Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 czerwca 2009

[27 VI 2009] sobota, czyli jak działa lewica?

kambek!
no, już, już... rzeczywiście rację mają Czytelnicy gnyszkobloga, żem ladaco nie lada, bom po prawie miesiącu nieobecności realnej na blogu obiecał na wczoraj posta kambekowego... a tu nic! Niestety, tak, jak napisałem - wczoraj umęczon ponad miarę, po przyjeździe w godzinach popołudniowych nadawałem się jedynie do zjedzenia obiadu, podrzemania, udania się na Najświętszą Ofiarę, później na kolację, ablucję i spanko. Nadrabiam więc dziś - tematu prawdopodobnie nie rozwinę tak, jak na to zasługuje, ale powstanie przynajmniej przyczynek do wstępu do zagajenia do słowa wstępnego do wprowadzenia do zajawki pierwszego tomu!

parasole, parasole...
zacznijmy od tego, że wpadła mi w ręce niedawno ulotka wydana przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy z okazji jakiegoś tam dnia organizacji pozarządowych, czy coś w tym guście. Impreza wbrew pozorom trwała cały tydzień i robiło przy niej kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. Powstawały przy ulicach kawiarnie obywatelskie, odbywały się spektakle, panele, wykłady, dyskusje... wszystko ładnie i miło, i aż serce chciałoby na rozkaz Kochanowskiego rosnąc, gdyby nie były to iwęty organizowane w przysłowiowych 99% realizowane przez różnej maści neomarksistów i innych lewackich totalniaków.
Skąd ta insynuacja? Ano, poznało się w życiu swojem trochę ludzi, którzy obecnie pełnią rolę satelitów środowiska szeroko pojętego nazwą Krytyki Politycznej. Jednym słowem - tzw. Nowa Lewica, czyli Lenin wiecznie żywy, lecz opakowany we współczesne ciuchy.
Po co o tym mówię? Po to mianowicie, że obserwuję ich strategię umacniania własnych możliwości finansowych. Pomówmy tylko o tym - o pieniądzach.
Strategia polega na stworzeniu miriady organizacji pozarządowych (kapmanie, stowarzyszenia, instytuty, koalicje, komuny...), mogących zajmowac się dosłownie wszystkim! Od edukacji, przez socjologię miasta, zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, dialog społeczny, czy wydawanie czasopism, etc. Mogą zając się wszystkim!

Co z tego?
To mianowicie, że obecny reżim postawił na samorządny socjalizm! Już nie państwo realizuje cele, które na siebie wzięło, ale zaprasza do tego aktorów pozarządowych, bo to ma ponoc wytwarzac kapitał społeczny. Francis Fukuyama i Robert Putnam twierdzą jednak, że w Europie mamy do czynienia z atrapą kapitału społecznego - właśnie dlatego, że gros działalności pozarządowej finansuje... rząd! Ten krajowy, albo ten z Brukseli.

Co z tego?

To, że dzięki temu organizacje mogą wchłaniać ogromne fundusze. Ich działacze i akolici stają się potężni dzięki cudzej, wyrwanej przez fiskusa, albo wydrukowanej przez mennicę kasie (potem reszta obywateli walczy z inflacją). Mają więc fundusze nie tylko na działalność, ale i na upasienie swoich działaczy. W jaki sposób? Prosty. Opowiem urywek z zajęć na IS UW z pewnym przemiłym doktorantem, który przyszedł na zajęcia z nowym laptopem Macintosha. Pytam zatem:
- Hohoho! Panie Magistrze, nieźle się ostatnio powodzi, co?
- No, wie Pan, grant był ostatnio z Unii Europejskiej, trzeba było szybko wydac 30 000 zł, więc sobie kupiłem.
- Jak to?
- No, po prostu, dziekan sobie przypomniał o tym grancie, projekt trzeba było złożyć do piątku, a potem wydać do środy. Napisaliśmy z Przemkiem projekt badawczy, coś tam o homoseksualistach i dostaliśmy pieniądze. Potem sobie kupiliśmy po laptopie i reszta kasy na połowę, ja sobie kupiłem książek w Prusie [księgarnia akademicka - przyp. mój] za cztery tysiaki.
co to oznacza?
oznacza to ni mniej, ni więcej, że środowiska będące beneficjentami funduszy z UE bogacą się i potężnieją. Laptopy zostają w rodzinie, przydzielają sobie i zlecają realizację grantów, prowadzenie projektów, badań, etc. Biznes się kręci. Tylko, że jest to sztuczny biznes - pieniądze nie pochodzą z rynku, tylko od arbitra spoza rynku, który pod przymusem odbiera pieniądze aktorom rynku.
Na tym nie koniec.
Ludzie - nawet porządni - dziadzieją. Obawiam się, że nawet teraz, po jakichś dwóch latach widzę u owego doktoranta postawę, którą można wyrazic zdaniem "Jaka ta UE jest, taka jest, ale darmową kasę dzięki temu mam, spokojnie żyję, skaczę co dzień na kawkę do Starbucksa i jest git. Trwaj chwilo - jesteś piękna." Dzięki funduszom ludzie się łamią, są posłuszni, chociażby własnej wygodzie! Któżby chciał rezygnowac z dobrostanu? Napisac w zamian jakąś mało znaczącą prackę o dobrodziejstwie UE, o chwalebności dopłat dla rolnictwa, o tym, o tamtym, o tolerancji, ple, ple...

Widzicie analogię?
Czym okupowano łaski płynące od PZPR? Oj, tam, jakiś mało znaczący artykulik w Trybunie o wyższości gospodarki centralnej, o kołtuństwie i wstecznictwie Kościoła, potem malutki donosik, jeden, drugi, żona chce rajstopy z RFNu, pan pułkownik miał załatwic... Bebiko dla dziecka, wczasy nad Balatonem... ja agentem? Toż to tylko "uwikłanie", grę prowadziłem!

czy analogia jest za mocna?
nie jest! Mechanizm jest dokładnie ten sam. Czy system równie zbrodniczy? Tak, równie - krew np. dzieci nienarodzonych szerokim strumieniem płynie codziennie, zepsucie propagandy tolerastów rozlewa się po Europie i niszczy ludzkie sumienia i rodziny. Mało kto jest w stanie korzystac z dobrodziejstw, jakimi kuszą eurofederaści, nie uzależniając się od tego... Ostatecznie - mimo wszystkich wątpliwości - paradoksalnie okazuje się, że zasada "Kto płaci, ten wymaga" także i tu znajduje zastosowanie!

co do tego ma lewica?
to oni najczęściej korzystają z pieniędzy UE. Tzw. prawa kobiet, zboczeńców, oraz inne dziedziny - to obszary preferowane przy wsparciu. Słynna już historia dominikanów z Freta to potwierdza - chcieli zorganizowac ośrodek dzienny, taką klubokawiarnię dla mam z dziecmi. Dzieci razem się bawią, mamy rozmawiają, czytają sobie, kawkę piją, bajdurzą. Wniosek nie przeszedł. Udali się zatem do znajomych speców od pozyskiwania środków z UE... wniosek podrasowano wzbogceniem o "wykluczenie społeczne matek", "prawa kobiet", etc. W drugiej turze - pieniądze przyznano.
Jednym słowem - lewacy łatwiej otrzymują kasę od lewaków z Brukseli. Działalnośc swoją prowadzą zatem wedle swoich obłędnych idei - coraz potężniej właśnie dzięki UE.
Robią to skutecznie. Dlaczego? Po pierwsze ze względu na gigantyczne pieniądze. Po drugie - na aurę fachowości i bezstronności, której udziela im państwo, jako wykonawcy ministerialnych projektów, etc. Ot, ekspercka organizacja, stowarzyszenie, niezależne, etc.

wrócmy do ulotki...
czytam ją, czytam... i widzę, że - w tym, tym i tym stowarzyszeniu działa moja koleżanka komunistka, która słówka spijała Sierakowskiemu na stażu w KP, teraz jest tam szychą i pracuje na odcinku przestrzeni miejskiej i dialogu społecznego. Robi doktorat na IS UW, w zakładzie gdzie pracuje dr Maciej Gdula, również z tego środowiska.
Jednym słowem - załóżmy milion organizacji, w których ci sami ludzie będą zajmowac się wszystkimi tematami świata, nasi ludzie z ministerstw pozlecają nam zadania, my sobie już kasiorkę rozdysponujemy... Pieniądze przychodzą same - od nas. I dzięki nam toczy się rewolucja. Jak to mawiał Lenin: "Kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy".
Strategia świetna, mądra.

a przedwczoraj...
Krytyka Polityczna otrzymała od warszawskiej Dzielnicy Środmieście dwupiętrowy lokal po kawiarni Nowy Świat na skrzyżowaniu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Kilkaset, jeśli nie tysiąc metrów w prawie najdroższym punkcie miasta za grosze czynszu miesięcznego. Wniosek KP poparły "środowiska artystyczne".
Przypomnijmy, KP promuje leninizm (ostatnio wydała dzieła Wiecznie-Żywego). Polska konstytucja piętnuje propagowanie ustrojów totalitarnych.

co powinniśmy w takiej sytuacji robic?
pytanie to stawiam po raz setny, ale opowiem na nie w najbliższym poście kolejny raz!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/27-vi-2008-pitek-tajemnice-bolesne.html

myśl na dziś
Nie jesteśmy dobrymi braćmi naszych braci-ludzi, jeśli z obawy przed niewłaściwą oceną naszego postępowania i nieprzyjemną reakcją naszego otoczenia nie potrafimy iść prostą drogą.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 460




środa, 7 stycznia 2009

[7 I 2009] Nowy Rok - nowe plany! Do roboty!

Nowy Rok nadszedł...
a wraz z nim i nowe wyzwania, czy plany! W związku z tym, w tym poście obiecany, nieco spóźniony tekst na ów temat, poszerzony o rozważanka ogólne.
paradygmat pracowniczo-niewolniczy
kontynuujemy temat pieniężny. Czytam sobie ostatnio – po długim czasie wewnętrznego oporu - „Przepowiednię bogatego ojca” R. Kiyosakiego. To, co Kiyosaki niesie dobrego, to uświadomienie człowiekowi – większości ludziom – że porusza się w paradygmacie, który nazwałbym pracowniczo-niewolniczym, jeśli chodzi o ogląd własnych spraw finansowych. Chodzi z grubsza o porzucanie wolności na rzecz iluzorycznego bezpieczeństwa, które jest równie iluzorycznie racjonalne. Czy jest racjonalne oraz bezpieczne zatrudnianie się w firmie na etat po to, by mieć marną emeryturę z ZUSu (o ile ta instytucja będzie jeszcze istniała w chwili naszego przejścia na emeryturę), przez to że nie ma się tylu pieniędzy na własne oszczędności uzależniać się od ZUSu i państwa (które może upaść, a jakże!), a także przywiązywać się do jednego źródła dochodów? Nie, nie jest ani bezpieczne, ani racjonalne! I to nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie! Nie chodzi mi o spektakularne przypadki, takie jak bankructwo Argentyny parę lat temu (dla pierwszego czynnika), czy upadek Enronu i klęska jego pracowników, którzy w Enronie mieli swoje plany emerytalne (dla drugiego). Chodzi mi nawet o obecnych emerytów, którzy przeżyli transformację ustrojową (tak, ustrój może się zmienić jeszcze raz – dlaczego nie?) i obecnie często biedują. Przecież poza zmianą, czy upadkiem ustroju, bądź systemu emerytalnego (niż demograficzny to zjawisko, które zmiecie systemy emerytalne) może nas jeszcze czekać zmiana waluty, czy jej denominacja (co w systemie fiducjarnym jest oczywiste i częste)! Natomiast nasz pracodawca, będący naszym jedynym źródłem dochodu może zbankrutować z wielu różnych przyczyn!
Jednym słowem, poleganie na państwie w kwestii emerytury oraz poleganie na jednym źródle dochodów w kwestii utrzymania jest nieracjonalne i niebezpieczne. I – nawet jeśli jest to jedna z kilku rzeczy, do których można by zredukować pisarstwo Kiyosakiego – to jest to rzecz na tyle fundamentalna, by kupić choć jedną jego książkę, np. pierwszą z serii „Bogatego ojca”.A całość tego etapu rozważań nad paradygmatem pracowniczo-niewolniczym, można by podsumować stwierdzeniem pana w rajtuzach, z którym niekiedy ćwiczę (ten, co na YouTube'ie dyryguje robieniem brzuszków i przysiadów) – Work smart, not hard!

cele... cele!
mam nadzieję zatem, że Czytelnicy Gnyszkobloga mają wprawę w stawianiu oraz realizowaniu własnych celów! W związku z tym, iż mamy styczeń (coraz bardziej zaawansowany), mamy także czas postanowień, czyli wyznaczania sobie celów krótko i średniotermnowych (domyślam się, że cele długoterminowe zostały zdefiniowane)! Mając na uwadze ideę np. Wakacyjnego Planu Czytelniczego którą opisałem tutaj, informuję, że tworzę sobie także plany półroczne i roczne.
Pozwolę sobie upublicznić moje typy na pierwsze półrocze tego roku. Nie wszystkie są elementami mojego planu osobistego, ale umieszczam je, zastępując nimi pierwotne, twierdzę bowiem że po prostu warto je przeczytać, jeśli nie miało się dotąd okazji. Zestawienie obejmuje dwie dziedziny – sprawy wieczności oraz doczesności.
cele książkowe na pierwszy kwartał 2009
------------------------------
WIECZNOŚĆ:
"Droga. Bruzda. Kuźnia" to książka, którą polecam od kilku już lat. Kupiłem ją wielu osobom w prezencie, sam wciąż jestem zachwycony jej regularną lekturą. Zresztą - jak łatwo zauważyc - codziennie występuje w dziale Myśl na dziś, podsumowując każdy post na moim blogu. Jest to wspaniały zbiór rozmyślań św. Josemarii Escrivy, założyciela Opus Dei, złożony z trzech mniejszych książeczek, które składają się na wspólny tytuł. Wyborna lektura duchowa!
------------------------------
"Między logiką a wiarą" - ten wywiad-rzeka Jana Parysa z o. Bocheńskim przypomniał mi się ostatnio, co zresztą skrzętnie opisałem na blogu! Nic więcej pisac już chyba nie muszę, swoją rekomendację jedynie ponawiam. Tym mocniej, im bardziej świadom jestem, że w sprzedaży są chyba ostatnie egzemplarze pierwszego wydania. Czy będzie drugie? Nie wiadomo... a książka naprawdę wprost rządzi!
------------------------------
"Święty o. Pio" to zaś dzieło pewnego polskiego kapucyna, o. Majki. Równocześnie zaś - to wydanie, które ja mam - jest to pierwsza książka, ba! - pierwsza rzecz - którą sobie w życiu kupiłem, będąc jeszcze młodym podstawówkowiczem. Wziąłem pieniądze, które dostałem od Babci, poszedłem po szkole do kiosku parafialnego i kupiłem grubaśną cegłę - żywot św. o. Pio wraz z wyborem listów i rozmyślań na każdy dzień. Byłem koło 3 klasy i czytałem książkę każdego wieczora z wypiekami na twarzy... Mój egzemplarz ma inną okładkę, ale autor ten sam!
------------------------------
na koniec zostawiłem cymesik "Rozmyślania o życiu kapłańskim" św. Józefa S. Pelczara, biskupa. Tyle razy już pisałem o nich, ale tego nigdy za wiele! Książka jest po prostu fundamentem życia wewnętrznego. Zdyscyplinowana struktura, jasny podział tematyczny, metodyczny rozbiór zagadnień, a przede wszystkim wielka zachęta do świętości! Książka porywa i - mimo tytułu - nadaje się dla każdego, niezależnie od płci i stanu. Weszła do kanonu światowej literatury duchowej. O renomie Autora świadczy zresztą to, że pisuje do mojego newslettera Bądź święty!
------------------------------
DOCZESNOŚĆ:
o tej książce też wiele pisałem. "E-biznes jako sposób na sukces", to zbiór wywiadów z kilkunastoma polskimi tuzami e-biznesu, w tym z właścicielem lubelskiej księgarni katolickiej, którą większośc Czytelników zna. Książka bardzo inspirująca, pozwala uwierzyc w to, że sukces w internecie nie musi wymagac ani kosmicznych nakładów, ani kosmicznego pomysłu... Staram się ją promowac, bo opowiada także i o moim - coraz bardziej intensywnym - doświadczeniu!
------------------------------
o "Bogatym ojcu. Biednym ojcu" było na początku - tej książki opisywac już więc nie muszę. Pomimo wad, które opisywałem na Pogadankach, książka warta lektury, szczególnie dla tych, którzy nie wyobrażają sobie innego życia, niż praca na etacie od 8:00 do 18:00.
------------------------------

Księga bessy
z kolei Księga bessy Johna Rothchilda, to wspaniała lektura w obecnym otoczeniu rynkowym dla każdego inwestora - zarówno aktywnego, jak biernego, zarówno aktualnego, jak i potencjalnego. Autora przedstawiac nie wypada, więc polecę Wikipedię tym, którzy mimo wszystko nie znają. Bessę mamy w pełnej krasie, niektórzy potracili rozum, niektórzy planują, bądź wykonali samobójstwo... warto poznac bessy z przeszłości. Historia uczy, naprawdę.
------------------------------
Inteligentny inwestor
Inteligentny inwestor - ta książka to absolutny mistrz! Klasyka literatury giełdowej. Opisałem ją już na Pogadankach Inwestorskich po prostu giełdowa Biblia, i już. Nie można nie miec!
myśl na dziś
Twój talent, twój urok osobisty, twoje możliwości... marnują się. Nie pozwalają ci ich wykorzystać. — Zastanów się nad słowami jednego z autorów duchowych: „Nie marnuje się kadzidło, jeżeli jest ofiarowane Bogu. — Większa płynie chwała dla Pana z ofiary z twoich talentów, niż z próżnego ich użycia”.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 684

[7 I 2008] środa, a tu sztuka upada i system fiducjarny się kończy!

sztuka nam upadła
pożyczyłem od Oleńki ostatnio wydane Ordo Missae (w związku z prezentem, który zgotował na moje urodziny Benedykt XVI, czyli motu proprio Summorum Pontificum), by na najbliższej Tridentinie nie świecić kartkami wydrukowanymi z internetu. Spodziewając się bogatych zdobień a la przedsoborowe mszaliki, bardzo się zdziwiłem widząc sztampowe postkubistyczno-postkomiskowe-rysuneczko-rycinki.
Jednym słowem – chciałem zauważyć, że dewastacja na polu sztuki sakralnej objęła także dziedzinę zdobnictwa książek, czyli luminarstwa. Kiedyż to się skończy? Przypomina mi się klasztor św. Bonifacego w Monachium, którego wnętrze było skrzyżowaniem rakiety kosmicznej i kościoła romańskiego. Przypomnijmy sobie w końcu, że sztuka, czy architektura musi odpowiadać po pierwsze konstytucji psychicznej człowieka, po drugie zaś – celowi liturgii, zdefiniowanemu doktrynalnie, przy czym pierwszy wymóg podporządkowany jest drugiemu. Nie ma czegoś takiego jak przestrzeń sakralna w ogóle. Są jedynie przestrzenie sakralne dla poszczególnych systemów religijnych, o czym na dużą skalę „katolicy” zapomnieli, oddając np. projektowanie swoich świątyń ateuszom, czy różnym innym dewiantom (gdzie za dewiację z punktu widzenia systemu uznamy czyjąś nie-katolickość).

kredyt hipoteczny a jedzenie
czy mówiłem kiedyś, że urbaniści mają skłonności do socjalizmu? Jeśli nie, to mówię i niniejszym dokumentuję przytoczeniem stwierdzenia prof. Jana Macieja Chmielewskiego, z WA PW, który w swoim podręczniku pt. „Teoria urbanistyki” stwierdził, że w związku z tym, iż Polacy wydają statystycznie większą część dochodu na jedzenie (w porównaniu ze społeczeństwami zachodnimi), nie mogą sobie pozwolić na kupno mieszkania, w związku z czym, należy zająć się dotowaniem budownictwa mieszkaniowego. Jednym słowem „Za dużo żrecie, więc będziemy Wam dotować mieszkania”.
Chociaż – pewnie wbrew intencjom szacownego Autora – jest to pomysł dość makiaweliczny. Jeśli zarzut wobec niego tyczy się tego, że zamiast pozwolić ludziom by zmienili swoje preferencje jedzeniowe, funduje im mieszkania, wówczas możemy zauważyć, że subwencjonowanie odbywać się może albo z długu, albo z podwyżki podatków, albo z dodruku pieniądza. Ostatecznie więc – bez względu na to, czy finansujemy subwencje długiem, zwiększeniem obciążeń, czy wyższą inflacją – subwencja odbywa się kosztem subwencjonowanego, który ostatecznie ma mniej pieniędzy na jedzenie i wydatki na ten cel musi zmniejszyć. Pic polega na tym, że po drodze tuczy się stadko zawodowych zbawiaczy ludu, wszelkiej maści polityków, „ekspertów” i urzędasów.
Nie wspomnę już o tym, że kredyt hipoteczny możemy sobie sprawić za pośrednictwem Gnyszkobloga, w gnyszkobiurze finansowym A oraz gnyszkobiurze finansowym B. Full zestaw, moi mili!

my a „następne pokolenie”
utarło się twierdzić, a że się utarło, to wiem z autopsji, wzmocnionej ostatnio obserwacją uczestniczącą w pociągu pospiesznym relacji Wrocław-Warszawa, że choć teraz dobrze nie jest i szybko nie będzie, bo musi minąć dużo czasu... ale może następne pokolenie będzie już mądrzejsze i wszystko naprawi.
Chciałem poinformować wszystkich, którzy tak twierdzą, że pokolenie, które wzrasta w podobnej atmosferze nie ma skąd – na dużą skalę – zaczerpnąć wzorców do tego, by owe rzeczy po prostu naprawić. Jeśli chcemy, by coś było inne – bierzmy się za zmianę. Zdefiniujmy cel, metodę dojścia, ułóżmy plan działania i działajmy. Najwyżej kolejne pokolenie podejmie dzieło. Jeśli nikt nie chce zacząć – nikt nie zacznie.

Polaków rozmowy w pośpiechu
swoją drogą, podczas tej rozmowy rozmówczynie postawiły setki tez, które potem z równym zapałem zanegowały. Często odnosiłem wrażenie, że rozmawiają po to, by sobie pogadać. Ot, fatyczna funkcja języka. Sprawowana skrycie – bo człowiek odnosi jednak wrażenie, że rozmowa toczy się po coś.

luźny dekorator z SEZAMU
dziś jadąc tramwajem, miałem okazję wysłuchać skrycie rozmowy dwóch bezdomnych, z których jeden nadzwyczaj gładkim, kulturalnym językiem opowiadał o swojej przeszłości (uwaga: mógł koloryzować!). Dowiedziałem się, że wygrał wszystkie konkursy na dekoratorów w województwie, szkolił dekoratorów wystaw sklepowych w innych województwach, przejeżdżając obok SEZAMU oznajmił, że cała wystawa SEZAMU należała do niego za Gierka, etc. A ja po raz kolejny zastanawiałem się jak jest możliwe to, by człowiek – zupełnie taki jak ja, czy Ty, drogi Czytelniku – wypadł z sieci relacji społecznych i stał się tzw. „człowiekiem luźnym”, człowiekiem spoza systemu.

czy system fiducjarny się kończy?
pozwolę sobie zacytować fragment ostatniego komentarza rynkowego Investors TFI:

(...) W naszej opinii mamy do czynienia z początkiem końca systemu opartego na pieniądzu fiducjarnym. Ostatnim akordem w jego blisko stuletniej historii będzie w naszej opinii hiperinflacja, a obecne bezprecedensowe powiększanie bazy monetarnej jest do niej przygrywką. Perspektywy dla złota w 2009 r. wydają się doskonałe. Sprzyjać mu będzie zarówno sytuacja gospodarki światowej jak też wewnętrzna dynamika rynku złota z ograniczoną podażą i stabilnym wysokim popytem.

Radzę przeczytać raz jeszcze komentarz na Pogadankach Inwestorskich na temat istoty obecnego kryzysu. Co się okazuje? Otóż, pogląd jak dotąd właściwy jedynie liberalnym ortodoksom spod znaku Misesa i Hayeka (w Polsce kojarzonych głównie z Korwinem), w tym także Pogadanki Inwestorskie, został wyartykułowany przez analityków najlepszego polskiego TFI. Jednym słowem – w sercu keynsowskiego konsensusu mainstreamowych anallityków i ekonomistów, pada nagle stwierdzenie, które grzebie dotychczasowy system kreacji pieniądza. Obyśmy pożegnali się raz na zawsze z pieniądzem nie opartym na kruszcu, tworzonym z sufitu.
Takie stwierdzenie w oficjalnym komentarzu, to po prostu bomba, elektryzujący news – nie wierzyłem w to, że kiedykolwiek usłyszę takie stwierdzenie z ust mainstreamowych ekonomistów. Szkoda, że znajome media nie chcą podjąć tematu... no, ale przynajmniej Gnyszkoblog będzie cytowany jako źródło... hehehe.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/7-i-2008-poniedzielnik-w-rajmunda-z.html

myśl na dziś

Nie bądź pesymistą. — Czyż nie pojmujesz, że wszystko, co się dzieje i co może się dziać, służy dobru? — Twój optymizm musi koniecznie wypływać z twojej wiary.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 378


środa, 12 listopada 2008

[12 XI 2008] św. Jozafata - gdzie sie podziały katolickie ruchy społeczne?

co się dzieje, co się dzieje?
Oj, ostatnio dziwnie się dzieje na gnyszkoblogu – a to jacyś (para)nekrofile zamieszczają komentarze, na których reklamują swoje strony, a to hedoniści zza węgła wyzierają i swoje komentarze publikują (szczególnie ci z Pomorza)... aby się towarzystwo nie rozzuchwaliło, ba! nie rozbisurmaniło zanadto – uznałem że temat seksualny należy na pewien czas przerwać i zastąpić go innymi rozważaniami. „Miała być wolność słowa, a tu każdy mówi, co mu się podoba” - cytując Klasyka...
Pangrzyzga stanowczo nie godzi się ze zjawiskiem dyktowania mu tematyki komentarzami. O!
ruchy, ruchy!
Lektura dawnych wydawnictw katolickich (np. gorąco polecanych przeze mnie „Rozważań o życiu kapłańskim” św. Józefa Sebastiana Pelczara) prowadzi do wniosku, że życie religijne w sferze społecznej było o wiele bardziej intensywne, niż dzisiaj. O co konkretnie chodzi? A, o najprzeróżniejsze organizacje – nazwijmy je „pośredniczącymi” - sodalicje mariańskie, bractwa modlitewne, instytucje charytatywne, ochronki dla dzieci, stowarzyszenia, rycerstwa i setki, setki innych. Wydawano gazety, prowadzono biblioteki, szkoły niedzielne, organizacje polityczne, etc. Nie kolidowało to bynajmniej z zasadą hierarchiczności Kościoła – ta aktywność świeckich pod wodzą duchownych. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że ówczesne życie, owe masowe ruchy religijne wyrastały z autentycznej, katolickiej świadomości.

zawiedzione nadzieje, spustoszona winnica
w pewnej opozycji do tego stoi dzisiejsza propaganda dzieci Vaticanum II (rozumiem przez to określenie ludzi, dla których Kościół zaczął się dopiero w 2. połowie XX wieku), które utrzymują, że Kościół był wówczas kostyczny, niemrawy, ludzie byli bierni i zaradzić temu miałby Sobór Watykański II. Cóż, oczekiwanie rzeczywiście takie było (słynne słowa Jana XXIII o nadziei na to, że do Kościoła wleci nieco świeżego powietrza), ale był (i jest) także zawód, wyrażony przez Pawła VI już kilka lat po Soborze, w przemówieniu, gdzie stwierdza, że zamiast „świeżego powietrza”, czuć „dym szatana w Świątyni Boga”.
Jaki jest stan obecny? Dietrich von Hildebrand odpowiada na to pytanie tytułem swojej ostatniej, proroczej książki - „Spustoszona winnica”. Owszem, istnieją sobie wspólnoty... ale Kościół stał się strybalizowany (splemiennił się) – wspólnoty często tracą poczucie przynależności do Kościoła jako całości, nakierowują się na swojego lidera, własną duchowość, etc. Nie ma mowy o sile. Nie ma mowy o masowych ruchach. Nie ma mowy o silnej pozycji biskupów, jako ojców, przewodników – mówiąc słowami Hildebrandta, biskupi śpią.
Więcej – mówiło się o tym, że po Soborze większa będzie świadomość religijna, zaangażowanie świeckich. Co mamy w zamian? Nawrót pogaństwa, spektakularne apostazje, herezje, skandalizujące ruchy (Wir sind die Kirche, Catholics pro choice), zanik rozumienia podstawowych dogmatów, nie mówiąc o potrzaskaniu moralności... trybalizacja, rozbicie na zagubione plemiona.
Nie jestem ani lefebrystą, ani sedewakantystą, ani nikim innym różnym od rzymskiego katolika. Uznaję nieomylność dokumentów soborowych. Mam natomiast oczy i umiem myśleć – szukam więc odpowiedzi na pytanie „Co się stało?”.

bądźmy m.in. bogaci
nawiązując nieco do ostatnich dyskusji na temat pieniędzy (raz jeszcze dziękuję za pierwszą wpłatę na konto gnyszkobloga!), chciałem powiedzieć, że namiastką owej masowości, szerszej wspólnoty zakorzenionej w Kościele i Kościołowi służącej, jest dla mnie pewna idejka. Otóż, marzę o tym, by moi znajomi (i ja także), byli w pierwszym rzędzie święci... po drugie zaś jak najbardziej wpływowi – także pod względem zamożności. W ogóle – niech jak najwięcej katolików taka będzie. Bądźmy święci i jak najskuteczniejsi na ziemi. Zdobywajmy środki do uświęcania świata, do pracy apostolskiej – wytrwałą, uczciwą, uświęconą i doskonałą pracą. Dlatego też zawsze z wielką radością staram się pomagać i jeśli umiem – doradzić, gdy widzę, że ktoś zabiera się na poważnie za realizację swoich zamierzeń. Wspieractwo, wspieractwo i jeszcze raz wspieractwo – ufajmy sobie i wspólnie bierzmy za robotę.
Pan Bóg działa przez ludzi i prawa, które ustanowił... pracujmy więc tak, jak gdyby wszystko zależało od nas, módlmy się zaś tak, jak gdyby od nas nie zależało nic.
pomagajmy, inspirujmy
być może inspiracją do tego będzie wspominana wielokrotnie książka o e-biznesie, której udało mi się zdobyć darmowy fragment (niestety nie ten o Pawle Królaku, katolickim e-biznesmenie z Lublina) – można ściągnąć z chomika Pogadanek Inwestorskich, które nota bene próbują odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób bogacić, by wciąż być ubogim i umartwionym.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/12-xi-2007-poniedziaek-abarot-do-rabotu.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/klikniem-bo-odwykniem.html

myśl na dziś
Bez życia wewnętrznego, bez formacji, nie ma prawdziwego apostolstwa, ani owocnych dzieł: praca staje się nietrwała, a nawet fikcją. – Jaka wielka jest wobec tego odpowiedzialność dzieci Bożych! Winniśmy posiadać głód i pragnienie Chrystusa i Jego nauki.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 982


wtorek, 4 listopada 2008

[4 XI 2008] piniążki, Panie, piniążki!

pieniążki, pieniążki
wystrzegam się generalizowania w oparciu o kryterium narodowościowe, ale poniższe rozważania aż proszą się o to, by rozpocząć je od sakramentalnych dla ętelektualistów z Czerskiej sformułowania „A, bo w Polsce, to...” albo lepiej: „Eeee, w tym kraju to...”.
Nie zacznę więc w ten sposób, ale proszę wiedzieć, że gdybym nie był sobą, tylko kimś innym – zacząłbym. Druga uwaga, zanim zacznę, jest tej materii, że tekst ów dotyczy zarówno konkretnej sytuacji, jak i rzeczywistości w ogóle. Być może nawet opisuje pewną ogólną właściwość natury ludzkiej.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację – do jednego z blogerów przychodzi kolega i pogadawszy sobie chwilkę, przechodzi na temat jego bloga. Od słowa do słowa... pojawia się temat reklamy kontekstowej, która jest na blogu tego pierwszego. „No, i jak tam? Kiedy ostatnio kliknąłeś?” - pyta bloger. Kolega zaś na to: „Iiiii tam, ja u Ciebie nie klikam, Ty masz za dużo pieniędzy”.
Możemy sobie wyobrazić także i drugą możliwość odpowiedzi - „To u Ciebie są jakieś reklamy? No, cóż, korzystam z AdBlocka i ich nie widzę”.
Jakkolwiek jest, w obu przypadkach skutek jest podobny – bloger za swoją pracę (a umówmy się, że pisanie bloga, to forma publicystyki, niekiedy nawet aktywności artystycznej, społecznej, czy apostolskiej) nie dostaje wynagrodzenia, jakiego się spodziewał montując na swoim blogu reklamę kontekstową.

Druga sytuacja: istnieje sobie tygodnik OZON. Wspaniała gazeta, w końcu nowocześnie wyrażany katolicyzm zagościł na arenie tygodników opinii (poza jednoznacznie kojarzonymi „Gościem Niedzielnym” i „Niedzielą”), brawo dla redakcji! No, ale wiadomo, że zdobyć reklamę do tego typu gazety w domu mediowym będzie trudno... Dlaczego? Katolicy wciąż nie są postrzegani jako grupa konsumencka. Nawet jeśli... to niby dlaczego promować ich przedsięwzięcia? Wiele osób widzi to i stara się OZON propagować, kupuje dwa egzemplarze, zamawia komuś w prezencie prenumeratę... OZON w końcu upada.
Przykłady możemy mnożyć w nieskończoność – chyba jednak szczególnie po naszej stronie sceny publicznej. Tu jest strach przed pieniędzmi... Gdy w grę wchodzi zysk, przedsięwzięcie zazwyczaj zaczyna być postrzegane jako podejrzane. Z tego względu też najczęściej przedsięwzięcia organizuje się na zasadzie non-profit, co najczęściej kończy się tym, że po roku lub dwóch... ci, którzy wzięli w nich udział, dłużej już nie wytrzymują, następuje wypalenie, ludzi ogarnia zgorzknienie i poczucie bycia wykorzystanym. Nie chcę rzucać nazwiskami, ale w ten sposób z bardzo pożytecznej działalności musiało zrezygnować wiele zasłużonych osób, np. z kręgów pro-life.
Jak to się dzieje, że ludzie – choć zgadzają się co do idei, zakładają, że przedsięwzięcie utrzyma się samo, żywić się będzie powietrzem... Nie mnie diagnozować powody takiego stanu rzeczy, ale wiem jedno – nie jest to stan porządany. Bo nie dość, że ludzie sami stawiają sobie przeszkody na drodze do dobrobytu (iluż to ja skrupułów się nasłuchałem w rozmowach, które maskowały tak naprawdę strach, albo zwykły brak rozumnej odwagi w obliczu możliwości podjęcia ryzyka), to przekładają to na działania, które zdołały się wykluć. W ten sposób, choć katolicyzm w Polsce deklaruje dużo osób, nie doczekaliśmy się wciąż potężnych, katolickich instytucji intelektualnych, społecznych, politycznych.
Jest i druga warstwa zjawiska. Spychologia. Ludzie uwielbiają spychać obowiązek wspierania przedsięwzięć na bogatszych od siebie... „Taaaa... Kluska ma tyle kasiory, to mógłby fundnąć to, lub tamto.” Proszę mi wierzyć, ale wciąż nie mamy katolickiego Rockefellera w Polsce (pisałem o tym którymś razem, przy okazji debiutu wspaniałej, inspirującej książki „E-biznes jako sposób na sukces”, której jednym z bohaterów jest p. Paweł Królak, katolicki e-biznesmen z Lublina) – nawet gdybyśmy mieli, nie zdołałby sfinansować wszystkiego... a poza tym – zamiast rozporządzać pieniędzmi innych, bierzmy się lepiej za swoje.
Od ogółu wracamy do szczegółu. Co to wszystko ma wspólnego z gnyszkoblogiem i jego odnogami? Coś wspólnego ma. I proszę mi wierzyć... nie mam za dużo pieniędzy, ani tym bardziej czasu. Szczególnie w obliczu niedalekiego ślubu, związanymi z tym wydatkami i niedaleką koniecznością kończenia studiów. To, że pewne działania podejmuję, wynika po pierwsze z poczucia możliwości pełnienia powołania, po drugie z wiary w to, że te wysiłki przełożą się także na satysfakcję ekonomiczną, czyli ewangeliczną „zapłatę, której godzien jest robotnik”. Niestety, z tych samych powodów działalność będę musiał zakończyć, gdy okaże się, że moje przewidywania się nie sprawdzają, a potrzeby staną się na tyle pilne, by im podołać, przestanę mieć czas na cokolwiek innego. Tym samym dołączę do wielkiego grona tych, których działaniom wszyscy przyklaskiwali... a mało kto potrafił pomóc.
Czy naprawdę 10 zł miesięcznie na wsparcie domu samotnej matki to dużo? Czy kolejne 10 złotych miesięcznie na wsparcie portalu, który niesie w internet ortodoksję katolicką, to majątek? Czy rzeczywiście 5 złotych przelane co jakiś czas darmowym przelewem na konto blogera, którego lubię – to dużo? W sumie 25 złotych miesięcznie... Niecała złotówka oszczędzona dziennie... a mielibyśmy mniej powodów do narzekania. Pomijam tysiące innych sposobów, które polegają na skorzystaniu z jakiejś oferty za pośrednictwem strony, którą lubimy (np. przejrzenie reklam, czy produktów w których zakupie pośredniczy)...
Nieraz wystarczyłoby wyłączyć AdBlocka, a wiele wartościowych stron mogłoby się szybciej rozwijać dzięki wpływom z klików w reklamy. Poddaję to pod rozwagę. Mała sumka dla jednej osoby znaczy niewiele, jednak duża ilość małych sumek, to konkretna pomoc – proszę w to uwierzyć, porzucić przywiązanie do poczucia bezradności... i brać się do roboty! Wszystko, co otrzymujemy – nawet za darmo – kosztuje przynajmniej czyjąś pracę i czas.
myśl na tę część dnia
Zjednocz się z Wolą Bożą... a wówczas przeciwności przestaną być przeciwnościami.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr nr 812





wtorek, 30 września 2008

[30 IX 2008] o Simonie Zapylaczu i innych sprawach we wspomnienie św. Hieronima

wprowadzonko
nie wiem, czy wiecie, ale piszę bloga w pociągu relacji Warszawa Centralna-Kraków Główny, 6:05 ze stacji początkowej. Co to oznacza? Po pierwsze, że jestem krańcowo niewyspany – wczoraj przyszło mi posiedzieć do wieczora. Po drugie – jest piękna pogoda. Po trzecie – pomyślałem, że w obliczu ostatniej blogowej niefrasobliwości, należy się Czytelnikom sążnisty wpis. Po czwarte – że pani po przekątnej, rodem z Niemiec (sądząc po klawiaturze laptopa), straszy mnie swoimi czarnymi biustonoszani, łabędzią szyją i ramionami wypływającymi zza luzackiego swetra. Nie wódź nas na pokuszenie... No właśnie, droga damo, proszę się ubrać!

biedne sześciolatki
dali mnie w pociągu do czytania jakąś szmatkę z czerwonym prostokątem (swoją drogą, w pociągach Aborcza nie cieszy się najdrobniejszą popularnością – wszyscy wybierają Rzepę i Ziewnik), ale wybrałem Ziewnik – z braku Rzplitej. Przejrzałem, literówki spostrzegłem, milutką buziulkę red. Michalskiego zobaczyłem i przeczytałem... o kłótni w Sejmie odnośnie sześciolatków mających iść do szkół.
Sytuacja w skrócie wygląda tak, że PiS zaprosił rodziców z akcji Ratuj Maluchy (o której zresztą pisałem ostatnio) na posiedzenie odnośnej komisji sejmowej. Jej przewodniczący – nie pamiętam nazwiska, ale poewiak – posiedzenie otworzył i od razu zamknął, burząc się na obecność obywateli.
No, nie ma co się dziwić – gdy Bierut wydawał dekret wywłaszczający, nie prosił do gabinetu posiadaczy gruntów, więc nie ma co mieć za złe, że w przypadku zwiększenia nacjonalizacji dzieci rzecz ma przebiegać inaczej.
Niepokoi mnie jednak sama akcja Ratuj Maluchy. Jej przywódcy argumentują, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków. Nie mają zatem nic przeciwko samej idei wyrywania dzieci z objęć rodziców, umieszczaniem ich w edukołchozach, a rodziców pędzenia do roboty, by na to wszystko zarobić. Jednym słowem – albo stosują metodę małych kroków, albo są baranami, z którymi należałoby utrzymywać okresowy sojusz, by sabotaż propozycji rządu okazał się skuteczny.

Simon Zapylacz
mam nadzieję, że wszyscy Czytelnicy mają za sobą lekturę wywiadu z damesą zarażoną przez Simona Mola. Pewnie refleksji macie na ten temat więcej ode mnie, więc ograniczę się tylko do jednej – a propos sugestii nt. Jego związków z islamem.
Otóż, jeśli jest to prawda – a niewiele wskazuje na to, że jest to fałsz (poza wiele mówiącymi reakcjami niektórych – Eeeeeee... no co Ty? Nie chce mi się wierzyć.) - znajdujemy się w poważnej sytuacji. Jestem o tym tym bardziej przekonany, mając w pamięci spotkanie z gen. Pietrzykiem (były ambasador Polski w Iraku, znajomy mojego dowódcy z wojska – swoją drogą, w zeszłym roku byłem już po wojsku, w Monachium!).
Otóż, gen. Pietrzyk stawia tezę (coraz bardziej zresztą popularną), iż islam nie jest żadną religią, tylko systemem rządzenia. Co więcej – systemem cwanym, który wypuszcza publikacje na swój temat dostosowane do odbiorcy – chrześcijanom wypisy z Koranu nt. Pana Jezusa, Maryi, etc. Po to, by wykreować pogląd: Islam, to wspaniała religia, większość muzułmanów, to bardzo fajowi ludzie, margines stanowią jacyś tam szaleni ekstremiści. Gen. Pietrzyk twierdzi, że tak nie jest – co więcej, uważa, że tezę tę lansują sami muzułmanie z przyczyn czysto strategicznych.
Dżihad istnieje odkąd żył Mahomet, a Koran rzecze (proszę wybaczyć, że nie podaję numeru sury, gen. Pietrzyk podawał – gdy przeczytam cały Koran, to będę cytował ściśle), że dżihad to walka o to, by nie było na ziemi człowieka, który nie powie, że Allah jest jedynym Bogiem, a Mahoment jego prorokiem. Narzędziem jest tu nawrócenie, lub śmierć. Tertium non datur. Pierwsza faza ekspansji islamu (z fluktuacjami, jak np. bitwa pod Poitiers, rekonkwista w Hiszpanii) trwała od jego początku, aż do bitwy pod Wiedniem, kiedy to dostali takiego łupnia, po którym podnosili się aż do końca XX wieku! Dlatego też – mówi gen. Pietrzyk – zamach na WTC miał miejsce dzień przed kolejną rocznicą Wiktorii Wiedeńskiej. Pamięć o nie jest ponoć silna wśród muzułmanów.
W związku z tym wszystkim, a także innymi informacjami, którymi – zwyczajowo – podzielić się nie mogę, na wieść o tym, że Mol był muzułmaninem i zarażał z pobudek religijnych.... wprawdzie doznałem szoku, ale i nieodpartego wrażenia, że wszystko układa się w jedną całość. Resztki otuchy odebrały mi wiadomości z Francji i Wielkiej Brytanii o uznawaniu przez państwo wyroków sądów islamskich (wydających je na podstawie szariatu), zakazie wystawiania ciastek na posiedzeniach rady gminy którejś z brytyjskich gmin ze względu na ramadan, oraz zablokowaniem konferencji w Kolonii – zlotu przeciwników budowy meczetu w Bonn. Zjednoczone Emiraty Europejskie niedługo staną się faktem, jeśli nie ruszysz się Ty. I ja.
Idzie wojna, do roboty.

w Ziewniku o Kryzysie
Dziennik zwyczajowo się kompromituje. Dzisiaj piszą o tym, że w związku z upadkiem kapitalizmu kraje Unii Europejskiej muszą sięgnąć do kieszeni podatników, by ratować swoje banki (ostatnio w tarapatach jest Fortis). Klasyczne Radio Erewań. Niniejszym prostuję: kapitalizm nie upadł, nie ma żadnej UE, tylko Wspólnoty Europejskie, które do żadnej kieszeni podatników sięgać nie muszą, a banków tak naprawdę nie ratują, tylko działają na ich szkodę, umacniając w przekonaniu, że mogą robić co chcą, bo rząd wykupi od nich trefne aktywa.

w Ziewniku o Euro
a w Dzienniku (oj, dziś tej gazecince się dostanie...) piszą dziś o przyjęciu Euro. Z jednej strony zamieszczają opinię dra Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha, z drugiej Marka Zubera z Dexus Partners (ekhm...). Jeden mówi o konkretach, drugi o tym, że jeśli euro nie przyjmiemy, to się skompromitujemy i wyjdziemy na wsioków. Tak argumentuje ekonomista, proszę Państwa. Co jeszcze? Ano, inwestorzy się przestraszą i uciekną z polskiego parkietu – w efekcie spadki na giełdzie potrwają dłużej.
Czyli co? Istnieje grupka panów, która sobie ubrdała, że oni mają prowadzić politykę monetarną innych państw (coś jakby FED dla stanów USA – kiedyś były one jak państwa). Bez względu na to, czy to się opłaca, czy nie – jeśli ktoś nie zechce, jest wsiowym ćwokiem i ma u nich przerąbane.
Czy polityka monetarna jest ważna? W systemie fiducjarnym – nieomal najważniejsza, wobec czego własna waluta, jeśli nie myślimy o jednym państwie europejskim – musimy my decydować o jej parametrach. Chyba, że nie myślimy o federacji państw, tylko o państwie paneuropejskim – a jak wiadomo, do stworzenia takiego bytu pociąg jest coraz większy (vide – upadła eurokonstytucja).

dwie opowiastki o podróżowaniu
opowiem Wam dwie bajki – dla rozluźnienia.
Pierwsza dzieje się w autobusie do Frnakfurtu. Obok mnie siedzi rosły pan w dresie. Za nami – Rosjanka z dwojgiem młodych synków (końcówka szkoły podstawowej), którzy uparcie słuchali jednej, rosyjskiej piosenki. Rzecz jasna – głośno. Wytrzymaliśmy dwie godziny – mój towarzysz patrzył w szybę i cicho klął, dzieląc się co jakiś czas ze mną uwagami nt. różnic między narodami, ja zaś czytałem. Minęły te dwie godziny, a towarzysz podróży mówi do panagruszki:
- Zaraz mnie szlag trafi z tymi gnojami.
- No, wie Pan, mnie też się ta piosenka znudziła, może Pan im powie, żeby ściszyli muzykę, Pan siedzi bliżej.
- Dobra.

Odwraca się i słyszę:
- Ile mam jeszcze słuchać tego g***a?
Muzyka umilkła momentalnie.

pętla się zaciska!
przed panemgrzyzgą najcięższy rok życia. Serio. Wprawdzie każdy kolejny jak dotąd, był cięższy od poprzedniego, ale ten będzie rekordowy. Mam na głowie nie tylko dwa i pół kierunku studiów (w pełnym wymiarze, a nawet z naddatkiem), ale i projekt inżynierski oraz parę nowych zobowiązań...
Jednym słowem – jeszcze intensywniejsza praca, niż w zeszłym roku. Ci, którzy ze mną obcują na co dzień, domyślają się już, co to może oznaczać. A w związku z planowaną przez panagruszkę żeniaczką, wysuwa się też na przedni plan aspekt ekonomiczny własnych działań... Jaki stąd wniosek? Mam pewien pomysł dla Czytelników, ale zanim go przedstawię – proszę kliknąć w bannerek pod postem o nazwie Wspieraj bloga. Jest to w tej sytuacji baaaaaardzo mile widziane.

św. Josemaria
2 października o 19:00 w katedrze praskiej Msza Święta z okazji 80. rocznicy założenia Opus Dei. Serdecznie zapraszam wszystkich. Tym bardziej zapraszam, że jestem świeżo po lekturze wywiadu biograficznego na temat Założyciela. Wspaniała, inspirująca lektura - rozmowa z następcą św. Josemarii - don Alvaro del Portillo. Polecam!

FForumowy zjazd
Centralny Zjazd Forum Frondy w Kazimierzu Dolnym n. Wisłą zakończył się wielkim sukcesem i radością wszystkich! Wczoraj mieliście próbkę zdjęć... ach, wspaniale było poznać tych, z którymi zżyłem się przez internet niejednokrotnie bardziej, niż z niektórymi osobami spotykanymi w świecie fizycznym. To się nazywa – braterstwo broni...

myśl na dziś
Myśl o śmierci pomoże ci pielęgnować cnotę miłości, gdyż może ta konkretna chwila, kiedy spotykasz się z tym czy tamtym, jest ostatnia: ich, ciebie, albo mnie może zabraknąć w każdej chwili.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 895


piątek, 26 września 2008

słowo na piątek
dziś piątek i przegrupowanie wojsk na miejsce stacjonowania na Mazowszu! W związku z tym, że zaraz wyjeżdżam, pozwalam sobie wkleic wywiad z drem Gwiazdowskim, który albo czyta mojego bloga, albo po prostu obaj mamy rację - tzn. że prawdą jest to, że na podstawie tych samych przesłanek i tego samego trybu wnioskowania można dojśc do tej samej konkluzji. Ha! Czytajcie - niech będzie to odtrutką na pitolenie Kuczyńskiego i innych bajarzy.
Oznajmiam również, że także ze względu na wyjazd, Pogadanka Inwestorska nr 8 już gotowa!
kryzys? kryzys!
Z dr. Robertem Gwiazdowskim o kryzysie na „rynkach”, bankructwie bankierów i o tym, kim jest prawdziwy kapitalista, rozmawia Dariusz Kos (nczas.com)
Będziemy świadkami powtórki Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych XX wieku?
Jak dotąd nic takiego się nie zapowiada, a twierdzenia, iż jest podobnie, są błędne. Proszę zwrócić uwagę, że w latach 30. mieliśmy załamanie produkcji po stronie przedsiębiorstw i to się przełożyło na banki i instytucje finansowe. Natomiast dziś jest odwrotnie. Na przykład polskie przedsiębiorstwa są w całkiem dobrej sytuacji, podobnie jest w USA. Nie mamy recesji. Załamanie tzw. rynków finansowych jest efektem pęknięcia balonika, którego te „rynki” same sobie napompowały. Gdy przez ostatnie lata dosyć sceptycznie, jako Centrum im. Adama Smitha, odnosiliśmy się do tego, co dzieje się na tych tzw. rynkach finansowych, patrzono na nas trochę jak na pariasów – że co my w zasadzie mówimy, bo przecież giełda, instytucje finansowe to jest to, na czym powinniśmy się koncentrować, do czego powinniśmy przywiązywać wagę, bowiem od tego ma zależeć cała gospodarka. Tymczasem Pan Bóg pokarał paru spekulantów – i dobrze.
I bankierów też pokarał.
Jak patrzę na to, co robiły instytucje finansowe – nie tylko banki – w ciągu ostatnich kilku lat, to zaczynam dochodzić do wniosku, iż może Karol Marks miał trochę racji w tym, co pisał o bankierach [rewolucja ma zmieść władzę bankierów – przyp. Red.].
W związku z tym pojawiają się coraz głośniejsze i wyraźniejsze głosy, by coraz bardziej ten wolny rynek regulować, bowiem mamy teraz do czynienia z krachem liberalizmu, neoliberalizmu i w ogóle kapitalizmu. Dziś rano choćby [w środę 17 września 2008 r. – przyp. Red.] w porannym programie TVN24 redaktor zajmujący się gospodarką przekonywał, iż to nieskrępowana, niewidzialna ręka rynku rozdawała jak popadnie kredyty hipoteczne w USA i przez to mamy krach, więc teraz tę rękę trzeba kontrolować.
Proszę Pana, w gospodarce rynkowej mieliśmy pieniądz. Pieniądz, który był miernikiem wartości, a nie wartością samą w sobie, bowiem – jak pisał Adam Smith i jak utrzymuje szkoła austriacka czy nawet szkoła chicagowska, czyli Milton Friedman – pieniądz służy jako instrument wymiany. Po to pieniądz wymyślono. Otóż kiedyś wymienialiśmy bezpośrednio buty na garnki, garnki na wino, ale gdy ta wymiana między ludźmi zrobiła się coraz powszechniejsza i bardziej masowa, to taka bezpośrednia wymiana stawała się utrudniona – dlatego wymyślono pieniądz. By ułatwić wymianę butów na garnki, garnków na wino, a wina na zboże. Tymczasem gdy wprowadziliśmy pieniądz papierowy, a dziś nawet nie trzeba go drukować – wystarczy impuls elektryczny, by pojawił się odpowiedni zapis pieniędzy na ekranie komputera – to podstawowa funkcja pieniądza odeszła w zapomnienie. Proszę zwrócić uwagę, iż dzisiejszy kryzys nie jest kryzysem klasycznej ekonomii. Dzisiejszy krach to krach ekonomii, która uznała się za neoliberalną, a to jest tak, jakby to, co robi dziś w Polsce rząd PO, określać jako działania liberałów. Platforma nie jest partią liberalną! I tak samo nie byli neoliberałami ci, którzy skoncentrowali się na manipulowaniu sztucznym, fiducjarnym, papierowym, wirtualnym pieniądzem.
Z liberalizmem to nie miało nic wspólnego – wręcz przeciwnie. Te wszystkie manipulacje na tzw. rynkach finansowych biorą się z przeświadczenia, że wszystko można wyprodukować pod warunkiem, że ktoś to kupi, więc mamy prowadzić różnego rodzaju operacje w celu wykreowania popytu! Popyt kreuje podaż – jak powiedział Keynes. A to nieprawda! W 1982 roku stałem 13 dni i nocy w kolejce po pralkę, popyt kreowałem jak jasna ch*****, a podaży nie było. Wartość mojego popytu jest równa wartości mojej podaży. Mogę kupić tyle wina i o takiej wartości, o jakiej wyprodukuję buty lub coś innego. Więc kryzys na „światowych rynkach finansowych” nie jest wynikiem prowadzenia gospodarki liberalnej, tylko wręcz przeciwnie – prowadzenia polityki, która z prawdziwym liberalizmem nie ma nic wspólnego!
Jednak czy obecna sytuacja nie doprowadzi do władzy ludzi, którzy będą właśnie dążyć do wprowadzenia jeszcze większych regulacji, większej kontroli pod hasłem: „kapitalizm się nie sprawdził”?
Niestety tak będzie. Keynes zmanipulował prawo Saya, a potem je obalił. Zmontował kukłę, którą łatwiej było mu znokautować. W Polsce ludzie „odwrócili się” od wolnego rynku, od liberalizmu, tylko że tak naprawdę to nie mieli się od czego „odwracać” – nigdy tego prawdziwego wolnego rynku, prawdziwego kapitalizmu nie mieli szansy skosztować. Tak naprawdę Polacy, którzy początkowo popierali prywatyzację, potem przestali ją popierać nie dlatego, że im się to nie spodobało i nie spodobał im się prywatny właściciel, tylko dlatego, że nie spodobały im się metody, sposób prywatyzowania, bo nie miało to nic wspólnego z wolnorynkową prywatyzacją.
Dziś jest podobnie. W momencie gdy mamy przeciwnika i chcemy jego kosztem podwyższać naszą atrakcyjność, to nazywamy tego przeciwnika określeniem, które nam pasuje. Dlatego manipulatorzy z „rynku finansowego” nazywani są kapitalistami bądź wolnorynkowcami, bądź kapitalistami.
Tymczasem kapitalistą jest mój sąsiad: wstaje o piątej rano, je śniadanie, o 5.30 jedzie na bazar na Ochocie, gdzie kupuje warzywa i owoce. Wraca, na bazarze na moim osiedlu rozstawia swój stragan i zaczyna handlować, bym mógł o ósmej rano zrobić sobie zakupy. Pracuje do 19.00. Zwija i sprząta kram. Kończy około godz. 20.00. i idzie do domu, je kolację, kładzie się spać, by móc o piątej rano znów wstać. To on jest kapitalistą! A nie prezes banku Lehman Brothers, który wraz ze swoimi podwładnymi i „niezależnymi audytorami”, agencjami ratingowymi, ukrywał trupa w szafie.
Czy takie trupy znajdują się i w polskich szafach?
Nie. Pan Bóg nas strzegł. Nasi bankierzy półtora, dwa lata temu strasznie żałowali, że nie załapali się z zyskami na ten boom w USA. W 2006 roku były organizowane różne konferencje na temat „politykisekurytyzacji”, na temat tego, co zrobić, by było u nas tak fantastycznie jak za oceanem. Na szczęście się nie załapaliśmy i teraz ci, którzy się „zagapili”, mądrzą się, iż prowadzili mądrą, bezpieczną politykę finansową. No, Pan Bóg nas chronił, a nie nasi bankierzy.
Będzie nas nadal chronił? Czy może rolę tę przejmie światowy regulator rynków, którego powstania domagają się niektórzy tzw. eksperci?
I co, trzech facetów będzie nas chronić? Przecież mamy Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i ludzi, którzy w nich zasiadają, zmieniających zdanie w zależności od tego, jak im się spodoba. Mam teraz pytanie: niejaki Stiglitz [Joseph E. Stiglitz, ekonomista, doradca prezydenta Billa Clintona – przyp. Red.], zasiadający w Banku Światowym, ma poglądy „słuszniejsze” teraz czy miał 15 lat temu? Rozumiem, że niby dzisiejsze są ważniejsze. Kiedyś, jak dostawał nagrodę Nobla, to pies z kulawą nogą nie wiedział, kim on jest, a jak tylko stał się ikoną „alterglobalistów”, to jego książki zaczęły się sprzedawać w milionowych egzemplarzach. Więc kto będzie tym regulatorem? Pytanie takie samo jak w przypadku wchodzenia przez Polskę do strefy euro – pytam się, kto będzie z polskiej strony w komisji ustalającej kurs złotówki do euro? Czy czasami nie ci sami ludzie, którzy ustalali kurs złotówki do dolara w 1990 roku?

Z Robertem Gwiazdowskim rozmawiał: Dariusz Kos.


poniedziałek, 22 września 2008

[22 IX 2008] poniedziałek, pani sobie śpiewa banialuki...

francuski episkopat rzecze...
jak wiemy, Benedykt XVI był ostatnio z wizytą we Francji. Jak być może nie wiemy – Francja jest dość specyficznym, islamskim krajem, który wciąż – niesłusznie – kojarzy się z katolicyzmem ze względu na swoją chwalebną przeszłość do Rewolucji Francuskiej, a późniejszą – już tylko w drugim obiegu. A więc – była to wizyta trudna. I rzeczywiście – okazało się, że po jednej z Mszy papieskich doszło do profanacji konsekrowanych hostii, które obsługa zostawiła w puszkach na wolnym powietrzu na pastwę pogańskiej tłuszczy. Więcej – episkopat francuski, dość osobliwe gremium, po spotkaniu z Papieżem wydał z siebie odgłosy ustami kard. Vingt-Troisa – jeszcze osobliwszej treści, którą Gryzoń, jeden z forumowiczów Forum Frondy, skrócił w tytule wątku: Francuscy biskupi do Benedykta XVI – spieprzaj dziadu!.
To gorszące, ale do spięć dochodziło jeszcze przed wizytą... Kto był w którymś z kościołów na zachodzie na Mszy, ten wie o czym mowa...

msgr Perl rzecze...
Wielu biskupów utrudnia wprowadzanie w życie dokumentu Benedykta XVI o korzystaniu z przedsoborowej liturgii - http://www.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=231615 stwierdził prałat Perl, którego miałem okazję poznać tego roku w Kleinheubach. Cóż to oznacza? Ano to, że Dietrich von Hildebrandt miał rację, pisząc w Spustoszonej winnicy o śnie pasterzy i innych wynaturzeniach sytuacji w Kościele, którą obserwował w chwili pisania książki.

Nie chcę kontynuować tego tematu, bo jest bolesny i może być powodem do zgorszenia – blog to jednak nie to samo, co niszowe forum katolickie, gdzie można bez ogródek powiedzieć co człowieka boli... Tak, czy siak – w Polsce nie jest inaczej. Także i tu wielu biskupów uważa się za władniejszych od samego Papieża. Miejmy nadzieję, że już niedługo – w związku z brakiem odpowiedzi na ekscesy min. Kopaczowej – doczekamy się odpowiedzi z Watykanu, zarówno wobec biskupa Zimowskiego, jak i samej min. Kopaczowej. Ja swój list do kard. Levady już wysłałem.

pani, co banialuki wyśpiewuje o... siusiakach
tymczasem już drugi raz wyczytuję w gazecie codziennej o pewnej damie, która zajęła się śpiewaniem o nierządzie i jest za tę odwagę pochwalana. Na Jej miejscu bym nie eksperymentował, bo skończyć może się to jedynie nieumiarkowaniem w owym cudzołóstwie, które opisuje np. w piosence o wdzięcznym tytule Hujawiak (swoją drogą, sam niekiedy mam takie językowe pomysły), a później wieczną karą, jeśli z tych grzechów swoich (a do nich dojdzie zgorszenie) nie wygrzebie. Proszę zatem o modlitwę w intencji Marii Peszek oraz damy nazwiskiem Mucha, która przebrana za siostrę zakonną zaczęła teraz karierę śpiewaczą.
Wbrew pozorom politycy, aktorzy, muzycy dzisiejsi... to żadna elita. Gdy pozaglądać w życiorysy to najzwyklejsza hołota, którą Rewolucja wywindowała na świecznik, gdzie udają Elitę. Pamiętajmy o tym.... ci państwo są biedni, bo muszą odgrywać sztuczną rolę.

kryzys, panie, kryzys
kryzys nam się ciągnie, Henry Paulson z amerykańskiego departamentu skarbu rozpoczyna swój plan ratunkowy, polegający na tym, że państwo wyda 700 mld dolarów na odkupienie od banków niepłynnych aktywów (tzn. takich, których nikt nie chce kupić). Wspaniale, prawda? Najpierw wprowadza się system fiducjarny okradając obywateli ze złota, potem zmienia się reguły kreacji pieniądza i ustanawia Rezerwę Federalną, by tym barłogiem rządziła (motywując to troską o to, by nie dochodziło do bankructw). Rezerwa Federalna ani Bogiem, ani nawet wolnym rynkiem nie jest i popełnia błędy, sztucznie kreując stopę procentową i wytwarzając w ten sposób inflację, która zjada oszczędności obywateli (którzy istnienie Rezerwy opłacają). W wyniku tych błędów dochodzi do kolejnych kryzysów, które bohatersko wywołała, a teraz bohatersko z nimi walczy – Rezerwa Federalna. Jak z nimi walczy? Np. odkupując od jakichś banków aktywa, których nikt nie chce kupić za pieniądze wszystkich. Oczywiście te 700 mld dolarów można wziąć niekoniecznie z podatków. Można je po prostu wyemitować, mówiąc, że się pożyczyło, albo że były w rezerwie. Wtedy skutkiem jest inflacja, czyli za operację i tak płacą obywatele. No więc można pożyczyć zza granicy – deficyt ostatecznie i tak pokryją obywatele.
Jeśli w tym kontekście ktoś pitoli o końcu kapitalizmu... to ja go pytam, gdzie on był, gdy na początku XX wieku realnie kończył się kapitalizm? To, co mamy dziś, to system interwencjonistyczny pogrobowców Keyns'a, który lubi być przez dziennikarzy – nie wiedzieć czemu – określany jako liberalny kapitalizm.
Dziś Pan Balcerowicz w Der Dzienniku dementuje upadek kapitalizmu, co Mu się chwali, natomiast twierdzi, że euro przyjąć warto, czego nie rozumiem. Dlaczego warto oddać władzę monetarną Europejskiemu Bankowi Centralnemu? Tego nie tłumaczy. Warto i koniec. Bo każdy tak myśli. Koniec.

Simon – Zapylacz
dziś już o nim nie zdążę, więc będzie w którymś z nadchodzących dni. Nie wiem w który, gdyż przemieszczę się do Wrocławia, a potem do Kazimierza Dolnego. Relację postaram się zdać codziennie!

myśl na dziś
Nie przerażaj się, ani nie upadaj na duchu, gdy odkrywasz swe błędy... i to jakie błędy! – Walcz o ich wykorzenienie i podczas walki bądź przekonany, że dobrze jest, iż odczuwasz wszystkie te słabości, bo w przeciwnym razie byłbyś pełen pychy, a pycha oddala od Boga.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 181




wtorek, 16 września 2008

[16 IX 2008] wtorek, św. Męczenników: Korneliusza, papieża i Cypriana, biskupa

co tak późno?
proszę wybaczyć, tak późny wpis, ale skończyłem właśnie pisać przeróżne pisemka w sprawach okołouczelnianych, późno do domu powróciwszy, a przedtem intensywny dzień spędziwszy! Profesorowi K. K.-K. dziękuję za przyjęcie mnie do swojej grupy!
bieżąca sytuacja na rynkach
dzieje się, oj dzieje! Od wczoraj na giełdach same wstrząsy... Wypadło już kilka trupów z szafy, ze słynnym Lehman Brothers na czele. Od pewnego czasu Piotr Kuczyński (Xelion) biadoli nad upadkiem ładu neoliberalnego, a wraz z nim zastępy domorosłych speców od ekonomii, którzy pragną nowego New Deal'u, rozprawy z liberalizmem.
No, to teraz ja coś powiem, chociaż wszystkich rozumów nie pozjadałem. Ale każdy kto miał do czynienia z teorią bankowości wie co to kreacja pieniądza i system fiducjarny. Otóż, moja teza brzmi (w oparciu o tzw. szkołę austriacką), iż obecny kryzys jest skutkiem nie liberalizmu gospodarczego, a właśnie socjalizmu, który najpierw wprowadził system fiducjarny, a więc urzędowe psucie pieniądza, później zaś prowadził w jego ramach nieumiejętną politykę monetarną (Mr Greenspan udaje teraz Greka), która doprowadziła do kryzysu subprime. Jednym słowem, kryzys kryzysem nie jest, tylko konsekwencją.
Ale wracając do kreacji pieniądza w ramach systemu fiducjarnego, bardzo pięknie rzecz przedstawił pewien forumowicz serwisu parkiet.com - Adixk, pisząc:
Tego "kapitału" nigdy nie było. To wirtualne pieniądze, będące pożyczane wielokrotnie na lewar kilkusetprocentowy.
Mechanizm jest bardzo prosty.

W Polsce system bankowy pozwala bankom pożyczyć na zabezpieczenie 8%. Czyli bank mając 8k zł może udzielić kredytu na 100k. Pojawia się na rynku 92 tys zł. Klient odsetki spłaca już realne.
Potem ktoś kto dostanie tą kasę do ręki od pożyczkodawcy (np. zbywca mieszkania) wkłada tą kasę do banku innego, i ten inny bank może potraktować tą "lokatę" jako zabezpieczenie 8% pod inną pożyczkę, tym razem już na ... ponad 1mln zł. Wirtualne pieniądze. Dopóki ludzie jednak nie wycofują masowo aktywów to się trzyma kupy, ale w momencie gdy odsetki będą tak uciążliwe, że nie dadzą się spłacić zacznie się gra w domino...
Nasi starsi bracia w wierze wymyślili ten system na bazie doświadczeń w Wenecji i depozytów dla krzyżowców.
Autor myli się tylko w tym, że przypisuje stworzenie mechanizmu Żydom, a nie Wenecjanom.
Reasumując - zachęcam każdego do zapoznania się z tym tematem (zrozumiałym nawet dla laików) bliżej, co pozwoli w przyszłości także na dokonywanie dobrych decyzji politycznych. Wiedzy nigdy za wiele. Polecane lektury na ten temat, to klasyczne pozycje Ludwiga von Misesa:
wnioski dla inwestora
Jakie płyną stąd wnioski dla inwestorów, bądź tych, którzy inwestorami zostać planują? Warren Buffet mawia tak: Kupuj, gdy leje się krew. Od siebie tylko dodam, że najlepsze inwestycje rozpoczyna się w głębokiej bessie... Pesymistyczna prognoza na najbliższe dwa lata? Parę trupów z szafy, może jeszcze jedna panika, długi trend boczny (tzw. uklepywanie dna) i powrót do wzrostów.
Co w tym czasie robić? Zajmować pozycję, czyli skupować z wolna papiery wartościowe, do czego najlepszym rozwiązaniem jest albo dobra polisa inwestycyjna (nie chcę się chwalić, ale prywatnie mogę polecić obecnie najlepszą na rynku...), albo rejestr w Supermarkecie Funduszy Inwestycyjnych mBanku. No, albo samodzielne skupowanie przez rachunek maklerski. Czwartej opcji nie widzę.
jak oszczędnie kupować książki?
na jutro planuję wpisik, nad którym zamyślam już od dawna... ale dopiero teraz go zrealizuję. Dotyczył będzie tego, jak oszczędnie kupować książki. Jako, że sam tracę wzrok przy drukowanych literkach bardzo namiętnie, wypracowałem pewną umiejętność tańszego ich nabywania.
myśl na dziś
Życie wewnętrzne umacnia się dzięki walce w codziennych praktykach pobożności, które powinieneś odbywać – co więcej: którymi winieneś żyć – pełen miłości, gdyż nasza droga jako dzieci Bożych jest drogą Miłości.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 83

piątek, 6 czerwca 2008

[6 VI 2008] piątek, św. Norberta, biskupa

Trybunał Konstytucyjny
ostatnio rodzimy Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż moje pieniądze i Wasze nie są nasze, tylko państwowe. Do tego można sprowadzić orzeczenie ws. statusu środków nagromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Będę o tym jeszcze pisał, to tylko zajawka, ale już wynika stąd wniosek - nigdy więcej umowy o pracę!
Osiecka i Herbert
nie wiem, co pod koniec życia sądziła o A. Michniku Agnieszka Osiecka, ale widzę, że dziś jej osobą Agora chce odbudowywać postać Michnika. Wyszła oto ostatnio książka List do Adama, czy coś w tym stylu - listy Osieckiej i znajomych do siedzącego wówczas w więzieniu Michnika. Och... ach... ludzie listy do Półboga Adama pisali! Cała Polska pisze do Adama!
Z Herbertem tak łatwo nie pójdzie - bo po 1989 roku psy na Michniku wieszał. Oczywiście środowisko próbuje Herberta zawłaszczyć, ale tutaj sytuacja jest trudniejsza - teksty z Tygodnika Solidarność zawsze ktoś przypomni...
Bankructwo małego Dżeka
znacie tę książkę? Nie pamiętam kto ją napisał, ale miałem ponadpięćdziesięcioletni egzemplarz i przeczytałem za namową Taty! Cudowna! To, że postać Pieniężnika umocniła się w mojej osobowości zawdzięczam chyba i tej książce...
wsparcie? wsparcie!
zaraz napiszę nowego posta, nt. sytuacji opisanej wczoraj i przedwczoraj, ale zobaczcie - gdyby dobrzy ludzie nie mieli pieniędzy, naprawdę nie mogliby dobrze pomagać. Jednym słowem - wspierajcie się nawzajem. Kupujcie od siebie, róbcie razem biznesy. Pieniądz musi być w dobrych rękach.
Równolegle, muszę poinformować, że mam kilka nowych pomysłów na opanowywanie internetu (mam pomysł na dwa bardzo pożyteczne portale), których tajników zdradzić nie mogę, ale zdradzę chociaż to, że domeny już wykupiłem! Debiuty planuję na nowy rok akademicki, czyli po wakacjach. O pracach będę informował i podawał szczegóły.
Jednak z tym wiąże się silniejsza prośba o wsparcie. Najpierw duchowe i modlitewne. Potem zaś finansowe - form wsparcia jest dużo, można o nich przeczytać klikając w banner poniżej. Są wśród nich takie, które nie wymagają ze strony Czytelnika żadnego angażu finansowego oraz takie, które polegają na korzystaniu z usług, które udostępniam.
Pomyślałem, że Wam o tym przypomnę, że:
- jeśli chcecie kupić komuś książkę na urodziny/inną okazję - wejdźcie na http://www.zlotemysli.pl/ekonomiczna.php i może kupcie mu wersję papierową którejś z książek,
- chcecie otworzyć jakieś konto, lokatę, zaciągnąć kredyt, kupić jednostki uczestnictwa w TFI? Nic łatwiejszego, jak zrobienie to poprzez http://maciejgnyszka.systempartnerski.pl/ - produkt kosztuje Was tyle samo, a papierki wypełniają pracownicy banków/pośrednicy, a część prowizji dla nich idzie do mnie. Zresztą dostaniecie ode mnie w razie czego poradę przed spotkaniem z doradcą, lub kimś w tym stylu, gdybyście nie mieli skonkretyzowanych zamiarów.
- i tak dalej - możecie mówić o tym znajomym, a jeśli chcecie o coś spytać w ramach wsparcia, albo nie wiecie jak to robić najmniejszym kosztem dla Was, albo macie jakiś pomysł - napiszcie mi maila: gnychen@poczta.onet.pl W kupie siła!
Piszę o tym, gdyż najprawdopodobniej nie dam rady prowadzić tych portali sam i będę musiał w końcu zatrudnić sekretarkę/sekretarza. Ta chwila przychodzi w życiu każdego mężczyzny, który cierpi na nadaktywność.
myśl na dziś
Nie bądźcie ludźmi małodusznymi, mężczyznami czy kobietami niedorosłymi, krótkowzrocznymi, niezdolnymi do ogarnięcia nadprzyrodzonego chrześcijańskiego horyzontu dzieci Bożych. Bóg i odwaga!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 96

wtorek, 29 kwietnia 2008

[29 IV 2008] wtorek, św. Katarzyny Sienneńskiej

jutro święto!
jutro bardzo miły dzień. Po pierwsze dlatego, że jadę do Oleńki! Długi (w tym roku raczej krótki) weekend spędzę na Dolnym Śląsku, gdzie zamierzamy z Oleńką zatopić się w meandrach swoich dziedzin z przerwami na rowery, Mszę Świętą, Różaniec, wspólne poczytanko i inne miłe czynności. Myślę też, że bez tradycyjnego polskiego gryla pod dębem się nie obejdzie...!
Ale, ale! Proszę sobie nie wyobrażać, że tu tylko takie przyjemności! Będzie ich znacznie więcej - muszę bowiem (a mam poważny zamiar) nieomal zakończyć działania przy projektach z urbanistyki, projektowania i infrastruktury... a poza tym zacząć tworzenie pracy rocznej na Klasyczne Teorie Socjologiczne. Jednym słowem - rabotajet jak ruskie roboty!
Na tym nie koniec - dzień będzie miły także i dlatego, że czeka mnie jutro rano (zawsze wychodzę z domu wcześniej, by dokonać transakcji w kiosku) kupno Gazety Polskiej (www.gazetapolska.pl) oraz Najwyższego Czasu! (http://www.nczas.com/). Już kiedyś się rozwodziłem jak wielką przyjemność sprawiają mi te zakupy...
Później dr Krzaczkowski opowie o dziejach Sejmu II RP w nowym BUWie, a potem inny dr hab będzie przez półtorej godzinki sączył keynsizm na Makroekonomii w Auditorium Maximum. Cud malyna!
dugi łykęt
jak to będzie z blogiem w długi wykent? Ano - nie bardzo wiadomo. Ja obstawiam, że częstotliwość ukazywania się oraz objętość mogą spaść, ale to i owo się pojawi, więc proszę nie tracić nadziei. Chociaż i sami Czytelnicy pewnie pojadą sobie w siną dal na gryla, albo gdzie indziej, więc i chętnych do lektury będzie mniej. O jednym nie należy zapominać - o wspieraniu bloga!
wspieraj bloga!
akcja wspierania mnie przez zadowolonych Czytelników trwa, o czym informuje banner pod koniec tego wpisu. Sto milionów na moim koncie z wpłat już wylądowało, za co serdecznie dziękuję, natomiast w międzyczasie pojawiła się nowa możliwość zdobywania czytelników. Otóż, jeśli ktoś z tu obecnych, jest na tyle zadowolony z niektórych notek, żeby polecić je znajomym - prócz wysłania maila, wstawienia bannera bloga na swoją stronę, ustawienia opisu na GG, czy czegoś innego, może zarejestrować się na http://www.wykop.pl/, gdzie odpowiednie notki będzie mógł podać jako ciekawe linki, nad którymi inni będą glosować, czy też im się podobają. Bardzo miła sprawa, fanom internetu polecam!
bądźmy bogaci
nie wiem, czy wiecie, ale mam w internecie brata-bliźniaka. Jest nim autor bloga http://appfunds.blogspot.com/ który jest chyba drugim wcieleniem Pieniężnika, którym dotychczas byłem tylko ja! Nie dość, że każdy pieniążek drobiazgowo liczy, to jeszcze robi wszystko, by dzięki swojemu blogowi, tych pieniążków wędrowało do niego jak najwięcej. A o czym pisze? Właśnie o tym - o tym, jak to jest wędrować od obecnych 17000 złotych do trzech milionów, które sobie założył jako cel.
Dlaczego o tym wspominam? Bo u nas w Polsce ludzie mają jakiś wstręt do pieniądza. Jeśli z czymś wiąże się zysk, lub ktoś chciałby mieć z czegoś zysk - w świadomości innych od razu rzutuje to źle albo na samo działanie, albo na osobę. Więcej - jest to traktowane nieomal jak okradanie innych.
Cóż ja na to? Ano to, że zysk jest jednym z mierników działania przedsiębiorstwa, czy pojedynczej osoby. Więcej - zysk jest nagrodą, jaką przedsiębiorca odbiera od swoich klientów za to, że służy im dobrze, czyli że usługi, które im świadczy, spełniają ich oczekiwania. Bo bycie przedsiębiorcą, to nic innego, jak podejmowanie ryzyka po to, by służyć innym swoimi możliwościami, umiejętnościami, etc. lepiej od innych.
Jeżeli wybitny profesor chce pińcet myljonów za wykład, proszę się nie dziwić - i nie udawać, że jeśli jest wybitny, to musi żyć o chlebie i wodzie dlatego, że jemu nie przystoi prosić o honorarium. Nawet jeśli byłby bogaty, to proszę wybaczyć, ale - wyda te pieniądze z pewnością lepiej.
Nagradzajmy godnych nagrody także i po to, byśmy sami poznali cenę tego, czego być może nam brakuje. Może dzięki temu popchnie nas to do zdobywania nowych szczytów?
serio
zdajmy sobie sprawę z tego, że bez pieniędzy ciężko jest zdziałać dużo na dużą skalę, gdziekolwiek. Pewnie ten i ów ma chęć odpowiedzieć, że przecież równie dobrze można u siebie na podwórku robić dobre rzeczy, a nie od razu jakieś wielkie przedsięwzięcia. Powtarzam po raz setny - jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Do jednego i drugiego wzywa obowiązek.
Jeśli się coś robi, należy to robić najlepiej, jak się da (a nie jak się umie, bo jeśli się nie umie, to trzeba się nauczyć) i ofiarować jako doskonałe dzieło Panu Bogu. A co to za doskonałe dzieło, gdy ktoś ze swojej winy nie zarabia tyle, ile by mógł... albo nie oszczędza tyle, ile by mógł, by potem coś stworzyć, lub w czymś pomóc. Pieniądze - podobnie jak i czas, zdolności, okoliczności, etc. - to dary Boże. Dlatego - po pierwsze - mogą być użyte niewłaściwie, jak wszystko, co człowiek ma do dyspozycji (same w sobie są obojętne moralnie, podobnie jak i czas, zdolności, etc.), po drugie zaś - nie należy ich marnować.
Także nie wykorzystując okazji do niezarobienia ich.
Dlatego - Andrzejku - niech Cię nie gorszy to, że chciałbym, by blog na siebie zarabiał.
tematyka inwestycyjna
w związku z powyższym, po dość słabej obecności w ostatnim czasie - wróci na bloga tematyka inwestycyjna. Także dlatego, że my - tak, jak rozeznaję moich Czytelników - musimy być bogaci. Musimy być bogaci nie po to, by to zjeść, ale po to, by zmieniać, tworzyć i burzyć. A także po to, by ludzie patrząc na nas, nie kpili sobie, że jesteśmy cienkie bolki. O!
15% Czytelników kocha tylko panagnyszkie!
tak dowodzi zakończona już ankieta! Brawo! Czuję się bardzo kochany!
dlaczego się śmiałem cały weekend?
śmiałem się na wspomnienie filmu z Cejrowskim i Senyszynową. Choć wiele osób nie podziela mojego zachwytu, twierdząc, że Wojciech Cejrowski zachował się bezczelnie, ja twierdzę co innego. Uważam bowiem, że dobrze się stało, że ktoś zwrócił uwagę na skandaliczny poziom rozmawiania wprowadzany przez Senyszynową. Po drugie - przywrócił pewne proste, wymowne określenie - głupki. Tak, trzeba to stwierdzić jasno, że ideologia lewicowa (szeroko pojęta), to ideologia dla głupków.
Cejrowski czyta gnyszkobloga?
nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Wojciech Cejrowski czyta mojego bloga! Dlaczego? Ano, dlatego, że zauważył, że pojęcie orientacji seksualnej jest sztuczne. Niestety - istnieje i inna możliwość - sam mógł na to wpaść (co jest skądinąd normalne dla człowieka, który używa łepetynki), co stanowi kolejny argument na rzecz tego, bym spisał raz a dobrze i oficjalnie wydał zbiór swoich teorii, bo tak zawsze każdy mi będzie zarzucał, że się naczytałem, że chodzę i powtarzam... Oto cytat z wywiadu z Cejrowskim, który jutro pojawi się w Najwyższym Czasie!:
Unia dopiekła mi także tym, że stworzyła byt prawny o nazwie „orientacja seksualna” – z powodu której nie wolno dyskryminować. Otóż jest tylko jedna normalna orientacja seksualna, a wszystkie inne są zboczeniem, aberracją, grzechem i należy je zwalczać, a nie dawać im równouprawnienie.
Przy czym nie ma racji W.C., twierdząc, że inne orientacje są grzechem, gdyż sama skłonność grzechem nie jest - jedynie jej wcielanie i kultywowanie, jest grzechem. Zresztą ocena religijna nie ma tu dużego znaczenia - sprawa orientacji jest oczywista na gruncie czystego rozumu, który każe przyjąć albo tezę, że wszystkie odmienne zachowania seksualne są orientacją albo tylko heteroseksualizm, a reszta to aberracje. Tertium non datur.
myśl na dziś
Kiedy się naprawdę posiada miłość, nie ma się czasu na szukanie samego siebie; nie ma miejsca na pychę: znajduje się tylko okazje do służenia!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, 683


ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO