Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 maja 2008

[9 V 2008] piątek, Tajemnice Bolesne

książki, książki...
wyobraźcie sobie, że dostałem ostatnio przesyłkę z Księgarni Najwyższego Czasu!. Kupiłem z siedem książek, piniondza nie żałowałem, sto milionów wydałem... i na początku tygodnia je w końcu dostałem! Na wakacje czeka mnie już dość spora kupka pozycji do przestudiowania z trzech głównych ścieżek, które sobie obrałem jako hauptfachy. I co? I to, że dwie rzeczy myślę:
- że nerki we mnie mdleją z niecierpliwości, aż będę mógł się spokojnie zanurzyć w lekturach (tracąc resztki sokolego wzroku),
- że byłoby mi miło, gdyby i inni doświadczali tej przyjemności. Dlatego też istnieje możliwość zakupowania e-booków, audiobooków i normalnych książek papierowych przez bloga. Szczegóły na moich bannerkach po prawej stronie. Czytelniczej przyjemności warto doświadczać jak najczęściej!
odkryjmy sobie bohaterów
pomyślałem sobie ostatnio (jeszcze na fali rozważań o Królu Stasiu), że wielu bohaterów, których jeszcze uważam za swoich bohaterów, powinienem zlustrować tak naprawdę pod kątem tego, czy rzeczywiście z mojego punktu widzenia bohaterami, czy jedynie łapserdakami, którzy mieli szczęście znaleźć się w Szkolnym Panteonie ze względu na PR, którym zapewnili im historyczni klakierzy. Nie bójmy odrzucić się tych malowanych lal, które sterczą zakurzone i zakłamane (bo tak naprawdę nic o nich nie wiemy). Znajdźmy w przeszłości prawdziwych bohaterów, którzy często leżą grzecznie na śmietniku niepamięci, wśród różnych zaplutych karłów reakcji, albo i innych oszołomów.
odpowiedzialnośc?
dostałem ostatnio wiadomość o jakiejś akcji na Politechnice z okazji Dnia Walki z AIDS, czy czegoś w tym stylu. Chodzi po prostu o promocję przemysłu gumowego. No i co? No i to, że nie tylko mnie się to nie podoba, ale i nie podoba mię się kariera słówka odpowiedzialność.
Odpowiedzialność dziś oznacza drodzy moi to mianowicie, że należy się najpierw odpowiedzialnie złajdaczyć z kimkolwiek, tj. poocierać narządami, a później - przez wzgląd na tę samą odpowiedzialność - zabić poczęte w tych okolicznościach niewinne dziecko. To jest odpowiedzialność, a kto w to wątpi, ten jest nieodpowiedzialny i brak mu humanizmu.
o czym ja piszę?
nie dogodzisz! Nie dogodzisz czytelnikom, moje drogie Czytelniczki i Czytelnicy! Otóż, raz jeden prosi, żeby więcej pisać o sobie, zaraz drugi ubolewa nad tym, że nie obchodzi mnie, czy dziś wstałem lewą, czy prawą nogą i czy przy tej okazji świeciło słońce... Jednym słowem - różne macie opinie o zawartości bloga. Pomyślałem sobie, że nie ma sensu robić na ten temat ankiety, bo nie wymyślę wszystkich opcji, wobec czego tylko poproszę chętnych o przesłanie mi mailem tego, co mieliby na ten temat do powiedzenia - tj. na temat mocnych i słabych stron bloga w ich ocenie. Nieważne, czy będzie to piękny, kwiecisty e-mail, czy wypunktowany strumień świadomości. Mój adres: gnychen@poczta.onet.pl
CPC - ankieta
dziś obiecana ankieta na temat reklam AdKontekstu, po to, bym wiedział jaka tematyka reklam Was zainteresuje. O systemie rozliczania CPC, dla zainteresowanych - http://skocz.pl/gnyszkoblog
myśl na dziś
Najświętsza Maryja Panna, Mistrzyni bezgranicznego oddania. — Pamiętasz? Jezus Chrystus w pochwale do Niej zwróconej twierdzi: "Kto pełni wolę Bożą, ten mi jest matką!...". Proś tę dobrą Matkę, by twoja dusza nabrała mocy — mocy miłości i wyzwolenia — wzorem Jej szlachetnej odpowiedzi: Ecce ancilla Domini! — Oto ja służebnica Pańska.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 33

sobota, 3 maja 2008

[3 V 2008] sobota, Dzień Maryjny, Uroczystośc NMP, Królowej Polski

3 maja
dziś kolejna rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja. A ja po raz pierwszy odkąd się urodziłem, pomyślałem sobie: Czy rzeczywiście jest to najlepsza data do czczenia? Czy gdybym żył w drugiej połowie XVIII wieku, popierałbym ekipę odpowiedzialną za wprowadzenie Konstytucji? Nie wiem, a wiedzieć mi trudno, bo byłem wychowany w kulcie dla Króla Stasia (który skądinąd już dawno przestał budzić we mnie rewerencję) i oburzeniu na czerep rubaszny i głupotę szlachty czasów saskich. I tym mniej wiem, co zrobiłbym wówczas, bo i wiedza na temat tamtych czasów jest bardzo zmitologizowana. Jest to zresztą odbicie konfliktu tamtych czasów.

autorzy
na socjologii swego czasu zaistniała pewna kontrowersja. Otóż - czy Polacy mają się do czego odwołać ze swojej przeszłości po to, by mieć inspirację do wyznaczania kierunku w jakim podąża teraźniejszość? Odpowiedź moich kolegów i koleżanek brzmiała - rzecz jasna - że nie. Dziwna to sytuacja, gdy towarzyszą jej dwie okoliczności. Po pierwsze taka, że historia Polski, a co się z tym wiąże - myśli wyrosłej z polskiego doświadczenia na wielu polach (w tym także w dziedzinie polityki) - że to wszystko dzieje się już przeszło tysiąc lat! Nie chcę nic mówić, ale dla mnie to dużo, te tysiąc lat. Cokolwiek wartościowego musiało tu powstać - i powstało, tylko że bakałarze w szkołach albo o tym nie uczą, albo uczą ze wstydem. A dlaczego? A dlatego, że wcale polskiego dorobku np. myśli republikańskiej epoki jagiellońskiej nie znają, a jedynie omówienie streszczenia wyciągu, który stworzono z tezą taką, że nie warto się tym zajmować, bo ani toto ciekawe, ani wybitne. W ten sposób większość Polaków zachłystuje się jako nowością ramotami, które międlą bylejacy europejscy doktrynerzy. Jeszcze druga okoliczność jest tu dziwna. Bo jak można twierdzić, że myśl Pawła Włodkowica, Piotra Skargi, czy Frycza Modrzewskiego jest zupełnie anachroniczna (co samo w sobie już na poziomie abstrakcyjnym jest tezą mocno wątpliwą, bo owi panowie wypowiadali się na tematy ogólne, które się nie przedawniają) w sytuacji, gdy twierdzi się, że Platon - zmurszały dziadek, który wymyślał bajki o jaskiniach, ideach i jakichś zupełnie naiwnych bzdetach - że ów Platon mówi człowiekowi współczesnemu coś ważnego.

polska Kontrrewolucja
czytam ostatnio Rewolucję i Kontrrewolucję Plinia Correi de Oliveiry m.in. po to, by porządnie przygotować eseik na Klasyczne Teorie Socjologiczne. I jestem zachwycony, zresztą nie pierwszy raz to na blogu piszę. Marzy mi się wielka polska Kontrrewolucja... marzy mi się to, by ludzie uświadomili sobie kilka spraw, zdobyli się na podmiotowość, wyżyny człowieczeństwa i niezależność. Marzy mi się archipelag Kontrrewolucji, jakiś zbiór przedsięwzięć, ludzi, organizacji unaocznionych w jednym miejscu tak, by można je wspierać. Chociaż z drugiej strony - wtedy łatwiej nałożyć piętno. Może lepiej rzeczywiście działać dla Dobra w rozproszeniu, dla postronnego obywatela nieomal anonimowo.
Oj, tak myślę sobie i myślę i jak zwykle się zapalam... a tu pewnie Czytelnicy, wśród których pewnie wielu jest nowych, już wcale nie wie co to ta Rewolucja, o której pangruszka tu wciąż nadaje... i myślą pewnie, że zdurniałem. Z tego tytułu zacytuję Doktora Plinio, który cel Rewolucji definiuje tak:
Jej głównym celem nie jest zniszczenie pewnych praw osób lub rodzin. Ona żąda o wiele więcej. Chce zniszczyc cały prawowity porządek rzeczy i zastąpić go nieprawowitą sytuacją. Słowo "porządek rzeczy" nie wyraża również wszystkiego. To wizja wszechświata i sposobu bycia człowieka jest tym, co rewolucja usiłuje obalić z zamiarem zastąpienia ich czymś skrajnie przeciwnym.
Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 58
oraz Kontrrewolucję:
(...) ideałem Kontrrewolucji jest przywrócenie i promowanie katolickiej kultury i cywilizacji. (Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 61)
oraz:
Skoro Rewolucja jest nieporządkiem, to Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku. A przez porządek rozumiemy pokój Chrystusa pod panowaniem Chrystusa, a więc cywilizację chrześcijańską, surową i hierarchiczną, sakralną od podstaw, antyegalitarną i antyliberalną. (Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 95)
Oczywiście same cytaty na niewiele się zdadzą, bo np. pojęcia liberalizm Doktor Plinio używa w pewnym specyficznym sensie, a niektóre sformułowania można rozumieć inaczej, niż by je można zrozumieć w kontekście całego tekstu i nauczania Kościoła w ogóle, no, ale jako zajawka mogą posłużyć, prawda? Chętni i tak znajdą książkę w jakiejś księgarni internetowej i sobie zamówią. A co! A ci strachliwi niech sobie wyobrażają, że chcę wszystkich popowieszać na drzewach, jeśli nie będą odmawiać wieczorem paciorka... Niektórzy lubią żyć we własnych bajaniach, bo czują się w nich bezpieczni. Ale moi Czytelnicy na pewno tacy nie są, prawda?

czy historia się powtarza?
chciałem powiedzeć, że twierdzenie, iż historia dzieje się z absolutnym determinizmem i dominuje Duch Czasów, który nas ubezwłasnowolnia - że to twierdzenie jest głupie i nieprawdziwe. Historia się powtarza - tak jak np. renesans był kiepską powtórką z antyku, tj. odgrzewaniem mocno starego kotleta, to samo tzw. oświecenie. Przecież poligamia, aborcja, dzisiejszy kult falliczny i inne kulty okołoseksualne - dziś podawane do wierzenia jako ostatnie osiągnięcia i wynalazki - to stare, śmierdzące, spleśniałe barbarzyńskie kotlety sprzed stuleci. No, ale milej jest wierzyć, że historia dzieje się bez naszego udziału i oddać pole Producentom Historii, którzy myśląc, że urodzili się wczoraj wciąż popełniają błędy przeszłości. Przeprowadzają tysięczne próby aplikacji komunizmu, czy to w postaci europejskiego, sowieckiego, kubańskiego, czy jeszcze innego... A biednemu Polaczkowi-szaraczkowi wmówili, że najlepiej będzie, jeśli nic nie będzie robił, bo się jeszcze wygłupi przed cywilizowanym światem. I on tak sobie wierzy, że nie jest potomkiem durnego Sarmaty, tylko peerelowskiego pijaczka-robola w podkoszulku i bereciku.

nasza historia
naszą historię postrzegamy przez pryzmat PRLu, rzutując archetyp peerelowskiego pijaczka na wszystkie wieki i scalając się z tą postacią, co utwierdza nas w kompleksach. Żeby w to łajno nie wdepnąć, nie oglądam już komedii Barei, nie śmieję się z tego, że byliśmy najweselszym barakiem w całym obozie, że za Gierka jak było, tak było, ale było fajnie... bo nie jestem w stanie poważnie głosić takich tez, mając na uwadze śmierć tysięcy ludzi, którzy zginęli w wojnie domowej 1945-56 (tak, tak... gdy większość grzała pupki pod pierzyną, niektórzy w tym kraju gnili w UBeckich więzieniach i byli rozstrzeliwani), byli bici i mordowani także i później - również po 1989, bo i po grubej kresce ubeckie łapy dosięgły tego i owego. Ostatnia ofiara PRLu zginęła w 1993 roku, a był to pewien ksiądz mocno zaangażowany w Solidarnośc, którego nieznani sprawcy próbowali zabić już od połowy lat 70.
Nie głoszę takich tez z udawanym albo ogłupieńczym rozrzewnieniem także dlatego, że mam świadomość, iż 44 lata peerelowskiego gówna to tak naprawdę obcy, nic nie znaczący - ale tragiczny - epizod w naszej historii.
myśl na dziś
Proces rewolucyjny, który dąży do osiągnięcia powszechnego zrównania, nie jest niczym więcej jak uzurpacją funkcji rządzenia przez tych, którzy powinni byc posłuszni.Gdy proces ten zostaje przeniesiony na relacje między władzami duszy, wtedy z konieczności prowadzi do żałosnej tyranii niepohamowanych namiętności nad słabą i złamaną wolą oraz bezkrytycznym rozumem, a szczególnie do panowania rozszalałej zmysłowości nad poczuciem skromności i wstydu.
Plinio Correa de Oliveira, Rewolucja i Kontrrewolucja, Kraków 2001, s. 69-70


piątek, 30 listopada 2007

[30 XI 2007] piątek, kończy się listopad, Andżeje świętują!

Afganistan
jak już niektórzy wiedzą, lub nie - z wojskiem miałem ostatnio nieco wspólnego. I wciąż mam - bo jak inaczej określić fakt, że zdarza mi się tęsknic za jednostką, w której odbywałem służbę? Ale nie pora by się tu wywnętrzać, chcę bowiem napisać o sprawie naszych żołnierzy z Afganistanu, którzy ostrzelali wioskę. Nie znam ostatnich szczegółów, zresztą pewnie i tak poza samymi oskarżonymi i prokuratorami nikt ich nie pozna, ale mam parę uwag natury ogólnej, bez względu na szczegóły.
Po pierwsze - jest kosmicznym skandalem, że żołnierzy potraktowano jak bydło. Przypomnijmy kim jest żołnierz - żołnierz jest obywatelem, który nie tylko wyzbywa się części własnej suwerenności na rzecz przełożonego, ale i ryzykuje zdrowie lub życie, by wypełnić wolę przełożonego (jeśli w oczywisty sposób nie narusza ona prawa). Można by zatem powiedzieć, że co jak co, ale żołnierzom w społeczeństwie należy się wybitny szacunek. Tego nie widziałem. Nie wspominam już o zasadzie domniemania niewinności, którą najwidoczniej pogwałcono.
Po drugie - są trzy możliwe wersje wydarzeń. Pierwsza - żołnierze pojechali sobie na przejażdżkę i dla jaj ostrzelali wioskę, żeby pozabijać ludzi. Druga - żołnierze realizowali rozkaz przełożonego, który wydał go z czystego chcenia. Trzecia - bezpośredni dowódca oddziału realizował rozkaz przełożonego. Nie analizuję tu tego, czy rozkaz był słuszny. Pierwsza możliwość jest niemożliwa - każdy patrol ma dowódcę, jego wyjazd i uzbrojenie są rejestrowane. Zostają zatem druga i trzecia. W ich kontekście warto się zastanowić nad słusznością rozkazu. Jeśli rozkaz był słuszny - nie ma sprawy, żołnierze wykonali obowiązek. Jeśli rozkaz był niesłuszny - żołnierzom mamy coś do zarzucenia wówczas, gdy w oczywisty sposób naruszał on prawo. Jeśli nie naruszał - dowódca popełnił błąd i robimy postępowanie dyscyplinarne, żeby facet na przyszłość nie popełniał błędów. Jeśli w oczywisty sposób naruszał - winni są żołnierze i dowódca. Tyle w temacie. Jak było? Parę artykułów i od razu spektakularne, iście norymberskie zatrzymanie bandytów.
Po trzecie - zastanówmy się czy żołnierz w warunkach wojennych, tym bardziej w warunkach wojny z terroryzmem w Azji ma szansę na dogłębną i celną analizę prawomocności rozkazu. Odpowiedź brzmi - niezbyt. Warunki wojny z terroryzmem, gdzie przeciwnik nie różni się od cywila, nie nosi munduru, nie ma miejsca zgrupowania, jest wszędzie i nigdzie, może być małym chłopcem, lub stetryczałym afgańskim dziadkiem, nie sprzyjają trafności tego typu analiz. Jasne jest więc, że nie może być zbyt często mowy o oczywistym naruszeniu prawa.
Po czwarte - tego typu wojna stanowi ogromny wysiłek psychiczny dla żołnierzy. Ciężko jest bowiem nie zwariować w wyżej opisanych warunkach... w kontenerku na kurczaki z paroma kolegami w środku, a wokół tylko piasek i góry, z których strzelają nie wiadomo kto i nie wiadomo kiedy...
Jeśli ktokolwiek odczuł satysfakcję widząc zdjęcia z zatrzymania i myśląc o zapijaczonych rezerwistach w pociągu - niechaj się potężnie stuknie w łeb.

Twój samochód już jest tutaj od dawna!
jak to cudownie jest wiedzieć, że odkąd ruszyła historia, wszystko ma swoją przyczynę, a każda przyczyna ma swój skutek. I gdy tak sobie ostatnio z Simonem pożartowałem, że mam chrapkę na jego samochód, pomyślałem również o tym, że jeśli prawdą jest że Polacy kradną samochody, to prawdą jest także i to, że gdyby nie było agresji Hitlera, a potem 50 lat kołchozu, a przedtem jeszcze rozbiorów, to by samochody nie znikały... Polaczki hobbystycznie samochodów nie kradły.


wybierzmy przyszłość
brzydkie i głupie hasło, szczególnie w wykonaniu Niemców. Użyjmy porównania z pojedynczą osobą. Jak można za mądrego uznać ucznia, który oblewa wszystkie klasówki pod rząd, wierząc za każdym razem, że kolejna pójdzie dobrze. Wybierzmy przyszłość - może tym razem się nam uda, choć z braku namysłu nad przeszłością nie zmieniliśmy się ani o jotę!

Opus Dei - 25 lat prałatury personalnej i różne miglance
zasmucili mi Oleńkę wczoraj dwaj miglancowie, oj zasmucili. W tej sytuacji wyzwałbym normalnie na pojedynek na moździerze, ale że nie ma mnie w Heimacie, to sobie odpuszczę.
Co się stało się? Ano, 28 listopada 1982 roku umiłowany Jan Paweł II nadał Opus Dei formę prawną prałatury personalnej (czyli takiej ogólnoświatowej diecezji - idzie za tym posiadanie własnego biskupa, czyli Prałata Opus Dei - obecnie bp Echevarria) http://www.opusdei.pl/art.php?p=25536. No i co? No i fajnie, było co świętować, za co Panu Bogu dziękować, co dostrzegły także media, a wśród nich kontrolowany w 49% przez koncern ITI, Tygodnik Powszechny. Katolickie pismo społeczno-kulturalne, które w szczenięcym wieku miałem w zwyczaju czytywać z wypiekami na twarzy. Całe szczęście człowiek się jednak rozwija i zgubny ów zwyczaj porzuciłem, ograniczając się jedynie do sporadycznej lektury w dniach z niskim ciśnieniem i negatywnym biorytmem (wie ktoś co to ten biorytm?) - żeby pobudzić nieco senne ciało.
No i napisali w ostatnim numerze właśnie 28 listopada, niejaki Mueller i Kuźmiński tekst pod tytułem Zawodowcy (http://wiadomosci.onet.pl/1454609,240,kioskart.html). Artykuł na żenującym poziomie, koneserom dziadostwa polecam lekturę w całości. Nie będę od razu komentował co lepszych fragmentów, powiem tylko tyle, że w Barbakanie miałem okazję parę razy być, mam tam paru znajomych, na opisanych tajemniczo medytacjach i dniach skupienia bywam regularnie... i co? I śmiałbym się do rozpuku, czytając takie artykuliki. Sęk jednak w tym, że artykuł jest nacechowany i szkodliwy.
Hmmm... bo to tak jest, moi mili - napiszmy artykuł o kapłaństwie. Zbierzmy relacje kapłanów, którzy ze swoim stanem się rozstali, o tym jaki to homoseksualizm, chciwość i podwójność życia panuje wśród kleru, a potem popytajmy księży z drugiej strony. Jako, że z opiniami jest tak jak z pieniądzem - gorsze wypierają lepsze w tym znaczeniu, że sensacja, ohyda, cielesność i przemoc wydają się nie tylko atrakcyjniejsze, ale i bardziej prawdopodobne. Normalny ksiądz musi się tłumaczyć, że nie jest wielbłądem. Ks. Soler z Krakowa też musi tłumaczyć się z jakichś komicznych zarzutów. W ostatecznym rozrachunku mamy sytuację, że czytelnik wychodzi z przekonaniem następującym: noooo... jakieś tam ktoś zarzuty ma, tajemnicza sprawa, ziarenko prawdy jest w każdej plotce. Tamten niby zaprzecza, ale co ma powiedzieć? Sprawa śmierdzi.
Oleńkę jednak sprawa po prostu zasmuciła. Jak można pisać takie brednie? No właśnie, jak można?

wojny mogło nie być
pomyślałem sobie ostatnio, przy okazji lektury biografii Doktora Plinio, że wojny w 1939 roku mogłoby nie być. Wystarczyłoby, że Mussolini, Chamberlain i Roosvelt zwołaliby nową konferencję w jakimś Monachium i czymś innym, i oddaliby Polskę Hitlerowi w prezencie, tak jak Austrię i Czechosłowację. Albo jeszcze inaczej - gdyby 3 września nie wypowiedzieli wojny III Rzeszy. Traktaty o kant tego i owego można przecież potłuc - nikt nie miałby im za złe - uratowaliby Europę i Świat przed okropną wojną! Ciekawe co się stało, że jednak - po paru dniach postanowili nie dać za wygraną.

UFO? nietoperz? salami...
na niemieckich uczelniach panują dziwne zwyczaje, moi mili. Jednym z nich jest przyklejanie salami do sufitu. Na zdjęciach dokumentacja zjawiska. Występują - Kasia i Daniel.





chorowitki
Bernd zachorował! Pomódlcie się za Niego drodzy Czytelnicy, poopiekowałem się chorowitkiem wczoraj po medytacji. Biedaczek, kiepsko wyglądał. Poznałem za to nowego księdza w Monachium - również latynosa (jak wspomniany wyżej ks. Soler). Śmiesznie mówił po niemiecku.


myśl na dziś
[Jezus] Klęcząc na twardej skale, trwa w modlitwie... Wylewa łzy za ciebie... i za mnie. Przygniata go ciężar ludzkich grzechów. (...) Tak, jesteśmy tchórzami: podążamy za Nim z daleka, ale przebudzeni i rozmodleni.
św. Josemaria Escriva, Różaniec święty, Katowice-Ząbki 2004, s. 62-63

sobota, 10 listopada 2007

[10 XI 2007] sobota odjeżdża wraz ze św. Leonem Wielkim, jutro Święto kolejne!

moi Milusińscy, pooglądliście już co tam w skupie butelek załatwiła Pani Olejnikówna, to teraz przeczytajcie co ja sobie ostatnio pomyślałem i co robiłem, hejże ha!

redaktor o przebiegłym nazwisku i jego podboje
nie wiem, czy wiecie, ale na pewno wiecie, bo skoro ja się dowiedziałem, to Wy nie możecie nie wiedzieć! Podały mi media takiego niusa, że jakiś Tomasz Lis ożenił się z jakąś tam Hanną Smoktunowicz. Ki diabeł - myślę sobie, nie wiedząc co to się stało, bo w radyju ani telewizorze nie ogłaszali, że się na przykład ostatnio Krzycho z Paulino ożenily, rodzinę Mazurów tworząc w stolicy Galicji! Musi być coś na rzeczy, skoro tak o tym trąbio od lewej do prawej. Zasiatem więc przy kompiutru, wyszukiwarkie zapuścił, korbko zakręcił, zawaflował, no i wyszło szydło z wora! Otóż, zdrada! Otóż, cudzołóstwo! Dobrze, że nam reporterzy larum grajo i cudzołożników napiętnowujo, boć panlis i ta jego natapirowana pani, swoich prawowitych małżonków pozostawiali, i gdzieś tam w Rzymie, pewnie w konsulacie, czy gdzie tam, umowę podpisali, że teraz są małżeństwem. Dobrze, że chociaż zagranicę wyjechali, by zgorszenia nie siać - ale dobrze się stało, że zło zostało napiętnowane. Wstydzić się, marcowniki, do prawowitych małżonków wrócić proszę, w tej intencji zdrowaśkę u każdego wierzącego Czytelnika proszę.

Gwiazda Wałęsy i operacja Trust
poczytałem ostatnio, oj poczytałem! Dowiedziałem się np. o operacji Trust. Którą przedsięwzięli razu pewnego bolszewicy w początkach Sowietów. Otóż, skracając sprawę do minimum, by uniknąć inwazji na Sowiety ze strony państw zachodnich po 1917 roku (za czym optowała silna wówczas, ponad milionowa emigracja rosyjska, silnie lobbująca w rządach). Bolszewiki, małe cwaniaczki, wpadły na pomysł, by powołać w Rosji marionetkowe stronnictwo monarchistyczne, założone przez agentów, które miałoby przekonać emigrantów do zmiany opcji. Jak pomyśleli, tak zrobili, powstało Monarchistyczne Zjednoczenie Rosji (MZR), pod wodzą znanego carskiego generała (powiedzieli: córeczkę masz ładną, możemy ją zabić) i jednego inżyniera (namówili go do zmiany zdania na temat komuny w więzieniu). Tego drugiego wysłali na zachód, dali parę tajnych dokumentów, by go uwiarygodnić i facet śmigał po Londynach i Paryżach, z gadką o tym, że MZR jest w Rosji tak silne, że prawie bolszewika przepędzili i w przypadku ataku, naród zjednoczy się mimo wszystko pod wodzą czerwonych i bolszewii rozwalić się nie uda! Tamci łyknęli, polecali faceta zachodnim wywiadom, przez dziesięć lat robił dezinformację, zorganizował nawet wycieczkę jednemu arystokracie po bolszewickiej Rosji, by zobaczył jak to struktury MZR są silne - nad wycieczką czuwała ówczesna bezpieka... Facet napisał potem o tym książkę i opublikował w Berlinie!
Po co o tym piszę? Z paru powodów - po pierwsze dlatego, że znając historię, łatwo jest chłodniej oceniać rzeczywistość. Irracjonalny pęd do PO w ostatnich wyborach nie dokonałby się, gdyby ludzie pamiętali dokładnie o całych ostatnich osiemnastu latach... Ale co tam - ludziom się zdaje, że wszystko dokonuje się na ich oczach, podczas gdy to, co się dzieje, najczęściej korzenie ma wcześniej. I teraz czeka nas karkołomne udowadnianie, że działacz sportowy z Wrocławia Schetyna na czele MSWiA to świetny fachowiec, że starszy sikawkowy Pawlak jako minister gospodarki to polski Milton Friedman, natomiast deal z PSL o przehandlowaniu pięciu wojewodów, to nie korupcja polityczna, tylko spokojne rozmowy o koalicji. Hahahaha... Cóż - będzie chyba jednak tak, jak ogłosił Korwin - w tych wyborach zagłosowali na PO, w następnych wygra LiD, potem znów PiS i karuzela kręci się od nowa. Tylko, że ja tak nie chcę.

po drugie
w kontekście całej Akcji Trust, ogromnego przedsięwzięcia, ciekawie brzmi to, co od lat głoszą Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Krzysztof Wyszkowski, Kazimierz Świtoń, Antoni Macierewicz, ludzie z kręgu Klubu, a potem Unii Polityki Realnej na temat Lecha Wałęsy... Jeśli to wziąć pod uwagę, a ponadto zastanowić się nad jego autorytarnością, dążeniem do wałęsizacji Solidarności i w końcu walka przeciw jej niepokornym liderom, hamowanie spontanicznych strajków, później jego uległość w Magdalence, to co wyprawiał jako prezydent (pacyfikacja Olszewskiego, kapciowy Wachowski ponoć z dobrymi kontaktami w SB, etc.), jeśli znów zobaczy się ostatnią fraternizację z Kwaśniewskim i postkomuną... cóż, ciężko nie odnieść wrażenia... no właśnie. Chyba to wszystko jest jakiś matrix, z nagrodą Nobla włącznie. Robienie sterowanych shows komuniści opanowali do perfekcji - vide, wieloletnia akcja Trust już na początku wieku...

niemiecki Ordnung
przysłali mi z administracji list, żebym nie lał wody, gdy się namydlam, odłączał ładowarkę a światło najlepiej palił między 22:00 a 6:00... Niemiecki Ordnung i organizacja jak się patrzy! Problem w tym, że to ja dotychczas wyłączałem bliźnim wodę na czas szczotkowania zębów, by nie leciała bez potrzeby i to ja zżymałem się na nieoszczędne wykorzystywanie papieru...

czy czyta nas sporadyczny?
proszę kolegi, odpisałem na kolegi komentarz ostatnio! Dopiero dziś zauważyłem!

co mię interesuje?
a co mię interesuje - właśnie to, o czym piszę na tym blogu - to mnie interesuje i zajmuje. Ale rozumiem sugestie niektórych Czytelników, będę pisał nieco więcej o takich zupełnie intymnych zainteresowaniach, jak to co ostatnio przeczytałem, obejrzałem, etc. Jeśli to kogoś oczywiście obchodzi.

nowe ankiety
interesuje mnie jeszcze skład płciowy P.T. Czytelników. Poza tym ogłaszam konkurs w związku z milionami listów z pytaniem o to, co to znaczy, że mam oczy jak pingwinek, o czym napomknąłem ostatnio. Zobaczymy, czy zgadniecie!

spadki, spadki, spadki...
no, i zaczęła się wyprzedaż na wyścigi! Niestety perspektywy krótkoterminowe na rynkach papierów wartościowych się znacznie pogorszyły. Stany jednak lecą w dół, państwowe ratowanie kredytów (zaczęte od Roosevelta) stwarza widmo inflacji, a po niej wpadnięcie w recesję... Moja prognoza się nie zmienia - czas rzeźni na giełdach, to najlepszy okres do zakupów. Choćby i było tak, jak mówi David Tice z Bear Funds (facet ma interes w wywołaniu potężnych spadków, bo jego fundusz zarabia głównie na dekoniunkturze), tj. że rynek czeka przecena o 50% do 60%, to jeśli miałoby się to rozegrać przez najbliższe dwa lata - bardzo się ucieszę! Prawdziwe inwestycje zaczyna się bowiem w czasie głębokiej bessy...
Istnieje jednak teoria, że Republikanie chcą zatrzymać bessę do nowych wyborów, czyli do 2009 roku. Wówczas też warto kupować - bo czeka nas niedługo odbicie. Krótkoterminowo jednak koszmar - większość naszych indeksów przebiło dołki z sierpnia, w piątek USA dały popis paniki (polecam ostatnie pół godziny sesji na S&P500 http://stooq.com/q/?s=s%26p500&c=1d&t=l&a=ln&b=1) ... teraz wszystko zależy od Azji - jeśli poniedziałek skończą na potężnej stracie, Warszawka otworzy się -3% poniżej denka i poleci do piwnicy... W takie dni inwestorzy, który jeszcze nie wypstrykali się z akcji idą w godzinach 9:30-16:30 na długi spacer.

wierszydełko
eja, co się stao - nie było dawno wierszydełka! No to idzie:

droga do szkoły

idę kiwając się miarowo
może nawet jestem pochylony
nie moge się zobaczyć
przez dziurki w owiewanej wiatrem skórze
na której znać jeszcze poduszkę
i pastę do zębów gdzieniegdzie

w środku mnie jest ciepło
i się kotłuje
i obiega

mijają mnie drzewa

myśl na dziś
Jezu, niech w Twoim Świętym Kościele wszyscy wytrwają na drodze, idąc za swoim chrześcijańskim powołaniem, jak Trzej Królowie szli za gwiazdą, lekceważąc rady Heroda... których im nie zabraknie!
św. Josemaria Escriva de Balaguer, Kuźnia, nr 366

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO