in vitro
obiecałem wczoraj, więc piszę. Dlaczego państwo nie ma prawa refundować wszystkiego, czego sobie zażyczą obywatele i dlaczego o in vitro można powiedzieć, że tym bardziej tego refundować nikomu nie wolno?
Po pierwsze - metoda sztucznego zapłodnienia zakłada unicestwienie paru dzieci, dla sztucznego poczęcia jednego. Dlaczego? Dlatego, że rzadko za pierwszym razem udaje się wszczepić zarodek tam, gdzie powinien sobie spokojnie dojrzewać. Dla niewtajemniczonych - chodzi o macicę. No, dobra, przyjmijmy, że stworzono 6 zarodków. Po 2 próbach udało się - trzecia wyszła! Mamy w lodówce trzy inne zarodki i dwa już uśmierciliśmy. Co robimy? Jeśli rodzice chcą jeszcze dziecko w przyszłości - zamrażamy i wykorzystamy pewnie w przyszłości. Jeśli nie chcą (lub później zmienią zdanie i przestaną planować na przyszłość), to musimy coś zrobić z trzema dziećmi w lodówce. Jest parę opcji, z których każdy normalny człowiek wybrałby najlepiej płatną, czyli sprzedaż na eksperymenty medyczno-kosmetyczne. Po co rozwalać zarodek, skoro na sprzedaży na czarno można sporo zarobić? Jeśli nie sprzedajemy, to po prostu rozwalamy. Bilans - jedno dziecko żyje, pięć zginęło. Dlaczego zarodek to dziecko, człowiek? Bo nie ma najmniejszego powodu, by uznać, że życie nie rozpoczyna się w momencie zapłodnienia. Kto uważa inaczej, niech udowodni. Póki co, nikt nie potrafi, bo nie ma żadnych mocnych przesłanek. Pisałem o tym wielokrotnie.
Po drugie - państwo nie jest od refundowania. Chcę Lexusa - proszę mi zrefundować! Dlaczego akurat chęć posiadania żywej laleczki w spacerówce i paru zabitych na sumieniu, należałoby refundować? Jeśli należałoby, to dlaczego nie należałoby refundować zapłodnienia in vitro lesbijkom, lub gejom (wraz z państwową nosicielką ciąży)?
Po trzecie - cena usługi, informuje mnie o tym, czy mnie na nią stać. Jeśli chcę Lexusa - to na niego oszczędzam, lub biorę kredyt, zastawiam własną nerkę i kupuję auteczko. Dlaczego nikomu nie przyjdzie do głowy, że skoro bierze kredyt na mieszkanie, mógłby i na dziecko? (swoją drogą, państwo nie powinno refundować żadnego budownictwa).
Po czwarte - państwu powinno leżeć na sercu opróżnienie domów dziecka i powinno raczej dążyć do tego, by ludzie dzieci adoptowali, wtedy mniej będą musieli oddać Państwu, by im cokolwiek refundowało.
Po piąte - zaczyna nam się w Polsce komusza rewolucja piątej generacji, o czym jeszcze będę tu pisał. Wbrew pozorom, żądanie refundacji in vitro homoseksualistom jest naturalnym następstwem rozważanego tu kroku wobec heteroseksualistów. Kto ma głowę i młotek, i się nad refundacją w ogóle zastanawiał - niechaj się stuknie.
salon niezależnych
polecam najnowszą Niezależną Gazetę Polską (www.niezalezna.pl) gdzie można znaleźć arcyciekawe artykuły na temat kibiców, ruchu kibolskiego i całej, barwnej, ciekawej grupy społecznej, której obraz zamazują miglance bredzące o pseudokibicach.
Odwiedziłem dziś stronę Niezależnej i muszę powiedzieć, że polecam jeszcze na stronie fotoreportaż z manifestacji w obronie wolności słowa (banner widać na stronie głównej). Ponad 1000 osób i zero wzmianki w mediach, dobre co?
hibiskusik
hibiskus mi prawie zwiędł! Akcja nawadniania trwa. Przyjął już litr wody od wczoraj i nabrał krzepy. O listkach na razie nie marzę. Sorry, hibi, byłem w delegacji w kraju, gdzie mówią po rosyjsku, białe niedźwiedzie chodzą po ulicach i chodzi się do cerkwi (wybaczcie, mój hibiskus ma niemieckie korzenie, muszę tłumaczyć tak, by rozumiał).
wypłoch z Pomorza?
widzieliście już na onecie takie babkie, co to łazi po Sejmie, straszy i nazywa się Senyszynowa? Gwałtu rety! Etat sprzątaczki się zwolnił? Nie wiem, co pani się stało, ale obawiam się, że stan pacjenta jest poważny.
krótko dziś?
krótko dziś, bo muszę troszkę popracować, bo z 40 stopniami na liczniku nie dało się między Świętami. To teraz pangruszka zagrzewa silniki i pracuje jak ruski robot. A co! A Wy klikacie jak ruskie roboty, zaraz dzwonię do salonu Lexusa zamawiać...!
myśl na dziś
Kiedy stwierdzisz, że chwała Boża i dobro Kościoła wymagają, byś mówił, nie milcz.
- Zastanów się: któż nie byłby odważny mając za sobą Boga, a przed sobą wieczność? Nie ma nic do stracenia, a wprost przeciwnie, wiele do zyskania. Wobec tego, dlaczego się nie odważysz?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 459
poniedziałek, 7 stycznia 2008
[7 I 2008] poniedzielnik, św. Rajmunda z Penyafort, kapłana
Autor:
Maciej Gnyszka
o
1/07/2008 09:46:00 PM
0
komentarze
Etykiety: gazeta polska, hibiskus, in vitro, kibice, polecanko, polityka, senyszyn, socjalizm
piątek, 12 października 2007
idzie noc, idzie noc - piątek
sprostowanie
niechaj będzie jasne - bo mam sygnały, że niektórzy mylnie zrozumieli moję myśl. Otóż, pisząc wczoraj iż nie zamierzam bać się posiadania dzieci i je posiadać chociażbym miał się skichać, nie chodziło mi o skichanie się od nadaktywności seksualnej, tylko o nadaktywność zawodową, by pociechy swe wespół z żoną utrzymać. Wiem skądinąd, iż niektórzy Radiosłuchacze pomyśleli, że chodzi o to pierwsze. Otóż mówię - nie chodzi. Chodzi o to drugie.
hybyskus
rozkokosił mi się Hibiskusek! Zobaczcie na zdjęciach poniżej jego ewolucję. Wieczorem wczoraj był zamknięty, ledwo myślący o otwarciu, rano się ośmielił (opisałem to poniżej), a wieczorem to już normalnie cały rozkokoszony! Niestety, choć będzie głosował na listę 3 na kandydatów Prawicy Rzeczypospolitej i Unii Polityki Realnej (tak, debatę też oglądał - celował pręcikiem w Tuska), nie jest on ewidentnie hibiskusem prawicy! Farbowany lis, albo jeszcze gorzej (mam na względzie pewnego Lisa)! Otóż, mój hibiskus po otwarciu popadł w bezpruderię i ekshibicjonizm. Co on se myśli, że ja na biologię nie chodziłem? Że nie wiem, czym dla niego są te obleśne pręciki, które bezwstydnie wypręża? Mówię, mu: Cholera, uspokój się, ludzie w bibliotece się gapią przez balkon! A on nic. No, to nic, będziesz spał pod ręcznikiem, miglancu jeden.
Ramadan
wczoraj skończył się Ramadan, czyli muzułmański post. Poznałem to po wyciu w paru pokojach i wrzaskach, i zawodzącej muzie koło 24:00. Dobra bisurmany - myślę sobie - Sobieskiego zapomnieliście, to w sobotę Wam fundnę Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie na cały głos. Zbieram siły na jutro.
pycha rozumu, czyli socjalizm
to, co powyżej, to cytat z Hayeka. Zresztą nieważne czy z Hayeka, czy z Lenina, pic polega na tym, że socjalizm i cała lewicowość opiera się na pysznej wierze w zdolności rozumu. Taki konstruktywizm - jesteśmy w stanie wszystko przewidzieć, jesteśmy w stanie wszystko zaplanować, obwarować prawami, jesteśmy w stanie rewolucyjnie zmienić świat w dowolnym kierunku. To zawsze kończy się klęską, od tyranii, po totalitaryzmy i obecne ich wersje. Człowiek myślący, że świat zaczął się z chwilą jego narodzin i nic przed nim nie było, to człowiek groźny dla siebie, dla świata i innych ludzi.
debata
och, cóż za wspaniała, merytoryczna debata! Wyborna, doprawdy miło mi się oglądało, jak Dondi wygadywał banialuki, nie odpowiadał na pytania, tylko mówił że receptą na politykę zagraniczną PO jest to, że Bartoszewski powiedział, że Kaczory to warchoły, a poza tym to nic nie zrobiliście. Jarek też parę razy przywalił niezłego kloca (np. wtedy gdy definiował liberalizm), ale moim zdaniem wypadł o niebo lepiej. Dondi swoją argumentację opierał na trzech źródłach:
1/ powszechne mniemanie Polaków (dlaczego Dondi uważa, że jest ich głosem?)
2/ autorytet Bartoszewskiego (lubię pana Władysława, ale śmiesznie brzmiały te ochy i achy Tuska nad jego profesurą i byciem autorytetem, zresztą Jaruś dobrze to skwitował - że ma swój rozum, a Bartoszewskiego bardzo szanuje)
3/ powszechne mniemanie w ogóle (czyli to, co wszyscy wiemy, bo pismaki napisały, a my sobie w maglu napowtarzalim).
Cienko, oj cienko. Koalicji nie będzie, Donduś chyba rzeczywiście ma bzika na swoim punkcie. A ja i tak głosuję na listę KWLPR.
złota polska jesień
idąc tropem błyskotliwej argumentacji Tuska. Polska jesień uciekła z Kraju przez IV RP! Kaczory ją wygoniły - spotkałem ją dzisiaj łażącą bez celu po Monachium... Zdjęcie poniżej. Wszystko zepsuli, ci Kaczorowie.
Rodacy do pracy!
no, i stało się. Pangrzyzga znalazł pracę! Będzie pracował jako asystent w pracowni architektonicznej PADOPLAN. Może nie będę opowiadał szczegółów negocjacji, ale bardzo miło rozmawiało mi się z szefami pracowni, dwom przemiłymi 50, 60-letnimi panami, którzy bardzo mnie polubili i zapewnili sobie moją sympatię. Śmieszna sprawa, byłem od nich ubrany bardziej elegancko i odnoszę wrażenie, że w momencie gdy mówiłem (dobrze, że przed wizytą zaszedłem do kościoła poprosić o dar języków i dobre przyjęcie), a oni słuchali sobie o tym co robię w Polsce, jakie mam plany, itd. z boku mogło to wyglądać na wizytę jakiegoś ober-szefa, szczególnie że - o dziwo! - nawijałem po dojczlandzku jak mały Helmut, albo jakbym miał co najmniej dziadka w Wehrmachtcie (tak...). Śmieszne, nawet się zaśmiałem, bo to doprawdy pociesznie mogło wyglądać... No, ale od przyszłego czwartku do roboty! Lajf yz brutal.
czy pandamson nas czyta?
panieadamsyncie, jesteś pan na linii?
wierszydełko
Żałko matuszka, pojebat' priszli
A pod pachami
resztki wieczornej elegancji
i oczy zmęczone
początek 2004
myśl na dziś
myślna dziś jest taka, że proszę sobie pomyśleć po przyjęciu Komunii Świętej, że to ciało które macie w ustach, to to samo zbite w Wielki Piątek Ciało Pana Jezusa. Dziś o tym pomyślałem i ogarnęło mnie wzruszenie gdy wracałem do ławki w kościele. Co za wielka rzecz - Eucharystia!











!!!hibiskus się otworzył!!!
niebywałe, przekonałem Hibiskusa!
nie uwierzycie, ale Hibiskus jeszcze wczoraj twierdził, że nie otworzy się dopóki nie przestanę gadac o wyborach, ale widziałem że już wieczorem atmosfera odtajała i zaczął się zastanawiać... Zbudziłem się, patrzę - a Hibiskus otworzył kwiatki, rzuca mi się w ramiona i mówi: Paniegrzyzgo, przekonałeś mnie Pan! Głosuję na listę nr 3, na kandydatów PR i UPR! Nie głosuję na kandydatów od Giertycha, bo go nie lubię, ale na kandydatów tych dwóch ugrupowań, bo je lubię. Już skumałem, że nie popieram w ten sposób Giertycha, bo to jest lista, a nie partia! Jestem szczęśliwy! Niech żyje Christianitas i wolny rynek!
Mam zdjęcia upamiętniające to wydarzenie, ale niestety komuniści z blogger.com sabotują moje działania - zepsuł się moduł dodawania zdjęć... Gdy naprawią, wszystko będzie!
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/12/2007 08:57:00 AM
0
komentarze
czwartek, 11 października 2007
czwartek, czyli Donnerstag
pani i berbeć
jadę metrem, a pani niańczy małego bejbia (parę miesięcy po urodzeniu, no ale de facto żyje już prawie rok, więc nie taki świeżak...). Ten cały różowy, ani myśli o tym, żeby przestać kwiczeć, wykręcać łapki i wierzgać obleczonymi we włóczkowy skafander giczkami. Aż tu nagle różowy kłębek zaczął mieć czkawkę i czkając na cały świat, pochrumkiwał nawet. No no - myślę sobie - niezły wyga z tego wygi - taki mały, a już chrumkać umie. Ja nauczyłem się dopiero w przedszkolu. Jaki z tego morał? Dwojaki.
Najpierw ten, że więź dziecka z matką jest bardzo ważna, jeśli nie niezastąpiona. Nie zmieni tego ani rewolucja seksualna, ani rewolucja socjalistyczna (to to samo). Nie zmienią tego nawiedzone panie, ani nawiedzeni panowie w czerwonych, lub brunatnych sweterkach.
Później ten morał z tego, że - obserwując reakacje innych, starszych pań i panów oraz młodych dziewczyn, które z zazdrością i pewnym strachem to obserwowały - dzieci uczą czułości, miłości i wielu, wielu innych rzeczy. Dlatego pangrzyzga nie zamierza dzieci nie mieć, lecz wprost przeciwnie, choćby miał się skichać z zarobienia. Apsik.
Dobra, jeszcze ostatni morał. Taki jest, że gdzieś mam to, że świat poszedł naprzód i zaczął się bać małżeństwa, odpowiedzialności, dzieci, rodzicielstwa, etc. Wbrew pozorom, to nic nowego, stara wada, która co i raz się odradza - i tak jak zawsze - odejdzie na jakiś czas w niepamięć. Obecny czas warto uznać za powolny powrót do normalności po ponad 50-letnim szaleństwie...
co to jest czwartek?
w Polsce czwartek, to czwarty dzień tygodnia (no, dobra - piąty, bo pierwsza jest niedziela). W Niemczech czwartek to dzień grzmotu, czyli Donnerstag.
Donner, czyli grzmot
nie powiem, dziś niektórych nieźle wygrzmociło. Poznaliśmy z Kasią pewnego Niemca, tj. Polaka, tj. chłopca, którego poznańscy rodzice przenieśli się do Monachium i mówią wciąż (a on razem z nimi) po polsku. Ładnie pięknie, Daniel raz mi już pomagał, teraz stworzyliśmy z nim i Kasią grupę na przedmiot Baupraxis/Oekonomie. Reserczujemy sobie w internecie na temat pokryć bitumicznych i zaczyna się temat: a po co się żenić? Po co jest ślub, po co święta i inne takie duperele, które narzuca ohydne społeczeństwo wybitnej jednostce? Można było się dowiedzieć, że my Polacy jesteśmy w tyle za Europą, Kościół jest raczej z lekka głupawy, itd. Mimo, iż z Daniela bardzo miły chłopak, odnoszę wrażenie, że atmosfera nieco zgęstniała. Szkoda, chociaż wiem że tak już jest - te tematy budzą często wielkie emocje, przekonuję się o tym zawsze (tak jak np. w wojsku), gdy nagle ni z gruszki, ni z pietruszki staję się adresatem często wielogodzinnych wypowiedzi na temat tego, że ktoś tak naprawdę ma to wszystko gdzieś, ale w rzeczywistości trawi to w jakiś sposób jego wnętrze. Miał rację ks. Stefan, że w Niemczach wcale łatwiej, niż w wojsku nie będzie, nie na darmo diecezje niemieckie mają status misyjny...
małżeństwo
pokrótce o tym, co uważam na ten temat. Niczego nowego nie powiem, jestem zwykłym, w dodatku wiejskim, katolikiem, który ma na celu robić to, co leży w jego obowiązkach względem Boga i ludzi.
Małżeństwo jest po pierwsze sakramentem.
Po drugie, polega na przedstawieniu Bogu swojego związku, po to by on do niego w specyficzny sposób wszedł, uświęcając go (tj. udzielając specjalnej łaski i charyzmatów) i czyniąc małżonków jednym ciałem.
Po trzecie - małżeństwo, pożycie małżeńskie, małżeńska codzienność są Bogu oddane i w nim zakorzenione.
co z tego wynika?
wynika stąd to, że nikt nikogo nie zmusza do brania ślubu ani w kościele, ani tzw. ślubu cywilnego (jest to zła nazwa - chodzi po prostu o umowę cywilną).
Jako że instytucja małżeństwa ma pierwotnie pochodzenie religijne, jasne jest, że ciężko ją zrozumieć osobie niewierzącej i łatwo jej sens zakwestionować.
Wynika stąd także to, że zawiodą się - i zawodzą się - ci, którzy idą po katolicki ślub nie będąc katolikami. Najczęściej ich związki są po prostu nieważne (nie spełniają bowiem warunków przewidzianych w prawie kanonicznym) i poza ceremonią nic nie otrzymują... Mówią później, że przecież mieli otrzymać łaskę, że z tym ślubem to ściema, bo wcale nie było im łatwo, a w ogóle, to głupi ten Kościół, bo nie pozwala na rozwody. Jaki początek, taki koniec moi mili.
Wynika stąd także to, że rozumiem w pełni Daniela - nie ma sensu małżeństwo, jeśli nie bierzemy pod uwagę powyższego. To naturalne, tak jak naturalne jest to, że bez sensu jest Wigilia jeśli nie wierzymy w to, co podczas niej świętujemy. Z pomocą przychodzą oczywiście jakieś akcydentalne właściwości np. Wigilii - np. prezenty. Ale idąc za ciosem, można powiedzieć, że codziennie warto sobie dawać prezenty, niekoniecznie w Wigilię. Tym tropem idzie też Daniel. Najzupełniej słusznie - też bym tak zrobił na jego miejscu.
Pic jednak polega na tym, że Wigilia naprawdę coś znaczy, że małżeństwo naprawdę jest sakramentem. Większość odkrywa tę prawdę dopiero na łożu śmierci.
Maciuś, uważaj na zboków
nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale moja Mama jest mistrzynią w pisaniu uroczych, krótkich SMSów. Pewnego razu, gdy donosiłem, że skończyłem biegać w parku, Mama mi napisała: Dobrze Maciuś, tylko uważaj na zboków. A gdzie homofobia? A gdzie poprawność polityczna? A gdzie wartości europejskie? Tam gdzie ich miejsce - na śmietniku. Zbok to zbok, więc miej się paniegrzyzga na baczności!
Baupraxis/Oekonomie
na zajęciach dowiedziałem się między innymi tego, że ich celem będzie nauczenie nas jak się nie narobić, lecz dużo zarobić. Dobre, co?
wybory, wybory
dobra, nie będzie już o Korwinie... zamieszczam na blogu zdjęcie wysprayowanego szablonu, które dostałem od Siostry. Cóż, tym razem frekwencja będzie pewnie oscylować koło 90%...
hibiskus
hibiskus ma mnie gdzieś - powiedział, że nie zagłosuje na Korwina i nie otworzy kwiatów dopóki nie przestanę mówić o polityce. Nie, to nie - ja prosił nie będę, bądź zamknięty do 22 października, proszę bardzo! - tak mu powiedziałem, aż mu w podstawkę poszło!
wierszydełko
Ty
Ty sobie siedzisz z rodziną
z okien pasy bloków
W mieszkaniu ciepło
ono Cię widziało już dawno
ciepło jest bo ogrzewanie
centralne gdzieś w kotłowni
cały czas; już ze dwadzieścia lat
buzuje, gdy tata miał solidarnościowe wąsy
a mama ondulację na głowie trwałą
meblościanki były nowe, Ty byłaś nowa
Zupełnie inaczej jest teraz
mimo, że ściany, sąsiedzi - to samo
ciągła jest zmiana
każda chwila jest ważna i Cię kształtuje
Ableard stoi na półce
i paprotki oddychają
a spod bloku odjeżdża autobus
pani w kiosku pracuje od rana
gdy jeszcze ciemno od świetlówki na przystanku
wiersz dedykowany Asi Banach, powstał na początku 2004 roku, albo pod koniec 2003
myśl na dzisiaj
Jezus wzywa cię do modlitwy... Widzisz to jasno.
- Jednakże jak słaba jest twoja odpowiedź! Wszystko cię kosztuje wiele wysiłku: jesteś jak dziecko, które się ociąga w stawianiu pierwszych kroków. Lecz w twoim przypadku to nie jest tylko ociąganie się. To także strach, brak wielkoduszności.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 291
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/11/2007 04:18:00 PM
0
komentarze
Etykiety: hibiskus, katolicyzm, małżeństwo, poezja, rodzina, studiowanie
wtorek, 9 października 2007
wtorek, wieczór
lokomotywa na spirytus!
pan Oluś znowu chyba przeholował...
http://wiadomosci.onet.pl/wybory2007/1620712,news.html
wieczorne podumania
zjadłem na kolację pyszną kanapkę wielowarstwową - masło, czosnek, masło, pasztet od Krakusa, kawałeczki ogórków spreewaldzkich (tak, to te z Good bye Lenin!) i kabanos ręcznie aplikowany do paszczy! Mrrrrr... Wyborne.
Nastroiło mnie to melancholijnie, Hibiskus spojrzał na mnie spod liścia i postanowiłem sprawdzić ile potrzebuje wody. Internet powiedział, że podlewamy co dwa, trzy dni. Oj, żeby Hibiskus nie miał takich ciągot, jak pewien Magister, bo mi znowu wodę wyłączą...
sesja
dzisiejsza sesja na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie była wspaniała. Proszę popodziwiać ową soczystą zieleń na http://www.gpw.com.pl/ cud, miód. Pangrzyzga dziś trochę napęczniał...
Piękny to mechanizm - giełda! Co zrobić, żeby zarobić? Sprzedać drożej, niż się kupiło, tak jak to w handlu zawsze bywało. Problem polega na tym, że można nie wytrzymać oczekiwania na dogodny czas. Psychologia - dlatego potencjalnie najlepszymi inwestorami giełdowymi są osoby, które są albo wyjątkowo zimne, albo odebrały porządną formację duchową. Panowie i panie katolicy - coś dla nas! Oderwanie od dóbr doczesnych wspaniale wpływa na skuteczność inwestowania.
Mówiłem już o ksywce pieniężnik. Śmieszne, chyba tak już zostanie, że jak ryba w wodzie czuję się na rynku. Nieważne, czy handluję cukierkami, które dostałem od Mamy na urodziny obchodzone w mazurskim lesie na obozie harcerskim; czy nagrywam płyty dla kolegów z wojska (tu też byłem monopolostą - jako jedyny miałem laptopa); czy inwestuję w spółki giełdowe. Moja Siostra mówi, że mam żydowskie korzenie...
Msza Św. u Sankt-Michaela
byłem na 18:00 u świętego Michała, u Jezuitów. Zresztą wczoraj też. Wspaniały organista, dużo ludzi. Wczoraj celebrans był bez ornatu, dziś w ornacie. W kazaniu - jak to ostatnio u jezuitów - sporo o psychologii. W modlitwie powszechnej nie modlimy się za Kościół, ani za Papieża, tylko za własne sprawy. Zamiast spowiedzi powszechnej - modlitwa celebransa i błogosławieństwo. Pachnie toto albo siarką, albo miejscowym zwyczajem.
Po Mszy Świętej nikt nie wychodzi. No no - myślałem sobie - jak pięknie wierni zostają na parę minut na dziękczynienie i rozmowę z Panem Jezusem po Komunii. Muza się kończy, ludzie klaszczą, zostaje nas tylko parę osób. Pozory jak zwykle mylą.
wierszydełko pierwsze w życiu
o, a to pierwszy wiersz, który napisałem w życiu. Wróciłem ze spaceru, siadłem i napisałem. Nie wiem, czy mi się teraz podoba.
Ja na spacerze
W kożuchu ten
to ja
Nosek i poliki czerwone
mgła i sopelki na wąsach
których wtedy od rana nie miałem
Ciężkie buty i pod nimi chrzęściły
białe piórka i gwiazdki lodowe
A w paseczki się ptasiory ułożyły
Tam nad lasem po prawej
nad ciemnym trójkątem
o postrzępionych bokach
ponurym gmaszyskiem Natury
Pola tak płaskie swoją śnieżną białością
zachwycają nieskończeniem
A niebo - szarobłękitna plama szlachetna w swej wysublimowanej tkaninie barwy
Burzą ten spokój ptasiory z obłędem
w oczach. Kruki i wrony, ćwirki.
Burzy to i buduje kosmate ciemne wcięcie
dopełnienie trapezów nieba i ziemi
W kożuchu ten
to ja- oś kompozycji
ożywcza forma
koloru i faktury
myśl na dzisiaj
no, ostatnio myśli były zdawkowe - teraz damy do pieca!
Zajęcia nasze, prosimy Cię, Panie, natchnieniem uprzedzaj, a pomocą wspieraj, aby wszelka nasza modlitwa i praca od Ciebie się zaczynała i z Tobą kończyła.
pod.red. ks. Janusza Lekana, ks. Jana O'Dogherty'ego Rozmowy z Jezusem przed i po Mszy świętej, Ząbki 2000r. s. 43




Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/09/2007 08:15:00 PM
2
komentarze
prawie w samo południe
już po Aniele Pańskim moi mili - czas wziąć za pisanie bloga
zajęcia
nooo... dziś miałem Bauphysik - fizykę budowli pomieszaną z materiałoznawstwem. Nauczyłem się greckiego alfabetu, tego czym jest dżul i wat. Wstępik wstęporum, mam nadzieję, że im dalej w las - tym będzie ciekawiej.
Grupa łączona - architekci i ludzie z inżynierii lądowej. Koło 50 osób na sali. Co na sali? Śmiech na sali - tak mało, a to pewnie wszyscy z 5. semestru na obu kieurnkach! Czy mówiłem już, że mało osób tu studiuje?
Siedziałem obok mojego nowego Pana-Kolegi. Pana, bo był koło czterdziestki. Prowadzący bardzo miły, choć stanowi cienką kopię dra Górskiego z WA PW. Ale to i owo wspólnego mają. Pogaworzyłem sobie z nim, o to i owo wypytałem, a on mi tu mówi, że pewnie jestem Francuzem! Oż ty w papę, ja Ci dam od razu od najgorszych człowieka wyzywać...! Nie mój drogi Herr, ich komme aus Polen.
Dla ciekawych - ciekawe zdjęcia ciekawych pustaków/pełniaków poniżej.
złotówka umacnia się dzięki Google
wpadłem na szalony plan! Każdy Polak zakłada bloga, każdy klika na te, przypuśćmy, 100 linków na różnych blogach, Google żeby przelać właścicielom blogów pieniądze na ich konta złotówkowe kupuje PLNy, poczciwa złotówka leci w kosmos, a my jesteśmy bogaci. Dobre, nie? Nie na darmo w szczenięcych przedszkolnych latach nazywali mnie w rodzinie pieniężnik.
scenariusz
dobra, zdradzę teraz inny szatański plan! W tych wyborach wygrywa PiS, wchodzi w sojusz z Prawicą Rzeczypospolitej i Unią Polityki Realnej, albo nie wchodzi - to nieważne. Oczyszcza trochę państwo, ale go nie etatyzuje. W tym czasie pangrzyzga i jego kumple zbierają pieniądze na własne entree do polityki. Platforma zaczyna przeciekać, Donald trafia do Disneylandu pod Warszawą (słynny szpital nieopodal Pruszkowa), ludzie przekonują się do koalicji PR/UPR, która przeradza się w nową prawdziwie konserwatywno-liberalną partię. Wówczas, po czterech latach pangrzyzga z kumplami i kumpelkami wygrywają z ramienia PR/UPR wybory, tworzą drugi rząd Marta Laara (Estonia), robią cud ekonomiczny, cud instytucjonalny i wszyscy się cieszą. Poparcie zaczyna spadać, bo tak jest z dobrymi rządami zawsze (z niedobrymi też tak jest), wówczas TVN24 publikuje zdjęcia premiera Gnyszki z żoną i dziećmi - wszystkim tak się spodobało, że poparcie zaczęło rosnąć. Rozwalamy kolejne wybory, socjalizm trafił na śmietnik historii, bierzemy się za inne kraje Europy, gdzie jeszcze dyszy czerwono-tęczowo-zielona bestyja, w każdym zakątku świata powstają ludzie myślący podobnie do nas, uformowani przez wyborne think-tanki (jeden polecam szczególnie: http://www.acton.org/) i Kościół. Potem Fukuyama mówi przez megafon - O, a jednak teraz to już jest na pewno koniec historii!
Ładne, nie?
wodawodawoda
nie miałem wczoraj ciepłej wody! Skandal międzynarodowy - hydraulicy pracowali dzień, by nie pogorszyć stosunków bilateralnych. Nie chcieliście polskiego hydraulika, to macie! Pan Zdzisiu zrobiłby to w parę minut.
Miruś G. - mordo moja
no, Mirek, wziąłeś w łapkie, co? Nie chodzi tu o doktora G. - jest jasne, że większość lekarzy zachowuje się w podobny sposób. Ba! Większość ludzi w innych obszarach - nazwijmy to gospodarki - ma podobne wady. Sęk w tym, żeby z wadami walczyć.
Zrobiono z Ziobry i CBA wariatów, odsądzano od czci i wiary. Ech, ostatnie dwa lata to istna feeria podobnych wydarzeń - zdarza się rzecz pozytywna, a wylansowane miglance z telewizora mówią mi, że stała się tragedia i jutro świat legnie w gruzach. Powiem wam teraz lisy morozowskie, dziady kalwaryjskie w garniturach, miglance zblazowane - zajmijcie Wy się porządną robotą!
Na doktorze G. ciąży m.in. zarzut proponowania przyspieszenia operacji w zamian za gratyfikację pieniężną i seksualną (zarzuca mu się, iż chciał - sformułuję to w języku biblijnym - poznać córkę chorego, a tamci plotą jak jakieś popierdółki o upadku polskiej transplantologii, blatowaniu człowieka, etc. Na Śląsku jest takie określenie - ciule. Pozdrawiam czule.
Terlikowski in da hauz
Oleńka przywiozła mi nowy numer Gazety Polskiej. Kurczę, skąd niewiasta dzielna wie, czego potrzebuje jej Ukochany? Tak, to jest ów geniusz kobiety, o którym pisał Jan Paweł II.
Ale, ale - do adremu. Otóż w nowym numerze wspaniały felieton Tomasza Terlikowskiego w rubryce Walka o dusze. Najwyższa rekomendacja. Jeśli ktoś zechce kupić - jutro ostatnia szansa, bo w środę wychodzi nowy numer!
nowy kolega
mam nowego kolegę - nie wiem skąd jest, ale jest żółty, więc może z Azji. Zamieszkał na jakiś czas ze mną, ja go kocham, a on mnie. Nazywa się Hibiskus. Kosztował w kwiaciarni 5,90 euro.
pałka została przegięta
na moim osiedlu znów przegięli pałkie! Na tablicy z godzinami na całym świecie nie ma Warszawy, za to jakieś Honolule i inne! Powiem Angeli, gdy ją spotkam. Zdjęcie poniżej.
pangrzyzga poumacnia
wróciłem wcześniej, uporałem się z wszystkimi sprawami, zabiorę się teraz za umacnianie wiecie czego. Jest ładna pogoda, więc czas na bieg na tysiącpińcet metrów!



Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/09/2007 12:10:00 PM
2
komentarze
Etykiety: hibiskus, korupcja, political-fiction, studiowanie
sobota, 6 października 2007
polityczny wieczór
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/06/2007 10:02:00 PM
0
komentarze
Etykiety: hibiskus, jedzenie, liberalizm, liga prawicy rzeczypospolitej, oleńka, polityka, wybory








