Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 kwietnia 2010

[7 IV 2010] muzyczna dobranocka z DE PRESS

wyjazd
proszę Czytelników - pora spać, bo jutro czeka nas podróż do Wrocławia, do Oleńki! Stąd też brak wpisu, którego brak będzie pewnie do poniedziałku, bo laptop wierny pożegnał się z pełnią sił i czekam na nowego... w pociągu w zamian sobie poczytam!

muzyczka
pisałem już na Facebooku, że od pewnego czasu jak urzeczony słucham płyty DE PRESS, Myśmy rebelianci. W związku z tym muzyczna dobranocka, czyli Bij bolszewika! (wolniejsza wersja) w wykonaniu tej kapeli:



myśl na dziś
Ty, który żyjesz pośród świata, który jesteś jednym obywatelem więcej w kontakcie z ludźmi, o których mówią, że są dobrzy lub źli...; winieneś odczuwać stałe pragnienie niesienia ludziom radości, która cię napełnia, ponieważ jesteś chrześcijaninem.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 321



środa, 30 grudnia 2009

[28/29/30 XII 2009] Dworzec Główny we Wrocławiu inspiruje, okna życia w Niemczech - judzą!

z ostatniej chwili - Czytelnicy piszą!
tym razem Justyna:

Panie Macieju,
polecony przeze mnie Filmik na FrondęTV Pan dodał, za co dziękuję z serduszka, pewnie Pan tygrysim skokiem zebrał dodatkowe 10 tysiaków na cegiełkę do budowy Nowej Christianitas, być może już nawrócił Pan Holandię i Czechy czy jako pierwszy postawił krzyż na księżycu ale ale: ja tu rozsyłam linki na gnyszkobloga, polecam książki, które Pan poleca, znajomi pewnie wchodzą a tu... mało autorskiej treści ostatnimi czasy. Poczytałoby się...
Czy ten tekst, podobnie jak inne pochwalne, już cytowane, znajdzie się na blogu? Ja też chcę mieć swoje 5 minut :D Poza tym: niechże Pan się nie wstydzi podkreślić, że starzy i nowi Czytelnicy dybią na świeże posty;))


świąteczne tulenie
nie, nie chodzi wcale ani o lenia, ani o tunele, ani nawet o tuleję. Gdy Oleńka chce Panagrzyzgę przytuli, zwykła mawiać: „Chodź się potulimy”, stąd też w tytule mowa o „tuleniu”. A dlaczego o tuleniu? Ano z tej przyczyny, że najpierw Święta nadeszły, a po nich (czy raczej w ich trakcie) wyjazd do Wrocławia, do Oleńki. Wszystko jasne.
Pangrzyzga prognozował napisanie bloga w pociągu relacji Warszawa – Wrocław ale okazało się to nierealne z powodu niewyspania, które poskutkowało dwugodzinną drzemką, późniejszym odmawianiem Różańca i nadrabianiem lektur zacnych a pożytecznych! Czas pojawił się dziś, kiedy to jedziemy słabo ogrzewanym pociągiem do Słupska. Wiśta wio!

Dworzec Główny
tak, wiem, pińcet razy już tu smęciłem, że lubię dworce kolejowe, a wrocławski Dworzec Główny w szczególności – ale pora na powtórkę. Ba! Cały Wrocław lubię (choć nie czytałem ani jednego ze słynnych kryminałów Marka Krajewskiego, których akcja toczy się we Wrocławiu!), pewnie przeważający wpływ mają tu wspomnienia związane z Oleńką i naszymi sprawami, bo przedtem we Wrocławiu nigdy nie miałem okazji przebywać. Podoba mi się więc jego częściowo prowincjonalny klimat, hotel Piast przed dworcem, który dźwiga się dopiero z socjalistycznego dziadostwa, peerelowski neon na bloku naprzeciwko Dworca z napisem „Dobry wieczór we Wrocławiu!” i ludzikiem unoszącym neonowy kapelusz. Podoba mi się wreszcie rynek i Piwnica Świdnicka, w której czarny i biały baran niejeden poszedł do gardziołka, Poczta na rynku, która przypomina mi dziecięce wizyty na poczcie w Pruszkowie (ma kabiny telefoniczne!)... No, a tu i ówdzie snują się uliczkami albo wspomnienia po Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego, albo duch niegdysiejszego UPR-owskiego bastionu, albo wreszcie opowieści związane z Wrocławiem autorstwa moich przyszłych Teściów. No, Gnyszka sentymentalny się zrobiłeś... ale, ale – na tym nie koniec! Lubię Dworzec Główny, na którym można zjeść niejaką knyszę (stąd Oleńka niekiedy nazywa mnie knyszką, albo knyszakiem), która de facto jest tradycyjnym, staropolskim kebabem, lubię kiosk Relaya przy wejściu z prawej strony (tam, gdzie sąsiadują ze sobą SexShop i komisariat policji) – gdzie kupuję sobie na podróż ulubiony Parkiet, a w środy Gazetę Polską z NajwyższymCzasem!, ewentualnie jakąś nieznaną sobie gazetę...
Ostatecznie o magii Wrocławia przesądza także to, że istnieje duże prawdopodobieństwo spotkania na ulicy kogoś znajomego.

okna życia w Niemczech
wizytując dzisiejszego rana wspomniany kiosk Relay'a, zakupiłem m.in. Nasz Dziennik. Przeczytałem w nim, że niemieckie władze zaczynają się zastanawiać nad instytucją „okien życia”, które ostatnio zaczęły służyć nie tylko podupadłym rodzicom noworodków, ale i kilkulatków! Czaimy bazę? Podchowaliśmy dziecko jakieś dwa, trzy lata, znudziło nam się, więc hyc do okienka, niech się katole nim zajmą! Władze będą bohatersko walczyły z tym problemem!
Zjawisko łatwe do przewidzenia, trzeba mieć tylko łeb wolny od rewolucyjnych i oświeceniowych miazmatów, które błyskotliwy kpt. Bednarz nazywał elegancko „pierdami”, a Hayek z kolei zgubną pychą rozumu. Jeżeli najpierw pracujemy nad rozwaleniem delikatnej konstrukcji więzów emocjonalnych, zwyczajowych, norm niepisanych, tradycyjnych reguł (wzajemności, opieki nad starszymi, czy bezbronnymi), które utrzymują skomplikowany mechanizm jakim jest społeczeństwo w stabilności, a pracujemy nad tym w imię racjonalnego urządzenia świata, w imię nawiedzonego przekonania o możliwości zorganizowania i zapanowania nad każdym aspektem rzeczywistości społecznej... to nie należy się dziwić, że zaczynają występować zjawiska które dotąd były nie do pomyślenia! Planiści działają w oparciu o założenie, iż zmianie jednego elementu rzeczywistości towarzyszyć będzie niezmienność reszty, nawet z nim powiązanych. Ci bardziej realistycznie nastawieni do życia obserwują sprzężenia zwrotne, ale nie są w stanie widzieć każdego. W efekcie mówią: „Słuchajta, trza zreformować to-i-to, to wtedy świat się zmieni w porządany sposób”. No i przybliżają raj za nasze pieniądze... który ostatecznie okazuje się być piekłem, bo zmiana jednego z elementów pociągnęła za sobą dewastację innych. Tak więc – wracając z obszaru metafory do konkretu – jeśli się najpierw rozwala tradycyjną rodzinę zmuszając ludzi do pracy na państwową emeryturę i obojga małżonków, później dodatkowo rozluźnia więź między małżonkami poprzez sankcjonowanie rozwodów i prostytucji, następnie zezwala na zabijanie dzieci wspierając postępującą dehumanizację ludzi... to nie ma co się dziwić, że ludzie zaczynają wierzyć w to, co się robi w myśl zasady: „Jeśli nie działamy tak, jak wierzymy... to zaczynami wierzyć tak, jak działamy”.
Mają Niemcy to, do czego dążyli... myśląc irracjonalnie w swoim „racjonalizmie”, że dążą do czegoś innego. W socjologii nazywa się to efektem odwrócenia. Czyli co? Czytać, uczyć się i nie ideologizować, pięknoduchy.

lajf yz lajf
powróćmy na chwilę do problemu underemployment, który ostatnio analizowaliśmy. Poniekąd wiąże się z nim – na co słusznie zwrócił uwagę dr Henryk Krzyżanowski, komentując frondowy screen gnyszkobloga – inne zjawisko. Chodzi o overeducation.
Na czym polega? Jak sama nazwa wskazuje – na przeedukowaniu. Ludzie w dzisiejszych czasach (poważne) życie zawodowe zaczynają późno, gdyż muszą wcześniej pokończyć stopnie nauczania, obowiązkowo ze studiami. Problem jednak polega na tym, że ukończywszy studia w danej dziedzinie i tak w większości przypadków podejmą pracę w innej, natomiast do jej wykonywania są prawie zupełnie nieprzygotowani. Oznacza to przy okazji, że dość długo muszą się później adaptować do zawodu (choć firma i tak musi organizować szkolenia – chociażby po to, by podzielić się swoim know-how). Równolegle obserwujemy edukacyjny efekt odwrócenia – upowszechnienie edukacji na każdym stopniu przyniosło ze sobą obniżenie jej jakości, w związku z czym pierwsze lata w pracy w większości przypadków to trudny okres adaptacji – zarówno do nowych realiów, jak i wymagań merytorycznych. Wyrażając to jednym słowem – młodzi ludzie dzisiaj uczą się długo, nie daje im to jednak ani gwarancji znalezienia pracy (tylu mamy dziś „wysoko wykwalifikowanych” magistrów...), ani kompetencji niezbędnych na rynku pracy. Nie mówiąc już o tym, że później zakładają rodziny... z czym wiąże się cały wianuszek patologii w tej dziedzinie.

niezależność
Jaki z tego morał? Wybić się na niezależność i samemu stanowić o swoim życiu, nie dając miejsca nowoczesnym przesądom. Po pierwsze – studia wyższe nie są ani do zbawienia ani do życia koniecznie potrzebne. Po drugie – ich zakończenie nie jest konieczne w 25. roku życia.

Złote Myśli znów wariują z promocjami!
promocja ważna wprawdzie tylko do jutra... ale można kupic książki za przysłowiowe pół ceny - 50% rabatu na wybrane pozycje do jutra!

myśl na dziś
Pokora Jezusa: w Betlejem, w Nazarecie, na Kalwarii... — Ale jeszcze większe upokorzenie i poniżenie mamy w Najświętszej Hostii, większe niż w stajence, niż w Nazarecie, niż na Krzyżu. Jak bardzo więc winienem kochać Mszę świętą („Naszą” Mszę, o Jezu...)
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 533



sobota, 22 grudnia 2007

[22 XII 2007] sobota - wieczór już

antropologia na WDG - Wrocławski Dworzec Główny
no, spacer wyborny, obiad zjedzony, pangruszka się wyspał, potem zagryzł kolacją i ciachem upieczonymi przez Oleńkę... można siadać do pisania!
W ramach chwalenia ORLANDA, wspomnę o tym, że do Wrocławia zajechaliśmy grubo przed czasem i miałem okazję postać sobie w kolejce do jednej z dwóch otwartych kas biletowych na dworcu PKP. Czwarta rano, na dworcu tylko stali mieszkańcy i pasażerowie. Ci pierwsi zabierają się za pierwszą kolejkę wiśniówki tego dnia, ci drudzy stoją w kolejkach i klną. I narzekają, i brzuchy przed się wypinają, bo takie rzeczy to w Niemczech nie do pomyślenia. Okazało się bowiem, że wśród pasażerów sporą grupę stanowili ci, którzy powracali z pracy zza granicy. Jeszcze bardziej złota polska młódź - bluzgów się nasłuchałem za wszystkie czasy, za te całe trzy miesiące, kiedy mnie nie było, a poza tym parę obserwancji antropologicznych poczyniłem. Zauważyłem bowiem, że członkowie tej grupy tym się wyróżniają, że za wszelką cenę po pierwsze chcą pokazać że oni wrócili z dalekiego raju, gdzie pewne rzeczy możliwe nie są (np. to jest niemożliwe, żeby pani w kasie czegoś nie rozumiała, albo tylko jedna kasa była otwarta), po drugie zaś okazują lekkie podejście i pogardę dla Polski i tutejszych realiów.
Jeden pan w dresie po paru głębszych, zapewne któryś z naszych przebojowych biznesmenów eksportowych, wiozący dla syna kolejkę elektryczną, zamawiał bilet i pani spytała go czy wycieczkowy, czy normalny. Pan natomiast powiedział paaaani, ja tu pół roku nie byłem, ja tu nie wiem k... jak tu jest w tej Polsce. No, cóż - spektakularne sukcesa międzynarodowe niejednemu prawemu mężowi potrafią w głowie zamącić.
Drugi etap podróży - pociąg do Zgorzelca i doborowe towarzystwo policjanta-milicjanta, Darka z żoną, co od Pepiczków wracali i chudego pana, którego ktoś gonił i który gnatami z tyłka mógł poobijać żonie Darka butelki z Czech. Najpierw przyszedł policjant-milicjant, czyli nieco przewiany wąsaty pan z Bytomia, który urodził się w 1950 roku, pracował 20 lat w Insbudzie w Zgorzelcu, 20 lat w Urzędzie Celnym koło Zgorzelca, jest milicjantem, policjantem i inżynierem budownictwa. Życia mu chyba nie starczyło, by to wszystko przeżyć, ale co tam - widocznie nie tylko ja jestem robotem, jak to niektórzy sobie mówią. Przyszedł do mnie jako pierwszy, zaczęliśmy rozmawiać o jego ośmiogodzinnej podróży z Bytomia i o tym, że on tego kraju nie rozumie. Potem idzie Darek z żoną - objuczeni tobołami jak osły. Stają przed przedziałem i Darek mówi wchodź. Na to żona: no, wchodź ty. Przesadna uprzejmość stała się powodem kłótni o to, kto wejdzie pierwszy, próbowaliśmy z milicjantem-policjantem interweniować, ale zrazu to nie wyszło. Milicjant zrezygnował, ja zacząłem własne zabiegi, by zaprosić ich pokojowo do przedziału. Zgodzili się, Darek żalił się, że jedzie już z tych Czech 24 godziny i ma tego dość, rozpakowali się. Daruś dostał w nagrodę OKOCIM od milicjanta podzielili się po połowie (choć żona Darka zeznała, że Daro już obalił całą reklamówkę w autokarze). Zaczęliśmy pogwarkę, o której mógłbym chyba caaaały semestr mówić, bo była popisem giętkości języka, rubasznych, wulgarnych wstawek, kreacji własnej osoby... Opowiem tylko o tym, jak to chudy pan chciał do nas się dosiąść, ale jako że umówiliśmy się że miejsca już u nas nie ma, bo matka z dzieckiem sobie zajęła, powiedział, że OK, poczeka na korytarzu. Zamknęliśmy drzwi, a on stoi... Żona Darka zdziwiona: No i patrz - stanął i stoi, uparty. Jakby se nie mógł poszukać dalej. Jako, że Milicjant złożył nam solenną przysięgę, że jest nerwusem i jak chudy zechce wejść, to on mu przywali, bo jest milicjantem. Chudy chce wejść, milicjant blokuje nogą drzwi, chudy szarpie klamkę, milicjant oddaje żonie Darka piwo, mówiąc Pani potrzyma. Niech Pan się nie wygłupia... Sprawa skończyła się pokojowo, doprowadziliśmy do ugody. Nie był to jednak koniec przygód tego dnia, ale o tym opowiem chyba innym razem. Rozpisałem się jak dziki, a tu Oleńka zaprasza do umacniania obronności Państwa!
Wojsko zatem poćwiczy, potem się umyje i wojsko śpi. A jak śpi, to śpi! O!

choinka się ubiera
już się w 50% ubrała. A Wasze?

myśl na dziś
jest taka, że już niedługo przyjdzie Pan Jezus - mały i różowy!

Jutro popiszemy na poniższe tematy:

podwójne morderstwo?
co się dzieje się?
panbler
egoiści
myśl na dziś

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO