Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaczyński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kaczyński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2009

[12 III 2009] śmierć przydupasom, czyli niekrótka tyrada przeciw klientelizmowi (cz. 1)

ratujta sześciolatki
no, i Prezydent zawetował ustawę o obniżeniu obowiązkowego wieku poboru szkolnego. Bardzo mi miło, ale lepiej byłoby, gdyby Pan Prezydent czytał gnyszkobloga uważniej – tzn. nie wystarczy ustawę zawetować, trzeba to jeszcze poprawnie uzasadnić. Tymczasem Lech Kaczyński mówi, że ustawę zawetował ze względu na nieprzygotowanie infrastrukturalne polskich podstawówek. Hola, hola... albo to jest zmyłka dla publiki (wówczas od biedy można Kaczyńskiego pochwalić), albo nasz Profesor rzeczywiście w to wierzy. Wówczas możemy uśmiechnąć się z politowaniem.
Dlaczego? Ano dlatego, że konserwatysta powinien sprzeciwić się ustawie z innych pobudek – ideowych. Nie jest w interesie rodziny jej rozbijanie poprzez poddawanie o rok wcześniej obowiązkowi szkolnemu i urzędowemu praniu mózgu dzieci! To po pierwsze. Po drugie zaś – miałoby się to odbywać pod przymusem, co koliduje z kolei z umiłowaniem wolności obywatelskiej. Jednym słowem – Prezydent ma na biurku ustawę zgoła faszystowską, słusznie jej nie kontrasygnuje... a potem mówi, że nie zrobił tego... bo prawa nie dałoby się idealnie wprowadzić. Wolne żarty!

poza tym... popuśćmy wodze fantazji!
jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której cała akcja Ratujmy Maluchy! byłaby sterowana. Dlaczego nie? Skutek, jaki dzięki temu władza by odniosła byłyby bardzo dobre – społeczeństwo odczułoby własną podmiotowość, poczucie wpływu na rzeczywistość, rząd nie musiałby się kompromitować brakiem pieniędzy i kadr, równocześnie nie musiałoby świecić oczami przed brukselskimi kacykami... a sprawa przeszłaby parę lat później – wszak wszyscy byliby już „przekonani”, że jedynym zarzutem wobec pomysłu był brak realności.
No, to tyle rozumowania na zasadzie „qui bono?”, która ma oczywiście ograniczoną skuteczność, toteż powyższych uwag nie należy brać zupełnie na serio – jest bowiem wiele koherentnych ciągów rozumowania, które nie muszą być prawdziwe.

TP chyli się...
ku upadkowi! Nie chodzi bynajmniej o Telekomunikację Polską SA, lecz o „Tygodnik Powszechny” - krakowskie piśmidełko dla postkatolickiej postinteligencji. Upadek TP obserwowałem od wielu lat – a czytać zacząłem już w wieku lat piętnastu. Już wtedy od czasu do czasu zdarzały się wyskoki np. Józefy Hennelowej nt. aborcji. Ale co tam – zgodnie z uwagą prof. Legutki o wielkiej popularności owczego pędu wśród tzw. intelektualistów – uważałem, że tak najwidoczniej być musi. Tzn. wyobrażałem sobie, że rzecz się ma w taki sposób: jest sobie Kościół oficjalny, reprezentowany przez Papieża i Kurię Rzymską, ten który musi mówić tak-a-tak, no i ten nasz, inteligencki – mamy paru swoich biskupów, którzy czają bazę, paru jest głupkowatych, ale... bądź co bądź, Papież i tak wie o co biega i prędzej czy później będzie krakał, jak „nasi”. No, bo wicie, rozumicie, ci „nasi”, to z Papieżem na kajaki jeździli i z nim obiady raz do roku jedzą, więc ten, no... rozumicie! Prawda je po naszej stronie.
No, i za którymś razem już tego nie przełknąłem i z Tygodnikiem się rozstałem. Aż do ostatniego tygodnia, kiedy to znalazłem na uniwerku porzucony egzemplarz ostatniego numeru. To już nie ten sam Tygodnik, tylko produkt walterowskiego ITI'a... no i we wstępniaku ks. Boniecki rozpaczliwie prosi o pomoc, pieniędzy starczy bowiem na kilka numerów! Uczucia miałem mieszane, ale gazecinkę przejrzałem... wśród autorów same znakomitości – Sierakowski, Krzemiński... bardzo dziękuję, więcej nie trzeba. Giń Tygodniku, truchło zgłupiałe, siarką śmierdzące!

klientelizm
dotknijmy przy okazji innego problemu, który łączy się ze „środowiskami” - to luźne nawiązanie do tematu TP. Otóż, tak to już bywa, że łatwiej działać w grupie, niż w pojedynkę. Także „intelektualistom”, którzy mają ambicję zmieniania opinii publicznej, czy duszy narodu (a co, jak patos, to patos!). Bardzo dobrze, zawsze ujawnia się lider, który swoją supremację opiera np. na wiedzy, inteligencji, szczególnym umiejętnościom, albo np. możliwościom finansowym (oczywiście istnieje możliwość łączenia źródeł tej legitymizacji). Tego typu osoba skupia wokół siebie innych, wyznacza cele i środki do ich osiągnięcia, zarządza działaniem grupy – na swój sposób.
Tu istnieje odwieczne ryzyko – klientelizmu. Klientelizm, to pewne wypaczenie intelektualnego poddaństwa, przeciwko któremu wystąpił Arystoteles, pisząc, że „Platon jest przyjacielem, ale większą przyjaciółką jest Prawda”, a który obserwujemy w każdej „szkole” w naukach społecznych – od filozofii, przez prawo, aż po socjologię. To wynika z konformizmu, jasne. I jest naturalne – jasne.
Jednak to, co jest naturalne, nie musi być pożądane! I ani zależność intelektualna pożądana nie jest (oczywiście poza definicjami dogmatycznymi), ani klientelizm, który tym się różni od zwykłej zależności, że wplata w zjawisko apsekt finansowy. Oto np. pracujemy u pryncypała, który „tworzy środowisko”, jest geniuszem... Istnieje pokusa, by spijać mu z dzióbka, by zbierać pochwały, być przez niego lansowanym – później przeradza się to w dwustronną zależność! Pryncypał musi lansować swojego przydupasa, bo kto gardzi przydupasem, ten gardzi pryncypałem. Przydupas obrasta wówczas w piórka jeszcze silniej. Ta pokusa powiększa się z chwilą, gdy w grę wchodzą pieniądze...
Bycie przydupasem ma to do siebie, że człowiek staje się coraz bardziej niesamodzielny, w związku z czym zależność od pryncypała powiększa się, im dłużej trwa! Człowiek traci więc polot i kreatywność w zarabianiu pieniędzy, tworzeniu wartości i usług... cała para idzie w zadowalanie pryncypała, który – jak demiurg – decyduje o wysokości zarobków. Jedyną konkurencją, w której się człowiek specjalizuje, jest... spijanie z dzióbka.
Jak wynika z moich obserwacji, towarzyszy temu ciągła chęć znajdowania potwierdzenia własnych komeptencji, które – obiektywnie rzecz ujmując – sukcesywnie się kurczą. Napędza to oczywiście cały mechanizm uzależnienia...

aleossochozi?
dlaczego o tym piszę? Oj, zainteresowani wiedzą... a zainteresowani znajdą się w większości miejsc, gdzie „tworzy się środowisko”, gdzie istnieje marszand wraz ze swoją aurą, opartą o którekolwiek źródło legitymizacji... Nie, nie chodzi tu tylko o Michnika – swoich michników mają inne środowiska, zgoła nie lewicowe, nie postmarksistowskie, nie antykatolickie...
ucinamy!
posta ucinamy, rzecz jasna! Niestety, dziś nie będę w stanie zakończyć swojej tyrady ze względu na czas, ale skończę ją jutro! Będzie miała cztery podrozdzialiki, których tytuły podaję przed myślą na dziś, natomiast jako zajawkę proponuję dwie lektury z zacnego wydawnictwa Fijorr Publishing.
Siła woli autorstwa słynnego ekonomisty, Henry'ego Hazlitta

oraz

Od nędzy do pieniędzy - Tada Witkowicza, polskiego emigranta w USA
Musimy utwierdzać się w przekonaniu, że Bóg znajduje się przy nas bez przerwy. — Żyjemy tak, jak gdyby Pan przebywał hen daleko, wśród blasku gwiazd, a zapominamy, że również jest stale u naszego boku. A jest obecny jako miłujący Ojciec — każdego z nas kocha mocniej, niż wszystkie matki na świecie zdolne są kochać swoje dzieci — wspierając nas, dając nam natchnienie, błogosławiąc... i przebaczając. Ileż to razy zdołaliśmy rozpogodzić zasępione oblicza rodziców, przyrzekając po jakiejś psocie: „nigdy więcej tego nie zrobię!” — Być może tego samego dnia ponownie nabroiliśmy... — A wówczas nasz ojciec udawanym srogim głosem, z poważną miną karci nas... a równocześnie kraje mu się serce, gdyż zna nasze słabości i myśli: „Biedactwo, jakże się stara być grzecznym!”. Konieczne jest, byśmy się przepoili, byśmy się nasycili świadomością, iż Ojcem, prawdziwie Ojcem naszym jest ten nasz Pan, który znajduje się przy nas i w niebiosach.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 267




niedziela, 1 marca 2009

[1 III 2009] niedziela, czyim memberem jest p. Borusewicz?

wracamy – co robi intersity?
no, i przyszedł czas powrotu! PKP Intercity – spółka, którą darzyłem wielką estymą za poprzedniego prezesa, a którą teraz wypluć z ust swoich musiałem ze względu na skandaliczną podwyżkę cen biletów – dzisiaj zmienia rozkład jazdy! Jak zwykle – skutkuje to powszechną degrengoladą wszelkich czynników kolejowych.
Pociąg nie przyjeżdża, pani z informacji nie wie, czy przyjedzie, ale twierdzi że wczoraj przyszły jakieś telegramy, podchodzi do nas chłopiec, który od wczoraj czeka na pociąg do Warszawy, bo najpierw sprzedali mu bilet na pociąg, którego nie było, potem nie dali rady poinformować kiedy będzie... słowem – nic się nie zmieniło od czasu, gdy jechałem z przepustki po przysiędze z powrotem do Torunia, właśnie w dniu zmiany rozkładu!
Ach, nic to! Chce się ciąć koszty, to trzeba jechać pośpiechem.

rozumienie intencji
pogrążonym będąc przez weekend w lekturach socjologicznych, szczególną uwagę zwróciłem na pewną sugestię w jednej z nich! Chodziło o wagę rozumienia intencji! Popuściłem wodze fantazji... i muszę się zgodzić. W zależności od tego, jak rekonstruujemy intencję działającego aktora, taką też postawę zajmujemy wobec jego działań. Bez względu na to, czy chodzi o politykę międzynarodową, czy o codzienne obcowanie z członkami rodziny! Daleko szukać nie trzeba – ostatnio pisałem na gnyszkoblogu o jałowości zabiegów względem Jerozolimy, jeśli nie uwzględniają one prawdziwych intencji strony muzułmańskiej. Jeśli jej intencja jest taka, jak ją określiłem... to wszelkie działania, które tego ustalenia nie uwzględniają – można sobie o kant...!
Intencję rozeznać jest trudno, toteż kontakty międzyludzkie należy opisać jako wielkie pasmo błędów, szczególnie błędów atrybucji... czyli wracamy do tego tematu, który szeroko wałkowaliśmy nie tak dawno temu.
Wśród nich najczęstszym jest moim zdaniem przypisywanie świadomego sprawstwa. Jeśli rozpatrujemy skutek czyjegoś działania... to im mniej jest on nam obojętny, tym bardziej skłonni jesteśmy przypisać działającemu świadome sprawstwo.

czego Borusewicz jest członkiem?
jakiś czas temu, niejaki Borusewicz Bogdan z Pomorza, tymczasowy marszałek Senatu stwierdził, że „(...) jako członek Kościoła Katolickiego, czuje się zaniepokojony postępowaniem Benedykta XVI”. Z okazji Wielkiego Postu, gnyszkoblog pragnie wydać oficjalną rekomendację panu Borusewiczowi. Taką mianowicie, by w zaciszu własnego sumienia dokonał introspekcji, czyli rachunku sumienia... gdyż wielce prawdopodobne wydaje się, że nie jest członkiem żadnego Kościoła Katolickiego, tylko po prostu członkiem. Członkiem-w-ogóle.

rynek – reifikacja
o tym, że ludzie lubią personifikacje, czy reifikacje w ogóle – wiadomo od dawna. Ostatnio istna feeria reifikacji występuje wokół tematu rynek-kryzys.
Sam kryzys, to jakiś włochaty stwór, który nie wiadomo skąd i w jaki sposób przychodzi, nie wiadomo co i jak robi... ale skutkiem tego jest... nie wiadomo co i w jaki sposób... ale jest to straszne. Takie podejście jest na rękę dziennikarzynom ekonomicznym, bo kując tekściorki i audycje w taki sposób łatwo wcielają się w rolę tych mądrzejszych, którzy oświecają maluczkich konsumentów, którzy inaczej nic by nie zrozumieli. A prawda jest taka, że tu dużo do rozumienia nie ma, choć wydaje się inaczej. Dlaczego wydaje się inaczej?
Ano, dzięki temu pierdzeniu, które emitują dziennikarze, politycy wygłaszające puste mowy... a u źródeł tego wszystkiego leży zawsze: przychód, rozchód i ryzyko. Tymi pojęciami można opisać całą tę rzeczywistość, która się teraz objawiła – nie „stała się nagle” - ona stała się jasna, dotychczas wszyscy się okłamywaliśmy, że jest możliwe wszystko, że nadeszły już takie czasy, że już się niczego nie traci, że bessy nie przychodzą, że złotówka umacnia się w nieskończoność, że firma jest w stanie powiększać przychody w tempie 20% rocznie w nieskończoność... To czysto psychologiczne zjawisko, oparte m.in. na reifikacji. Być może zaczynamy opisywać rzeczy abstrakcyjne tak, jak by były bytami fizycznymi po to, by te sprawy lepiej sobie wyobrażać, ale później sami ulegamy własnym zabiegom – i zaczynamy wierzyć w to, co przerysowaliśmy poprzez reifikację. Podajmy tego przykład.
Spotkałem się ostatnio z polemiką, której inicjator chciał w końcu rozwiać powszechne przekonanie, że rynek jest idealny. Sam fakt, że istnieje potrzeba by o tym rozmawiać, to dowód na pewne zidiocenie. Bo ten „rynek” to nie jest jakiś byt, tylko codzienne transakcje kupna-sprzedaży. Tylko i wyłącznie.
Dlatego mimo, że rynek jest wydajny i najlepiej działa, gdy jest wolny, to idealna konkurencja i idealna informacja jego uczestników, są pewnymi modelami. To, że mówimy że rynek jest taki właśnie, nie oznacza, że w krótkim terminie nie opłaca się każdemu z jego uczestników sytuacja, w której byłby monopolistą! Oczywiście że tak! Więcej – będzie nawet się angażował w politykę po to, by dostać monopol. Stąd też – paradoksalnie – największy beneficjent rynku, czyli potężny gracz na rynku, we własnym interesie dąży do usunięcia rynku. To jednak nie oznacza, że następuje koniec rynku... każda sytuacja w historii jest przejściowa! Tym bardziej w historii gospodarczej, gdzie motorem działania często jest chciwość! Monopolista, gdy zacznie przeginać... będzie aż do skutku atakowany przez odważnych, mniejszych konkurentów. Proszę sobie prześledzić ostatnie sto lat i poszukać przykładów upadków potężnych firm, prawie monopolistów na własnych rynkach. Jest ich wiele – chociażby spoglądając jedynie 10 lat wstecz. Bycie monopolistą demoralizuje... a zdemoralizowana firma długo istnieć nie może, choćby nawet państwo podtrzymywało trupa dziesiątkami lat.
Z jednej strony błędem jest reifikowanie rynku, jako jakiegoś abstrakcyjnego bytu, niewidzialnej ręki, czy kryzysu, jako nie wiadomo czego (a przecież „kryzys” to po prostu bankructwa firm na skutek popełniania błędów, które pociągają za sobą bankructwa ich kooperantów). Z drugiej zaś – idealizowanie i traktowanie modelu, jako czegoś więcej, niż model. Z trzeciej – traktowanie ostatnich pięciu lat, jako „historii”. To zdecydowanie zbyt krótka perspektywa.

pobudźwa gospodarkie!
nie wiem na ile powyższe rozważania wydają się strawne, ale w moim przedziale szwargoczą sobie trzy młode damy rodem z Ostrowa Wielkopolskiego, które teraz przeszły na etap czesania się nawzajem. Chciałem czytać – nie dało się. Piszę bloga – daje się jako tako.
Wracamy do tematów gospodarczych. Czytałem ostatnio w Gazecie Polskiej wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, który optuje za powiększeniem deficytu budżetowego celem „pobudzenia gospodarki”. Nie wiem co na myśli miał Prezes Kaczyński... ale spróbujmy rozpatrzyć sytuację przez analogię z kotem Alikiem.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w posiadaniu kota Alika. Kotek nasz szalał sobie cały dzień, marcował się z koleżankami, wściekał na podwórku jak nigdy... przychodzi noc... Alik słania się na łapkach, ogon podkurczył, oczka mu się kleją... a my wciąż chcemy słuchać jego marcowego mruczenia i miauczenia. Traktujemy go zatem kawą i zastrzykiem z adrenaliny! Nawet jeśli Alik przez kolejną dobę będzie aktywny... a nawet i przez kolejną ... to w końcu albo nam w końcu kopyrtnie, albo jak mu damy spokój, to będzie nam spał przez dwie doby i cierpiał na niestrawność.
Pobudzajmy, pobudzajmy, panie Prezesie! Politycy to najlepsi twórcy... kolejnych kryzysów.
grahamki
co zatem zrobić w świetle powyższych dwóch notek? Jeśli mamy zamiar mądrzyć się, albo choć tylko rozumieć tematy z gospodarką związane, to bierzmy się za naukę. A uczyć się można jedynie od ekonomistów, którzy nie dokonują kreacji tylko i wyłącznie metodą używania niezrozumiałych słów... mowa więc o „Austriakach”. Książki, które wymieniłem w Pogadance na temat istoty kryzysu – Hayek, Rothbard i Mises – są nadal aktualne!
Natomiast jeśli zamierzamy dodatkowo coś zarobić... to – jak już pisałem ostatnio – bez „Inteligentnego inwestora” Benjamina Grahama nie ma o czym myśleć! Nie tylko wieloletnia perspektywa, bogaty materiał dokumentacyjny z przeszłości, ale i porządna teoria. Wyrosła właśnie z praktyki!

jak zostałem Putinem Opus Dei?
nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale zostałem Putinem Opus Dei! Ów zaszczytny tytuł nadał mi sympatyczny komentator blogu Barta (pamiętacie Barta, z którym konkurowałem w konkursie na Bloga Roku 2008? no, Bart zaczął zresztą gnyszkobloga komentować!) - niejaki eli.wurman. Zauważyłem, że otrzymuję przekierowania z Jego bloga. Zajrzałem... i w liście linków pod tytułem „Blogi twojej starej” znalazłem link właśnie „Putin Opus Dei”. Zgadnijcie dokąd prowadzi?
Sprawa to dla mnie wielce ciekawa i chyba jasna... stanowi piękny przykład różnicy między światem wyobrażonym, a realnym – i tego, że świat wirtualny – choć stwarza pozory wielkich możliwości poznawczych – to jednak świat domysłów, wyobrażeń i uprzedzeń.
Ale za ów pocieszny tytuł, eli.wurmanowi bardzo dziękuję!

Szostkiewicz a ultrakatolicy
nie lepiej, niż w blogosferze, jest w tradycyjnej publicystyce. Ostatnio niejaki Szostkiewicz Adam, rzekomy znawca religii z „Polityki” napisał o „ultrakatolikach i katolickiej prawicy” w kontekście zdjęcia ekskomuniki z Bractwa św. Piusa X. W tej grupie dostrzegł Marka A. Cichockiego z „Teologii Politycznej”, który jest luteraninem!
Panu Szostkiewiczu gratulujemy rozeznania!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/1-iii-2008-sobota.html

myśl na dziś
Modlitwa nie jest przywilejem mnichów. Jest obowiązkiem chrześcijan, mężczyzn i kobiet, którzy żyją w świecie i wiedzą, że są dziećmi Bożymi.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 451




piątek, 11 lipca 2008

[11 VII 2008] piątek, św. Benedykta z Nursji, opata i patrona Europy

stop abortion...
no, i karuzela się kręci... nie tak dawno sprawa Agaty, teraz medialni miglance oraz Federacja na rzecz Kobiet i Glanowania Rodziny żyją nowymi sprawami. Otóż, pani Tysiąc, która parę tysięcy już wydębiła za to, że lekarz uznał, że jej córka jest ważniejsza, niż jej oczy i nie zezwolił na przerobienie jej na strzępy, teraz domaga się pieniędzy za to, że red. naczelny Gościa Niedzielnego nazwał ją niedoszłą morderczynią.
Albo pani Alicja bardzo cierpi i miota się jak szalona, albo rzeczywiście wierzy w to, czym indoktrynują ją nie mniej okaleczone działaczki Federacji... Albo jedno i drugie. W świetle polskiego prawa człowiek przed narodzeniem jest człowiekiem, więc jeśli sąd uzna, że pani Tysiąc niedoszłą morderczynią nie jest, to znaczy że jakkolwiek sprawę Agaty udało się komunistom wygrać częściowo (zastosowano bowiem nową interpretację ustawy, wedle której czynem zabronionym są figle nastolatków i jako takie są podstawą do zabicia dziecka), to teraz pojadą po całości. Jak wiadomo sądy są niezawisłe.
Żarty się mnie trzymają, co?
Najgorsze zaś jest to, że wielu ludzi, którzy uważają, że wychodzą z pozycji katolickich, broni jakiegoś tam kompromisu. Pragnę im jasno powiedzieć, być może tego nie widzą albo widzieć nie chcą - wojna z kompromisem zaczęła się już ponad miesiąc temu. Jego dni są policzone.
A druga sprawa - kompromis jest sprzeczny z prawem naturalnym - pozwala na zabijanie niewinnych ludzi ze względu na to, że bez własnej winy zostali poczęci w wyniku gwałtu, kazirodztwa, lub figli nastolatków, oraz za to, że cierpią np. na zespół Downa (warunek eugeniczny w ustawie). Jednym słowem - gdyby kompromis obejmował jeden przypadek (w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia ma prawo decydować matka - czy chce się poświęcić, czy nie), można by go bronić. Inaczej - nie.
SerKozi
a SerKozi z Francji znowu się miota na rodzimego Prezydenta. Wczoraj dostałem zaproszenie na ślub do Paryża od koleżanki, ale widzę, że nie ma co jechać, jak tam się od Chriaca nic nie zmieniło! Najśmieszniejsze zaś jest to, że te ekscesy to wyraz przyzwyczajenia Zachodu do lokajskiej postawy Kwaśniewskiego, Geremka i Tuska... Proszę bardzo, jeszcze drodzy Panowie, jeszcze się czołgajcie, w końcu Polska to biedna panna na wydaniu, która musi się uśmiechać. Ciekawe, że w stosunku do Vaclava Klausa na takie jazdy nikt sobie nie pozwala...
Inna sprawa, to ta że konserwatyście Kaczyńskiemu brakuje trochę tego, co mężczyzna między nogami mieć powinien i ze względu na politykę wewnętrzną nie zdecydował się na jawne odrzucenie Traktatu od samego początku, przez co nawet Klaus ocenia jego deklaracje z rezerwą... Są chwile, gdy chcę być Czechem...
tąpnięcie?
na Onecie pismaki piszą o tąpnięciu na GPW... To chyba te same, które w lipcu zeszłego roku wieszczyły hossę do końca świata i jeden dzień dłużej... Nie wierzcie.
myśl na dziś
Wykorzystuj czas. — Nie zapominaj o wyklętym drzewie figowym. Przecież już coś robiło: wydawało liście. Jak i ty... — Nie mów mi, iż masz usprawiedliwienia. — Drzewu figowemu, gdy Pan do niego podszedł, by zerwać owoc, nie pomogło to — jak mówi Ewangelista — że nie był to czas na figi. — I na zawsze pozostało bezpłodne.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 354

środa, 31 października 2007

[31 X 2007] dziś jest dziś - zaraz idzie jutro

bambuko do kwadratu
dziś napiszę króciutko, bo jestem już prawie nieżywy. Nie to, żebym się skarżył na nadmiar pracy, ale wczoraj i dziś było jej rzeczywiście aż nadto... Inna sprawa, że dziś był jeden z tych wielu wspaniałych dni w ciągu całego roku, gdy człowiek dostaje w prezencie od bliźnich same upokorzenia. Najciekawsze jest to, że przychodzą one w dużych ilościach w krótkim przedziale czasu - jak tu wątpić w to, że to miłosierny paluszek Pana Boga daje okazję do umocnienia? To jasne.

upadł mit
Tomasz Lis u siebie na stronie, czy gdzie tam mi to się obiło o oczy, napisał, że kamień spadł mu z serca, gdy upadł wreszcie mit Jarosława Kaczyńskiego, jako zimnego stratega, który wszystkich rozstawia po kątach.
Nie chcę nic mówić, ale to producenci papki medialno-politycznej w rodzaju red. Lisa mit ów stworzyli. Zagadnienie wyglądało tak:
Kaczyńskiemu coś się udaje - genialny strateg wygrywa kolejną bitwę, kalkuluje na zimno, etc.
Kaczyńskiemu coś się nie udaje - phi, dureń, mały kartofelek, który sobie ubzdurał że będzie takim strategiem jak Napoleon.
Kpina z rozumu, moi mili. A teraz Lisowi spada kamień z serca... zupełnie tak, jak wówczas, gdy pisarz wszedłszy za bardzo w tworzony świat, uprzytamnia sobie, że to tylko fikcja...

buduje się mit
teraz natomiast tworzy się mit. Zapewne pies z kulawą nogą nie zainteresował się, ani nie interesuje się tym, co dziennikarze robią ze swoimi kolegami po piórze, z którymi im nie po drodze politycznie, bądź towarzysko.
Casus Michalkiewicza - larum zagrały nasze gazwyborcze sławy, gdy miał dostać felietony w Polskim Radiu. Antysemita, faszysta... hahaha... pisałem już o tym sto razy, więc tylko napomknę - jeśli ktoś nie jest filosemitą, dla filosemitów i Żydów jest antysemitą, kto nie przepada za obecnym kształtem Unii Europejskiej, jest antyeuropejski, a nie po prostu ma inne poglądy.
Natomiast to, co dzieje się wokół Tomasza Sakiewicza i redakcji Gazety Polskiej odkąd wbrew akcjonariuszom ze spółki King&King objął Redakcję, przechodzi ludzkie pojęcie. O samym konflikcie udziałowców (w który pośrednio jest zaangażowany Gaz Wyb) nie będę pisał - odsyłam tylko na stronę - http://www.gazetapolska.pl/?module=content&article_id=411.
Dziś zaś sąd wydał decyzję o zatrzymaniu red. Sakiewicza oraz red. Hejke na 48 godzin. O co chodzi? Chodzi o artykuł, w którym "GP" ujawniła fakt współpracy redaktora programowego TVN, Milana Suboticia z WSI. Sprawa została zresztą potwierdzona przez raport o przestępczej działalności WSI (recepcja raportu przez media też godna uwagi). Wówczas Subotić oraz TVN złożyły pozwy przeciwko redaktorom z Gazety Polskiej, a nieliczni dziennikarze zaprotestowali przeciwko takiemu postępowaniu w łonie środowiska dziennikarskiego (list dziennikarzy ws. wolności słowa: http://www.gazetapolska.pl/?module=messages&message_id=101). W ilości pozwów przeciw "GP" przoduje oczywiście Gaz Wyb (przypomnę, pośrednio zamieszana w spór udziałowców) - mam tu na myśli szczególnie jeden casus.
Otóż, Adam Michnik dostał faksem pytania a propos tematyki, którą chciała poruszyć "GP" w kolejnym numerze. Jako, że na nie nie odpowiedział, ani nie chciał się spotkać, artykuł nie mógł wziąć pod uwagę jego punktu widzenia. Wówczas - już po publikacji - niejaki mecenas Rogowski (ten, który - jak wieść niesie - oprócz bycia pełnomocnikiem, prowadzi w Agorze szkolenia w zakresie radzenia sobie prawnego z przeciwnikami) przysłał do Redakcji faks, gdzie zagroził kolejnym pozwem, jeśli "GP" nie opublikuje jego oświadczenia zawartego w faksie w całości, nie omijając żadnego słowa. W następnym numerze, Sakiewicz wyśmiał we wstępniaku Rogowskiego, ale zamieścił jego faks w całości, łącznie z numerami telefonów i numerem konta jego kancelarii, które widniały na faksie. Co się stało wtedy? Rogowski skierował do sądu pozew o ukaranie Sakiewicza i Redakcji, za publikację jego - wprawdzie nie zastrzeżonych - ale jednak danych, po których można dojść do danych zastrzeżonych. Komedia.
Po co to piszę? Ano po to, że gdy przypomni sobie jeszcze sobie człowiek, że ci sami ludzie trąbili przez ostatnie dwa lata o zagrożeniu demokracji, o kneblowaniu ust dziennikarzom, popierdywali o demokracji i profesjonalnych standardach, etyce, et consortes, to pusty śmiech człeka ogarnia i nóż się w kieszeni otwiera. Drogie miglance - nie lubię, gdy robicie ze mnie durnia!

Halołin
chciałem dziś pójść na Mszę Świętą do katedry, ale nie było. Nie, nie odwołali z okazji Haloween, tylko w kościele jest remont. Chociaż z drugiej strony - w każdej witrynie trupy, zombie i czarownice, można by się zastanowiać...

GPW jako droga do świętości
proszę zobaczyć co inwestorzy w USA wyprawiali dzisiaj - http://stooq.com/q/?s=nasdaq Do takich jazd góra-dół trzeba naprawdę mocnego pampersa... Dziś dzień posiedzenia tamtejszej RPP, czyli FOMC, który obniżył stopy procentowe o kolejne 0,25 punktu. Teoretycznie dla rynków finansowych wiadomość dobra... ale długoterminowo - uczucia mam mieszane. Ciekawe, czy Stanom uda się uniknąć recesji - póki co wyglądają jak pacjent z zakażeniem, w którego się wpompowuje sól fizjologiczną, mówiąc że się polepszy. Pozytywne zaskoczenie dzisiaj, to wzrost wydatków na konstrukcje budowlane w USA (obstawiano spadek o 0,3%, zamiast spaść - o tyle wydatki wzrosły). Ciekawa sytuacja.
Nasz parkiet dziś jak zwykle nerwowo, szkoda gadać.
Mnie natomiast ciekawi to, że giełda jest drogą do świętości. Mówię to już od jakiegoś czasu - nie tylko wojsko potrafi być wspaniałą szkołą chrześcijaństwa, a koszary domem rekolekcyjnym - także inwestowanie na rynku finansowym może stać się wspaniałą szkołą nie tylko cierpliwości, ale odwagi, zaufania Bogu, porządnej analitycznej pracy, panowania nad emocjami. Zachęcam, porażki na tym polu lepiej się pamięta - bo dużo kosztują...

litania
chcąc uniknąć sytuacji, w której znów będę musiał oglądać żenujące reklamy na własnym blogu, powtórzę to, co zwykle - nieruchomości chciałbym, usługi finansowe, inżynieryjne, zarządzanie jakieś, kosmetyka estetyczna, stomatologia. No, chyba starczy. Aha, jeszcze jedno - testy DNA!

podróż
wyobraźcie sobie, że już za paręnaście minut Oleńka wsiądzie do autokaru opolskiego biura podróży SINDBAD, by jutro o 8:30 pojawić się na dworcu autobusowym w Monachium! Radość nasza jest wielka, bo choć odległość prawie taka sama jak do Warszawy, a komunikacja nawet lepsza - codziennie Skype, to jednak tęsknimy bardziej. Od jutra wpisy pewnie będą krótsze, za to więcej zdjęć zapodam. Gwarantuję natomiast jasność umysłu - obecność Oleńki zawsze sprawia, że problemy, których dotąd nie rozwiązałem nagle znajdują swój koniec, a zagadnienia nad którymi łamałem sobie głowę - stają się przejrzyste! Zawsze z Wrocławia wracam z pełnym notesem.

wierszydełko
dzisiaj wielce hermetyczne, humanistyczne wierszydełko

pan Jaeger obcinał paznokcie przed pisaniem

pan Werner Jaeger
autorPAIDEI
usiadł z kawą
się trochę wylało tworząc
brązowy zbiór równoodległych od środka kropelek
na biurku
kartce

było cicho

a dlaczego pan Ajdukiewicz
którego analizują robalki
zastosował w tym miejscu
żółtej kartki IV gat.
taki porządek
pisząc przecież o aprioryzmie skrajnym
mógł przejść do umiarkowanego
od razu całkiem empirycznie
a nie do empiryzmu a potem dopiero

no, a ten Jaeger czy
pogładził ogolone liczko
gdy uszczypnął piórem Moellendorffa
i jego teorię
na gładziutkiej kartce z moimi palcami

zresztą nieważne czy Moellendorffa
to nic nie zmienia
czy kogoś innego

Nałkowska miała pięćdziesiąt cztery lata
gdy wybuchła wojna

myśl na dziś
Cokolwiek by się działo, trwaj na swej drodze z radością i optymizmem, gdyż Pan stara się usunąc wszystkie przeszkody.
- Posłuchaj mnie uważnie: jestem pewien, że jeśli walczysz, będziesz świętym!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 355

środa, 24 października 2007

[24 X 2007] środa, trochę weźmie, trochę doda

cena
obiecałem wczoraj napisać o cenie. Otóż, kierując się słynną analizą Hayeka (analiza ceny w ustroju socjalistycznym), skracając zagadnienie do rozmiarów bloga (który sam ma skłonności do tycia...), można powiedzieć następująco - cena ma w gospodarce rynkowej charakter informacyjny. To po pierwsze. Po drugie - wynika z wolnych interakcji aktorów rynku, jeśli rynkiem rządzi popyt, tj. ludzie są w stanie licytować się o dane dobro - wówczas ceny rosną. Jeśli rządzi podaż - wówczas ceny spadają, bo sprzedającym zależy na sprzedaniu dóbr jak najprędzej.
Co z tego wynika? Najpierw zdajmy sobie sprawę z tego, na czym polega ten charakter informacyjny. Ano, na tym on polega, że przedsiębiorca jest w stanie opracować strategię działania, tj. wie czego ludzie pożądają najbardziej, lokalizuje popyt. Wówczas może obrać dla siebie niszę rynkową, by zarobić na dostarczeniu bliźnim tego samego dobra, po niższej cenie. Natomiast bliźni jego, gdy widzą że ceny czegoś są za wysokie, wiedzą po prostu, że nie mogą sobie na to coś pozwolić. To jasne, ale wówczas mają także informację, że być może warto by się skrzyknąć i zacząć sprowadzać to dobro w większych ilościach, by nie tylko na tym zarobić (popyt jest widocznie niezaspokojony) ale mieć dla siebie. Jeśli natomiast nie może zrezygnować z tego dobra - wówczas albo bierze się za robotę, albo bierze kredyt i sam winduje cenę.
W tym układzie nikt nie traci - każdy sprzedaje tak, jak mu się opłaca. W sytuacji, gdy państwo zaingeruje w rynek, wówczas ludzie tracą sprzedając dobra poniżej progu opłacalności, irytują się, przestają produkować dobra, bo to przecież bez sensu. Efekt jest taki - że dobra albo tracą na jakości, albo w ogóle znikają z rynku. Państwo chciało pomóc, a wszystko zepsuło.
Dlatego też wiłem się mentalnie jak piskorz, słysząc wczoraj o tym, że kapitalizm powoduje taaaakie nierówności, a państwo powinno zapewnić cenę chleba na poziomie np. 1zł. Niestety, odezwać się nie mogłem, bo nie nadążyłem z czytaniem tekstów na zajęcia, a nie chciałem wyjść na lenia...

homo oeconomicus
obiecuję, że już nie będę pisał takich nudnych wpisów, obiecuję! Ale jeszcze jedna opowiastka. Jest sobie Londyn za czasów Thatcherowej. Chlebek kosztuje 1000 funtów (powiedzmy, podobno było bardzo źle!). Wielu bezrobotnych, czy robotnych, ale kiepsko zarabiających nie może chlebka kupić i go zjeść. Mają dwie opcje - albo umrzeć z głodu, albo protestować przeciwko cenom. Zapomnieli jednak o trzeciej opcji - wszak mogą sobie przypomnieć, że mają na strychu piecyk, na wsi wujka z młynem, itd. Albo wpaść na pomysł promowania ryżu zamiast chleba. Tak, czy siak - jeśli są rozumni, zaraz by się złożyli po 1000 funciaków ze skarpety, kupili stolik, rozłożyli się na nim i handlowali chlebkiem po 500 za sztukę. Po tygodniu nie nadążyliby ze produkcją. Po paru latach, Bill Gates wpraszałby się na obiadki...

USA

w USA dziś zabujało na parkietach. Merill Lynch stracił na operacjach na rynku hipotecznym ponad 8,2 mld dolarów, NASDAQ i S&P500 poleciały na kolana. Ciekawostka, można ją do rana obejrzeć na http://stooq.com/ zrobili podwójne denko i się odbili. Nerwy ze stali, pampersy z podwójną izolacją - takich rzeczy potrzeba na giełdzie w podobne dni... Proszę o gwarancję rządową, że jutro giełda nie pojedzie na południe, tj. spółki nie stanieją. Przecież idzie rząd fachowców - oni zawsze wiedzą co robić...

europejska Europa
kupiłem sobie przedwczoraj FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG, a wczoraj MUENCHNER MERKUR (Bernd napisał artykuł o świętości z okazji 1 listopada). Co czytam? Czytam, że nowy rząd będzie fajny, bo w końcu odobrażą się Rosjanie, Niemcy już nie będą miały problemów, a polityka zewnętrzna będzie proeuropejska.
Powiem tak: niewykluczone, że Rosja się ośmieli, Niemcy też. Wrócimy bowiem do czasów polityki zagranicznej między kolanami a brzuchem. Zamiast jasnej strategii i ambicji współtworzenia UE, będziemy słuchać popierdywania o partnerstwie, współpracy, europejskich partnerach. No, cóż - wykształciuszki na to lecą, bo to gładko i nowocześnie brzmi. Ja jednak pozwolę sobie powiedzieć, że obecny kształt i kierunek rozwoju UE wcale mi się nie podoba. Po drugie, wolałbym UE współtworzyć, niż odgrywać rolę zakompleksionego Polaczka, w imieniu którego elitarny emisariusz Komorowski, albo Tusk, przyjeżdża do Europy i prosi o wytyczne dla przystosowania się do europejskich standardów. Wolę partnerstwo, niż pokrywanie.
Proeuropejskie. Powariowanie semantyczne tu w Niemczech. Przymiotnik proeuropejskie znaczy po prostu prounioeuropejskiewparadygmacienowejlewicy. Posiadanie innego pomysłu na integrację Europy, niż zachodnia lewica, nie jest inną koncepcją europejskości, ale antyeuropejskością. Widziała pani taki czajnik?

skrajna prawica a lewica
a propos innych nieporozumień semantycznych. Nazewnictwo opcji politycznych jest tutaj przesunięte w prawo. Komuniści są socjalistami, socjaliści liberałami, prawica skrajną prawicą, natomiast liberałowie nie istnieją. Neonaziści niekiedy się przewijają - tych akurat nazywa się w Niemczech poprawnie.

Erlandia
No, to co? Od poniedziałku macie u siebie I Rzeczpospolitą Irlandzką? Huehuehue... Polecam link w komentarzu do wczorajszego posta. Duch w narodzie nie ginie - powstaje już humor o PO.
Jest jednak jedno ale - nie może się powtórzyć sytuacja z ostatnich dwóch lat, kiedy to opozycja zajmowała się głównie robieniem z siebie głupa (patrz cykl o śmiesznostkach IV RP), krytykowaniem wszystkiego co się rusza. Opozycja nie jest od tego, by podkładać świnie rządowi, tylko od tego, by działać dla dobra Polski, jeśli rząd nie chce. Nie można tego powtórzyć, byłoby to dziecinne. Mam nadzieję, że ci którzy teraz rządzą, zauważą że nie każdy zachowuje się jak on. Obiecuję - jaja będę sobie robił, gdy zasłużą - ale kiedy będzie trzeba chwalić, wtedy trzeba. Nie jest bowiem dla nikogo dobre, gdy z robienia jaj naraz robi się zbiorowa psychoza i owczy pęd i powszechny, nieuzasadniony pesymizm.

profesor
czy Radiosłuchacze też mieli wrażenie przez ostatnie parę tygodni, że prof. nzw. Władysław Bartoszewski, jest jedynym PROFESOREM w Polsce? Tak jak kiedyś o Arystotelesie pisało się per FILOZOF... Nic nie mam do pana Władysława, bardzo go lubię - śmieszy mnie tylko powszechne uwielbienie dla Bartoszewskiego i hołdy pod strzechami. Jeszcze o tym napiszę...

MJblog
Marek Jurek nie dostał się do Senatu. Ubolewam nad tym, jak nad osobistą porażką. Z tej okazji postanowiłem dziś odpalić stronę Marszałka, a stamtąd wszedłem na bloga. Blogów ogólnie nie lubię, bo są głupie i nudne, ale ten mnie urzekł. Co mogę powiedzieć? Ano to, że Marek Jurek musiał być moim idolem, zanim się urodziłem! http://blog.marekjurek.pl/ Aha, Marszałek nie ma u siebie na blogu reklam gugla, więc jak by się komuś coś spodobało, to można Marszałka nagrodzić przez moje ręce...

kto mię rentę wypłaci?
liberały z PO chcą zasabotować obniżkę składki rentowej. Hahahaha! Ktoś ma jeszcze złudzenia, że to partia liberalna? Ach, ten owczy pęd, to zbiorowe etykietowanie na podstawie sugerowanych wrażeń...

śmiesznosteczki IV RP - part. 2
pamiętacie, jak Marcinkiewicz został premierem rządu mniejszościowego? Miglance z telewizora rozdzierały wówczas szaty nad tym, że to tylko kukiełka, człowiek-reklama, spec od marketingu a nie kwestii merytorycznych, że ponadto Jarosław Kaczyński boi się odpowiedzialności za rządzenie, bo jest małym tchórzliwym kaczorkiem.
Nie minęło dużo czasu - Jarosław Kaczyński jest premierem i ogłasza nowe przyspieszenie. Larum! Psucie demokracji - dwaj bracia na najwyższych stanowiskach państwowych, hańba w Europie, jak można do tego dopuścić? Marcinkiewicz - biedny, wrażliwy intelektualista i fachowiec został wygryziony przez drapieżną kaczkę.
Dziś - Marcinkiewicz głównym specem w EBOiR, wielkim wspomożycielem PO, nie lada ekspertem.
Hahahahaha!

myśl na dziś
Radość jest nieuniknioną konsekwencją dziecięctwa Bożego, gdyż wiemy, iż nasz Ojciec-Bóg szczególnie nas kocha, przyjmuje nas, pomaga nam i wybacza.
Pamiętaj o tym dobrze i zawsze: choć czasami może ci się wydawać, że wszystko się wali - nic się nie wali, bo Bóg nie przegrywa bitew.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 332


!a to jest dziwoląg!

piątek, 12 października 2007

idzie noc, idzie noc - piątek

sprostowanie
niechaj będzie jasne - bo mam sygnały, że niektórzy mylnie zrozumieli moję myśl. Otóż, pisząc wczoraj iż nie zamierzam bać się posiadania dzieci i je posiadać chociażbym miał się skichać, nie chodziło mi o skichanie się od nadaktywności seksualnej, tylko o nadaktywność zawodową, by pociechy swe wespół z żoną utrzymać. Wiem skądinąd, iż niektórzy Radiosłuchacze pomyśleli, że chodzi o to pierwsze. Otóż mówię - nie chodzi. Chodzi o to drugie.

hybyskus
rozkokosił mi się Hibiskusek! Zobaczcie na zdjęciach poniżej jego ewolucję. Wieczorem wczoraj był zamknięty, ledwo myślący o otwarciu, rano się ośmielił (opisałem to poniżej), a wieczorem to już normalnie cały rozkokoszony! Niestety, choć będzie głosował na listę 3 na kandydatów Prawicy Rzeczypospolitej i Unii Polityki Realnej (tak, debatę też oglądał - celował pręcikiem w Tuska), nie jest on ewidentnie hibiskusem prawicy! Farbowany lis, albo jeszcze gorzej (mam na względzie pewnego Lisa)! Otóż, mój hibiskus po otwarciu popadł w bezpruderię i ekshibicjonizm. Co on se myśli, że ja na biologię nie chodziłem? Że nie wiem, czym dla niego są te obleśne pręciki, które bezwstydnie wypręża? Mówię, mu: Cholera, uspokój się, ludzie w bibliotece się gapią przez balkon! A on nic. No, to nic, będziesz spał pod ręcznikiem, miglancu jeden.

Ramadan
wczoraj skończył się Ramadan, czyli muzułmański post. Poznałem to po wyciu w paru pokojach i wrzaskach, i zawodzącej muzie koło 24:00. Dobra bisurmany - myślę sobie - Sobieskiego zapomnieliście, to w sobotę Wam fundnę Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie na cały głos. Zbieram siły na jutro.

pycha rozumu, czyli socjalizm
to, co powyżej, to cytat z Hayeka. Zresztą nieważne czy z Hayeka, czy z Lenina, pic polega na tym, że socjalizm i cała lewicowość opiera się na pysznej wierze w zdolności rozumu. Taki konstruktywizm - jesteśmy w stanie wszystko przewidzieć, jesteśmy w stanie wszystko zaplanować, obwarować prawami, jesteśmy w stanie rewolucyjnie zmienić świat w dowolnym kierunku. To zawsze kończy się klęską, od tyranii, po totalitaryzmy i obecne ich wersje. Człowiek myślący, że świat zaczął się z chwilą jego narodzin i nic przed nim nie było, to człowiek groźny dla siebie, dla świata i innych ludzi.

debata
och, cóż za wspaniała, merytoryczna debata! Wyborna, doprawdy miło mi się oglądało, jak Dondi wygadywał banialuki, nie odpowiadał na pytania, tylko mówił że receptą na politykę zagraniczną PO jest to, że Bartoszewski powiedział, że Kaczory to warchoły, a poza tym to nic nie zrobiliście. Jarek też parę razy przywalił niezłego kloca (np. wtedy gdy definiował liberalizm), ale moim zdaniem wypadł o niebo lepiej. Dondi swoją argumentację opierał na trzech źródłach:
1/ powszechne mniemanie Polaków (dlaczego Dondi uważa, że jest ich głosem?)
2/ autorytet Bartoszewskiego (lubię pana Władysława, ale śmiesznie brzmiały te ochy i achy Tuska nad jego profesurą i byciem autorytetem, zresztą Jaruś dobrze to skwitował - że ma swój rozum, a Bartoszewskiego bardzo szanuje)
3/ powszechne mniemanie w ogóle (czyli to, co wszyscy wiemy, bo pismaki napisały, a my sobie w maglu napowtarzalim).
Cienko, oj cienko. Koalicji nie będzie, Donduś chyba rzeczywiście ma bzika na swoim punkcie. A ja i tak głosuję na listę KWLPR.

złota polska jesień
idąc tropem błyskotliwej argumentacji Tuska. Polska jesień uciekła z Kraju przez IV RP! Kaczory ją wygoniły - spotkałem ją dzisiaj łażącą bez celu po Monachium... Zdjęcie poniżej. Wszystko zepsuli, ci Kaczorowie.

Rodacy do pracy!
no, i stało się. Pangrzyzga znalazł pracę! Będzie pracował jako asystent w pracowni architektonicznej PADOPLAN. Może nie będę opowiadał szczegółów negocjacji, ale bardzo miło rozmawiało mi się z szefami pracowni, dwom przemiłymi 50, 60-letnimi panami, którzy bardzo mnie polubili i zapewnili sobie moją sympatię. Śmieszna sprawa, byłem od nich ubrany bardziej elegancko i odnoszę wrażenie, że w momencie gdy mówiłem (dobrze, że przed wizytą zaszedłem do kościoła poprosić o dar języków i dobre przyjęcie), a oni słuchali sobie o tym co robię w Polsce, jakie mam plany, itd. z boku mogło to wyglądać na wizytę jakiegoś ober-szefa, szczególnie że - o dziwo! - nawijałem po dojczlandzku jak mały Helmut, albo jakbym miał co najmniej dziadka w Wehrmachtcie (tak...). Śmieszne, nawet się zaśmiałem, bo to doprawdy pociesznie mogło wyglądać... No, ale od przyszłego czwartku do roboty! Lajf yz brutal.

czy pandamson nas czyta?
panieadamsyncie, jesteś pan na linii?

wierszydełko
Żałko matuszka, pojebat' priszli

A pod pachami
resztki wieczornej elegancji

i oczy zmęczone

początek 2004

myśl na dziś
myślna dziś jest taka, że proszę sobie pomyśleć po przyjęciu Komunii Świętej, że to ciało które macie w ustach, to to samo zbite w Wielki Piątek Ciało Pana Jezusa. Dziś o tym pomyślałem i ogarnęło mnie wzruszenie gdy wracałem do ławki w kościele. Co za wielka rzecz - Eucharystia!

niedziela, 7 października 2007

gregoriansy dają w niedzielę czadu

jest niedziela, Oleńka jedzie już do domu, a panmaciura słucha gregoriansów z laptopa, moczy mlekołaki na kolację i pisze bloga. Za ścianą tłuką się krewkie sąsiady.

szpaciren, szpaciren
odkąd przyjechała Oleńka, jeżdżenie windą i schodami ruchomymi się skończyło. Proste. Po co jeździć, skoro można poskakać po schodach? Zasiedziałemu, spupiałemu i zinteligenciałemu ciału dobrze to zrobi - mówiłem już, że z tą niewiastą dzielną nie jest aż tak źle, że da się znaleźć?
Umiejętność wykorzystywania małych rzeczy w drodze do rzeczy wielkich jest nieoceniona - nieważne czy wzmacniamy obronność państwa skacząc codziennie po schodach, czy budujemy fortunę odmawiając sobie drugiego banana... albo, gdy zaczynamy kochać wstrętnego sąsiada, dążąc do świętości.

Jaruś - z prawej go!
Uuuuu... kampania wyborcza w trakcie! Premier Jarek powiedział dziś - chyba słusznie - że Dondi wprowadził do języka polityki chamstwo. Powiedział to po tym, gdy Donduś robiąc dziś wszystko, żebym przeczytał o jego kolejnej przełomowej tezie nt. Dlaczego Kaczory gupie so? (na Onecie co dwie godziny był nowy nius z kolejną myślą nowoczesnego Polaka), wygłosił pogląd iż Jaruś to Juruś. Chodzi o tego smutnego człowieka z odstającymi uszami, który wbrew pozorom nie ma nic wspólnego ze Towarzystwem Urbanistów Polskich. Dobre, co? Jaruś nie wiedząc do kogo jeszcze może być porównany, skomentował to tak:
Myślałem, że może do Kiszczaka, ale zapomniałem, że to »człowiek honoru«. Ci panowie wszyscy są ze sobą blisko, mówię o Michniku, Donaldzie Tusku, Kwaśniewskim itd. Otóż do człowieka honoru pewnie mnie nie będą porównywać.
Cóż, kampania się zaostrza, a ja podobnie jak Jarosław Marek Rymkiewicz, czuję że historia ruszyła naprzód, że polski żubr został ugryziony w tyłek (Poeta użył nieco mniej eleganckiego, ale za to sarmackiego określenia na "d"). W końcu mamy w polityce spór, zwroty akcji, język nie przypomina budyniu... Tak, istotą demokracji jest spór, to w demokracji ludowej panowała zgoda. Inną sprawą jest to, by spór dotyczył rzeczy ważnych.

Donald - dajesz pan!
Dondi, nie poddawaj się - powiedz Małemu gdzie jego miejsce. Po wyborach sam je zajmiesz... Sasasasasa... to za dzisiejszą niedzielę!

Polacy w Monachium po raz drugi
Mimo zaproszenia, którym poczęstował nas Fritz, nie poszliśmy na Mszę Świętą do Sankt Michaela, tylko na polską Mszę do św. Józefa. Nie wiedząc w którą stronę iść, podążaliśmy za wystrojonymi Rodakami. W kościele tłum wiernych, ministrantów i księży. Polska Misja Katolicka w Muenchenie działa jak Huta Lenina za dobrych lat - pińcet procent normy, moi mili.
Myślałem już o tym wcześniej - to dobrze, że Polacy emigrują. Niech sobie powyjeżdżają z Polski do Niemiec, Irlandii, USA... Dzięki temu zobaczą, że krajowy burdel, na który wciąż narzekają, jest ich własnym dzieckiem - bękartem własnego dziadostwa, lęku i lenistwa. Zauważą też z kolei, że i w innych ziemiach obiecanych sporo jest ziemioobiecanego, obcego burdelu. Zdobędą w szybki sposób cnoty niezbędne do ruszenia własnego podwórka naprzód. Choć nie wyjeżdżają przez Kaczyńskich, to nawet gdyby tak było - byłaby to ich zasługa!
Dlaczego zdobędą cnoty? Po pierwsze w pracy nauczą się dyscypliny, punktualności, oszczędności, i in. Po drugie w Kościele - wiem i widzę to coraz jaśniej, że nagle na obczyźnie odkrywają Boga. Dopiero tu mogą spojrzeć na swoją formalną, pogańską pobożność, mogą zobaczyć alternatywy, zauważyć istotę Wiary, której przez nikogo nie niepokojeni, nie zobaczyliby z ciepłego przedsionka własnego, rodzinnego kościoła. Widoki, jakich dostarczają mi zaangażowani wierni Polskiej Misji Katolickiej, praca formacyjna, którą robią tu redemptoryści, jest wspaniały. To rzeczywiście od nas wyjdzie iskra na cały świat...
Wokół kościoła samochody z polskimi gazetami, pani rozdaje ulotki o polsko-niemieckim biurze matrymonialnym... Ach! Duch i przedsiębiorczość w narodzie nie giną!

czym warto się podniecać?
jeszcze jeden religijny temat na dziś. Fritz zaprosił mnie na drugi dzień od naszego spotkania na Mszę u jezuitów w Sankt Michael Kirche. Wspaniała francuska kompozycja Cecilienmesse (Fritz, zapomniałem autora...!), piękna oprawa liturgiczna, ludzie na krzesełkach jak wryci... Można nie zauważyć, że na ołtarzu Pan Jezus oddaje życie za swoje owieczki, że uobecnia się Golgota, że Chrystus obecny jest tu fizycznie... Ano właśnie - bardzo sprotestantyzowani są miejscowi ludzie ochrzczeni w obrządku rzymskim (nie, nie piszę katolicy, bo to mylące okreslenie). Socjalistyczni i protestanccy.
Dziś z Oleńką byliśmy zaproszeni na Mszę z Marienmotetten, oraz z hiciorem - kazaniem pewnego monachijskiego jezuity (który porywa Fritza swoją socjalnością i niepokornością wobec Papieża). Nie byliśmy, ale Fritz zdradził mi przez telefon, że nic nie straciliśmy, bo kazanie było cienkie... no muzyki trochę szkoda, bo nieźle pogrywali. Rzeczywiście nic nie straciliśmy - u św. Józefa też był Pan Jezus.

63 dni poezji panagrzyzgi
jejku, czas kończyć, bo długi post wyjdzie! Dwie rzeczy jeszcze - mój pierwszy wiersz w życiu w ramach 63 dni (patrz post z przedczoraju) oraz poniżej zdjęcie z moim nowym auteczkiem - dzięki wszystkim, którzy klikają w reklamy Gugla...

Fikam

Sikam
na wietrze
wiatr z prawej strony
zniżudowyżu - odwrotnie
nadaje przyspieszenie
częściom mnie
(w tle słupy dzielą
niebo i pola
w paseczki)

I cieszy mnie ta parabola

Trzeba wytrzeć buty

myśl na dziś
Naucz się często w ciągu dnia wznosić serce do Boga w dziękczynieniu. – Za to, że daje ci to lub tamto. – Za to, że pogardzono tobą. – Za to, że nie masz tego, co potrzebujesz, lub za to, że właśnie masz. Za to, że tak piękną uczynił swoją Matkę, która jest także twoją Matką. – Za to, że stworzył słońce i księżyc, i tamto zwierzę, i tę roślinę. – Za to, że kogoś obdarzył wymową, a ciebie uczynił takim mrukiem... Dziękuj Mu za wszystko, bo wszystko jest dobre.
Św. Josemaría Escriva, Droga, nr 268

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO