Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. josemaria escriva. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. josemaria escriva. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 kwietnia 2010

[4 IV 2010] Wielkanoc w pełni... a tu się na pisaninę zebrało!

re-aktywacja
wraz z Wielkanocą nastał dzień reaktywacji. Pangnyszka miał wreszcie więcej czasu dla siebie i na lektury (nie mówiąc o Panu Bogu, dla którego jeśli ma się czas - automatycznie zyskuje się czas dla siebie, co mam na myśli tym razem), więc zebrał myśli, wypisał zaległe tematy, których zebrała się grubo ponad kopa... i zabiera się do pisania. Dość stwierdzić, że ostatni czas, dynamicznego rozwoju działalności biznesowej, świetnie opisuje indiańskie pojęcie koyanisquaatsi, które spopularyzował Godfrey Reggio swoim filmem o tym samym tytule. koyanisquaatsi to tyle, co pęd życia.
Nie traktują one w całości o Świętach, bo i jako tematy wpadły mi do głowy na przestrzeni dłuższego czasu, więc mogą sprawiać wrażenie chaosu. Nic jednak na to nie poradzę.
Zdałem też sobie sprawę, że z racji bliższego zaangażowania w sprawy tego świata, a także w sprawę Sprawy, w naturalny sposób mam ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o bloga. O wielu rzeczach wprost napisać nie mogę, a o niektórych nawet nie wprost pisać nie powinienem. Tak to już niestety się robi, gdy człowiek z obserwatora przechodzi bardziej na pozycję aktora. Nic na to nie poradzę, podobnie jak na przypadkową tematykę dzisiejszego wpisu.

koyanisquaatsi
a poniżej fragment wspomnianego wyżej dzieła Godfreya Reggio, pt. Koyanisquaatsi:


audiobookowa promocja złotomyślowa - do jutra
w międzyczasie okazało się, że Wydawnictwo Złote Myśli, o którym czasem tu wspominam (głównie ze względu na ofertę dotyczącą e-biznesu i częściowo motywacji, bo resztę niestety trudno polecić) wchodzi na rynek alternatywny Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych NewConnect i w związku z tym przygotowało kod rabatowy na audiobooki.
Kod brzmi następująco: g9dmMqjn
i umożliwia uzyskanie aż 40% rabatu. Od siebie poleciłbym zakładkę poświęconą przedsiębiorczości.

obojętność wobec ustroju
jak chyba ostatnio wspominałem, jestem w trakcie lektury potężnej 3-tomowej biografii Założyciela Opus Dei. Tak się złożyło, że natchnęła mnie ona do ponownego myślenia sobie na temat prawicowości i lewicowości... No więc sobie myślałem, myślałem, aż przemówił do mnie sam św. Josemaria, który swierdził w jednym z cytowanych przez Biografa listów, żeby zmiana ustroju (z monarchii na republikę) była dla odbiorcy obojętna, gdyż najważniejsza nie jest forma rządów, ale to co rząd poczynać chce z duszami poddanych. Gdzie indziej zaś pisał o tym, że najważniejsze jest to, by nie obrażali Boga (mowa o rządzących).
Ostatecznie więc wsparł mnie autor każdej gnyszkoblogowej myśli na dziś w tym, by czuć coraz większą rezerwę w stosunku do tych, którzy z religii robią sobie pretekst do politykowania. Nie, nie rozumiem przez to zaangażowania w politykę. Rozumiem przez to większe skupienie na polityce, niż na życiu wewnętrznym i na destylowaniu idealnego ustroju zgodnego z Magisterium, zamiast na własnym zbawieniu.
Do tego zdania tym mocniej skłaniają mnie też niektórzy "liderzy prawicy".

o wojnie domowej w Hiszpanii
w lekturze o św. Josemarii doszedłem właśnie do momentu nastania wojny domowej w Hiszpanii. Spodziewam się, że na ten temat wiele się nie bowiem, bo jednak narracja ściśle trzyma się Bohatera, jego perypetii życiowych i duchowych, ale w odwodzie mam wydaną przez Frondę książkę Pio Moa na ten temat.
Zastanawia mnie to, jak mogło dojść do tego, że w ciągu kilku miesięcy w katolickim kraju wybuchła tak intensywna fala antyklerykalizmu. Św. Josemaria wprawdzie komentował wypadki z pozycji człowieka, którego taki obrót spraw bardzo nie zdziwił (uważał, że religijność hiszpanów ma charakter płytki, emocjonalny i ogranicza się do kobiet, u mężczyzn będąc raczej rzeczą wstydliwą), ale to rzecz raczej porażająca.
Inną porażającą kwestią jest sytuacja w Kortezach, gdzie większość stanowią socjaliści i masoni, a katolików jest jedynie garstka (na skutek bojkotu wyborów przez katolików oraz niemożności konsolidacji prawicy).
Podobnie było chyba w Niemczech, gdzie w ciągu kilku lat od dojścia Hitlera do władzy społeczeństwo doznało wielkich przeobrażeń (oba kraje przeszły zresztą silną oświeceniową młockę w XIX wieku), jak o tym moim zdaniem świetnie zaświadcza pamiętnik Victora Klemperera. Inaczej zaś było chyba w Rosji, gdzie skłonność do imperializmu i zamordyzmu obecna była jednak od wieków.
Wszystko to z wielką mocą przypomina obecną sytuację zarówno Polski, jak i Europy. Dlaczego? Nie ma tu takich, ale nawet hipotetyczny średnio rozgarnięty Czytelnik znajdzie odpowiedź na pytanie o to, co stoi w drugiej części analogii.

prawicowość...
wracając do tematu ustroju, myślałem sobie o prawicowości. I pomyślałem sobie ostatecznie (choć odnoszę starcze wrażenie, że już o tym pisałem...), że wolny rynek wolnym rynkiem, swobody polityczne swobodami politycznymi, etc. ale kluczową rzeczą u polityka, czy człowieka w ogóle (politykiem jest każdy - czy to o polityce gadając, czy wrzucając kartki do urny) jest dusza.
Człowiek może mieć dowolne poglądy, ale najważniejsze jest to jakie ma cnoty i jaki jest stan jego duszy. Bo jeśli dusza jest plugawa, obłudna, uzależniona od grzechu... to o kant dupy możemy sobie potłuc wzniosłe kontrrewolucyjne, antyaborcyjne i wolnorynkowe hasła naszego pupila. Tu chodzi o władzę.
Mówię o własnym doświadczeniu. Niesamowitym smutkiem napawają mnie rozmówcy, z którymi zgadzamy się w każdym calu... a ja mam poczucie, że zgadzamy się jedynie werbalnie. Dotyczy to niestety wielu renomowanych tuzów tzw. prawicy, z którymi mam do czynienia.

1% zbliża się - już coraz bliżej
tak, czy inaczej - należy działać. Jeśli spośród Czytelników ktoś nie wypełnił jeszcze PITa(ja np. mam tę przyjemność jeszcze przed sobą), chciałem polecić wybór dotyczący jednego procenta. Chodzi mi o Fundację Pro - Prawo do Życia, którą wesprzemy wpisując do PITa numer KRS: 0000233080. Więcej na temat 1% podatku znajdziemy na podstronie Fundacji na ten temat.
Dlaczego Fundacja Pro - Prawo do Życia? Myślę, że w toku zaostrzającej się walki na tym tle (np. casus Alicja Tysiąc vs. ks. Gancarczyk - uwaga, przypomnijmy sobie Hiszpanię w latach 30. XX wieku...) takie inicjatywy jak wystawa Wybierz życie są nieocenione i mówią same za siebie...
Fundacja daje też możliwość regularnego wsparcia, tworząc dla swoich darczyńców Klub ProAktywnych. Jeśli dobroczynność traktujemy jako misję zmieniania świata według własnego ideału (a taką wizję promujemy w ramach GFA) - to wsparcie dla Fundacji Pro moim zdaniem powinno być elementem regularnego portfela dobroczynnego.

kobiety o małpkach
zauważyliście Szanowni Czytelnicy, że kobiety czytając adresy e-mail znacznie częściej niż mężczyźni znak "@" czytają jako małpka, zamiast małpa? Ciekawe...

postmodernizm a prof. Bukraba-Rylska
na koniec nie odmówię sobie zacytowania sforującej się na pierwsze miejsce mojej listy ulubionych wykładowców dr hab. Izabelli Bukraby-Rylskiej, autorki wybitnej (cytowanej już kiedyś przeze mnie), obalającej wiele mitów (także związanych z religijnością, czy poziomem wykształcenia) książki na temat polskiej wsi.
Na jednym z wykładów stwierdziła ona, co następuje:
(...) koncepcje postmodernistyczne są żywione dotacjami unijnymi.
Smakowite, prawda? Zresztą... odnoszę przemożne wrażenie, że już kiedyś na ten temat pisałem!

myśl na dziś
Triumf Pana w dniu Zmartwychwstania jest ostateczny. Gdzie zą żołnierze, których postawiły władze? Gdzie są pieczęcie, które umocowano na kamieniu grobowca? Gdzież są ci, którzy ukrzyżowali Jezusa? ... W obliczu Jego zwycięstwa trwa wielka ucieczka nieszczęśliwych nędzników.
Bądź pełen nadziei: Jezus Chrystus zawsze zwycięża.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 660


niedziela, 4 października 2009

[4 X 2009] o antysemitach, Stanleyu i katolicyzmie jako oporze

Stanley strikes back
jak obiecałem w ostatnim wpisie tęskniącym za katolickim Rockeffelerem w osobie p. Pawła Królaka – dziś poszerzę nieco pole dotyczące ostatniego wywiadu-rzeki ze Stanisławem Michalkiewiczem, która w ramach Biblioteki Wolności ukazała się nakładem Najwyższego Czasu!.
Poza tym, że czytając książkę mogłem wyobrazić sobie p. Stanisława na podstawie zarówno przemówień publicznych, jak i osobistego spotkania w ramach Gali Bloga Roku 2008, również miałem okazję bliżej poznać jego biografię i zupełnie intymne, raczej nie obarczone stylistyką wiecową, przemyślenia. Jako, że zanudzanie Czytelnika dywagacjami na temat razwiedki zostawiam sobie na inną okazję, pozwolę sobie poruszyć sprawy innego rodzaju.

odwaga antysemitnika
dowiedziałem się na przykład, że życie p. Stanisława zmieniło się radykalnie w 1996 roku, kiedy to niejaki Isaac Singer wygłosił przemówienie, w którym zapowiedział, iż Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej. Sprawa i głośna, i niegłośna – bo z jednej strony wszyscy, których stosunki polsko-żydowskie interesują, o sprawie wiedzą, reszta zaś – czyli obłędni filosemici, o których już parę razy pisałem – rzecz przemilczają. No, ale – wówczas właśnie p. Stanisław uznał, że należy rzeczy się przypatrzeć i zacząć obserwować sprawy żydowskie. W wyniku tego z redaktora często pojawiającego się w telewizorze, a wcześniej nawet sędziego Trybunału Stanu, przedzierzgnął się momentalnie we wrażego antysemitnika i ciemniaka, co – jeśli dobrze pamiętam – potwierdziły protesty przeciwko albo jego wejściu w skład zarządu Polskiego Radia, bądź otrzymania programu autorskiego w tej szacownej instytucji (parę lat temu miała miejsce taka sytuacja – brońmy Polskiego Radia przed antysemitą!).
Tomasz Sommer, znając ten stereotyp Michalkiewicza jako antysemity i człowieka na punkcie Żydów zbzikowanego, dopytywał czy nie zamierza przestać się tymi sprawami zajmować, skoro aż tak komplikują życie, na co indagowany odpowiedział w bardzo ciekawy sposób. Otóż, w którymś z wcześniejszych rozdziałów zaznaczył, że do opozycji w PRL wstąpił po to by się nie bać. Odpowiadając na pytanie o współczesność, potwierdził, że skoro działał w opozycji po to by się nie bać, to nie ma najmniejszego powodu, by teraz spękać i przestać robić swoje.
Święte słowa – każdy ma swoje Westerplatte, jak to powiedział Jan Paweł II, a i ja swoim, skromniutkim doświadczeniem rzecz potwierdzić mogę.

niezależność finansowa
zdobycie się na odwagę, by się nie bać pozwala działać niezależnie. A działać można z powodzeniem, czego dobrym przykładem jest właśnie casus Michalkiewicza. Wielokrotnie podawałem go za przykład, ale powtórzę po raz kolejny.
Jestem pod wielkim wrażeniem jego przedsiębiorczości i umiejętności utrzymywania się z wielu źródeł, które de facto polegają na tym samym – Michalkiewicz utrzymuje się z pisania. Tak, jest rzeczą godną podziwu, że facet jest w stanie utrzymać siebie wraz z rodziną z samego pisania – zarówno książek, broszur, felietonów publikowanych w czasopismach, jak i (to chyba największy fenomen) – dobrowolnych darowizn osób, które czytają jego autorską stronę!
Jest to dla mnie tym bardziej godne podziwu, że mnie się to nie udaje, tzn. nie mam możliwości przeżycia z samych wpłat (choć kilkanaście darowizn odebrałem, za co bardzo dziękuję!) - sytuacja ta ma oczywiście wiele czynników, ale głównym z nich jest ten, że Michalkiewiczowi mogę co najwyżej pantofle wiązać i Czytelnik to widzi.
Ale nie po to piszę o wymiarze materialnym jego egzystencji, by naganiać na swoje konto. Piszę o tym po to, by podkreślić po raz enty wagę wspieractwa, o którym pisałem tyle razy. Gdyby nie możliwość zaspokojenia potrzeb materialnych poprzez pisanie, Michalkiewicz nie pisałby swoich genialnych tekstów albo dlatego, że musiałby harować w fabryce, lub ogłupiającym biurze, albo ze względu na konieczność pisania tekstów na zamówienie.
Działa zatem spokojnie dzięki kilkuset ludziom, którzy łącznie – jak policzył kiedyś mój kolega wg danych ze strony – fundują Pani Stanisławowi honorarium na ponad 9 000 zł. Zrzutka po kilka-kilkadziesiąt złotych nie boli, a dzieki niej mamy potężną, błyskotliwą armatę. Podobnie zresztą z Fronda.pl i Klubem Frondy. Mam nadzieję – i będę działał w kierunku realizacji tej wizji – że ta forma finansowania będzie miała jeszcze swoje większe pięć minut po naszej stronie mocy.

czytanie gazet
zdaje się, że starzy Czytelnicy tę uwagę przy jakiejś okazji czytali, ale warto ją powtórzyć. Nie jest cnotą, ani szczególną zasługą (także intelektualną) czytanie gazet. Wszak ich treść (w tym napuszone „analizy” i „eseje”), to wytwór przeróżnych miglanców, którzy o niezależności podobnej do p. Stanisława mogą pomarzyć. Nie chodzi tu o wystrzeganie się formy przekazy, a jedynie rodzaju poruszanych zagadnień – źle jest czytać wciąż na tematy bieżące. Wszak ich oceny można dokonać jedynie w oparciu o kryteria ogólne, jakieś zasadnicze założenia – dlatego zamiast czytać prasę codzienną, czy tygodniki – warto wziąć się za książki, albo te gazety, które dużo uwagi poświęcają niepopularnym i „nudnym” tematom.
Powiem od razu, że „Polityka” i „Newsweek” nie są takimi uczonymi gazetami.

katolik – totalny nonkonformista
wspomniałem ostatnio także o „Iota Unum” prof. Amerio, którą to cegiełkę zabrałem w podróż. Choć do jej końca wciąż brakuje mi kilku centymetrów grubości, odkryłem w niej pewną myśl, którą chyba kiedyś podzieliłem się na blogu.
Otóż, katolicyzm, to nonkonformizm bez względu na czasy. Bycie katolikiem zawsze oznacza bycie w opozycji do większości (nawet w seminariach duchownych gorliwi klerycy są postrzegani jako wariaci – vide przypadek św. Josemarii, którego ze względu na nabożeństwo do Maryi nazywano w seminarium Różą). Nonkonformizm ten objawia się nie tylko w walce na zewnątrz, która jest rzeczą drugorzędną (choć zasadniczą), ale przede wszystkim w walce wewnętrznej. Katolik jest przede wszystkim nonkonformistą wobec siebie!

myśl na dziś
Jeśli jesteśmy blisko Chrystusa i idziemy Jego śladami, winniśmy kochać z całego serca ubóstwo, oderwanie od dóbr ziemskich, braki.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 997



piątek, 9 stycznia 2009

[9 I 2009] śmierć ks. Neuhausa, urodziny św. Josemarii

co będzie dziś, co będzie jutro
dziś już za dużo nie będzie, bo późna pora. Jutro natomiast planuję długiego posta inspirowanego historią nazistowskiego 101. Batalionu Policyjnego. Co ma to wszystko wspólnego z luteranizmem, metodologią, lewicą, aborcją... i wojną na Bliskim Wschodzie! Mam nadzieję, że zrealizuję swój cel, bo dużo mam do zrobienia przez weekend. Ciężki czas teraz.
ks. Neuhaus R.I.P.
ku czci zmarłego wczoraj ks. Neuhausa proponuję znającym angielski Czytelnikom obejrzenie poniższego filmu na Jego temat:


wieczny odpoczynek...

tymczasem...

św. Josemaria Escriva obchodziłby dziś 107 urodziny! W związku z tym, szczególnego znaczenia nabiera dzisiejsza myśl na dziś, Jego autorstwa!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/9-stycznia-2008-roda-tydzie-do-oddania.html


myśl na dziś
Jeżeli nie chodzi o budowanie dzieła bardzo wielkiego, prawdziwie Bożego — świętość — nie warto ponosić ofiar. Dlatego Kościół — kanonizując świętych — ogłasza heroiczność ich cnót.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 611


wtorek, 30 września 2008

[30 IX 2008] o Simonie Zapylaczu i innych sprawach we wspomnienie św. Hieronima

wprowadzonko
nie wiem, czy wiecie, ale piszę bloga w pociągu relacji Warszawa Centralna-Kraków Główny, 6:05 ze stacji początkowej. Co to oznacza? Po pierwsze, że jestem krańcowo niewyspany – wczoraj przyszło mi posiedzieć do wieczora. Po drugie – jest piękna pogoda. Po trzecie – pomyślałem, że w obliczu ostatniej blogowej niefrasobliwości, należy się Czytelnikom sążnisty wpis. Po czwarte – że pani po przekątnej, rodem z Niemiec (sądząc po klawiaturze laptopa), straszy mnie swoimi czarnymi biustonoszani, łabędzią szyją i ramionami wypływającymi zza luzackiego swetra. Nie wódź nas na pokuszenie... No właśnie, droga damo, proszę się ubrać!

biedne sześciolatki
dali mnie w pociągu do czytania jakąś szmatkę z czerwonym prostokątem (swoją drogą, w pociągach Aborcza nie cieszy się najdrobniejszą popularnością – wszyscy wybierają Rzepę i Ziewnik), ale wybrałem Ziewnik – z braku Rzplitej. Przejrzałem, literówki spostrzegłem, milutką buziulkę red. Michalskiego zobaczyłem i przeczytałem... o kłótni w Sejmie odnośnie sześciolatków mających iść do szkół.
Sytuacja w skrócie wygląda tak, że PiS zaprosił rodziców z akcji Ratuj Maluchy (o której zresztą pisałem ostatnio) na posiedzenie odnośnej komisji sejmowej. Jej przewodniczący – nie pamiętam nazwiska, ale poewiak – posiedzenie otworzył i od razu zamknął, burząc się na obecność obywateli.
No, nie ma co się dziwić – gdy Bierut wydawał dekret wywłaszczający, nie prosił do gabinetu posiadaczy gruntów, więc nie ma co mieć za złe, że w przypadku zwiększenia nacjonalizacji dzieci rzecz ma przebiegać inaczej.
Niepokoi mnie jednak sama akcja Ratuj Maluchy. Jej przywódcy argumentują, że szkoły nie są przygotowane na przyjęcie sześciolatków. Nie mają zatem nic przeciwko samej idei wyrywania dzieci z objęć rodziców, umieszczaniem ich w edukołchozach, a rodziców pędzenia do roboty, by na to wszystko zarobić. Jednym słowem – albo stosują metodę małych kroków, albo są baranami, z którymi należałoby utrzymywać okresowy sojusz, by sabotaż propozycji rządu okazał się skuteczny.

Simon Zapylacz
mam nadzieję, że wszyscy Czytelnicy mają za sobą lekturę wywiadu z damesą zarażoną przez Simona Mola. Pewnie refleksji macie na ten temat więcej ode mnie, więc ograniczę się tylko do jednej – a propos sugestii nt. Jego związków z islamem.
Otóż, jeśli jest to prawda – a niewiele wskazuje na to, że jest to fałsz (poza wiele mówiącymi reakcjami niektórych – Eeeeeee... no co Ty? Nie chce mi się wierzyć.) - znajdujemy się w poważnej sytuacji. Jestem o tym tym bardziej przekonany, mając w pamięci spotkanie z gen. Pietrzykiem (były ambasador Polski w Iraku, znajomy mojego dowódcy z wojska – swoją drogą, w zeszłym roku byłem już po wojsku, w Monachium!).
Otóż, gen. Pietrzyk stawia tezę (coraz bardziej zresztą popularną), iż islam nie jest żadną religią, tylko systemem rządzenia. Co więcej – systemem cwanym, który wypuszcza publikacje na swój temat dostosowane do odbiorcy – chrześcijanom wypisy z Koranu nt. Pana Jezusa, Maryi, etc. Po to, by wykreować pogląd: Islam, to wspaniała religia, większość muzułmanów, to bardzo fajowi ludzie, margines stanowią jacyś tam szaleni ekstremiści. Gen. Pietrzyk twierdzi, że tak nie jest – co więcej, uważa, że tezę tę lansują sami muzułmanie z przyczyn czysto strategicznych.
Dżihad istnieje odkąd żył Mahomet, a Koran rzecze (proszę wybaczyć, że nie podaję numeru sury, gen. Pietrzyk podawał – gdy przeczytam cały Koran, to będę cytował ściśle), że dżihad to walka o to, by nie było na ziemi człowieka, który nie powie, że Allah jest jedynym Bogiem, a Mahoment jego prorokiem. Narzędziem jest tu nawrócenie, lub śmierć. Tertium non datur. Pierwsza faza ekspansji islamu (z fluktuacjami, jak np. bitwa pod Poitiers, rekonkwista w Hiszpanii) trwała od jego początku, aż do bitwy pod Wiedniem, kiedy to dostali takiego łupnia, po którym podnosili się aż do końca XX wieku! Dlatego też – mówi gen. Pietrzyk – zamach na WTC miał miejsce dzień przed kolejną rocznicą Wiktorii Wiedeńskiej. Pamięć o nie jest ponoć silna wśród muzułmanów.
W związku z tym wszystkim, a także innymi informacjami, którymi – zwyczajowo – podzielić się nie mogę, na wieść o tym, że Mol był muzułmaninem i zarażał z pobudek religijnych.... wprawdzie doznałem szoku, ale i nieodpartego wrażenia, że wszystko układa się w jedną całość. Resztki otuchy odebrały mi wiadomości z Francji i Wielkiej Brytanii o uznawaniu przez państwo wyroków sądów islamskich (wydających je na podstawie szariatu), zakazie wystawiania ciastek na posiedzeniach rady gminy którejś z brytyjskich gmin ze względu na ramadan, oraz zablokowaniem konferencji w Kolonii – zlotu przeciwników budowy meczetu w Bonn. Zjednoczone Emiraty Europejskie niedługo staną się faktem, jeśli nie ruszysz się Ty. I ja.
Idzie wojna, do roboty.

w Ziewniku o Kryzysie
Dziennik zwyczajowo się kompromituje. Dzisiaj piszą o tym, że w związku z upadkiem kapitalizmu kraje Unii Europejskiej muszą sięgnąć do kieszeni podatników, by ratować swoje banki (ostatnio w tarapatach jest Fortis). Klasyczne Radio Erewań. Niniejszym prostuję: kapitalizm nie upadł, nie ma żadnej UE, tylko Wspólnoty Europejskie, które do żadnej kieszeni podatników sięgać nie muszą, a banków tak naprawdę nie ratują, tylko działają na ich szkodę, umacniając w przekonaniu, że mogą robić co chcą, bo rząd wykupi od nich trefne aktywa.

w Ziewniku o Euro
a w Dzienniku (oj, dziś tej gazecince się dostanie...) piszą dziś o przyjęciu Euro. Z jednej strony zamieszczają opinię dra Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha, z drugiej Marka Zubera z Dexus Partners (ekhm...). Jeden mówi o konkretach, drugi o tym, że jeśli euro nie przyjmiemy, to się skompromitujemy i wyjdziemy na wsioków. Tak argumentuje ekonomista, proszę Państwa. Co jeszcze? Ano, inwestorzy się przestraszą i uciekną z polskiego parkietu – w efekcie spadki na giełdzie potrwają dłużej.
Czyli co? Istnieje grupka panów, która sobie ubrdała, że oni mają prowadzić politykę monetarną innych państw (coś jakby FED dla stanów USA – kiedyś były one jak państwa). Bez względu na to, czy to się opłaca, czy nie – jeśli ktoś nie zechce, jest wsiowym ćwokiem i ma u nich przerąbane.
Czy polityka monetarna jest ważna? W systemie fiducjarnym – nieomal najważniejsza, wobec czego własna waluta, jeśli nie myślimy o jednym państwie europejskim – musimy my decydować o jej parametrach. Chyba, że nie myślimy o federacji państw, tylko o państwie paneuropejskim – a jak wiadomo, do stworzenia takiego bytu pociąg jest coraz większy (vide – upadła eurokonstytucja).

dwie opowiastki o podróżowaniu
opowiem Wam dwie bajki – dla rozluźnienia.
Pierwsza dzieje się w autobusie do Frnakfurtu. Obok mnie siedzi rosły pan w dresie. Za nami – Rosjanka z dwojgiem młodych synków (końcówka szkoły podstawowej), którzy uparcie słuchali jednej, rosyjskiej piosenki. Rzecz jasna – głośno. Wytrzymaliśmy dwie godziny – mój towarzysz patrzył w szybę i cicho klął, dzieląc się co jakiś czas ze mną uwagami nt. różnic między narodami, ja zaś czytałem. Minęły te dwie godziny, a towarzysz podróży mówi do panagruszki:
- Zaraz mnie szlag trafi z tymi gnojami.
- No, wie Pan, mnie też się ta piosenka znudziła, może Pan im powie, żeby ściszyli muzykę, Pan siedzi bliżej.
- Dobra.

Odwraca się i słyszę:
- Ile mam jeszcze słuchać tego g***a?
Muzyka umilkła momentalnie.

pętla się zaciska!
przed panemgrzyzgą najcięższy rok życia. Serio. Wprawdzie każdy kolejny jak dotąd, był cięższy od poprzedniego, ale ten będzie rekordowy. Mam na głowie nie tylko dwa i pół kierunku studiów (w pełnym wymiarze, a nawet z naddatkiem), ale i projekt inżynierski oraz parę nowych zobowiązań...
Jednym słowem – jeszcze intensywniejsza praca, niż w zeszłym roku. Ci, którzy ze mną obcują na co dzień, domyślają się już, co to może oznaczać. A w związku z planowaną przez panagruszkę żeniaczką, wysuwa się też na przedni plan aspekt ekonomiczny własnych działań... Jaki stąd wniosek? Mam pewien pomysł dla Czytelników, ale zanim go przedstawię – proszę kliknąć w bannerek pod postem o nazwie Wspieraj bloga. Jest to w tej sytuacji baaaaaardzo mile widziane.

św. Josemaria
2 października o 19:00 w katedrze praskiej Msza Święta z okazji 80. rocznicy założenia Opus Dei. Serdecznie zapraszam wszystkich. Tym bardziej zapraszam, że jestem świeżo po lekturze wywiadu biograficznego na temat Założyciela. Wspaniała, inspirująca lektura - rozmowa z następcą św. Josemarii - don Alvaro del Portillo. Polecam!

FForumowy zjazd
Centralny Zjazd Forum Frondy w Kazimierzu Dolnym n. Wisłą zakończył się wielkim sukcesem i radością wszystkich! Wczoraj mieliście próbkę zdjęć... ach, wspaniale było poznać tych, z którymi zżyłem się przez internet niejednokrotnie bardziej, niż z niektórymi osobami spotykanymi w świecie fizycznym. To się nazywa – braterstwo broni...

myśl na dziś
Myśl o śmierci pomoże ci pielęgnować cnotę miłości, gdyż może ta konkretna chwila, kiedy spotykasz się z tym czy tamtym, jest ostatnia: ich, ciebie, albo mnie może zabraknąć w każdej chwili.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 895


wtorek, 8 lipca 2008

[8 VII 2008] wtorek... spotkania!

śpim!
dziś dzień pełen spotkań... nadrabiam zaległości i z nóg padam. Dużo nie napiszę, w głowie się kłębi, a już późno! Śpijcie dobrze żabki... a jako myśl na dziś, proponuję List od Prałata na lipiec - nie chcę nic mówić, ale został wydany w moje urodziny. W zeszłym roku prezent od Papieża w postaci motu proprio Summorum pontificum, w tym roku - prezent od Prałata! Super.
"Panie, co chcesz abym uczynił?"
Prałat zachęca nas do rozważania na modlitwie przykładu św. Pawła i oddania się do dyspozycji Bogu.
07 lipca 2008

Najdrożsi: niech Jezus zachowa moje córki i moich synów! Pisząc do was te słowa, odczuwam w sercu silną potrzebę, by dziękować Bogu za dobra, jakich nam udziela. 26 czerwca ponownie byliśmy świadkami, jak nabożeństwo do św. Josemaríi rozszerza się na cały świat. W kilkudziesięciu krajach obchodzono święto naszego Ojca i w niezliczonych miastach tego dnia odprawiono Mszę św. na jego cześć. Dzięki temu duch Opus Dei dociera do większej liczby osób, do nowych środowisk, pomagając chrześcijanom spotkać i kochać Boga w zwyczajnych sytuacjach własnego życia.
(...)

niedziela, 22 czerwca 2008

[22 VI 2008] XII Niedziela Zwykła

polecacie? polecamy!
dziś niedziela, więc posta nie będzie (tym bardziej, że jutro mam ciężkawy egzamin), ale za to z dobrego serduszka polecę Wam kilka dobrych rzeczy.

Droga. Bruzda. Kuźnia
z niej pochodzi 99% blogowych myśli na dziś. Książka, którą czytam codziennie i... moim zdaniem bez niej ciężko się obejść, jeśli pośród świata chce się zdobywać świętość. Autorem jest św. Josemaria Escriva de Balaguer, założyciel Opus Dei, jak wieść niesie, zanim skończył prawo i wstąpił do seminarium, studiował architekturę... ale nie starczyło na nią pieniędzy. Wtedy wprawdzie nie musieli robić renderów w 3D Studio Maxie, ani żadnych takich, ale wydatki też najwidoczniej były.
Powiem krótko - św. Josemaria, to mój idol, niektórzy widzieli już filmy z Nim na blogu, a Droga, Bruzda i Kuźnia, to książki godne polecenia. Absolutnie.

ResPublica Nowa

pojawił się ostatnio nowy banner - Res Publiki Nowej, pisma, które kiedyś czytałem regularnie, ale z nim skończyłem... Ostatnio zmieniła się redakcja na taką, która wygląda sensowniej, niż poprzednia... i kto wie? Może wyprowadzą Res Publikę na prostą, zarówno finansowo, jak intelektualnie, czego im życzę.



Pogadanki Inwestorskie - odsłona 3

w piątkowy wieczór pojawiła się także 3. Pogadanka Inwestorska - tym razem o ekspansji w sferze przychodów, czyli: ciąg dalszy rozważań o pracy. Tę pogadankę czeka uzupełnienie, a później przechodzimy do analizy wydatków, a mając to za sobą - do zagadnień stricte inwestorskich.

Owocnej niedzieli wszystkim!

sobota, 15 marca 2008

[15 III 2008] sobota, uroczystośc św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

św. Józef!

jak zapewne wszyscy wiedzą, dziś mamy uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, przesunięta - z uwagi na Wielkanoc - na dziś z 19 marca. Wspaniała uroczystość dla każdego, tym bardziej dla ludzi związanych z Opus Dei. Otóż, św. Józef - jak i Duch Święty - to na ogół Wielki Nieznany, tj. ktoś, o kim tak naprawdę niewiele wiemy i wiedzieć nie chcemy. Tymczasem, postać to fascynująca i mogąca wiele nauczyć.

Z anegdotek, św. Josemaria, założyciel Dzieła nazywał się pierwotnie z hiszpańska Jose Maria, ale uznał że Józef z Maryją byli tak naprawdę nierozłączni i dał temu wyraz zmieniając swoje imię na Josemaria. Miał wielkie nabożeństwo do tego świętego... Dostrzegł to również Kościół i wyraził w sposób następujący - otóż, bulla papieska Ut sit nadająca Dziełu formę prałatury personalnej weszła w życie właśnie w uroczystość św. Józefa. Wspaniały zbieg okoliczności (http://www.opusdei.pl/art.php?p=26863).

Dlaczego wielki święty? Dlatego, że gdyby nie był - Oleńka dziś rano nie modliłaby się na Mszy, żebym był taki, jak On.

dzisiaj

dziś sobie porabotałem, posprzątałem przed Świętami... a wieczorem! Wieczorem same szalęstwa! O 18:00 Msza Święta, a po niej spotkanie Rady Duszpasterskiej mojej Parafii. Oj, będzie się działo w najbliższym czasie. Najbardziej cieszę się z tego, że udało się przeforsować wspólne śpiewanie Gorzkich Żali i Krzyżu święty... po liturgii wielkopiątkowej! Dlaczego za tym obstawałem? Ano dlatego, że w Wielki Piątek umiera nam Pan Jezus, a jak ktoś umiera, to się kumple jego i kumpelki z rodziną zbierają (przynajmniej na wsiach jeszcze) i całą noc przy ciele śpiewając czuwają. Kogmu jak kogmu, ale Panu Jezusowi aż chce się śpiewać... jak On jeszcze za nas grzesznych głupoli biedaczek umarł...

dobranocka

zrobiłem dobranockie! Niestety, w Bombaju nie ma już opcji wstawiania do bloga... Musicie więc kliknąć w link, by obejrzeć. Aha, pozdrowienia dla Magi i Kajaczka!

http://www.grapheine.com/bombaytv/play_uk.php?id=1885239

zaangażowanie

jak wiecie, w środę byłem na demonstracji pod Sejmem. Były też WSI24, tj. ci wyglancowani panowie z Tefałenu, była Superstacja, PAP i trochę innych mediów. Z tego, co piszą organizatorzy, którzy zadali sobie trudu i obejrzeli relacje z wydarzenia, najrzetelniej sprawę przedstawił niejaki Onet.pl (pewnie dlatego, że Korwin ma u nich bloga), reszta troszkę do bani...

O co cho? Otóż, o to, że demostrację organizował UPR (tzn. ją zgłosił do Urzędu i zebrał koło 150 osób z całej Polski). Prócz tego, po drugiej stronie ulicy zebrała się wokół swojego namiotu grupka oldbojów (jakieś 20-30 starszych osób), do których później dołączyło pięciu chłopaków z transparentem Młodzież Wszechpolska oraz pięciu z NOP - tj. Narodowego Odrodzenia Polski. Dziennikarzy obchodziły te grupki - fotografowali ich i filmowali jak wariaci, mając za plecami scenę, nagłośnienie i ok. 150 osób z transparentami i flagami z UPR. No, cóż - jak wiadomo, Korwin-Mikke nie istnieje, Kopernik była kobietą, a media są rzetelne i niezależne.

Ta sytuacja przypomniała mi opowieści z 1979 roku, kiedy to Mszę na pl. Zwycięstwa odprawianą przez Jana Pawła II reżimowa telewizja filmowała tak, by setki tysięcy ludzi przedstawić jako grupkę starych, zdewociałych oszołomów. W jaki sposób? Filmowano ostatnie rzędy, by pokazać, że za nimi nikt nie stoi a na zbliżenia wybierano starszych ludzi. Mniej więcej ta sama technika, co w reportażach o marszach obrońców życia, czy niejakim Radiu Maryja. Co innego jednak znać teorię, a co innego widzieć to na żywo - kurczę, ci panowie to rzeczywiście dziennikarskie ścierwa i kłamcy... Miglance.

Dlatego wielką nadzieję pokładam w internecie - pamiętajmy raz na zawsze, że telewizja kłamie. Dopóki internet nie jest cenzurowany (spoko, zaraz okaże się, że jednak UE uzna, że warto cenzorować treści homofobiczne, faszystowskie i niewiadomojakie...) - korzystajmy z tego źródła. Poniżej link do strony UPR TV skąd można ściągnąć oryginalną relację z demonstracji. UPR TV, tj. telewizji UPRu, zupełnie amatorskiej (choć po efektach - dość profesjonalnej) - grupy zapaleńców, którzy pokazują to, czego nie pokazują ci, którzy mówią że pokazują wszystko i prawdziwie. Rzeczywistość jest naprawdę inna, niż wielu przyzwyczajonych do ciągnięcia niusa przez rurkę gazetki, czy telewizora mniemają...

http://www.uprtv.pl/uprtv/uprtv_index.php

a dla chętnych jeszcze inny link, sprawdźcie czy są tam inicjały M.G. i zapytajcie sami siebie, czy nie warto, aby i Wasze się tam pojawiły...:

http://www.upr.org.pl/main/milion.php

myśl na dziś

wyjątkowo nie Gorzkie Żale! Tym razem św. Josemaria mówi o św. Józefie. A propos Gorzkich Żali - jutro po raz ostatni!

środa, 21 listopada 2007

[21 XI 2007] setny post, a dziś środa

właśnie piszę setnego posta na przestrzeni 1,5 miesiąca... Pińcet procent normy to chyba mało powiedziane. Z tej okazji, jak i ze względu na to, że dużo mam dziś jeszcze do roboty, zapraszam do założenia wygodnych kapci, obejrzenia filmu ze św. Josemarią, a potem sennego, spokojnego wypoczynku.




Aha, no i zachęcam dziś do zmasowanego klikalnictwa - mamy dziś jak widzę wyjątkowo dobre reklamy! Yeah.

czwartek, 1 listopada 2007

[1 XI 2007] Uroczytość Wszystkich Świętych

Oleńka in da hauz
dziś od 8:45 Wrocław zamieniono na Monachium, jako miejsce tymczasowej kwatery - jednym słowem, Oleńka już przyjechała! Cóż, wspaniale było na Nią czekać, potem jechać po Nią, a później nosić bagaże... a teraz cały dzień słuchać szczebiotu, który niedoskonale dotąd przekazywał Skype. Beczka śmiechu, moi mili, figle-migle odprawiamy na okrągło!

św. Josemaria Escriva in action
dziś Uroczystość Wszystkich Świętych. Dziwne, ale na Onecie z każdego rogu wygląda Krystyna Feldman, albo Luciano Pavarotti... św. Krystyna i św. Lucyjan? Żenada.
Świętość, podobnie jak inne elementy katolicyzmu są bardzo egzotyczne - wiem. Nie wiem, czy już mówiłem, ale odnoszę wrażenie że katolicyzm jest najbardziej egzotyczną religią w Polsce. No bo jak to jest, że gdy komuś się mówię, że chcę być świętym, to jest albo zszokowany, albo nieco zażenowany? Jak to jest, że gdy komuś jest wszystko jedno, czy będzie architektem, czy szambonurkiem, bo zależy to od woli Bożej, to jest uważany za niegroźnego dziwaka? No, dziwnie to jest.
W Uroczystość Wszystkich Świętych, wspomina się wszystkich świętych, tj. wszystkich tych, którzy zostali zbawieni (nie będę się tu rozwodził o dwóch Sądach po śmierci, etc.). A zatem ci, co do których uroczyście Kościół potwierdził ten fakt i zachęcił do ich naśladowania, oraz ci co do których nie ma oficjalnej wypowiedzi, są natomiast przeczucia bliskich, ludzka wdzięczność i dobre wspomnienie.
Nie mam zamiaru się tu na ten temat rozwodzić, ale może warto byłoby w ten dzień pogadać sobie z którymś ze Świętych i spytać: Ej, jak to było być świętym na co dzień? Ty też miałeś takie problemy jak ja? (w końcu wierzą katolicy w Świętych Obcowanie) i zastanowić nad tym, czy wszystko co robię codziennie, wykonuję jak święty. I to warto robić w Uroczystość, niż łazić po cmentarzach i czytać durne blogi...
Jutro mamy Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych - wówczas odwiedza się groby i modli za tych, którzy pomarli i nie znamy ich dalszych losów. Niech wtedy Onet pisze o Krystynie Feldman i Pavarottim. Pisanie o nich dziś, to tak, jak danie artykułu o Bożym Narodzeniu w Niedzielę Zmartwychwstania...
Wreszcie - kończę już tę pisaninkę - i oddaję głos Świętemu. Św. Josemarię Escrivę, założyciela Opus Dei zdążyli już Czytelnicy poznać. Teraz możecie Go poznać jeszcze lepiej, ja lubię Go bardzo - polecam bliską znajomość!

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO