co to się stało?
dziś mamy Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Co to znaczy? Wbrew pozorom nie znaczy to tego, że Maryja zaszła w ciążę za sprawą Ducha Świętego 8 grudnia, a już 24 grudnia tego samego roku urodziła Pana Jezusa. Ani też - jak pewnie chcieliby niektórzy - że urodziła go następnego roku po poczęciu, a więc po ponad 12-miesięcznej ciąży. Święto dzisiejsze, to święto ni mniej, ni więcej tego, że św. Anna i św. Joachim postanowili uczestniczyć aktywnie w dziele stworzenia i poczęli Maryję - przyszłą Matkę Boga. Pewnie się nie spodziewali, że najpierw urodzi im się Maryja, później zajdzie w ciążę bez udziału mężczyzny, a potem pangruszka będzie o tym wypisywał na swoim blogu. No, ale cóż - myśli moje, nie są myślami waszymi, powiedział swego czasu Pan Bóg.
Ks. Robert Sirico, prezes Instytutu Actona (http://www.acton.org/) opowiedział w zeszłym roku taką oto historyjkę. Ktoś w rozmowie z nim zarzucił Kościołowi obsesję na punkcie płciowości (swoją drogą, to Świat ma obsesję na tym punkcie - Kościół odpowiada na pytania i problemy). Ks. Sirico, jako - było nie było - południowiec (jego rodzice wyemigrowali do USA z Włoch), mówi na takie dictum: Jasne, że mamy bzika na punkcie seksu. Zobacz, znakiem jednego z sakramentów zrobiliśmy nawet seks!
Dla niewtajemniczonych - chodziło o Sakrament Małżeństwa, który bywa mylony z jakimś bliżej nie znanym ślubem kościelnym. Każdy sakrament, jest widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. Sam zaś posiada zarówno znak zewnętrzny, jak i formułę. W przypadku Chrztu - znakiem jest woda, formułą znana fraza: Ja ciebie chrzczę, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen W przypadku Sakramentu Małżeństwa znakiem nie jest ani welon, ani obrączka, ani wódka weselna z tasiemką... tylko właśnie współżycie małżonków (jeśli spełnia określona kryteria, bo inaczej jest po prostu zwykłym nierządem, czyli seksem).
nagrody, nagrody
gratuluję Panu Marszałkowi Markowi Jurkowi otrzymania tegorocznej włoskiej nagrody im. Giuseppe Sciacca!
Zaciekawił mnie patron nagrody i znalazłem na ten temat nawet informację. Dlaczego poczułem szczególną z nim łączność? Poczytajcie:
Nagroda Giuseppe Sciacca została ustanowiona w 2001 r. ku pamięci studenta architektury, który podczas swojego krótkiego życia charakteryzował się prawością i wielką szlachetnością wobec innych. Jednym z laureatów tej nagrody jest kard. Joseph Ratzinger, który otrzymał ją w 2005 r., a odbierał po wyborze na Stolicę Apostolską jako Benedykt XVI.
a co będzie jutro?
jutro będzie niedziela, Msza Święta, a o 15:00 wizyta w Wiedenau, domu Dzieła, gdzie odbędzie się Fest im Advent, czyli zjeżdżają się dzieciaki z rodzicami, ci którzy nie mają dzieci oraz ci, którzy jeszcze nie mają (pangruszka będzie chyba jedyny w tym gronie) i śpiewają sobie, i grają sobie tradycyjne adwentowe niemieckie songi, a potem zajadają się ciastkami, popijają je kawą, a o 18:00 uczestniczą w kaplicy w medytacji. Oj, będzie się działo!
artykulik
dla tych, którzy studiują w Warszawie, zamieszczam zwiastun mojego krótkiego artykuliku, który już niebawem ukaże się w Traktorze Królewskim (http://traktor.dobrze.org/)
Jak ja nie cierpię cierpieć!
Tego, że mało kto lubi cierpieć nie trzeba chyba udowadniać. Swoją drogą to dziwne – wszyscy bowiem cierpią bez wyjątku, wielu w rzeczywistości się w cierpieniu rozsmakowało, a niektórzy sobie nawet cierpień dokładają. O co chodzi? Tym razem raczej nie chodzi o pieniądze.(...)
proszę kupić Traktora, by przeczytać resztę.
myśl na dziś
By uniknąć rutyny w modlitwach ustnych, staraj się odmawiać je z tą samą miłością, z jaką po raz pierwszy oświadcza się zakochany... i jakby to była ostatnia okazja zwrócenia się do Pana.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 432
sobota, 8 grudnia 2007
[8 XII 2007] cz. 2 sobota - Święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
Autor:
Maciej Gnyszka
o
12/08/2007 10:39:00 PM
2
komentarze
czwartek, 22 listopada 2007
(22 XI 2007) czwartek, a wraz z nim św. Cecylia
arbiter arogantiarum
dziś pośrodowa refleksja natury ogólnej. Czy zdarza się w Polsce, wśród tych ponoć chamskich, wsiowych Polaków, by profesor w normalnych warunkach, widząc rysunek, który mu się nie poda, mówił, żeby nie przynosić mu takiego gówna? Są profesorowie wybitni, tzw. artyści, jak na przykład ci z ASP, od których na dzień dobry usłyszałem Spier*alaj (Michalski, pamiętasz?), ale tacy zwyczajni, którzy nie zaznaczają swojej wyjątkowości, tacy którzy chodzą w garniturach i są niezwykle eleganccy... Nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Do wczoraj.
Karta Praw Podstawowych
słyszałem, że Biskupi wydali po specjalnym posiedzeniu Episkopatu komunikat ws. Karty Praw Podstawowych. Zwrócili w nim uwagę na to, jak Karta traktuje definicję rodziny. A jak traktuje? Nadzwyczaj szeroko - rodziną może być cokolwiek, w duchu sławnego eseju prof. Ulricha Becka (nota bene guru Instytutu Socjologii, do którego obecnie chodzę we wtorki), który przyszłościową formę rodziny definiuje właśnie jako dobrowolne zrzeszenie n osób różnych płci. Esej Społeczeństwo ryzyka, był właśnie szeroko dyskutowany w Komisji Europejskiej, a informację tę zawdzięczam specjalistce w zakresie funduszy unijnych z IS UW, mgr Renacie Woch. Warto nadmienić, że Beck proponuje jeszcze aborcję, antykoncepcję i homoseksualizm jako formy wyzwolenia z tradycyjnych, opresyjnych ról społecznych. Pomysł tyleż makabryczny, co nie nowy - toż od 1917 roku w sowieckiej Rosji właśnie masowa aborcja, antykoncepcja oraz rozwody były środkami Sowieckiej Rewolucji Seksualnej, o czym w 2004 roku Tomasz Terlikowski napisał wspaniały, choć zupełnie przemilczany esej.
Jakie stąd płyną wnioski? Ano takie, że Karta Praw Podstawowych (ba! pomijająca prawo do życia przed narodzeniem), została sformułowana przez środowiska, które społeczeństwo, człowieka i rodzinę rozumieją w sposób do szpiku kości socjalistyczny, jeśli nie wręcz komunistyczny. Po drugie - obowiązująca w UE ideologia jest tej właśnie proweniencji. Po trzecie - sprzeciw wobec tej ideologii nie jest antyeuropejskością, lecz antyunioeuropejskościąwobecnymkształcie. Po czwarte - niestety wydaje się przesądzone odkąd mamy za sobą referendum akcesyjne, że jeśli cokolwiek zostanie nazwane jako antyeuropejskie, rozumiane jest w naszej ochlokracji jako głupie. Dlatego pewnie i Traktat Reformujący, nadający Wspólnocie Europejskiej osobowość prawną, czyli tworząc taki sobie Eurosojuz, zostanie przepchnięty nawet wówczas, gdy przejdzie propozycja organizacji referendum.
tajemnica tajemnic
dziś kolejny czwartek, a więc pora tajemnic światła Różańca Świętego. Wracając z PADOPLANU zacząłem odmawiaćc Różaniec, myśląc że i tym razem zapomnę którejś z wciąż dla mnie nowych tajemnic... a tu się nagle okazało, że już drugi raz tajemnica po tajemnicy, zdrowaśka po zdrowaśce, pangrzyzga mimowolnie i naturalnie, pamięta tajemnice i w ich rozważanie angażuje się całą duszą. W ogóle, jeśli chodzi o duszne sprawy ostatnio - sporo mam pracy, co zawsze cieszy, intensywny kontakt z Panem Bogiem.
dziennik Marszałka
wielką radością wczoraj, po cośrodowej korekcie z Baukonstruktion oraz potężnym, irracjonalnym pałowaniu na giełdzie, była dla mnie wizyta na Poczcie i odkrycie, że przesyłka, którą dostałem, zawiera nie dokumenty z banku, a dwa ostatnie numery Christianitas (http://www.christianitas.pl/)! Rzecz długo przeze mnie wyczekiwana - tym bardziej spowodowała moją radość! Ostatni numer w całości poświęcony liturgii tradycyjnej, ostatni natomiast - pośród eseistyki poruszającej szerokie spektrum tematów - zawiera także zapiski Marka Jurka z okresu od końca grudnia 2006 roku, aż do końca swojego marszałkowania. Lektura doprawdy wyborna, krzepiąca, dająca wgląd w okoliczności walki o zmianę Konstytucji, w dywersję całej sprawy ze strony środowiska PC w PiSie... Jak mówię - lektura krzepiąca i inspirująca, naprawdę polecam. Numer już chyba nie jest w sprzedaży w Empikach, ale za psie pieniądze można sobie fundnąć przez Pocztę.
Sam temat zmian w Konstytucji jeszcze będę na pewno na blogu poruszał - dziś tylko lekkie preludium. Co do samej osoby Marszałka i reszty PiSu. Kurczę, to jest naprawdę majstersztyk - uformować obraz medialny partii w istocie inteligenckiej (proszę pokazać mi drugą partię z taką ilością polityków ideowych, brylujących w świecie inteligencji, sypiących cytatami z klasyków myśli politycznej, często zapomnianych) jako partii buraków. A z drugiej strony uformować obraz partii zawierającej wielką ilość pseudokatolików, pragmatyków - jako partii ultrakatolickiej.
poza Jarosławem nie ma zbawienia (prawicy)?
dr Wielomski w polecanej przeze mnie ostatnio dyskusji, oraz dr Łuczewski (nie wiem na ile poważnie, znając jego skłonność do figlownictwa) wyrażają zgodnie opinię, iż poza Kaczyńskim - czy się go lubi, czy nie - nie ma szansy na silną prawicę. Pozwolę sobie z tą tezą się zgodzić, oraz nie zgodzić.
PiS w obecnym kształcie jest nie do przyjęcia ani dla katolika, ani dla konserwatysty, ani dla liberała (w klasycznym, actonowskim sensie). Jeśli uznajemy, że jest zbyt silna, by stworzyć dla niej prawicową konkurencję - musimy zając się przekształcaniem jej w kierunku prawicowym od wewnątrz. Tym zajmowało się środowisko Przymierza Prawicy od początku - bardzo dobrze. Doszło jednak do tego, że partia ta najwidoczniej uznała za pożądaną taką sytuację, w której nie spełniajać postulatów katolików, zmusi ich do głosowania na siebie (z braku alternatywy). Taka sytuacja jest niedopuszczalna - i należy albo wobec niej zaprotestować opuszczając pokład, albo pozostać, licząc na zmianę lidera i układu sił, godząc się przy tym na haniebne kompromisy. Jeśli tworzymy nową partię, opuszczając pokład - albo zmuszamy PiS do wewnętrznej reformy w pożądanym kierunku, albo prowokujemy konflikt o wartości, w wyniku którego to my je reprezentujemy. Marek Jurek wybrał opcję drugą i na jego miejscu zrobiłbym to samo. Być może ten krok będzie właśnie przysługą oddaną PiSowi, by wrócił na dobre tory. Jeśli nie - baba z wozu, koniom lżej - nie potrzeba nikomu pseudokatolików, bijącym katolicką pianę.
historia nauczycielką życia
warto jest poczytać zapiski Marka Jurka, warto jest zaangażować się w jakąkolwiek formę działalności publicznej, warto jest przed tym wszystkim poczytać nieco porządnych tekstów na temat polityki, na temat tego, co należałoby zmienić (tzn. najpierw zdefiniować cele, potem środki ich osiągnięcia). Dopiero potem zabierzmy się za głosowania, pisanie tekstów o polityce, dyskutowanie... Bo nagle się okaże, że większość twierdzeń, które dotąd były oczywiste, jest albo fałszywa, albo nieuzadadniona, albo też aby w nie wierzyć, trzeba być kompletnym durniem, który nie pamięta, co było wczoraj... Dobry przykład poniżej - komentarz któregoś z internautów na temat Rzeczpospolitej Irlandzkiej.
http://podatki.onet.pl/1,68,8,36416395,98720201,4230072,0,forum2.html
odbicie, czy zmiana trendu?
na GPW dziś dzień odbiciowy. Amerykanie świętowali Dzień Dziękczynienia, więc nie mieliśmy się czego bać ze strony giełd zza oceanu. Również Europa i świat nieco odżyły - nie wspominając o Japończykach, którzy podnieśli na duchu resztę świata po wczorajszych kiepskich zamknięciach w USA. Cieszą spore obroty na wielu spółkach, duże wzrosty w segmencie małych i średnich. Czas pokaże, czy mamy do czynienia z odbiciem przed makaryczną falą C, czy ze zmianą trendu... Miejmy nadzieję, że do stycznia będzie spokój - zarządzający funduszami inwestycyjnymi i asset management muszą pokazac dobre wyniki na koniec roku... Hie hie... Do roboty Panowie, pangrzyzga już się obkupił, teraz wy windujcie ceny!
dobry chłopak...
teledyski piosenek Kazika powalają na kolana, wiem to od dawna - dziś z kolei Tata Dilera. Aha, podzielę się pewną prognozą - otóż uważam, że w niedługim czasie (albo i długim, nieważne) Kazik ogłosi, iż przeszedł na katolicyzm.
W teledysku proszę zwrócić uwagę na Goebbelsa, Mussoliniego, Goeringa, Hitlera i Stalina. To nie jest tylko przeszłość. To także potencjalna przyszłość.
myśl na dziś
Depresja z tego powodu, że widzisz swoje wady, albo że inni je odkrywają, nie ma żadnych podstaw...
- Módl się o prawdziwą pokorę.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 262
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/22/2007 10:00:00 PM
4
komentarze
Etykiety: beck, christianitas, giełda, jurek, karta praw podstawowych, polityka, prawo i sprawiedliwość, społeczeństwo, staszewski, studiowanie
środa, 24 października 2007
[24 X 2007] środa, trochę weźmie, trochę doda
cena
obiecałem wczoraj napisać o cenie. Otóż, kierując się słynną analizą Hayeka (analiza ceny w ustroju socjalistycznym), skracając zagadnienie do rozmiarów bloga (który sam ma skłonności do tycia...), można powiedzieć następująco - cena ma w gospodarce rynkowej charakter informacyjny. To po pierwsze. Po drugie - wynika z wolnych interakcji aktorów rynku, jeśli rynkiem rządzi popyt, tj. ludzie są w stanie licytować się o dane dobro - wówczas ceny rosną. Jeśli rządzi podaż - wówczas ceny spadają, bo sprzedającym zależy na sprzedaniu dóbr jak najprędzej.
Co z tego wynika? Najpierw zdajmy sobie sprawę z tego, na czym polega ten charakter informacyjny. Ano, na tym on polega, że przedsiębiorca jest w stanie opracować strategię działania, tj. wie czego ludzie pożądają najbardziej, lokalizuje popyt. Wówczas może obrać dla siebie niszę rynkową, by zarobić na dostarczeniu bliźnim tego samego dobra, po niższej cenie. Natomiast bliźni jego, gdy widzą że ceny czegoś są za wysokie, wiedzą po prostu, że nie mogą sobie na to coś pozwolić. To jasne, ale wówczas mają także informację, że być może warto by się skrzyknąć i zacząć sprowadzać to dobro w większych ilościach, by nie tylko na tym zarobić (popyt jest widocznie niezaspokojony) ale mieć dla siebie. Jeśli natomiast nie może zrezygnować z tego dobra - wówczas albo bierze się za robotę, albo bierze kredyt i sam winduje cenę.
W tym układzie nikt nie traci - każdy sprzedaje tak, jak mu się opłaca. W sytuacji, gdy państwo zaingeruje w rynek, wówczas ludzie tracą sprzedając dobra poniżej progu opłacalności, irytują się, przestają produkować dobra, bo to przecież bez sensu. Efekt jest taki - że dobra albo tracą na jakości, albo w ogóle znikają z rynku. Państwo chciało pomóc, a wszystko zepsuło.
Dlatego też wiłem się mentalnie jak piskorz, słysząc wczoraj o tym, że kapitalizm powoduje taaaakie nierówności, a państwo powinno zapewnić cenę chleba na poziomie np. 1zł. Niestety, odezwać się nie mogłem, bo nie nadążyłem z czytaniem tekstów na zajęcia, a nie chciałem wyjść na lenia...
homo oeconomicus
obiecuję, że już nie będę pisał takich nudnych wpisów, obiecuję! Ale jeszcze jedna opowiastka. Jest sobie Londyn za czasów Thatcherowej. Chlebek kosztuje 1000 funtów (powiedzmy, podobno było bardzo źle!). Wielu bezrobotnych, czy robotnych, ale kiepsko zarabiających nie może chlebka kupić i go zjeść. Mają dwie opcje - albo umrzeć z głodu, albo protestować przeciwko cenom. Zapomnieli jednak o trzeciej opcji - wszak mogą sobie przypomnieć, że mają na strychu piecyk, na wsi wujka z młynem, itd. Albo wpaść na pomysł promowania ryżu zamiast chleba. Tak, czy siak - jeśli są rozumni, zaraz by się złożyli po 1000 funciaków ze skarpety, kupili stolik, rozłożyli się na nim i handlowali chlebkiem po 500 za sztukę. Po tygodniu nie nadążyliby ze produkcją. Po paru latach, Bill Gates wpraszałby się na obiadki...
USA
w USA dziś zabujało na parkietach. Merill Lynch stracił na operacjach na rynku hipotecznym ponad 8,2 mld dolarów, NASDAQ i S&P500 poleciały na kolana. Ciekawostka, można ją do rana obejrzeć na http://stooq.com/ zrobili podwójne denko i się odbili. Nerwy ze stali, pampersy z podwójną izolacją - takich rzeczy potrzeba na giełdzie w podobne dni... Proszę o gwarancję rządową, że jutro giełda nie pojedzie na południe, tj. spółki nie stanieją. Przecież idzie rząd fachowców - oni zawsze wiedzą co robić...
europejska Europa
kupiłem sobie przedwczoraj FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG, a wczoraj MUENCHNER MERKUR (Bernd napisał artykuł o świętości z okazji 1 listopada). Co czytam? Czytam, że nowy rząd będzie fajny, bo w końcu odobrażą się Rosjanie, Niemcy już nie będą miały problemów, a polityka zewnętrzna będzie proeuropejska.
Powiem tak: niewykluczone, że Rosja się ośmieli, Niemcy też. Wrócimy bowiem do czasów polityki zagranicznej między kolanami a brzuchem. Zamiast jasnej strategii i ambicji współtworzenia UE, będziemy słuchać popierdywania o partnerstwie, współpracy, europejskich partnerach. No, cóż - wykształciuszki na to lecą, bo to gładko i nowocześnie brzmi. Ja jednak pozwolę sobie powiedzieć, że obecny kształt i kierunek rozwoju UE wcale mi się nie podoba. Po drugie, wolałbym UE współtworzyć, niż odgrywać rolę zakompleksionego Polaczka, w imieniu którego elitarny emisariusz Komorowski, albo Tusk, przyjeżdża do Europy i prosi o wytyczne dla przystosowania się do europejskich standardów. Wolę partnerstwo, niż pokrywanie.
Proeuropejskie. Powariowanie semantyczne tu w Niemczech. Przymiotnik proeuropejskie znaczy po prostu prounioeuropejskiewparadygmacienowejlewicy. Posiadanie innego pomysłu na integrację Europy, niż zachodnia lewica, nie jest inną koncepcją europejskości, ale antyeuropejskością. Widziała pani taki czajnik?
skrajna prawica a lewica
a propos innych nieporozumień semantycznych. Nazewnictwo opcji politycznych jest tutaj przesunięte w prawo. Komuniści są socjalistami, socjaliści liberałami, prawica skrajną prawicą, natomiast liberałowie nie istnieją. Neonaziści niekiedy się przewijają - tych akurat nazywa się w Niemczech poprawnie.
Erlandia
No, to co? Od poniedziałku macie u siebie I Rzeczpospolitą Irlandzką? Huehuehue... Polecam link w komentarzu do wczorajszego posta. Duch w narodzie nie ginie - powstaje już humor o PO.
Jest jednak jedno ale - nie może się powtórzyć sytuacja z ostatnich dwóch lat, kiedy to opozycja zajmowała się głównie robieniem z siebie głupa (patrz cykl o śmiesznostkach IV RP), krytykowaniem wszystkiego co się rusza. Opozycja nie jest od tego, by podkładać świnie rządowi, tylko od tego, by działać dla dobra Polski, jeśli rząd nie chce. Nie można tego powtórzyć, byłoby to dziecinne. Mam nadzieję, że ci którzy teraz rządzą, zauważą że nie każdy zachowuje się jak on. Obiecuję - jaja będę sobie robił, gdy zasłużą - ale kiedy będzie trzeba chwalić, wtedy trzeba. Nie jest bowiem dla nikogo dobre, gdy z robienia jaj naraz robi się zbiorowa psychoza i owczy pęd i powszechny, nieuzasadniony pesymizm.
profesor
czy Radiosłuchacze też mieli wrażenie przez ostatnie parę tygodni, że prof. nzw. Władysław Bartoszewski, jest jedynym PROFESOREM w Polsce? Tak jak kiedyś o Arystotelesie pisało się per FILOZOF... Nic nie mam do pana Władysława, bardzo go lubię - śmieszy mnie tylko powszechne uwielbienie dla Bartoszewskiego i hołdy pod strzechami. Jeszcze o tym napiszę...
MJblog
Marek Jurek nie dostał się do Senatu. Ubolewam nad tym, jak nad osobistą porażką. Z tej okazji postanowiłem dziś odpalić stronę Marszałka, a stamtąd wszedłem na bloga. Blogów ogólnie nie lubię, bo są głupie i nudne, ale ten mnie urzekł. Co mogę powiedzieć? Ano to, że Marek Jurek musiał być moim idolem, zanim się urodziłem! http://blog.marekjurek.pl/ Aha, Marszałek nie ma u siebie na blogu reklam gugla, więc jak by się komuś coś spodobało, to można Marszałka nagrodzić przez moje ręce...
kto mię rentę wypłaci?
liberały z PO chcą zasabotować obniżkę składki rentowej. Hahahaha! Ktoś ma jeszcze złudzenia, że to partia liberalna? Ach, ten owczy pęd, to zbiorowe etykietowanie na podstawie sugerowanych wrażeń...
śmiesznosteczki IV RP - part. 2
pamiętacie, jak Marcinkiewicz został premierem rządu mniejszościowego? Miglance z telewizora rozdzierały wówczas szaty nad tym, że to tylko kukiełka, człowiek-reklama, spec od marketingu a nie kwestii merytorycznych, że ponadto Jarosław Kaczyński boi się odpowiedzialności za rządzenie, bo jest małym tchórzliwym kaczorkiem.
Nie minęło dużo czasu - Jarosław Kaczyński jest premierem i ogłasza nowe przyspieszenie. Larum! Psucie demokracji - dwaj bracia na najwyższych stanowiskach państwowych, hańba w Europie, jak można do tego dopuścić? Marcinkiewicz - biedny, wrażliwy intelektualista i fachowiec został wygryziony przez drapieżną kaczkę.
Dziś - Marcinkiewicz głównym specem w EBOiR, wielkim wspomożycielem PO, nie lada ekspertem.
Hahahahaha!
myśl na dziś
Radość jest nieuniknioną konsekwencją dziecięctwa Bożego, gdyż wiemy, iż nasz Ojciec-Bóg szczególnie nas kocha, przyjmuje nas, pomaga nam i wybacza.
Pamiętaj o tym dobrze i zawsze: choć czasami może ci się wydawać, że wszystko się wali - nic się nie wali, bo Bóg nie przegrywa bitew.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 332
!a to jest dziwoląg!
Autor:
Maciej Gnyszka
o
10/24/2007 09:55:00 PM
0
komentarze
Etykiety: ekonomia, giełda, iv rp, jurek, kaczyński, kapitalizm, marcinkiewicz, polityka, prof. bartoszewski, ue






