to już 22 lata temu!
kino domowe - przygody Maciusia Ślimaka
a oto co znalazłem na dzisiejszą okazję:
to już 22 lata temu!
kino domowe - przygody Maciusia Ślimaka
Autor:
Maciej Gnyszka
o
7/07/2008 12:31:00 PM
5
komentarze
Etykiety: poezja, urodziny, wspieractwo
kościół, czy rakieta?
byłem wczoraj w kościele św. Bonifacego przy Karlstrasse. Wszedłem, powiedziałem Panu Jezusowi dzień dobry i uciekłem! Muszę sfotografować to wnętrze, żebyście zobaczyli - tragedia! Tzw. sztuka nowoczesna w przestrzeni sakralnej, sztuka którą stworzył artysta przez duże A, który jak na artystę przystało jest ignorantem w sferze religii i wielu innych, który na dodatek jest egocentrykiem - taka sztuka, to nieporozumienie.
Chciałoby się powiedzieć autorowi - chłopie, weź Ty pójdź najpierw na Mszę, weź się dowiedz co to jest katolicyzm, a potem dopiero twórz wnętrza... Ze sztuką sakralną jest jak z teologią - tak, jak teolog nie może tworzyć własnych pomysłów, a raczej odkrywa boskie tajemnice, będąc sługą Prawdy, tak artysta jest estetycznym sługą doktryny. Niemożność bycia takim sługą, to po prostu egocentryzm - niemożność oderwania od własnych przyzwyczajeń. Efekty - takie jak Sankt Bonifaz i Friedenskirche na Olympia Zentrum.
Mam zawsze poczucie, że tak jak ja się tam źle czuję - tak i Panu Jezusowi w tabernakulum też pewnie jest przykro.
mytyng
tak sobie pomyślałem - może jest ktoś, kto tak się stęsknił za mną, że koniecznie chce się spotkać w Święta? Jeśli jest - to zacznijmy już ustalać mitingi, bo mało będzie czasu i trzeba go będzie porządnie wykorzystać.
Kerzeny, czyli świeczky
no więc Friedenskirche na Olympia Zentrum - konstrukcja rurowa, gdy mocno wieje - rury skrzypią, ściany z płyt niewiadomego pochodzenia, kolory De Stijlu, pomarańczowe tabernakulum, zielone, odblaskowe nogi ołtarza... Zawsze pusty, oprócz Pana Jezusa w tabernakulum. Zachodząc co dzień w odwiedziny, postanowiłem, że będę zapalał Matce Boskiej świeczkę za te 0,25 euro, bo to skandal, żeby takie dziadostwo robić - nie dość, że ohydny projekt i zupełnie niekatolicka estetyka (tzn. nie służąca celom liturgicznym i nie rozumiejąca ich), to jeszcze nikt nie odwiedza Pana Boga, oprócz sprzątaczki.
sprawiedliwość
prof. Ćwiąkalski jest takim samym profesorem, jak i Profesor (tj. mgr) Bartoszewski i każdy nauczyciel liceum w ten sposób tytułowany - tj. po prostu profesorem tytularnym. Ministerstwo Sprawiedliwości przejął obrońca największych polskich aferzystów. Umorzono już parę głośnych śledztw (m.in. śmierć Ireneusza Sekuły)... wraca Ubekistan, co? Ale spoko - w zamian przynajmniej będzie ładne, europejskie opakowanie i ustawa antydyskryminacyjna.
Nasdaq
co się stało się? Takich wzrostów w USA, jak dziś (zapraszam dla podglądu na http://www.stooq.com/) nie widziałem od miesięcy. Odbijają się Amerykany od wsparcia, my zrobiliśmy to samo. Perspektywa na najbliższy czas wysoce optymistyczna - nie tylko segment największych spółek wraca do dobrej formy, ale i indeksy małych i średnich. Nie ma się z czego cieszyc mimo to - czarny scenariusz zakłada miesiąc, dwa spokoju, a po nim, gdy już wszyscy będą zadowoleni - nadchodzi tsunami, czyli fala C - najszybsza i najdłuższa ze wszystkich fal spadkowych. Zabraknie latarni dla bankrutów... albo i nie - gdy skończy się na trendzie bocznym, stabilizacji. Zrobiło się rzeczywiście tanio - ostatnie zakupy papierków wartościowych niechybnie się opłacą.
Dziwią mnie jednak dobre nastroje - skoro opublikowana ostatnio beżowa księga straszy recesją, dane z rynku budowlanego i sprzedaż detaliczna też są cienkie jak nie powiem co... No, cóż - jeśli nadejdzie fala C - będziemy wiedzieli dlaczego nadeszła. Jeśli nie nadejdzie - przetrzemy oczy ze zdumienia.
wierszowizna
do wszystkich lubiących poetyckie wyziewy panagruszki (znam ich paru) - kroi się jakieś wiekopomne dzieło. Czuję w kościach, serio! Jeśli chodzi o tomik, o którym swego czasu wspominałem w ankiecie - robi się, owoce pracy chłopaków jak na razie obiecujące.
instytuszyn
jak co tydzień - przedstawiam kolejną instytucję, której pracę chciałbym docenić. Dziś, kolej na Ligę Małżeństwo Małżeństwu. Pomysł jest prosty - małżeństwa znające się na NPR (Naturalne Planowanie Rodziny, czy raczej NMRP - Naturalne Metody Rozpoznawania Płodności), uczą, radzą i pomagają, tym którzy dopiero zaczynają. Prócz tego, zajmują się popularyzacją NPRu. Temat jest niezwykle ważny z wielu względów, wśród których probierz jest jeden - to, że temat jest zakłamany.
Niektórzy nie mają bladego pojęcia o co chodzi, inni doskonale wiedzą, że to nie działa - nie wiedząc ani skąd wiedzą, ani dlaczego mają rację. To popularny stan umysłu w ochlokracji. No, ale żeby nieco zamącić, kilka informacji.
Wiedziałaś/-eś, że NPR jest polecany przez WHO jako najlepsza metoda planowania rodziny (skuteczność vs. zdrowie).
Wiedziałaś/-eś, że kalendarzyk to nie to samo, co NPR?
Wiedziałaś/-eś, że istnieją elektroniczne metody NPR?
Wiedziałaś/-eś, że NPR, to nie metody statystyczne, tylko bieżąca obserwacja?
Jasne, że nie wiedziałaś/-eś, dlatego zanim nabawisz się zakrzepicy od piguł, zanim się uzależnisz od ruchów frykcyjnych, zanim wydasz tysiące złotych na własną szkodę - idź się doucz. http://npr.pl albo http://www.lmm.pl/, szczególnie polecam forum!
reklamy - co jest panie?
eja, słyszałem, że tam w Polsce macie jakieś cienkie reklamy od Gugla? Ja mam dobre - jakieś tam podróże, gry komputerowe i inne. No, ale nie ma się co dziwić - ostatnio nie pisałem dużo na tematy skojarzone z wyjątkowo drogimi reklamami. Co poradzić? Przecież nie będę pisał bez sensu. W niedzielę zaś widziałem swojego Lexusa, ale mi uciekł - zdjęcie poniżej!
myśl na dziś
czytam ostatnio biografię Plinio Correa de Oliveiry (www.chomikuj.pl/gnyszka/PL_krzyzowiec.pdf) - wybitna persona, nie ma to tamto! Na zachętę - dziś cytat z Doktora Plinio.
Każdy z nas, czy mu się to podoba, czy nie, pisze własną biografię. W dzień sądu księga ta zostanie otwarta i odczytana.
Plinio Correa de Oliveira, Seriedade, w: Catolicismo, nr 485, 1991
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/28/2007 07:28:00 PM
3
komentarze
Etykiety: architektura, ćwiąkalski, giełda, katolicyzm, liga małżeństwo małżeństwu, npr, poezja, polityka
wspomnienia
dziś wspomnienie za wspomnieniem! Proszę bardzo - obchodzimy i rocznicę poświęcenia bazylik św. Piotra i Pawła, Apostołów, Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia, oraz świętych Małgorzaty Szkockiej i Gertrudy, dziewicy! Uffff... a oprócz tego tajemnice bolesne Różańca! Jest o czym myśleć dzisiaj - oj, jest!
Lexus w garażu
halo wieża! Ogłaszam, że przystąpiłem do rywalizancji z moim instruktorem jazdy o to, kto pierwszy zarobi przez internet na samochód. Ja ciułam na Lexusa SL, el Roberto - na Marcedesa! Do klików przystąp, nie możem być gorsi.
podatek lyniowy i Belkowy
miały być cuda, a na razie tylko cudeńka. W rządzie fachowców główne fuchy dostali odpowiednio: offowy pisarczyk, działacz sportowy, starszy sikawkowy... Podatek liniowy oraz likwidacja podatku od zysków kapitałowych (podatek Belki) poszły się - za przeproszeniem - pitolić. Śmieszna sprawa z liniowym - pan Kalinowski, szara eminencja nowego rządu (pamiętacie tego lenia z rządu SLD-PSL?) powiedział, że tak naprawdę nowa ordynacja podatkowa wg projektu PiS (!), wprowadza podatek liniowy, bo z dwóch grup podatkowych, w pierwszej jest 99% podatników. Jakże to, jakże? To PiS to były liberały? Na gospodarce się znać mogli? Nieeee... niemożliwe. Proszę mi powiedzieć panie Kalinowski, jak to jest, to już nie mówimy, że to co było przez ostatnie 2 lata było tragedią?
artykulik ekonomiczny - zrób to sam
wpadłem na pomysł. Po tym, jak od jesieni 2005 uważnie przyglądałem się codziennym pokazom manipulacji medialnej, robienia z ludzi idiotów i lansowania bylejakich tez jako oczywistych, oraz po wyciągnięciu z tego praktycznych, technicznych wniosków, postanowiłem zaprezentować jak taki tekścik da się stworzyć, np. a propos bieżącej sytuacji ogólnogospodarczej.
- kim jesteśmy i dlaczego to robimy?
jesteśmy miglancami po dziennikarstwie, albo naukach politycznych, albo jakichś tam stosunkach międzynarodowych, wychowaliśmy się w uwielbieniu dla giganta intelektu Michnika i jego przydupasów, wiemy że Polacy to antysemici i świrnięte katole, wiemy że podatek liniowy to liberalizm, ale już likwidacja ZUSu i normalna prywatyzacja, to nie wiadomo co, ale na pewno nie liberalizm, wiemy też że ludzie dzielą się na oszołomów i na tych, których tak nie nazwano w Wyborczej, Newsweeku, Przeglądzie, Trybunie, lub Polityce, wiemy także że lustracja to pogarda człowieka i boks w szambie. Pracujemy w gazecie, telewizji, albo radiu, zarabiamy te 2000-4000 PLNów, a nasz szef ma kumpli w polityce i podobno w służbach. Jesteśmy młodzi, zdolni, wykształceni, umiemy ładnie tańczyć i nie lubimy moherów.
- krok 1
piszemy o tym, że PO doszła do władzy i wywołało to dramatyczne spadki na giełdzie. Na potwierdzenie tezy zapodajemy wykres, najlepiej indeksów mWIG40 albo sWIG80 (albo oba równocześnie) pokazujący, że odbicie po dołkach z sierpnia skończyło się z chwilą wygrania wyborów przez PO, oraz dla analfabetów zapodajemy tabelkę z ujemnymi stopami zwrotu najgorszych spółek za ostatni np. miesiąc (dla porównania dajemy dane z analogicznego okresu zeszłego roku, kiedy biły rekordy).
- krok 2
wywiad z panem Kaziem, emerytem z Sosnowca, który na giełdzie jest od 1991 roku i takiego wodospadu na parkiecie nigdy nie widział! Stracił właśnie 50% kapitału uciułanego przez ostatnich 16 lat, a tu niejaki Chlebowski na dodatek mówi, że nie zlikwidują podatku Belki. Niegodziwcy!
- krok 3
filmujemy wyglancowanego Zbigniewa Chlebowskiego, który mówi, że nici z likwidacji podatku od zysków kapitałowych. Zimne dranie! - ludzie tracą przez nich pieniądze, a ci jeszcze chcą podatek odprowadzać!
- krok 4
na dowód naszej tezy, którą teraz uogólniamy, zapraszamy do studio znanego ekonomistę, który akurat nie pije wódki z PO, ma z chłopakami nie po drodze i towarzysko, i czysto politycznie. Tytułujemy go profesorem, prezesem, albo kim tam jest (uwaga: nie per panie generale, to inna dziedzina!), facet w zamian bredzi o tym, że oni się wcale nie znają na gospodarce, świat się z nas śmieje i w ogóle będziemy tu mieli od jutra Afrykę do kwadratu. Naszego miglancusia filmujemy z paroma centymetrami pudru na twarzy, oraz w pięknym fraczku, koniecznie na niebieskim tle i z kryształową szklaniczką pełną wody. Jeśli zamieszczamy ripostę kogoś z rządu - fotka, albo nagranie, gdy jest spocony, albo zdenerwowany.
Gotowe. Później jeszcze trzeba zadzwonić do kumpli ze studiów, albo liceum, którzy siedzą po innych redakcjach, żeby pocytowali artykulik, faceta też zaprosili, bo to tęga głowa, mądry facet. Później w niusach, które pójdą do innych redakcji i kolejnych artykułach zacytujemy co celniejsze spostrzeżenia... i każdy już wie, że jest tragicznie, że zapaść mamy.
co za muzyka
w ten sposób gadali do mnie przez ostatnie dwa lata mądrale z radia i telewizji, i gazet, które czytać i oglądać przestałem. Gadaninę ową można zilustrować pięknym filmem, w którym główną rolę odgrywa muzyka... Muzyka ta męczyła panagrzyzgie gdy wracał dziś z pracy!
powiedzonka, powiedzonka
bardzo pouczające jest poznawanie zagranicznych powiedzonek. Uprawiam tę dziedzinę z wielką radością! Ostatnio się dowiedziałem, że Niemcy nie mówią, iż mają coś w d..., tylko że im to mija ową d...ę! Dobre, co? No, i nie mówią, że ktoś kręci lody.
dowcipasek
- Dlaczego hakerzy nie atakują serwerów Agory?
- Bo myślą, że Adam Michnik, to to samo co Kevin Mitnick.
----------------------
Hahahahaha! Dobre, co? Ojej, ja to jestem, nawet zmęczony zachowuję wysoce wydestylowane i figlarne poczucie humoru!
kto nie chciał dać wódeczki?
wiadomość z ostatniej chwili - minister bez teki w nowym rządzie, niejaki pan Derdziuk - nie chciał dać Kazikowi Staszewskiemu wódki w latach osiemdziesiątych! Skandal. Na szczęście Kazik opisał wszystko w piosence KNŻ-u na mojej ulubionej płycie tej formacji, pt. Las maquinas de la muerte, posłuchać można na: http://www.tvn24.pl/-1,1528735,wiadomosc.html dziękuję Karolowi, który zwrócił mi na to uwagę.
Swoją drogą, gdy mianowano ministrów w poprzednim rządzie, media larum grały, że Kaczory robią synekury dla swoich kumpli. Pan Donek ma teraz ministrów bez teki - wszyscy się cieszą. A zaraz, a ta elitarna młodzież, co to zna języki, jest zdolna i wykształcona, otwarta na świat i głosowała oczywiście na PO, co na to powie? Nic nie powie, bo nie ma nic do powiedzenia - król jest nagi, a owa mityczna młodzież... ech... nie chcę wyszukiwać oględnych określeń, więc zamilknę.
wierszydełko
wznocnienie
Katowice szkocką kratą
wyznaczone dym się nad nimi unosił
gdy przyjechaliśmy
spodek już przycumował
wielką przyssawką trzymał się ziemi
a kafelkiem barierki
ogromny betonowy beret
jejku, tata ale że to się wszystko w ogóle trzyma
aaaaa, no musi, pan dobrze policzył to musi
się trzymać
bloki ubrały się w szkocką kratę okien
i pilśniowych ozdóbek
wąsy taty wtopiły nas
w śląskie otoczenie
po dniu była noc gdy dziadek umierał
zanim zasnąłem
modliłem się o jego zdrowie
o to by poskręcane żyły na skroniach
populsowały jeszcze
by brwi się żołniersko krzaczyły
zanim taty wąsy
bezgłośnie i modlitewnie się ruszały
wykąpały się w oleju
który jak koronkowe falbanki otaczał szprotki w ich blaszanej trumience
za dwa dni całowałem dziadka
po zimnych różańcowych paluszkach
myśl na dziś
Spraw, bym był świętym, mój Boże, chocbyś musiał używac kija. Nie chcę byc przeszkodą dla Twojej woli. Chcę jej odpowiadac, chcę byc wielkodusznym... Lecz czy moje pragnienie jest poważne?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 391
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/16/2007 08:36:00 PM
1 komentarze
Etykiety: diy, dowcip, ekonomia, kalinowski, podatki, poezja, polityka, społeczeństwo, staszewski
włosów cięcie
pangrzyzga powiedział dziś Dość! Ale, ale, hopla, hopla, czemu powiedział owo jakże donośne Dość!? Ano, postanowił zerwać z imidżem jaskiniowca, imidżem burzy na głowie i pójść do fryzjera. Poszedłem przed zakupami, bo wcześniej dziś do zagrody z wydziału zjechałem, zapisałem się, potem do domu na obiad i na cięcie. Śmieszna sprawa - strzygł mię jegomość o wyglądzie statystycznego homoseksualisty, który uprzejmie podał mi Różaniec, który wypadł z mojej kieszeni. Ów jegomość miły, gdy pokazałem mu jak mam być ostrzyżony (zdjęcie z dowodu), powiedział, że spoko, obetnie mnie ładniej, będzie super, lepiej niż na zdjęciówce. Bałem się, moi mili, oj bałem. Ale jakoś poszło, wystarczyło odpowiedzieć w trakcie strzyżenia na pytanie jak mi się podoba, że może być. Może być, a nie "super"? No, bez przesady - w porządku. Wówczas przemiły jegomość chyba już zrezygnował ze zrobienia ze mnie metroseksualnego bożyszcza podstarzałych przyjaciół chłopców i krótko mówiąc - po prostu opitolił mnie na krótko. O to chodziło, z przyjemnością zapłaciłem 12 ojro (choć wydawało mi się, że zapłacę tylko 5 ojro)... Wiem dlaczego 12 ojro! Bo ten smalec co to nim mi włosy wysmarował, to chyba już styling był, więc miałem cięcie+styling. Tak mnie wylansował i wystylował, że muszę dziś głowę myć... Wieśniak z Polski, ty panigruszko, ćwoku wsiowy!
adversus haereses
potem przeszedłem się na dynamiczny spacer połączony z Koronką do Miłosierdzia Bożego i Różańcem (proszę się cieszyć - dziś tajemnice radosne!), tj. umacnianie obronności Państwa wraz z modlitwą. Powrót do domu, szybki i zachwycający przegląd ptactwa w sadzawce w Olympia Parku i podwieczorek w hacjendzie, a na 18:00 hajda na Mszę Świętą do Sankt Michaela. Właśnie co do Mszy - niestety doznałem zgorszenia... Nie dość, że Kapłan nie jest należycie ubrany, pomija elementy stałe Mszy, to jeszcze dziś raczył wygłosić zasmucające, chyba nie w pełni ortodoksyjne kazanie... Nie będę tutaj propagował błędu, bo nie chcę siać zgorszenia (a mówi o tym dzisiejsza Ewangelia), ale do tematu kiedyś wrócę w formie abstrakcyjnej.
Stabat Mater Dolorosa
czytam ostatnio Katechezę o Mszy Świętej ks. Tomasza A. Dawidowskiego FSSP (http://faq.tridentina.net/Katecheza.pdf), tzn. od wczoraj czytam. Autor raczył napisać tam, takie zdanie rozważając Mszę Świętą jako uobecnienie Ofiary na Krzyżu:
To ta sama ofiara, różna jedynie w sposobie ofiarowania i w tym, że na krzyżu była ofiarą tylko Chrystusa - Głowy ludzkości i złożoną w jej imieniu (może przy współudziale Maryi, złączonej z Nim więzami natury i łaski, i reprezentującej przyszły Kościół).
Co z tego wynika? Ano, pomyślał sobie pangruszka w metrze, że rzeczywiście, Maryja jako Współodkupicielka, Maryja jako prefiguracja Kościoła (co najlepiej widać w tych językach, gdzie Kościół jest rodzaju żeńskiego)... jeśli była rzeczywiście Mater Dolorosa, tak jak podaje to Tradycja, jak relacjonują wizje Katarzyny Emmerich, to wzruszenie, czy płacz na Mszy Świętej, jest zupełnie na miejscu!
kogo byśmy dziś przedstawili?
tak sobie pomyślałem, że warto byłoby co tydzień przedstawiać jakąś dobrą instytucję. Myślę tutaj o organizacjach pozarządowych, których działalność jest moim zdaniem pożądana i buduje free and virtuous society. Proponuję, bym robił to docelowo w niedziele. Dziś wyjątkowo - w poniedziałek!
Instytut Sobieskiego - www.sobieski.org Instytut, to jeden z polskich think-tank'ów, tj. miejsce gdzie dyskutują o najważniejszych dla Polski i świata eksperci zatrudniali przez Instytut - tworzą później propozycje zmiany legislacji, ekspertyzy, analizy w wielu dziedzinach. Tego typu instytucje formują też bądź same tworzą zaplecze eksperckie dla ministerstw. Chłopaków trzeba pochwalić. Do idei społeczeństwa wolnego i cnotliwego (free and virtuous society) odwołują się bez żenady w folderze, który mam w domu, na stronie pewnie też.
tęsknota
oj, mam czasem uderzenia tęsknoty, bardziej może nostalgii niż tęsknoty... ostatnio za wojskiem, za kolegami z jednostki, za samą jednostką, za Toruniem i poligonem Bóg wojny. Nostalgia za mundurem... Może ciężko to zrozumieć, ale to prawda.
Przedtem natomiast myślałem, że wyjdę ze skóry na wspomnienie pewnej podwrocławskiej miejscowości, gdzie pachnie zawsze ciasto i herbata, gdzie mam oczy pingwinka przez cały dzień, gdzie chodzimy z Oleńką na Mszę i na spacery, gdy za płotem mieszka dama-która-daje-wycisk, gdzie za torami mieszkają Dziadkowie Oleńki, a razem z nimi ciasto i herbata, a na polach wieje wiatr i czuć ziemiami odzyskanymi, a Oleńce pierzchną usta.
Ale cóż - kapral Gnyszka, dowódca obsługi 122 mm haubicy samobieżnej 2S1 Goździk, na podwoziu MTLB i z częścią artyleryjską 2A31 wziął się za buzię i poskromił nostalgię!
Londyn wraca?
przeczytałem na Onecie, że teraz to już emigranci z Londynu wrócą, bo polepsza się sytuacja na rynku pracy i Polska jest dla nich atrakcyjniejsza. Hahahaha! Dobre! To przez ostatnie dwa-trzy lata nie była? No, cóż, musieli być ślepi, bo za 2 lata neutralnie licząc będziemy mieć tu środek spowolnienia, jeśli nie początek recesji... Ach, ci mityczni najlepiej wykształceni, młodzi, zdolni i piękni i umiejący ładnie tańczyć, którzy zawsze wiedzą co jest najlepsze - natną się dopiero! Oj, natną się...
no to se pomanipulejszen
artykuł śmierdzi na kilometr głupotą, jeśli nie propagandą. Dziś już nie zdążę, ale jutro, lub w weekend obiecuję lekcję pisania zmanipulowanego artykułu ekonomicznego.
figle-migle
no - każdy czeka na porcję wybornego humoru! Pośmiejmy się, tylko uważać proszę na boki, żeby ich nie porwać:
Jest se baca, który ma takiego psa, który pozagryzał wszystkie inne psy i owce w okolicy. Przysłali do niego telewizję z oddziału regionalnego, żeby zrobili reportaż.
Miglanc w krawacie pyta:
- Panie baco, skąd macie takiego niezwykłego psa?
- Ano, wujek mi przywiózł z Afryki. Tylko mu grzywkę przyciąłem...
----------------
Hahahaha! Dobre, co? Nie, no - boki rwać, grzyzga ty mnie wykończysz swoim figlownictwem!
wierszydełko
tytułu jeszcze nie ma
zdrowaś i zdrowaś
i zdrowaś
i pochwalony Przenajświętszy
i módlcie się za nami
gdy chodzę alejkami
zwieszając za sobą
różaniec jak ogon
podkulony
myśl na dziś
Idź za radą św. Pawła: "Hora est iam nos de somno surgere!" - Czas już przystąpić do pracy! - Pracy wewnętrznej nad kształtowaniem własnej duszy i pracy na zewnątrz - nad budową królestwa Bożego w tym miejscu, w którym tkwisz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 377
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/12/2007 09:05:00 PM
3
komentarze
Etykiety: emigracja, fryzjer, instytut sobieskiego, monachium, Msza Święta, oleńka, poezja, stabat mater, wojsko
moi Milusińscy, pooglądliście już co tam w skupie butelek załatwiła Pani Olejnikówna, to teraz przeczytajcie co ja sobie ostatnio pomyślałem i co robiłem, hejże ha!
redaktor o przebiegłym nazwisku i jego podboje
nie wiem, czy wiecie, ale na pewno wiecie, bo skoro ja się dowiedziałem, to Wy nie możecie nie wiedzieć! Podały mi media takiego niusa, że jakiś Tomasz Lis ożenił się z jakąś tam Hanną Smoktunowicz. Ki diabeł - myślę sobie, nie wiedząc co to się stało, bo w radyju ani telewizorze nie ogłaszali, że się na przykład ostatnio Krzycho z Paulino ożenily, rodzinę Mazurów tworząc w stolicy Galicji! Musi być coś na rzeczy, skoro tak o tym trąbio od lewej do prawej. Zasiatem więc przy kompiutru, wyszukiwarkie zapuścił, korbko zakręcił, zawaflował, no i wyszło szydło z wora! Otóż, zdrada! Otóż, cudzołóstwo! Dobrze, że nam reporterzy larum grajo i cudzołożników napiętnowujo, boć panlis i ta jego natapirowana pani, swoich prawowitych małżonków pozostawiali, i gdzieś tam w Rzymie, pewnie w konsulacie, czy gdzie tam, umowę podpisali, że teraz są małżeństwem. Dobrze, że chociaż zagranicę wyjechali, by zgorszenia nie siać - ale dobrze się stało, że zło zostało napiętnowane. Wstydzić się, marcowniki, do prawowitych małżonków wrócić proszę, w tej intencji zdrowaśkę u każdego wierzącego Czytelnika proszę.
Gwiazda Wałęsy i operacja Trust
poczytałem ostatnio, oj poczytałem! Dowiedziałem się np. o operacji Trust. Którą przedsięwzięli razu pewnego bolszewicy w początkach Sowietów. Otóż, skracając sprawę do minimum, by uniknąć inwazji na Sowiety ze strony państw zachodnich po 1917 roku (za czym optowała silna wówczas, ponad milionowa emigracja rosyjska, silnie lobbująca w rządach). Bolszewiki, małe cwaniaczki, wpadły na pomysł, by powołać w Rosji marionetkowe stronnictwo monarchistyczne, założone przez agentów, które miałoby przekonać emigrantów do zmiany opcji. Jak pomyśleli, tak zrobili, powstało Monarchistyczne Zjednoczenie Rosji (MZR), pod wodzą znanego carskiego generała (powiedzieli: córeczkę masz ładną, możemy ją zabić) i jednego inżyniera (namówili go do zmiany zdania na temat komuny w więzieniu). Tego drugiego wysłali na zachód, dali parę tajnych dokumentów, by go uwiarygodnić i facet śmigał po Londynach i Paryżach, z gadką o tym, że MZR jest w Rosji tak silne, że prawie bolszewika przepędzili i w przypadku ataku, naród zjednoczy się mimo wszystko pod wodzą czerwonych i bolszewii rozwalić się nie uda! Tamci łyknęli, polecali faceta zachodnim wywiadom, przez dziesięć lat robił dezinformację, zorganizował nawet wycieczkę jednemu arystokracie po bolszewickiej Rosji, by zobaczył jak to struktury MZR są silne - nad wycieczką czuwała ówczesna bezpieka... Facet napisał potem o tym książkę i opublikował w Berlinie!
Po co o tym piszę? Z paru powodów - po pierwsze dlatego, że znając historię, łatwo jest chłodniej oceniać rzeczywistość. Irracjonalny pęd do PO w ostatnich wyborach nie dokonałby się, gdyby ludzie pamiętali dokładnie o całych ostatnich osiemnastu latach... Ale co tam - ludziom się zdaje, że wszystko dokonuje się na ich oczach, podczas gdy to, co się dzieje, najczęściej korzenie ma wcześniej. I teraz czeka nas karkołomne udowadnianie, że działacz sportowy z Wrocławia Schetyna na czele MSWiA to świetny fachowiec, że starszy sikawkowy Pawlak jako minister gospodarki to polski Milton Friedman, natomiast deal z PSL o przehandlowaniu pięciu wojewodów, to nie korupcja polityczna, tylko spokojne rozmowy o koalicji. Hahahaha... Cóż - będzie chyba jednak tak, jak ogłosił Korwin - w tych wyborach zagłosowali na PO, w następnych wygra LiD, potem znów PiS i karuzela kręci się od nowa. Tylko, że ja tak nie chcę.
po drugie
w kontekście całej Akcji Trust, ogromnego przedsięwzięcia, ciekawie brzmi to, co od lat głoszą Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Krzysztof Wyszkowski, Kazimierz Świtoń, Antoni Macierewicz, ludzie z kręgu Klubu, a potem Unii Polityki Realnej na temat Lecha Wałęsy... Jeśli to wziąć pod uwagę, a ponadto zastanowić się nad jego autorytarnością, dążeniem do wałęsizacji Solidarności i w końcu walka przeciw jej niepokornym liderom, hamowanie spontanicznych strajków, później jego uległość w Magdalence, to co wyprawiał jako prezydent (pacyfikacja Olszewskiego, kapciowy Wachowski ponoć z dobrymi kontaktami w SB, etc.), jeśli znów zobaczy się ostatnią fraternizację z Kwaśniewskim i postkomuną... cóż, ciężko nie odnieść wrażenia... no właśnie. Chyba to wszystko jest jakiś matrix, z nagrodą Nobla włącznie. Robienie sterowanych shows komuniści opanowali do perfekcji - vide, wieloletnia akcja Trust już na początku wieku...
niemiecki Ordnung
przysłali mi z administracji list, żebym nie lał wody, gdy się namydlam, odłączał ładowarkę a światło najlepiej palił między 22:00 a 6:00... Niemiecki Ordnung i organizacja jak się patrzy! Problem w tym, że to ja dotychczas wyłączałem bliźnim wodę na czas szczotkowania zębów, by nie leciała bez potrzeby i to ja zżymałem się na nieoszczędne wykorzystywanie papieru...
czy czyta nas sporadyczny?
proszę kolegi, odpisałem na kolegi komentarz ostatnio! Dopiero dziś zauważyłem!
co mię interesuje?
a co mię interesuje - właśnie to, o czym piszę na tym blogu - to mnie interesuje i zajmuje. Ale rozumiem sugestie niektórych Czytelników, będę pisał nieco więcej o takich zupełnie intymnych zainteresowaniach, jak to co ostatnio przeczytałem, obejrzałem, etc. Jeśli to kogoś oczywiście obchodzi.
nowe ankiety
interesuje mnie jeszcze skład płciowy P.T. Czytelników. Poza tym ogłaszam konkurs w związku z milionami listów z pytaniem o to, co to znaczy, że mam oczy jak pingwinek, o czym napomknąłem ostatnio. Zobaczymy, czy zgadniecie!
spadki, spadki, spadki...
no, i zaczęła się wyprzedaż na wyścigi! Niestety perspektywy krótkoterminowe na rynkach papierów wartościowych się znacznie pogorszyły. Stany jednak lecą w dół, państwowe ratowanie kredytów (zaczęte od Roosevelta) stwarza widmo inflacji, a po niej wpadnięcie w recesję... Moja prognoza się nie zmienia - czas rzeźni na giełdach, to najlepszy okres do zakupów. Choćby i było tak, jak mówi David Tice z Bear Funds (facet ma interes w wywołaniu potężnych spadków, bo jego fundusz zarabia głównie na dekoniunkturze), tj. że rynek czeka przecena o 50% do 60%, to jeśli miałoby się to rozegrać przez najbliższe dwa lata - bardzo się ucieszę! Prawdziwe inwestycje zaczyna się bowiem w czasie głębokiej bessy...
Istnieje jednak teoria, że Republikanie chcą zatrzymać bessę do nowych wyborów, czyli do 2009 roku. Wówczas też warto kupować - bo czeka nas niedługo odbicie. Krótkoterminowo jednak koszmar - większość naszych indeksów przebiło dołki z sierpnia, w piątek USA dały popis paniki (polecam ostatnie pół godziny sesji na S&P500 http://stooq.com/q/?s=s%26p500&c=1d&t=l&a=ln&b=1) ... teraz wszystko zależy od Azji - jeśli poniedziałek skończą na potężnej stracie, Warszawka otworzy się -3% poniżej denka i poleci do piwnicy... W takie dni inwestorzy, który jeszcze nie wypstrykali się z akcji idą w godzinach 9:30-16:30 na długi spacer.
wierszydełko
eja, co się stao - nie było dawno wierszydełka! No to idzie:
droga do szkoły
idę kiwając się miarowo
może nawet jestem pochylony
nie moge się zobaczyć
przez dziurki w owiewanej wiatrem skórze
na której znać jeszcze poduszkę
i pastę do zębów gdzieniegdzie
w środku mnie jest ciepło
i się kotłuje
i obiega
mijają mnie drzewa
myśl na dziś
Jezu, niech w Twoim Świętym Kościele wszyscy wytrwają na drodze, idąc za swoim chrześcijańskim powołaniem, jak Trzej Królowie szli za gwiazdą, lekceważąc rady Heroda... których im nie zabraknie!
św. Josemaria Escriva de Balaguer, Kuźnia, nr 366
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/10/2007 10:24:00 PM
2
komentarze
Etykiety: cudzołóstwo, giełda, historia, lis, monachium, poezja, polityka, rosja, trust, wałęsa
co się stao się?
Kochani Radiosłuchacze! Dziś napiszę w późniejszym czasie - mam sporo pracy studialnej, a najpierw należy wykonać pilne obowiązki, jak Pan Bóg przykazał, rozum i sumienie nakazują, a o czym św. Josemaria przypomina!
propozycja
W związku z tym proponuję poczytać wierszydełko, rozsiąść się w foteliku, zapuścić Sielskie Fale (http://sielskiefale.pl/wmp.asx) i zając się ostrym klikaniem, bo dziś chyba nic nie zjem, tak marnie Państwo moi klikają w reklamy... hie hie... serio!
niektórzy nie nadążają?
doszli mnie słuchy jakoby pananikiel nie nadanrzał, tj. nadążał z czytaniem bloga! To dzisiejszy poślizg jest ukłonem w Jego stronę! I w stronę innych nienadążaczy!
wierszydełko
Jeżeli Trzebiński był frustratem...
Trzebiński nie umiał rysować
krytykował go Bojarski
Trzebiński nie dosypiał ale
pisał
nie dojadał przymierał
to była nowa postawa człowieka tworzącego
to jest odwieczna postawa
jeżeli Trzebiński był
frustratem jeżeli jego praca nie przyniosła efektów
jeśli go nie lubili
to tracił i niszczył siebie
oczy przy rozwalonej lampce
nie popełnił samobójstwa
ale go zabili
doskonałego
ci którymi gardził
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/06/2007 07:54:00 PM
0
komentarze
Etykiety: poezja, polecanko, studiowanie
jako że poprzedni post się rozformatował - publikuję kolejnego, gdzie mieszczą się myśl na dziś, wierszydełko oraz zdjęcia!

Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/01/2007 09:40:00 PM
2
komentarze
bambuko do kwadratu
dziś napiszę króciutko, bo jestem już prawie nieżywy. Nie to, żebym się skarżył na nadmiar pracy, ale wczoraj i dziś było jej rzeczywiście aż nadto... Inna sprawa, że dziś był jeden z tych wielu wspaniałych dni w ciągu całego roku, gdy człowiek dostaje w prezencie od bliźnich same upokorzenia. Najciekawsze jest to, że przychodzą one w dużych ilościach w krótkim przedziale czasu - jak tu wątpić w to, że to miłosierny paluszek Pana Boga daje okazję do umocnienia? To jasne.
upadł mit
Tomasz Lis u siebie na stronie, czy gdzie tam mi to się obiło o oczy, napisał, że kamień spadł mu z serca, gdy upadł wreszcie mit Jarosława Kaczyńskiego, jako zimnego stratega, który wszystkich rozstawia po kątach.
Nie chcę nic mówić, ale to producenci papki medialno-politycznej w rodzaju red. Lisa mit ów stworzyli. Zagadnienie wyglądało tak:
Kaczyńskiemu coś się udaje - genialny strateg wygrywa kolejną bitwę, kalkuluje na zimno, etc.
Kaczyńskiemu coś się nie udaje - phi, dureń, mały kartofelek, który sobie ubzdurał że będzie takim strategiem jak Napoleon.
Kpina z rozumu, moi mili. A teraz Lisowi spada kamień z serca... zupełnie tak, jak wówczas, gdy pisarz wszedłszy za bardzo w tworzony świat, uprzytamnia sobie, że to tylko fikcja...
buduje się mit
teraz natomiast tworzy się mit. Zapewne pies z kulawą nogą nie zainteresował się, ani nie interesuje się tym, co dziennikarze robią ze swoimi kolegami po piórze, z którymi im nie po drodze politycznie, bądź towarzysko.
Casus Michalkiewicza - larum zagrały nasze gazwyborcze sławy, gdy miał dostać felietony w Polskim Radiu. Antysemita, faszysta... hahaha... pisałem już o tym sto razy, więc tylko napomknę - jeśli ktoś nie jest filosemitą, dla filosemitów i Żydów jest antysemitą, kto nie przepada za obecnym kształtem Unii Europejskiej, jest antyeuropejski, a nie po prostu ma inne poglądy.
Natomiast to, co dzieje się wokół Tomasza Sakiewicza i redakcji Gazety Polskiej odkąd wbrew akcjonariuszom ze spółki King&King objął Redakcję, przechodzi ludzkie pojęcie. O samym konflikcie udziałowców (w który pośrednio jest zaangażowany Gaz Wyb) nie będę pisał - odsyłam tylko na stronę - http://www.gazetapolska.pl/?module=content&article_id=411.
Dziś zaś sąd wydał decyzję o zatrzymaniu red. Sakiewicza oraz red. Hejke na 48 godzin. O co chodzi? Chodzi o artykuł, w którym "GP" ujawniła fakt współpracy redaktora programowego TVN, Milana Suboticia z WSI. Sprawa została zresztą potwierdzona przez raport o przestępczej działalności WSI (recepcja raportu przez media też godna uwagi). Wówczas Subotić oraz TVN złożyły pozwy przeciwko redaktorom z Gazety Polskiej, a nieliczni dziennikarze zaprotestowali przeciwko takiemu postępowaniu w łonie środowiska dziennikarskiego (list dziennikarzy ws. wolności słowa: http://www.gazetapolska.pl/?module=messages&message_id=101). W ilości pozwów przeciw "GP" przoduje oczywiście Gaz Wyb (przypomnę, pośrednio zamieszana w spór udziałowców) - mam tu na myśli szczególnie jeden casus.
Otóż, Adam Michnik dostał faksem pytania a propos tematyki, którą chciała poruszyć "GP" w kolejnym numerze. Jako, że na nie nie odpowiedział, ani nie chciał się spotkać, artykuł nie mógł wziąć pod uwagę jego punktu widzenia. Wówczas - już po publikacji - niejaki mecenas Rogowski (ten, który - jak wieść niesie - oprócz bycia pełnomocnikiem, prowadzi w Agorze szkolenia w zakresie radzenia sobie prawnego z przeciwnikami) przysłał do Redakcji faks, gdzie zagroził kolejnym pozwem, jeśli "GP" nie opublikuje jego oświadczenia zawartego w faksie w całości, nie omijając żadnego słowa. W następnym numerze, Sakiewicz wyśmiał we wstępniaku Rogowskiego, ale zamieścił jego faks w całości, łącznie z numerami telefonów i numerem konta jego kancelarii, które widniały na faksie. Co się stało wtedy? Rogowski skierował do sądu pozew o ukaranie Sakiewicza i Redakcji, za publikację jego - wprawdzie nie zastrzeżonych - ale jednak danych, po których można dojść do danych zastrzeżonych. Komedia.
Po co to piszę? Ano po to, że gdy przypomni sobie jeszcze sobie człowiek, że ci sami ludzie trąbili przez ostatnie dwa lata o zagrożeniu demokracji, o kneblowaniu ust dziennikarzom, popierdywali o demokracji i profesjonalnych standardach, etyce, et consortes, to pusty śmiech człeka ogarnia i nóż się w kieszeni otwiera. Drogie miglance - nie lubię, gdy robicie ze mnie durnia!
Halołin
chciałem dziś pójść na Mszę Świętą do katedry, ale nie było. Nie, nie odwołali z okazji Haloween, tylko w kościele jest remont. Chociaż z drugiej strony - w każdej witrynie trupy, zombie i czarownice, można by się zastanowiać...
GPW jako droga do świętości
proszę zobaczyć co inwestorzy w USA wyprawiali dzisiaj - http://stooq.com/q/?s=nasdaq Do takich jazd góra-dół trzeba naprawdę mocnego pampersa... Dziś dzień posiedzenia tamtejszej RPP, czyli FOMC, który obniżył stopy procentowe o kolejne 0,25 punktu. Teoretycznie dla rynków finansowych wiadomość dobra... ale długoterminowo - uczucia mam mieszane. Ciekawe, czy Stanom uda się uniknąć recesji - póki co wyglądają jak pacjent z zakażeniem, w którego się wpompowuje sól fizjologiczną, mówiąc że się polepszy. Pozytywne zaskoczenie dzisiaj, to wzrost wydatków na konstrukcje budowlane w USA (obstawiano spadek o 0,3%, zamiast spaść - o tyle wydatki wzrosły). Ciekawa sytuacja.
Nasz parkiet dziś jak zwykle nerwowo, szkoda gadać.
Mnie natomiast ciekawi to, że giełda jest drogą do świętości. Mówię to już od jakiegoś czasu - nie tylko wojsko potrafi być wspaniałą szkołą chrześcijaństwa, a koszary domem rekolekcyjnym - także inwestowanie na rynku finansowym może stać się wspaniałą szkołą nie tylko cierpliwości, ale odwagi, zaufania Bogu, porządnej analitycznej pracy, panowania nad emocjami. Zachęcam, porażki na tym polu lepiej się pamięta - bo dużo kosztują...
litania
chcąc uniknąć sytuacji, w której znów będę musiał oglądać żenujące reklamy na własnym blogu, powtórzę to, co zwykle - nieruchomości chciałbym, usługi finansowe, inżynieryjne, zarządzanie jakieś, kosmetyka estetyczna, stomatologia. No, chyba starczy. Aha, jeszcze jedno - testy DNA!
podróż
wyobraźcie sobie, że już za paręnaście minut Oleńka wsiądzie do autokaru opolskiego biura podróży SINDBAD, by jutro o 8:30 pojawić się na dworcu autobusowym w Monachium! Radość nasza jest wielka, bo choć odległość prawie taka sama jak do Warszawy, a komunikacja nawet lepsza - codziennie Skype, to jednak tęsknimy bardziej. Od jutra wpisy pewnie będą krótsze, za to więcej zdjęć zapodam. Gwarantuję natomiast jasność umysłu - obecność Oleńki zawsze sprawia, że problemy, których dotąd nie rozwiązałem nagle znajdują swój koniec, a zagadnienia nad którymi łamałem sobie głowę - stają się przejrzyste! Zawsze z Wrocławia wracam z pełnym notesem.
wierszydełko
dzisiaj wielce hermetyczne, humanistyczne wierszydełko
pan Jaeger obcinał paznokcie przed pisaniem
pan Werner Jaeger
autorPAIDEI
usiadł z kawą
się trochę wylało tworząc
brązowy zbiór równoodległych od środka kropelek
na biurku
kartce
było cicho
a dlaczego pan Ajdukiewicz
którego analizują robalki
zastosował w tym miejscu
żółtej kartki IV gat.
taki porządek
pisząc przecież o aprioryzmie skrajnym
mógł przejść do umiarkowanego
od razu całkiem empirycznie
a nie do empiryzmu a potem dopiero
no, a ten Jaeger czy
pogładził ogolone liczko
gdy uszczypnął piórem Moellendorffa
i jego teorię
na gładziutkiej kartce z moimi palcami
zresztą nieważne czy Moellendorffa
to nic nie zmienia
czy kogoś innego
Nałkowska miała pięćdziesiąt cztery lata
gdy wybuchła wojna
myśl na dziś
Cokolwiek by się działo, trwaj na swej drodze z radością i optymizmem, gdyż Pan stara się usunąc wszystkie przeszkody.
- Posłuchaj mnie uważnie: jestem pewien, że jeśli walczysz, będziesz świętym!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 355
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/31/2007 07:39:00 PM
0
komentarze
Etykiety: aborcza, agora, gazeta polska, giełda, kaczyński, lis, michalkiewicz, oleńka, poezja, polityka, świętość
co ja tu jeszcze robię?
dziewczyny zrobiły mnie nieco w bambuko i musiałem siedzieć aż dotąd... polska nindża nie mięknie, ale nadszarpnięta jest niewąsko!
nocne marki, nocne eura
myślę sobie jak by tu umilić życie nocnym Markom... i wpadłem na pomysł! Kolejne wierszydełko będzie!
Biała lodówka a w niej indyk
stała
zgaszona umarłszy
na dole w spiżarni
Mińsk w Pruszkowie
i wtedy popłynęło
ciepłe życie
drucikiem
mrugnęła
mrucząc jak dawniej
dobranoc nocnym Markom, proszę zwijać się już w rulonik razem z kołdrą i grzecznie spać, bo zaraz inauguracja nowego dnia!
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/31/2007 01:39:00 AM
2
komentarze
Etykiety: poezja, studiowanie
wtorek, a pojutrze czwartek
dziś pracowity dzień, oj pracowity - pobudka koło 6:00, fiku-miku, to i owo zrobione do zajęć, bo wczoraj nie chciałem siedzieć dłużej, niż wynegocjowana z Oleńką rozsądna granica, później Bauphysik, Klima Design i powrót do domu - w locie kończenie tekstów na socjologię - później obiad i czytanie do socjologii. Pędziłem moi mili, bo zostało mi parę stron ciekawego tekstu, a nie chciałem znów sytuacji, w której nie będę się zgadzał z głoszoną tezą, nie znając jej podania w tekście.
Jednak ku mojej radości - gdy już przybiegłem na Konradstrasse - okazało się, że zajęcia odbędą się za tydzień. Dwa razy tego samego nie trzeba było mi powtarzać - wróciłem do domu, wysączyłem resztkę Paulanerka i zabrałem się za roboty do jutrzejszego przeglądu z Baukonstruktion. Robię to aż do teraz, powoli zmierzam ku końcowi.
dr Werner, telefony komórkowe i korek z Australii
Bauphysik prowadzi dr Werner. Postać przypominająca mi mojego fizyka ze Staszica... kto zna, ten wie o co chodzi. Otóż, pan Werner najprawdopodobniej będąc Polakiem, głosowałby na UPR, ale nie o tym chciałem tak naprawdę pisać.
Otóż, mąż ów ma wielką pasję obalania mitów i całych ich systemów. Podchodzi do tego jednak na nieco XIX-wieczny sposób, tzn. z wielką wiarą w postęp i rozum. Z tego, co rozeznaję - jest także ateistą (dowiedziałem się bowiem na wykładzie, że katolicy się boją Sądu Ostatecznego, a religie powstały właśnie ze strachu). Dziś natomiast wielce mnie ubawił perorując i naigrawając się z zabobonów nt. telefonów komórkowych i materiałów umweltfreundlich, czyli przyjaznych środowisku. Zauważył bowiem, że ludzie boją się komórek, tworzą mitologie na temat ich szkodliwego działania, opłaca się naukowców dla zbadania tych zarzutów, a owi rokrocznie podają do wiadomości, że na dwoje babka wróżyła i badania trzeba kontynuować... Hehehe... Dr Werner ma zaś prostą odpowiedź - komórka emituje w porównaniu ze Słońcem, instalacją elektryczną w domu, czy chociażby komputerem, promieniowanie o natężeniu prawie żadnym. Ci durnie najpierw się opalają godzinami, chłonąc promieniowanie słoneczne, a potem krzyczą że komórka rozwinie im raka!
Druga sprawa - korek importowany z Australii. Trzeba Wam wiedzieć, że w Niemczech rzeczywiście ludzie mają niemałego świra na punkcie BIO i umweltfreundlich - dlatego za ciężkie pieniądze np. sprowadzają z Australii wykładziny korkowe, żeby nie pokrywać podłogi PCV. Werner puka się w czoło - po pierwsze drożej, po drugie, zanieczyszczenie które spowodował statek wiozący korek z Australii nie jest zupełnie brane pod uwagę. Głupi naród mamy, głupi - podsumował Doktor, samemu nie widząc, że cytuje kol. Pecelewicza! Kol. Pecelewicz, czytacie? Klikacie?
autobus - Reise nach Polen
przed socjologią skoczyłem do polskiej enklawy w Monachium - w okolice Josephsplatz, by kupić bilet na autobus do Polski, na Boże Narodzenie. O tym, że w oczach Boga jesteśmy warci więcej niż wróble, można się przekonać i na tym przykładzie - mając w portfelu 83 euro oraz wzięte specjalnie z domu niemiecką kartę oraz PIN do niej (myślałem że za bilet zapłacę 98 euro) - dowiedziałem się u pana w biurze Reise nach Polen (Podróże do Polski), że zapłacę jedynie 80,40 europejskiej waluty! Nie dało się lepiej tego wycyrklować, toteż zadowolony pogawędziłem z panem o biznesach, dostałem cynk o tanich lotach do Polski, itd. Miło było posłuchać polskiego, miło obejrzeć polską prasę...
gospodarka, głupcze!
powyższe zdanie przypisuje się na ogół Billowi Clintonowi (żona Hillary'ego). Odnoszę jednak wrażenie, że niedługo każdy będzie kojarzył je z Donaldem Tuskiem sadzającym Waldemara Pawlaka na stanowisku Ministra Gospodarki.
No, cóż - polnische Wirtschaft...
http://wiadomosci.onet.pl/1632863,11,item.html
w tym roku prawo jazdy, za 17o lat - samochód
nie wszyscy wiedzą, ale od sierpnia mam prawo do jazdy samochodem, dzięki prawu jazdy. Także nie wszyscy wiedzą, że przez Gugla samochód otrzymam dopiero za 170 lat! Średnia jest niaubłagana - choć Czytelnicy klikają jak najęci, to niska wartość reklam wstawianych przez sabotażystów z Gugla obniża średnią...
Drodzy sabotażyści, powtórzę, bo chyba nie pamiętacie - nieruchomości, kredyty, testy DNA, samochody, stomatologia, podróże, PR, HR - takie reklamy chcę, a nie jakieś tfu-tfu randki internetowe.
wierszydełko
moje odkrycia
moją małość w białych adidasach
nawiedziła znienacka
dziura ozonowa na plaży
ogromna i ciemna
wyleciała z naszej lodówki
potem minęła mnie śmierć
na wiejskim cmentarzu
którą wskazałem patykiem
wsadzanym krowie w tyłek
była cicha i leżała bez ruchu
ta śmierći miała żółte ręce
które całowałem
później bałem się starego pana
z laską który jadł dzieci
a potem policjantów w Nysce
aż znów zobaczyłem śmierć przez wizjer
gdy dzieliły nas drzwi obite
zimną blachą a na schodku niżej
stał turoń
myśl na dziś
Najprzedniejszy Duchu niebiański, stale stojący przed Panem, nieustannie wstawiaj się za nami u Syna Bożego Jezusa Chrystusa, aby z chwilą, kiedy źrenice moje zgasną dla świateł ziemi, otworzyły się na światłość chwały wiekuistej. Błagam Cię, bądź nam radosnym zwiastunem zbawienia. Amen.
pod. red. ks. Waleriana Moroza CSMA, Nabożeństwo do św. Michała Archanioła i Aniołów, Marki 2005, s. 84
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/30/2007 06:37:00 PM
2
komentarze
Etykiety: monachium, pawlak, poezja, polityka, studiowanie, tusk, werner
robię cz. 2 bo w tamtej mi się brzydko formatowało. Coś się blogspot psuje, muszę Wam powiedzieć...
poezja
dziś już moje wierszydełko było. Teraz zapodaję poezję na temat... naszego bloga! Powstał bowiem limeryk autorstwa limeryków wielbiciela - Maćka Metejewskiego (w komentarzach figuruje jako siusiak).
W internecie na blogspocie
Pangrzyzga zarabia krocie.
Biust Cichopek klikać każe
Albo tam gdzie didżej Błażej...
„W stringi, figi klikaj kmiocie!”
dlaczego nie będę politykiem?
Oleńka mi zabroniła. Mówi, że polityk się musi dużo stresować, a mnie się może od tego stresowania odkleić blaszka miażdżycowa. Nie wiem co to za blaszka, znam tylko falistą i trapezową, ale z tą polityką to chyba przesądzone. Chyba, że uda się dowieść, że polskiej nindży blaszka się nie odkleja!
maile, maile
postanowiłem zrobić Czytelnikom krótką lekcję niemieckiego! A co - miejcie i Wy coś z mojego stypendium. Dostałem maila z pracy - od Ryśka. Kursywą pisane jest tłumaczenie - miłej lektury i owocnej nauki!
Hallo Maciej,
Mordo moja!
Hier zwei Antworten,
zaraz przeleję Ci te dwa miliony, co to je wczoraj chciałem wyklikać z kolegami!
Die genauen Vereinbarungen für Deine Praktikantenzeit will Herr XXX mit Dir demnächst besprechen. Bitte bring dazu Deine Immatriculationsbescheinigung und den Nachweis Deiner Krankenversicherung mit.
Jeśli chodzi o tego Lexusa, to się nie martw - już jednego skołowaliśmy, facet mieszka pod Monachium. Chłopacy powiedziały, że tydzień-dwa i będziesz go miał u siebie w dziupli, a wagon szlugów u siebie na kwadracie - Prezio powiedział, że Ci się należy za ostatnie fuchie.
Bitte gib uns Deine Kontonummer und Deine Bank mit BLZ an, Herr XXX wird dir einen
Abschlag für Deine geleistete Arbeit überweisen.
Aha, przypomnij nam numer Twojego konta w Tel-Awiwie, bo Bagsik pyta czy nie mamy jakiegoś wolnego konta do wyprania kasy. Tobie też by coś z tego skapło. Prezio mówił, że ostatnia robota, którą zrobiłeś nam tu w biurze nadaje się do nagrody Pritzker'a.
Grüße R.
Pozdro szejset - Rysiek
USA stock exchange
W USA dzisiaj też rządzi strona popytowa, choć mają Jankesi problemy... w chwili gdy zamieszczam link do obrazka, jesteśmy na wsparciu - albo je przebijemy, i zatrzymamy się niżej, albo się odbijamy i zatrzymamy wyżej. Jeśli zatrzymamy niżej, to albo się odbijemy, albo nie. Jeśli nie - to źle. Jeśli tak - to dobrze. Cóż, najlepszym przedziałem trzymania akcji jest wieczność - jak mądrze powiedział amerykański guru inwestorów Warren Buffet. http://stooq.com/q/?s=nasdaq
[z ostatniej chwili - wsparcie przebite, opuszczamy kanał wzrostowy, S&P500 trzyma się lepiej niż NASDAQ]
myśl na dziś
Bądź nam opiekunem i wodzem. W tych ciągłych, wyczerpujących utarczkach broń od znużenia i zniechęcenia. Nade wszystko ocal w godzinę śmierci, kiedy być może przyjdzie nam z hordą szatanów stoczyć ostatni bój.
pod. red. ks. Waleriana Moroza CSMA, Nabożeństwo do świ. Michała Archanioła i Aniołów, Marki 2005, s. 47
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/29/2007 07:46:00 PM
2
komentarze
Etykiety: giełda, poezja, polityka, science-fiction
co dziś mamy?
dziś mamy poniedziałek i popojutrze jest czwartek, czyli przyjeżdża Oleńka. Dziś z tej okazji nawet słońce wyszło, więc zaraz jak napiszę króciutko, wyskakuję do OlympiaParku wdechnąc nieco świeżego powietrza a przy okazji umocnic obronnośc Kraju!
foty, czyli zdjęciówki
luzak ze mnie dzisiaj - oj, luzak! Ale to dlatego, żem w dobrym humerze. Z wielu względów - popojutrze czwartek, dziś nie było zajęc, tylko sami z Naemi i Steffi pracowaliśmy nad projektem naszego loftu bodajże w Stuttgartcie, ponadto napisał do mnie mój Idol i poza tym wszystko ładnie się układa. Wczoraj były dobre reklamy i jak daliście do pieca z klikaniem, to myślałem, że muszę już dzwonić do USA bukować Lexusa. Ale przeliczyłem (Panowie, przeliczmy głosy... zna ktoś ten cytat?), podumałem i wyszło na to, że jeszcze trochę do tych stu paru tysięcy dolarów trzeba poczekać. Na rynku Forex (Foreign Exchange) para USD/PLN radzi sobie coraz gorzej, więc jestem zadowolony tym bardziej!
Foty dziś porobiłem! Nie, futy, czyli futuresy, tylko foty, czyli zdjęcia. Na nich wspaniałe monachijskie nieruchomości, które mnie na co dzień otaczają - moje osiedle. W tym mrówkowcu w kształcie schodków mieszkam.
Ciekawa sprawa - na ostatnim zdjęciu owoc mojej pracy wywiadowczej. Okazało się bowiem, że prawdopodobnie polska firma MERITUM. Nieruchomości miała na jednym z budynków swoje logo (proszę poszperać w internecie). Jakiś łobuz je jednak zmył, ale sokole oko panagruszki je wyczaiło!
Idol
spadłem dziś prawie z krzesła, przeglądając na Wydziale pocztę! Co się bowiem okazało? Że napisał do mnie maila Najwybitniejszy Polityk! Panie Marszałku, podwoje mojego bloga stoją dla Pana otworem, ja natomiast w pas się kłaniam!
mp3
śmieszna sprawa - pracujemy sobie ze Steffi i Naemi w Komputerraumie. Obie damy mają na uszach słuchawki, z których sączy się binarna, mp3-kowa muzyka. A co pangrzyzga na to? Bogurodzicę pod nosem całkiem analogowo wymrukowuje...
byki ruszyły
dobra, kończę, ale chcę jeszcze napisać. Dziś na GPW (Giełdzie Papierów Wartościowych) kolejny rekord wszechczasów WIG-20. Byki rządziły całą sesję - nie mogło być inaczej na 90% po piątkowych zamknięciach w USA. Jednak MiŚie (małe i średnie spółki) jeszcze we śnie zimowym... Słabo się ruszają... Stagnacja może potrwac rok... ale wtedy to ja już będę jeździł Lexusem!
wierszydełko
żebyście się do wieczora nie nudzili - wierszydełko gratis!
wieje i śmierdziucha
żeby tylko przyszli
całe tłumy, najróżniejsi
słucham
rzucone nie "ot tak"
tylko przez mikrofonik
i niby dlaczego "rzucone"
dźwięczy jakby z daleka
niech ich dużo tu będzie
i będą z daleka
niech się kręcą
pukają głowami w ramę okienka
mówią do lufcika przygięci
żeby powiedzieć im czule lub nie
może pan stać
ja i tak wszystko słyszę
pies zdech, leży niech
niech pytają, figlują
kasa niech dźwięcznie popierduje
mruczy swoimi igiełkami, skwierczy
z radości
zobacz tu gołębie siedzą i srają
a wszystko jest bardzo fiskalne
policzone i co do godziny umiejscowione
cały ten radosny bałagan
niech nikogo nie zabraknie
tablica niech mruga oczkami
dzieci pasą się drożdżówkami





Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/29/2007 04:32:00 PM
0
komentarze
Etykiety: giełda, monachium, poezja, studiowanie
co się stao?
dziś niedziela, na dodatek 30. niedziela zwykła w roku liturgicznym. Pangniszka wstał dziś rano, odmówił poranne modły (ostatnio pogłębiam przyjaźń ze św. Archaniołem Michałem), poczynił poranny rozruch, dokonał ablucji członków, które wczoraj nie miały sił i chęci na kąpiele i zabrał się za spożycie śniadania!
Fiuuu - wypadł z procy do metra, lecz niestety nie zdążył na U3 o 8:40 (przybiegłem, gdy odjeżdżał, kolejny za 20 minut), co zdecydowało o 13-minutowym spóźnieniu na Mszę Świętą do Damensstiftungskirche. Przyszło mi więc przygotowywać się do Mszy na stacji... Jak zwykle z ulubioną książeczką Rozmowy z Jezusem przed i po Mszy Świętej (polecam, mogę dać namiar).
Jestem już na Marienplatz, pędzę do kościoła i po drodze odbywam dziwny dialog z nie mniej dziwną damą z parasolem. Idę do Frauenkirche na Mszę, nie wie Pan gdzie to jest? - rzecze do mnie. Ja na to - O! Ja też tam idę! To w tamtą stronę. Ach, nie! Nie idę, idę do Damensstiftungskirche, ale Frauenkirche w tamtą! No, to do widzenia!
Nie wiem jak inni, ale ja mam na koncie mnóstwo wręcz dadaistycznych rozmów z ludźmi, w których coś albo mi się przekręciło, albo riposta przyszła dwie godziny za późno. Może jeszcze kiedyś o tym opowiem - gdy nie będę miał o czym pisać...
Kościół pełny, właśnie lektor śpiewa modlitwę przed Ewangelią, pięknie, donośnie śpiewa gregoriańskie neumy... ksiądz ubrany jak do celebry z prawdziwego zdarzenia - ornat, manipularz, humerał... wszystko na swoim miejscu, sprzęty liturgiczne piękne, w tle bogaty, barokowy ołtarz. Pangrzyzga wyjął swój wydrukowany wczoraj mszalik i włączył się w modlitwę. No, cóż - można powiedzieć jedno - liturgię mamy piękną, pełną znaków, które gdy się zna, uczestniczy się we Mszy rzeczywiście jak w Golgocie Pana Jezusa... Szkoda, że wielu straciło to z oczu. Ale na ten temat będę jeszcze tu pisał. W następną niedzielę, razem z Oleńką będziemy na Mszy Wszechczasów w Damensstiftungskirche, nie we Frauenkirche!
o. Pio
ostatnim czasem - co zauważył też Maciek Matejewski w jednym z komentarzy - portale donosiły o książce włoskiego autora nt. św. o. Pio. Czytam, że papież miał o. Pio za oszusta, że istniało podejrzenie, że o. Pio polewał sobie rany kwasem, etc. Cóż, tego typu doniesienia, na pewno prawdziwe (tzn. prawdziwe to, że Jan XXIII tak uważał) można skwitować jednym krótkim zdaniem - I co z tego?
Nie wiem, co wynika z tego, że Papież Jan XXIII miał wątpliwości co do autentyczności stygmatów o.Pio, co do nadprzyrodzoności jego wizji, itd. Po pierwsze, co do każdego świętego ktoś miał zastrzeżenia - św. Faustynę współsiostry uważały za nadwrażliwą wariatkę, św. Jan od Krzyża dostał bęcki od współbraci i siedział w komórce, bo się na niego wkurzyli oskarżając o wynoszenie się nad innych, lenistwo i udawanie wizji, jeden traktacik św. Tomasza z Akwinu został czasowo zakazany do czytania, św. Mała Tereska nie dostała od Papieża Leona XIII zgody na wstąpienie do Karmelu ze względu na niedojrzałość, etc. Co to ma do rzeczy i co udowadnia? Nie mam najmniejszego pomysłu, przecież to jest do diaska oczywiste! To tak, jakby napisać książkę - skandalizujący bestseller pod tytułem - Ojciec Pio też robił kupę! Yyyyyyyyyy! Nie-moż-li-we! Watykan to przed nami ukrywał...!
Oczywiście ludzie którzy wywołują takie sensacyjki bazują na tym, że katolicyzm jest tak naprawdę bardzo egzotyczną religią i np. przez przytoczenie różnych przypadków z życia świętych, czy historii kościoła można udowodnić, że dajmy na to Papież, albo Sobór nie jest nieomylny. Czort z tym, że nijak ma się to do dogmatycznej definicji nieomylności, tj. do tego co Kościół ma na myśli, roszcząc sobie prawo do nieomylności w kwestiach wiary i moralności, etc. Ciemny lud to kupi, byle tylko mu wmówić, że posiadł tajemną, sensacyjną wiedzę...!
Hiszpania, Chile, Warszawa/Monachium
podobnie z wieloma innymi zagadnieniami, o czym pewnie jeszcze ze sto razy tu napiszę. Na przykład Hiszpania i Chile. Gen. Franco i Pinochet. Dziś będzie o Franco, bo też dziś zostali wyniesieni na ołtarze męczennicy hiszpańskiej wojny domowej, a by być bliżej prawdy historycznej - hiszpańskiej wojny z komunizmem. Przedstawmy sobie taką sytuację - mamy w Polsce rząd, rzecz dzieje się na poczatku XX wieku - cała Europa huczy od fascynacji komunizmem, rewolucją (od 1917 roku Rosja wiedzie w tym prym - wysyłając na cały świat swoich szpiegów, żeby organizowali miejscowe ogniska rewolucji), świat staje w obliczu komunistycznej supremacji. Nagle, w naszym kraju wybucha komunistyczne powstanie (komuniści z Sowietów wyrzynają socjaldemokratyczną opozycję wewnątrz partii, potem biorą się za posłów i ministrów), wspierane przez najemników-komunistów z całego świata (do Hiszpanii kopsnęli się m.in. polscy Dąbrowszczacy), owi czerwoni panowie palą nasze kościoły, gwałcą nasze żony, wieszają nas w imię rewolucji, zamykają i profanują kaplice, klasztory, gwałcą i mordują siostry zakonne, mordują księży i zakonników, nie lepiej traktują ludność cywilną stojącą po stronie prawowitego rządu. Cały świat się dzieli - jedni popierają komunizm, zjeżdżają się nam do kraju, by wspierać siły socjalistyczne, inni nieśmiało oponują. Nieśmiało, bo opinia publiczna bombardowana jest romantycznymi reportażami propagandzistów radzieckich, którzy wieszczą jakie to piękności zgotują bohaterscy komuniści dla ludu... Wówczas, wojsko w odpowiedzi na gwałty na ludności cywilnej, Kościele i wierzących, państwie i wszystkim co się rusza, a nie popiera komunizmu - pod wodzą jednego z generałów - decyduje się na poparcie prawomocnego rządu. Rozpoczyna się wojna domowa, a raczej wojna z komunizmem. Strona antykomunistyczna wygrywa, gen. Franco staje na czele państwa, widmo komunizmu zostało odsunięte.
Pięćdzisiąt lat później dla wszystkich w postępowym świecie jest oczywiste, że ów bohaterski generał jest zbrodniarzem, dyktatorem, faszystą i w ogóle Bóg wie kim. Że pozamykał komunistów w więzieniach, zamiast zarżnąć (jak to oni mieli w zwyczaju wobec niewinnych ludzi), że zagonił ich do roboty dającej szansę na amnestię, itd. Kpina z rozumu, moi mili...
Zapamiętajcie, jeśli socjalista nazywa kogoś faszystą - jest to najpewniejsza rekomendacja prawości i stateczności nazwanej w ten sposób osoby...
Dziś, święci i błogosławieni tego okresu zostali wyniesieni na ołtarze... http://wiadomosci.onet.pl/1631579,12,item.html
dobre reklamy dziś mamy
dziś mam dobre reklamy na paskach - warto klikać, oj warto, jak nigdy! Nie było jeszcze testów DNA, ale nieruchomości, sprzęt komputerowy, audio - to jest. Aha, prócz tego jakieś żenujące czaty i nie wiadomo co - to proszę pomijać, ani to mię zbliża bardzo do Lexusa, ani nikomu nic dobrego nie przynosi...
wierszydełko
co ja widzę! Dawno wierszydełek nie było na blogu!
Dziś zapodajemy jeden napisany w 2004 roku, czyli 3 lata przed moją własną przysięgą wojskową w Torunie...! dziś opisałbym to nieco inaczej.
Przysięga żołnierska w Toruniu
nie szli wcale prosto
nie po kolei
tylko rzucali idącymi cieniami
na bruk który był tam aby
koń mógł stąpnąć kopytkiem
jak wierzyłem
szli zatem wszyscy z pozorami
elegancji zawartej
w koszuly czy
żakecie i apaszce
i butach plecionych skórzanych
jedli lody bo takie wielkie święto
mlaskali
ojciec ubrudziłeś se wąsy
na rynku była zadaszona scena
a na niej chór ojczyźniany
myśl na dziś
Rzekłem: Panie, zmiłuj się nade mną.
Uzdrów duszę moją, bo zgrzeszyłem przeciw Tobie.
Zwróć się nieco ku mnie, Panie.
I zmiłuj się nad nami.
Niech spłynie na nas łaska Twa, o Panie.
Jako my w Tobie ufność pokładamy
Niech kapłani Twoi obleką się w sprawiedliwość.
A święci Twoi sie weselą.
Od skrytych grzechów moich oczyść mnie, Panie.
A cudze odpuść słudze Twemu.
pod red. ks. Janusza Lekana i ks. Jana O'Dogherty'ego, Rozmowy z Jezusem przed i po Mszy Świętej, Ząbki 2000, s. 12-13
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/28/2007 02:40:00 PM
4
komentarze
Etykiety: franco, katolicyzm, komunizm, Msza Święta, o. pio, poezja, święci
ogłoszenie niedrobne
moi Drodzy i Kochani! Po tym, jak wczoraj napisałem posta długości gazety, tj. takiej długości tekstu, jakiej nie posiada większość firm na swoich stronach, uznałem podać do publicznej wiadomości, co następuje:
w związku z tym co wyżej, oraz tym, że popyt na bloga panagrzyzgi w niezrozumiały sposób rośnie (w Irlandii wszystko rośnie!), oraz w związku z tym, że pewnie nikomu takich długich głupotek nie chce się czytać, oraz mając na uwadze ograniczone zasoby czasowe panagrzyzgi, oświadcza się iż odtąd posty panagrzyzgowe nie będą rekordowo długaśne.
maile od Radiosłuchaczy
nie uwierzycie, ale od zawsze dostaję dużo maili. Sęk w tym, że teraz dostaję ich więcej. Aby niektóre się nie powtarzały, postanowiłem na jednego - niezwykle inspirującego - odpisać. Nazwisko do wiadomości redakcji. Kursywa - tekst maila, normalny - pangruszka.
Przeczytałem Twojego bloga i...
... w większości się zgadzam, a czasem nie. Jesteś raczej inteligentnym gościem. Wyglada na to, że i prawym.
Autor dał się ponieść emocjom, jeśli chodzi o komplementy, wobec tego sprostuję - nie jestem zbyt kumaty, a jeśli chodzi o prawość, to jej poziom każe mi codziennie modlić się o własne zbawienie...
Zależy mi na Twojej szczerej odpowiedzi -
1.Z jakiego powodu głosowałeś na UPR?
Głosowałem na UPR z kilku powodów. Primo, nie chciałem na PO, bo nie odpowiadają mi ważni ludzie w niej, oraz program, który głosi. Secundo, nie chciałem na PiS, bo nie odpowiadają mi niektórzy ważni ludzie w nim, oraz program, który głosi. O LiD, PSL, PPP, PK i innych kreaturach nie wspominam. Tertio, na UPR głosowałem dlatego, że odpowiada mi program, który głosi, oraz ludzie którzy w jej skład wchodzą (choć nie wszyscy - nie ma to jednak przełożenia na kwestie programowe, jak w przypadku PO i PiS, gdzie obecność pewnych osób oznacza brak działań w sferach, które mnie interesują). Po prostu.
2. Czy sądziłeś, że dostaną się do sejmu?
Tak. Rozwinę, żeby nie było tak łyso. Sądziłem, że się dostaną dzięki wspólnej liście z LPR i PR (tej drugiej też kibicowałem!). To bowiem przełożyło się na większe - niejako wymuszone - zainteresowanie mediów. Inna sprawa - ogromna mobilizacja kampanii w internecie. Obejrzyjcie sobie www.upr.org.pl jaki tam zapał i optymizm panował/panuje!
To nie są pytania złośliwe. Pytam, bo chcę wiedzieć.Głosowałem na PIS. Liberałów się boję.
Ja się liberałów nie boję, poza tymi liberałami, których wykształcony człowiek powinien nazywać libertynami. Cóż, jeśli na Zachodzie uważa się, że np. Daniel Cohn-Bendit i jego kumpel - Adam Michnik, to liberałowie, to ja takich liberałów się boję. Facetom marzy się socjalizm, nowa rewolucja seksualna, przymus intelektualny i poprawność polityczna. Takich bym się bał.
Piękny scenariusz ułożyłeś z powstaniem piekarni z czasów Teacherowej. Ale żeby Ci wyszło zrobiłeś sobie kilka /pasujących do założonego rozwoju sytuacji/ założeń.
Jasna sprawa - gdybym historyjkę chciał opowiedzieć w całości, wyszłaby książka pt. "Ekonomia". Przy okazji, polecam "Economy in one lesson" noblisty, Henry'ego Hazzlita. Poza tym, nasuwa mi się skojarzenie z tekstem twórcy którejś z amerykańskich fundacji na rzecz wolnego rynku. Tekst mówi o powstawaniu ołówka z gumką. Ma ponad dwadzieścia stron, które uwidaczniają, ile osób, ile myśli i wynalazków z całego świata trzeba, by wyprodukować jeden marny ołóweczek...
A jeśli ci bezrobotni nie posiadają piecyka, albo 1000 funtów w skarpetce...Słyszałem wiele tego typu historyjek. Schemat jest podobny: jest dobrze, potem zmienia się sytuacja i jest źle, no to wówczas ludek okoliczny główkuje, wpadają na pomysł, znajdują środki (w cudowny sposób) i jest OK.
W porządku, wówczas idą sobie do fundacji prowadzonej akurat przez jakiegoś katolickiego bogacza, któremu państwo nie odbiera środków na filantropię, mówią mu że mają patent na tani chlebek i mamy spółkę typu joint venture. Żarty żartami, ale Panowie owi mogą się w końcu zatrudnić (chyba że Państwo chcąc ich ratować podniosło płacę minimalną, wtedy nikt ich nie zatrudni...). Ba, mogą przecież stać się staczami kolejkowymi za chlebem, itd. Możliwości jest pięćset tysięcy miliardów!
Jednakże, warto byłoby się też zastanowić dlaczego chleb zdrożał. Zdrożał albo dlatego, że była klęska żywiołowa i nie ma pszenicy - wówczas nawet jeśli rząd ureguluje cenę, okradając producentów, chleba nie przybędzie. A jeśli nie klęska, to po prostu mamy do czynienia z kartelem piekarzy, który należy rozbić albo administracyjnie, albo nieadministracyjnie w taki sposób, że nagle wchodzi na rynek piekarnia z Polski, której opłaca się przewozić pieczywko w polonezach i sprzedawać o połowę taniej. Wówczas kartel się rozpada, bo jego członkowie tracą klientów nader szybko.
Albo w drugiej wersji (ta bardziej mi się podoba) dzielą się zadaniami i zaczyna być dobrze.
No, nie musi być dobrze, bo jeśli się podzielą tak, że jeden kupuje wińsko, drugi zbiera datki, trzeci stoi za winklem, to sytuacji swojej nie poprawią...
Ale historia pokazuje, że istnieją takie trutnie, że nie chcą myśleć; albo takie tępaki co nie wpadną na pomysł; albo takie palanty, że nie zgromadzili w skarpetce nic; albo, tacy co o siebie nie dbali i teraz chorują i nie mogą pracować; albo itd. Zawsze tacy byli, zawsze tacy gdzieś są i zawsze tacy będą. Skąd wiem? z Ewangeli: "...biednych zawsze mieć będziecie miedzy sobą..." - wówczas, gdy jeden gorliwy apostoł chciał sprzedać naczynia a pieniądze rozdać. I co z takimi zrobić? Jest rydzyko, że ci mądrzejsi nie koniecznie będą chcieli wspierać tych mniej mądrych.
Jasne że tacy byli, są i będą, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Dlaczego jednak to Państwo ma się o nich zatroszczyć? Dlaczego mam wpłacać 100zł na biednych Państwu, które biednym da 9zł, zabierając po drodze na panią Zosię zza biurka, na to i na tamto? Wolę dać prywatnej fundacji, czy samemu komuś pomóc, bo: po pierwsze będzie to skuteczniejsze, po drugie zaś - dam dobre świadectwo, po trzecie - będę czuł solidarność z biednymi, będę mógł im rzeczywiście pomagać, poznać ich życie, wreszcie - doskonalić się w co najmniej kilku cnotach. A co się dzieję, gdy daję to w podatku? Ani oni za dużo z tego nie mają, ani ja nie nabieram niczego innego, jak przekonania, że czego mi tu jeszcze łażą po ulicach i żebrzą, skoro już dałem! Warto zaznaczyć, że po wprowadzeniu w XIX w. podatku na biednych w Anglii, skokowo spadł poziom zwyczajowej dobroczynności...
Zresztą, gdyby wszystko było dobrze, to nie istniałoby tyle fundacji prywatnych, bo Państwo wszystkiemu by sprostało.
Wracając do Ewangelii - Apostołowie pomagali sami, nie oddawali tego obowiązku Państwu.
Dobić, zostawić, wprowadzić podatki zdrowotne, ubezpieczeniowe, chorobowe i emerytalne? Ułóż scenariusz dla takiej sytuacji, wujku Dobra Rado /motyla noga!/
Kto mówi o dobijaniu, zostawianiu? Podatek zaś najlepiej zlikwidować, bo niczego dobrego płacącym nie przynosi. Już lepiej wpłacać co miesiąc równowartość składek na Otwarte Konto Oszczędnościowe w ING - więcej na tym zyskamy na czarną godzinę. Chcę także zwrócić uwagę na to, że kiedyś ludzie się ani nie ubezpieczali, ani nic, a jak ktoś zachorował, zaraz sąsiedzi spieszyli z pomocą, datki w parafii zbierali, rodzina robiła zrzutę. A teraz jest jak? Tak samo, bo pieniądze, które oddało się Państwu leżą u krawaciarza w kieszeni, który co cztery lata mówi o wrażliwości społecznej.
Obym nie był źle zrozumiany: tępakiem można zostać np. w sytuacji, gdy rodząca matka nie ma kasy dla lekarza położnika i ten nie dość się przyłoży do swojego zadania i dziecko rodzi się z zespołem Downa i mądre nie jest.
Jasne. Widzisz, tylko że jeśli lekarz jest państwowy, to matce bez łapówki i tak spitoli poród. A tak - matka nie płaciłaby żadnej składki, oszczędziła sobie na poród, zapłaciła tyle ile usługa jest rzeczywiście warta (bez wyzyskiwania lekarza na państwowym kontrakcie) i wszyscy, łącznie z dzidziusiem, którego nikt by nie tarmosił - byliby zadowoleni.
Jest ryzyko (już bez "d"),że mój mail jest pierwszy i od razu taki atak. Nie jest tak: Twój blog mi się podoba, nie trać nadziei...
Nie tracę nadziei, to ważna cnota! Poza tym, bardzo dziękuję za maila i odsyłam do innych stron na ten temat. Jeśli chodzi o zagadnienie wolny rynek a Kościół, polecam dorobek Instytutu Actona www.acton.org i nie tylko... ale to już mailowo!
co to jest dziś?
dziś jest dzień, w którym byłem dwukrotnie w pracy, naharowałem się przy porządkowaniu i ewidencjonowaniu rysunków i opisów technicznych do tej inwestycji pod Koszalinem (jestem pod wrażeniem złożoności projektu, jak i samej dokumentacji), byłem na zajęciach, w Polskiej Misji Katolickiej... oczywiście Skype też był w użyciu, tym razem też z Rodzicami Oleńki i Oleńką, którzy towarzyszyli mi przy robieniu racuchów na kolację. Rano natomiast oddałem dowód wpłaty, żeby mię tu nie wyeksmitowali - miałem wpłacić do dziś. Dziś też, jakiś czas temu, umarł Pan Jezus. Tajemnice bolesne Różańca. Kto ma - niech chwyta i odmawia, październik się kończy!
wierszydełko
miało być krótko, a nie jest! Mam pytanie, jak miewa się wielka fanka panagrzyzgowej poezji, Edyta D******a z miasta Wrocławia?
Krótkie wierszydełko zatem:
Ciepły rosół z okami
O, dokładnie tutaj
znalazłem niebieskiego pana Moniuszkę
na trawie
Teatrem Wielkim do dołu
okienne kwadraty
monumentalne
poprzetykane zielonymi panelami
kryły za sobą figury w pasiastych piżamkach
pijące soki
i sikające kaczuszce do dzióbka
oj tato kiedy wyjdzie mama
czy ciocia musiała umrzeć?
przecież piła dobry rosół
myśl na dziś
jak zauważyło sokole oko czytelnika, ostatnio św. Josemaria Escriva pisze o dziecięctwie Bożym. Dziś nie inaczej - w najbliższym czasie w rubryce będziem ciągnąć temat!
Uprzytomnij Jezusowi, że jesteśmy dziećmi. A ileż trudu kosztuje dzieci - małe i proste - pokonanie jednego stopnia! Oto próbują, zdawałoby się, nadaremnie, wreszcie wdrapały się, teraz jeszcze jeden stopień. Rączkami i nóżkami, wysiłkiem całego ciała, osiągają kolejne zwycięstw: jeszcze jeden schodek. I znowu. Co za wysiłek! Pozostało jeszcze tylko parę stopni... ale wtedy, jeden niezdarny ruch i bęc!... na dół. Całe potłuczone, zalane łzami, biedne dziecko zaczyna znowu wchodzić do góry.
Tak też dzieje się z nami, Jezu, kiedy zdajemy się tylko na siebie. Weź nas w swoje czułe ramiona jak wielki i dobry Przyjaciel dziecka. Nie opuszczaj nas, zanim nie wgramolimy się na górę; a wtedy - ach, wtedy! - potrafimy odwzajemnić Twoją łaskawą miłość z dziecięcą odwagą, mówiąc Ci, słodki Panie, że wśród śmiertelnych ludzi, za wyjątkiem Maryi i Józefa, nie było i nie będzie nikogo - choć niemało było prawdziwych szaleńców - kto by Cię kochał tak, jak ja Cię kocham.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 346
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/26/2007 10:23:00 PM
2
komentarze
Etykiety: dobroczynność, ekonomia, liberalizm, listy, poezja, polityka, praca, służba zdrowia, wolny rynek
co?
już po zajęciach, po pracy, po medytacji w ośrodku przy Schackstrasse, już po kolacji i skajpowym pogaworzeniu z Oleńką, a potem z Haliną i Olą - moimi trzema dziewczynkami (Oleńkę znacie, potem idą Mama z Siostrą). Teraz pangrzyzga planuje gruntowną kąpiel, po której wróci by napisać taaaakiego posta!
co jeszcze?
Aha, jedna prośba - dolar spada na łeb na szyję, trzeba częściej klikać w linki, bo mi - gdzie tam marzyć o bananie! - na waciki mi nie starczy! Do boju klikacze, jestem z Wami!
zdjęcia? zdjęcia!
zdjęcia z mojej drogi do pracy. Widać, że biegłem, prawda? Droga po wyjściu z autobusu do przedwejścia do biura. Prawda, że piękna okolajca?
wierszydełko
Metafizyczne przestrzenie Banacha
pan Stasio po przekątnej
siedział na tronie dzieciaku
a tam nie ma zasięgu
pan obok z wąsami górnika
i obciętymi pazurami
cały dzień pije lepką kawę
z nie tłukącej się brązowej
pan nowy naprzeciw
jest żółty i smutny
jakby miał
umrzeć
nie może
mówić
[jego żona]
na tej białej sali z krzyżem
nad drzwiami
i telewizorem
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/25/2007 11:04:00 PM
0
komentarze
Etykiety: poezja
pangrzyzga nie zginął - spotkał panakarolka
halo halo! Piszę w międzyczasie, żeby uspokoic Radiosłuchaczy - dziś pościk wyślę między 22:00a 23:00, do napisania jest sporo, a przed napisaniem, należy jeszcze parę rzeczy, w tym mitingów zaliczyc! Cierzpliwości zatem życzę, a na przystawkę proponuję obejrzenie portretu Pana Karola Marksa z Instytutu Socjologii miejscowego, sławnego na cały świat uniwersytetu... Specjalnie nie zmniejszałem - proszę się przyjrzeę ścianie wokół wybitnej głowy...
wierszydełko na deser
Pasztet wieprzowo-drobiowy
pasztet pasztet wieprzowo-drobiowy
kroi się tak nożem długaśnym
że czerwona pręga zostaje na dłoni
a ona ekspedientka -
stolica fiskalności nie takie rzeczy robiła
dwanaściepieńdziesiąt proszę dziękuję
żując gumę patrzy na mnie
i niczemu się nie dziwi
guma do żucia jej dobrze
smakuje
mydło
szare
nieludzkie
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/23/2007 08:52:00 PM
0
komentarze
dziś jest dziś
dzisiejszy dzień nie należał do najlepszych z wielu względów. Po pierwsze, obudziłem się ze świadomością, że wracamy do punktu wyjścia. Jestem zawiedziony wynikiem wyborów, jeśli nie zażenowany. Wracają ludzie, których miałem nadzieję już nie zobaczyć, po tym jak przez dwa lata wysłuchiwałem bzdur które pletli, a przedtem obserwowałem ichnie wędrówki od UD, przez KLD i UW. To po pierwsze. Po drugie - oj, zaczynają mię Niemcy denerwować, przyznam szczerze. Niekiedy czuję paternalistyczne podejście, a czasem - na uczelni - zdarza się tak, że gdy dajmy na to zaproponuję jakąś szaloną koncepcję, Niemcy od razu spoglądają i myślą, że nie mam pojęcia o materiałach. No, tak - pewnie myślą - u nich buduje się z gliny... A gdy potem przychodzi co do czego, muszę tłumaczyć, że folię najlepiej położyć pod wełnę mineralną, a nie po drugiej stronie ściany, natomiast 25 centymetrów ocieplenia, to prawie dwa razy za dużo... ech... albo dziś musiałem policzyć długość boku z twierdzenia Talesa, bo koleżanki po 15 minutach podejmowania prób wymiękły. Nikogo nie oceniam, bez tw. Talesa, a nawet wyobraźni geometrycznej można żyć. Niepokoi mnie tylko to, że czuję się niekiedy inaczej traktowany. Szkoda gadać... Po trzecie - niektórzy się oburzają, gdy chcę poznać powody dla których głosowali na PO i inne partie. Okazuje się, że to wielkie tabu, rozmawiać poważnie o polityce - poważnie, czyli o celach, które definiuje oraz metody ich osiągnięcia, które się wyznacza (jednocześnie dziękuję Kasi, bo to w mailu do Niej zdałem sobie sprawę z dwoistej natury poglądów politycznych). Po czwarte - chcieli mnie dziś eksmitować! Tak myślałem, ale okazało się, że mnie wyeksmitują dopiero, gdy nie zapłacę czynszu do 26 października! Kamień z serca, ale co się nadenerwowałem, to moje. Po piąte - tłumaczenie do PADOPLANU. Myślałem że się skicham, ale w końcu, po 10h 55min. skończyłem tłumaczyć opis techniczny instalacji tryskaczowej w gminie Karlino! Reasumując - jestem padnięty, wymięty jak skarpetka po praniu. Musiałem wylać żale Oleńce za pośrednictwem Skajpeja a potem oddać w prezencie Panu Bogu na Mszy Św. u św. Michała - i co? I to, że już padnięty nie jestem. Hie hie... głupotki.
Donald, dajesz pan!
Chłopaki z parkiet.com zrobili zestawienie obietnic pana Donalda. Do obejrzenia poniżej. Oczywiście tych obietnic nikt nie będzie nikomu wypominał, bo mamy już demokrację, a demokracja jest jak wiadomo wówczas, gdy rządzi UW albo SLD. Ja chętnie zachowam je w świadomości, tak jak zachowałem opowieści PiSu.
Zbigniew Chlebowski zapowiedział, że może za 4 lata zlikwidują podatek od zysków kapitałowych... Wczoraj rozentuzjazmowane zwycięstwem PO forum Parkietu zawrzało gniewem, że już się zabezpieczają PO-wcy żeby nic nie zrobić w tej kwestii. Mam nadzieję, że jednak go zniosą.
Mirosław Gronicki potencjalnym ministrem finansów - pamiętacie tego pana? Eksperta z rządu Belki? Ho ho ho... powraca stare i czerwone!
Z kolei Bronisław Komorowski orzekł, że chcemy zacieśnienia więzi z UE. No, cóż - socjalistę do centrali ciągnie. Ciekawa sprawa - na onecie opublikowali wypowiedzi frakcji Parlamentu Europejskiego. Oczywiście przytoczono jedynie frakcje z tzw. nurtu eurosocjalistycznego, tj. Europejską Partię Ludową (w skład której wchodzą eurodeputowani PO - to jasne, że chwalą swoich), Europejską Partię Socjalistyczną (cóż, ja bym się obraził, gdyby tacy się ucieszyli z mojego zwycięstwa) i jeszcze którąś z lewych frakcji. Wypowiedzi z Frakcji Europy Narodów, czy oczywiście nie opublikowano. W polityce zagranicznej wracamy zatem także do starego - gdakania jak kokoszki wokoło. Mnie to nie cieszy.
1. Przyspieszenie wzrostu gospodarczego (teraz mamy 6%)
2. Wzrost płac oraz podniesienie emerytur i rent
3. Budowa dróg i autostrad
4. Bezpłatny dostęp do opieki medycznej i likwidację NFZ
5. Podatek liniowy z ulgą prorodzinną
6. Budowa stadionów na Euro 2012
7. Szybki powrót naszych wojsk z Iraku (2008)
8. Skłonienie emigrantów do powrotu do Polski
9. Podniesienie poziomu edukacji
10. Rzeczywistą walkę z korupcją
wybory w Polsce
o tym już napisałem, więc chyba nie ma co poruszać tematu, którego każdy ma dość. Chciałem jednak podzielić się pewnych banalnym wrażeniem. Otóż, gremialne pójście na wybory i ratowanie ojczyzny głosem na PO wydaje mi się śmieszne. Obawiam się bowiem, że jeśli owi wyborcy przeczytaliby program PO, albo porozmawiali lub poprzebywali przez 24 godziny z którymś z polityków, nie byliby zbytnio zadowoleni. No, ale cóż - łatka medialna była jasna, polskie polityczne dziewice jak ognia boją się oddać michnikowskiego straconego głosu i w większości głosują tak, jak zasugerowali w telewizorze. Pan Tusk jest fajny, pan Kaczor nie. Pan Kwaśniewski też dość fajny, Pawlak też miły, a reszta to już stracone głosy - zresztą reszty nie pokazywali, więc reszta nie istnieje. Polak nie głosuje na to, co uważa za słuszne (w chwili wyborów jest chyba na tyle zdezorientowany, że zagłosowałby wg każdego krytetium), tylko na to jak mu zaprezentowano coś, co widział w telewizorze.
Powiem to w przypowieści. Przychodzi człowiek do restauracji i chce zjeść pysznego schabowego. Sorry lalka - mówi miglancowaty kelner - schabowe to obciach, a poza tym w karcie mamy tylko stare frytki, tłuste pierogi ze zmielonych uszu i żeberka prawie bez mięsa. Wszyscy wybierają frytki - Pan też wygląda jakby był fajny, frytki są dla Pana!
A wi pan co? - odpowiada klient - od zawsze miałem ochotę na stare frytki!
co mnie denerwuje?
to mnie właśnie denerwuje. Co jeszcze? Denerwuje mnie kraj, w którym teraz mieszkam - kraj, gdzie gospodarka się nie rozwija, chociaż każdy jest z niej bardzo dumny, gdzie ludzie chronią przyrodę, a zabijają własne dzieci, kraj w którym każdy szuka miłości, a większość znajduje tylko genitalia, kraj w którym socjalizm nazywa się liberalizmem, kraj gdzie cześć mówi się przez pół minuty! Kraj, w którym za pół wieku będą mieszkać Koreańczycy i Arabowie wraz ze starą mniejszością niemiecką (dwa głosy w Bundestagu), a którego obecni mieszkańcy są zawsze w dobrym humorze. Poza tym - wszystko w porządalu.
wierszydełko
dobra grzyzga, kończ pan żale! wierszyk dajem:
Muzeum zaprasza od rana do wieczora
inżyniera woltaż
na wykresie
milimetrowym
poety
dupaż zapełnionej sali
z pustym pierwszym rzędem i
potem zza ściany perfum
gdzie oddech nagle równy
oznacza usta otwarte
a oczy zamknięte
unoszące się nad krawatem
poety dupaż sali
gdynie jest wprawdzie specjalistą
ale mówi "ale"
słusznie wywołując parskanie
myśl na dziś
jest następująca:
Od skrytych grzechów moich oczyść mnie, Panie. A cudze odpuść słudze Twemu. Panie wysłuchaj modlitwy mojej, a wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie.
pod.red. ks. Janusza Lekana i ks. Jana O'Dogherty'ego, Rozmowy z Jezusem przed i po Mszy Świętej, Ząbki 2000, s. 13
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/22/2007 09:04:00 PM
6
komentarze
Etykiety: obiecanki-cacanki, poezja, praca, studiowanie, tusk, wybory
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/21/2007 09:00:00 PM
0
komentarze