie upublicznić moje typy na pierwsze półrocze tego roku. Nie wszystkie są elementami mojego planu osobistego, ale umieszczam je, zastępując nimi pierwotne, twierdzę bowiem że po prostu warto je przeczytać, jeśli nie miało się dotąd okazji. Zestawienie obejmuje dwie dziedziny – sprawy wieczności oraz doczesności.
cele książkowe na pierwszy kwartał 2009
------------------------------
WIECZNOŚĆ:
"Droga. Bruzda. Kuźnia" to książka, którą polecam od kilku już lat. Kupiłem ją wielu osobom w prezencie, sam wciąż jestem zachwycony jej regularną lekturą. Zresztą - jak łatwo zauważyc - codziennie występuje w dziale Myśl na dziś, podsumowując każdy post na moim blogu. Jest to wspaniały zbiór rozmyślań św. Josemarii Escrivy, założyciela Opus Dei, złożony z trzech mniejszych książeczek, które składają się na wspólny tytuł. Wyborna lektura duchowa!
------------------------------
"Między logiką a wiarą" - ten wywiad-rzeka Jana Parysa z o. Bocheńskim przypomniał mi się ostatnio, co zresztą skrzętnie opisałem na blogu! Nic więcej pisac już chyba nie muszę, swoją rekomendację jedynie ponawiam. Tym mocniej, im bardziej świadom jestem, że w sprzedaży są chyba ostatnie egzemplarze pierwszego wydania. Czy będzie drugie? Nie wiadomo... a książka naprawdę wprost rządzi!
------------------------------
"Święty o. Pio" to zaś dzieło pewnego polskiego kapucyna, o. Majki. Równocześnie zaś - to wydanie, które ja mam - jest to pierwsza książka, ba! - pierwsza rzecz - którą sobie w życiu kupiłem, będąc jeszcze młodym podstawówkowiczem. Wziąłem pieniądze, które dostałem od Babci, poszedłem po szkole do kiosku parafialnego i kupiłem grubaśną cegłę - żywot św. o. Pio wraz z wyborem listów i rozmyślań na każdy dzień. Byłem koło 3 klasy i czytałem książkę każdego wieczora z wypiekami na twarzy... Mój egzemplarz ma inną okładkę, ale autor ten sam!
------------------------------
na koniec zostawiłem cymesik "Rozmyślania o życiu kapłańskim" św. Józefa S. Pelczara, biskupa. Tyle razy już pisałem o nich, ale tego nigdy za wiele! Książka jest po prostu fundamentem życia wewnętrznego. Zdyscyplinowana struktura, jasny podział tematyczny, metodyczny rozbiór zagadnień, a przede wszystkim wielka zachęta do świętości! Książka porywa i - mimo tytułu - nadaje się dla każdego, niezależnie od płci i stanu. Weszła do kanonu światowej literatury duchowej. O renomie Autora świadczy zresztą to, że pisuje do mojego newslettera Bądź święty!
------------------------------
DOCZESNOŚĆ:
o tej książce też wiele pisałem. "E-biznes jako sposób na sukces", to zbiór wywiadów z kilkunastoma polskimi tuzami e-biznesu, w tym z właścicielem lubelskiej księgarni katolickiej, którą większośc Czytelników zna. Książka bardzo inspirująca, pozwala uwierzyc w to, że sukces w internecie nie musi wymagac ani kosmicznych nakładów, ani kosmicznego pomysłu... Staram się ją promowac, bo opowiada także i o moim - coraz bardziej intensywnym - doświadczeniu!
------------------------------
o "Bogatym ojcu. Biednym ojcu" było na początku - tej książki opisywac już więc nie muszę. Pomimo wad, które opisywałem na Pogadankach, książka warta lektury, szczególnie dla tych, którzy nie wyobrażają sobie innego życia, niż praca na etacie od 8:00 do 18:00.
------------------------------

Księga bessy
z kolei Księga bessy Johna Rothchilda, to wspaniała lektura w obecnym otoczeniu rynkowym dla każdego inwestora - zarówno aktywnego, jak biernego, zarówno aktualnego, jak i potencjalnego. Autora przedstawiac nie wypada, więc polecę Wikipedię tym, którzy mimo wszystko nie znają. Bessę mamy w pełnej krasie, niektórzy potracili rozum, niektórzy planują, bądź wykonali samobójstwo... warto poznac bessy z przeszłości. Historia uczy, naprawdę.
------------------------------
Inteligentny inwestor
Inteligentny inwestor - ta książka to absolutny mistrz! Klasyka literatury giełdowej. Opisałem ją już na Pogadankach Inwestorskich po prostu giełdowa Biblia, i już. Nie można nie miec!
myśl na dziś
Twój talent, twój urok osobisty, twoje możliwości... marnują się. Nie pozwalają ci ich wykorzystać. — Zastanów się nad słowami jednego z autorów duchowych: „Nie marnuje się kadzidło, jeżeli jest ofiarowane Bogu. — Większa płynie chwała dla Pana z ofiary z twoich talentów, niż z próżnego ich użycia”.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 684

[7 I 2008] środa, a tu sztuka upada i system fiducjarny się kończy!

sztuka nam upadła
pożyczyłem od Oleńki ostatnio wydane Ordo Missae (w związku z prezentem, który zgotował na moje urodziny Benedykt XVI, czyli motu proprio Summorum Pontificum), by na najbliższej Tridentinie nie świecić kartkami wydrukowanymi z internetu. Spodziewając się bogatych zdobień a la przedsoborowe mszaliki, bardzo się zdziwiłem widząc sztampowe postkubistyczno-postkomiskowe-rysuneczko-rycinki.
Jednym słowem – chciałem zauważyć, że dewastacja na polu sztuki sakralnej objęła także dziedzinę zdobnictwa książek, czyli luminarstwa. Kiedyż to się skończy? Przypomina mi się klasztor św. Bonifacego w Monachium, którego wnętrze było skrzyżowaniem rakiety kosmicznej i kościoła romańskiego. Przypomnijmy sobie w końcu, że sztuka, czy architektura musi odpowiadać po pierwsze konstytucji psychicznej człowieka, po drugie zaś – celowi liturgii, zdefiniowanemu doktrynalnie, przy czym pierwszy wymóg podporządkowany jest drugiemu. Nie ma czegoś takiego jak przestrzeń sakralna w ogóle. Są jedynie przestrzenie sakralne dla poszczególnych systemów religijnych, o czym na dużą skalę „katolicy” zapomnieli, oddając np. projektowanie swoich świątyń ateuszom, czy różnym innym dewiantom (gdzie za dewiację z punktu widzenia systemu uznamy czyjąś nie-katolickość).

kredyt hipoteczny a jedzenie
czy mówiłem kiedyś, że urbaniści mają skłonności do socjalizmu? Jeśli nie, to mówię i niniejszym dokumentuję przytoczeniem stwierdzenia prof. Jana Macieja Chmielewskiego, z WA PW, który w swoim podręczniku pt. „Teoria urbanistyki” stwierdził, że w związku z tym, iż Polacy wydają statystycznie większą część dochodu na jedzenie (w porównaniu ze społeczeństwami zachodnimi), nie mogą sobie pozwolić na kupno mieszkania, w związku z czym, należy zająć się dotowaniem budownictwa mieszkaniowego. Jednym słowem „Za dużo żrecie, więc będziemy Wam dotować mieszkania”.
Chociaż – pewnie wbrew intencjom szacownego Autora – jest to pomysł dość makiaweliczny. Jeśli zarzut wobec niego tyczy się tego, że zamiast pozwolić ludziom by zmienili swoje preferencje jedzeniowe, funduje im mieszkania, wówczas możemy zauważyć, że subwencjonowanie odbywać się może albo z długu, albo z podwyżki podatków, albo z dodruku pieniądza. Ostatecznie więc – bez względu na to, czy finansujemy subwencje długiem, zwiększeniem obciążeń, czy wyższą inflacją – subwencja odbywa się kosztem subwencjonowanego, który ostatecznie ma mniej pieniędzy na jedzenie i wydatki na ten cel musi zmniejszyć. Pic polega na tym, że po drodze tuczy się stadko zawodowych zbawiaczy ludu, wszelkiej maści polityków, „ekspertów” i urzędasów.
Nie wspomnę już o tym, że kredyt hipoteczny możemy sobie sprawić za pośrednictwem Gnyszkobloga, w gnyszkobiurze finansowym A oraz gnyszkobiurze finansowym B. Full zestaw, moi mili!

my a „następne pokolenie”
utarło się twierdzić, a że się utarło, to wiem z autopsji, wzmocnionej ostatnio obserwacją uczestniczącą w pociągu pospiesznym relacji Wrocław-Warszawa, że choć teraz dobrze nie jest i szybko nie będzie, bo musi minąć dużo czasu... ale może następne pokolenie będzie już mądrzejsze i wszystko naprawi.
Chciałem poinformować wszystkich, którzy tak twierdzą, że pokolenie, które wzrasta w podobnej atmosferze nie ma skąd – na dużą skalę – zaczerpnąć wzorców do tego, by owe rzeczy po prostu naprawić. Jeśli chcemy, by coś było inne – bierzmy się za zmianę. Zdefiniujmy cel, metodę dojścia, ułóżmy plan działania i działajmy. Najwyżej kolejne pokolenie podejmie dzieło. Jeśli nikt nie chce zacząć – nikt nie zacznie.

Polaków rozmowy w pośpiechu
swoją drogą, podczas tej rozmowy rozmówczynie postawiły setki tez, które potem z równym zapałem zanegowały. Często odnosiłem wrażenie, że rozmawiają po to, by sobie pogadać. Ot, fatyczna funkcja języka. Sprawowana skrycie – bo człowiek odnosi jednak wrażenie, że rozmowa toczy się po coś.

luźny dekorator z SEZAMU
dziś jadąc tramwajem, miałem okazję wysłuchać skrycie rozmowy dwóch bezdomnych, z których jeden nadzwyczaj gładkim, kulturalnym językiem opowiadał o swojej przeszłości (uwaga: mógł koloryzować!). Dowiedziałem się, że wygrał wszystkie konkursy na dekoratorów w województwie, szkolił dekoratorów wystaw sklepowych w innych województwach, przejeżdżając obok SEZAMU oznajmił, że cała wystawa SEZAMU należała do niego za Gierka, etc. A ja po raz kolejny zastanawiałem się jak jest możliwe to, by człowiek – zupełnie taki jak ja, czy Ty, drogi Czytelniku – wypadł z sieci relacji społecznych i stał się tzw. „człowiekiem luźnym”, człowiekiem spoza systemu.

czy system fiducjarny się kończy?
pozwolę sobie zacytować fragment ostatniego komentarza rynkowego Investors TFI:

(...) W naszej opinii mamy do czynienia z początkiem końca systemu opartego na pieniądzu fiducjarnym. Ostatnim akordem w jego blisko stuletniej historii będzie w naszej opinii hiperinflacja, a obecne bezprecedensowe powiększanie bazy monetarnej jest do niej przygrywką. Perspektywy dla złota w 2009 r. wydają się doskonałe. Sprzyjać mu będzie zarówno sytuacja gospodarki światowej jak też wewnętrzna dynamika rynku złota z ograniczoną podażą i stabilnym wysokim popytem.

Radzę przeczytać raz jeszcze komentarz na Pogadankach Inwestorskich na temat istoty obecnego kryzysu. Co się okazuje? Otóż, pogląd jak dotąd właściwy jedynie liberalnym ortodoksom spod znaku Misesa i Hayeka (w Polsce kojarzonych głównie z Korwinem), w tym także Pogadanki Inwestorskie, został wyartykułowany przez analityków najlepszego polskiego TFI. Jednym słowem – w sercu keynsowskiego konsensusu mainstreamowych anallityków i ekonomistów, pada nagle stwierdzenie, które grzebie dotychczasowy system kreacji pieniądza. Obyśmy pożegnali się raz na zawsze z pieniądzem nie opartym na kruszcu, tworzonym z sufitu.
Takie stwierdzenie w oficjalnym komentarzu, to po prostu bomba, elektryzujący news – nie wierzyłem w to, że kiedykolwiek usłyszę takie stwierdzenie z ust mainstreamowych ekonomistów. Szkoda, że znajome media nie chcą podjąć tematu... no, ale przynajmniej Gnyszkoblog będzie cytowany jako źródło... hehehe.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/7-i-2008-poniedzielnik-w-rajmunda-z.html

myśl na dziś

Nie bądź pesymistą. — Czyż nie pojmujesz, że wszystko, co się dzieje i co może się dziać, służy dobru? — Twój optymizm musi koniecznie wypływać z twojej wiary.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 378


[7 I 2009] Trzech Króly! Gomorra!

Moi Mili, nazbierało mi się tyle tematów do napisania, że chyba jutro oczy popsowacie od monitora, a ja razem z Wami! Dziś już rady nie dam, a to dlatego, żem na premierze filmu Gomorra był (chyba to była premiera...?) i późno do domu wrócił! Film wbrew pozorom nastraja filozoficznie, więc już mi się tak wplótł w rozważania, które w głowie prowadzę od jakiegoś czasu, że aż przyklasnąłem z radości!
Tymczasem jednak pora uciekac do spania, a nocnym markom proponuję lekturę fenomenalnego wywiadu z dzisiejszymi patronami - Trzema Królami, Kacprem, Melchiorem i Baltazarem!
myśl na dziś
Pokora jest kolejną dobrą drogą do osiągnięcia pokoju wewnętrznego. — „On” to powiedział: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.”
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 607





niedziela, 4 stycznia 2009

[4 I 2009] Gaudete, gaudete! Christus est natus!

dziś wracam - po długaśnym pobycie - z Dolnego Śląska do Warszawy, z tej okazji - wzmocnionej spadnięciem śnieżku - zapraszam do wysłuchania klasycznego wykonania średniowiecznej kolędy Gaudete, gaudete - zaśpiewana niestety przez Amerykanów, których łacina pozostawia wiele do życzenia. Ale chłopcy i tak nieźle sobie poradzili! Brawo! Proud to be catholic.


sobota, 3 stycznia 2009

Obama w natarciu - aborcja a FOCA

Drodzy Czytelnicy, mój dzisiejszy wpis musi ustąpić miejsca apelowi lorda Davida Altona ws. aborcji i duractw, które z nią wyczynia niejaki Obama zza wielkiej wody.

-------------------------------

Jeśli jesteś przeciwnikiem przerwania ciąży, to przynoszę złe wieści.

Amerykańska ustawa o wolności wyboru (FOCA) ma zostać podpisana jeśli Kongres ją przegłosuje 21/22 stycznia 2009.
FOCA jest następnym chorym rozdziałem w książce przerwania ciąży.

Jeśli tak się stanie, to wtedy wszystkie ograniczenia na przerywanie ciąży zostaną usunięte:

1) Wszystkie szpitale, wliczając w to katolickie szpitale będą zmuszone wykonać przerwanie ciąży na życzenie konsumenta. Biskupi będą musieli zamknąć wszystkie katolickie szpitale, a jest to ok. 30 % ze wszystkich szpitali w Stanach Zjednoczonych.
2) Aborcja w czasie porodu będzie legalna i bez żadnych ograniczeń.
3) Podatnicy będą płacili za aborcję.
4) Informowanie rodziców o aborcji u ich córki nie będzie wymagane.
5) Liczba aborcji popełnianych w USA wzrośnie o minimum 100,000 rocznie.
A co najgorsze, FOCA odda władzom państwowym kontrolę nad ciążami kobiet. W przyszłości możliwa mogłaby być poprawka konstytucyjna, która zmusiłaby kobiety na mocy ustawy do zabicia dziecka w pewnych sytuacjach (gwałt, dzieci z zespołem Downa, itp.) i nawet może doprowadzić do sytuacji, w której rząd miałby kontrolę nad tym, ile dzieci kobiecie wolno mieć.
Jako katolicy, jako chrześcijanie, musimy zatrzymywać ten przerażający akt zanim stanie się prawem.
Plan jest taki: odmawiajmy nowennę (9 dni modlitwy) wraz z postem, zaczynając 11 stycznia.
Dla katolików - będzie to modlitwa różańcowa o zatrzymanie FOCA.
Dla nie-katolików jest zachętą, aby wznosić modlitwy z takimi samymi intencjami, również przez dziewięć kolejnych dni.
Nadzieja leży w maksymalnym wysiłku na skalę globalną. Mamy bardzo mało czasu więc wszyscy musimy działać szybko.

Zróbmy trzy rzeczy:
1) Roześlijmy ten apel.
2) Działajmy szybko.
3) Rozpocznijmy nowennę 11 stycznia i módlmy się dziewięć kolejnych dni.

Z Bogiem wszystkie rzeczy są możliwe i moc modlitwy jest niezaprzeczalna.
Jeśli jesteś przeciwny zabójstwu bezbronnych dzieci, to czas teraz coś z tym zrobić!
Niech was Bóg błogosławi.

------------ :

Abortion, From Lord David Alton, - USA Freedom of Choice Act
If you are opposed to abortion then there is bad news on the horizon.

For those of you who do not know, the Freedom of Choice Act (FOCA) is set to be signed if the US Congress passes it on January 21-22 of 2009. The FOCA is the next sick chapter in the book of abortion. If made a law then all limitations on abortion will be lifted which will result in the following:
1) All hospitals, including Catholic hospitals will be required to perform abortions upon request. If this happens Bishops vow to close down all Catholic hospitals, more then 30% of all hospitals in the United States.
2) Partial birth abortions would be legal and have no limitations.
3) All U.S. tax payers would be funding abortions.
4) Parental notification will no longer be required.
5) The number of abortions will increase by a minimum of 100,000 annually.

Perhaps most importantly the government will now have control in the issue of abortion. This could result in a future amendment that would force women by law to have abortions in certain situations (rape, down syndrome babies, etc) and could even regulate how many children women are allowed to have.

Needless to say this information is disturbing, but sadly true. As Catholics, as Christians, as anyone who is against the needless killing of innocent children, we must stand as one. We must stop this horrific act before it becomes a law.

The Plan :

To say a novena ( 9 days of prayer ) along with fasting starting on January 11th. For Catholics, the prayer of choice will be the rosary with intentions to stop the FOCA. For non Catholics I encourage you to pray your strongest prayers with the same intentions, also for nine consecutive days. The hope is that this will branch and blossom as to become a global effort with maximum impact. We have very little time so we all must act fast. Just do three things:

1) Pass this letter to 5 or more people
2) Do it in three days or less
3) Start the novena on January 11th and pray for nine consecutive days.

(please also fast for at least two days during the novena)

Remember that with God all things are possible and the power of prayer is undeniable. If you are against the senseless killing of defenseless children then the time is now to do something about it!
May God bless you all!!


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/3-i-2008-czwartek-wspomnienie.html

myśl na dziś
Boże Narodzenie. — Nie widzę nic śmiesznego w tym, że sporządzasz Szopkę wśród tekturowych pagórków i dokoła niej umieszczasz naiwne figurki z gliny. — Nigdy nie wydałeś mi się bardziej męski, jak w owej chwili, gdy jesteś jak dziecko.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 557




piątek, 2 stycznia 2009

Nowy Rok - fotoreportaż!

a już jutro...
... pierwszy post w nowym roku! Oj... napracowałem się przy urbanistyce przez tegoroczne Święta i Oktawę oraz Sylwestra! Dziś właśnie ukończyłem, Oleńka mi chorowała, zanurzyłem się po uszy w realiach Polski prowincjonalnej, co bardzo lubię... i zanim pójdę spać, postanowiłem ucieszyć nocnych marków zanim oni zasną. A zdjęcia mam, na których jestem ja, oraz lejs. Jako, że dawno nie było ankiety - to wrzucimy ankietkę. Pytanie - co to za lejs? Ossochodzi?

Dla ułatwienia - trzy zdjęcia. Można je ułożyc w życzenia dla Czytelników, zakończone wezwaniem do wytężonej roboty, celem zdobycia władzy nad światem.

w nowym roku życzę Czytelnikom wielu zdziwień...

bo wiadomo, że to różnie raczej jest, niż nieróżnie...

ale przede wszystkiem czytajcie Gnyszkobloga i ynwestujcie, byśmy mogli szybko przejąc władzę nad światem!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/2-i-2008-roda-w-w-bazylego-wielkiego-i.html

myśl na dziś
Jeśli potraficie kochać innych i rozprzestrzeniać pośród wszystkich to uczucie – delikatnej i szlachetnej miłości Chrystusa – będziecie się wspierać wzajemnie, i ten, który będzie upadał, poczuje się podtrzymanym, a zarazem zobowiązanym tą braterską siłą do tego, by być wiernym Bogu.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 148


ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO