poniedziałek, 30 listopada 2009

[30 XI 2009] ks. Węcławski... tradycjonalistą (?) oraz zostało tylko kilka godzin...

ciung

co tu dużo gadać – pangruszka wpadł w ciung! Ciung ten na tym polega, że ma na głowie zbyt wiele obowiązków, by wykrzesać z siebie siły na blogowanie. Czy to rzecz nieodwołalna? Bynajmniej! Mamy tu bowiem pole do optymalizacji – i tej optymalizacji dokonać należy! Nie wiem jednak, czy dokonam jej przed końcem grudnia, kiedy to pętla zaciśnie się na gnyszkowej szyi niczym na szyi skazańca. No, ale cóż – taki los się wybrało i trzeba walczyć. Sarze i Tomkowi dziękuję za zachęty – postaram się je odpracować! Oł jea!

beneficjenci UE a ZMS
tworzy nam się nowa grupa społeczna, wiecie? Ano – tworzy. Chociaż w chwili gdy ten temat wpisałem do kajecika tematów oczekujących myślałem coś innego. Ale, ale – zacznijmy od początku!
Otóż, nową klasą – klasą analogiczną moim zdaniem do młodych japiszonów z peerelowskiego ZMSu – jest klasa beneficjentów funduszy unijnych. Są to ludzie, którzy – choćby UE byli przeciwni, to jednak swój sprzeciw wytracają na naturalnej drodze psychologicznego zobowiązania powstającego na skutek obdarowania. W przeważającej zaś części mentalnie uzależnieni od źródła finansowania, jaką są programy operacyjne i inne brukselskie finansowe pierdki. Bynajmniej nie chodzi tu tylko o przedsiębiorców – wręcz przeciwnie, przede wszystkim chodzi mi o wszelkiej maści działaczy społecznych. Ludzi, którzy organizują akcje społeczne, konferencje, panele dyskusyjne, pisma, etc.
Wydawało mi się na początku, że większość z nich ślepo wierzy w nieśmiertelność UE – bo jak nie wierzyć, że coś, co na każdym kroku zapewnia nas, ba! my o tym każdego zapewniamy, że jest nieśmiertelne i konieczne – takie właśnie nie jest? Tak mi się wydawało, ale okazało się że tak nie jest.
Jest zaś zupełnie analogicznie do ZMSu – wielu jest takich, którzy okazję wykorzystują cynicznie. Tzn. swój stosunek do pieniędzy UE mają taki, jak młodzi karierowicze z ZMSu - „Słuchaj, jest pół bańki do wydania z tego-a-tego programu. Jakąś konferencję zorganizujemy, laptopy kupimy, Tomek będzie ekspertem od tego-a-tego, Zenek od czego innego. Wydamy se książkę, pomieszkamy w drogich hotelach.” Pisałem o tym już zresztą pewnego razu, opisując dzieje pewnego doktoranta (swoją drogą - nie mogę znaleźc tego posta!). Jednym słowem cynizm – ale jest to cynizm wewnętrzny – na zewnątrz wychodzi rzadko, maska zewnętrzna jest jednak taka, jak założona propaganda, a więc oficjalna wiara we wszechpotęgę UE. Gdy bal się skończy – będzie tak, jak w 1989. Młodzi aparatczycy bez mrugnięcia oka zmienią pozycję udając, że zawsze mieli rację.

pan Polak – czyli ks. Węcławski idzie w sukurs tradycjonalistom
na zajęcia z zarządzania kryzysowego, na które chodzę na socjologii – przeczytałem ciekawą lekturę. Jest to niedostępna w internecie książka ex-ks. Węcławskiego, czyli obecnego Pana Polaka (zdjęcie poniżej – ten w skórzanych spodniach) na temat największych kryzysów chrześcijaństwa. Paradoksalnie, ówczesny ks. Węcławski idzie w sukurs tradycjonalistom pisząc, że częścią i powodem dzisiejszego kryzysu (uwaga – widzi kryzys Kościoła!) jest m.in. reforma liturgii! Zara, zara... Tak, dokładnie – mowa jest o wyrwie, jaką spowodowało wyrugowanie łaciny, uproszczenie obrzędów i ich zróżnicowanie lokalne. Zadziwiająca diagnoza. Byłem w szoku.

prof. Bukraba-Rylska o Współnej Polityce Rolnej
wróćmy jednak do Unii Europejskiej. Prof. Bukraba-Rylska na zajęciach z socjologii wsi podała ciekawą informacją. W Anglii powstała książka niejakiego Tony'ego Judta pt. Wielkie złudzenie. Europa. Autor stawia w niej tezę, iż Wspólna Polityka Rolna nie ma uzasadnienia ekonomicznego, a utrzymywana jest w celu politycznym. Celem tym jest „umiastowienie” rolników – ze względu na to, iż mieszkańcy wsi są zazwyczaj wyborcami partii prawicowych i nacjonalistycznych. Przekształcenie rolników w farmerów – ma dać trwałą przewagę centrolewicy.
Wracamy więc do procesu, który zaobserwowałem w przypadku młodych naukowców, szczególnie humanistów, o czym było na początku. Jak się człowiekowi brzuszek odpasie – to inaczej ćwierka.

jeszcze tylko parę godzin...!
na co? Na skorzystanie z rabatu. Wybaczcie, że informacja tak późno, ale nie dałem rady wcześniej. Otóż – wszyscy, którzy przymierzali się do jakichkolwiek zakupów (np. świątecznych) w Złotych Myślach – mogą korzystnie zrobić je do północy, korzystając z 25% rabatu! Wystarczy wpisać w koszyku kod rabatowy: fD3hrpnu

Od siebie polecam to, co zwykle:

Prócz tego wydawnictwo przygotowało parę pakietów, z których dla mnie najciekawszy wydaje się noszący szumną nazwę pakiet o wolności finansowej.

beznadzieja rekonstrukcji rodziny
ostatnio często spotykam się z probami rekonstruowania historycznego kształtu rodziny. Z jakąkolwiek rekonstrukcją się spotykam – dotyczy ona rodziny katolickiej i ma wydźwięk negatywny. Problem jednak polega na anachronizmie, który zazwyczaj popełnia się przy owej rekonstrukcji (poza tym, że rekonstruktor zazwyczaj nie ma bladego pojęcia o katolicyzmie). Otóż, najczęściej utożsamia się wszystko co historyczne z katolickim. I tak, dziewczęta z socjologii oburzają się na obskurancką, katolicką zasadę 3K (Kinder, Kueche und Kirche), którą prezentowały XIX-wieczne protestanckie damesy z niemieckiej Rzeszy. Tiaaa... jednym z poglądów, które wyznawały owe damy – to nienawiść do papistów. By poznać XIX-wieczne rodziny katolickie, proszę sobie poczytać piękną książkę ks. Delassusa o duchu rodzinnym (moją ulubioną o rodzinie), albo coś Chestertona! To tylko jeden z przykładów.
Powiem jeszcze tyle – współczesne równouprawnienie to jakaś karykatura relacji Chrystus-Kościół, która jest ideałem katolickiej relacji małżeńskiej. Typ idealny? Zapraszam w wakacje do pewnej limanowskiej ultrakatolickiej wsi. Gdzie mąż służy żonie, a żona mężowi. Pełen real, żywi ludzie. Większego, autentycznego równouprawnienia wyobrazić się nie da. Feministki zaś marzą o jakiejś relacji prawnej, gwarantowaniu sobie czyjegoś szacunku dzięki przymusowi. Jedźcie dziewczyny ze mną – doznacie dysonansu poznawczego.

szanujcie cudze poglądy
podobnie ma się z poglądami. Pociotki Lenina chciałyby uregulować „szanowanie poglądów” możliwie ostro. A to sąd ma rozstrzygnąć, czy ktoś rzeczywiście się zasmucił, gdy go nazwano „pedałem”, a to czy ktoś jest dyskryminowany, bo go nie wzięli do pracy, etc. Tymczasem ja cudzych poglądów nie szanuję. Szanuję jedynie te, które uważam za słuszne – a więc te, które wyznaję. Inne – ex definitione – mogę uważać jedynie za nieprawdziwe, bądź mniej prawdopodobne. To bynajmniej nie oznacza, że nie kocham tego, kto je wyznaje. I taki jest mój psi obowiązek. Tak, jak w rodzinie – katolicyzm wyznacza nam nie tylko znacznie wyższy standard relacji, niż bezbożni ideolodzy współczesności, ale i daje możliwości jego osiągania.
Niech więc Wolter sobie spokojnie gnije w ziemi, oraz piecze się w piekle, ja natomiast wyznaję inną zasadę: „Nie szanuję Twoich poglądów – uważam je za głupie. Ciebie zaś kocham – i dam się pociąć, byś został zbawiony. Dlatego też z miłości będę do upadłego dyskutował z Tobą na te tematy”.

konieczność świadczenia usług poza domem
ciekaw jestem kiedy tak się stało i skąd wynika to, że nagle jest „oczywiste”, że kobiety muszą pracować poza domem. Z naciskiem na „muszą”. Słyszę to wszędzie na socjologii i obawiam się, że to przesłanka entymematyczna – nie tylko nie dowodzona, ale i nie dowiedziona! A więc wątpliwa. Dlaczego muszą? Wie ktoś?

myśl na dziś
Jakże dobrze czujemy się, Panie, w twych zranionych rękach! Uściśnij nas mocno, tak mocno, abyśmy się pozbyli całej ziemskiej nędzy, abyśmy się oczyścili, rozpalili, abyśmy się poczuli przepojeni twoją Krwią! – A potem rzuć nas spragnionych żniw daleko, daleko, na coraz płodniejszy siew, z Miłości do Ciebie.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 5



13 komentarzy:

Sara pisze...

Po pierwsze rabat stał się dosłownie 48 godzin za późno bo zalecane lektury zakupiłam bratu za te kilka złoty drożej, ale cóż, taki lajf. Jeśli zaś chodzi o pracę kobiet to Pangruszka stąpa po bardzo cienkim lodzie, bo owszem, kobiety pracować nie muszą, ale czasem chcą. A katoli, jakże bliskim memu sercu, którzy rozumieją takie pragnienie jest wręcz zatrważająco mało!

uburex pisze...

Eh.. jak już jest jakiś dowód na stawiane tezy to jest to dowód anegdotyczny.
O feminizmie Gnysia zielonego pojęcia nie ma. On to fajne relacje kiedyś widział, gdzieś były. A że nastąpił jakiś tam proces emancypacji kobiet? Kogo to obchodzi? Kobieta przecież nie może być szefem czegokolwiek (oprócz Centrum Rodzenia Dzieci) - to nie zgadza się z katolickim "typem idealnym".
Jacyś niewidoczni ZMS'owcy, "europejczycy".. typowo prawicowa retoryka - jest jakiś wróg, ale nikt nie wie jaki, gdzie on jest i co on tak właściwie robi źle. I oczywiście słodka teoria spiskowa deruralizacji. ;)
Słowa Polaka analizowane z użyciem podstawowego błędu logicznego. Prof. Jedynak (uwaga, pracująca kobieta!) by się zezłościła..
Takie przeczenie Wolterowi pachnie nieco totalitaryzmem, nie? No dobra. Nie przesadzajmy. Powiedzmy, że pachnie palonymi czarownicami.

PS. Mam małe wyrzuty sumienia, że piszę tego komcia i napędzam na tym blogu jakikolwiek ruch. No cóż.. i tak mało kto to czyta na poważnie.

Maciej Gnyszka pisze...

ubu, nie pochlebiaj sobie :D

Sara pisze...

A! No i Maćku wydaje mi się, że wiem czemu kobiety czasem muszą pracować. Nie wszyscy od razu po studiach zakładają rodziny. Niektóre kobiety jakiś czas MUSZĄ pracować same na siebie zanim założą rodzinę. Po drugie pragnieniem kobiety, która kształci się np. idąc na wyższe studia częstokroć, ale oczywiście nie zawsze, jest chęć znalezienia pracy w zawodzie a nie włożenie sobie magistra do kieszeni. Pracy, która może być radością, pasją i spełnieniem marzeń a nie tylko uciekaniem od obowiązków domowych. Poza tym, zdaje się, że mamy system emerytalny, który określa stawkę na podstawie przepracowanych lat oraz specyfiki zawodu. Wiadomo, że mąż może utrzymywać żonę za życia, ale co jeśli on umrze przedwcześnie? Żona zostanie wtedy bez niczego - bez źródła utrzymania, bez emerytury, bez doświadczenia zawodowego i np. z dziećmi, które trzeba utrzymać. Nie bez powodu w Piśmie Świętym mowa o wdowim groszu! A argument już zupełnie oczywisty a sytuacja chyba dosyć częsta - czasem mąż nie zarabia tyle, aby utrzymać rodzinę i kobieta MUSI pracować. I też nie zawsze traktuje to jako przymus, tylko pracę nad wspólnym dobrem. Poza tym zdarza się, że mąż pracę traci albo nie może jej znaleźć i co wtedy? Czy kobieta nie MUSI wtedy pracować?
Nie zgadzam się z Kol.uburexem jeśli chodzi o zielonym pojęciu Maćka na temat feminizmu jak również o emancypacji. Sednem posta nie była chyba sprawa pracowania kobiet w ogóle tylko tego, że zostało im wmówione, że muszą zarabiać. Być może nie muszą, ale moim zdaniem, w naszych czasach stać na to niewiele kobiet.

Anonimowy pisze...

Panie UBUREX, kto Panu powiedział, że katolickie kobiety mają bana na szefowanie???? ja tego w nauce Kościoła (mówimy o Magisterium Kościoła, a nie o proboszczach z Wólki Średniej) nie miałam okazji zauważyć.

chciałabym odpowiedzieć na pytanie, dlaczego kobiety muszą pracować. Będzie to odpowiedź niewyczerpująca,ale istotna.
1. jest taka konkurencja na rynku pracy (żeńska połowa społeczeństwa poczuwa się do pracy zawodowej), że mało który mąż dostaje pensję w sam raz na utrzymanie rodziny. Pracowników więcej - siła nabywcza pensji mniejsza.
2. ogromna grupa mężczyzn nie życzy sobie bycia, cytuję, "sponsorem kobiety", bo mało który mężczyzna docenia jej pracę w domu. W ogóle mężczyźni mało kochają kobiety. Kościół ich do tego próbuje przyuczyć, ale propozycja Kościoła wydaje im się zazwyczaj nieatrakcyjna.

Tu nie ma przyczyn naturalnych, tu są wyłącznie przyczyny kulturowe

Atanazy pisze...

@ubustultex
"typowo prawicowa retoryka - jest jakiś wróg, ale nikt nie wie jaki"

Pan Gnyszka pisze: "jest klasa beneficjentów funduszy unijnych.[...]. Bynajmniej nie chodzi tu tylko o przedsiębiorców – wręcz przeciwnie, przede wszystkim chodzi mi o wszelkiej maści działaczy społecznych."

@ubuś stultuś
"i co on tak właściwie robi źle."

Pan Gnyszka pisze: "Są to ludzie, którzy – choćby UE byli przeciwni, to jednak swój sprzeciw wytracają na naturalnej drodze psychologicznego zobowiązania powstającego na skutek obdarowania. [...]. Ludzi, którzy organizują akcje społeczne, konferencje, panele dyskusyjne, pisma, etc."


Elo, elo, lipy ciut więcej niż zero!

Jakie znownu ciut? Imię jego jest ubuś stultuś, bo przecież nie ubu rex (no chyba że Reksio, nie ubliżając temu ostatniemu).

Ubusiu, to, że nie pojawiają się konkretne nazwiska czy nazwy organizacji, nie świadczy jeszcze, że Pan Gie konfabuluje lub walczy z przeciwnikiem wyimaginowanym.

Stultusiu, zamiast pleść, jakby Letni Grześ cię blekotem uraczył, skup się lepiej na podcieraniu Twej zacnej (jak mniemam) rzyci lewa ręką dzierżącą michnidło - w ramach walki z postkomuną. Wierz mi, twój byt się w końcu na coś przyda.

P.S. Łubudubu, łubudubu,
niech nam żyje ubuś stultuś
z gnyszczytelnikowego klubu.

uburex pisze...

@Atanazy
Miej litość i zacznij pisać po ludzku. Przedrzeźnianie nicka - wow! Czuję się gorzej z samym sobą. ;)
Jakieś tam środowiska to żaden konkret. Mogę sobie równie dobrze powiedzieć: "Żydy kradną". Oczywiście, że ktoś tam z Żydów coś kiedyś ukradł. Tylko jakoś da się tutaj zauważyć ZERO danych potwierdzających tezę. Kto to Żydy? Jak kradną? Co kradną? Gdzie kradną? Ktośtam cośtam. Proszę o jakikolwiek konkret.
Czytam Gazetę Wyborczą, Michnika lubię czytać ale się z nim nie zgadzam. Żarty dotyczące wypróżniania mnie jednak nieco obrzydzają.
@Anonimowy
Nauka Kościoła to jedno, praktyka to drugie. Masa znaków zapytania to potęga. Dość powszechnie spotykaną praktyką w naszym "katolickim" społeczeństwie jest ustawianie szklanego sufitu. Dziwnym trafem kobiety na identycznych stanowiskach co mężczyźni zarabiają znacznie mniej.
"Pracowników więcej - siła nabywcza pensji mniejsza." - mogę tylko zapytać WTF?! Szanowna raczy sobie żartować.
"W ogóle mężczyźni mało kochają kobiety." - wypraszam sobie.
A może to kobiety nie chcą być sponsorowane? Może jakieś marzenie o niezależności? Nie.. to ci iiivil mężczyźni!
Wyczuwam małą zgodę na przyjęcie założeń genderowych. Cieszy mnie to wielce. Również w mojej opinii to jedynie kulturowe.
@Sara
Proponuje dowiedzieć się czym jest renta rodzinna (http://www.zus.pl/default.asp?p=4&id=404)
Niewiele kobiet stać na to z racji czysto ekonomicznych. A weź i utrzymaj rodzinę za jedną pensję. Kobiety chcą pracować i mają do tego pełne prawo. Tak jak do głosowania, jeżdżenia samemu samochodem i posiadania konta bankowego. Jeżeli chcą. Może to dlatego, że mężczyźni i kobiety są równi?

PS. Kto wmówił kobietom, że powinny zacząć pracować? Szatan czy może kobiety same to wymyśliły?

Antek T. pisze...

Gdyby państwo nie zabierało pieniędzy w podatkach, to mężczyźni zarabialiby o wiele więcej i nie byłaby potrzebna praca kobiet.

Bardzo trafny opis dojących UE.

siusiak pisze...

Za cały akapit o poglądach czołobitnie i wazelińsko niniejszym dziękuję :) Niby oczywistość, ale trzeba umieć ubrać w słowa.

Maciej Gnyszka pisze...

Przepraszam, że nie odpisuję, ale jestem w ciągu, na szczęście mniejszym, niż ostatnio! Dzięki wielkie za komentarze :) Miło się czyta ;)

uburex pisze...

Chętnie przeczytałbym swój własny. Tylko, że jakoś się tutaj nie pojawił.. Cenzura? ;)

Atanazy pisze...

@ubuś s. (co by nie było, że wyszydzam, czy coś na kształt)


"Chętnie przeczytałbym [komentarz - przyp. AB] swój własny. Tylko, że jakoś się tutaj nie pojawił.. Cenzura? ;)"

Panie Bubu-bez-be-na-początku (jak widać, tytułuję Pana mianem słynnego Bubu, pałerfulnej postaci z kazikowego Dragon Balla, czym podkreślam respekt do pańskich skillów), że Pan Gie cenzuruje, to wiadomo nie od dziś. Jeno się o tym nie mówi, w myśl zasady: De cenzura non est disputandum.


"Miej litość i zacznij pisać po ludzku. Przedrzeźnianie nicka - wow! Czuję się gorzej z samym sobą. ;)"

Nie przedrzeźnianie, jeno nazywanie rzeczy po imieniu, czemu wyraz dałem słowami: Jakie znownu ciut? Imię jego jest ubuś stultuś, bo przecież nie ubu rex (no chyba że Reksio, nie ubliżając temu ostatniemu).

"Po ludzku", czyli jak?
Imając się Pańskiej retoryki. Jakieś konkrety? Zasady? Reguły? Rulez? A może po ludzku oznacza tyle, co Ubuś S. uznaje za "po ludzku"? A tak poważnie. Powołam się na antykwów:

Ouk anthropos alla sophos eimi kai to sopho ouden xenon estin - Nie czlowiekiem jestem, lecz mędrcem, a mędrcowi nic nie jest obce.

Sens, co by jakiś leszcz nie odebrał na opak: Nie byle pierwszym lepszym człowiekiem, ale mędrcem pośród ludzi jestem, a takim nic nie jest obce.

Do miana sophos, Panie Bubu-bez-be-na-początku, mam mucho dalej niż Pan, ale za Kamińskim powiem, że liczy się droga.

"Jakieś tam środowiska to żaden konkret. Mogę sobie równie dobrze powiedzieć: "Żydy kradną"."

Obawiam się, że nie. Mógłby Pan za to rzec: Źle robią ci Żydzi, którzy kradną. Wówczas zrobiłby Pan mniej więcej tyle, ile powiedział Pan Gie.


"Oczywiście, że ktoś tam z Żydów coś kiedyś ukradł. Tylko jakoś da się tutaj zauważyć ZERO danych potwierdzających tezę."

A Pamięta Pan casus polskiego pracownika nał(o)gowego, o czym Pan Gie już pisał?


"Czytam Gazetę Wyborczą, Michnika lubię czytać ale się z nim nie zgadzam. Żarty dotyczące wypróżniania mnie jednak nieco obrzydzają."

I o to dokładnie chodziło. Wszak nic nie stoi na przeszkodzie, by podczas podcierania wypróżniać się też buzią przednią.


"PS. Kto wmówił kobietom, że powinny zacząć pracować? Szatan czy może kobiety same to wymyśliły?"

Szatan? Sza,tam! Tajemnica!!!

Anonimowy pisze...

Panie Ubu...
ad. siła nabywcza pensji.
To bardzo proste. Jeśli powszechne jest, że na jedno gospodarstwo domowe pracują dwie osoby, to rynek się do tego dostosowuje, np. ceny rosną, Szanowny Panie. Gdyby normą było, że dom ma utrzymać jedna osoba, to jej pensja zazwyczaj by wystarczała na utrzymanie rodziny. A tak, skoro masowo mamy do czynienia z dwiema pensjami na jedno gospodarstwo domowe, to rynek statystycznie trakuje ich siłę nabywczą, jakby była to jedna pensja i rzeczywiście zaczyna się problem, jeśli kobieta chciałaby zrobić coś tak naturalnego i ważnego, jak zostanie z dziećmi na całego. Chyba nie będzie się Pan kłócił z tym, że dzieci lepiej się chowają, jeśli nie mają konkurentów w postaci kariery mamy.

Co do szatana - bezwzględnie ma swój wkład w rozbudzaniu w kobietach pragnień niesprzyjających życiu rodzinnemu. Ale ludzie też mają swój ogromny wkład, zapewniam. Warto zadać proste pytanie: czy moja rodzina jest dla mnie najważniejsza? Skoro rodzę, karmię i jestem najbardziej potrzebna małym dzieciom, to z czego jestem w stanie dla nich zrezygnować?

nie ma zakazu pracy kobiet, ale jednak charakterystyczne jest to, że nasze społeczeństwo wykształciło fatalne stosunki ekonomiczne, utrudniające kobietom bycie zaangażowanymi matkami. Chodzi o skalę masową - to jest zdecydowanie negatywne.

Co do Pana miłości do kobiet - nie wiem, kim Pan jest, ale obawiam się, że bez pójścia za Jezusem i odpowiedniego życia sakramentalnego, nawet mimo dostępu od Nauki Kościoła (tym gorzej, jeśli jej Pan nie uznaje), może być Pan daleki miłości. Większość mężczyzn na pewno jest, widać to gołymi oczami.
Niezależnie od tego, jak Pan to odczuwa. Skutki poglądów sprzecznych z Nauką Kościoła prędzej czy później stają się dojmujące.

Pewnie powie Pan: znam tyle nieudanych katolickich rodzin. Jeśli widzi Pan katolików, którzy stworzyli fatalne małżeństwo, to pewnie znaczy, że przynajmniej jedno z małżonków kuleje duchowo. Katolicyzm to nie magia, nie działa, jeśli się łamie jego zasady, w których kryje się bardzo wiele subtelności. Proszę się więc nie kierować statystyką, tylko chwalebnymi przykładami, jeśli już chciałby się Pan przypatrzeć katolickiej prawdzie o miłości i ocenić, czemu w życiu ufać.
No i ważna rzecz: nie wszystko złoto, co się świeci. Nie wszystkie fajne, luźne rodziny rozwijają swój potencjał miłości. Bez poświęcenia kobiet rodzinie,jest to ogromnie trudne. W sytuacji, kiedy praca jest dla kobiety zbyt ważna, bardzo łatwo o brak odpowiedniej formacji w rodzinie.

ciekawostki: