miała być wolność słowa...
a tu każdy gada to, co chce! Widzę, że muszę ankietę zamknąć, a w przyszłych edycjach sond dać tylko pozytywne opinie, co? Hie hie... dziadzia Gnyszek tylko żartował. Chociaż z drugiej strony, może powinien ograniczyć pisaninę - wziął sobie do serduszka wezwanie lektora z filmu o niedzieli czynu partyjnego i robi 400% normy pod względem ilości postów, a tu wskaźnik klików w reklamiszcza od Gugla na dziś (do tej pory) na poziomie... 16,8%... Panie złoty, toż to grubo powyżej średniej, a gdzież tu myśleć o rekordach (rekordy popularności wprawdzie bijemy, ale z klikaniem cieniej)? Nie powiem, żeby miecz boleści przenikał moje serce, ale śniło mi się co innego...
Gross ma stracha
no, to przechodzimy do merytum. Wczoraj zapodałem film o niejakim bajkopisarzu nazwiskiem Gross. Dziś powtarzam go dla tych, którzy nie widzieli:
a poniżej jeszcze wystąpienie guru warsiawki, pana Adama:
Co by tu powiedzieć? Może zacznę od Grossa. Sąsiadów nie czytałem. Strachu też nie. Głupi jestem i ciemny, co? Gdzie tam, nie taki głupi, bo i Lolity Nabokova nie czytałem - bo rynsztokowej literatury nie lubię i szkoda mi na nią czasu. Jak widać po zestawie tytułów - jestem w tym konsekwentny. Z Sąsiadami było tak. Wyszła książka, jurgielt na Czerskiej u Michnika jak w jakie święto, bałwochwalcze artykuły, rach-ciach, Kwaśniewski pojechał do Jedwabnego przepraszać (do dziś nie wiem za kogo przepraszał - za panów pokroju Bermana, Różańskiego i Stanisława Michnika?), od tej pory każdy Polak wiedział, że wcale na wojnie Żydów nie ratowaliśmy, bo dziady i goje złamane jesteśmy i antysemici. Przyjechał w międzyczasie pan Gross, chorąży pokoju i budziciel polskich sumień, nasz Sokrates narodowy, Żeromski XX wieku; przyjechał, poszedł na Wydział Historii UW... a tu... za przeproszeniem... zj*bka. Jeden z obecnych profesorów demonstracyjnie opuścił salę, inny powiedział z mównicy, że gdyby student napisał mu coś w stylu Sąsiadów dostałby pałę za niechlujstwo i brak warsztatu, kto inny jeszcze inaczej się oburzał... Niestety nie mogę przytoczyć źródła, bo nie pamiętam w którym z numerów NCz! (http://nczas.com/) o tym czytałem - może Czytelnicy przypomną.
Jeśli chodzi o Strach - zarzuty są dokładnie te same, a formułuje je najgłośniej (bo i ma najwięcej wejśc do mediów) prof. Jan Marek Chodakiewicz z Institute of World Politics. Facet - jak już pisałem wczoraj - na stosunkach polsko-żydowskich zjadł zęby, jako pierwszy napisał na ten temat pracę naukową po angielsku, wydaną w USA. Oprócz tego, że polecam wywiad z Nim na temat książki Grossa pt. Gross wyssany z palca (http://www.viddler.com/explore/najwyzszyczas/videos/2/0.843/). Naprawdę polecam wysłuchać w całości, bo sprawa jest ważna, a wywiad zahacza przy okazji o inne sprawy, jak np. Margaret Mead, naukowczynię która ssała z palca tak jak i Gross (nota bene, na polskich wydziałach humanistycznych jej książki czyta się wciąż jak prawdę objawioną...). Z zarzutów wymienianych, przytoczę dwa, które wydają mi się właściwe dla postmodernizmu, czyli socjalizmu na terenie tzw. nauki.
Po pierwsze, Gross nie bierze pod uwagę literatury naukowej powstałej na ten temat. Może nie wszyscy studiują wśród naszych Czytelników, chociaż nie trzeba studiować, by się domyślać rzeczy oczywistej. Ponieważ jest oczywiste, że jeśli ktoś bierze się za jakiś temat w sposób rzetelny, powinien wówczas - jeśli tym samym tematem zajmował się już kto inny - się do innych tez odnieść, jeśli ma się tezy odmienne. Gross nie tylko tego nie robi, ale i mówi, że książki Chodakiewicza nie zna, ba! nie bierze pod uwagę innych prac na ten temat. Po prostu propaganda. Coś jakby spotkać panią na targu, która teraz Wam wszystko wyjaśni, bo ona już wszystko wie. Czort z tym, że już wielu się nad tym tematem biedziło - ona ich rewelacji nawet nie komentuje. Na tym nauka nie polega. Ani ścisła, ani humanistyczna.
Po drugie - Gross wykonuje operację, o której mówi Lisicki w Warto rozmawiać..., a mianowicie na podstawie kilku przypadków (które zresztą w tendencyjny sposób opisuje) buduje bardzo silną tezę na temat Polaków. Mogę zrobić to samo. Mam dość dobre kontakty z Rzeczpospolitą, napiszę książkę na temat tego, co mi opowiadał mój Dziadek, a mianowicie o bandach żydowskich w czasie wojny, które napadały na chłopów i walczyły z polskimi partyzantami, a potem przeszły na stronę ruskich (skąd większość potem znalazła sobie zatrudnienie w UB - vide Różański, Michnik, Berman...). Napiszę zatem książeczkę o tym, jak to w powiecie Gózd żydowska banda zabiła paru chłopów, okraszę ją dramatycznymi pytaniami w stylu jak to możliwe, że członkowie prześladowanego narodu zabijali z zimną krwią tych, którzy im pomagali? etc. Potem zrobimy wielką promocję, jubel na całego, będę książkę podpisywał w EMPiKu, Lisicki zaprosi mnie do sali konferencyjnej, gdzie będzie wygłaszał dytyramby w stylu Michnika, załatwimy wykłady na zaznajomionych uniwerkach... gotowe. Goebbels by lepiej tego nie zaplanował.
Nie jestem antysemitą. Jestem Polakiem, którego denerwuje to, że co którego Żyda spotka (a zna już ich ponad 6 osobiście - swoich rówieśników), albo usłyszy w telewizji, to zaraz czuje, to czego doświadczał osobiście... a mianowicie żydowskiego szowinizmu wobec Polaków. Tak moi mili, niestety tego doświadczałem i nie dziwię się, gdy inni mi o tym opowiadają (np. mój Dziadek, czy inni starsi ludzie, którzy z Żydami mieszkali) i nie traktuję ich jak czytelnicy Gazu jako cymbałów ex definitione. Czytelnicy wspomnianej gazeciny myślą tak, ponieważ w życiu Żyda nie widzieli. Nie mówię, że każdy Żyd jest taki - ale musi być to częste zjawisko, skoro wszyscy, których spotkałem tacy byli (a nic na to nie wskazywało - byli ateistami i moimi rówieśnikami)... oraz skoro Talmud definiuje goja dość niemiło... Proszę sobie poczytać.
Co do filmu z Michnikiem. Mogę nie komentować rozwlekle? Krótko - większych głupot nie słyszałem od dawna, tj. od ostatniej rozmowy z którymś z kolegów z monachijskiego wydziału.
pantusk i jego wizerunek
rozpisałem się o Żydach, zawsze poruszając ten temat, czuję się jak antysemita - co za piętno i wypranie mózgownicy... Nawet, gdy używam terminu Żyd czuję się antysemitą... Chore.
Dobra, Donald Tusk chce zmienić wizerunek, zatrudnił w tym celu speców od wizerunku. Cóż, gratuluję Panu Premierowi, że w końcu zaczął oglądać dobranocki u mnie na blogu...
http://wiadomosci.onet.pl/1685176,11,item.html
spekulanty
nigdy nie wiedziałem, co to jest ta spekulacja... Może ktoś z prawników obecnych u nas na blogu może mi wytłumaczyć jak spekulację definiuje odpowiednia ustawa? Czytałem, ale niezbyt zrozumiałem. Bo czymże może być spekulacja giełdowa? Kupienie jednej akcji na fixingu, które podniesie kurs na zamknięciu o parę procent? Zwalanie kursu wywalając akcje jak szalony po to, by wywołać panikę? Nie rozumiem. Przecież skoro mogę kupnem jednej akcji podnieść kurs akcji o parę procent, to oznacza to, że nie ma wcale podaży (odpowiedniego popytu także, czyli mamy duży spread pomiędzy siłami rynku - wówczas wystarczy spojrzeć na przebieg sesji i obroty, by wiedzieć, że zamknięcie jest sztuczne i nie należy go brać pod uwagę). Z drugiej strony, jeśli wywalam akcje po każdej cenie i przynosi to odpowiedni skutek, oznacza to, że popyt był słaby. Gdyby był silny - wchłonąłby moje akcje i popędził wyżej, a ja zostałbym z myślą: Gupi jesteś grzyga, trza było nie kombinować.
Piszę o tym przy okazji afery w Societe Generale, gdzie jakiś facecik (nawet nie makler) zawierał transakcje na rynku terminowym, na których Towarzystwo traciło. Potem czytam w internecie, że facet spekulował... Ludzie, albo głupi jestem, albo miglance z gazety nie rozumieją o czym piszą. Przypomina mi to pseudofachową nomenklaturę z archiwalnego filmu propagandowego o spekulantach.
był już kto w gnyszkokiosku?
był już ktoś u mnie w kiosku? Fajna oferta? Pytam, bo nie ma statystyk dotyczących sklepu (http://maciejgnyszka.nexto.pl). Ciekaw jestem jak to się będzie rozwijało, jeśli chodzi o mnie, to z e-booków mam tylko co tydzień prenumeratę Najwyższego Czasu na komputerze. Zresztą drukuję sobie, bo nie lubię czytać na ekranie. No, ale może jacyś entuzjaści już się znaleźli.
czym grozi zabawa w Unię Europejską
o tym napiszę jutro, bo już blogger mi się wiesza - tyle tekstu i filmów! Widzicie jak się staram dla Kochanych Czytelników? Pińcet procent normy zaraz będzie!
Oleńka jedzie!
poproszę o zdrowaśkę w intencji Oleńki podróży, która skończy się jutro rano, gdy o 8:30 odbiorę Ją z Dworca Autobusowego Monachium-Froettmaning. Od jutra pewnie ciężko będzie znów wyrabiać 400% normy w blogowaniu.
myśl na dziś
Na ciebie - niezależnie od twoich namiętności - spada odpowiedzialność za świętość, za chrześcijańskie życie innych, za ich skuteczność.
Ty nie jesteś oderwaną częścią. Jeśli się zatrzymasz, iluż ludzi możesz zahamować bądź skrzywdzić!?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 470
niedziela, 3 lutego 2008
[3 II 2008] niedziela, post właściwy
Autor:
Maciej Gnyszka
o
2/03/2008 07:20:00 PM
0
komentarze
Etykiety: giełda, gross, michnik, nextranet, prawo, sąsiedzi, spekulanctwo, strach, tusk, żydzi
sobota, 2 lutego 2008
[2 II 2008] sobota, święto Ofiarowania Pańskiego, Dzień Życia Konsekrowanego, przedpołudnie
dziś jest dziś
dziś pierwszy w pełni wolny dzień odkąd tu przyjechałem. Wspaniałe uczucie... Plan na dziś jest następujący - zaraz idę na spacer, na którym zahaczę o Pocztę, by wysłać parę dokumentów, by wysłać je do Polski, o osiedlową kaplicę, a później kopnę się do Olympia Parku, na spacer. Potem obiad, po nim pisanie paru obiecanych kawałków, wieczorem Msza Święta w Sankt Michaelu, po niej ciąg dalszy pisaninki, w skład której wejdzie główny blog. Jejejeje!
rozmowa ze Stefanem
rozmawiam sobie po paru piwkach ze Stefanem.
- Maciek, co będziesz mówił o Niemczech, gdy wrócisz do Polski?
- Wiesz, w Niemczech nie jestem po raz pierwszy, więc to dla mnie nic nowego. Nie powiem - nie było źle... ale tak naprawdę, to niezbyt mi się u Was podobało. Jestem zdziwiony tym, jakie relacje ze sobą utrzymujecie, że niby oficjalnie wszystko ładnie, pytacie jak leci, a pod tą powierzchnią każdy by wsadził drugiemu nóż w plecy. Do chrzanu jednym słowem... Do tego profesorowie - nigdy nie spotkałem tak nieobiektywnych i czasami chamskich profesorów. Nigdy nie widziałem profesorów, którzy świadomie dążyliby do wykończenia studentów, których nie lubią. Poza tym, to wiesz, trochę się zdziwiłem poziomem większości studentów...
- Cieszę się, że to powiedziałeś...
- Nie no, wiesz, przepraszam jeśli Cię zasmuciłem.
- Nie, spoko, cieszę się że ktoś z zewnątrz podziela moją opinię.
- Też tak myślisz?
- No, to jest jedno wielkie gówno i wyścig szczurów.
rozmowa z Dominikiem
cytowanych rozmów nie komentuję - zrobię to może wieczorkiem. Tym razem rozmowa z Dominikiem.
- No, Maciek, ja to planuję założyć w przyszłości firmę i inwestować np. w Polsce, budować na potęgę.
- Wiesz, Dominik, nowe rynki, te modne ostatnio wchodzące, Centralna i Środkowa Europa, powoli się nasycają. Zresztą wiesz, to może być ryzykowne przy tak wielkiej konkurencji i zmieniającej się na niekorzystną sytuacji makroekonomicznej...
- Co ty, ja będę budował to, czego u was nie ma, na to jest zawsze popyt.
- A czego u nas nie ma, a co jest u was, o czym konkretnie myślisz?
- Nooo, teraz nie mam pomysłu.
- Nie, no spoko - życzę ci powodzenia, ale wiesz, to już nie jest ten sam rynek, co trzy lata temu i możesz się po prostu rozbić o konkurencję lokalną i światową, która już się zadomowiła.
- To ja będę miał dobre kontakty na miejscu, np. przez Ciebie.
- OK, super, tylko że jak mnie przyciśnie presja płacowa, podwyżki materiałów, podatki, etc. to nic ci po kontakcie ze mną i rozeznaniu na rynku, skoro ceny moich usług wzrosną i Twoi szefowie wkurzą się, że obiecywałeś cuda na kiju dzięki kontaktom, a tu lipa. Trendów makroerkonomicznych nie zwalczysz.
- OK, makroekonomia makroekonomią, mnie obchodzi mikroekonomia. Ja będę miał taki rynek i takie kontakty z politykami, że wszystko będzie cacy. Wiesz, jakaś działeczka taniej, jakaś koncesja.
- Sorry Domi, ale jeśli będę miał coś do powiedzenia w moim Kraju, a planuję mieć, to żaden polityk nie będzie miał najmniejszego wpływu na decyzje tego typu, żadnych koncesji, koniec z tym szajsem. Choćbyś znał prezydenta samego, to możesz się z nim umówić na herbatkę i nic więcej.
- Dobra, dobra, jak będziesz premierem, to wiesz... zawsze jak się chce, to się może komuś pomóc.
- Nie, nie, Dominik.
****
- A jak tam prawo budowlane w Polsce? Podobne do naszego?
- Na szczęście nie, mamy nieco inne prawo, na ile się orientuję.
- Co ty, nasze prawo jest najlepsze na świecie - wszystko jest tak wyregulowane, zdefiniowane, jak w żadnym innym systemie na świecie. Nie ma opcji, by czegoś nie obejmowało.
- Dominik, wiesz, my na szczęście takiego gównianego prawa u siebie nie mamy.
- Jak to? No, ale będziecie musieli, bo Unia Europejska będzie wam kazała.
- Domi, jak mówię - jeśli będę miał coś do powiedzenia w Polsce, to żadnego takiego prawa nie przyjmiemy. Nie po to wyłaziliśmy z komuny przez dobrych 50 lat, by po kolejnych paru latach wracać w stare koleiny. Daj spokój z tym waszym prawem - płaca minimalna i maksymalna dla architekta, rój przepisów w trzech tomach... kurczę, ono jest naprawdę socjalistyczne. Takiego szajsu nie chcę, przerabialiśmy to w ostatnim stuleciu.
gnyszkokiosk
mój kiosk od wczoraj otwarty - gazetki są, płyty i książki. Z tego, co zorientowałem się w ofercie - sporo szajsu mam na składzie, ale i dość ciekawych książek szczególnie z działu poradniczego, finansowego, etc. Myślę, że warto przebrnąć przez ofertę.
Inną rzeczą jest to, czy ktoś będzie chciał sobie kupować e-booka, tj. ściągać książkę jako PDF na komputer, zamiast sobie kupić fizyczną jej wersję. Nie wiem... Ja póki co mam internetową prenumeratę Najwyższego Czasu, którą jednak zawsze sobie drukuję i czytam w formie fizycznej. Cóż - tak, czy siak, ciekawi mnie jak mój kiosk się rozwinie, kiedy będę miał pierwszego klienta. Rynek e-booków i e-czasopism ponoć perspektywiczny.
Oferta ma być sukcesywnie poszerzana, mają być promocje walentynkowe, z okazji Dnia Kobiet, etc. Nie wypada mi nic innego, jak tylko polecić uwadze Czytelników.
http://maciejgnyszka.nexto.pl/
pomysłen
wystarczy, że troszkę się prześpię, odpocznę, a zaraz mam dobre pomysły. Oj, coś czuję że jeszcze w tym roku sporo się będzie działo moi mili... Planów byzmesowych parę się ostatnio w łebku moim pojawiło, polecając je Waszej modlitwie i ludzkiej atencji, polecam również siebie od strony materialnej, tj. klikowej. Jeśli chodzi o styczeń - statystyka wygląda dość imponująco (choć rzecz jasna mogłaby wyglądać lepiej, ale mocną promocję klikania zacząłem pod koniec miesiąca, w związku z nowymi wydatkami na http://www.pogotowienaukowe.pl/). Otóż, bloga odwiedzono 2404 razy, czyniąc równocześnie 1071 klików. Oznacza to współczynnik 44,55%. Marzy mi się, oj marzy... współczynnik ów na poziomie 75%. O postępach będę meldował na bieżąco.
Oczywiście do zostania komunistą nikogo nie zachęcam!
myśl na przedpołudnie (choć już po Aniele Pańskim)
dziś zapodaję Litanię do Wszystkich Świętych z pogrzebu Jana Pawła II. Wykonanie przenikające do szpiku kości. Pangrzyzga zamienia się w małpkę, gdy je słyszy.
Autor:
Maciej Gnyszka
o
2/02/2008 12:26:00 PM
0
komentarze
Etykiety: nextranet, prawo, społeczeństwo, studiowanie
czwartek, 24 stycznia 2008
[24 I 2008] środa, św. Franciszka Salezego!
wybacitsa
wybaczcie, że dziś króciutko, ale mam jutro nieplanowane wyjście do muzeum z Berndem - na wystawę o... wypędzeniach! - i muszę raniej wstać. A myślałem że sobie odeśpię! Ech...
jak tośmy se z Ryśkiem rozmawiali
w ramach pogłębienia rozważań nad niemieckim prawem budowlanym wyobraźcie sobie, że rozmawiam z Ryśkiem z pracy w zeszłym tygodniu - mówię tak: Richard, ich hab' VOB und andere Gesetze gesehen und muss ich sagen, dass es fuerchterlich ist. Ich bin echt zerstoert... und auch ueberrascht, dass jemand etwas in Deutschland baut!
Rysiek na to: Du hast Recht Maciej, Buerokratie und alle diese Regeln sind hier schreklich!
Dla tych, którzy nie znają języka Goethego i Hitlera, spieszę z tłumaczeniem (w ramach kolejnej już na blogu lekcji niemieckiego):
ja: Rysiek, muszę ci coś powiedzieć, bo nie wytrzymie! Widziałem to wasze prawo budowlane. Co za dziadostwo, daj spokój, tu w ogóle nic się nie powinno budować!
Rysiek na to: Macelot, wiesz że cię kocham jak brata i powiem ci wszystko. Słuchaj, my tu mamy komunę na całego! Mieliśmy nadzieję, że wybierzecie u siebie UPR, Popiela tak się starał, ale wybraliście tego socjalistę Tuska i już nie ma nadziei na wolnorynkowy impuls z waszej strony... Dupa blada, Macelot. Biurokracja i przeregulowanie nas przytłoczą! A potem was!
św. Frantiszek Salezy
dziś wspomnienie wielkiego świętego! Św. Franciszka Salezego - biskupa i Doktora Kościoła! Patron dziennikarzy, niezły numerant (m.in. chciał nawrócić szefa francuskich kalwinów), wspaniały teolog. Biografia z dzisiejszego brewiarza tutaj: http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/01-24.php3
Ben, bim bam bom
w mojej ocenie dno mamy na GPW i giełdach zagranicznych za sobą. Jeszcze wczoraj nie było to takie jasne. Otóż, po euforii i wyciąganiu indeksów po obniżce stóp procentowych w USA przez FED, na drugi dzień zapanowały minorowe nastroje - kontrakty futures w Stanach spadały strasząc resztę świata (zwiastując scenariusz powrotu do spadków, który sygnalizowałem). Tu mieliśmy miłe zaskoczenie - rodzimy parkiet postawił się okoniem i zakończyliśmy dzień na małych plusach (choc otwieraliśmy się znacznie wyżej). Później sesja na Wall Street - początek w panice, otwarcie poniżej -3%, a później mozolne odrabianie strat i końcowe zamknięcie blisko zera, lub na plusach (nie pamiętam). Duże obroty - książkowy dzień odwrotu. Później nocne sesja w Azji - Nikkei pokazał siłę, Chiny zaszalały - i dzisiejsze sesje w Eurolandzie, po prostu euforia. Duże obroty - przez co z dużą pewnością można powiedzieć że dno za nami. Dzisiejsza sesja w USA też dobrze nastraja, jeśli skośnoocy zachowają się na poziomie, to jutro będzie miły koniec tygodnia. Pytanie, które się nasuwa jest treści następującej - co teraz? Z jednej strony dobre dane z amerykańskiego rynku pracy (czyli jednak ta recesja nie jest taka pewna), z drugiej kiepskie z rynku nieruchomości (spadek sprzedaży domów na rynku wtórnym o 2,2% wobec prognozy na poziomie -1%). Na korzyść optymistycznego scenariusza jest także to, że z technicznego punktu widzenia rynkom należy się mocna jazda do góry - wyprzedanie, za nami totalna panika z poniedziałku i dzień odwrotu. Zazdroszczę tylko tym, którzy mogli siedzieć w poniedziałek przed monitorami i kupować akcje za bezcen, które wywalali jacyś pajacowie... Miałem i ja pieniążek gotowy, ale musiałem być wtedy na wydziale!
Panowie, z którymi rozmawiałem w Warszawie - inwestycje już rozpoczęte?
Expandery
ciekawe jak się czują ci, którzy oddali swoje papierki wartościowe poniżej ich wartości po lekturze fachowych artykułów u Michnika i na Onecie (tj. u Wejherta i Waltera). Słuchajcie speców po szkole gastronomicznej, to dobrze na tym wyjdziecie. Ubóstwo może wiele nauczyć.
prośba klikowa
nie wklejam tego tekstu co zwykle, żeby Was nie zanudzić. Muszę przyznać, że odpowiedź na mój apel dotyczący klikowania w reklamy na błękitnym pasku przerosła moje oczekiwania! Bardzo Wam dziękuję! O takie tempo chodziło. Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, by bloga poreklamować, prawda? W kupie siła!
myśl na dziś
Lepiej jest przemilczeć prawdę, niż wypowiedzieć ją w sposób cierpki.
św. Franciszek Salezy
Autor:
Maciej Gnyszka
o
1/24/2008 10:46:00 PM
1 komentarze
Etykiety: giełda, prawo, społeczeństwo
środa, 23 stycznia 2008
[23 I 2008] środa, błogosławionych Wincentego Lewoniuka i Towarzyszy, męczenników z Pratulina
co się stało się?
oj, dziś dzień wieeelu przygód! Po pierwsze - oddanie Baukonstruktion. Pangrzyzga od rana na nogach, bo Daniel pojechał wcześniej na wydział, drukować ostatnią planszę (tę, w której wczoraj odkryłem błędy pewnego Autora...), byliśmy zatem w kontakcie, mogłem dziś później wyjechać, bo dopiero na 9:00, więc spokojnie się ogoliłem, wypachniłem, najadłem za wsze czasy, ubrałem porządnie i ruszyłem. Plansza dzięki Bogu wydrukowała się znakomicie, jeszcze parę godzinek i o 11:00 rozpoczęliśmy prezentację (tym razem byliśmy pierwsi, choć profesorowie przebąkiwali coś, że może jednak zaczną od innego piętra przeglądać prace... - pamiętacie jak to na przeglądzie byliśmy ostatni, rozwiesiwszy się jako pierwsi?). Najpierw pogaworzyłem o tym, że cel projektowy (relatywnie niska cena lofta przy zachowaniu wysokiego standardu) oparliśmy głównie o rozeznanie obecnej sytuacji na rynkach finansowych w związku z kryzysem w segmencie kredytów subprime w USA (he he...) itd. Potem Daniel zapodał nawijkie o materiałach, szczegółach konstrukcji, etc. Pitu, pitu, 10 min. na prezentację się skończyło, chłopaki przechodzą do krytyki... a tu! A tu co? A tu pochwały! Że klatka schodowa mądrze rozwiązana, że materiały wybornie dobrane, że instalacje też w porządalu, etc. Każdy, komu choć trochę opowiadałem o tym przedmiocie i nastawieniu Profesorów do moich współpracowników z grupy, wie jakim było to dla mnie szokiem. No i cóż - reasumując, byli bardzo zadowoleni, jeśli nie zaszokowani. Bogu dzięki.
Potem trochę poklikałem w Komputerraumie (Rockefeller ganiał za ropą, a ja ganiam za klikami...), pomogłem nieco Danielowi w Baukonstruktion z zeszłego semestru i poszliśmy z Kasią na sentymentalną kawę do kawiarni na parterze. Pierwszy raz (i ostatni) byliśmy tam na początku października... potem zaczęło się piekło. Dziś znów mogliśmy sobie przycupnąć, wrzucić na luz i pogadać. A o czym pogadaliśmy? To chyba jasne - ponarzekaliśmy sobie na Niemców, a jak!
Następnie, miała Kasia oddanie swojej urbanistyki u prof. Mecka (tak, tak, tego mojego idola od mostu mieszkalnego). Kasia miała pewną niefortunną współpracowniczkę Ulrykę, która rozpoczęła prezentację... Niestety, gdyż daru pięknego prezentowania wyraźnie nie posiadła, czerwieniąc się i przepraszając za to, że żyje. Pangruszka równocześnie modlił się na Różańcu by Kasiną prezentację wspomóc, jednakowoż Ulryka pod wpływem niewygodnych pytań jednego z profesorów nie dawała rady. Ja natomiast dawałem Kasi znaki, by pokazała chłopakom co to znaczy polska urbanistyka. Chłopaki skończyli, pangruszka oddalił się w cień (słońce grzało niemiłosiernie), był w trakcie trzeciej tajemnicy chwalebnej (Zesłanie Ducha Świętego), gdy nagle prof. Meck prosi go o komentarz do pracy koleżanek...! No, no... w sam raz modlitwa o dary Ducha Świętego, zacząłem pracę analizować, pitu-pitu, pierdu pierdu, to pochwaliłem, co inne wytknąłem - musiałem trochę poszukać dziury w całym. Meck był zadowolony, Kasia mam nadzieję że też.
niemiecka degrengolada
Tawfiq dziś mnie spytał kto to jest na pulpicie mojego laptopa. Jako, że nie wiedział kim był św. Josemaria Escriva, to troszkę Mu opowiedziałem, także o Opus Dei. Spytał czy jestem wierzący. Jasne, jestem katolikiem. Tawfiq poklepał mnie po plecach i mówi: Dobrze, bardzo dobrze, Maciej. Doszliśmy później do wniosku, że niemieckie społeczeństwo jest zdegenerowane. W ten sposób zgodzili się na moment katolik i praktykująco/niepraktykujący muzułmanin.
niemieckie przepisy
natomiast na zajęciach z Bauorganisation dowiaduję się o tym, że niemiecki prawo jest pełne rozsądku i mądrości, szczególnie, gdy wprowadza minimalne i maksymalne wynagrodzenia dla architektów i inżynierów budownictwa, dzięki czemu nie ma konkurencji i projekty są lepsze.
Powtórzę dla tych, którzy nie uwierzyli: dzięki braku konkurencji projekty są lepsze. Powtórzyć jeszcze raz?
Rozmawiałem na temat niemieckiego prawa budowlanego z Michaelem z Schackstrasse, który ma kancelarię prawną (notabene, Olo Zioło powiedział kiedyś, że Opus Dei, to klub dla prawników... coś w tym jest!) i zajmuje się m.in. prawem budowlanym. Mówię do Michaela: Michael, aber das ist doch Sozialismus! Krótka, rzeczowa odpowiedź specjalisty, który bez mrugnięcia okiem z kamienną twarzą odrzekł: Ja Maciej, das ist doch Sozialismus!
W ten sposób europajaców można by przyrównać do entuzjastów sojuszu polsko-sowieckiego.
pan Węcławski rezygnuje, pan Obirek patrzy, a pan Bartoś klaszcze
jak już pewnie wszyscy wiedzą z onetu, niejaki pan Tomasz Węcławski dokonał w grudniu aktu apostazji, tj. oficjalnego odejścia z Kościoła Katolickiego, tj. po prostu otwarcie wyznał herezję i odmówił jej odrzucenia. Zdarza się. Gorszący jest jednak jubel, który wokół tego się dzieje i postawa Tygodnika Powszechnego, który wywiad z ww. opublikował. Otóż, niejaki Sporniak Artur, kandydat na herezjarchę oraz gorszyciel nr 1, napisał tekst nt. wykładów pana Węcławskiego (wygłoszonych w ramach Pracowni Pytań Granicznych - brzmi co najmniej jak Klub Poszukiwaczy Sprzeczności...), w którym to stwierdza między innymi, że poglądy autora zasługują na uwagę, gdyż w Polsce są nowatorskie. Hahahahaha! Panie Sporniak, mam dla Pana dwie rady, którymi kiedyś już chciałem się podzielić:
- skończ pan zgrywać katolika,
- skończ pan nazywać nowinkami herezje potępione setki lat temu na pierwszych soborach ekumenicznych.
Inną sprawą jest to, jak decyzję o opublikowaniu tekstu tłumaczy ks. Boniecki - redaktor naczelny ww. piśmidła (w 49% kontrolowanego przez koncern ITI komuszków Wejcherta i Waltera...). Otóż, mówi on że podjęli trudną decyzję towarzyszeniu człowiekowi w trudnej decyzji o apostazji. Cytuję z pamięci. To zaraz, to jak to jest? To pan Węcławski nie wystawia swej duszy na potępienie? Czy przyjmując herezję pan Węcławski popełnia bohaterski czyn? Czy ks. Boniecki uważa za stosowne towarzyszenie Mu, czy raczej apostolstwo i odwodzenie od karygodnej i strasznej decyzji? Jeśli jest się katolikiem, odpowiedzi na te pytania są jasne. Jeśli się nie jest, wtedy trzeba sprawdzić w Tygodniku Powszechnym jaka odpowiedź jest prawidłowa.
Otworzyłem na Forum Frondy wątek na ten temat - szybko stał się bardzo popularny. Polecam, naprawdę poważna i pouczająca dyskusja. Pojawiła się także i pewna hipoteza wysunięta przez jedną z forumowiczek Frondy, że ponoć pan Węcławski - podobnie zresztą jak pan Obirek, o czym wiedzą nieliczni wtajemniczeni - zapadł na pewną bardzo popularną chorobę wśród panów po czterdziestce. Jaka to choroba? Odpowiedź może kogoś zgorszyć, więc publicznie nie podaję. Wówczas cała teoryja zarówno pana Węcławskiego, jak i Obirka (tu mamy z tego co pamiętam pewność) - to marna racjonalizacja dość prostego problemu osobistego.
link do artykułu na Onecie:
http://wiadomosci.onet.pl/1678331,11,item.html
link do forum Frondy:
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1446893
dobranocka
dobranocka, zgodnie z obiecanką, jest w poście poniżej.
klyken, klyken - wielka prośba (powtarzam, żeby nikogo nie ominął cynk)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniać mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząc; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwość ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzać) - byłbym bardzo zobowiązany.
myśl na dziś
Rozmyślałeś, że twoje powołanie jest jak te skorupki, które kryją w sobie nasionka. Przyjdzie czas, kiedy ziarna zapuszczą korzenie licznie i jednocześnie.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 972
Autor:
Maciej Gnyszka
o
1/23/2008 07:42:00 PM
0
komentarze
Etykiety: herezja, katolicyzm, ks. boniecki, pogotowie naukowe, polecanko, prawo, społeczeństwo, sporniak, studiowanie, tomasz węcławski






