Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekonomia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2009

[17 III 2009] jak to mnie dżihad molestował!

emigranty
wczoraj doznałem gwałtu! Był to gwałt motywowany dżihadem! Tak, pangruszka, piewca twardej postawy wobec muzułmanów, spreader posłania gen. Pietrzyka, kpr Gnyszka, dowódca 122-mm haubicy samobieżnej 2S1 „Goździk” - ja padłem ofiarą gwałtu! Wczoraj.
Dzień zaczął się niewinne – spotkałem kolegów, którzy rozprawiali o tym, że w ich okolicy zbyt pewnie czują się emigranci z ośrodka dla uchodźców. Że zaczynają kraść, że w weekendy ciężko wykorzystywać nowiutkie boisko szkolne, a jeśli nie daj Bóg sfauluje się któregoś z czeczeńskich, albo afgańskich malców, zaraz podjeżdżają trzy beemki pełne tatusiów i wujków ze wschodnim akcentem. Co tu dużo gadać – mnie też nie podoba się to, że uchodźcy zajmują się w Warszawie handlem narkotykami, kradzieżami i prostytucją. Nie pracują, demolują ośrodki... tak, tak... to najprawdziwsza prawda. Przypominam film ze Szwecji, który ostatnio puszczałem na blogu. Można pomyśleć, że to odległa abstrakcja... obawiam się po tej rozmowie, że jesteśmy już o krok od tego typu zajść. Kurczę, czy nikt tego nie widzi...?
No, ale nic to. Koledzy troszkę się powściekali, młodzi są, licealiści – prawo wieku. Zaszedłem na zajęcia na socjologię, słucham przemiłego wykładu dra Chmielewskiego... notuję na laptopie... a tu nagle przychodzi zapytanie, czy chcę zapisać plik przesyłany mi przez Bluetootha. Zapisałem – okazało się, że to zdjęcie witryny sklepowej. Fajosko, choć nie wiem, kto mi to wysłał. Później drugi plik, tym razem odrzuciłem. Następnie ten sam nadawca wysyła mi coś na komórkę przez Bluetootha! Zaakceptowałem pobór pliku... ściągnął się... komórka ściszona... sprawdzam co to... a tu nagle jak nie zacznie się wycie, śpiewanie po arabsku, jakieś takie irackie, albo tureckie disco-polo, piosenka miłosna (Habibi, habibi – to po tamtejszemu „kochanie”)! Cała sala na panagnyszkie, cholerstwo nie chce się wyłączyć, dr Chmielewski (lubimy się jak mniemam obopólnie!) zaczyna się uśmiechać i żartować na temat dyskoteki, którą urządziłem... no wreszcie udało mi się wyłączyć! Na ekranie komórki arabskie napisy... a trzy ławki dalej siedzi spokojnie kolega rodem z Iraku, który do naszego roku dołączył w październiku. Polskiego nie kuma. Zalicza przedmioty na ładne oczka.
I tak sobie myślę – abstrahując już od tej afery z dzwonkiem w mojej komórce – kolegę lubię, czasem mu coś pomagałem w zrozumieniu ćwiczeń, rączkę sobie podajemy... ale przecieć Simon Mol też miał kolegów i koleżanki, a piloci-samobójcy z Al Kaidy wychowali się w USA. Pili codziennie kawkę ze Starbucks'a, donuta z Dunkin'a, mieli sąsiadów...

państwo jako sędzia piłkarski
tymczasem dokonałem epokowego odkrycia! Otóż, liberalna metafora państwa jako stróża nocnego nie nadaje się do niczego! Dziś budzi raczej politowanie i niechęć... bo niby co to jest ten stróż nocny? To dziś nic nie znaczy. Uważam natomiast, że pełna analogia zachodzi między liberalną wizją państwa, a postacią sędziego np. piłkarskiego. Państwo bowiem wg liberałów powinno być gwarantem zawierania umów i egzekucji nałożonych sankcji w ramach systemu prawnego (czyli reguł gry). Wypisz-wymaluj, sędzia piłkarski!

kredyty międzynarodowe poumarzać!
ta myśl nasunęła mi się na zajęciach z socjologii stosunków międzynarodowych. Z tego samego czasu pochodzi i inna obserwacja. Otóż... gdy mówi się o długach zaciąganych przez państwa, czyni się to zazwyczaj z tonem pogardy dla tych, którzy kredytu udzielili... i nie chcą go umorzyć! No, tak. Przyjmijmy, że nasz przyjaciel blogowy Bart potrzebuje tysiąca złotych dla podtrzymania płynności. Pangrzyzga leci od razu swej bratniej, choć lewicowej duszy na pomoc i pożycza kwotę. Następnie Bart mówi: „Dobra, ma być sprawiedliwość społeczna, więc się wal, nic Ci nie oddam”. Pangrzyzga traci ciężko zarobiony pieniądz, jest ograbiony. Złodziejstwo.
Toż samo przecież z państwami. Jeśli jedno pożycza drugiemu pieniądze, to owe pieniądze ma od swoich obywateli – jeśli dług jest umorzony, tracą obywatele. Obywatele są okradani! Chyba, że... ano właśnie! Chyba, że żyjemy w systemie fiducjarnym takim, jak ten dzisiejszy i pieniądz pochodzi z drukarki! Wówczas postać rzeczy jest nieco inna... oto bowiem ktoś pożycza komuś zadrukowany papierek, mówiąc, że on jest coś wart... a potem żąda zwrotu np. w postaci surowców. Bagsik by tego nie wymyślił!
Lektura dla chętnych:
„Ekonomia wolnego rynku” Rothbarda: Tom 1 , Tom 2 oraz Tom 3

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/17-iii-2008-wielki-poniedziaek.html

myśl na dziś
Jeżeli Pan wymaga od ciebie konkretnego apostolstwa, jak ten połów stu pięćdziesięciu trzech wielkich ryb — a nie innych — złowionych po prawej stronie łodzi. A ty mnie zapytujesz: Jak to jest, iż będąc rybakiem ludzi, żyjąc w kontakcie z wieloma kolegami, i wiedząc jasno, do kogo ma być zwrócone moje szczególne apostolstwo, nie łowię?... Brakuje mi Miłości? Brakuje mi życia wewnętrznego? Posłuchaj odpowiedzi z ust Piotra podczas innego cudownego połowu: "Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci". W imię Jezusa Chrystusa, zacznij od nowa. — Umocniony! Precz z tą gnuśnością!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 377




poniedziałek, 19 listopada 2007

[19 XI 2007] poniedziałek - wspomnienie bł. Salomei

jak ja lubię poniedziałki
dziś poniedziałek, jak łatwo się nie tylko domyślić, ale i dowiedzieć. Od rana na wydziale pangruszka przesiadywał na zajęciach, miał wyborną korektę u pewnego figlarnego profesora - dotyczącą przeprojektowywanego lofta. Później z Simonem robota nad modelem mostu, wcześniej zaś wizyta w sklepie modelarskim wraz ze znanymi jak na razie tylko z widzenia kolegami z grupy. Miło nam się porozmawiało - byli ciekawi, jak znajduję pobyt w Monachium... Hie hie... no, to się dowiedzieli - wieloaspektową diagnozę ciągnąłem chyba przez 15 minut. Z grubsza byliśmy zgodni w ocenie rzeczywistości. Jestem pod wrażeniem.
Robota z Simonem do wieczora, później na jednej nodze po zakupy i do domu, aż dotąd. Sporo roboty moi mili, a tydzień - ciężki, bo obfitujący w korekty i przeglądy - się dopiero zaczyna!

panikonowicz - pankononowicz
temat abstrakcyjny dziś tylko jeden. Proszę szanownego Państwa, w ramach krótkich lekcji ekonomii (a więc z grubsza nauki o tym, jak się społeczeństwa bogacą), prezentuję film znaleziony jak zwykle na youtube.com. Film prezentuje mojego antyulubieńca, człowieka strasznego, Piotra Ikonowicza z PPS, PD i innych czerwono-czerwonych formacji (a także, jak niesie tajemnica poliszynela, współwłaściciela pewnej snobistycznej restauracji na Rynku Starego Miasta...), na którym to filmie człowiek ów plecie trzy po trzy na tematy związane z ustrojem gospodarczym. Jako, że autor filmu zaopatrzył go w komentarz, sam się od niego powstrzymam, ale jeśli należałoby na blogu omówić pewne zagadnienia - czekam na propozycje!



Thomas E. Woods w Polsce
jak się dowiedziałem - do Polski przyjeżdża w grudniu prof. Thomas E. Woods. Postać godna uwagi z wielu względów, a wśród nich - znajomość Katolickiej Nauki Społecznej, przy równoczesnej znajomości ekonomii. Swoje refleksje zebrał w wybornej książce Kościół a rynek, którą jednak powinno się czytać po uprzednim przeczytaniu mojego wprowadzenia, którego jeszcze nie przepisałem na komputerek. W takim razie proponuję taki algorytm:

1/ wchodzimy na http://www.kapitalizm.republika.pl/woods_program.html albo http://www.pafere.org/pafere/ i patrzymy na program wizyty.

2/ jeśli jest coś w naszym mieście (Warszawa i Wrocław są na pewno w programie!) - wybieramy się na owo spotkanie.

3/ jeśli będzie możliwość kupna którejś z książek Woodsa - np. Kościół a rynek - kupujemy.

4/ książka idzie na półkę - czekamy na wprowadzenie od panagrzyzgi.

panlisicki i miglance
jak donosi Maciek Jaszczuk - mój umiłowany Wspólnik - Paweł Lisicki z Rzeczpospolitej zrobił ostatnio figla-migla. Na blogu zamieścił pochodzący ponoć z innej redakcji list agenta CBA, który uwiódł posłankę PO - Sawicką. Przednim żartem czuć na kilometr, a tu - jak się okazuje - miglance z miglancowsko-wykształciuchowskich mediów zrobiły z tego niusa i aferę! Hahahaha... Nie zdradzam szczegółów - w czytaniu linków zbyt wiele jest przyjemności -

blog Lisickiego: http://blog.rp.pl/blog/2007/11/16/pawel-lisicki-spowiedz-marka/
komentarz: http://new-arch.rp.pl/artykul/734798.html

cyborgi
ponoć chodzą słuchy, że ponoć jestem cyborgiem... Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

Łolstryt - ściana płaczu
posiadaczom akcji nie jest do śmiechu już od dłuższego czasu... Nie ma się co dziwić - konkurs kto sprzeda szybciej i taniej trwa w najlepsze. Problem w tym, że widmo tego, iż skończy się na recesji oraz bessie - jest coraz bardziej prawdopodobne. Co wtedy? Jak to w recesji - dziękujemy zwolennikom systemu fiducjarnego za koniec kolejnego cyklu ekonomicznego, najsłabsze firmy bankrutują, ludziom żyje się gorzej, troszkę więcej stresu przez najbliższe 3-5 lat, chyba że dłużej, pandonald pluje sobie w brodę, że nie chciał wcześniejszych wyborów gdy Jarosław chciał na przełomie 2005/2006, pangnyszka pluje sobie w brodę, że tu już płacic należy za grajków na weselu, a kasa leży zamrożona na parkecie, a końca bessy nie widać... W długim terminie - pangrzyzga cieszy się przez łzy, że jednak nie spękał i teraz jest właścicielem wiele wartych wirtualnych papierków wartościowych.
Zobaczcie na Amerykanów - wstydu nie mają, tak jest u nich codziennie. http://stooq.com/q/?s=s%26p500

co jutro?
jutro może być cienko z postem, więc proszę się mantalnie przygotować na fotoreportaż. Aha - klikniem, bo odwykniem!

myśl na dziś

Nie bądźcie ludźmi wielkiej aktywności i małej modlitwy.
św. Josemaria Escriva, Droga, 937

piątek, 16 listopada 2007

[16 XI 2007] piątek, ile dziś wspomnień!

wspomnienia
dziś wspomnienie za wspomnieniem! Proszę bardzo - obchodzimy i rocznicę poświęcenia bazylik św. Piotra i Pawła, Apostołów, Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia, oraz świętych Małgorzaty Szkockiej i Gertrudy, dziewicy! Uffff... a oprócz tego tajemnice bolesne Różańca! Jest o czym myśleć dzisiaj - oj, jest!

Lexus w garażu
halo wieża! Ogłaszam, że przystąpiłem do rywalizancji z moim instruktorem jazdy o to, kto pierwszy zarobi przez internet na samochód. Ja ciułam na Lexusa SL, el Roberto - na Marcedesa! Do klików przystąp, nie możem być gorsi.

podatek lyniowy i Belkowy
miały być cuda, a na razie tylko cudeńka. W rządzie fachowców główne fuchy dostali odpowiednio: offowy pisarczyk, działacz sportowy, starszy sikawkowy... Podatek liniowy oraz likwidacja podatku od zysków kapitałowych (podatek Belki) poszły się - za przeproszeniem - pitolić. Śmieszna sprawa z liniowym - pan Kalinowski, szara eminencja nowego rządu (pamiętacie tego lenia z rządu SLD-PSL?) powiedział, że tak naprawdę nowa ordynacja podatkowa wg projektu PiS (!), wprowadza podatek liniowy, bo z dwóch grup podatkowych, w pierwszej jest 99% podatników. Jakże to, jakże? To PiS to były liberały? Na gospodarce się znać mogli? Nieeee... niemożliwe. Proszę mi powiedzieć panie Kalinowski, jak to jest, to już nie mówimy, że to co było przez ostatnie 2 lata było tragedią?

artykulik ekonomiczny - zrób to sam
wpadłem na pomysł. Po tym, jak od jesieni 2005 uważnie przyglądałem się codziennym pokazom manipulacji medialnej, robienia z ludzi idiotów i lansowania bylejakich tez jako oczywistych, oraz po wyciągnięciu z tego praktycznych, technicznych wniosków, postanowiłem zaprezentować jak taki tekścik da się stworzyć, np. a propos bieżącej sytuacji ogólnogospodarczej.

- kim jesteśmy i dlaczego to robimy?
jesteśmy miglancami po dziennikarstwie, albo naukach politycznych, albo jakichś tam stosunkach międzynarodowych, wychowaliśmy się w uwielbieniu dla giganta intelektu Michnika i jego przydupasów, wiemy że Polacy to antysemici i świrnięte katole, wiemy że podatek liniowy to liberalizm, ale już likwidacja ZUSu i normalna prywatyzacja, to nie wiadomo co, ale na pewno nie liberalizm, wiemy też że ludzie dzielą się na oszołomów i na tych, których tak nie nazwano w Wyborczej, Newsweeku, Przeglądzie, Trybunie, lub Polityce, wiemy także że lustracja to pogarda człowieka i boks w szambie. Pracujemy w gazecie, telewizji, albo radiu, zarabiamy te 2000-4000 PLNów, a nasz szef ma kumpli w polityce i podobno w służbach. Jesteśmy młodzi, zdolni, wykształceni, umiemy ładnie tańczyć i nie lubimy moherów.

- krok 1
piszemy o tym, że PO doszła do władzy i wywołało to dramatyczne spadki na giełdzie. Na potwierdzenie tezy zapodajemy wykres, najlepiej indeksów mWIG40 albo sWIG80 (albo oba równocześnie) pokazujący, że odbicie po dołkach z sierpnia skończyło się z chwilą wygrania wyborów przez PO, oraz dla analfabetów zapodajemy tabelkę z ujemnymi stopami zwrotu najgorszych spółek za ostatni np. miesiąc (dla porównania dajemy dane z analogicznego okresu zeszłego roku, kiedy biły rekordy).

- krok 2
wywiad z panem Kaziem, emerytem z Sosnowca, który na giełdzie jest od 1991 roku i takiego wodospadu na parkiecie nigdy nie widział! Stracił właśnie 50% kapitału uciułanego przez ostatnich 16 lat, a tu niejaki Chlebowski na dodatek mówi, że nie zlikwidują podatku Belki. Niegodziwcy!

- krok 3
filmujemy wyglancowanego Zbigniewa Chlebowskiego, który mówi, że nici z likwidacji podatku od zysków kapitałowych. Zimne dranie! - ludzie tracą przez nich pieniądze, a ci jeszcze chcą podatek odprowadzać!

- krok 4
na dowód naszej tezy, którą teraz uogólniamy, zapraszamy do studio znanego ekonomistę, który akurat nie pije wódki z PO, ma z chłopakami nie po drodze i towarzysko, i czysto politycznie. Tytułujemy go profesorem, prezesem, albo kim tam jest (uwaga: nie per panie generale, to inna dziedzina!), facet w zamian bredzi o tym, że oni się wcale nie znają na gospodarce, świat się z nas śmieje i w ogóle będziemy tu mieli od jutra Afrykę do kwadratu. Naszego miglancusia filmujemy z paroma centymetrami pudru na twarzy, oraz w pięknym fraczku, koniecznie na niebieskim tle i z kryształową szklaniczką pełną wody. Jeśli zamieszczamy ripostę kogoś z rządu - fotka, albo nagranie, gdy jest spocony, albo zdenerwowany.

Gotowe. Później jeszcze trzeba zadzwonić do kumpli ze studiów, albo liceum, którzy siedzą po innych redakcjach, żeby pocytowali artykulik, faceta też zaprosili, bo to tęga głowa, mądry facet. Później w niusach, które pójdą do innych redakcji i kolejnych artykułach zacytujemy co celniejsze spostrzeżenia... i każdy już wie, że jest tragicznie, że zapaść mamy.

co za muzyka
w ten sposób gadali do mnie przez ostatnie dwa lata mądrale z radia i telewizji, i gazet, które czytać i oglądać przestałem. Gadaninę ową można zilustrować pięknym filmem, w którym główną rolę odgrywa muzyka... Muzyka ta męczyła panagrzyzgie gdy wracał dziś z pracy!



powiedzonka, powiedzonka
bardzo pouczające jest poznawanie zagranicznych powiedzonek. Uprawiam tę dziedzinę z wielką radością! Ostatnio się dowiedziałem, że Niemcy nie mówią, iż mają coś w d..., tylko że im to mija ową d...ę! Dobre, co? No, i nie mówią, że ktoś kręci lody.

dowcipasek
- Dlaczego hakerzy nie atakują serwerów Agory?
- Bo myślą, że Adam Michnik, to to samo co Kevin Mitnick.

----------------------
Hahahahaha! Dobre, co? Ojej, ja to jestem, nawet zmęczony zachowuję wysoce wydestylowane i figlarne poczucie humoru!

kto nie chciał dać wódeczki?
wiadomość z ostatniej chwili - minister bez teki w nowym rządzie, niejaki pan Derdziuk - nie chciał dać Kazikowi Staszewskiemu wódki w latach osiemdziesiątych! Skandal. Na szczęście Kazik opisał wszystko w piosence KNŻ-u na mojej ulubionej płycie tej formacji, pt. Las maquinas de la muerte, posłuchać można na: http://www.tvn24.pl/-1,1528735,wiadomosc.html dziękuję Karolowi, który zwrócił mi na to uwagę.

Swoją drogą, gdy mianowano ministrów w poprzednim rządzie, media larum grały, że Kaczory robią synekury dla swoich kumpli. Pan Donek ma teraz ministrów bez teki - wszyscy się cieszą. A zaraz, a ta elitarna młodzież, co to zna języki, jest zdolna i wykształcona, otwarta na świat i głosowała oczywiście na PO, co na to powie? Nic nie powie, bo nie ma nic do powiedzenia - król jest nagi, a owa mityczna młodzież... ech... nie chcę wyszukiwać oględnych określeń, więc zamilknę.

wierszydełko

wznocnienie

Katowice szkocką kratą
wyznaczone dym się nad nimi unosił
gdy przyjechaliśmy

spodek już przycumował
wielką przyssawką trzymał się ziemi
a kafelkiem barierki
ogromny betonowy beret
jejku, tata ale że to się wszystko w ogóle trzyma
aaaaa, no musi, pan dobrze policzył to musi
się trzymać

bloki ubrały się w szkocką kratę okien
i pilśniowych ozdóbek
wąsy taty wtopiły nas
w śląskie otoczenie

po dniu była noc gdy dziadek umierał
zanim zasnąłem
modliłem się o jego zdrowie
o to by poskręcane żyły na skroniach
populsowały jeszcze
by brwi się żołniersko krzaczyły

zanim taty wąsy
bezgłośnie i modlitewnie się ruszały
wykąpały się w oleju
który jak koronkowe falbanki otaczał szprotki w ich blaszanej trumience

za dwa dni całowałem dziadka
po zimnych różańcowych paluszkach

myśl na dziś
Spraw, bym był świętym, mój Boże, chocbyś musiał używac kija. Nie chcę byc przeszkodą dla Twojej woli. Chcę jej odpowiadac, chcę byc wielkodusznym... Lecz czy moje pragnienie jest poważne?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 391

piątek, 26 października 2007

[26 X 2007] piątek. Pan Jezus umarł

ogłoszenie niedrobne
moi Drodzy i Kochani! Po tym, jak wczoraj napisałem posta długości gazety, tj. takiej długości tekstu, jakiej nie posiada większość firm na swoich stronach, uznałem podać do publicznej wiadomości, co następuje:
w związku z tym co wyżej, oraz tym, że popyt na bloga panagrzyzgi w niezrozumiały sposób rośnie (w Irlandii wszystko rośnie!), oraz w związku z tym, że pewnie nikomu takich długich głupotek nie chce się czytać, oraz mając na uwadze ograniczone zasoby czasowe panagrzyzgi, oświadcza się iż odtąd posty panagrzyzgowe nie będą rekordowo długaśne.

maile od Radiosłuchaczy
nie uwierzycie, ale od zawsze dostaję dużo maili. Sęk w tym, że teraz dostaję ich więcej. Aby niektóre się nie powtarzały, postanowiłem na jednego - niezwykle inspirującego - odpisać. Nazwisko do wiadomości redakcji. Kursywa - tekst maila, normalny - pangruszka.

Przeczytałem Twojego bloga i...
... w większości się zgadzam, a czasem nie. Jesteś raczej inteligentnym gościem. Wyglada na to, że i prawym.

Autor dał się ponieść emocjom, jeśli chodzi o komplementy, wobec tego sprostuję - nie jestem zbyt kumaty, a jeśli chodzi o prawość, to jej poziom każe mi codziennie modlić się o własne zbawienie...

Zależy mi na Twojej szczerej odpowiedzi -
1.Z jakiego powodu głosowałeś na UPR?

Głosowałem na UPR z kilku powodów. Primo, nie chciałem na PO, bo nie odpowiadają mi ważni ludzie w niej, oraz program, który głosi. Secundo, nie chciałem na PiS, bo nie odpowiadają mi niektórzy ważni ludzie w nim, oraz program, który głosi. O LiD, PSL, PPP, PK i innych kreaturach nie wspominam. Tertio, na UPR głosowałem dlatego, że odpowiada mi program, który głosi, oraz ludzie którzy w jej skład wchodzą (choć nie wszyscy - nie ma to jednak przełożenia na kwestie programowe, jak w przypadku PO i PiS, gdzie obecność pewnych osób oznacza brak działań w sferach, które mnie interesują). Po prostu.

2. Czy sądziłeś, że dostaną się do sejmu?

Tak. Rozwinę, żeby nie było tak łyso. Sądziłem, że się dostaną dzięki wspólnej liście z LPR i PR (tej drugiej też kibicowałem!). To bowiem przełożyło się na większe - niejako wymuszone - zainteresowanie mediów. Inna sprawa - ogromna mobilizacja kampanii w internecie. Obejrzyjcie sobie www.upr.org.pl jaki tam zapał i optymizm panował/panuje!

To nie są pytania złośliwe. Pytam, bo chcę wiedzieć.Głosowałem na PIS. Liberałów się boję.

Ja się liberałów nie boję, poza tymi liberałami, których wykształcony człowiek powinien nazywać libertynami. Cóż, jeśli na Zachodzie uważa się, że np. Daniel Cohn-Bendit i jego kumpel - Adam Michnik, to liberałowie, to ja takich liberałów się boję. Facetom marzy się socjalizm, nowa rewolucja seksualna, przymus intelektualny i poprawność polityczna. Takich bym się bał.

Piękny scenariusz ułożyłeś z powstaniem piekarni z czasów Teacherowej. Ale żeby Ci wyszło zrobiłeś sobie kilka /pasujących do założonego rozwoju sytuacji/ założeń.

Jasna sprawa - gdybym historyjkę chciał opowiedzieć w całości, wyszłaby książka pt. "Ekonomia". Przy okazji, polecam "Economy in one lesson" noblisty, Henry'ego Hazzlita. Poza tym, nasuwa mi się skojarzenie z tekstem twórcy którejś z amerykańskich fundacji na rzecz wolnego rynku. Tekst mówi o powstawaniu ołówka z gumką. Ma ponad dwadzieścia stron, które uwidaczniają, ile osób, ile myśli i wynalazków z całego świata trzeba, by wyprodukować jeden marny ołóweczek...

A jeśli ci bezrobotni nie posiadają piecyka, albo 1000 funtów w skarpetce...Słyszałem wiele tego typu historyjek. Schemat jest podobny: jest dobrze, potem zmienia się sytuacja i jest źle, no to wówczas ludek okoliczny główkuje, wpadają na pomysł, znajdują środki (w cudowny sposób) i jest OK.

W porządku, wówczas idą sobie do fundacji prowadzonej akurat przez jakiegoś katolickiego bogacza, któremu państwo nie odbiera środków na filantropię, mówią mu że mają patent na tani chlebek i mamy spółkę typu joint venture. Żarty żartami, ale Panowie owi mogą się w końcu zatrudnić (chyba że Państwo chcąc ich ratować podniosło płacę minimalną, wtedy nikt ich nie zatrudni...). Ba, mogą przecież stać się staczami kolejkowymi za chlebem, itd. Możliwości jest pięćset tysięcy miliardów!
Jednakże, warto byłoby się też zastanowić dlaczego chleb zdrożał. Zdrożał albo dlatego, że była klęska żywiołowa i nie ma pszenicy - wówczas nawet jeśli rząd ureguluje cenę, okradając producentów, chleba nie przybędzie. A jeśli nie klęska, to po prostu mamy do czynienia z kartelem piekarzy, który należy rozbić albo administracyjnie, albo nieadministracyjnie w taki sposób, że nagle wchodzi na rynek piekarnia z Polski, której opłaca się przewozić pieczywko w polonezach i sprzedawać o połowę taniej. Wówczas kartel się rozpada, bo jego członkowie tracą klientów nader szybko.

Albo w drugiej wersji (ta bardziej mi się podoba) dzielą się zadaniami i zaczyna być dobrze.

No, nie musi być dobrze, bo jeśli się podzielą tak, że jeden kupuje wińsko, drugi zbiera datki, trzeci stoi za winklem, to sytuacji swojej nie poprawią...

Ale historia pokazuje, że istnieją takie trutnie, że nie chcą myśleć; albo takie tępaki co nie wpadną na pomysł; albo takie palanty, że nie zgromadzili w skarpetce nic; albo, tacy co o siebie nie dbali i teraz chorują i nie mogą pracować; albo itd. Zawsze tacy byli, zawsze tacy gdzieś są i zawsze tacy będą. Skąd wiem? z Ewangeli: "...biednych zawsze mieć będziecie miedzy sobą..." - wówczas, gdy jeden gorliwy apostoł chciał sprzedać naczynia a pieniądze rozdać. I co z takimi zrobić? Jest rydzyko, że ci mądrzejsi nie koniecznie będą chcieli wspierać tych mniej mądrych.

Jasne że tacy byli, są i będą, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Dlaczego jednak to Państwo ma się o nich zatroszczyć? Dlaczego mam wpłacać 100zł na biednych Państwu, które biednym da 9zł, zabierając po drodze na panią Zosię zza biurka, na to i na tamto? Wolę dać prywatnej fundacji, czy samemu komuś pomóc, bo: po pierwsze będzie to skuteczniejsze, po drugie zaś - dam dobre świadectwo, po trzecie - będę czuł solidarność z biednymi, będę mógł im rzeczywiście pomagać, poznać ich życie, wreszcie - doskonalić się w co najmniej kilku cnotach. A co się dzieję, gdy daję to w podatku? Ani oni za dużo z tego nie mają, ani ja nie nabieram niczego innego, jak przekonania, że czego mi tu jeszcze łażą po ulicach i żebrzą, skoro już dałem! Warto zaznaczyć, że po wprowadzeniu w XIX w. podatku na biednych w Anglii, skokowo spadł poziom zwyczajowej dobroczynności...
Zresztą, gdyby wszystko było dobrze, to nie istniałoby tyle fundacji prywatnych, bo Państwo wszystkiemu by sprostało.
Wracając do Ewangelii - Apostołowie pomagali sami, nie oddawali tego obowiązku Państwu.

Dobić, zostawić, wprowadzić podatki zdrowotne, ubezpieczeniowe, chorobowe i emerytalne? Ułóż scenariusz dla takiej sytuacji, wujku Dobra Rado /motyla noga!/

Kto mówi o dobijaniu, zostawianiu? Podatek zaś najlepiej zlikwidować, bo niczego dobrego płacącym nie przynosi. Już lepiej wpłacać co miesiąc równowartość składek na Otwarte Konto Oszczędnościowe w ING - więcej na tym zyskamy na czarną godzinę. Chcę także zwrócić uwagę na to, że kiedyś ludzie się ani nie ubezpieczali, ani nic, a jak ktoś zachorował, zaraz sąsiedzi spieszyli z pomocą, datki w parafii zbierali, rodzina robiła zrzutę. A teraz jest jak? Tak samo, bo pieniądze, które oddało się Państwu leżą u krawaciarza w kieszeni, który co cztery lata mówi o wrażliwości społecznej.

Obym nie był źle zrozumiany: tępakiem można zostać np. w sytuacji, gdy rodząca matka nie ma kasy dla lekarza położnika i ten nie dość się przyłoży do swojego zadania i dziecko rodzi się z zespołem Downa i mądre nie jest.

Jasne. Widzisz, tylko że jeśli lekarz jest państwowy, to matce bez łapówki i tak spitoli poród. A tak - matka nie płaciłaby żadnej składki, oszczędziła sobie na poród, zapłaciła tyle ile usługa jest rzeczywiście warta (bez wyzyskiwania lekarza na państwowym kontrakcie) i wszyscy, łącznie z dzidziusiem, którego nikt by nie tarmosił - byliby zadowoleni.

Jest ryzyko (już bez "d"),że mój mail jest pierwszy i od razu taki atak. Nie jest tak: Twój blog mi się podoba, nie trać nadziei...

Nie tracę nadziei, to ważna cnota! Poza tym, bardzo dziękuję za maila i odsyłam do innych stron na ten temat. Jeśli chodzi o zagadnienie wolny rynek a Kościół, polecam dorobek Instytutu Actona www.acton.org i nie tylko... ale to już mailowo!

co to jest dziś?
dziś jest dzień, w którym byłem dwukrotnie w pracy, naharowałem się przy porządkowaniu i ewidencjonowaniu rysunków i opisów technicznych do tej inwestycji pod Koszalinem (jestem pod wrażeniem złożoności projektu, jak i samej dokumentacji), byłem na zajęciach, w Polskiej Misji Katolickiej... oczywiście Skype też był w użyciu, tym razem też z Rodzicami Oleńki i Oleńką, którzy towarzyszyli mi przy robieniu racuchów na kolację. Rano natomiast oddałem dowód wpłaty, żeby mię tu nie wyeksmitowali - miałem wpłacić do dziś. Dziś też, jakiś czas temu, umarł Pan Jezus. Tajemnice bolesne Różańca. Kto ma - niech chwyta i odmawia, październik się kończy!

wierszydełko
miało być krótko, a nie jest! Mam pytanie, jak miewa się wielka fanka panagrzyzgowej poezji, Edyta D******a z miasta Wrocławia?
Krótkie wierszydełko zatem:

Ciepły rosół z okami
O, dokładnie tutaj
znalazłem niebieskiego pana Moniuszkę
na trawie
Teatrem Wielkim do dołu

okienne kwadraty
monumentalne
poprzetykane zielonymi panelami
kryły za sobą figury w pasiastych piżamkach
pijące soki
i sikające kaczuszce do dzióbka

oj tato kiedy wyjdzie mama

czy ciocia musiała umrzeć?
przecież piła dobry rosół

myśl na dziś
jak zauważyło sokole oko czytelnika, ostatnio św. Josemaria Escriva pisze o dziecięctwie Bożym. Dziś nie inaczej - w najbliższym czasie w rubryce będziem ciągnąć temat!

Uprzytomnij Jezusowi, że jesteśmy dziećmi. A ileż trudu kosztuje dzieci - małe i proste - pokonanie jednego stopnia! Oto próbują, zdawałoby się, nadaremnie, wreszcie wdrapały się, teraz jeszcze jeden stopień. Rączkami i nóżkami, wysiłkiem całego ciała, osiągają kolejne zwycięstw: jeszcze jeden schodek. I znowu. Co za wysiłek! Pozostało jeszcze tylko parę stopni... ale wtedy, jeden niezdarny ruch i bęc!... na dół. Całe potłuczone, zalane łzami, biedne dziecko zaczyna znowu wchodzić do góry.
Tak też dzieje się z nami, Jezu, kiedy zdajemy się tylko na siebie. Weź nas w swoje czułe ramiona jak wielki i dobry Przyjaciel dziecka. Nie opuszczaj nas, zanim nie wgramolimy się na górę; a wtedy - ach, wtedy! - potrafimy odwzajemnić Twoją łaskawą miłość z dziecięcą odwagą, mówiąc Ci, słodki Panie, że wśród śmiertelnych ludzi, za wyjątkiem Maryi i Józefa, nie było i nie będzie nikogo - choć niemało było prawdziwych szaleńców - kto by Cię kochał tak, jak ja Cię kocham.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 346

środa, 24 października 2007

[24 X 2007] środa, trochę weźmie, trochę doda

cena
obiecałem wczoraj napisać o cenie. Otóż, kierując się słynną analizą Hayeka (analiza ceny w ustroju socjalistycznym), skracając zagadnienie do rozmiarów bloga (który sam ma skłonności do tycia...), można powiedzieć następująco - cena ma w gospodarce rynkowej charakter informacyjny. To po pierwsze. Po drugie - wynika z wolnych interakcji aktorów rynku, jeśli rynkiem rządzi popyt, tj. ludzie są w stanie licytować się o dane dobro - wówczas ceny rosną. Jeśli rządzi podaż - wówczas ceny spadają, bo sprzedającym zależy na sprzedaniu dóbr jak najprędzej.
Co z tego wynika? Najpierw zdajmy sobie sprawę z tego, na czym polega ten charakter informacyjny. Ano, na tym on polega, że przedsiębiorca jest w stanie opracować strategię działania, tj. wie czego ludzie pożądają najbardziej, lokalizuje popyt. Wówczas może obrać dla siebie niszę rynkową, by zarobić na dostarczeniu bliźnim tego samego dobra, po niższej cenie. Natomiast bliźni jego, gdy widzą że ceny czegoś są za wysokie, wiedzą po prostu, że nie mogą sobie na to coś pozwolić. To jasne, ale wówczas mają także informację, że być może warto by się skrzyknąć i zacząć sprowadzać to dobro w większych ilościach, by nie tylko na tym zarobić (popyt jest widocznie niezaspokojony) ale mieć dla siebie. Jeśli natomiast nie może zrezygnować z tego dobra - wówczas albo bierze się za robotę, albo bierze kredyt i sam winduje cenę.
W tym układzie nikt nie traci - każdy sprzedaje tak, jak mu się opłaca. W sytuacji, gdy państwo zaingeruje w rynek, wówczas ludzie tracą sprzedając dobra poniżej progu opłacalności, irytują się, przestają produkować dobra, bo to przecież bez sensu. Efekt jest taki - że dobra albo tracą na jakości, albo w ogóle znikają z rynku. Państwo chciało pomóc, a wszystko zepsuło.
Dlatego też wiłem się mentalnie jak piskorz, słysząc wczoraj o tym, że kapitalizm powoduje taaaakie nierówności, a państwo powinno zapewnić cenę chleba na poziomie np. 1zł. Niestety, odezwać się nie mogłem, bo nie nadążyłem z czytaniem tekstów na zajęcia, a nie chciałem wyjść na lenia...

homo oeconomicus
obiecuję, że już nie będę pisał takich nudnych wpisów, obiecuję! Ale jeszcze jedna opowiastka. Jest sobie Londyn za czasów Thatcherowej. Chlebek kosztuje 1000 funtów (powiedzmy, podobno było bardzo źle!). Wielu bezrobotnych, czy robotnych, ale kiepsko zarabiających nie może chlebka kupić i go zjeść. Mają dwie opcje - albo umrzeć z głodu, albo protestować przeciwko cenom. Zapomnieli jednak o trzeciej opcji - wszak mogą sobie przypomnieć, że mają na strychu piecyk, na wsi wujka z młynem, itd. Albo wpaść na pomysł promowania ryżu zamiast chleba. Tak, czy siak - jeśli są rozumni, zaraz by się złożyli po 1000 funciaków ze skarpety, kupili stolik, rozłożyli się na nim i handlowali chlebkiem po 500 za sztukę. Po tygodniu nie nadążyliby ze produkcją. Po paru latach, Bill Gates wpraszałby się na obiadki...

USA

w USA dziś zabujało na parkietach. Merill Lynch stracił na operacjach na rynku hipotecznym ponad 8,2 mld dolarów, NASDAQ i S&P500 poleciały na kolana. Ciekawostka, można ją do rana obejrzeć na http://stooq.com/ zrobili podwójne denko i się odbili. Nerwy ze stali, pampersy z podwójną izolacją - takich rzeczy potrzeba na giełdzie w podobne dni... Proszę o gwarancję rządową, że jutro giełda nie pojedzie na południe, tj. spółki nie stanieją. Przecież idzie rząd fachowców - oni zawsze wiedzą co robić...

europejska Europa
kupiłem sobie przedwczoraj FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG, a wczoraj MUENCHNER MERKUR (Bernd napisał artykuł o świętości z okazji 1 listopada). Co czytam? Czytam, że nowy rząd będzie fajny, bo w końcu odobrażą się Rosjanie, Niemcy już nie będą miały problemów, a polityka zewnętrzna będzie proeuropejska.
Powiem tak: niewykluczone, że Rosja się ośmieli, Niemcy też. Wrócimy bowiem do czasów polityki zagranicznej między kolanami a brzuchem. Zamiast jasnej strategii i ambicji współtworzenia UE, będziemy słuchać popierdywania o partnerstwie, współpracy, europejskich partnerach. No, cóż - wykształciuszki na to lecą, bo to gładko i nowocześnie brzmi. Ja jednak pozwolę sobie powiedzieć, że obecny kształt i kierunek rozwoju UE wcale mi się nie podoba. Po drugie, wolałbym UE współtworzyć, niż odgrywać rolę zakompleksionego Polaczka, w imieniu którego elitarny emisariusz Komorowski, albo Tusk, przyjeżdża do Europy i prosi o wytyczne dla przystosowania się do europejskich standardów. Wolę partnerstwo, niż pokrywanie.
Proeuropejskie. Powariowanie semantyczne tu w Niemczech. Przymiotnik proeuropejskie znaczy po prostu prounioeuropejskiewparadygmacienowejlewicy. Posiadanie innego pomysłu na integrację Europy, niż zachodnia lewica, nie jest inną koncepcją europejskości, ale antyeuropejskością. Widziała pani taki czajnik?

skrajna prawica a lewica
a propos innych nieporozumień semantycznych. Nazewnictwo opcji politycznych jest tutaj przesunięte w prawo. Komuniści są socjalistami, socjaliści liberałami, prawica skrajną prawicą, natomiast liberałowie nie istnieją. Neonaziści niekiedy się przewijają - tych akurat nazywa się w Niemczech poprawnie.

Erlandia
No, to co? Od poniedziałku macie u siebie I Rzeczpospolitą Irlandzką? Huehuehue... Polecam link w komentarzu do wczorajszego posta. Duch w narodzie nie ginie - powstaje już humor o PO.
Jest jednak jedno ale - nie może się powtórzyć sytuacja z ostatnich dwóch lat, kiedy to opozycja zajmowała się głównie robieniem z siebie głupa (patrz cykl o śmiesznostkach IV RP), krytykowaniem wszystkiego co się rusza. Opozycja nie jest od tego, by podkładać świnie rządowi, tylko od tego, by działać dla dobra Polski, jeśli rząd nie chce. Nie można tego powtórzyć, byłoby to dziecinne. Mam nadzieję, że ci którzy teraz rządzą, zauważą że nie każdy zachowuje się jak on. Obiecuję - jaja będę sobie robił, gdy zasłużą - ale kiedy będzie trzeba chwalić, wtedy trzeba. Nie jest bowiem dla nikogo dobre, gdy z robienia jaj naraz robi się zbiorowa psychoza i owczy pęd i powszechny, nieuzasadniony pesymizm.

profesor
czy Radiosłuchacze też mieli wrażenie przez ostatnie parę tygodni, że prof. nzw. Władysław Bartoszewski, jest jedynym PROFESOREM w Polsce? Tak jak kiedyś o Arystotelesie pisało się per FILOZOF... Nic nie mam do pana Władysława, bardzo go lubię - śmieszy mnie tylko powszechne uwielbienie dla Bartoszewskiego i hołdy pod strzechami. Jeszcze o tym napiszę...

MJblog
Marek Jurek nie dostał się do Senatu. Ubolewam nad tym, jak nad osobistą porażką. Z tej okazji postanowiłem dziś odpalić stronę Marszałka, a stamtąd wszedłem na bloga. Blogów ogólnie nie lubię, bo są głupie i nudne, ale ten mnie urzekł. Co mogę powiedzieć? Ano to, że Marek Jurek musiał być moim idolem, zanim się urodziłem! http://blog.marekjurek.pl/ Aha, Marszałek nie ma u siebie na blogu reklam gugla, więc jak by się komuś coś spodobało, to można Marszałka nagrodzić przez moje ręce...

kto mię rentę wypłaci?
liberały z PO chcą zasabotować obniżkę składki rentowej. Hahahaha! Ktoś ma jeszcze złudzenia, że to partia liberalna? Ach, ten owczy pęd, to zbiorowe etykietowanie na podstawie sugerowanych wrażeń...

śmiesznosteczki IV RP - part. 2
pamiętacie, jak Marcinkiewicz został premierem rządu mniejszościowego? Miglance z telewizora rozdzierały wówczas szaty nad tym, że to tylko kukiełka, człowiek-reklama, spec od marketingu a nie kwestii merytorycznych, że ponadto Jarosław Kaczyński boi się odpowiedzialności za rządzenie, bo jest małym tchórzliwym kaczorkiem.
Nie minęło dużo czasu - Jarosław Kaczyński jest premierem i ogłasza nowe przyspieszenie. Larum! Psucie demokracji - dwaj bracia na najwyższych stanowiskach państwowych, hańba w Europie, jak można do tego dopuścić? Marcinkiewicz - biedny, wrażliwy intelektualista i fachowiec został wygryziony przez drapieżną kaczkę.
Dziś - Marcinkiewicz głównym specem w EBOiR, wielkim wspomożycielem PO, nie lada ekspertem.
Hahahahaha!

myśl na dziś
Radość jest nieuniknioną konsekwencją dziecięctwa Bożego, gdyż wiemy, iż nasz Ojciec-Bóg szczególnie nas kocha, przyjmuje nas, pomaga nam i wybacza.
Pamiętaj o tym dobrze i zawsze: choć czasami może ci się wydawać, że wszystko się wali - nic się nie wali, bo Bóg nie przegrywa bitew.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 332


!a to jest dziwoląg!

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO