Pokazywanie postów oznaczonych etykietą political-fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą political-fiction. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2009

[12 III 2009] śmierć przydupasom, czyli niekrótka tyrada przeciw klientelizmowi (cz. 1)

ratujta sześciolatki
no, i Prezydent zawetował ustawę o obniżeniu obowiązkowego wieku poboru szkolnego. Bardzo mi miło, ale lepiej byłoby, gdyby Pan Prezydent czytał gnyszkobloga uważniej – tzn. nie wystarczy ustawę zawetować, trzeba to jeszcze poprawnie uzasadnić. Tymczasem Lech Kaczyński mówi, że ustawę zawetował ze względu na nieprzygotowanie infrastrukturalne polskich podstawówek. Hola, hola... albo to jest zmyłka dla publiki (wówczas od biedy można Kaczyńskiego pochwalić), albo nasz Profesor rzeczywiście w to wierzy. Wówczas możemy uśmiechnąć się z politowaniem.
Dlaczego? Ano dlatego, że konserwatysta powinien sprzeciwić się ustawie z innych pobudek – ideowych. Nie jest w interesie rodziny jej rozbijanie poprzez poddawanie o rok wcześniej obowiązkowi szkolnemu i urzędowemu praniu mózgu dzieci! To po pierwsze. Po drugie zaś – miałoby się to odbywać pod przymusem, co koliduje z kolei z umiłowaniem wolności obywatelskiej. Jednym słowem – Prezydent ma na biurku ustawę zgoła faszystowską, słusznie jej nie kontrasygnuje... a potem mówi, że nie zrobił tego... bo prawa nie dałoby się idealnie wprowadzić. Wolne żarty!

poza tym... popuśćmy wodze fantazji!
jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której cała akcja Ratujmy Maluchy! byłaby sterowana. Dlaczego nie? Skutek, jaki dzięki temu władza by odniosła byłyby bardzo dobre – społeczeństwo odczułoby własną podmiotowość, poczucie wpływu na rzeczywistość, rząd nie musiałby się kompromitować brakiem pieniędzy i kadr, równocześnie nie musiałoby świecić oczami przed brukselskimi kacykami... a sprawa przeszłaby parę lat później – wszak wszyscy byliby już „przekonani”, że jedynym zarzutem wobec pomysłu był brak realności.
No, to tyle rozumowania na zasadzie „qui bono?”, która ma oczywiście ograniczoną skuteczność, toteż powyższych uwag nie należy brać zupełnie na serio – jest bowiem wiele koherentnych ciągów rozumowania, które nie muszą być prawdziwe.

TP chyli się...
ku upadkowi! Nie chodzi bynajmniej o Telekomunikację Polską SA, lecz o „Tygodnik Powszechny” - krakowskie piśmidełko dla postkatolickiej postinteligencji. Upadek TP obserwowałem od wielu lat – a czytać zacząłem już w wieku lat piętnastu. Już wtedy od czasu do czasu zdarzały się wyskoki np. Józefy Hennelowej nt. aborcji. Ale co tam – zgodnie z uwagą prof. Legutki o wielkiej popularności owczego pędu wśród tzw. intelektualistów – uważałem, że tak najwidoczniej być musi. Tzn. wyobrażałem sobie, że rzecz się ma w taki sposób: jest sobie Kościół oficjalny, reprezentowany przez Papieża i Kurię Rzymską, ten który musi mówić tak-a-tak, no i ten nasz, inteligencki – mamy paru swoich biskupów, którzy czają bazę, paru jest głupkowatych, ale... bądź co bądź, Papież i tak wie o co biega i prędzej czy później będzie krakał, jak „nasi”. No, bo wicie, rozumicie, ci „nasi”, to z Papieżem na kajaki jeździli i z nim obiady raz do roku jedzą, więc ten, no... rozumicie! Prawda je po naszej stronie.
No, i za którymś razem już tego nie przełknąłem i z Tygodnikiem się rozstałem. Aż do ostatniego tygodnia, kiedy to znalazłem na uniwerku porzucony egzemplarz ostatniego numeru. To już nie ten sam Tygodnik, tylko produkt walterowskiego ITI'a... no i we wstępniaku ks. Boniecki rozpaczliwie prosi o pomoc, pieniędzy starczy bowiem na kilka numerów! Uczucia miałem mieszane, ale gazecinkę przejrzałem... wśród autorów same znakomitości – Sierakowski, Krzemiński... bardzo dziękuję, więcej nie trzeba. Giń Tygodniku, truchło zgłupiałe, siarką śmierdzące!

klientelizm
dotknijmy przy okazji innego problemu, który łączy się ze „środowiskami” - to luźne nawiązanie do tematu TP. Otóż, tak to już bywa, że łatwiej działać w grupie, niż w pojedynkę. Także „intelektualistom”, którzy mają ambicję zmieniania opinii publicznej, czy duszy narodu (a co, jak patos, to patos!). Bardzo dobrze, zawsze ujawnia się lider, który swoją supremację opiera np. na wiedzy, inteligencji, szczególnym umiejętnościom, albo np. możliwościom finansowym (oczywiście istnieje możliwość łączenia źródeł tej legitymizacji). Tego typu osoba skupia wokół siebie innych, wyznacza cele i środki do ich osiągnięcia, zarządza działaniem grupy – na swój sposób.
Tu istnieje odwieczne ryzyko – klientelizmu. Klientelizm, to pewne wypaczenie intelektualnego poddaństwa, przeciwko któremu wystąpił Arystoteles, pisząc, że „Platon jest przyjacielem, ale większą przyjaciółką jest Prawda”, a który obserwujemy w każdej „szkole” w naukach społecznych – od filozofii, przez prawo, aż po socjologię. To wynika z konformizmu, jasne. I jest naturalne – jasne.
Jednak to, co jest naturalne, nie musi być pożądane! I ani zależność intelektualna pożądana nie jest (oczywiście poza definicjami dogmatycznymi), ani klientelizm, który tym się różni od zwykłej zależności, że wplata w zjawisko apsekt finansowy. Oto np. pracujemy u pryncypała, który „tworzy środowisko”, jest geniuszem... Istnieje pokusa, by spijać mu z dzióbka, by zbierać pochwały, być przez niego lansowanym – później przeradza się to w dwustronną zależność! Pryncypał musi lansować swojego przydupasa, bo kto gardzi przydupasem, ten gardzi pryncypałem. Przydupas obrasta wówczas w piórka jeszcze silniej. Ta pokusa powiększa się z chwilą, gdy w grę wchodzą pieniądze...
Bycie przydupasem ma to do siebie, że człowiek staje się coraz bardziej niesamodzielny, w związku z czym zależność od pryncypała powiększa się, im dłużej trwa! Człowiek traci więc polot i kreatywność w zarabianiu pieniędzy, tworzeniu wartości i usług... cała para idzie w zadowalanie pryncypała, który – jak demiurg – decyduje o wysokości zarobków. Jedyną konkurencją, w której się człowiek specjalizuje, jest... spijanie z dzióbka.
Jak wynika z moich obserwacji, towarzyszy temu ciągła chęć znajdowania potwierdzenia własnych komeptencji, które – obiektywnie rzecz ujmując – sukcesywnie się kurczą. Napędza to oczywiście cały mechanizm uzależnienia...

aleossochozi?
dlaczego o tym piszę? Oj, zainteresowani wiedzą... a zainteresowani znajdą się w większości miejsc, gdzie „tworzy się środowisko”, gdzie istnieje marszand wraz ze swoją aurą, opartą o którekolwiek źródło legitymizacji... Nie, nie chodzi tu tylko o Michnika – swoich michników mają inne środowiska, zgoła nie lewicowe, nie postmarksistowskie, nie antykatolickie...
ucinamy!
posta ucinamy, rzecz jasna! Niestety, dziś nie będę w stanie zakończyć swojej tyrady ze względu na czas, ale skończę ją jutro! Będzie miała cztery podrozdzialiki, których tytuły podaję przed myślą na dziś, natomiast jako zajawkę proponuję dwie lektury z zacnego wydawnictwa Fijorr Publishing.
Siła woli autorstwa słynnego ekonomisty, Henry'ego Hazlitta

oraz

Od nędzy do pieniędzy - Tada Witkowicza, polskiego emigranta w USA
Musimy utwierdzać się w przekonaniu, że Bóg znajduje się przy nas bez przerwy. — Żyjemy tak, jak gdyby Pan przebywał hen daleko, wśród blasku gwiazd, a zapominamy, że również jest stale u naszego boku. A jest obecny jako miłujący Ojciec — każdego z nas kocha mocniej, niż wszystkie matki na świecie zdolne są kochać swoje dzieci — wspierając nas, dając nam natchnienie, błogosławiąc... i przebaczając. Ileż to razy zdołaliśmy rozpogodzić zasępione oblicza rodziców, przyrzekając po jakiejś psocie: „nigdy więcej tego nie zrobię!” — Być może tego samego dnia ponownie nabroiliśmy... — A wówczas nasz ojciec udawanym srogim głosem, z poważną miną karci nas... a równocześnie kraje mu się serce, gdyż zna nasze słabości i myśli: „Biedactwo, jakże się stara być grzecznym!”. Konieczne jest, byśmy się przepoili, byśmy się nasycili świadomością, iż Ojcem, prawdziwie Ojcem naszym jest ten nasz Pan, który znajduje się przy nas i w niebiosach.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 267




sobota, 24 listopada 2007

[24 XI 2007] sobota, a za miesiąc Wigilia!

co dzisiaj?
moi mili, dzisiaj to od rana w robocie panmaciurek siedzi. Po 7:00 pobudka, rozruch zwapniałych kości, ofiarowanie dnia, musli na mleczku i pędzikiem na wydział, by tam z Danielem i Tawfiqiem robić naszego lofta. Dziś prace koordynowałem ja, żeby nie było tak, iż znów usłyszymy wiekopomne słowa o tym, że przynosimy g*wno na korektę, tylko dlatego że któryś z kolegów zapomniał o jakiejś kresce, albo narysował umywalkę w kształcie pisuaru. Pangrzyzga musiał zatem za trójstronną zgodą wziąć kolegów za buzię i poszło jak z płatka. Jak widać, potrzeba posiadania Fuehrehra leży w niemieckiej mentalności...
Teraz powrót do domu, zjadłem wyborny obiad (zauważyłem ostatnio, że od ponad miesiąca na obiad jem mniej więcej to samo...) i teraz popędzę na Hessstrasse do Polskiej Misji Katolickiej na spowiedź i Mszę Świętą. Duszę własną także należy brać za buzię, moi mili - każdy kto na poważnie myśli o świętości wie o czym mówię.

wolni chrześcijanie
po tym jak Luter wziął się i obraził na Kościół Chrystusowy i założył swoją wspólnotę, a za nim inni pomniejsi lutrzykowie, a po nich kolejni, aż do dzisiaj - powstali w końcu tzw. wolni chrześcijanie. Jedną z nich jest koleżanka z grupy, rodem ze Szwajcarii. Jak na razie nie podjąłem intensywnego ofensywnego apostolstwa. Co jednak mnie niepokoi, to to iż przypadek jest niezwykle trudny. Bo jak bowiem wytłumaczyć, że bycie chrześcijaninem poza Kościołem, który założył Chrystus jest bez sensu? Jak można wytłumaczyć, że jeśli uczciwie prześledzi się historię Kościoła, to jest to oczywiste? Jak można zając się dywagacjami na temat natchnienia, organicznego rozwoju doktryny chrześcijańskiej, jak można mówić o chrześcijańskiej antropologii, która wybornie współgra z doświadczeniem, jak można wytłumaczyć że całkowicie bez sensu jest twierdzenie, że nie potrzebuje się form pobożności ani samego Kościoła, by modlić się do Chrystusa, skoro sam Chrystus zdefiniował te sprawy odmiennie, między innymi trwając w swoim Kościele... Jak można o tym wszystkim rozmawiać z kimś, kto nigdy nie słyszał o św. Tomaszu z Akwinu, kto pewnie nie ma bladego pojęcia o historii nie tylko starożytnej, ale i współczesnej, i o wielu innych, zagadnieniach?
Ano, można - to pewne! Proszę się zatem modlić do Ducha Świętego, żebym i ja się dowiedział jak. Pisząc o tym, mam i to na myśli, że tak naprawdę ignorancja i intelektualne dziadostwo, prowadzą do zbytniego przywiązania do własnych mniemań, a przez to eskalacji roszczeń tzw. wolności sumienia, o której mowa będzie w myśli na dziś która będzie albo teraz, albo wieczorem, gdy wrócę z Misji.

co mi w duszy gra
w duszy gra mi wizja wspaniałej partii - PR+UPR... Partia katolików, którzy chcą aplikować Katolickie Nauczanie Społeczne od A do Z. Partia ludzi, którzy wiedzą co im się nie podoba, wiedzą jak chcą to zmienić, mają do tego wystarczająco dużo motywacji (o charakterze także nadprzyrodzonym) oraz siły moralnej, by nie dać się skorumpować, lub odwieść od tych przekonań. Panowie z obu partii - do roboty.

długo pracujem
nie wiem jak Czytelnicy, ale nie zamierzam po ślubie pracować dłużej niż rozsądna pora, tzn. zamierzam prowadzić życie, a nie prowadzić pracę z przerwą na życie od sobotniego popołudnia. I jeśli jakiś pan Ikonowicz, czy inny mądrala od redystrybucji i płac minimalnych (jeśli nie będzie Papieżem), będzie mi nawijał taką nawijkę, to powiem mu w niewybredny sposób, żeby w końcu skumał, że ja wolę pracować 7 godzin dziennie, dając równocześnie pracę trzem innym osobom, niż harować jak debil 12 godzin dziennie, z niczym się nie wyrabiać i szczypać się przy zatrudnianiu każdego kolejnego pracownika, co przy wysokich kosztach pracy (a więc tych dobrodziejstwach w stylu ZUSu i in.) będzie koniecznie, ani zamierzam śrubować wydajności innych pracowników, by padali na twarze. Jeśli tego nie skumają - biorę kumpli z wojska, wsiadamy do Goździków... i jak nie rypniem, jak nie dupniem z odłamkowo-burzących, to niejeden pocisk w ścianie Kancelarii Premiera zobaczą!

myśl na dziś
będzie wieczorem

sobota, 17 listopada 2007

[17 XI 2007] sobota, a św. Elżbieta Węgierska spogląda zza chmurki

br... nora
niektórzy znają moją skłonność do emocjonowania się subtelnościami językowymi, ale moi niemieccy pobratymcy poznają tę skłonność ostatnio bardzo intensywnie! Na ten przykład Nora ostatnio była bardzo szczęśliwa, gdy dowiedziała się co jej imię oznacza po polsku (na osłodę dodałem że może chodzić o norkę królika, a to takie fajne zwierzątko), a z Ines rozważałem czy lepiej jest mieć coś w d***ie, czy gdy to mi mija d***ę.
Zresztą, umówmy się - jak można nie parsknąć śmiechem, gdy ktoś ma na imię Alf? Podobno była swego czasu moda na Alfów w tym smutnym kraju.

brr... aroganci
jedna z naszych koleżanek zerwała z bojfrendem - po dwóch latach wspólnego mieszkalnictwa, owa 22-letnia dama o wyglądzie szóstoklasistki, uznała iż miłość jej życia jest fleją, bo nie chodzi po zakupy i nie odkurza barłogu (nie pytałem czy spuszcza po sobie wodę, postanowiłem nie testować swojego naturalistycznego poczucia humeru w tej sytuancji). No, i Schluss, jak to mawiają ci zza Odry, szlus - po naszemu.
Skutki? Nasza koleżanka osiągała dziś wyżyny arogancji i traktowania chłopaków per noga... pod gniewną maską kuliła się natomiast mała, zraniona i zagubiona dziewczynka, która chciała by ją ktoś bezinteresownie pokochał i utulił... i traktował jak damę.

brrr... antysemici
no, i macie! GazWyb odkryła po raz dwudziesty w tym roku, że Polacy to antysemici i zaściankowi katolicy. Poziom redaktorstwa zatrudnionego w GazWybie wszyscy raczej znają, ale chłopaki wespół z dziewczynami przeginają pałę na całego - toż Trybuna wstydziłaby się takiej ciemnoty puścić!
Artykuł (tak Onetu, jak i GazWyb) relacjonuje wyniki sondy, przeprowadzonej na zlecenie wspomnianego już świerszczyka. Sondaż telefoniczny, próba 500 osób (szkoda, że nie podali w których godzinach dzwonili, bo to też ważne, ale mniejsza o metodologię - była teza, jest badanie pod artykuł, więc każdy się cieszy). Pytanie brzmiało: Kogo Twoim zdaniem Polacy zgodziliby się mieć za szefa? Jak brzmi redakcyjny komentarz nt. odpowiedzi ankietowanych: I natychmiast wylało się morze nienawiści. Hahahaha, kurde, to już mam dowcipas na bloga! Dobre, co? Zróbmy eksperyment myślowy.
Jestem emerytem, który właśnie uciera marchewkę i moczy suchą bagietkę w mleku na obiad, do którego o 12:00 dzwoni ankieter i pyta kogo by Polacy nie chcieli mieć za szefa? To mówię mu, myśląc o tym, że przypala mi się marchiewka, że Niemca, pedała i w ogóle jakichś innych to by nie chcieli. Do widzenia.
Nie wylało się więc żadne morze nienawiści, redaktorzyno w krawacie z promocji w Arkadii, gdzie chadzasz co niedzielę do Empiku z partnerką na kawę, tylko wylało się morze społecznego wyobrażenia o Polakach. A to, jak wie byle studencina z Karowej, tj. Instytutu Socjologii - co najmniej specyficzne. Jeśli spytać szarego Polaka jak się wiedzie w kraju - powie, że beznadziejnie, natomiast jak tam w rodzinie - a całkiem nieźle, ten pracę dostał, tamten kolejne dziecko już wydziergał... A Polacy jacy są? A głupi, a beznadziejny naród. Jak ze znajomymi? No, akurat o znajomych, to nic złego nie mogę powiedzieć, bardzo mądrzy, fajni i w ogóle.
Dlaczego - pytam - dlaczego po raz kolejny Gazecidło Wyborcze robi ze mnie głupszego niż jestem! Do jasnej cholery, to nie jest żaden chochlik drukarski, ani nic - to po prostu propaganda. Jak można komentując takie badania napisać, cytuję: Dużo gorzej miałby natomiast człowiek, który przeszedł leczenie psychiatryczne - aż 93 procent ankietowanych nie chciałoby mieć za szefa. Szlag mnie zaraz trafi. Miglancu ty jeden, z oprawkami na 2 centymetry z czarnego plastiku jak Morozowski, skumaj ty, że to nie 93 ankietowanych nie chciałoby mieć za szefa kogoś po Tworkach, tylko 93% ankietowanych uważa, że Polacy nie chcieliby mieć takiego szefa. Każdy, kto miał jakąkolwiek styczność z metodami sondażowymi, zwija się w rulon ze śmiechu.
Natomiast ja, pangruszka, prosty student, dowiedziałem się i jestem oburzony, że Polacy to tacy antysemici i homofobowie. Dobrze, że wstąpiliśmy do UE - światli eurokraci obronią nas przed tym motłochem...
Wspomniane artykulidło: http://wiadomosci.onet.pl/1642334,11,item.html

równe traktowanie
idziemy dziś z Danielem, mijając turecki bank. Napisy po turecku, ni w ząb nie kumamy o co chodzi. Daniel się oburza, że nie zostałby w tym banku obsłużony, bo nie zna tureckiego, domniemuje, że taka praktyka może być niezgodna z prawem. Mówię, że to chyba normalne, że Turcy rozmawiają ze sobą po turecku i jeśli robią w Niemczech bank dla swoich, to nie gadają po innemu, tylko właśnie po swojemu. Podaję przykład dydaktyczny - ej, Daniel, przecież to tak samo, gdy chcę zrobić u mnie w domu, albo lokalu do którego mam prawo własności, dajmy na to kawiarnię dla blondynów. Przecież mogę. Daniel oburzony - Nie możesz, przecież tu jest UE, mamy prawodawstwo zgodnie z którym wszyscy muszą być równo traktowani...!
Od przyjaciół i socjalistów - broń nas Boże, z nieprzyjaciółmi sami damy sobie radę!

jutro niedziela!
jutro niedziela! Cieszę się jak małe dziecko! I choć wstaję bardzo rano, by zdążyć na Mszę Świętą do Damensstiftungskirche, to zawsze jestem przeszczęśliwy! Można powiedzieć, że już od poniedziałku czekam jak na szpilkach na niedzielę.

senne tęsknoty...
wczoraj nie mogłem zasnąć, bo w Bierstuebe zrobili imprezę i testowali możliwości kolumn... Wobec tego, po wejściu w stan alfa, tzn. takiej trochę zmęczeniowo-sennej maligny, zacząłem sobie tęsknic... za jednostką! Za Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia im. Józefa Bema w Toruniu przy ulicy Sobieskiego... Przypominały mi się garaże z czołgami i haubicami, uliczki jednostki, po których wybijając kilometry, maszerowaliśmy, przypomniał mi się kiosk - ostoja kultury, do którego się wymykałem, gdy tylko miałem okazję, widziałem też oczyma prawie śpiącej duszy odwiedziny niedzielne, przypatrywałem się murkowi z metalowymi literami przy wjeździe... marzyłem też o kolejce na stołówkę, o poligonie i poligonowej czytelni...
Oleńka dziś powiedziała, żebym nie przesadzał, bo wcale tak cudownie nie było. No, cóż - jeśli za ileś tam lat, będę półlegendarnym żołnierzem wyklętym, który swoją haubicą 2S1 Goździk przemierza bezdroża Polski podbitej przez Zjednoczone Europejskie Emiraty Arabskie, wówczas na postoju, moi żołnierze będą sobie szeptać: oooo, kapral Gnyszka, to bardzo sentymentalny człowiek. Ponoć w cywilu bloga pisał!

myśl na dziś
Prowadzic życie czyste - odważnie! - każdy zgodnie ze swoim stanem: ze względu na wielką Miłośc należy umiec powiedziec "nie".
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 413

poniedziałek, 29 października 2007

[29 X 2007] idzie noc

ciemno

coraz ciemniej już, moi mili! Przebiegłem się porządnie i zamiast zrobić Wam rasowe zdjęcia zachodu słońca, zrobiłem takie prawie przed zachodem. No, cóż - mnie się podobają, może żaden ze mnie Ryszard Horowitz, czy inny Dżems Kameron, ale zawsze oko cieszy, prawda? Przy okazji zaś, pędzikiem, poumacniałem obronność naszej kochanej Ojczyzny, nie robiłem tego od wczoraj, a przedtem całe dziesięć dni!

żarłoczne kaczory
na filmie poniżej (mam nadzieję, że się wstawi) można posłuchać i obejrzeć jak kaczory wcinają publiczną trawę! Publiczną to znaczy nas wszystkich, czyli też moją! Nie to, żebym uważał, że prawo własności jest prawem absolutnym, ale naturalnym - jak najbardziej. Wkurzyłem się więc, całe zdarzenie nagrałem i jutro przekażę w ręcę Policaju. A co!


i co z tego?
pytanie i co z tego? jest jednym z najlepszych, jakie można zadać w dyskusji. Kontynuuję tym samym wczorajszy wątek św. Ojca Pio. Otóż, przedstawmy sobie taką sytuację: jakiś polityk formuje się w, dajmy na to: Opus Dei. Został, dajmy na to - premierem. Jako, że ma zamiar stać się drugim Martem Laarem, a telewizyjne miglancusie to widzą, zaczynają myśleć co by tu ogłosić jako sensację... Może to, że zarobił na samochód pisząc bloga? Albo to, że... jest supernumerariuszem, albo po prostu współpracownikiem Opus Dei? Ooooo! Bójcie się... tututututu! O-pus De-i...!
No i na drugi dzień wychodzi artykuł, że ten tamtemu powiedział, a tak w ogóle to nie wiadomo, a przy okazji to coś tajemniczego, podobno jakaś sekta, nie lubią Murzynów... Facet na drugi dzień musi się tłumaczyć, że nie jest antysemitą i nie bije żony ani dzieci (dlaczego? nie wiecie? przecież wszyscy wiemy że katolicy biją żony, dzieci i są antysemitami!) a na drugi dzień kumple proszą go o dymisję, bo nie mają już życia z pismakami.
Rozum natomiast pyta? I co z tego? To samo, co z tego, że ktoś jest ministrantem, albo należy do Odnowy w Duchu Świętym, albo jeździ na Oazy. Czyli - to znaczy, że prawie na pewno będzie uczciwy, będzie służył ludziom i posłusznie zaharowywał się dla ich dobra. Żadna sensacja.

wtorek, 9 października 2007

prawie w samo południe

już po Aniele Pańskim moi mili - czas wziąć za pisanie bloga

zajęcia
nooo... dziś miałem Bauphysik - fizykę budowli pomieszaną z materiałoznawstwem. Nauczyłem się greckiego alfabetu, tego czym jest dżul i wat. Wstępik wstęporum, mam nadzieję, że im dalej w las - tym będzie ciekawiej.
Grupa łączona - architekci i ludzie z inżynierii lądowej. Koło 50 osób na sali. Co na sali? Śmiech na sali - tak mało, a to pewnie wszyscy z 5. semestru na obu kieurnkach! Czy mówiłem już, że mało osób tu studiuje?
Siedziałem obok mojego nowego Pana-Kolegi. Pana, bo był koło czterdziestki. Prowadzący bardzo miły, choć stanowi cienką kopię dra Górskiego z WA PW. Ale to i owo wspólnego mają. Pogaworzyłem sobie z nim, o to i owo wypytałem, a on mi tu mówi, że pewnie jestem Francuzem! Oż ty w papę, ja Ci dam od razu od najgorszych człowieka wyzywać...! Nie mój drogi Herr, ich komme aus Polen.
Dla ciekawych - ciekawe zdjęcia ciekawych pustaków/pełniaków poniżej.

złotówka umacnia się dzięki Google
wpadłem na szalony plan! Każdy Polak zakłada bloga, każdy klika na te, przypuśćmy, 100 linków na różnych blogach, Google żeby przelać właścicielom blogów pieniądze na ich konta złotówkowe kupuje PLNy, poczciwa złotówka leci w kosmos, a my jesteśmy bogaci. Dobre, nie? Nie na darmo w szczenięcych przedszkolnych latach nazywali mnie w rodzinie pieniężnik.

scenariusz
dobra, zdradzę teraz inny szatański plan! W tych wyborach wygrywa PiS, wchodzi w sojusz z Prawicą Rzeczypospolitej i Unią Polityki Realnej, albo nie wchodzi - to nieważne. Oczyszcza trochę państwo, ale go nie etatyzuje. W tym czasie pangrzyzga i jego kumple zbierają pieniądze na własne entree do polityki. Platforma zaczyna przeciekać, Donald trafia do Disneylandu pod Warszawą (słynny szpital nieopodal Pruszkowa), ludzie przekonują się do koalicji PR/UPR, która przeradza się w nową prawdziwie konserwatywno-liberalną partię. Wówczas, po czterech latach pangrzyzga z kumplami i kumpelkami wygrywają z ramienia PR/UPR wybory, tworzą drugi rząd Marta Laara (Estonia), robią cud ekonomiczny, cud instytucjonalny i wszyscy się cieszą. Poparcie zaczyna spadać, bo tak jest z dobrymi rządami zawsze (z niedobrymi też tak jest), wówczas TVN24 publikuje zdjęcia premiera Gnyszki z żoną i dziećmi - wszystkim tak się spodobało, że poparcie zaczęło rosnąć. Rozwalamy kolejne wybory, socjalizm trafił na śmietnik historii, bierzemy się za inne kraje Europy, gdzie jeszcze dyszy czerwono-tęczowo-zielona bestyja, w każdym zakątku świata powstają ludzie myślący podobnie do nas, uformowani przez wyborne think-tanki (jeden polecam szczególnie: http://www.acton.org/) i Kościół. Potem Fukuyama mówi przez megafon - O, a jednak teraz to już jest na pewno koniec historii!
Ładne, nie?

wodawodawoda
nie miałem wczoraj ciepłej wody! Skandal międzynarodowy - hydraulicy pracowali dzień, by nie pogorszyć stosunków bilateralnych. Nie chcieliście polskiego hydraulika, to macie! Pan Zdzisiu zrobiłby to w parę minut.

Miruś G. - mordo moja
no, Mirek, wziąłeś w łapkie, co? Nie chodzi tu o doktora G. - jest jasne, że większość lekarzy zachowuje się w podobny sposób. Ba! Większość ludzi w innych obszarach - nazwijmy to gospodarki - ma podobne wady. Sęk w tym, żeby z wadami walczyć.
Zrobiono z Ziobry i CBA wariatów, odsądzano od czci i wiary. Ech, ostatnie dwa lata to istna feeria podobnych wydarzeń - zdarza się rzecz pozytywna, a wylansowane miglance z telewizora mówią mi, że stała się tragedia i jutro świat legnie w gruzach. Powiem wam teraz lisy morozowskie, dziady kalwaryjskie w garniturach, miglance zblazowane - zajmijcie Wy się porządną robotą!
Na doktorze G. ciąży m.in. zarzut proponowania przyspieszenia operacji w zamian za gratyfikację pieniężną i seksualną (zarzuca mu się, iż chciał - sformułuję to w języku biblijnym - poznać córkę chorego, a tamci plotą jak jakieś popierdółki o upadku polskiej transplantologii, blatowaniu człowieka, etc. Na Śląsku jest takie określenie - ciule. Pozdrawiam czule.

Terlikowski in da hauz
Oleńka przywiozła mi nowy numer Gazety Polskiej. Kurczę, skąd niewiasta dzielna wie, czego potrzebuje jej Ukochany? Tak, to jest ów geniusz kobiety, o którym pisał Jan Paweł II.
Ale, ale - do adremu. Otóż w nowym numerze wspaniały felieton Tomasza Terlikowskiego w rubryce Walka o dusze. Najwyższa rekomendacja. Jeśli ktoś zechce kupić - jutro ostatnia szansa, bo w środę wychodzi nowy numer!

nowy kolega
mam nowego kolegę - nie wiem skąd jest, ale jest żółty, więc może z Azji. Zamieszkał na jakiś czas ze mną, ja go kocham, a on mnie. Nazywa się Hibiskus. Kosztował w kwiaciarni 5,90 euro.

pałka została przegięta
na moim osiedlu znów przegięli pałkie! Na tablicy z godzinami na całym świecie nie ma Warszawy, za to jakieś Honolule i inne! Powiem Angeli, gdy ją spotkam. Zdjęcie poniżej.

pangrzyzga poumacnia
wróciłem wcześniej, uporałem się z wszystkimi sprawami, zabiorę się teraz za umacnianie wiecie czego. Jest ładna pogoda, więc czas na bieg na tysiącpińcet metrów!

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO