co się stało się?
wczoraj pracowaliśmy z Danielem i Tawfiqiem rano na wydziale i co - i zostawiłem kabel w pracowni. Przymusowe zatem nicnierobienie w kwestiach projektowych choc zaowocowało najpierw złością moi mili, to jednak po natemperowaniu przez Oleńkę, przyniosło radość z wolnego od komputera weekendu, zająłem się modlitwą, spaniem, socjologią, umacnianiem obronności Państwa dziś po południu. Jednym słowem - nie ma panie tego złego, co by na dobre nie wyszło nam!
pytania kulturowe
tak, jak mówiłem - byłem w czwartek na medytacji na Schackstrasse. Bernd mi podupadł na zdrowiu, zaopiekowałem się chorym jak trza (akurat Michael musiał gdzieś pójść, a ja chciałem pogadać o planach na najbliższe tygodnie). No więc sobie tokujemy o przyszłotygodniowej imprezie niedzielnej, o rekolekcjach za dwa tygodnie (będę tylko od piątku wieczorem do niedzieli), gdy Bernd prosi o szklankę ciepłej wody. Pytam więc skąd jej w kuchni nalać, jak ciepła ma być, etc. a Benrd na to, że wystarczy że przekręcę kurek z czerwonym kółeczkiem i będzie ciepła. Można pic z kranu? Jasne. Okazało się, że było to jedno z pytań ujawniających różnice kulturowe. Otóż, dla Niemców to rzecz oczywista, że z kranu płynie niemal źródlana woda (poza byłym NRD). Inna interkulturowa rzecz, którą zaraz przypomniał sobie Bernd, to obecność w kościele na Josephsplatzu na polskiej Mszy ogromnej ilości młodych matek z dziećmi. Teoretycznie to jest możliwe, żeby kobieta była matką, ale odzwyczaiłem się od takiego widoku - powiedział z zadumą Bernd.
piekarnia piecze pieczywo
wielu Niemcy kojarzą się z pieczywkiem. Słusznie - pieką tutaj z nie lada zacięciem! Istnieją także sieci piekarni/cukierni, które ze sobą konkurują, pakując wypieki we własne torebeczki, z których można się dowiedzieć, że np. beczkokształtny pan z Dietlinderstasse piecze bułeczki z miłością, że Wimmer Baeckerei istnieje już ponad sto lat, że piekarnia pana Muellera kontroluje jakość i używa najlepszych składników, i tak dalej. Wypieki nieco droższe niż w Polsce - choć zdarzają się i takie okazje jak u nas np. na Centralnym - Daniel pokazał mi ostatnio piekarnię, która importuje pieczywo z Polski, dzięki czemu w cenie jednego ciacha, kupujemy sobie dwa. Nie są to wprawdzie lukrowane pączki za 50 groszy z Centralnego, ale zawsze ma się satysfakcję ze zrobienia dobrego interesu!
artykulas a sweterki
obiecałem, że będę kontynuował komentarz do artykułu pt. Zawodowcy z Tygodnika Powszechnego. Jak na moje oko, stanowi on doskonały przykład na niemal niewerbalne przekazywanie treści w tekście. Otóż, myśl przekazywać można także poprzez tworzenie atmosfery, poprzez opis - np. szczegóły otoczenia, dobór słów, które kojarzą się w odpowiedni sposób.
Przykładem takiego zastosowania opisu, jest fragment z artykułu, gdzie autorzy rozpływają się nad ubiorem uczestników dnia skupienia w krakowskim Barbakanie (http://barbakan.sicom.pl/). Otóż, jak donoszą autorzy, uczestnicy owych dni, studenci i licealiści, a także numerariusze Opus Dei - ubierają się elegancko! Yyyyyyyyy! Gwałtu rety! Mało tego! Jeśli nie garnitur, to w najgorszym razie sweter i koszula! Skandal, prawda? No, no... niezłe ziółka z chłopaków... Krawaty i koszule... no, no...
Jak to działa? Ano tak, że czytelnik który nie ma bladego pojęcia o Dziele (albo wie to, co każdy o Opus Dei wie z Kodu Leonarda... oraz wieści gminnej), myśli sobie - ho, ho, podejrzana sprawa, ubierają się jakoś dziwnie, garnitury, swetry. To rzeczywiście jakaś masoneria. No i gotowe - panowie miglance nie skłamali - a już wszyscy wiedzą wszystko.
Ale, ale - zadajmy sobie pytanie pomocnicze - a dlaczego to takie dziwne, że ludzie ubierają się na dzień skupienia elegencko? Spieszę z odpowiedzią: jeśli ktoś się odpicowuje na spotkanie z dziewczyną, to dziwne byłoby, gdyby nie odpicował się na spotkanie z... Bogiem. Nie wiem, czy redaktorzy TP wiedzą, ale katolicy wierzą w realną obecność Pana Jezusa w Eucharystii, z której wynikają nie tylko procesje i nabożeństwa eucharystyczne, ale właśnie osobista pobożność! To jedna sprawa - a druga, chyba głupio by było, gdyby mówiono o nas katolikach, że jesteśmy fleje i nie umiemy się ubrać. I wbrew pozorom, by schludnie i elegancko wyglądać, nie trzeba wydać fortuny, co również w paru miejscach sugeruje artykulas.
Wstyd Panowie miglance, wstyd. Sprawa przypomina podstawówkę, gdzie dzieci obraziły się na Kazia, bo Kazio słucha mamy, chodzi w lakierkach i dobrze się uczy. Dzieci wobec tego będą stwarzały wyssane z palca historie o tym, jak to Kazia leją w domu gdy przyniesie pałę, albo jak to go mama ubiera, albo steruje jego czasem.
rezerwa się szkoli!
tak sobie pangruszka pomyślał, że przygoda z wojskiem wcale się nie zakończyła - wszak niewykluczone, że WP zaprosi jeszcze parę razy kpr. Gnyszkę na weekendowe szkolenie. Co wtedy? Wówczas pangruszka pocałuje Żonę, pocałuje dziateczki i pojedzie do jednostki, by umocnić obronność Państwa. A gdy wróci, ucałowawszy Żonę, weźmie syna (-ów) na kolana i powie jak to było z innymi rycerzami się spotkać. Oczywiście - dwie osoby tego dramatu są już doskonale znane - nowych Czytelników odsyłam do archiwalnych postów ze zdjęciami moimi i Oleńki z października. Bo Żonę mieć i dzieci mieć, to nie takie pitu-pitu, ani w kij dmuchał, tylko powołanie. Małżeństwo zaś, to ani spółka świadcząca usługi podnoszące ciśnienie w narządach ograniczonemu gronu konsumentów, ani też spółka rozrodcza, ani też nawet spółka facility management opiekująca się wspólnym mieszkaniem i lodówką. Małżeństwo to sakrament. I to jak każdy sakrament - kosmiczny!
Skąd taka myśl? W Damestiftskirche mam przyjemność podpatrywać paru ojców, jeden obstawiony przez dwie małe córki, które stają po jego obu stronach gdy przyjmuje Komunię Św., a po Mszy idą z nim do obrazu Najśw. Serca Pana Jezusa, by się pomodlić modlitwą św. Piusa XI. Inny Pan - ojciec córki i dwóch bardzo podobnych przedszkolakowych synków, z których jeden służy do Mszy. Ministrant to mój ulubieniec - od razu byście go polubili!
dowcipas
wyszło na jaw, że Tawfiq - rodowity Syryjczyk - nie lubi Żydów! Wprawdzie pożegnaliśmy się per Shalom ale`kum, ale gdy żegnaliśmy się tak po raz drugi - zrobił minę obrzydzenia. Ja tam do samych Żydów nic nie mam, choć paru miałem nieszczęście poznać i zepsuli moje mniemanie o owym narodzie. No, ale opowiedzieć dowcipas o Żydach zawsze można, szczególnie gdy jest śmieszny.
Otóż:
- Dlaczego Żydzi mają duże nosy?
- Bo powietrze jest za darmo.
-----------------------------------------------------------------
Hahahahahahaha! Dobre, nie? Oj, ja to jestem figiel-migiel...
A opowiadałem Wam kiedyś jak to chcieliśmy z Oleńką kupić we Wrocławiu garnitur i opowiedziałem wtedy żart życia? Nie pamiętam, a nie chcę się powtarzać...
myśl na dziś
Iluż nerwic i histerii można by uniknąć, gdyby - zgodnie z doktryną katolicką - uczono ludzi żyć prawdziwie po chrześcijańsku: kochac Boga i przyjmowac przeciwności jako błogosławieństwo z Jego rąk!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 250
fotoloto


niedziela, 2 grudnia 2007
[2 XII 2007] Pierwsza Niedziela Adwentu - czekamy
Autor:
Maciej Gnyszka
o
12/02/2007 07:55:00 PM
0
komentarze
Etykiety: dowcip, katolicyzm, małżeństwo, opus dei, społeczeństwo, tygodnik powszechny, zdjęcia
piątek, 16 listopada 2007
[16 XI 2007] piątek, ile dziś wspomnień!
wspomnienia
dziś wspomnienie za wspomnieniem! Proszę bardzo - obchodzimy i rocznicę poświęcenia bazylik św. Piotra i Pawła, Apostołów, Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia, oraz świętych Małgorzaty Szkockiej i Gertrudy, dziewicy! Uffff... a oprócz tego tajemnice bolesne Różańca! Jest o czym myśleć dzisiaj - oj, jest!
Lexus w garażu
halo wieża! Ogłaszam, że przystąpiłem do rywalizancji z moim instruktorem jazdy o to, kto pierwszy zarobi przez internet na samochód. Ja ciułam na Lexusa SL, el Roberto - na Marcedesa! Do klików przystąp, nie możem być gorsi.
podatek lyniowy i Belkowy
miały być cuda, a na razie tylko cudeńka. W rządzie fachowców główne fuchy dostali odpowiednio: offowy pisarczyk, działacz sportowy, starszy sikawkowy... Podatek liniowy oraz likwidacja podatku od zysków kapitałowych (podatek Belki) poszły się - za przeproszeniem - pitolić. Śmieszna sprawa z liniowym - pan Kalinowski, szara eminencja nowego rządu (pamiętacie tego lenia z rządu SLD-PSL?) powiedział, że tak naprawdę nowa ordynacja podatkowa wg projektu PiS (!), wprowadza podatek liniowy, bo z dwóch grup podatkowych, w pierwszej jest 99% podatników. Jakże to, jakże? To PiS to były liberały? Na gospodarce się znać mogli? Nieeee... niemożliwe. Proszę mi powiedzieć panie Kalinowski, jak to jest, to już nie mówimy, że to co było przez ostatnie 2 lata było tragedią?
artykulik ekonomiczny - zrób to sam
wpadłem na pomysł. Po tym, jak od jesieni 2005 uważnie przyglądałem się codziennym pokazom manipulacji medialnej, robienia z ludzi idiotów i lansowania bylejakich tez jako oczywistych, oraz po wyciągnięciu z tego praktycznych, technicznych wniosków, postanowiłem zaprezentować jak taki tekścik da się stworzyć, np. a propos bieżącej sytuacji ogólnogospodarczej.
- kim jesteśmy i dlaczego to robimy?
jesteśmy miglancami po dziennikarstwie, albo naukach politycznych, albo jakichś tam stosunkach międzynarodowych, wychowaliśmy się w uwielbieniu dla giganta intelektu Michnika i jego przydupasów, wiemy że Polacy to antysemici i świrnięte katole, wiemy że podatek liniowy to liberalizm, ale już likwidacja ZUSu i normalna prywatyzacja, to nie wiadomo co, ale na pewno nie liberalizm, wiemy też że ludzie dzielą się na oszołomów i na tych, których tak nie nazwano w Wyborczej, Newsweeku, Przeglądzie, Trybunie, lub Polityce, wiemy także że lustracja to pogarda człowieka i boks w szambie. Pracujemy w gazecie, telewizji, albo radiu, zarabiamy te 2000-4000 PLNów, a nasz szef ma kumpli w polityce i podobno w służbach. Jesteśmy młodzi, zdolni, wykształceni, umiemy ładnie tańczyć i nie lubimy moherów.
- krok 1
piszemy o tym, że PO doszła do władzy i wywołało to dramatyczne spadki na giełdzie. Na potwierdzenie tezy zapodajemy wykres, najlepiej indeksów mWIG40 albo sWIG80 (albo oba równocześnie) pokazujący, że odbicie po dołkach z sierpnia skończyło się z chwilą wygrania wyborów przez PO, oraz dla analfabetów zapodajemy tabelkę z ujemnymi stopami zwrotu najgorszych spółek za ostatni np. miesiąc (dla porównania dajemy dane z analogicznego okresu zeszłego roku, kiedy biły rekordy).
- krok 2
wywiad z panem Kaziem, emerytem z Sosnowca, który na giełdzie jest od 1991 roku i takiego wodospadu na parkiecie nigdy nie widział! Stracił właśnie 50% kapitału uciułanego przez ostatnich 16 lat, a tu niejaki Chlebowski na dodatek mówi, że nie zlikwidują podatku Belki. Niegodziwcy!
- krok 3
filmujemy wyglancowanego Zbigniewa Chlebowskiego, który mówi, że nici z likwidacji podatku od zysków kapitałowych. Zimne dranie! - ludzie tracą przez nich pieniądze, a ci jeszcze chcą podatek odprowadzać!
- krok 4
na dowód naszej tezy, którą teraz uogólniamy, zapraszamy do studio znanego ekonomistę, który akurat nie pije wódki z PO, ma z chłopakami nie po drodze i towarzysko, i czysto politycznie. Tytułujemy go profesorem, prezesem, albo kim tam jest (uwaga: nie per panie generale, to inna dziedzina!), facet w zamian bredzi o tym, że oni się wcale nie znają na gospodarce, świat się z nas śmieje i w ogóle będziemy tu mieli od jutra Afrykę do kwadratu. Naszego miglancusia filmujemy z paroma centymetrami pudru na twarzy, oraz w pięknym fraczku, koniecznie na niebieskim tle i z kryształową szklaniczką pełną wody. Jeśli zamieszczamy ripostę kogoś z rządu - fotka, albo nagranie, gdy jest spocony, albo zdenerwowany.
Gotowe. Później jeszcze trzeba zadzwonić do kumpli ze studiów, albo liceum, którzy siedzą po innych redakcjach, żeby pocytowali artykulik, faceta też zaprosili, bo to tęga głowa, mądry facet. Później w niusach, które pójdą do innych redakcji i kolejnych artykułach zacytujemy co celniejsze spostrzeżenia... i każdy już wie, że jest tragicznie, że zapaść mamy.
co za muzyka
w ten sposób gadali do mnie przez ostatnie dwa lata mądrale z radia i telewizji, i gazet, które czytać i oglądać przestałem. Gadaninę ową można zilustrować pięknym filmem, w którym główną rolę odgrywa muzyka... Muzyka ta męczyła panagrzyzgie gdy wracał dziś z pracy!
powiedzonka, powiedzonka
bardzo pouczające jest poznawanie zagranicznych powiedzonek. Uprawiam tę dziedzinę z wielką radością! Ostatnio się dowiedziałem, że Niemcy nie mówią, iż mają coś w d..., tylko że im to mija ową d...ę! Dobre, co? No, i nie mówią, że ktoś kręci lody.
dowcipasek
- Dlaczego hakerzy nie atakują serwerów Agory?
- Bo myślą, że Adam Michnik, to to samo co Kevin Mitnick.
----------------------
Hahahahaha! Dobre, co? Ojej, ja to jestem, nawet zmęczony zachowuję wysoce wydestylowane i figlarne poczucie humoru!
kto nie chciał dać wódeczki?
wiadomość z ostatniej chwili - minister bez teki w nowym rządzie, niejaki pan Derdziuk - nie chciał dać Kazikowi Staszewskiemu wódki w latach osiemdziesiątych! Skandal. Na szczęście Kazik opisał wszystko w piosence KNŻ-u na mojej ulubionej płycie tej formacji, pt. Las maquinas de la muerte, posłuchać można na: http://www.tvn24.pl/-1,1528735,wiadomosc.html dziękuję Karolowi, który zwrócił mi na to uwagę.
Swoją drogą, gdy mianowano ministrów w poprzednim rządzie, media larum grały, że Kaczory robią synekury dla swoich kumpli. Pan Donek ma teraz ministrów bez teki - wszyscy się cieszą. A zaraz, a ta elitarna młodzież, co to zna języki, jest zdolna i wykształcona, otwarta na świat i głosowała oczywiście na PO, co na to powie? Nic nie powie, bo nie ma nic do powiedzenia - król jest nagi, a owa mityczna młodzież... ech... nie chcę wyszukiwać oględnych określeń, więc zamilknę.
wierszydełko
wznocnienie
Katowice szkocką kratą
wyznaczone dym się nad nimi unosił
gdy przyjechaliśmy
spodek już przycumował
wielką przyssawką trzymał się ziemi
a kafelkiem barierki
ogromny betonowy beret
jejku, tata ale że to się wszystko w ogóle trzyma
aaaaa, no musi, pan dobrze policzył to musi
się trzymać
bloki ubrały się w szkocką kratę okien
i pilśniowych ozdóbek
wąsy taty wtopiły nas
w śląskie otoczenie
po dniu była noc gdy dziadek umierał
zanim zasnąłem
modliłem się o jego zdrowie
o to by poskręcane żyły na skroniach
populsowały jeszcze
by brwi się żołniersko krzaczyły
zanim taty wąsy
bezgłośnie i modlitewnie się ruszały
wykąpały się w oleju
który jak koronkowe falbanki otaczał szprotki w ich blaszanej trumience
za dwa dni całowałem dziadka
po zimnych różańcowych paluszkach
myśl na dziś
Spraw, bym był świętym, mój Boże, chocbyś musiał używac kija. Nie chcę byc przeszkodą dla Twojej woli. Chcę jej odpowiadac, chcę byc wielkodusznym... Lecz czy moje pragnienie jest poważne?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 391
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/16/2007 08:36:00 PM
1 komentarze
Etykiety: diy, dowcip, ekonomia, kalinowski, podatki, poezja, polityka, społeczeństwo, staszewski
czwartek, 15 listopada 2007
[15 XI 2007] czwartek - św. Albert Wielki się uśmiecha
co to dziś było?
eja, eja, pangrzyzga od niedawna w domu, narabotał się dziś dużo! Najpierw zajęcia, podczas których m.in. prezentowałem z moją trzyosobową grupą prezentację na temat pokryć bitumicznych na stropodachy, potem szus do pracy, gdzie jak się okazało znów nie ma Ryśka (widzieliście go na fotach tydzień temu!), ale za to była Inez i ona zleciła mi parę robótek do zrobienia... Załapałem się też na wycieczkę na budowę, tj. rewitalizację i adaptację powojennego budynku o statusie zabytku na szkołę - Inez wzięła mnie do Smarta i popędzilim na budowę. Bardzo miło, pogaworzyliśmy, wszystko pomierzyliśmy, z inżynierem jakimśtam (nazwiska nie pomnę) odbyliśmy naradę (swoją drogą miło było się przedstawić: Gnyszka, Praktikant). I tak do 19:00 moi mili, oj ciężki, ciężki żywot (mam nadzieję, że za 20 lat przeczytają to moje dzieci i będą użalały się nad ojcem, jak to żyły sobie wypruwał...). Potem pędzikiem Różaniec w drodze na medytację na Schackstrasse, gdzie dowiedziałem się po medytacji, iż niewykluczone, że pangruszka zawita na hiszpańskim rynku medialnym... Halo, halo, Marcinie, Piotrku, wiecie coś o tym? Póki co, tajemnicy nie zdradzę.
finansowanie partii
dobra, bierzemy się za politykę, bo nie ma co opowiadać koszałków-opałków. Finansowanie partii politycznych. Hopla! (jak to mawia prof. Henne) - zara, zara! Dlaczego mam płacić ciężki piniądz na obiboków, którzy się dostali ze swoimi partiami do Parlamentu? Rzecz nie tylko antyspołeczna, ale i antydemokratyczna, że grupy w które obywatele się formują dla uzyskania nacisku na rzeczywistość polityczną, miały być nierówno traktowane... Uczciwie byłoby inaczej - żeby partie miały status stowarzyszeń i mogły być finansowane jedynie bezpośrednio przez obywateli i członków. Wówczas i musieliby zabiegać o poparcie, i debata okazałaby się bardziej merytoryczna (trzeba ludzi przekonać, by dali kasę na jakiś projekt polityczny)... Zresztą, z zupełnie abstrakcyjnego punktu widzenia - takie ustawodawstwo umożliwia powstanie sytuacji, w której jakaś nienaturalna konstelacja na scenie politycznej jest sztucznie podtrzymywana (powstają etatowi politycy, ludzie znienawidzeni trzymają się u władzy całe lata, etc.)
UPR wystąpiła ostatnio z odezwą do ponoć liberalnej PO, o zniesienie finansowania partii ze środków publicznych (zresztą postulują to od lat). Z tego, co pamiętam, PO obiecywała taki krok... Zobaczymy co na to życie - najwyżej usłyszymy bajkę o złym koalicjancie (bo na Kaczyńskiego ciężko już zwalić).
http://www.upr.org.pl/main/index.php?strid=1&katid=748
karyjerowicze
pisałem niegdyś o karierowiczach w PO. Miałem okazję poznać jednego najznaczniejszego jegomoscia - J.Artymowskiego, szefa Młodych Demokratów (młodzieżówki PO). Karierowicz i odrzucający typ jakich mało, pęd na kasę, własne biuro z biuściastą sekretarką i dziwna nielubność polskości (gdy w Brukseli założyłem koszulkę z Godłem i napisem POLSKA, raczył sformułować tezę, iż jestem faszystą) oraz skłonność do filipińskich napojów.
Proszę obejrzeć jego stronę i poczuć ten klimat: http://www.artymowski.pl/
Natomiast, nie chcę nikogo oceniać po wyglądzie, ani nic z tych rzeczy, ale to, co znalazłem na tej stronie (http://www.maciejbogucki.pl/ ), to lans na całego...
Mówię, moi mili - po młodzieżówkach ich poznacie! Nie znam nikogo z młodzieżówki PO, komu chciałbym podać rękę. Jeśli poznam - dam znać!
trzęsie warszawską Wall Street
aby opisać ostatni tydzień, a szczególnie dzisiejszy dzień na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, należałoby użyć jednego zdania, które przeczytałem na forum Parkietu: Ale jebło!
No, cóż, przecenę mamy dość mocno znaczną, niektórzy nie nadążają z liczeniem strat (ciężko znaleźć kogoś wolnego od tego problemu)... ale paradoksalnie - i ja w to wierzę, czas na zakupy obecnie jest najlepszy. Kupuj, gdy leje się krew - mówi jedna z giełdowych arcymądrych zasad.
kółko różańcowe
może założymy jakieś Kółko Różańcowe wokół bloga, co? Tak się za mnie Czytelnicy wczoraj pomodlili, że dziś wstałem jak nowy! Kurczę, Pan Bóg musi mieć do Was słabość...
piniądz leży na ulicy
nie wiem, co się dzieje, ale przysłali mi maila z Fachhochschule, że jestem jednym z paru szczęśliwców (Kasia też jest w tym gronie), którzy dostali stypendia od uczelni i proszą uprzejmie o podanie numeru konta... Nie chcę nic mówić, ale ostatecznie chyba na to wyjdzie, że na tym całym stypendium to pangrzyzga niezłe lody ukręcił!
dowcipas czwartkowy
dowcipas z życia wzięty. Rzecz dzieje się na zajęciach projektowych, w których uczestniczyła Kasia, profesor pyta studentkę:
- Co to jest piękno duchowe?
Studentka IV roku Fachhochschule Muenchen, odpowiada:
Nie wiem. Może wtedy, gdy ktoś czuje się dobrze? jest z siebie zadowolony...
-----------------
Hahahahaha! Dobre, co? Oj, boki zrywać, a juści, a ino!...
myśl na dziś
- Abyś nieprzyjaciół Kościoła świętego poniżyć raczył.
- Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.
- Abyś lud swój wierny w wolności utrwalić raczył.
- Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.
pod. red. ks. Waleriana Moroza CSMA, Nabożeństwo do św. Michała Archanioła i Aniołów, Marki 2005, s. 77
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/15/2007 11:18:00 PM
2
komentarze
Etykiety: artymowski, dowcip, giełda, młodzi demokraci, platforma obywatelska, polityka, praca, studiowanie
środa, 14 listopada 2007
[14 XI 2007] masakryczna środa
dzisiejszy dzień przyniósł kolejne ciekawe rzeczy, moi mili i w związku z nimi - wygląda na to, że muszę rozwiązać na uczelni dość skomplikowaną sytuację, o szczegółach będę informował później - głowa do pisania bloga zupełnie nie dopisuje. Nie to, żebym nie miał tematów - bo te kłębią się i w kalendarzu są spisywane - ale każdego wieczora jestem wymięty i czuję się jak po wyjęciu z sokowirówki. Nie to, żebym narzekał, ale zaczęło być dość ciężko. Wobec tego - zamieszczam dziś zdjęcia, których blogger nie chciał wczoraj, mam nadzieję, że dzięki spadkowi obrotów mojej płodności każdy będzie mógł nadążyć (słyszałem że pananikiel kończy już październik, czy to prawda?) z lekturą poprzednich postów, a ja powinienem odzyskać pełnię mocy twórczych koło prawdopodobnie już jutro, albo pojutrze. Tak, czy siak - proszę o modlitwę, kto potrafi, a tego kto nie potrafi, żeby poprosił kogoś, kto potrafi.
dowcipas
- Co czytał Aleksander Kwaśniewski za młodu?
- Filipinkę!
------------------
hahahahahaha! Dobre, nie? Ja to jestem! Zdradzę tajemnicę - ten dowcip wymyśliłem sam i jest dość hermetyczny. Zamieszczę zaraz ankietę, zobaczymy, czy skumaliście bazę.
myśl na dziś
Obyś nabył - chcesz je nabyć - cnót osiołka: jest pokorny, twardy i wytrwały w pracy, uparty!, wierny, bardzo pewny swego kroku, silny i - jeśli ma dobrego pana - wdzięczny i posłuszny.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 380
Bauphysik jest od 8:00, niektórzy nie wytrzymują...
to je Simon - mój współprojektant od mostu. Trzy lata starszy ode mnie... Jestem tu najmłodszy na roku (z kilkoma innymi osobami).
dr Werner w ogniu walki z przesądami nt. fizyki
prof. Richarz i KlimaDesign
przemiła postać, czyż nie?
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/14/2007 10:47:00 PM
2
komentarze
Etykiety: dowcip, studiowanie, zdjęcia
niedziela, 11 listopada 2007
[11 XI 2007] XXXII niedziela zwykła - niezwykłe Święto Niepodległości
Polska
czytałem ostatnio wyborny wykład prof. Nowaka z UJ (jeden z założycieli krakowskich Arcanów - http://www.arcana.pl/glowna.html) pt. Sens wspólnoty (wrzuciłem go na www.chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc). Wykład ze wszech miar wspaniały, uświadamia dlaczego rzeczywiście nie jesteśmy żadnym brzydkim kaczątkiem Europy, uświadamia wielkość tego, co zwykło nazywać się polskością... jeden z tych tekstów, po których człowiek odkrywa coś zupełnie nowego w sobie i swoim życiu! Jestem Polakiem, to znaaaacznie więcej, niż wywieszenie flagi 11 listopada, głosowanie co 4 lata pod dyktando sondaży i chełpienie się płaceniem podatków, jako nowym patriotyzmem...
wieczór i poranek
wczoraj wieczorem się trochę pobalowało przed komputerkiem, a pobalowało się głównie z chęci dalszego reserczu na temat Lecha Wałęsy i tego, co tak naprawdę do powiedzenia mają środowiska tzw. oszołomów, którzy patrzą na Lecha inaczej, niż oficjalna hagiografia patrzeć nakazuje. W tym celu wynalazłem w internecie film Grzegorza Brauna Plusy dodatnie. Plusy ujemne który stara się zagadnienie przybliżyć poprzez wywiady z kolegami Wałęsy z pracy w Stoczni, Wolnych Związków Zawodowych i później Solidarności oraz samym Wałęsą. Obraz jaki się z tego wyłania... cóż, nie jest pocieszający dla tych, którzy dali się ukołysać mitologiom pookrągłostołowym. Całego filmu wrzucić tu nie mogę, bo na youtube.com jest podzielony na parę części, ale polecam jego obejrzenie w innym serwisie - trwa tylko 47 minut (http://www.informacje.int.pl/plusy-dodatnie-plusy-ujemne.html). Sam zamieszczam jedynie kawalątek z końca filmu, właśnie wywiad z Wałęsą... proszę się przyjrzeć.
Katyń 1940. Pamiętamy
no i wstałem sobie dzisiaj, nieżywy nieco, bo jako się rzekło - wczoraj zabalowałem nad najnowszą historią Polski (dzisiaj to słowo nie jest dżezi, mówi się chyba per ten kraj). Rano zatem oko musiałem mechanicznie rozmrurzać, najpierw jedno, potem drugie, następnie ofiarowałem dzień Panu Bogu, rozruch poranny wg planu dnia poczyniłem, pod prysznic, śniadanko, hopla, hopla, chlastu-chlastu, i ogarnął mnie Duch. Duch mnie ogarnął patriotyzmu! Pomyślałem, że skoro wczoraj w Die Welt widziałem artykuł nt. Katynia (w Niemczech właśnie wychodzi na ten temat książka), dobrze byłoby napuściź i Bernda, żeby w Muenchner Merkur, gazecie w której pracuje, też naskrobał ogromny esej o Katyniu! Lobbing? Jasne, że lobbing! Dochnal się nie umywa (zresztą w więzieniu kąpiel wypada chyba 2 razy w tygodniu...)! Poszukałem zatem stron nt. Katynia po niemiecku. Szukałem, lecz nie znalazłem. Czy ktoś kto to czyta zna może jakąś niemieckojęzyczną stronę na w/w temat?
Szukając, trafiłem na http://www.pamietamkatyn1940.pl/ - stronę akcji, do której i ja się dołączyłem, kupując Gazetę Polską z repliką guzika wojskowego z 1939, którą noszę teraz w klapie marynarki. Równocześnie, przeglądając materiały nt. Katynia, pangrzyzga doznał wzruszenia...
Msza Święta w Damensstiftungskirche
Msza Wszechczasów w Damensstiftungskirche, jak co niedzielę. Dziś rekordowa frekwencja w kościele - wszystkie ławki zajęte maksymalnie, kruchta też pełna, nie wiem z jakiego powodu. Nie o frekwencji chcę jednak pisać, tylko o Mszy samej, która nie przestaje ujawniać przede mną swych tajemnic, głębi i piękna tekstów oraz gestów liturgicznych...
Mam nadzieję, że nikogo nie zgorszę ani nie okażę się ekshibicjonistą, jeśli powiem, że Msza Święta, Missa Tridentina, przenika panagrzyzgie do samego szpiku, do tego stopnia, że dziś płakał ów grzyzga podczas Kyrie i Glorii, które cudownie ciągnęły się wg neum rozpisanych na pięciolinii w mszaliku, które wydawało się, że trwały godzinami - najpierw wyznanie win i prośba o przebaczenie, a jako błaganie, rozdzierające, uniżone i lamentujące... jak można nie płakać, pamiętając i żałując za własne grzechy i prosząc o miłosierdzie, tego Który jest Miłością?! Później zaś Gloria - radosne śpiewanie Panu Bogu chwały na przemian z kantorem, z pietyzmem każde słowo, nuta, Rex coelestis... wówczas płakałem zarówno z wdzięczności Bogu za Jego wielkość, łaskę i piękno, ale i na wspomnienie właśnie 40 000 ofiar NKWD. Pomyślałem, że oni wiedzieli że nie będą już mieli okazji jeszcze raz, ze swoimi rodzinami, pięknymi żonami, rumianymi dziećmi czepiającymi się kolan, zaśpiewać w kościele, że Pan Jezus to Rex coelestis...
Msza Trydencka raz jeszcze
dla tych, którzy są ciekawi czego derywatem jest Novus Ordo, czyli zreformowany w latach 60. rytuał Mszy Świętej, zapraszam do obejrzenia archiwalnego filmu poniżej.
filmowo
zrobiło się nam filmowo, prawda?
dowcipas antisozialistisch na dziś
jest już po wojnie, jeden baca chce zapisać się do PZPR. Przychodzi do odpowiedniego urzędu i zgłasza się.
- Czy należeliście baco przed wojną do jakiejś burżuazyjnej partii?
- Nie należałem.
- Czy nie należycie do jakiejś tajnej, antysocjalistycznej organizacji?
- Nie należę.
- A czy w czasie wojny - nie należeliście przypadkiem do jakiejś faszystowskiej bandy?
- Nie - ta będzie pirso.
----------------------
Hahahahaha! Dobre, co? Uśmiałem się do łez, ach, chyba jednak niezły ze mnie figlarz-miglarz!
myśl na dziś
Mówisz, że Msza jest za długa, a ja dodaję: Bo twoja miłość jest za krótka.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 529
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/11/2007 11:27:00 AM
2
komentarze
Etykiety: dowcip, katyń, lobbing, Msza Święta, polskość, wałęsa
niedziela, 4 listopada 2007
jest godzina 19:40, pangrzyzga w marynarce z Bytomia, wyprodukowanej za średniozaawansowanego Gierka, siedząc w Schelling Salonie na rogu Schellingstrasse i Barerstrasse, popijając białego Schneider'a w oczekiwaniu na kolegów z grupy, po umiejscowieniu Oleńki na siedzeniu nr 10 w autobusie biura podróży Sindbad, nr 53 linii Ulm-Wrocław, po wylaniu setek łez, odwiedzeniu stylowej toalety Salonu, zasiadł koło 19:40 do pisania na laptopie dzisiejszego wpisu! Dziś kochanym Radiosłuchaczom należy się długaśny post - wszak przez ostatnie dni pangruszka pisał tyle, co kot napłakał, spadła była również nieco ilość odwiedzin, a co za tym idzie - i reklamy cienkie Gugiel powstawiał, i sam Lexus SL odjechał nieco w przyszłość... Do roboty moi mili. Blog powstaje - klawiatura pika - naród klika! Już od miesiąca - wczoraj mieliśmy rocznicę!
Ludwiku Dorn, psie Sabo, nie podążajcie tą drogą!!!
od wczoraj mieliśmy z Oleńką głupawkę. Dlaczego? Ach, to za sprawą rozważania słów jednego z demokratycznych autorytetów, złotoustego Prezydenta Dziesięciolecia, którego synonimy układają się w swojskie "OK"! Jarosławie Kaczyński! Lechu Kaczyński! Ludwiku Dorn! Psie Sabo! Nie podążajcie tą drogą!"Niestety, nie mają kochani Radiosłuchacze okazji przeżyć tego jeszcze raz, bo nie udało mi się znaleźć na youtube.com filmu z konwencji LiD, gdzie padły owe słowa w iście filipińskim stylu. Warto je jednak rozważać, bo są źródłem inspiracji co najmniej na 24 godziny, do tego stopnia, że zaczęliśmy z Oleńką zwracać się do siebie per "Psie Sabo" oraz "Ludwiku Dorn"! Pangrzyzga poleca.
słowa, słówka
niektórzy już wiedzą, niektórzy jeszcze nie, ale wraz z Oleńką przejawiamy iście obsesyjną chęć nazywania rzeczy po nowemu. Znaczy to ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że nadajemy nowe nazwy rzeczom i osobom istniejącym, szczególnie zaś sobie. Metoda Kowalskiej-Gnyszki jest prosta, a ilustrują ją przykłady: gdy nazywany zje za dużo czosnku, jest "czosnakiem"; gdy przeholuje z piwkiem, otrzymuje miano "piwaka", wyjątkiem jest tu "kiełbaśnik", ale wbrew pozorom nie jest to osoba, która nie wyrzuca za kołnierz kiełbasy, lecz osoba w wyjątkowo dobrym humorze. Proszę sobie zatem wyobrazić, jak to dziś po obiedzie (patrz: zdjęcia poniżej) powiedziałem do Oleńki "mój Ty psie Sabo", a w zamian zostałem nazwany "Sabakiem", co od razu zrozumieliśmy oboje jako "sabaka". Zbieżność chyba nad wyraz nieprzypadkowa - marszałek Dorn nazwał swojego pieska inspirując się językiem Puszkina i Lenina!
10 róż - lustereczko, powiedz o co chodzi
Oleńka dostała 10 róż, o czym każdy mógł się przekonać na zdjęciach któregoś z poprzednich dni. Założę się o autograf Kwaśniewskiego na milionowym egzemplarzu "Trybuny", że każdy zachodził też w głowę dlaczego akurat 10! Mam ku temu też inne przesłanki - dostałem tysiące listów i kartek z wakacji z pytaniem: "Paniegrzyzgo, dlaczego dzisięć, a nie dziewięć?". Wbrew pozorom nie jest to pomyłka Poczty Kwiatowej, ani nikogo innego. Tyle było w bukiecie, który kupiłem. Natomiast inną rzeczą jest to, że wokół 2010 roku, jako specjalnej daty krążą ostatnio moje myśli...
dowcip na niedzielę
był kiedyś taki kawał o Wałęsie (tak, to ten pan, którego najpierw wszyscy kochali, potem słusznie nienawidzili, protestowali gdy był prezydentem, robili sobie z niego jajka, jako niewykształconego elektryka wysłali na margines polityczny, a potem po 2005 roku okrzyknęli mianem autorytetu i speca od demokracji). Ten kawał brzmiał tak: Co się stanie, gdy Wałęsa wejdzie na czubek drzewa? Będą dwa czuby. Usłyszałem go w podstawówce - bardzo mnie cieszył. Ale, ale, mój wyborny dowcip ulepszył ów kawał. Oto jego bardzo śmieszna wersja: Co będzie, gdy Wałęsa, ubrany w buty z czubem, wejdzie na czubek drzewa? No, moi mili, co będzie...?
Hahahahaha... dobre, nie? Jak można mówić, że nie mam poczucia humoru?
Msza Wszechczasów
dziś z Oleńką - tak jak w zeszłym tygodniu - na Mszy Świętej, Missa Tridentina, w Damensstiftungskirche, niedaleko Marienplatz. Co może powiedzieć człowiek wychowany w Novus Ordo, który jedynie z Christianitas, internetu i ustnych przekazów dowiadywał się czym był i jest pierwotny ryt rzymski? Może powiedzieć, że wreszcie, pomimo tysięcy komentarzy rozumie gesty liturgiczne w ich naturalnym środowisku, że wreszcie nie przeszkadza mu nikt, nikt nie stoi pomiędzy nim a Panem Bogiem - nikt nie chce skupiać jego uwagi na sobie, a to komentując wszystko, a to będąc do niego zwróconym, czy z nim zbyt często dialogując. Wreszcie widzę, że dzieje się Ofiara, zamiast miłego posiedzenia z przerwą na Komunię, że wreszcie teksty i śpiewy liturgiczne wyrażają bez ogródek pełnię i głębię wiary... Nie mogę się pozbyć wrażenia, że Novus Ordo to po prostu cienka kopia, piąta woda po kisielu, wobec pierwotnego rytu. Cóż, Paweł VI najwidoczniej miał rację w słynnym przemówieniu o smrodzie szatańskim, który wkradł się do Kościoła w związku z dyskusyjną implementacją nieomylnych zaleceń ostatniego soboru.
kiepska baletnica a Ryt Rzymski
no, cóż - ludzie mawiają, że Mszy Trydenckiej się nie rozumie, bo jest po łacinie, że jest tyle przyklęków, przeżegnań, pokropień wodą, pokłonów, rozwlekłych modlitw, że to jest nie do ogarnięcia... Każdy, kto to głosi, powinien sprawdzić w praktyce, czy ma rację. Ja już sprawdziłem i mówię zawczasu - nie, nie ma racji.
Otóż, zapomina się o paru sprawach, z których wymienię tu ledwie parę. Po pierwsze - tekst oraz gest nie tylko wyrażają wiarę, ale i ją formują. To jest chyba jasne - relacja, o której mowa jest zwrotna. Wobec tego, nie ma co się dziwić, że ludzie wychowani na Novus Ordo mają ogromne problemy z zajarzeniem o co chodzi we Mszy, że ma charakter ofiarny, często nawet nie wiedzą w co formalnie wierzą, wypowiadając słowa Credo. Nie może być inaczej. Jestem przekonany, że jeśli śpiewa się Credo przez prawie 10 minut, także rozważa się jego tekst - to, że wierzy się w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, że wierzy się w świętych obcowanie, itd. Sama forma do tego zmusza.
Po drugie - łacina. Trudniejsza forma wyrażania myśli, to pewne. Jednak obcy, odświętny język po pierwsze czyni ze Mszy wydarzenie niecodzienne (a takie jest), po drugie zmusza do przestudiowania i zrozumienia tych tekstów, po trzecie wspólnie recytowanych tekstów nie jest dużo, więc spokojnie można się z nimi przy pomocy Mszalika zapoznać.
Po trzecie i po sześćdziesiąte - chyba dalsze aspekty omówię w przyszłości, bo miejsca braknie, a ja jeszcze o paru sprawach chciałem napisać...
Msza Trydencka jako szkoła cnót rynkowych
pangrzyzga to rasowe homo oeconomicus, dlatego nie mogło nie pomyśleć o zastosowaniu rynkowym cnót, które pozwala rozwinąć w wiernym uczestnictwo w Mszy Wszechczasów. Z racji niewielkiej ilości wspólnie recytowanych tekstów, człowiek ma możliwość samodzielnej, cichej modlitwy, choć złączonej z modlitwą Kościoła wojującego i uwielbionego (tj. z żyjącymi na ziemi i tych, zbawionych). Samodzielność, własna inicjatywa - nikt nie prowadzi nikogo za rączkę. Te cnoty przejawiają się też przy konieczności przygotowania się do Mszy Świętej - posiedzenia troszkę nad tekstami, etc.
Nie bez kozery zatem to hiszpańscy i północcy scholastycy położyli fundamenty pod współczesną austriacką teorię wolnego rynku. Nie bez kozery to oni stworzyli współczesną teorię ceny, rozwinęli prócz tego zręby teorii kredytu, a oprócz tego logikę, ale to już na marginesie...
Jeśli ktoś Wam będzie mówił o chrześcijańskim socjalizmie, to pocałujcie go w pupkę.
USA, kredyty hipoteczne i kryzysy
pewnie i nie zainteresowani słyszą o kryzysie na rynkach finansowych w USA, o tym że z tą giełdą to nie tak różowo, itd. Parę myśli na ten temat, jeśli można.
Nerwowość w ostatnich tygodniach powodowało obniżenie ratingów dla paru banków inwestycyjnych w USA (m.in. Citibanku - słyszysz Tata?). Dlaczego obniżono ratingi? Bo banki inwestowały na rynku kredytów subprime, na którym mieliśmy w wakacje mocne tąpnięcie. To, że poniosły stratę, było wiadomo, tylko że dopiero teraz wiadomo jak duże, bo mamy sezon publikacji wyników kwartalnych. Jak zatem ocenić obecną atmosferę na rynku? Psychologia, nic nowego się nie dzieje, piąta woda po kisielu. Sytuacja może się zmienić, jeśli pogorszy się sytuacja okołorynkowa.
Co zatem robić? No, cóż zasada jest jedna - kupuj, gdy jest tanio. Pangrzyzga ruszył już na zakupy, innym radzi to samo. Jeśli będzie taniej - kupimy taniej, jeśli będzie jeszcze taniej - zaciśniemy pampersa do oporu i sprzedamy choćby za dwadzieścia lat, kiedy będziemy już mieli Lexusa...
Aha, dolar się osłabia, dlatego warto się pakować w fundusze akcji zagranicznych denominowane w obcych walutach (oczywiście poza dolarem amerykańskim...). To taka rada...
wierszydełka dziś nie będzie
myśl na dziś
Bóg nie wyrywa cię z twego środowiska, nie odciąga cię od świata, od twojego stanu ani od twoich szlachetnych, ludzkich ambicji, ani od twojej pracy zawodowej... lecz chce, abyś właśnie tam był świętym!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 362
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/04/2007 11:00:00 PM
3
komentarze
Etykiety: dorn, dowcip, giełda, Msza Święta, oleńka, polityka
piątek, 2 listopada 2007
co to dzisiaj mamy?
no, moi mili - dzisiaj Zaduszki, czyli wspomnienie wszystkich wiernych, którzy zdążyli już pomrzeć. Dzisiaj katolicy z całego Weltu, czyli świata modlą się za ich dusze. To tak w ramach przybliżania obcych kultur.
reforma bloga
w dziesiątkach tysięcy maili, kartek z wakacji i listów miłosnych, które codziennie przynosi mi listonosz, pojawiła się ostatnio taka myśl: paniegrzyzgo, pisz pan więcej o przyziemnych sprawach, o życiu szarego Polaka. Hmmm... powiedziałem ci ja sobie w duszy i pomyślałem, że skąd ja, jaskiniowy antykomunista i katolicki mason mam wiedzieć, co jest bliskie szaremu Polakowi, skoro wie to jedynie Donald Tusk i jego pracownicy jego platformy wiertniczej! Wpadłem jednak na pomysł - toż sarmackiemu czerepowi rubasznemu bliskie są żartobliwe figle-migle! A tak się składa, że mam bardzo wspaniałe poczucie humoru (nie wiedzieć czemu, mało kto to potwierdza, ale ja wiem swoje - często sam się śmieszę!), to będę codziennie opowiadał dowcip! Super, co?
dowcip
Przychodzi jasnowidz do jasnowidza.
- Wiesz co?
- Wiem.
-----------------------------------
dobre, nie?! hahahahahahaha!
nasze miejsce jest przy Sakiewiczu
ziemia zadrżała! W obronie Tomasza Sakiewicza i Katarzyny Hejke wystąpili już Tomasz Terlikowski z Rzeczpospolitej i Premier. Nie chcę nic mówić, ale Terlikowski powtórzył w swoim artykule moją tezę, iż jeśli coś podobnego zdarzyłoby się przed miesiącem i sekowanym dziennikarzem byłby ktoś z Trybuny, Wyborczej, Polityki i innych piśmidełek, zaraz oglądalibyśmy tysięczny odcinek spektaklu pt. Dlaczego polska demokracja upada setny raz w tym miesiącu? Przy okazji obejrzałoby się nieco biustów, dzięki rozdzieraniu szat przez autorytety z lewa i z lewa.Teraz jednak autorytety milczą. Bo nie są żadnymi autorytetami, ot po prostu. czy sprawa jest ważna? sprawa wbrew pozorom nie jest błaha - Sakiewicz w GP sprzed tygodnia pisał o tym, że spodziewają się ataku na Redakcję. Zresztą na ten wypadek już przed rokiem powołali do życia miesięcznik z innym wydawcą (tu już nie ma konfliktu właścicielskiego z Agorą w tle). Ja natomiast dziwię się, że moje słowa w przedwyborczej rozmowie z Berndem, że obawiam się powrotu ciemnych czasów postkomunizmu, gdzie każdy kto nie zgadzał się z linią Gaz Wyb, kto uważał że gen. Kiszczak nie był mimo wszystko człowiekiem honoru, że mordercy z okresu stanu wojennego i całego PRL są mordercami, że ci którzy walczyli z zamachem na Ojczyznę między 1944 aż po lata sześćdziesiąte (wtedy z tego co pamiętam został wymordowany ostatni oddział podziemia antykomunistycznego), gdzie każdy kto tak myślał został odsuwany od mediów, oznaczany łatką oszołoma, antysemity i spychany na margines.wypowiedź Terlikowskiego:http://wiadomosci.onet.pl/1634119,11,item.htmlwypowiedź Premiera:http://wiadomosci.onet.pl/1634399,11,item.htmlhttp://wiadomosci.onet.pl/1634459,11,item.html
Czesław Kiszczak a rynek nieruchomości
wbrew pozorom, Czesław Kiszczak nie ma wiele wspólnego z rynkiem nieruchomości, poza tym że pewnie na paru nieruchomościach Polski Ludowej się uwłaszczył. Ma natomiast coś wspólnego z reklamami na moim blogu. Jak zwykle zaznaczę - nieruchomości chciałbym, usługi finansowe, inżynieryjne, zarządzanie jakieś, kosmetyka estetyczna, stomatologia. No, chyba starczy. Aha, jeszcze jedno - testy DNA! Raz jednak miałem dzwonki do komórek i po kliknięciu zdałem sobie sprawę, że w linku widnieje nazwisko Człowieka Honoru!!! Oto link:http://www.mobi-bonus.com/landing.jsp?a=100&ppc=google&k=Czeslaw+Kiszczak
myśl na dziś
Wzburzyło się morze i zadrżała ziemia,
gdy Michał Archanioł zstępował z nieba
Święty Michale Archaniele, broń nas w walce,
Abyśmy nie zginęli na straszliwym sądzie.
pod. red. ks. Waleriana Moroza CSMA, Nabożeństwo do św. Michała Archanioła i Aniołów, Marki 2005, s. 53
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/02/2007 05:34:00 PM
5
komentarze
Etykiety: dowcip, katolicyzm, kiszczak, sakiewicz, terlikowski






