Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 maja 2010

[30 IV/1 V 2010] piątkowy pociąg a w nim myśli na temat Hiszpanii, Polski... i ducha rodzinnego

Jak zwykle…
… musiałbym zacząć pisanie od narzekactwa i tłumaczenia dlaczego ostatni raz pisałem w okolicach smoleńskiej tragedii. Jako, że P.T. Czytelnikom może się to nudzić, postanowiłem, że od razu przejdę do rzeczy! A jak!
Zacznijmy od spraw miłych… i na miłych skończmy!

Podziękowania dla Pana Piotra…
za kwietniową darowiznę, którą dopisuję do listy na prawej kolumnie. Byłem bardzo zaskoczony przeglądając ruchy na koncie, wśród których znalazłem tę wpłatę. Pangrzyzga stał się bowiem sługą nieużytecznym, w toku codziennej działalności nie mogącym pozwolić sobie na luksus regularnego notowania myśli, jak to miało miejsce dawniej (nie wspominając o czasach monachijskich, kiedy to po roku wypadało średnio 3 posty na dobę! Jest czas siania i czas zbiorów – tym razem zaś także podziękowań!
Orkiestra – dawajcie!



Jazda!
Jak wspominałem na Facebooku, zainwestowałem ostatnio w laptopa (poprzedni, mój wierny pierwszy laptop w życiu po prostu z dnia na dzień zdechł – za jednym zamachem padł układ zasilania i płyta główna). Co to znaczy? Otóż to znaczy, że grzeję nim teraz kolana zerkając z radością na stan baterii, która nie trzyma już 30 minut, do czego przyzwyczaił mnie poprzedni sprzęcik, ale znacznie więcej – prawie trzy godziny! A cóż to oznacza? To oznacza, że połowę podróży pociągiem relacji wiadomej mogę spędzić na nadrabianiu blogozaległości. No i czas na to wreszcie nadszedł.

Escriva – II tom
Ostatnim razem wspominałem też o lekturze, która mnie ostatnio pochłonęła. Chodzi o trzytomowe dzieło niejakiego Vasqueza – życiorys św. Josemarii Escrivy, założyciela Opus Dei. Nawet się nie obejrzałem jak podczytując ciekawie w pociągu, tramwaju, czy kolejce przebrnąłem przez kilkaset stron pierwszego tomu i znalazłem się w drugim! Teraz trwa wojna domowa w Hiszpanii, której wciąż nie mogę pojąć.
Opisy warunków, w jakich przychodzi św. Josemarii spędzać czas w jej trakcie (ciągłe poczucie zagrożenia dojmująca nuda i beznadzieja oczekiwania na nic w konsulacie Hondurasu) przypominają mi (w sensie stanu ducha) niektóre chwile spędzone w wojsku.
Cóż, czas stwierdzić, że żywoty świętych to pasjonująca lektura. Nie chodzi bynajmniej o nadzwyczajności, które często są wyśmiewane (sam Escriva to robi, pisząc gdzieś o przesadyzmie, który często z dobrej woli stosowali autorzy hagiografii – np. anegdotę o tym, że któryś ze świętych oseskiem będąc w piątki dla umartwienia odmawiał sobie piersi matki). Chodzi raczej o dostrzeżenie jak ta świętość wyglądała na co dzień, ile trudu wymagała – a przez to, że jest możliwa także w przypadku czytającego!

Kierownictwo duchowe
Chciałem już o tym napisać ostatnio, ale urwał mi się wątek i kwestii nie dokończyłem. To było wtedy, gdy pisałem o analogii świętość-sport. Chodziło mi głównie o kwestię kierownictwa duchowego, którego zasadność podważa kilku z moich znajomych. Otóż, moja myśl jest następująca: jeżeli musimy nabywać cnoty kosztem wad, a nabywamy je jedynie poprzez wytrwałe ćwiczenie, zachętę ze strony innych, pomoc w powstaniu po porażkach… to kierownictwo duchowe i spowiedź jest tym dla człowieka, czym osobisty trener i instytucja treningu dla zawodowego sportowca. Niezbędna? Chyba nikt nie ma wątpliwości.

Człowiek z Villa Tevere
W analogiczny sposób podchodzę do żywotów świętych, czy ich pism. Przynajmniej w moim wypadku są nie tylko narzędziem do nawiązania pewnej zażyłości z danym świętym, ale są po prostu szkołą tego, jak być i u mnie powinno. I cieszę się, że dane było mi to odkryć tak wcześnie – przypomnę, że pierwszą rzeczą, którą kupiłem samodzielnie, była zakupiona bodaj w drugiej klasie podstawówki biografia św. o. Pio autorstwa krakowskiego kapucyna, o. Józefa Gracjana Majki. Nie ma jej już niestety na rynku…
Podobna w klimacie jest trzytomówka Vasqueza, chociaż ostatnio usłyszałem, że o wiele przyjemniejsza w lekturze jest książka niejakiej Pilar Urbano, pt. Człowiek z Villa Tevere. Na razie czeka na półce na swoją kolej. Jeśli ktoś czytał – proszę o opinię w komentarzu, albo na profilu Gnyszkobloga na Facebooku.

Kochajmy się jak bracia…
Tym, co przykuło moją uwagę w I tomie Vasqueza, były stosunki ekonomiczne w przedwojennej Hiszpanii. Cóż innego mogłoby przykuć uwagę starego pieniężnika, Panagrzyzgi – prawda?!
Osobliwe było w nich coś trudnego do wyrażenia. Otóż, św. Josemaria jako kleryk, także i później za wszystko płacił. Pobyt w seminarium kosztował tyle a tyle, nauka w szkole tyle a tyle, za objęcie danego urzędu otrzymywano daną pensję, spisywano umowy na wiele rzeczy, stosunki były o wiele bardziej sformalizowane (np. między poszczególnymi kuriami). Sądzę, że jest to nierozerwalnie związane także z szacunkiem, jaki m darzyło się poszczególne urzędy, funkcje i instytucje, oraz samych siebie nawzajem. O uczniach w szkole powyżej kilkunastu lat życia pisało się już per „pan”, dla każdego był zarezerwowany pewien zwyczajowy szacunek oraz (na przykład przy współpracy) wielkie wyczucie kosztów, które ponosi, szacunek dla własności, ambicja bycia rzetelnym właśnie z szacunku do drugiego.
Wiem, że być może nieskładnie to opisuję i bardziej jest to strumień świadomości, niż rzeczowa analiza (proszę wybaczyć, ale ostatnimi dniami spałem po parę godzin), ale mam nadzieję, że w ten sposób jednak coś odmalowałem. Jest to dokładnie to samo, o czym pisze ks. Delassus w Duchu rodzinnym…, który nieustannie (choć ostatnio tego nie robiłem) staram się promować.
Czy przemawia przeze mnie tylko obligatoryjny konserwatywny (czy raczej konserwatorski) żal za ancien regime’em? Nie do końca. Często brakuje mi tych cnót osobistych tam, gdzie jestem i gdzie działam. Brakuje mi często szacunku do nakładów i wysiłku, który ponoszę, rzetelności w wypełnianiu zobowiązań… już rozumiem co to są cnoty społeczne. To cnoty osobiste, które stały się obyczajem.
Zwyczajowo można zrzucić to na karb 50 lat życia pod czerwonym władztwem.

Hiszpania – stosunki Kościół-lud
W ostatnim wpisie poruszyłem kwestię niewyobrażalnej możliwości, jaką jest dla mnie (nawet ex post) wojna domowa w Hiszpanii. Jednak Czarny Frajer z Forum Frondy w komentarzu pod screenem Gnyszkobloga na Fronda.pl zwrócił uwagę na specyficzne stosunki, jakie łączyły lud z Kościołem w Hiszpanii. Otóż, Czarny Frajer twierdzi, że w Hiszpanii przez wieki Kościół był zawsze z elitą przeciwko ludowi (być może stąd „rewolucyjność” podejścia, które promował Założyciel Opus Dei), podczas gdy w Polsce rzecz miała się mieć odwrotnie (z drobnymi wyjątkami).
Od historii Hiszpanii ekspertem nie jestem, więc nie mogę tego potwierdzić, ale myślę, że to teza prawdopodobna.
To, co mnie jednak zastanawia, to kwestia tego, czy przypadkiem Kościół w Polsce nie staje, chociaż w małej mierze, w pozycji przedwojennego Kościoła hiszpańskiego. Skąd ta myśl? Czy nie jest tak, że w opinii wielu środowisk Kościół, lub przynajmniej Jego część poszedł na współpracę z Nimi? Myślę tu o kwestii lustracji, gaszenia nastrojów po stanie wojennym, czy wreszcie obecnych historii związanych z komisjami majątkowymi, odzyskiwaniem gruntów przez byłych esbeków (jeśli to nie oksymoron). Do tego dodajmy jeszcze możliwość wystąpienia i nadęcia choćby dwóch skandali pedofilskich… i mamy materiał pod rewolucję w Hiszpanii.

Tryumfalizm
W trakcie żałoby narodowej po katastrofie w Smoleńsku rzuciło mi się jedno – to, że nagle zawodowi laicyzatorzy oraz piewcy tez o końcu czegokolwiek związanego z Kościołem musieli poczuć się nieswojo. Dlaczego? Okazało się, że z każdej strony (każdej!) zaczął płynąć nie tylko przekaz korzystający z pojęć kształtowanych przez katolicyzm, ale i podejmujący jego idee!
Wszyscy prezenterzy mówili o modlitwie (sic!) za zmarłych. Niezła schiza, co? Miało już w Polsce katolicyzmu nie być, już sobie to szczegółowo opisali w swoich szmatławczykach, już odprawili dziesiątki konferencji i spędów na ten temat, już rzeczywistość wydawała się zaklęta… a tu nagle okazało się, że lud uważa co innego (co widać także na świetnym dokumencie Ewy Stankiewicz – tej od Trzech kumpli i Jana Pospieszalskiego, pt. Solidarni 2010).
Panie i Panowie z niszy – proszę podkulać ogony i robić, cytując Adama Michnika „rachunek sumienia” (sic!).

Iwaszkiewicz a ks. Delassus
Kilka tygodni temu w weekendowej Rzeczpospolitej pojawił się wywiad z córką Jarosława Iwaszkiewicza. Do faceta mam duży sentyment, bo chociażby ze względu na „Brzezinę”, czy „Panny z Wilka”, które swego czasu mnie wprost zachwyciły.
Wywiad ten czytała Oleńka i… się rozmarzyła! Ciężko się nie rozmarzyć po lekturze wspaniałego, spokojnego, pełnego godności ziemiańskiego życia. Tym bardziej, że już za niecałe cztery miesiące samemu będzie się zakładać rodzinę!
Choć wedle koncepcji Plinio Correa de Oliveiry samego Iwaszkiewicza należałoby przyporządkować do grona zwolenników Rewolucji, widać że był przywiązany do samych form życia, choć już software miał zgoła inny. Tak, czy inaczej – opis życia na Stawisku jest imponujący, a mnie samemu – jakże by inaczej! – przypomniał mojego ulubionego w tych sprawach, a wspomnianego wyżej ks. Delassusa. Różnica między nimi jest taka, że Stawisko to w pewnym sensie jednak atrapa – scenografia wypełniona innym duchem, natomiast zamaszysty opis „ducha rodzinnego”, to spójne połączenie formy życia z tym, co porusza i inspiruje jego aktorów.

Pół baterii…
… już sobie poszło, w międzyczasie była rozmowa przez telefon, a Pangruszka wymięka! Do napisania jeszcze parę tematów, ale na dziś już koniec – podejmę je w najbliższych dniach, oszczędzając też katorgi P.T. Czytelnikom!


myśl na dziś
Jezu, Panie mój, spraw, bym odczuwał Twoją łaskę i był jej uległy do tego stopnia, żeby moje serce wyzwoliło się całkowicie..., i napełniło Tobą, Przyjacielu mój, Bracie mój, mój Królu, mój Boże, Miłości moja!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 913

sobota, 10 kwietnia 2010

[10 IV 2010] Gibraltar 2010

R.I.P.

dość szybko przestał być bohaterem mojej bajki, ale wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie. Szkoda mi przede wszystkim Janusza Kurtyki i Sławomira Skrzypka.


myśl na dziś

Oto sekret. — Oto głośny sekret: przyczyną kryzysów w świecie jest brak świętych. — Pan Bóg chce mieć garstkę „swoich” ludzi w każdej dziedzinie. — Wówczas... pax Christi in regno Christi — pokój Chrystusa w królestwie Chrystusowym.

św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 301




niedziela, 4 października 2009

[4 X 2009] o antysemitach, Stanleyu i katolicyzmie jako oporze

Stanley strikes back
jak obiecałem w ostatnim wpisie tęskniącym za katolickim Rockeffelerem w osobie p. Pawła Królaka – dziś poszerzę nieco pole dotyczące ostatniego wywiadu-rzeki ze Stanisławem Michalkiewiczem, która w ramach Biblioteki Wolności ukazała się nakładem Najwyższego Czasu!.
Poza tym, że czytając książkę mogłem wyobrazić sobie p. Stanisława na podstawie zarówno przemówień publicznych, jak i osobistego spotkania w ramach Gali Bloga Roku 2008, również miałem okazję bliżej poznać jego biografię i zupełnie intymne, raczej nie obarczone stylistyką wiecową, przemyślenia. Jako, że zanudzanie Czytelnika dywagacjami na temat razwiedki zostawiam sobie na inną okazję, pozwolę sobie poruszyć sprawy innego rodzaju.

odwaga antysemitnika
dowiedziałem się na przykład, że życie p. Stanisława zmieniło się radykalnie w 1996 roku, kiedy to niejaki Isaac Singer wygłosił przemówienie, w którym zapowiedział, iż Polska będzie upokarzana na arenie międzynarodowej. Sprawa i głośna, i niegłośna – bo z jednej strony wszyscy, których stosunki polsko-żydowskie interesują, o sprawie wiedzą, reszta zaś – czyli obłędni filosemici, o których już parę razy pisałem – rzecz przemilczają. No, ale – wówczas właśnie p. Stanisław uznał, że należy rzeczy się przypatrzeć i zacząć obserwować sprawy żydowskie. W wyniku tego z redaktora często pojawiającego się w telewizorze, a wcześniej nawet sędziego Trybunału Stanu, przedzierzgnął się momentalnie we wrażego antysemitnika i ciemniaka, co – jeśli dobrze pamiętam – potwierdziły protesty przeciwko albo jego wejściu w skład zarządu Polskiego Radia, bądź otrzymania programu autorskiego w tej szacownej instytucji (parę lat temu miała miejsce taka sytuacja – brońmy Polskiego Radia przed antysemitą!).
Tomasz Sommer, znając ten stereotyp Michalkiewicza jako antysemity i człowieka na punkcie Żydów zbzikowanego, dopytywał czy nie zamierza przestać się tymi sprawami zajmować, skoro aż tak komplikują życie, na co indagowany odpowiedział w bardzo ciekawy sposób. Otóż, w którymś z wcześniejszych rozdziałów zaznaczył, że do opozycji w PRL wstąpił po to by się nie bać. Odpowiadając na pytanie o współczesność, potwierdził, że skoro działał w opozycji po to by się nie bać, to nie ma najmniejszego powodu, by teraz spękać i przestać robić swoje.
Święte słowa – każdy ma swoje Westerplatte, jak to powiedział Jan Paweł II, a i ja swoim, skromniutkim doświadczeniem rzecz potwierdzić mogę.

niezależność finansowa
zdobycie się na odwagę, by się nie bać pozwala działać niezależnie. A działać można z powodzeniem, czego dobrym przykładem jest właśnie casus Michalkiewicza. Wielokrotnie podawałem go za przykład, ale powtórzę po raz kolejny.
Jestem pod wielkim wrażeniem jego przedsiębiorczości i umiejętności utrzymywania się z wielu źródeł, które de facto polegają na tym samym – Michalkiewicz utrzymuje się z pisania. Tak, jest rzeczą godną podziwu, że facet jest w stanie utrzymać siebie wraz z rodziną z samego pisania – zarówno książek, broszur, felietonów publikowanych w czasopismach, jak i (to chyba największy fenomen) – dobrowolnych darowizn osób, które czytają jego autorską stronę!
Jest to dla mnie tym bardziej godne podziwu, że mnie się to nie udaje, tzn. nie mam możliwości przeżycia z samych wpłat (choć kilkanaście darowizn odebrałem, za co bardzo dziękuję!) - sytuacja ta ma oczywiście wiele czynników, ale głównym z nich jest ten, że Michalkiewiczowi mogę co najwyżej pantofle wiązać i Czytelnik to widzi.
Ale nie po to piszę o wymiarze materialnym jego egzystencji, by naganiać na swoje konto. Piszę o tym po to, by podkreślić po raz enty wagę wspieractwa, o którym pisałem tyle razy. Gdyby nie możliwość zaspokojenia potrzeb materialnych poprzez pisanie, Michalkiewicz nie pisałby swoich genialnych tekstów albo dlatego, że musiałby harować w fabryce, lub ogłupiającym biurze, albo ze względu na konieczność pisania tekstów na zamówienie.
Działa zatem spokojnie dzięki kilkuset ludziom, którzy łącznie – jak policzył kiedyś mój kolega wg danych ze strony – fundują Pani Stanisławowi honorarium na ponad 9 000 zł. Zrzutka po kilka-kilkadziesiąt złotych nie boli, a dzieki niej mamy potężną, błyskotliwą armatę. Podobnie zresztą z Fronda.pl i Klubem Frondy. Mam nadzieję – i będę działał w kierunku realizacji tej wizji – że ta forma finansowania będzie miała jeszcze swoje większe pięć minut po naszej stronie mocy.

czytanie gazet
zdaje się, że starzy Czytelnicy tę uwagę przy jakiejś okazji czytali, ale warto ją powtórzyć. Nie jest cnotą, ani szczególną zasługą (także intelektualną) czytanie gazet. Wszak ich treść (w tym napuszone „analizy” i „eseje”), to wytwór przeróżnych miglanców, którzy o niezależności podobnej do p. Stanisława mogą pomarzyć. Nie chodzi tu o wystrzeganie się formy przekazy, a jedynie rodzaju poruszanych zagadnień – źle jest czytać wciąż na tematy bieżące. Wszak ich oceny można dokonać jedynie w oparciu o kryteria ogólne, jakieś zasadnicze założenia – dlatego zamiast czytać prasę codzienną, czy tygodniki – warto wziąć się za książki, albo te gazety, które dużo uwagi poświęcają niepopularnym i „nudnym” tematom.
Powiem od razu, że „Polityka” i „Newsweek” nie są takimi uczonymi gazetami.

katolik – totalny nonkonformista
wspomniałem ostatnio także o „Iota Unum” prof. Amerio, którą to cegiełkę zabrałem w podróż. Choć do jej końca wciąż brakuje mi kilku centymetrów grubości, odkryłem w niej pewną myśl, którą chyba kiedyś podzieliłem się na blogu.
Otóż, katolicyzm, to nonkonformizm bez względu na czasy. Bycie katolikiem zawsze oznacza bycie w opozycji do większości (nawet w seminariach duchownych gorliwi klerycy są postrzegani jako wariaci – vide przypadek św. Josemarii, którego ze względu na nabożeństwo do Maryi nazywano w seminarium Różą). Nonkonformizm ten objawia się nie tylko w walce na zewnątrz, która jest rzeczą drugorzędną (choć zasadniczą), ale przede wszystkim w walce wewnętrznej. Katolik jest przede wszystkim nonkonformistą wobec siebie!

myśl na dziś
Jeśli jesteśmy blisko Chrystusa i idziemy Jego śladami, winniśmy kochać z całego serca ubóstwo, oderwanie od dóbr ziemskich, braki.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 997



sobota, 26 września 2009

[26 IX 2009] Aborcza dostaje wścieku?

Aborcza wścieku dostała?
jak pisałem wczoraj, sobotę przyszło mi spędzić w Leśniowie, w Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej, prowadzonym przez oo. Paulinów pod wodzą o. Ptaka. Ale, ale, nie o tym mowa – o tym będzie dalej. Grunt, że przejeżdżając przez Częstochowę udałem się do jadłodajni Pana McDonalds'a, a idąc do niej wykonałem przysłowiowy rzut oka na wiszącą przy kiosku pierwszą stronę Gazety Aborczej. Całe szczęście, ścierwo oglądałem przez okulary, więc żadne morowe promionki się do oczu nie dostały. Jakież było moje zdziwienie, gdy przeczytałem wielki tytuł - „Kościół piętnujący”. Chodzi oczywiście o sprawę niedoszłego morderstwa na pewnym dziecku, by rzecz – zgodnie z wyrokiem sędzi Ewy Soleckiej – ująć jak najogólniej.
Organ Michnika wypuścił zwyczajowe pierdy na Kościół Katolicki, tym razem ustami swojego oberszczekacza, Piotra Pacewicza, który spłodził komentarz. Czytamy w nim, że Komisja Episkopatu Polski wydała jakieś straszliwe oświadczenie, które nawiązuje do najgorszych tradycji obskuranckich i wstecznych, które Pacewicz utożsamia z Naszym Dziennikiem i Radiem Maryja. Tak brzmi główna teza jego wypocin, które omówiła również Fronda.pl.
Cóż, nie wiem jakiego wyznania jest red. Pacewicz, ale postaram się rzecz krótko wytłumaczyć. Jeśli nie ma się o czymś bladego pojęcia – należy się na temat tego nie wypowiadać. Jeśli red. Pacewicz nie wie nic na temat katolicyzmu – niechaj sobie rozprawia o buddyzmie, który jest aktualnie tendy, cool i jazzy. Bo Kościół Katolicki – uroczyście i na co dzień – grzech piętnuje od ponad 2000 lat. Ja wiem, że Gazownicy z Czerskiej nie przyjmują tego do wiadomości, gdyż obrali taktykę rżnięcia głupa i liczenia na to, że od opacznego przedstawiania rzeczywistości – owa rzeczywistość się spaczy. Mają poniekąd rację, ale ich corazm mniej popularne banialuki – mimo wszystko nadal warto prostować.
Zauważmy jeszcze, że najwięcej do ubolewania nad „agresją” „Kościoła piętniującego” ma ten, który od lat walczy o legalność i eskalację agresji wobec bezbronnych – dzieci przed narodzeniem. A akcję „Rodzić po ludzku” - należy tu potraktować jedynie jako zasłonę dymną.

zasłona
swoją drogą, to ciekawe, że Pacewicz jest postrzegany jako postać pozytywna. Facet, któremu marzy się legalne masowe mordowanie niewinnych ludzi...
A „rodzić po ludzku”? Cóż, najlepszy dowód na to, że socjalizm bohatersko walczy z problemami, które sam powoduje – dehumanizację ginekologii i położnictwa, jaka nastąpiła po dziesięcioleciach obowiązywania ustawy aborcyjnej z lat 50., a którą wprowadzali nadwiślańscy bolszewicy, z młodym Michnikiem, jego bratem, wodzem czerwonego harcerstwa Jackiem Kuroniem oraz ich ojcami i ojczymami, a ojców i ojczymów kumplami – teraz organ Michnika zwalcza. Bo któż inny by mógł? Wszyscy znieczuleni, polski motłoch, Polactwo... ach, ach... jeno Redaktorzy z wiadomego organu czują i myślą!

Parodia katolickiego kraju – jak długo?
Pisałem pewnego razu na blogu, że Polska to parodia katolickiego kraju. Racji sam sobie przyznawał nie będę, ale mam nadzieję, że sytuacja dojrzewa do zmiany. Proces ks. Gancarczyka ma szansę być przełomem. W Leśniowie rozmawiałem na ten temat z wieloma ludźmi, oburzenie jest niewyobrażalne. Widać to nie tylko po składzie na liście solidarności z ks. Gancarczykiem, ale i po świetnych komentarzach osób dotąd oficjalnie niezaangażowanych, np. Przemysława Babiarza, czy wyjątkowo mocną i bezkompromisową reakcją Wojciecha Cejrowskiego w TVP3, którą zamieszczam poniżej. Czy na takie jazdy jesteśmy się w naszym Państwie zgodzić? Czy redaktor kontrowersyjnej bulwarówki promującej zboczenia będzie nadal pouczał Episkopat nie wywołując niczego więcej poza pukaniem w czoło i politowaniem? Czy powiemy wreszcie – za Cejrowskim cytującym Prymasa Tysiąclecia – non possumus!?





Leśniów – budujący obraz
wróćmy do Leśniowa. Najpierw wielkie podziękowania dla ekipy ZHRu z Lublina z Krzysztofem na czele, którzy podrzucili mnie ekspresowo do Częstochowy. Potem wyrazy ogromnego uznania dla o. Ptaka i jego współpracowników (w tym – uroczych współpracowniczek), którzy zarządzają Leśniowem w sposób... spe-kta-ku-lar-ny! Więcej o Leśniowie pisał nie będę bo po pierwsze strona internetowa jest aktywna, po drugie – rozumie się samo przez się, że w ramach pracy domowej, Gnyszkoczytelnicy powinni się tam udać.
Ale, ale, ale i jeszcze raz „ale” (jak mawiał tow. Kwaśniewski, gdy za bardzo wychylił kielona) – miało być o budującym obrazie, jaki stamtąd wyniosłem. Przede wszystkim – wielka rzesza normalnych, radosnych, nie zblazowanych, szczęśliwych ludzi, dla których rodzina znaczy rodzina, Kościół to Kościół, a miejsce Boga jest na miejscu Boga. Wspaniałe rozmowy z gośćmi z wielu stron Polski – w tym wielce budująca rozmowa z panem z Podkarpacia. Życzliwość, gościnność, cnoty chrześcijańskie. Przede wszystkim zaś rodziny – liczne i szczęśliwe. Nie tylko na żywo, ale później, w pociągu (właśnie jadę do Warszawy ekspressem z Zawiercia) – przy przeglądaniu pięknych albumów, które dostałem w prezencie od Sanktuariów.
Panie Pacewicz, pisze Pan o jakiejś zamkniętej i oblężonej twierdzy... Obawiam się, że to raczej szklany obiekt przy Czerskiej jest zamknięty i otoczony – przez niezliczoną rzeszę normalnych. Nawet jeśli katolików sensu stricto jest w Polsce ok. 7% - są wraz z sympatykami i tak najliczniejszą, jednomyślną grupą społeczną w Polsce.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/09/sowo-na-pitek-dzi-pitek-i.html

myśl na dziś
Czas jest naszym skarbem, "pieniądzem", za który mamy kupić wieczność.

św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 882



sobota, 18 lipca 2009

[18 VII 2009] ks. Chrostowski robi prawdziwą rozwałkę...

dziękuję!

czas najwyższy wziąć się za dziękowanie! Otóż, nie tylko po raz kolejny przyszła wpłata od p. Tomka (kolejne 15 zł, jak co miesiąc!), ale i jeden z Czytelników odpowiedział na moje malutkie okołourodzinowe marzenie! Otóż, dostałem właśnie mailem link do e-booka Kamila Cebulskiego, którego już sobie wydrukowałem i odłożyłem na półkę, z której niedługo go wezmę w celach lekturowych! Darczyńcą okazał się legendarny już - choć nie tak jak np. Krzysztof Jarzyna ze Szczecina - komentator Gnyszkobloga, czyli Atanazy Bazakbal. W ten oto sposób książka, którą chcę krytycznie przeczytać (bo i do Autora mam nieco krytyczny stosunek), trafiła w moje ręce. Pobieżna lektura i rzut oka na spis treści natchnęły mnie jednak dobrym przeczuciem.


ks. prof. Chrostowski
skończyłem właśnie zapowiedzianą w Wakacyjnym Planie Czytelniczym 2009 lekturę wywiadu-rzeki z ks. Chrostowskim, pt. Kościół Żydzi Polska. Muszę przyznać, że jestem po prostu porażony rozległością wiedzy stricte biblistycznej, religioznawczej, jak i historycznej ks. prof. Chrostowskiego! Na tym nie koniec! Rozmówca Górnego i Tichego zachwyca także swoją postawą moralną, szczerością, prostotą. Myśląc o postawie moralnej, myślę tu o tym, co mój kolega określił jako "nopasaranizm" (od hiszp. no pasaran!), a co przypisał mnie po wysłuchaniu audycji z moim udziałem w Radiu Józef. Postawa ta polega na odważnym trwaniu na swojej pozycji w sytuacji, w której odstąpienie od niej oznacza zgodę na zło. Brak ugięcia w sytuacji, w któej kompromis byłby zdradą najważniejszych spraw. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że przy ks. Chrostowskim jestem małą popierdółką, a cechę tę uosabia właśnie on! Szczególnie mocny jest fragment między 421 a 425 stroną, kiedy to ks. Chrostowski wymienia ciurkiem pytania historyczne, na które należałoby odpowiedzieć chcąc zająć się poważnie analizą Holocaustu. Mimo, że było gorąco gdy to czytałem, było mi o wiele cieplej, niż powinno. Takich pytań przed nim tak otwarcie i odważnie nie postawił na moich oczach chyba nikt. Pytanie za pytaniem...
Powiem więcej - nikt, kto wygłasza emocjonalne tezy na temat Polaków i Żydów nie ma prawa ich wygłaszać, jeśli nie czytał właśnie Kościół Żydzi Polska! Rzekłem!
Książkę zaś będę promował do upadłego - znalazła już sobie miejsce na pasku u góry, a trafi jeszcze do wielu osób jako prezent. Ponad 600 stron czyta się ciurkiem bez znużenia.

doświadczeni...
tak sobie myślałem swego czasu przy okazji kampanii do europarlamentu, kiedy to różne maszkarony z partii rządzącej oraz eseldowa pitoliły o potrzebie głosowania na doświadczonych polityków (tak, tak... Siwiec, Rosati...)..., że gdyby kierować się tą zasadą, należałoby głosować w 89 roku na komunistów, a po wojnie na kluczowych stanowiskach w RFN obsadzić niedobitki elity III Rzeszy. Sprawniejszych w polityce niż oni w owym czasie nie było - mieli wszak na nią monopol. Nie lubię demagogii.

ks. Delassus
jednym z najpiękniejszych fragmentów ksiązki ks. Delassusa o Duchu rodzinnym... (a jest ich wiele, bo dziełko jest wspaniałym okazem porządnej XIX-wiecznej francuskiej literatury religijnej) był ten, który poniżej zacytuję. Książką jestem urzeczony do dziś i w oparciu o nią będę z Oleńką budował własną rodzinę. Polecam pójście w te ślady innym.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium biskup Isoard trafnie powiedział: "Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne siły z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych istnieniach. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję moją myśl do jego myśli; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest ogniwem pośrodku wielu pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim"
Ze szczególnym naciskiem na pogrubione zdanie...

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/07/18-vii-2008-pitek-b-szymona-z-lipnicy.html

myśl na dziś
Wola nasza, jeśli towarzyszy jej łaska, staje się wszechmocna wobec Boga. — Tak więc, jeśli pamiętając o niezliczonych obelgach, zadawanych Panu, powiemy Jezusowi, ze zdecydowaną wolą, na przykład podczas jazdy tramwajem: „Boże mój, pragnąłbym poczynić tyle aktów miłości i zadośćuczynienia, ile obrotów poczyni każde koło tego wozu” — to właśnie, w tej samej chwili rzeczywiście dokonaliśmy aktu miłości i zadośćuczynienia wobec Jezusa, tak jak to było naszym zamiarem. Ta „głupota” mieści się całkowicie w ramach duchowego dziecięctwa. To wieczysty dialog między niewinnym dzieckiem i ojcem, rozkochanym w nim do szaleństwa: — Powiedz, jak bardzo mnie kochasz? I malec zaczyna sylabizować: Wie-le mi-lion-nów ra-zy!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 897



środa, 6 maja 2009

[6 V 2009] środa, Polska - parodia katolickiego kraju

pedałowie
dziś nieco szalony dzień ze względu na wybryk JM Rektora UKSW, który ugiął się pod presją Aborczej i odwołał konferencję na temat homoseksualizmu. Pangrzyzga poczuł nieco wiatru z czasów sprawy tzw. Agaty. Różnica była zasadnicza - od tego czasu powstała m.in. Fronda.pl, dzięki czemu reakcja mogła być szybsza, a kontrakcja składniejsza.
Nie sądzę, by udało mi się rozwinąć temat zakotwiczenia i tego co w zamian, który zacząłem w poniedziałek, pomimo próśb ze strony Czytelników. Jutro mam od rana wyjątkowo zajęcia i musze być nieco bardziej świeży, niż zdechlak... a pedałowie i akcja na UKSW domagają się omówienia.

UKSW
żyjemy w kraju, w którym Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, uczelnia założona przez Kościół Katolicki (w międzyczasie jakoś przechodząc jednak pod auspicja państwowe, ale tytularnie podlegając Arcybiskupowi Warszawskiemu - z tego, co się zorientowałem) - a więc mimo całej złożoności uczelnia bardziej "katolicka", niż np. Uniwersytet Warszawski, rezygnuje z konferencji naukowej pod wpływem pismaka jakiejś antykatolickiej gadzinówki. Zastanawiające, prawda?
Idźmy dalej, rektor tłumaczy swoją decyzję tym, że zauważył nieprzychylne komentarze w prasie (czyt. w Aborczej). Mam zatem pytanie: jak to jest, że rektor katolickiej uczelni czyta antykatolicką, bulwarową prasę? Masochista? Schizofrenik? Medioznawca?
Dajcie spokój.
Ale zastanówmy się nad mechanizmem nacisku.
Są dwie możliwości. Albo p. Kowalski jest fanem Pacewicza z Aborczeji traktuje go jak wyrocznię, dlatego też uznał za konieczne ucięcie łba konferencji, albo mechanizm był nieco subtelniejszy. Otóż, zrobienie smrodu przez Aborczą wokół UKSW (czyli rano artykulik z komentarzem genseka Pacewicza, a potem zatroskany telefon z redakcji, że kurka, może lepiej, gdyby rektor jednak zareagował, bo smród będzie...) skutkować może tym samym, co w przypadku sprawy tzw. Agaty, którą wykreowali właśnie Gazownicy - reakcją rządu. A jak wiadomo - UKSW teraz na państwowym oraz unioeuropejskim pasku buduje akademiki i kampusy... tentego, wicierozumicie... dotacje, ąę...

kto płaci ten wymaga...
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article374291/Biedron_Pedofile_geje_Chyba_w_kosciele_.html
no i bach! Tyryryryry, rycy-pycy... sodomita Biedroń, którego sodomita Niemiec oskarża o zdefraudowanie unijnej kasiorki na rozwój Kampanii Przeciw Homofobii, stwierdza, że to skandal, że na uczelni utrzymywanej z publicznych pieniędzy (UKSW), mają dziać się takie brzydkie konferencje.
Kto płaci, ten wymaga. Wiecie już dlaczego z uporem maniaka mówię o wspieractwie? Jak nie zbudujemy i nie utrzymamy sobie instytucji sami... przepadniemy.

a co z pedofilami?
definicja operacyjna orientacji seksualnej (a więc ta, której używa się na co dzień w ewridejspiczu) zbliża się już do definicji najszerszej. Otóż, okazuje się, że właśnie wprowadzono do obiegu pojęcie alternatywnego życia płciowego (to i tak pojęcie dyskryminujące - no, bo jak to "alternatywne"?). Miłej lektury, pedofile - jak twierdzę od dawna - już niedługo wchodzą na salony. Potem reszta zboczeńców.
Orientacji seksualnej nie ma - jest tylko norma, oraz zboczenia.

inne kazusy
ale wracajmy do naszego "katolickiego kraju", w którym ok. 7% populacji to katolicy. Jest to kraj nad Wisłą, gdzie pewien arcybiskup pisze regularnie artykuły do antykościelnej gazety oraz gdzie pewne katolickie pismo społeczno-kulturalne (a więc posiadające asystenta kościelnego) reklamuje oraz często firmuje przedsięwzięcia pewnego działacza antykościelnego i szefa antykatolickiej gadzinówki, niejakiego Michnika (np. duża reklama "dzieł" Michnika w ostatnim numerze)...

Rewolucja i Kontrrewolucja - biblioteczka konserwatysty y katolika
tym, których interesują źródła tej rozpierduchy, polecam trzy lektury. Dwie z nich (von Hildebranda) już kilka razy polecałem z linkiem - trzecią, znalazłem w internecie ku wielkiej mej radości ostatnio! "Rewolucja i Kontrrewolucja" Plinio Correa de Oliveiry - to podstawa. Jeśli ktoś chce zrozumieć o co w historii chodzi, jakie są przyczyny dzisiejszego szajsu w kulturze, a jakie drogi stąd wyjścia, wreszcie jeśli ktoś mieni się konserwatystą albo aktywnym katolikiem - ta książka jest po prostu OBOWIĄZKOWA! Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Uważam, że każdy Czytelnik gnyszkobloga powinien ją mieć. Po prostu.
A zatem, Biblioteczka Konserwatysty:
- Rewolucja i Kontrrewolucja, Plinio Correa de Oliveira
- Spustoszona winnica, Dietrich von Hildebrand
- Koń trojański w mieście Boga, Dietrich von Hildebrand

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/6-v-2008-wito-witych-apostow-jakuba-i.html

myśl na dziś

Różaniec Święty to potężna broń. Używaj jej z ufnością, a skutek wprawi cię w zadziwienie.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 558



sobota, 18 kwietnia 2009

[18 IV 2009] kruszą się nasze aspiracje

rozwalają się aspiracje
czy zauważyliście, że do czegokolwiek Polska aspiruje i co prawie już osiąga... wali się to w zgliszcza? Dajmy sobie lata międzywojenne za przykład - parcie na modernizację, wielkie inwestycje w Warszawie za Starzyńskiego, stajemy się wreszcie w tempie ekspresowym, państwem europejskim! Już prawie jesteśmy... i wybucha wojna! Warszawa zostaje kupą gruzu. Polecam w tym względzie Dzienniki czasu wojny Z. Nałkowskiej. W pewnym momencie pisze właśnie z rozrzewnieniem o osiągnięciach Starzyńskiego, które obracają się w pył. Potem rok 1989 - i aspiracje do stania się demoliberałoludem. Mija kilka lat... Europa w obecnym stanie przekształca się w Zjednoczone Emiraty Europejskie, z niewydolną gospodarką, ubezpieczeniami społecznymi, starym społeczeństwem...
Zamiast aspirować - stwórzmy coś sami, wartość do której aspirować będą wszyscy.

Zyzak - once more
abstrahując od kolejnych szaleństw Wałęsy, warto zwrócić uwagę na pewne zjawisko wśród dziennikarzy. Jacy są, to pewnie wiadomo - najczęściej słabo wykształconymi karierowiczami, cynglami bądź przydupasami swoich szefów. Z naciskiem na słabe wykształcenie i pewną sztampowość myślenia. I tacy oto prezenterzy bądź dziennikarze uważają za stosowne stroić się w szatki naukowców wyrokujących na temat tego, czy praca Zyzaka spełnia standardy naukowe, czy nie.
Nie mają do tego prawa po pierwsze ze względu na to, że książki nie czytali. Po drugie ze względu na swoje nieuctwo. Bo jeśli - a powtarzam to po raz chyba setny - Bronisław Malinowski (którego świetny Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu należy dziś zdecydowanie polecić!) jedzie na Trobriandy spisać koszałki-opałki opowiadane mu przez tubylców na tematy wszelakie, a uczony ów po dziś dzień jest klasykiem antropologii, to dlaczego mgr Zyzak chcący zrekonstruować ów "mit Wałęsy" m.in. wśród mieszkańców jego wsi i okolicznych - stosując tę samą, standardową metodę, co Malinowski - jest nieukiem? Ano chyba tylko dlatego, że nieukami i gnojami są te medialne pieski... Ale idźmy dalej... to kim w taki razie jest ponoć światowej sławy uczony historyk J.T. Gross, który swoich Sąsiadów opiera na bardziej niż "mocno" wątpliwej relacji Szmula Wasersztajna (który później okazuje się być agentem NKWD, co tłumaczyłoby przemilczenie wątku kolaboracji jedwabieńskich Żydów z Sowietami, po zajęciu wsi w pierwszej fazie wojny)... to ja już nie wiem i chyba sobie kupię Aborczą, żeby wiedzieć co myśleć.

e-biznes a NLP
w polecanym przeze mnie E-biznesie jako sposobie na sukces znajdzie Czytelnik rzecz następującą - otóż niektórzy z pionierów e-biznesu, którzy udzielili Jolancie Gajdzie wywiadu, powołuje się na przeróżne techniki NLP, Silvy, i inne mentalne nakręcacze. Pierwszą reakcją byłoby pewnie wrzucenie książki do pieca... ale uważam, że warto doczytać do końca, poznać w ten sposób ten światek, zobaczyć, że jako katolik nie trzeba wielu rzeczy poszukiwać na szkoleniach, czy u trenerów zmiany osobistej, odkryć więć że ma się buławę w plecaku, z wywiadów zaczerpnąć fachowej inspiracji, pomysłów i otuchy... i brać się do roboty!
Powtarzam to po raz setny - jako katolicy nie mamy prawa nie móc zmieniać świata. Jako katolicy w Polsce, wciąż będący na dorobku, bez elastycznych i skutecznych struktur - musimy mieć zasobne portfele i prestiż zawodowy tym bardziej! Ułatwmy Panu Bogu dzieło!

pangrzyzga w Radio Plus Józef
chciałem nieśmiało poinformować wszystkich chętnych, o tym iż...

w najbliższy poniedziałek, o 22:00
na 96,5 FM, czyli w
Radiu Plus Józef
emitowana będzie audycja Roberta Tekielego pt. Pocieszenie i strapienie,
której byłem gościem

audycji można będzie też wysłuchać przez internet - www.radiojozef.pl

dzień rocznicowy
a przedwczoraj istny dzień rocznicowy - 85 urodziny Benedykta XVI i rocznica poznania się moich Rodziców!
Plurimos annos wszystkim jubilatom!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/18-iv-2008-pitek-tajemncie-bolesne-raca.html

myśl na dziś
Z jakim to uporem święty Jan Apostoł głosił owo mandatum novum! (nowe przekazanie) – kochajcie się wzajemnie! Chciałbym upaść przed wami na kolana, bez żadnej komedii – tego domaga się moje serce – i prosić was na miłość boską, byście się kochali, byście sobie pomagali, byście sobie podali rękę, byście sobie potrafili wybaczać. – Porzućcie, więc pychę, bądźcie wyrozumiali i miłosierni; wspomagajcie się wzajemnie modlitwą i szczerą przyjaźnią.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 454



ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO