Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania wspieractwo, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania wspieractwo, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2008

[12 XI 2008] św. Jozafata - gdzie sie podziały katolickie ruchy społeczne?

co się dzieje, co się dzieje?
Oj, ostatnio dziwnie się dzieje na gnyszkoblogu – a to jacyś (para)nekrofile zamieszczają komentarze, na których reklamują swoje strony, a to hedoniści zza węgła wyzierają i swoje komentarze publikują (szczególnie ci z Pomorza)... aby się towarzystwo nie rozzuchwaliło, ba! nie rozbisurmaniło zanadto – uznałem że temat seksualny należy na pewien czas przerwać i zastąpić go innymi rozważaniami. „Miała być wolność słowa, a tu każdy mówi, co mu się podoba” - cytując Klasyka...
Pangrzyzga stanowczo nie godzi się ze zjawiskiem dyktowania mu tematyki komentarzami. O!
ruchy, ruchy!
Lektura dawnych wydawnictw katolickich (np. gorąco polecanych przeze mnie „Rozważań o życiu kapłańskim” św. Józefa Sebastiana Pelczara) prowadzi do wniosku, że życie religijne w sferze społecznej było o wiele bardziej intensywne, niż dzisiaj. O co konkretnie chodzi? A, o najprzeróżniejsze organizacje – nazwijmy je „pośredniczącymi” - sodalicje mariańskie, bractwa modlitewne, instytucje charytatywne, ochronki dla dzieci, stowarzyszenia, rycerstwa i setki, setki innych. Wydawano gazety, prowadzono biblioteki, szkoły niedzielne, organizacje polityczne, etc. Nie kolidowało to bynajmniej z zasadą hierarchiczności Kościoła – ta aktywność świeckich pod wodzą duchownych. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że ówczesne życie, owe masowe ruchy religijne wyrastały z autentycznej, katolickiej świadomości.

zawiedzione nadzieje, spustoszona winnica
w pewnej opozycji do tego stoi dzisiejsza propaganda dzieci Vaticanum II (rozumiem przez to określenie ludzi, dla których Kościół zaczął się dopiero w 2. połowie XX wieku), które utrzymują, że Kościół był wówczas kostyczny, niemrawy, ludzie byli bierni i zaradzić temu miałby Sobór Watykański II. Cóż, oczekiwanie rzeczywiście takie było (słynne słowa Jana XXIII o nadziei na to, że do Kościoła wleci nieco świeżego powietrza), ale był (i jest) także zawód, wyrażony przez Pawła VI już kilka lat po Soborze, w przemówieniu, gdzie stwierdza, że zamiast „świeżego powietrza”, czuć „dym szatana w Świątyni Boga”.
Jaki jest stan obecny? Dietrich von Hildebrand odpowiada na to pytanie tytułem swojej ostatniej, proroczej książki - „Spustoszona winnica”. Owszem, istnieją sobie wspólnoty... ale Kościół stał się strybalizowany (splemiennił się) – wspólnoty często tracą poczucie przynależności do Kościoła jako całości, nakierowują się na swojego lidera, własną duchowość, etc. Nie ma mowy o sile. Nie ma mowy o masowych ruchach. Nie ma mowy o silnej pozycji biskupów, jako ojców, przewodników – mówiąc słowami Hildebrandta, biskupi śpią.
Więcej – mówiło się o tym, że po Soborze większa będzie świadomość religijna, zaangażowanie świeckich. Co mamy w zamian? Nawrót pogaństwa, spektakularne apostazje, herezje, skandalizujące ruchy (Wir sind die Kirche, Catholics pro choice), zanik rozumienia podstawowych dogmatów, nie mówiąc o potrzaskaniu moralności... trybalizacja, rozbicie na zagubione plemiona.
Nie jestem ani lefebrystą, ani sedewakantystą, ani nikim innym różnym od rzymskiego katolika. Uznaję nieomylność dokumentów soborowych. Mam natomiast oczy i umiem myśleć – szukam więc odpowiedzi na pytanie „Co się stało?”.

bądźmy m.in. bogaci
nawiązując nieco do ostatnich dyskusji na temat pieniędzy (raz jeszcze dziękuję za pierwszą wpłatę na konto gnyszkobloga!), chciałem powiedzieć, że namiastką owej masowości, szerszej wspólnoty zakorzenionej w Kościele i Kościołowi służącej, jest dla mnie pewna idejka. Otóż, marzę o tym, by moi znajomi (i ja także), byli w pierwszym rzędzie święci... po drugie zaś jak najbardziej wpływowi – także pod względem zamożności. W ogóle – niech jak najwięcej katolików taka będzie. Bądźmy święci i jak najskuteczniejsi na ziemi. Zdobywajmy środki do uświęcania świata, do pracy apostolskiej – wytrwałą, uczciwą, uświęconą i doskonałą pracą. Dlatego też zawsze z wielką radością staram się pomagać i jeśli umiem – doradzić, gdy widzę, że ktoś zabiera się na poważnie za realizację swoich zamierzeń. Wspieractwo, wspieractwo i jeszcze raz wspieractwo – ufajmy sobie i wspólnie bierzmy za robotę.
Pan Bóg działa przez ludzi i prawa, które ustanowił... pracujmy więc tak, jak gdyby wszystko zależało od nas, módlmy się zaś tak, jak gdyby od nas nie zależało nic.
pomagajmy, inspirujmy
być może inspiracją do tego będzie wspominana wielokrotnie książka o e-biznesie, której udało mi się zdobyć darmowy fragment (niestety nie ten o Pawle Królaku, katolickim e-biznesmenie z Lublina) – można ściągnąć z chomika Pogadanek Inwestorskich, które nota bene próbują odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób bogacić, by wciąż być ubogim i umartwionym.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/12-xi-2007-poniedziaek-abarot-do-rabotu.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/klikniem-bo-odwykniem.html

myśl na dziś
Bez życia wewnętrznego, bez formacji, nie ma prawdziwego apostolstwa, ani owocnych dzieł: praca staje się nietrwała, a nawet fikcją. – Jaka wielka jest wobec tego odpowiedzialność dzieci Bożych! Winniśmy posiadać głód i pragnienie Chrystusa i Jego nauki.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 982


poniedziałek, 10 listopada 2008

[10 XI 2008] poniedziałek - wspieractwo buzuje - witamy na pokładzie

pierwsza donacja in da hauz!
moi mili, nie chcę nic mówić, ale... gnyszkoblog odnotował pierwszą wpłatę na swoje konto! Darczyńcy składam serdeczne, oficjalne Bóg zapłać, oraz obiecuję starać się przy pisaniu bardziej!
Równocześnie na cześć Pierwszego Darczyńcy zapodaję paradną muzyczkę, a innych... zachęcam do brania przykładu z odważnych.
muzyczka na cześć Pierwszego Darczyńcy Gnyszkobloga!

zapewniam...
...o tym, że dziś pojawi się post właściwy.
myśl na dziś
Kochaj i uprawiaj miłosierdzie, bez granic i bez dyskryminacji, ponieważ ta cnota, znamionuje uczniów Nauczyciela. – Jednakże to miłosierdzie nie może prowadzić cię – gdyż wówczas nie byłoby cnotą – do rozmiękczenia wiary, do zatarcia konturów, które ją określają, do przesładzania jej tak, aż się zamieni, jak chcieliby niektórzy, w coś bezkształtnego, co nie posiada siły i mocy Bożej.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 456




wtorek, 23 lutego 2010

[23 II 2010] GFA, TBW... moje pomysły na najbliższą mi część świata



TBW i GFA... moje pomysły na...

obiecałem ostatnio nieco więcej powiedzieć o swoich działaniach. W związku z tym, że wczoraj dotarły wreszcie zdjęcia od fotografa - wreszcie mogę to zrobić! Otóż, po dość długim czasie pracowitego siania... przechodzę do żniw. Zarówno na obu uczelniach, gdzie udało się w zeszłym semestrze wykonać 150% normy, dzięki czemu w tym semestrze będzie można bardziej zaangażować się w poważniejsze rzeczy... jak i w sprawach biznesowych.

GFA - mój pomysł na fundraising
Ci, którzy gnyszkobloga czytają od dawna wiedzą co w mojej nomenklaturze oznacza wspieractwo i znają moje poglądy na temat stanu większości polskich instytucji konserwatywnych, katolickich, różnych. Szeroko pojętych "naszych". Pisałem o tym także w powieści z kluczem - trzyczęściowej tyradzie o przydupasach.
Moją odpowiedź na ten stan rzeczy jest GFA, czyli Gnyszka Fundraising Advisors, której rolą jest znalezienie instytucji, które:

  • wiedzą co chcą osiągnąć,
  • wiedzą jak to zrobić,
  • potrafią i chcą mierzyć skuteczność swoich działań,
  • działalność traktują po menedżersku.
Naszą rolą w GFA jest znalezienie, pomoc w przekształceniu się w profesjonalnego NGO'sa i zapewnienie zdywersyfikowanego portfela przychodów. Z naciskiem na zdywersyfikowanego - podobnie jak ma to miejsce we Fronda.pl i której sukces wielu zaczyna coraz bardziej zastanawiać i porywać do naśladowania.
Ta działka ma jeszcze inny wymiar - sam jestem darczyńcą od wielu lat (tak, mały Maciuś brał sobie zawsze za punkt honoru, wspieranie wojska Pana Boga). I chcę być traktowany raczej jak inwestor, niż krowa do dojenia. Taki standard wprowadzamy.

>> Wejdź na: Profil GFA na Facebooku

TBW... mój pomysł na networking
drugim pomysłem, który od zeszłego piątku już oficjalnie rozwija się w łonie GFA jest Towarzystwo Biznesowe Warszawskie. W związku z unikalnym know-how oraz tajemnicą handlową ograniczę się jedynie do paru zdań. Żądnych dalszych informacji zapraszam do wysłania maila do Łukasza Zająca: lukasz@fundraisingadvisors.pl
Ja zaś ograniczę się do kilku zdań. TBW to grupa networkingowa, która - daj Boże - będzie zaczynem dla grup w innych miastach Polski (tak, chętny z Łodzi do współtworzenia TBŁ już jest). Ogólnie rzecz ujmując, chodzi mi o trzy rzeczy, które są obecne na każdym spotkaniu dla członków:

  • zwiększanie zysków firm członków TBW (sesja networkingowa),
  • podnoszenie standardów pracy firm członkowskich oraz profesjonalizacja członków (sesja szkoleniowa),
  • pomoc w łączeniu aktywności zawodowej z życiem wewnętrznym (lektura duchowa).

Do Towarzystwa... należą osoby, które opłaciły abonament, natomiast nie każdemu abonament może być sprzedany. Po pierwsze dlatego, że obowiązuje zasada braku konkurencji, która stanowi iż w jednej grupie networkingowej nie może być dwóch osób robiących dokładnie to samo. Po drugie zaś dlatego, iż do kupna abonamentu uprawnia wypełnienie aplikacji członkowskiej, której częścią jest kodeks etyczny.
Tęskniliśmy dotychczas za katolickimi, czy szerzej - konserwatywnymi milionerami? Stwórzmy ich wspólnie. Pomóżmy sobie nawzajem zbudować potęgę swoich przedsiębiorstw.
Na spotkaniu otwartym 19 II 2010 było prawie 50 przedsiębiorców z różnych branż.

>> Wejdź na: Profil TBW na Facebooku

wiecie już...
dlaczego nie było czasu na gnyszkobloga?

myśl na dziś
"Jest to czas nadziei i żyję tym skarbem. Nie są to puste słowa, Ojcze — powiadasz do mnie — to jest rzeczywistość". A zatem... cały świat, wszystkie wartości ludzkie, które z niezwykłą siłą cię pociągają — przyjaźń, sztuka, nauka, filozofia, teologia, sport, przyroda, kultura, dusze... — wszystko to złóż w nadziei: w nadziei Chrystusowej.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 293



poniedziałek, 24 listopada 2008

[24 XI 2008] sadomasochizm nie jest zboczeniem?

fronda działa? Działa, działa...
jak wiadomo – od dwóch tygodni polski internet jest już inny. Najpierw stał się inny w zeszłym roku, wraz z debiutem gnyszkobloga, to jasne, ale teraz stał się jeszcze bardziej inny – wystartował nowy portal frondy. Miło oglądać jego rozwój, czytać niekiedy śmieszne i żartobliwe, innym razem śmiertelnie poważne artykuły młodych redaktorów... miło śledzić ożywione dyskusje na słynnym (FForum), wreszcie – czytać blogi legendarnych użytkowników. Szczególnie, że za niektórymi nickami kryją się naprawdę poważne nazwiska, niekiedy z pierwszych stron gazet – zarówno ogólnopolskich, lokalnych, jak i branżowych. Serwis hula wspaniale, czekałem na ten debiut długo... i się nie zawiodłem!



wspieractwo po raz wtóry
w tym kontekście wraca nam dyskutowany w kontekście pro-life'u w ogólności, a gnyszkobloga w szczególności – temat wspieractwa. Ciekaw jestem, czy użytkownicy – zarówno starzy, jak i nowi, ci nabyci ostatnimi ruchami, debiutem, zeszłotygodniową akcją przeciwko IKEA (promującej w swoim katalogu homoseksualizm) – ciekaw jestem, czy zdadzą sobie sprawę z zależności między tym, że dobre artykuły tworzą ludzie, którzy muszą jeść, oraz tym, że w Polsce nie ma nieskończenie wielu bogatych wujków-katolików a reklamodawcy nie lubią pokazywać się w mediach katolickich.
Ciekaw jestem, czy za rok lub dwa będziemy świadkami spektakularnego upadku a la OZON, bądź Radio Józef... stałe zlecenie ustawione. Zobaczymy co zrobią inni. Czy tym razem pozwolą sobie przestać w końcu narzekać na hegemonię Agory? Portal – jak widać – robi, co może. Stworzony został nawet bardzo atrakcyjny dla potencjalnych wspieraczy – Klub Frondy.


Radio Józef
pouczający jest w tym względzie kazus Radia Józef. Wspaniałe radio, pisałem o nim wielokrotnie – moim zdaniem naprawdę najlepsza stacja w Polsce. Audycje, które fascynują, muzyka, która cieszy, modlitwa, dyskusje, które nie są paplaniną. Radio od roku coraz częściej puszczało między programami lektora dyktującego numer konta, głoszącego hasło „Pomóż nam pomagać innym”, kolejne pomysły na zwiększenie przychodów – pielgrzymki słuchaczy, sklepik w siedzibie redakcji... Radio w końcu zostaje sprzedane Eurozetowi – wówczas w trzy tygodnie słuchacze zadeklarowali i przelali prawie 50% miesięcznego kosztu utrzymania stacji! Można było? Jasne, że tak.
Powiemy sobie - „Radio prosiło nieumiejętnie”. Oczywiście – to jasne w kontekście podejścia do pieniędzy, który prezentują katolicy w Polsce (o czym pisałem właśnie przy okazji wspieractwa) – domyślam się, że Redakcja nie chciała po prostu za bardzo naciskać. Gdyby podali konkretne kwoty, bębnili o tym po każdej audycji, nadali tytuł akcji zbierania pieniędzy – z pewnością efekt byłby lepszy, patrząc na skuteczne modele biznesowe Radia Maryja i SKCh im. Ks. Piotra Skargi. Owszem, parę osób się zawsze obrazi i powie, że co to za Radio, które wciąż każe na siebie płacić, że oni sobie tam pewnie lody kręcą i biznesy chcą na Panu Bogu zrobić. Reszta natomiast otrzyma jasny sygnał - „Ludzie, żeby to dzieło, z którego korzystacie istniało dalej ku pożytkowi Waszemu i innych – musicie płacić!”.
Nie ma co liczyć na reklamy, poza kontekstową (chociaż Google skasował już konto Frondzie, z tego, co mi wiadomo, zobaczymy czy AdKontekst pójdzie tą drogą...). Tutaj pouczający jest zarówno nieboszczek OZON, którego szefowie chodzili po domach mediowych (to takie firmy, którym redakcje zlecają załatwienie reklam w zamian za prowizję) i wszędzie odchodzili z kwitkiem. Po prostu. Gazeta jest katolicka, chłopaki z domów mediowych mają do tego typu rzeczy awersję i po sprawie. Jak jest z „Gościem Niedzielnym”, który ma większą sprzedaż niż „Newsweek” i „Polityka”? Dokładnie tak samo – mimo, że katolicy, to taka sama grupa konsumencka jak inne (jedzą to samo, co inni, budują domy, smarują się kremami, jeżdżą samochodami...) - nikt poza ludwisarzami, wytwórców ornatów i wydawców modlitewników nie zamierza reklamować się w drugim pod względem sprzedaży tygodniku opinii w Polsce. Mimo, że za pół ceny dotarłby do znacznie większej liczby potencjalnych konsumentów, niż reklamując się w „Polityce”.
Może to i lepiej – reklamodawcy nie dyktują tematyki. Ale jeśli tak jest – to zdajmy sobie z tego w końcu sprawę i wspierajmy swojskie przedsięwzięcia!


Święta za pasem
no, kończymy już z tematyką cywilizacyjną! Święta idą – już za okrągły miesiąc będzie Wigilia. Jak wiadomo – Wigilia, to m.in. prezenty. Jeśli wśród Czytelników, lub ich otoczenia są tacy, którzy jeszcze nie poczynili planów zakupowych (taaak – otoczenia także, przecież można im polecić gnyszkobloga w tym zakresie), bądź samych zakupów – zachęcam do lektury mojej „Teorii Kupowania Prezentu”. Prócz tego, by zainspirować jeszcze bardziej, przez najbliższe dwa tygodnie codziennie zamieszczę posta z innym pomysłem prezentowym. To i owo rzuciło mi się w oczy – w sam raz na dwanaście postów!


sadomasochizm
niedawno zostałem zbesztany przez któregoś z Czytelników za to, że przytoczyłem przykład homoseksualisty, który zabił swojego apsztyfikanta i zjadł (to zresztą drugi taki głośny przypadek – poprzedni polegał na tym, że panowie się umówili na wspólne baraszkowanie sadmasochistyczne i końcowe odcięcie członków, zabicie i zjedzenie jednego przez drugiego – to było w Niemczech, jakiś rok, dwa temu). Czytelnik argumentował, że wariaci (czytaj: skrajni sadomasochiści) zdarzają się w każdej „orientacji”. Apeluję zatem, żeby Czytelnik nie jechał do szwedzkiego raju, bo okazuje się, że...
...sadomasochizm nie jest już zboczeniem, podobnie jak transwestytyzm i parę innych. Tak bowiem przegłosowano w Szwecji i zaleca się rozciągnąć ów standard na całą Europę. Autorzy mają nadzieję, że to posunięcie poskutkuje tak, jak analogiczne rozwiązanie w przypadku pederastii. Poniżej skan z Rzeczpospolitej dla tych, którzy myślą, że zwariowałem:


koniec świata?
zacytuję tu rozmowę z moim Proboszczem nt. pierwszych posunięć p. Obamy:
[ks. B.B.] – Ech... do czego to wszystko dąży?
[MG] – No, jak to? Do powtórnego przyjścia w chwale...
[ks. B.B.] - Ja wiem, ale po co to przyspieszać?


Świętymi są ci, co walczą do końca swego życia: ci, którzy zawsze potrafią podnieść się po każdym upadku, by dzielnie iść dalej z pokorą, z miłością, z nadzieją.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 186



poniedziałek, 13 kwietnia 2009

[prawie po Świętach] wspieractwo nam się rozhulało!

brzuchy już pewnie upasione, pora powoli myśleć o powrocie do normalności... a tymczasem miło poinformować, iż Gnyszkoblog otrzymał dwie kolejne wpłaty! Pierwsza, to kolejna realizacja stałego zlecenia p. Tomka (15 zł), druga zaś - 50 zł od p. Kazimierza!
Obu Panom Autor serdecznie dziękuje, mając także nadzieję na przemożną moc dobrego przykładu, a na dowód wdzięczności przedstawia się p. Jacka Rządkowskiego z Łodzi, prawdopodobnie najlepszego polskiego organistę (który na Gnyszkoblogu gościł nie raz!) - tym razem w wykonaniu Bogurodzicy oraz Asperges me.



a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/13-iv-2008-niedziela-dobrego-pasterza.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/04/13-iv-2008-niedziela-dobrego-pasterza_13.html



ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO