Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trybunał konstytucyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trybunał konstytucyjny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2008

[6 VI 2008] piątek, św. Norberta, biskupa

Trybunał Konstytucyjny
ostatnio rodzimy Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż moje pieniądze i Wasze nie są nasze, tylko państwowe. Do tego można sprowadzić orzeczenie ws. statusu środków nagromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Będę o tym jeszcze pisał, to tylko zajawka, ale już wynika stąd wniosek - nigdy więcej umowy o pracę!
Osiecka i Herbert
nie wiem, co pod koniec życia sądziła o A. Michniku Agnieszka Osiecka, ale widzę, że dziś jej osobą Agora chce odbudowywać postać Michnika. Wyszła oto ostatnio książka List do Adama, czy coś w tym stylu - listy Osieckiej i znajomych do siedzącego wówczas w więzieniu Michnika. Och... ach... ludzie listy do Półboga Adama pisali! Cała Polska pisze do Adama!
Z Herbertem tak łatwo nie pójdzie - bo po 1989 roku psy na Michniku wieszał. Oczywiście środowisko próbuje Herberta zawłaszczyć, ale tutaj sytuacja jest trudniejsza - teksty z Tygodnika Solidarność zawsze ktoś przypomni...
Bankructwo małego Dżeka
znacie tę książkę? Nie pamiętam kto ją napisał, ale miałem ponadpięćdziesięcioletni egzemplarz i przeczytałem za namową Taty! Cudowna! To, że postać Pieniężnika umocniła się w mojej osobowości zawdzięczam chyba i tej książce...
wsparcie? wsparcie!
zaraz napiszę nowego posta, nt. sytuacji opisanej wczoraj i przedwczoraj, ale zobaczcie - gdyby dobrzy ludzie nie mieli pieniędzy, naprawdę nie mogliby dobrze pomagać. Jednym słowem - wspierajcie się nawzajem. Kupujcie od siebie, róbcie razem biznesy. Pieniądz musi być w dobrych rękach.
Równolegle, muszę poinformować, że mam kilka nowych pomysłów na opanowywanie internetu (mam pomysł na dwa bardzo pożyteczne portale), których tajników zdradzić nie mogę, ale zdradzę chociaż to, że domeny już wykupiłem! Debiuty planuję na nowy rok akademicki, czyli po wakacjach. O pracach będę informował i podawał szczegóły.
Jednak z tym wiąże się silniejsza prośba o wsparcie. Najpierw duchowe i modlitewne. Potem zaś finansowe - form wsparcia jest dużo, można o nich przeczytać klikając w banner poniżej. Są wśród nich takie, które nie wymagają ze strony Czytelnika żadnego angażu finansowego oraz takie, które polegają na korzystaniu z usług, które udostępniam.
Pomyślałem, że Wam o tym przypomnę, że:
- jeśli chcecie kupić komuś książkę na urodziny/inną okazję - wejdźcie na http://www.zlotemysli.pl/ekonomiczna.php i może kupcie mu wersję papierową którejś z książek,
- chcecie otworzyć jakieś konto, lokatę, zaciągnąć kredyt, kupić jednostki uczestnictwa w TFI? Nic łatwiejszego, jak zrobienie to poprzez http://maciejgnyszka.systempartnerski.pl/ - produkt kosztuje Was tyle samo, a papierki wypełniają pracownicy banków/pośrednicy, a część prowizji dla nich idzie do mnie. Zresztą dostaniecie ode mnie w razie czego poradę przed spotkaniem z doradcą, lub kimś w tym stylu, gdybyście nie mieli skonkretyzowanych zamiarów.
- i tak dalej - możecie mówić o tym znajomym, a jeśli chcecie o coś spytać w ramach wsparcia, albo nie wiecie jak to robić najmniejszym kosztem dla Was, albo macie jakiś pomysł - napiszcie mi maila: gnychen@poczta.onet.pl W kupie siła!
Piszę o tym, gdyż najprawdopodobniej nie dam rady prowadzić tych portali sam i będę musiał w końcu zatrudnić sekretarkę/sekretarza. Ta chwila przychodzi w życiu każdego mężczyzny, który cierpi na nadaktywność.
myśl na dziś
Nie bądźcie ludźmi małodusznymi, mężczyznami czy kobietami niedorosłymi, krótkowzrocznymi, niezdolnymi do ogarnięcia nadprzyrodzonego chrześcijańskiego horyzontu dzieci Bożych. Bóg i odwaga!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 96

poniedziałek, 21 stycznia 2008

[21 I 2008] poniedziałek - wspomnienie św. Agnieszki, dziewicy i męczennicy (Dzień Babci)

ojojoj, co tak późno?
późno już, co? Niestety - jestem od samego rańca na nogach, rano spotkaliśmy się z Danielem, rabotaliśmy jak dzikie króliki na Wydziale, zdoławszy wydrukowac 80% plansz. Później powrót do domu, przechwyt przekroju od Tawfiqa, sporo czasu na poprawki - wykończenie kolejnej planszy i lot na Wydział celem druku. Druk poszedł, długo musiałem czekać i nie wyrobiłem się na Mszę w katedrze, ale za to zdążyłem na krąg na Schackstrasse. Nie wiem, czy wiecie, co to krąg, ale ciekawych odsyłam do strony http://www.opusdei.pl/art.php?p=26189 - dziś bowiem mija dokładnie 75 lat, odkąd św. Josemaria poprowadził pierwszy krąg.
Potem szybki powrót do domu - konstatacja że ni ma chleba - rozmrażanie trzech przedświątecznych kromek, robota nad innymi planszami, poprawianie rzutów (nie chcę narzekać na ich Autora, ale poczytajcie wczorajszy post nt. współpracowników...) i koniec. Czyli teraz. W międzyczasie obsłużyłem dwoje uczniów, porozmawiałem z Mamą, Oleńką i cuda na kiju. Zaraz zasnę, a jak zasnę, to się długo nie obudzę!

sesja śmierci - sesja śmierdzi
miałem raniutko napisać raport giełdowy, ale nie starczyło czasu. Japończycy nie stanęli na wysokości zadania i się wczoraj skichali. Zamknięcie koło -4% (i tak się na koniec wybronili). Później już na całym świecie konkurs kto sprzeda taniej, a w tej materii rodzimi inwestorzy są najlepsi - zajęliśmy piąte miejsce na świecie w skali spadków! To nic, że średni wskaźnik cena/zysk dla wszystkich notowanych spółek jest na rekordowo niskich poziomach (w USA zresztą też) - gdzie tam!
Stoimy jednak przed problemem. Z jednej strony najwidoczniej nadzieje na dzień odwrotu zostały pogrzebane - luka bessy nie została domknięta, a najbliższe wsparcie czeka na nas w okolicach 2800pkt. na WIG20 (swoją drogą pamiętam, jak jeszcze rok temu z hukiem przebijaliśmy od dołu granicę 3000pkt. na tym indeksie - to były czasy!) .
Z drugiej zaś wiadomo, że panika kończy wyprzedaż. Problem polega jednak na tym, że panika zawsze może być większa. Jeszcze tydzień temu nie wyobrażałem sobie takiej jazdy jak dziś (polecam http://www.gpw.pl/ - proszę odcyfrować po ile pospadały indeksy)... co oznacza, i tu chyba rację ma niejaki Piotr Kuczyński z Xelionu (facet od przeszło 5 lat mówi o bessie, w końcu trafił, hehehe...), że czeka nas albo porządne odbicie (nastawiałbym się w okolicach 2800pkt. dla WIG20), albo krach. Co to jest krach? To jest wtedy, gdy indeksy rąbną w jeden dzień po 20% w kierunku piwnicy. Rach-ciach, posprzątane i po strachu. Niektórzy skaczą z okna, inni właśnie kończą zakupy, jeszcze inni lądują z zawałem u profesora Religi.

Z ostatniej chwili - Nowozelandczycy zaczęli -3,77%, ale odbijają...

politics
mieliśmy wybory - pamiętacie, prawda? Jakiż to był jubel! Jakie to cuda będą (no, cuda są - mamy drugą Japonię na giełdzie), ho ho! Niektórzy na szczęście już pomiarkowali, że dali się zrobić w balona, że po raz piąty obserwują, jak Ci sami panowie pod kolejnym szyldem wycofują się z obietnic, podwyższają sobie uposażenia (wiecie jaka była jedyna poprawka do budżetu, który zostawił w spadku rząd PiSu? 3000zł więcej pensji poselskiej...) i ustawiają się na kolejne 4 lata. Jaja jak berety - dać się tak regularnie i bezczelnie doić przez nieudaczników, którzy nie umieliby obsłużyć odkurzacza.
Apeluję do każdego, kto używa umysłu - proszę czas do najbliższych wyborów wykorzystać na parę ważnych dla naszej przyszłości spraw:

- obserwację partii będących w Parlamencie,
- zastanowienie się nad tym co uważa się za Wartości,
- zastanowienie się nad tym, jak te Wartości należy wcielić w życie (instytucjonalnie),
- znaleźć partię która deklaruje takie wartości i takie sposoby ich aplikacji.

Nie ma bowiem czegoś takiego, jak głos zmarnowany - ktoś, kto tak mówi, nie kuma chyba na czym polega demokracja. Głos zmarnowany, to głos oddany bez namysłu, moi mili, a nie głos oddany w zgodzie z sumieniem. Jeśli głosując na partię pozaparlamentarną, marnuję głos, bo jeden niczego nie zmieni, to niby dlaczego mam glosować na partię, na którą głosują wszystkie barany - skoro jeden głos niczego nie zmieni?!

ombudsman i finansowanie
pamiętacie, jak doniosłem iż Rzecznik Praw Obywatelskich, dr Kochanowski zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego ustawę "anty"aborcyjną? Cicho o tym - tak jak przewidziałem, strategia przemilczania. OK. Problem w tym, że rozpoczęto z Kochanowskim chyba cichą wojnę - prokuratura żąda od niego wyjaśnień ws. prezentu, który dał lekarzowi po operacji swojej mamy paręnaście lat temu (mówił o tym przy okazji dyskusji o tzw. służbie zdrowia). Dobre, co?
Panie Lis i Żakowski - to nie jest zamach na demokrację i instytucje państwa demokratycznego, liberalnego i III RP? To nie zamach na autorytety? Nie, skądże, Kochanowski to konserwatysta, a konserwatystom, liberałom i katolikom, tolerancja się nie należy (pisał o tym zresztą też i Król i Sierakowski).
Swoją drogą, PO powinno dostać wielkiego kopa w pompadełko. Przecież to granda - obiecywać przed wyborami zniesienie państwowego finansowania partii politycznych, a teraz się z tego chyłkiem wycofać. Czujecie o co chodzi? Panowie, miglance w garniturach zdecydowały, że ja, panagrzyzga mam obowiązek otrzymywać z podatków ich partie tylko dlatego, że się dostały do Parlamentu, a dostały się, bo je moi Rodzice utrzymują już 20. rok! Jasna cholera! Nie ma żadnej racji po temu, bym ja utrzymywał komuchów z PZPR (obecnie LiD), komuchów ze Związku Młodzieży Wiejskiej (obecnie PSL), geszefciarzy z UW (obecnie PO) i co niektórych bałwanów z PiSu. A utrzymuję ich po to, by walczyli z moimi kandydatami, mając miażdżącą przewagę dzięki temu , że mnie zmusili do utrzymywania ich nędznych biur, szwagrów, ciotek i świekr których tam pozatrudniali. Jeśli są tacy mądrzy i demokratyczni - proszę bardzo konkurować o poparcie i składki. Won cielę do obory!

kliken, kliken - wielka prośba (powtarzam, żeby nikogo nie ominął cynk)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniać mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząć; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwość ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzać) - byłbym bardzo zobowiązany.

myśl na dziś

nie każdy, kogo nazwą mędrcem, jest mądry
Maciej Gnyszka

sobota, 12 stycznia 2008

[12 I 2008] sobota, główny post się pisze - oj pisze się!

RPO - cicho sza!
jak już napisałem po powrocie do Monachium - inicjatywa Rzecznika Praw Obywatelskich, tj. zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego ustawy antyaborcyjnej spotka się z przemilczeniem. Proszę zauważyć - najpierw parę spazmów i próba ukręcenia sprawie głowy przez tradycyjne bajanie o historycznym kompromisie... potem nagle miglance pomiarkowały, że sprawa tak naprawdę jest przegrana i prezes Stępień będzie musiał stanąć na głowie, by orzec że przepis ustawy mówiący, że można zabić kogoś dlatego, że wykryto u niego chorobę jest zgodny z konstytucyjnym zapisem o tym, że Rzeczpospolita zapewnia każdemu prawo do życia, bez względu na rasę, religię, etc. Stępień ma trzy drogi - albo stanąć na głowie i nagiąć prawo, by skargi nie rozpatrzeć (kompromitacja), albo stanąć na głowie i nagiąć prawo, orzekając że
przepisy są zgodne, albo po prostu orzeknie to, o czym od dawna wszyscy prawnicy wiedzą.

Kiyosaki - kto to taki?
nie wiem, czy słyszeliście o kimś takim jak Robert Kiyosaki. O facecie słyszałem już parę razy, a oto efekty mojego reserczu.
Facet jest Azjatą, który chyba buduje coś w stylu Amwaya. Ogólnoświatowa siec partnerów, którzy sprzedają jego książki, grę w stylu Monopoly (nazywa się Cashflow 101), polecają jego stronę (http://www.bogatyojciec.pl/) i inne fanty, pobierając za to 15% prowizji. Facet propaguje jakąś tajemniczo brzmiącą ideologię Bogatego Ojca. Z grubsza chodzi o to, żeby być milionerem i nie pracować. W materiałach Kiyosakiego jak mantra powtarzają się zaklęcia w stylu sukces finansowy, niezależność finansowa, etc. Co ciekawe, facet jest kimś w rodzaju guru, w dodatku nazywanego przez wyznawców najbogatszym inwestorem na świecie (śmieszna sprawa - nie słyszeli o Warrenie Buffetcie, albo rodzimym Czarneckim?). Podsumowując - nieco tandetnie wyglądający, odgrzewany kotlet mejd in jułesej, motywacja, piękni, młodzi i bogaci przez całe życie!
Porównanie do sekty jest tu jak najbardziej na miejscu - parę osób z iście apostolskim żarem polecało mi książkę Bogatego ojca.
Sprawa przeszłaby koło mojego nosa jako kuriozum, gdybym nie dostał pewnego czasu (któryś raz z rzędu) łańcuszkowego maila. Nie wiem, czy ktoś już o tym słyszał - wyjaśnię sprawę poniżej - ale rzecz wymyślił właśnie rzeczony Kiyosaki. Jako, że gostek jest interesujący - postanowiłem spróbować i z eksperymentu zdać sprawę na blogu! Yeah.

na czym to polega?
eksperyment i całe przedsięwzięcie polega na tym, że wydając 5zł ma się możliwość zarobienia sumy wielokrotnie większej. W jaki sposób? Prosty - otóż:

1/ otrzymujemy maila z załącznikiem który zawiera tekst zachęcający do wejścia w łańcuszek oraz pięć numerów kont (n innych osób też dostaje już takiego maila),
2/ przelewamy na pierwsze konto 5zł (w danych odbiorcy wpisujemy 'xxx', a w tytule: proszę, dodaj mnie do swojej listy mailowej).
3/ skreślamy je z listy i swoje wpisujemy na ostatnią pozycję,
4/ wysyłamy maila z nową listą kont oraz instrukcją do np. 40 osób.
5/ część z nich (Kiyosaki ocenia, że 12,5%) zrobi to samo - dzięki czemu nasze konto przeskoczy na czwartą pozycję.
6/ sytuacja powtarza się czterokrotnie, aż dość spora liczba osób (wzrost jest potęgowy) otrzyma maila z naszym kontem na pierwszym miejscu.
7/ cześć z nich decyduje się na przelew - i pieniążek leci na nasze konto.

Ciekawe, prawda? Piramida
zasada działania tej maszynki jest prosta jak cep. Po zastanowieniu się, uznałem, że to musi działać, ponieważ ilość osób na świecie spokojnie można uznać za nieskończoną (proszę zważyć na wymianę pokoleniową), w związku z czym zawsze jest ktoś, kto jeszcze nie dostał maila. Wydaje mi się zatem jasne, że tracąc te 5zł szansa na o wiele większy zarobek jest dość spora. Maszynka działa oczywiście dopóki każdy stosuje się do instrukcji - w sytuacji gdy każdy oszukuje - każdy wydaje 5zł i otrzymuje niewiele z powrotem.
Tyle teoria.
Postanowiłem rzecz sprawdzić empirycznie i zdać z tego sprawę na blogu.

uwaga - zróbmy zatem eksperyment!
eksperymentu jednak nie przeprowadzamy, gdyż okazał być się na 99% nielegalny. Zapraszam do całej dyskusji w komentarzach.

A pod tym adresem można ściągnąc załącznik do maila: www.chomikuj.pl/gnyszka/szybka+kasa+-+Kiyosaki.doc e co z tego wyjdzie.

marksizm mejdinjułesej
nie wiem, czy już się spotkaliście z tym zjawiskiem, ale ja - nie tylko w Niemczech - wciąż spotykam się z recydywą marksizmu. Oto ostatnio spotkałem się z serdecznym i kochanym Kolegą (czytasz?), który w USA nauki pobiera. Z niewiast przeszliśmy nie wiedząc czemu na politykę i nagle się okazało, że propozycje Marksa jawią się mojemu rozmówcy jako warte uwagi i być może aplikacji. Na nic zdały się moje szat rozdarcia, na nic.
Temat poruszam z dwóch powodów - po pierwsze dlatego, by usprawiedliwić to, że w najbliższych paru odcinkach bloga pewnie będę się odwoływał do maila, którego dostałem po rozmowie. Po drugie dlatego, by zadumać się nad tym zjawiskiem w ogólności. Jak to bowiem jest, że to, co do niedawna uważano za obskurantyzm, utopię i szajs, nagle staje się dżezi, czyli fajne. Jak to jest, że niektóre złe skłonności, odwieczne błędy wciąż reprodukują się i ubierają w nowe szatki? Dlaczego tak się dzieje, że wysyłając dziecko z kraju postkomunistycznego do kraju swego czasu stojącego wolnym rynkiem, otrzymuje się jako produkt końcowy kogoś o skłonnościach neomarksistowskich? Albo dlaczego wysyłając dziecko na amerykański uniwersytet mający w nazwie przymiotnik katolicki otrzymuje się jako produkt końcowy - ateistę?

emanacja obywateli
lubię bawić się w advocatus diaboli i zadawać sobie niewygodne pytania. Oto jedno z nich - paniegruszko, tak pan się pieklisz na to państwo, że takie rozdęte, a przecież państwo stworzyli obywatele, jest to ich emanacja. Mówisz pan, że wolałbyś wolne stowarzyszenia, ale czym się one różnią od państwa - wszak to i to jest emanacją obywateli.
Pozwolę się sobie ze sobą nie zgodzić. Otóż, rzeczywiście państwo powinno być emanacją woli obywateli, podobnie jak wolne stowarzyszenia. To, czy państwo jest taką emanacją - jest sprawą empirii. Wydaje się bowiem, że w obecnych warunkach państwo nie jest taką emanacją. O wiele bliższa życiu wydaje się być teza, że jest ono raczej emanacją woli polityków, lobbytsów i urzędasów, którzy sami dla siebie stanowią prawo, obywateli traktując jako płatników i roboli. Proszę przejść się do paru urzędów i zobaczyć kto i po której stronie okienka robi komu łaskę.
Życzyłbym sobie, by państwo było rzeczywiście emanacją woli obywateli, którzy powołali je do życia, by ich chroniło od wewnątrz i od zewnątrz, zarówno przed przemocą jak i innymi formami bezprawia. Filantropią, nauczaniem i wieloma innymi sprawami zajęli się natomiast sami - wiedząc, że o swoje dba się zazwyczaj lepiej niż o państwowe. Teza ta wynika po prostu z realistycznego spojrzenia na człowieka.

myśl na dziś
Czujesz potrzebę nawrócenia się: On domaga się od ciebie coraz więcej... a ty dajesz Mu z dnia na dzień coraz mniej!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 475

niedziela, 6 stycznia 2008

[6 I 2007] niedziela, Uroczystośc Objawienia Pańskiego

przyjechałem
wczoraj dzięki uprzejmości spółki PKP Intercity, która niebawem zadebiutuje na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych oraz dzięki firmie ORLAND (data debiutu nieznana), która zawiezła mnie z Wrocławia przez Regensburg i inne pipidówki do stolicy Bawarii, stanąłem w progu swojej norki na Olympia Zentrum! Myślałem, że nie będę się cieszył stając we własnym progu, ale po wiem Wam, że po 17 godzinach w podróży, użerania się z torbą pełną książek, wódki i kiełbas (prezenty dla szalonych architektów z PADOPLANU) z radością powitałem swój kącik. Wsadziłem salcesony do lodówy, podłączyłem kompiuta do internetu (nie wychodziło mi to przez 20 minut, bo pomyliłem kontakty) i wybiegłem jak szalony, by zdążyć na metro o 8:40 w kierunku Marienplatzu, które powiozło mnie na Mszę w Damenstiftskirche. Dziś w końcu wielkie święto - Uroczystość Objawienia Pańskiego! Epiphania Domini. Zdążyłem, celebra dłuższa niż zwykle, z radością rozpoznałem znajome twarze i kościół, do którego tak bardzo już się przyzwyczaiłem! Pan Jezus też był, pozdrawiał Czytelników bloga!
Później powrót do domu, na obiad wyborna kaszaneczka z jajeczkiem posadzonym, ryżem ugotowanym i warzywami z patelenki. Potem 1,5 godziny snu i popęd na Heldstrasse do koleżanek z socjologii, by debatować nad naszym odkrywczym projektem. Teraz jestem z powrotem, piszę, piszę jak szalony kefir! A piszę tak szybko, bo chcę szybko pójść spać!

zagadka
chyba już to na blogu tysiąc razy pisałem, ale niektórzy pewnie nie pamiętają, a ja chcę by było to wiadome, bo wciąż dociera do mnie z coraz większą mocą! Otóż, jestem kimś, kto zna odpowiedź na biblijne pytanie - Niewiastę dzielną któż znajdzie? Odpowiedź jest tyleż prosta, co nieskromna - Ja! Tych, którzy Oleńki jeszcze nie widzieli - zapraszam do archiwum, albo do cierpliwości, niedługo wrzucę nasze zimowe zdjęcia.

co zrobiłem?
jechałem z ORLANDEM jak Pan Bóg przykazał i dziwiłem się, jak to nasi uwielbiają narzekać! Mimo, że jedzie taki jeden i jedna z drugim i drugą do pracy na budowie, albo przy zmywaku, lub w opiece społecznej, a będąc w autokarze odkrywa arystokratyczne korzenie! Herbata niedobra. Korek był i spóźnienie 30 minut! Już nigdy z wami nie jadę. Co to za organizacja w ogóle? Skargę będziem pisać. Co to w ogóle za autobus poniemiecki jakiś? A ta pilotka jaka ufryzowana? A herbatę to muszą w rządku rozdawać? Mogliby się zatrzymać na stacji, to bym se coś kupiła, a nie tylko przy kiblach.
Dla współpasażerów wszystko było powodem do narzekania i obnoszenia się z tym wobec dzielnej obsługi ORLANDA! Aż we mnie wrzało, bo co jak co - ale ORLAND to jest fryc! Taka jakość przy takiej cenie! Mistrzostwo świata! Czapki z głów.

RPO - brawo
chciałem wyrazić swoją radość w związku z działaniem dra Janusza Kochanowskiego, Rzecznika Praw Obywatelskich, który zaskarżył tzw. ustawę antyaborcyjną do Trybunału Konstytucyjnego. To, że ustawa jest sprzeczna z Konstytucji wie każdy, kto Konstytucję czytał, nie da się bowiem pogodzić przepisu zezwalającego na mord na osobie upośledzonej z konstytucyjną gwarancją życia dla każdego bez względu na wiek, wyznanie, rasę i in. Nikt ustawy dotychczas nie zaskarżał z uwagi na cichą zmowę. Kochanowski postanowił zadziałać - brawo.
Teraz jestem ciekaw co zrobi Prezes Stępień, by nie zając się skargą, lub udowodnić że ustawa jest jednak zgodna z Konstytucją (podobnie jak na podstawie zapisu o sprawiedliwości społecznej uwalił ustawę lustracyjną).
Obserwujcie moi mili, obserwujcie, bo po pierwsze żadne informacje do nas nie będą dochodzić (zagłuszanie), po drugie te które będą - będą kompromitujące i oburzające.

temata zastępcze
stałem z Tatą na peronie 3 Dworca Centralnego w oczekiwaniu na Express Słowacki i dowiedziałem się od jakiejś pani z rządu, albo z jakiejś innej dziwnej instytucji, która powiedzieć raczyła, iż ważniejsze Polacy mają tematy na głowie, niż aborcja, powtarzała rytualne już zaklęcia o historycznym kompromisie i inne brednie oraz rzekła, iż temat aborcji jest tematem zastępczym. Droga Pani. Temat zabijania niewinnych ludzi nie jest tematem zastępczym. To po pierwsze. Po drugie - jeśli mamy sobie d... nie zawracać takimi tematami, to po co debatujemy o zapłodnieniu in vitro? To nie jest temat zastępczy?

ni ma piniendzy
pseudodebatę na temat in vitro poruszę jutro, tymczasem pandonald powiedział, że o in vitro nie ma co gadać, bo nie ma kasy na refundację. Dobre, co? Widać tu parę rzeczy. Po pierwsze - pandonald jest socjalistą. Gdyby był liberałem lub konserwatystą, powiedziałby że o in vitro nie ma w ogóle co gadać, bo takimi sprawami rząd ani państwo się nie zajmuje. Po drugie - pieniądze zawsze mogą się znaleźć. Po trzecie - tym bardziej mogą się znaleźć, że wkorczyliśmy przecież w erę CUDÓW. Pandonald powinien wyczarować pieniądze na ten szczytny cel. Po czwarte - panudonaldu nie zależy na wprowadzeniu refundacji skandalicznego zapłodnienia in vitro z państwowej kasy z tego też względu, że musi uważać na katolików i ich biskupów. Czyli co? Okłamuje swoich wyborców, gadając bajeczki o braku pieniędzy. Gdyby chciał - pieniądze by były. Swoją drogą - to dobrze, że nie chce, ale co to za styl. Facet bez jaj - to określenie nt. Tuska podczas swego dwutygodniowego pobytu w Polsce słyszałem nadzwyczaj często!

giełdy USA
w Stanach minorowe nastroje od piątku - wieści z rynku pracy zatrważające wiadomości... recesja nieomal za progiem, już nawet George Bush zaczyna bajać o silnych podstawach i fundamentach gospodarki. Rady na jutrzejszą sesję - trzy tabletki węgla, dwie warstwy pampersów i do 16:30 na czczo!

myśl na dziś
(...) kiedy nadejdzie śmierć - a nadejdzie nieuchronnie - będziemy oczekiwać jej z radością. Wdziałem, że tyle świętych osób umiało tak jej oczekiwac pośród swego zwyczajnego życia. Z radością, bo jeżeli naśladowaliśmy Chrystusa w czynieniu dobra - w posłuszeństwie i w niesieniu Krzyża, mimo swoich nędz - zmartwychwstaniemy tak jak Chrystus: surrexit Dominus vere!, który zmartwychwstał prawdziwie.
św. Josemaria Escriva, To Chrystus przechodzi, Katowice-Ząbki 2003, s. 73

niedziela, 25 listopada 2007

[25 XI 2007] Niedziela cz. 2 - Uroczystośc Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

monachijskie osesy
wczoraj miałem dzień spotkań z oseskami. Najpierw w drodze do Polskiej Misji Katolickiej, w metrze podziwiałem jak jeden osesek jest karmiony piersią przez mamę, a uważnie lustrowany okiem taty i siedzącego obok taty pana emeryta, który z radości nie mógł usiedzieć na miejscu i dwoił się i troił by zrobić jak najgłupszą minę do małego. Zadziwiająca nota bene jest wielka solidarność tych i cicha wspólnota tych, którzy ziemię opuszczają schodząc w jej głąb z tymi, którzy dopiero na niej stanęli. Solidarność tych, którzy wymknęli się eutanazji, z tymi którzy prześliznęli się przez kleszcze aborcji.
Wracając do małego poczochranego i różowego - jadł sobie jak najęty, aż postanowił uczcić koniec piersiowego posiłku gromkim prukiem spod pieluchy, co wszyscy - na czele ze wspomnianym starszym panem - przyjęli z wielkim podziwem i radością. Będzie artylerzystą - pomyślał pangruszka i opuścił metro na stacji Universitaet.
Po drodze do Misji zrobiłem niezbędne zakupy na wieczorną kolację, niedzielne popołudnie i popędziłem do kaplicy. W kaplicy ciemno, choć oko wykol, świeci się tylko lampka przy tabernakulum i rama obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Pan Jezus w tabernakulum, ja w ławce... i aż chciało się podejść i - wzorem Małej Arabki - zapukać do tabernakulum i powiedzieć Dzień dobry Panie Jezu! Dość długa adoracja, zanim przyszedł mój monachijski spowiednik, potem spowiedź, Msza Święta, a podczas niej także spotkanie z drugi osesem. Tym razem miałem przyjemność siedzieć w ławce za mamą i babcią pewnego polsko-tureckiego osesa, który namiętnie pokazywał mi różowy język i robił ryjki różnego sortu. Czaszka mu się jeszcze do końca nie zrosła i nie miał jeszcze porządnej potylicy, ale spoko - trochę się zakolegowaliśmy. Jeśli prawdą jest, że dzieci w tym wieku mają palce jak paróweczki, by posłużyć się określeniem pewnej osobistości, to ja mam palce jak marchewki, albo kiełbasa krakowska.

Prałat i Papież
to, że Msza Święta jest czasem łaski - wiedzą wszyscy. Toć i ja sam wiele razy tego doświadczyłem, gdy przy okazji uczestnictwa we Mszy, okazywało się że wpadłem na genialny pomysł, albo niechcący rozwiązałem zadanie z matematyki albo fizyki. Wczoraj jednak Duch Święty pobił rekord wszechczasów!
Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby gdyby Prałat Opus Dei pisał listy do wiernych co tydzień, zamiast co miesiąc, bo tak długo trzeba na nie czekać... i pomyślałem sobie, że przecież mógłby codziennie - w formie bloga! Super, co? Wrzucić jeszcze na bloga reklamy Google'a, parę milion odsłon i klików dziennie... Ho ho! Google by się nie wypłacił. Albo jeszcze lepiej - czy nikt nie mówił Papieżowi, żeby prowadził bloga? Przecież sto milionów miliardów odsłon dziennie murowane, a gdyby jeszcze opatrzyć bloga reklamami... Ho ho ho ho! Lexus co minutę!

bambuko do kwadratu
znowu mnie zrobili w bambuko - taki już los. Tym razem okazało się, że na papierach, które wypełniłem na Politechnice stoi napisane, że w Monachium przebywać mam zamiar od 23... października 2007! Co z tego? Nic, prócz tego, że zamiast dostać x złotych, dostanę ich jedynie 0,6x - bo z papierów wynika krótszy okres pobytu. Muszę się teraz odwoływać do Szefowej Wszystkich Szefowych z PW od wymian międzynarodowych, żeby raczyła uznać, że jeśli przyjechałem do Monachium 29 września, 1 października podpisałem umowę wynajmu mieszkania, 2 października kupiłem kartę telefoniczną i podpisałem umowę z Deutsche Telekom, tegoż dnia zameldowałem się i otworzyłem konto w banku na Sendlinger Tor, to oznacza to, że w smutnym bawarskim mieście siedzę znacznie dłużej, niż to wynika z papierka. Zdrowaśkę poproszę w tej intencji, bo nie uśmiecha mi się tłumaczenie wyższości rzeczywistości nad błędami pisarskimi oraz funkcji i istoty grantów na wyjazdy zagraniczne.

spowiedź - szczoty ryżowe w ruch!
jako się rzekło - w sobotę byłem u spowiedzi w ramach planu regularnego przystępowania do tego cudownego sakramentu. Wiem, że to nie przypadek, ale muszę przyznać, że trafiłem w Monachium na wybornego spowiednika, świętego kapłana. Po czym poznać świętego? Po tym, że gdy zaczynamy z nim obcować, czujemy że jego osoba zabiera nas do cudownego, spokojnego świata, o którym marzymy od zawsze.
Jeszcze co do spowiedzi - nie wyobrażam sobie jak można się nie spowiadać. Pomijając kwestię formacji sumienia (właśnie formacji - tj. kształtowania głosu wewnętrznego tak, by nie pomylić głosu posłańca [patrz wczorajsza myśl na dziś] z innymi poruszeniami duszy), trzeba stwierdzić, że ze spowiedzią jest podobnie jak z kąpielą. Owszem, jakiś tam sanepid pewnie wydał broszurkę że warto się umyć raz w roku minimum, ale nikt normalny tak nie robi - każdy szoruje ciałko raz na dobę lub dwie. Ktoś, kto myje się raz na rok, inaczej podchodzi do drobnych zabrudzeń, nie sprawia mu problemy włażenie w kałuże albo siadanie na psiej kupie (bo i tak jest brudny), zupełnie nie zajmuje go problem tego, co czują ludzie gdy przechodzi obok... Zupełnie podobnie z tymi dorocznymi pokutnikami. Ani toto się porządnie nie wyspowiada, bo opowiedzieć drobiazgowo cały rok w dwie minuty jest ciężko, ani postanowienia poprawy nie podejmie (bo co to tak właściwie jest, skoro u spowiedzi było się raptem parę razy w życiu?), ani nic... A poza tym - gdzie świadomość tego, że każdy grzech to policzek wymierzony Panu Bogu? Gdzie miłość do Umęczonego Pana Jezusa. Nie ma.

Trybunał Konstytucyjny i Karta Praw Podstawowych, czyli co ma piernik do wiatraka?
mówi mi tu z telewizora albo z gazety jakiś miglanc jeden z drugim, że Karta Praw Podstawowych nie zawiera explicite stwierdzenia na temat tzw. małżeństw homoseksualnych, i innych godnych pomysłów. No to ja - siedząc w norze na Helene-Mayer-Ring, pod krawatem, w koszuly niedzielnej i sweterku pięknym wzorzystym, mówię tak: Kochany miglancu jeden z drugim, co ty raczysz pitolić? Jeżeli w Polsce Trybunał Konstytucyjny (przez niektórych zwany niewybrednie Prostytucyjnym...) zdołał uwalić ustawę lustracyjną powołaniem się na fragment Konstytucji, mówiący o tym, że Rzeczpospolita wciela w życie zasady sprawiedliwości społecznej, to niby dlaczego Europejski Trybunał Sprawiedliwości, albo inna agenda Unii Europejskiej mającej po uchwaleniu w Lizbonie 13 XII 2007 Traktatu Reformującego (mam nadzieję, że tego dziadostwa jednak nie podpiszą) osobowość prawną, to co właśnie stoi na przeszkodzie by wspomniane europejskie urzędasy i miglance nie orzekły iż zgodnie z europejskim ustawodawstwem, np. Kartą Praw Podstawowych, która mówi o szerokiej definicji rodziny, zakazie dyskryminacji ze względu na cokolwiek, a już na pewno orientację religijną, zabrania się: nieudzielania homoseksualistom ślubów w kościołach, nauczania że homoseksualizm jest grzechem, że orzeka się iż aborcja jest prawem człowieka a za jej odmowę dostaje się 10 lat więzienia, a państwa członkowskie mają obowiązek refundować spirale wewnątrzmaciczne i piguły wczesnoporonne. Co stoi na przeszkodzie? Po uchwaleniu Karty Praw Podstawowych zupełnie nic, oprócz dobrej woli prawników i urzędasów.
Po tym, jak Rocco Butiglionemu odmówiono prawa bycia komisarzem UE ze względu na jego katolicyzm, po tym jak w rezolucji Parlamentu Europejskiego uznano homofobię (?) za chorobę psychiczną... wszystko jest możliwe.
Ale co tam - jakoś to będzie! Zrobią nam Paradę Schumanna na Krakowskim, rozdadzą niebieskie baloniki, Wyborcza rąbnie dodatek o wspaniałej Unii Europejskiej, Tusk z Kwaśniewskim pobredzą coś o historycznej szansie, Geremek wezwie do rozsądku, i każdy już wie że to wstyd być przeciwko. Że to tylko Giertychy i Rydzyki są przeciw.

sejmowo-jezusowe królowanie
dziś Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata - byłem rano w Damenstiftskirche... Chyba nie muszę opowiadać o cudownościach podczas Mszy Świętej. Kto nie był na Mszy Trydenckiej, niech szybko na nią pospieszy, a jeśli jest z Warszawy, niech poczeka aż wrócę, to razem pójdziemy do św. Benona na Starym Mieście. Wszedłem gdy ksiądz z ministrantami byli w połowie okrążenia na Asperges, gdy wchodziłem do kruchty, akurat wyszli mi naprzeciw.
Ale nie o tym miała być mowa. Żyjemy w czasach ciągłej walki rewolucji z kontrrewolucją moi mili, gdzie wciąż trzeba podejmowac wysiłki o rechrystianizację świata, ze sferą publiczną włącznie. W tym kontekście z radością przyjąłem swego czasu inicjatywę kilku posłów o podjęciu uchwały nadającej Panu Jezusowi tytuł Króla Polski. Inni natomiast podjęli rytualne oburzenie, które - od chwili gdy PiS wygrało wybory pamiętnej jesieni 2005 roku - jak odruch bezwarunkowy pojawiało się na twarzach na sam dźwięk słów PiS proponuje..., albo Kaczyński powiedział.... No, ale co w tym złego, skoro Sejm I Rzeczpospolitej podejmował podobne uchwały, Matkę Bożą powołał na polski tron, paru innych świętych uczynił patronami Polski. Ano, to w tym złego, że bladego pojęcia nie mamy o I Rzeczpospolitej i wielkości dziedzictwa, które za sobą niesie - dlatego też wolimy naśladować dupokrację PRLu, niż sarmacki parlamentaryzm. W tym kontekście raz jeszcze polecam tekst prof. Nowaka - http://chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc
Zaś co do genezy samej uroczystości - http://www.piotrskarga.pl/ps,933,3,0,1,I,informacje.html

co ja muszę?
zdałem dziś sobie sprawę - w ramach sukcesywnego zdawania sobie sprawy z rzeczy dla katolika oczywistych, mimo to zupełnie nie znanych przez to, że katolik nie żyje w katolickiej kulturze - mianowicie, że jako rodzic, mam przede wszystkim przekazać swoim dzieciom Wiarę i uformować je tak, by były święte. A to, czy przy okazji skończą studia, czy nie, czy będą chodziły w adidasach, czy łapciach po tacie, czy będzie nas stać na teatr lub inne rozrywki, czy nie - to jest dość obojętne. Celem człowieka jest osiągnięcie zbawienia, jeśli wychowam z żoną dzieci na szlachetnych ludzi, to i rozumu im starczy, i sprytu, i pomysłów, by dać sobie radę w każdej sytuacji. Spokojnie.
Natomiast jeśli miałbym - jak to radzą dzisiejsze do gruntu pomylone ideologie odpowiedzialnego rodzicielstwa, czy innych równie zboczonych haseł - czekać do czterdziechy aż uciułam na dwadzieścia komputerów i malucha na ślub dla dziecka, przez cały ten czas więdnąc jak robaczywe jabłko i używać wraz żoną narządów niezgodnie z ich przeznaczeniem - i mimo to do tej czterdziestki wcale nie dorosnąć do posiadania choć jednego dziecka (!) i zdziecinnieć na starość i żyć ze świadomością przegrania życia ze strachu przed ojcostwem, czy macierzyństwem - to ja dziękuję. Wolę oddać swoją płodność na użytek łaski Bożej i wieść szczęśliwe, święte życie. A ci co lubią się zaplanować na śmierć - niech sobie planują wszystko co się rusza, aż pod koniec życia stwierdzą, że te plany to o kant dupy można potłuc.
Mam nadzieję, że nikogo nie gorszę zbytnią intymnością.

czapa
znacie kogoś, kto mając dwie czapki i jedną szafę, zgubił w tej szafie czapkę i już drugi tydzień nie może jej znaleźć? Ja poznałem ostatnio - widziałem go w lustrze.

pobiegałem
dziś po Mszy Świętej wskoczyłem w sportowe odzienie i pobiegłem! Ale pobiegłem tak, że Koronkę do Miłosierdzia Bożego skończyłem grubo przed środkiem dystansu, bijąc tym samym rekord długości biegu! Polska ninja nie jest miękka, moi mili - was też zachęcam do umacniania obronności Państwa!

ucho się złamało - temu misiu
pewnie nikt mi nie uwierzy, ale kiedyś złamałem sobie prawe ucho - w Płocku 2004 roku. Spałem jakoś tak dziwnie i mi się podwinęło, i bolało przez parę dni. Dobre, co? A podobno chrząstka się nie łamie.

myśl na dziś
myśl na dziś - po takiej dawce tekstu - należy się w formie multimedialnej! Dziś św. Josemaria Escriva o Spowiedzi Św.

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO