Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świętość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świętość. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2009

[15 VII 2009] zakotwiczenie - na czym polega?

zakotwiczenie – kambek
Kontynuujemy temat zakotwiczenia, który wypłynął nam już na początku maja! To bardzo ciekawe, ale od tego czasu (a w moim kalendarze temat widnieje pod datą 4 maja!) po prostu nie miałem czasu, by go ruszyć! Brzmi niewiarygodnie, prawda? Niestety, najpierw przygniotły mnie lądowanie z pracami nad projektem inżynierskim, równolegle sesje egzaminacyjne na UW i PW, później angaż w sprawy rodzinne. Był jednak jeden Czytelnik, który stale przypominał mi o temacie – myślę o „yeah-yeah” z portalu Fronda.pl. Dzięki Niemu temat nie pozostał czczą publiczną obietnicą daną na blogu (ciekaw jestem ileż takich obietnic tematycznych zdążyłem Czytelnikom już złożyć...) i zamierzeniem widniejącym jedynie w kalendarzu! Tym oto sposobem, w pociągu relacji Wrocław – Warszawa, pragnę kwestię zakotwiczenia i tego, co z niego wynika – szczęśliwie zakończyć!

zakotwiczenie a gnuśność
Powiedzieliśmy już w poście dotyczącym samego zjawiska zakotwiczenia, czym ono jest. Można w oparciu o to stwierdzić, iż owa skłonność umysłu, jeśli nie jest uświadomiona oraz świadomie kontrowana... przeradza się w liczne wady! Od zbytniej bojaźliwości, po zwykłą gnuśność, której przejawy w kilku interesujących mnie dziedzinach omówię poniżej.

zakotwiczenie i gnuśność w życiu religijnym
W życiu religijnym zakotwiczenie polega na utożsamieniu świętości z niedościgłym (sic!) ideałem. Człowiek, który za mocno przywiązał się do pewnego sposobu zarządzania (zakotwiczył się), nie potrafi poza ten paradygmat wyjść. Podobnie człowiek, który zakotwiczył swoje wyobrażenie nt. świętości na konieczności posiadania daru bilokacji, pachnienia fiołkami oraz poszczenia przez 40 dni i nocy, nie potrafi myśleć o niczym więcej w kontekście świętości. A przecież gdyby pomyślał, albo chociaż posłuchał świętych Pańskich (dziś Czytelnik może po prostu zapisać się na newsletter Bądź Święty!), doszedłby do wniosku, iż wielki i spektakularny gmach świętości buduje się z małych, wcale nie spektakularnych cegiełek... cierpliwości, umartwienia, pokory, trwałej, pełnej uporu modlitwy. Człowiek zakotwiczony podobny jest więc do nieopierzonej kury, która marzy o staniu się orłem w ciągu kiku sekund (podobną metaforę wysnuł chyba kiedyś św. Josemaria Escriva, założyciel Opus Dei). Przeglądając się w lustrze widzi się prawie orłem, stąpa dumnie i składa swoje skrzydełka a la KFC do dostojnego lotu... a nie potrafi poradzić sobie z małą glizdą, którą matka-orzeł musi mu wkładać do dzioba. Przełóżmy tę metaforę z powrotem na naszą materię. Człowiek zakotwiczony marzy o stanie ostatecznym nie dążąc do niego, gdyż dążenie to nie jest wcale atrakcyjne. Dla kogóż bowiem jest atrakcyjne cierpliwe skrobanie ziemniaków, jako droga do świętości? Albo powściąganie pychy po to, by się nie obrazić, nawet gdy ma się rację, wreszcie – zwyczajna, regularna analiza własnego sumienia, zwana potocznie jego rachunkiem. Po to, by dostać się na szczyt góry (duchowej), wszystkie kroki należy wykonać samodzielnie. Windy na tej drodze nie ma.
Efektem zakotwiczenia – ogólnie rzecz ujmując – jest więc marzenie o rzeczach wielkich przy równoczesnym lekceważeniu małych, które do nich prowadzą.

zakotwiczenie w przypadku organizacji i życia zawodowego
Tworzenie organizacji (bez względu na to, czy jest nią firma, instytucja państwowa, albo pozarządowa, partia polityczna, czy stowarzyszenie zbudowane na jakiejkolwiek idei) polega na tym, iż z jednostek nie działających w jednym celu powstaje zbiór jednostek realizujących wspólny cel. Mają one pewną wizję, opracowane sposoby jej realizacji oraz strukturę zarządzania, która weryfikuje realizację oraz na bieżąco dopracowuje zarówno zestaw celów, jak i sposoby działania.
Największy problem – o czym wie każdy, kto zaangażował się w cokolwiek większego, niż organizacja wycieczki szkolnej – polega na skłonieniu ludzi do uwierzenia w zasadność celu, jakość sposobów realizacji oraz kompetencji struktury zarządzania. Zakotwiczenie tutaj polega na niedostatecznym zinternalizowaniu wizji, która przyświeca strukturze zarządzającej i przyzwyczajeniu do niedziałania. Naturalną skłonnością człowieka jest maksymalizowanie zysku, a to najłatwiej osiągnąć przez dystans w stosunku do działania organizacji, zepchnięcia pracy na innych, oraz robieniu dobrej miny do złej gry i pobieraniu apanaży. Sytuację w takim razie traktuje się jako tymczasową i działa się tylko tyle, by nie wywołać zbytniej irytacji struktury zarządzającej. Przypomina to grę w kotka i myszkę. Na tym nie koniec skutków zakotwiczenia – ludzie zaczynają przejawiać wielką skłonność do pozornej działalności koncepcyjnej! Nie kończą się dyskusje na temat zasadności wspólnego celu, sposobów jego realizacji, etc. Organizacja zamienia się w kółko dyskusyjne.
Ponownie – człowiek marzy o przeniesieniu gór, zaniedbując drobne kroki na tej drodze! Zdobyciu władzy w przypadku partii politycznej (mamy na polskim podwórku kilka przykładów), zawojowaniu rynku w przypadku firmy, czy opanowaniu salonów kulturalnych, w przypadku grupy artystycznej. Wiele razy obserwowałem to z bliska, będąc zaangażowanym w przeróżne projekty. Nie chcę tu popełniać niedyskrecji, ale sytuacja w której proste czynności wykonywane jednak regularnie, z uporem maniaka, wręcz do znudzenia, przynosząc – szczególnie po dłuższym czasie – świetne wyniki finansowe, nie były prowadzone ze względu na ich małą spektakularność, w zamian jednak zespół wolał roić o milionach z Unii Europejskiej, pożyczce z banku, albo innych rycerzach na białych koniach... w sytuacji, w której wystarczyło jedynie zdobyć się na odrobinę cierpliwości i uporu. Jednym słowem – nie tylko Grzegorz Rasiak zaplątuje się o własne korzenie, jak na filmie, który wrzuciłem kiedyś na bloga.

zakotwiczenie a inwestowanie
Ostatni przykład, to inwestowanie. Każdy, kto ma pojęcie na temat inwestowania w wartość (a pojęcie o tym można zdobyć zarówno ze słynnej Małej książeczki... jak i mojego własnego artykułu na temat procenta składanego i Benjamina Grahama) zobaczy od razu na czym zakotwiczenie polega w tym obszarze. Nie każdy wytrzymuje napór własnych emocji pod wpływem wahań indeksów, mało kto trzyma się planu w obliczu zawirowań... każdy natomiast marzy o wyjściu z inwestycji z wielkimi zyskami! W związku z tym, jeśli spokojne, mało spektakularne regularne inwestowanie małych kwot po roku lub dwóch wyparuje z głowy, bo zyski na razie nie są wielkie, albo mimo wszystko notujemy straty – człowiek natychmiast chce stać się spekulantem! I skacze z kwiatka na kwiatek, traci tu, traci tam, dostaje coraz większej drżączki, aż po kapitale pozostaje tylko wspomnienie, albo wezwanie do uzupełnienia depozytu, jeśli działamy na rynku terminowym. Później zaś człowiek wraca do podstaw, zaczyna się zastanawiać od czego zacząć inwestowanie, zaczyna szukać odpowiednich lektur, poznawać psychologię inwestowania... aż wraca w końcu do starej, sprawdzonej koncepcji mozolnego pięcia się na szczyt góry małymi, lecz pewnymi kroczkami, o której słyszał na samym początku.
Co bardziej rozpala? Wpłacanie co miesiąc kilkuset, bądź kilkudziesięciu złotych na mocno zrównoważony portfel, czy raczej jednorazowe wejście na rynek z potężnym kapitałem i dynamiczne mielenie go? Podobnie w dziedzinie wojennej – co bardziej rozpala: zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę, czy wysłanie szpiega, który wstrzyknie truciznę dowódcy Japończyków? Jak już działać, to z pompą – oto dewiza większości ludzi. Ludzi zakotwiczonych.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/07/15-vii-2008-wtorek-w-bonawentury.html

myśl na dziś
To podporządkowanie się planowi życia, rozkładowi godzin jest tak nużące! — powiedziałeś. A ja odpowiedziałem: jest nużące z powodu braku Miłości.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 77



środa, 3 grudnia 2008

Święta za pasem, co kupic? - odc. 3


Dziś pora na przypomnienie wielokrotnie polecanej tu książki... prezentu dla każdego... czyli:

„Rozważań o życiu kapłańskim” św. Józefa Sebastiana Pelczara!

To książka moim zdaniem rewelacyjna. Porządna, XIX-wieczna szkoła pisania. Można powiedzieć, że nawet dużo starsza – Pelczar czerpie pełnymi garściami ze św. Tomasza, św. Jana od Krzyża, św. Teresy... Wykład przeprowadza w sposób paznokciowy, omawiając najdrobniejsze zagadnienia zawsze w tym samym porządku, w formie rozważania. Ale nie jest to rozważanie takie, jakie znamy z dzisiejszych książek „medytacyjnych”. To nie świętoszkowate ple-ple, ani pobożne pitu-pitu... św. Józef S. Pelczar, to konkret, brak kompromisu i praktyczne do bólu wskazówki. Nie mówi Czytelnikowi jedynie: „Bądź święty”. Więcej miejsca poświęca sposobowi stania się świętym (nota bene, w moim małym serwisiku http://badz-swiety.blogspot.com/ poświęcony temu zagadnieniu na maila dostaje się m.in. fragmenty „Rozważań...” bpa Pelczara).
Moim zdaniem lektura obowiązkowa. Bynajmniej nie tylko dla księży, wbrew temu, co mówi tytuł. Rozdziałów tylko i wyłącznie dla księży jest kilkanaście, na kilkadziesiąt, bądź kilkaset ogólnych. Dlatego książka przydatna jest w równym stopniu kobietom, jak i mężczyznom – nie bez kozery po małych przeróbkach trafiła do księgarń jako podręcznik życia chrześcijańskiego dla mężczyzn i kobiet. Tej drugiej książki jeszcze nie wznowiono, więc trzeba zadowolić się „Rozważaniami o życiu kapłańskim” . Nie tylko ja jestem fanem tej książki. Jest to także jedna z ulubionych książek ascetycznych mojej Oleńki. A trzeba Wam wiedzieć, że to wybredna czytelniczka...!


środa, 12 listopada 2008

[12 XI 2008] św. Jozafata - gdzie sie podziały katolickie ruchy społeczne?

co się dzieje, co się dzieje?
Oj, ostatnio dziwnie się dzieje na gnyszkoblogu – a to jacyś (para)nekrofile zamieszczają komentarze, na których reklamują swoje strony, a to hedoniści zza węgła wyzierają i swoje komentarze publikują (szczególnie ci z Pomorza)... aby się towarzystwo nie rozzuchwaliło, ba! nie rozbisurmaniło zanadto – uznałem że temat seksualny należy na pewien czas przerwać i zastąpić go innymi rozważaniami. „Miała być wolność słowa, a tu każdy mówi, co mu się podoba” - cytując Klasyka...
Pangrzyzga stanowczo nie godzi się ze zjawiskiem dyktowania mu tematyki komentarzami. O!
ruchy, ruchy!
Lektura dawnych wydawnictw katolickich (np. gorąco polecanych przeze mnie „Rozważań o życiu kapłańskim” św. Józefa Sebastiana Pelczara) prowadzi do wniosku, że życie religijne w sferze społecznej było o wiele bardziej intensywne, niż dzisiaj. O co konkretnie chodzi? A, o najprzeróżniejsze organizacje – nazwijmy je „pośredniczącymi” - sodalicje mariańskie, bractwa modlitewne, instytucje charytatywne, ochronki dla dzieci, stowarzyszenia, rycerstwa i setki, setki innych. Wydawano gazety, prowadzono biblioteki, szkoły niedzielne, organizacje polityczne, etc. Nie kolidowało to bynajmniej z zasadą hierarchiczności Kościoła – ta aktywność świeckich pod wodzą duchownych. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że ówczesne życie, owe masowe ruchy religijne wyrastały z autentycznej, katolickiej świadomości.

zawiedzione nadzieje, spustoszona winnica
w pewnej opozycji do tego stoi dzisiejsza propaganda dzieci Vaticanum II (rozumiem przez to określenie ludzi, dla których Kościół zaczął się dopiero w 2. połowie XX wieku), które utrzymują, że Kościół był wówczas kostyczny, niemrawy, ludzie byli bierni i zaradzić temu miałby Sobór Watykański II. Cóż, oczekiwanie rzeczywiście takie było (słynne słowa Jana XXIII o nadziei na to, że do Kościoła wleci nieco świeżego powietrza), ale był (i jest) także zawód, wyrażony przez Pawła VI już kilka lat po Soborze, w przemówieniu, gdzie stwierdza, że zamiast „świeżego powietrza”, czuć „dym szatana w Świątyni Boga”.
Jaki jest stan obecny? Dietrich von Hildebrand odpowiada na to pytanie tytułem swojej ostatniej, proroczej książki - „Spustoszona winnica”. Owszem, istnieją sobie wspólnoty... ale Kościół stał się strybalizowany (splemiennił się) – wspólnoty często tracą poczucie przynależności do Kościoła jako całości, nakierowują się na swojego lidera, własną duchowość, etc. Nie ma mowy o sile. Nie ma mowy o masowych ruchach. Nie ma mowy o silnej pozycji biskupów, jako ojców, przewodników – mówiąc słowami Hildebrandta, biskupi śpią.
Więcej – mówiło się o tym, że po Soborze większa będzie świadomość religijna, zaangażowanie świeckich. Co mamy w zamian? Nawrót pogaństwa, spektakularne apostazje, herezje, skandalizujące ruchy (Wir sind die Kirche, Catholics pro choice), zanik rozumienia podstawowych dogmatów, nie mówiąc o potrzaskaniu moralności... trybalizacja, rozbicie na zagubione plemiona.
Nie jestem ani lefebrystą, ani sedewakantystą, ani nikim innym różnym od rzymskiego katolika. Uznaję nieomylność dokumentów soborowych. Mam natomiast oczy i umiem myśleć – szukam więc odpowiedzi na pytanie „Co się stało?”.

bądźmy m.in. bogaci
nawiązując nieco do ostatnich dyskusji na temat pieniędzy (raz jeszcze dziękuję za pierwszą wpłatę na konto gnyszkobloga!), chciałem powiedzieć, że namiastką owej masowości, szerszej wspólnoty zakorzenionej w Kościele i Kościołowi służącej, jest dla mnie pewna idejka. Otóż, marzę o tym, by moi znajomi (i ja także), byli w pierwszym rzędzie święci... po drugie zaś jak najbardziej wpływowi – także pod względem zamożności. W ogóle – niech jak najwięcej katolików taka będzie. Bądźmy święci i jak najskuteczniejsi na ziemi. Zdobywajmy środki do uświęcania świata, do pracy apostolskiej – wytrwałą, uczciwą, uświęconą i doskonałą pracą. Dlatego też zawsze z wielką radością staram się pomagać i jeśli umiem – doradzić, gdy widzę, że ktoś zabiera się na poważnie za realizację swoich zamierzeń. Wspieractwo, wspieractwo i jeszcze raz wspieractwo – ufajmy sobie i wspólnie bierzmy za robotę.
Pan Bóg działa przez ludzi i prawa, które ustanowił... pracujmy więc tak, jak gdyby wszystko zależało od nas, módlmy się zaś tak, jak gdyby od nas nie zależało nic.
pomagajmy, inspirujmy
być może inspiracją do tego będzie wspominana wielokrotnie książka o e-biznesie, której udało mi się zdobyć darmowy fragment (niestety nie ten o Pawle Królaku, katolickim e-biznesmenie z Lublina) – można ściągnąć z chomika Pogadanek Inwestorskich, które nota bene próbują odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób bogacić, by wciąż być ubogim i umartwionym.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/12-xi-2007-poniedziaek-abarot-do-rabotu.html
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2007/11/klikniem-bo-odwykniem.html

myśl na dziś
Bez życia wewnętrznego, bez formacji, nie ma prawdziwego apostolstwa, ani owocnych dzieł: praca staje się nietrwała, a nawet fikcją. – Jaka wielka jest wobec tego odpowiedzialność dzieci Bożych! Winniśmy posiadać głód i pragnienie Chrystusa i Jego nauki.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 982


poniedziałek, 21 kwietnia 2008

[21 IV 2008] poniedziałek, św. Anzelma, Dzień Anielski

o rozwiązywaniu spraw przez eklezjologię

odnoszę wrażenie, ba! jestem przekonany i wiem to z doświadczenia, że wiele ludzkich problemów, dylematów związanych z wiarą, moralnością i innymi tego typu sprawami... rozwiązuje się jak gdyby węzeł gordyjski jednym cięciem - dzięki zastanowieniem się nad poprawną eklezjologią, tj. nad tym, czym jest Kościół.
Podobną tezę znajdujemy także u niejakiego kard. Ratzingera w tomie prac poświęconych eklezjologii, gdzie w jednej z nich stwierdza, że gros herezji wywiodło się z niezrozumienia właśnie eklezjologii.
jedno robić, drugiego nie zaniedbywać
inną sprawą, która często sprawia problemy, to zapominanie o tej złotej zasadzie, by jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Ludzie zbyt łatwo widzą alternatywy, twierdząc np. że zamiast się modlić, lepiej by ten i ów zrobił coś, albo zamiast trąbić o aborcji, lepiej zając się samotnymi matkami, że zamiast pójść na Mszę w tygodniu, lepiej się spotkać z kimś, kogo się dawno nie widziało, etc. Co ja na to? Ależ to prymitywnie proste - te alternatywy są pozorne. Należy jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać, gdyż obie rzeczy są psimi obowiązkami dla katolika.

wspieranie wolnych mediów
w komentarzach pojawił się ostatnio wątek medialny (jako reperkusja wątku medialnego w tekście). Już kiedyś dzieliłem się z Wami radością, jaką odczuwam, biorąc do ręki co środę Gazetę Polską czy Niezależną Gazetę Polską w pierwsze piątki miesiąca... takich chwil miałem i mam więcej, a ostatnio jeszcze więcej. Czuję ożywczy ferment, o czym już zresztą na tym miejscu pisałem... Czuję to samo, biorąc do ręki Gościa Niedzielnego (http://www.goscniedzielny.pl/) co niedzielę, Najwyższy Czas! (http://nczas.com/) co środę, czy Polonia Christiana (http://www.poloniachristiana.pl/) raz na dwa miesiące... czy wiele, wiele innych, o których będę tu jeszcze wspominał.
Po co tu o tym w ogóle piszę? Ano, po to, byście i Wy odważyli się co jakiś czas pójść samotnie do saloniku prasowego, kupili coś, czego kupić byście się normalnie wstydzili... by odkryć, że to jest to, co kupować od teraz będziecie regularnie, rozkoszując się wolnością myśli, słowa, brakiem jakiejś poprawnościowopolitycznej cenzury!

dzienniki
poza tym, rzecz jasna, warto czytać dzienniki z różnych czasów. To naprawdę pouczająca lektura, którą szczególnie polecam anonimowi2 z ostatnich komentarzy. Myślę tu o Dzienniku Victora Klemperera, niemieckiego filologa żydowskiego pochodzenia - z czasów od 1933 do 1945. Pouczająca lektura w zakresie dyskusji o zasadności porównywania UE z III Rzeszą, panie Kolego.

odpowiedzi
obiecałem odpowiedzieć na komentarze dotyczące kobiecości i zrobię to jak umiem, a umieć nie bardzo mi łatwo, bo mam na karku jeszcze parę zajęć. Aha, no i trudno mi odpisywać, bo komentatorzy się nie zdeklarowali, czy mnie lubią, a byłoby mi smutno, gdybym miał Im odpisywać wiedząc, że mogą mieć do mnie o coś żal.
Ale, przejdźmy do rzeczy, rozchodzi się o komentarze spod linku: https://www.blogger.com/comment.g?blogID=8013098484768916376&postID=4349676745561112823
1/ co do cytatów ze świętych, to mam do nich dwa zastrzeżenia. Po pierwsze - są niewiarygodne bez źródła. Koleżanka studiuje na którymś z wydziałów UW, więc na pewno zna te standardy, do których przestrzegania zachęcam. Druga sprawa - nie zamierzam podważać prawdziwości tych cytatów, ale wolałbym je widzieć w kontekście - vide historia rozumienia zdania św. Klemensa Aleksandryjskiego Poza Kościołem nie ma zbawienia, np. opisana przez ks. dra Franciszka Longschamps de Berrier'a. Kolejną sprawą na ten temat jest i to, że w Kościele istnieją pewne szczególne zasady interpretowania tekstów. Oczywiście mógłbym napolecać odpowiednie instrukcje odpowiednich dykasterii (sam wszystkich nie czytałem), ale z grubsza chodzi o to, że interpretować należy Pismo przez Pismo oraz w Tradycji. To w Tradycji odnosi się i do pisarzy chrześcijańskich. Otóż, warto byłoby skonfrontować tych pisarzy z innymi (dlaczego koleżanka nie cytowała św. Klary, św. Brygidy Szwedzkiej, św. Franciszka, Abelarda i stu tysięcy innych?). Reasumując - argument pod tytułem a byli tacy święci co, to myśleli tak i tak, odpowiadam - byli i inni, a poza nimi była i ich interpretacja, praktyka i parę innych spraw. Jednym słowem - świadczy to raczej o bogactwie i wolności, niż o czymkolwiek innym.
2/co do zagadnienia królobójstwa... polecam naprawdę zagłębienie w absolutne rudymenta nawet na IS UW (a tu rudymenta są zazwyczaj rudymentarne)... bo jeśli sobie wycieramy gąbkę św. Tomaszem, to lektura O władzy rozwieje wątpliwości Koleżanki, czy król jest Pomazańcem Bożym... Proszę mi wierzyć, podania na temat wyobrażeń na temat umysłowości średniowiecza są mocno nieprawdziwe... nawet te, które się wtłacza studentom przez rurkę na uniwersytetach.
3/ co do wielu zarzutów, które wysuwasz, np. tego tekstu o nadgarstkach u kobiet do froterki... naprawdę uważasz że tak myślę? Toż powtarzam - jedno robić, drugiego nie zaniedbywać. Jeżeli twierdzę, że mąż ma kochać żonę jak Chrystus kocha Kościół, czy mogę twierdzić, że ma być dla Niej jak właściciel dla niewolnika? Bądźmy poważni. Mąż ma psi obowiązek pomagać żonie i robić za nią nieomal wszystko - z miłości do Niej i Pana Boga.
W kulturze Porewolucyjnej jest inaczej - ani żona, ani mąż się nie kochają na tyle, by dla siebie się poświęcać.
4/ nie kumam uwagi nt. ceny prac domowych. Przecież to oczywiste, że wszystko ma swój koszt (polecam przy okazji analizę kosztu u Misesa - jeśli chcesz, mogę o tym kiedyś napisać na blogu) - tym bardziej prace domowe. Żadnych wypłat państwowych proszę jednak nie proponować, bo to czysta komuna... ani za mycie majtek, ani za osadzanie drzwi w futrynie. To już nie byłaby rodzina, tylko spółdzielnia...
5/ Nie wiem znikąd, że są tylko dwa powołania - bo nawet tak nie napisałem. Można być powołanym i do bezżenności, i do bezżenności w Opus Dei, instytutach świeckich, zakonnych, do małżeństwa, a tu z dużą pewnością do macierzyństwa, etc. Obraz z Oleńką Billewiczówną, choć ładny - nie odpowiada temu, co sądzę.
6/ Czy naprawdę uważasz, że dziecko karmione i tulone od małego przez Mamę, nawet gdyby Tata mu gotował i chodził w fartuszku, czułoby do Taty to samo, co do Mamy? Wydaje mi się, że zupełnie pomijasz biologię, która odzwierciedla się w kulturze... A co do mojej rodziny - oj, wielu już po moje poglądy próbowało tłumaczyć wychowaniem. Wszyscy spudłowali, hehehe...
7/ Po co się uczę na WA PW i IS UW? Dobre pytanie. Otóż, dlatego, że mam obowiązek rozwijać swoje talenty. To po pierwsze. Z tego, co rozeznaję, jestem powołany do małżeństwa, więc rozumuję w ten sposób, iż dobrze byłoby mieć możliwość dochodowej pracy - dlatego talenty chcę przekuć na te możliwości. Jeśli okaże się inaczej - że z jakichś względów, będę musiał zająć się dziećmi, bo np. nie daj Boże! osieroci nas Mama, albo co innego (możliwości jest wiele), bardzo chętnie się tym zajmę, bo jest to powołanie wyższego rzędu. Wierz mi, jest mi naprawdę obojętne, czy będę architektem, socjologiem, szambonurem, czy bloggerem do końca życia. Ja mam być święty - to jest podstawowe powołanie. Każdego.

anonimy

anonimy, piszcie chociaż z jakimiś pseudonimami, bo mi tu już mówią, żeby wyłączyć opcję anonimowych komentarzy... Zresztą milej dyskutować po imieniu, prawda?


myśl na dziś
Jedno robić należy, a drugiego nie zaniedbywać!

niedziela, 25 listopada 2007

[25 XI 2007] Niedziela cz. 2 - Uroczystośc Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

monachijskie osesy
wczoraj miałem dzień spotkań z oseskami. Najpierw w drodze do Polskiej Misji Katolickiej, w metrze podziwiałem jak jeden osesek jest karmiony piersią przez mamę, a uważnie lustrowany okiem taty i siedzącego obok taty pana emeryta, który z radości nie mógł usiedzieć na miejscu i dwoił się i troił by zrobić jak najgłupszą minę do małego. Zadziwiająca nota bene jest wielka solidarność tych i cicha wspólnota tych, którzy ziemię opuszczają schodząc w jej głąb z tymi, którzy dopiero na niej stanęli. Solidarność tych, którzy wymknęli się eutanazji, z tymi którzy prześliznęli się przez kleszcze aborcji.
Wracając do małego poczochranego i różowego - jadł sobie jak najęty, aż postanowił uczcić koniec piersiowego posiłku gromkim prukiem spod pieluchy, co wszyscy - na czele ze wspomnianym starszym panem - przyjęli z wielkim podziwem i radością. Będzie artylerzystą - pomyślał pangruszka i opuścił metro na stacji Universitaet.
Po drodze do Misji zrobiłem niezbędne zakupy na wieczorną kolację, niedzielne popołudnie i popędziłem do kaplicy. W kaplicy ciemno, choć oko wykol, świeci się tylko lampka przy tabernakulum i rama obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Pan Jezus w tabernakulum, ja w ławce... i aż chciało się podejść i - wzorem Małej Arabki - zapukać do tabernakulum i powiedzieć Dzień dobry Panie Jezu! Dość długa adoracja, zanim przyszedł mój monachijski spowiednik, potem spowiedź, Msza Święta, a podczas niej także spotkanie z drugi osesem. Tym razem miałem przyjemność siedzieć w ławce za mamą i babcią pewnego polsko-tureckiego osesa, który namiętnie pokazywał mi różowy język i robił ryjki różnego sortu. Czaszka mu się jeszcze do końca nie zrosła i nie miał jeszcze porządnej potylicy, ale spoko - trochę się zakolegowaliśmy. Jeśli prawdą jest, że dzieci w tym wieku mają palce jak paróweczki, by posłużyć się określeniem pewnej osobistości, to ja mam palce jak marchewki, albo kiełbasa krakowska.

Prałat i Papież
to, że Msza Święta jest czasem łaski - wiedzą wszyscy. Toć i ja sam wiele razy tego doświadczyłem, gdy przy okazji uczestnictwa we Mszy, okazywało się że wpadłem na genialny pomysł, albo niechcący rozwiązałem zadanie z matematyki albo fizyki. Wczoraj jednak Duch Święty pobił rekord wszechczasów!
Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby gdyby Prałat Opus Dei pisał listy do wiernych co tydzień, zamiast co miesiąc, bo tak długo trzeba na nie czekać... i pomyślałem sobie, że przecież mógłby codziennie - w formie bloga! Super, co? Wrzucić jeszcze na bloga reklamy Google'a, parę milion odsłon i klików dziennie... Ho ho! Google by się nie wypłacił. Albo jeszcze lepiej - czy nikt nie mówił Papieżowi, żeby prowadził bloga? Przecież sto milionów miliardów odsłon dziennie murowane, a gdyby jeszcze opatrzyć bloga reklamami... Ho ho ho ho! Lexus co minutę!

bambuko do kwadratu
znowu mnie zrobili w bambuko - taki już los. Tym razem okazało się, że na papierach, które wypełniłem na Politechnice stoi napisane, że w Monachium przebywać mam zamiar od 23... października 2007! Co z tego? Nic, prócz tego, że zamiast dostać x złotych, dostanę ich jedynie 0,6x - bo z papierów wynika krótszy okres pobytu. Muszę się teraz odwoływać do Szefowej Wszystkich Szefowych z PW od wymian międzynarodowych, żeby raczyła uznać, że jeśli przyjechałem do Monachium 29 września, 1 października podpisałem umowę wynajmu mieszkania, 2 października kupiłem kartę telefoniczną i podpisałem umowę z Deutsche Telekom, tegoż dnia zameldowałem się i otworzyłem konto w banku na Sendlinger Tor, to oznacza to, że w smutnym bawarskim mieście siedzę znacznie dłużej, niż to wynika z papierka. Zdrowaśkę poproszę w tej intencji, bo nie uśmiecha mi się tłumaczenie wyższości rzeczywistości nad błędami pisarskimi oraz funkcji i istoty grantów na wyjazdy zagraniczne.

spowiedź - szczoty ryżowe w ruch!
jako się rzekło - w sobotę byłem u spowiedzi w ramach planu regularnego przystępowania do tego cudownego sakramentu. Wiem, że to nie przypadek, ale muszę przyznać, że trafiłem w Monachium na wybornego spowiednika, świętego kapłana. Po czym poznać świętego? Po tym, że gdy zaczynamy z nim obcować, czujemy że jego osoba zabiera nas do cudownego, spokojnego świata, o którym marzymy od zawsze.
Jeszcze co do spowiedzi - nie wyobrażam sobie jak można się nie spowiadać. Pomijając kwestię formacji sumienia (właśnie formacji - tj. kształtowania głosu wewnętrznego tak, by nie pomylić głosu posłańca [patrz wczorajsza myśl na dziś] z innymi poruszeniami duszy), trzeba stwierdzić, że ze spowiedzią jest podobnie jak z kąpielą. Owszem, jakiś tam sanepid pewnie wydał broszurkę że warto się umyć raz w roku minimum, ale nikt normalny tak nie robi - każdy szoruje ciałko raz na dobę lub dwie. Ktoś, kto myje się raz na rok, inaczej podchodzi do drobnych zabrudzeń, nie sprawia mu problemy włażenie w kałuże albo siadanie na psiej kupie (bo i tak jest brudny), zupełnie nie zajmuje go problem tego, co czują ludzie gdy przechodzi obok... Zupełnie podobnie z tymi dorocznymi pokutnikami. Ani toto się porządnie nie wyspowiada, bo opowiedzieć drobiazgowo cały rok w dwie minuty jest ciężko, ani postanowienia poprawy nie podejmie (bo co to tak właściwie jest, skoro u spowiedzi było się raptem parę razy w życiu?), ani nic... A poza tym - gdzie świadomość tego, że każdy grzech to policzek wymierzony Panu Bogu? Gdzie miłość do Umęczonego Pana Jezusa. Nie ma.

Trybunał Konstytucyjny i Karta Praw Podstawowych, czyli co ma piernik do wiatraka?
mówi mi tu z telewizora albo z gazety jakiś miglanc jeden z drugim, że Karta Praw Podstawowych nie zawiera explicite stwierdzenia na temat tzw. małżeństw homoseksualnych, i innych godnych pomysłów. No to ja - siedząc w norze na Helene-Mayer-Ring, pod krawatem, w koszuly niedzielnej i sweterku pięknym wzorzystym, mówię tak: Kochany miglancu jeden z drugim, co ty raczysz pitolić? Jeżeli w Polsce Trybunał Konstytucyjny (przez niektórych zwany niewybrednie Prostytucyjnym...) zdołał uwalić ustawę lustracyjną powołaniem się na fragment Konstytucji, mówiący o tym, że Rzeczpospolita wciela w życie zasady sprawiedliwości społecznej, to niby dlaczego Europejski Trybunał Sprawiedliwości, albo inna agenda Unii Europejskiej mającej po uchwaleniu w Lizbonie 13 XII 2007 Traktatu Reformującego (mam nadzieję, że tego dziadostwa jednak nie podpiszą) osobowość prawną, to co właśnie stoi na przeszkodzie by wspomniane europejskie urzędasy i miglance nie orzekły iż zgodnie z europejskim ustawodawstwem, np. Kartą Praw Podstawowych, która mówi o szerokiej definicji rodziny, zakazie dyskryminacji ze względu na cokolwiek, a już na pewno orientację religijną, zabrania się: nieudzielania homoseksualistom ślubów w kościołach, nauczania że homoseksualizm jest grzechem, że orzeka się iż aborcja jest prawem człowieka a za jej odmowę dostaje się 10 lat więzienia, a państwa członkowskie mają obowiązek refundować spirale wewnątrzmaciczne i piguły wczesnoporonne. Co stoi na przeszkodzie? Po uchwaleniu Karty Praw Podstawowych zupełnie nic, oprócz dobrej woli prawników i urzędasów.
Po tym, jak Rocco Butiglionemu odmówiono prawa bycia komisarzem UE ze względu na jego katolicyzm, po tym jak w rezolucji Parlamentu Europejskiego uznano homofobię (?) za chorobę psychiczną... wszystko jest możliwe.
Ale co tam - jakoś to będzie! Zrobią nam Paradę Schumanna na Krakowskim, rozdadzą niebieskie baloniki, Wyborcza rąbnie dodatek o wspaniałej Unii Europejskiej, Tusk z Kwaśniewskim pobredzą coś o historycznej szansie, Geremek wezwie do rozsądku, i każdy już wie że to wstyd być przeciwko. Że to tylko Giertychy i Rydzyki są przeciw.

sejmowo-jezusowe królowanie
dziś Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata - byłem rano w Damenstiftskirche... Chyba nie muszę opowiadać o cudownościach podczas Mszy Świętej. Kto nie był na Mszy Trydenckiej, niech szybko na nią pospieszy, a jeśli jest z Warszawy, niech poczeka aż wrócę, to razem pójdziemy do św. Benona na Starym Mieście. Wszedłem gdy ksiądz z ministrantami byli w połowie okrążenia na Asperges, gdy wchodziłem do kruchty, akurat wyszli mi naprzeciw.
Ale nie o tym miała być mowa. Żyjemy w czasach ciągłej walki rewolucji z kontrrewolucją moi mili, gdzie wciąż trzeba podejmowac wysiłki o rechrystianizację świata, ze sferą publiczną włącznie. W tym kontekście z radością przyjąłem swego czasu inicjatywę kilku posłów o podjęciu uchwały nadającej Panu Jezusowi tytuł Króla Polski. Inni natomiast podjęli rytualne oburzenie, które - od chwili gdy PiS wygrało wybory pamiętnej jesieni 2005 roku - jak odruch bezwarunkowy pojawiało się na twarzach na sam dźwięk słów PiS proponuje..., albo Kaczyński powiedział.... No, ale co w tym złego, skoro Sejm I Rzeczpospolitej podejmował podobne uchwały, Matkę Bożą powołał na polski tron, paru innych świętych uczynił patronami Polski. Ano, to w tym złego, że bladego pojęcia nie mamy o I Rzeczpospolitej i wielkości dziedzictwa, które za sobą niesie - dlatego też wolimy naśladować dupokrację PRLu, niż sarmacki parlamentaryzm. W tym kontekście raz jeszcze polecam tekst prof. Nowaka - http://chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc
Zaś co do genezy samej uroczystości - http://www.piotrskarga.pl/ps,933,3,0,1,I,informacje.html

co ja muszę?
zdałem dziś sobie sprawę - w ramach sukcesywnego zdawania sobie sprawy z rzeczy dla katolika oczywistych, mimo to zupełnie nie znanych przez to, że katolik nie żyje w katolickiej kulturze - mianowicie, że jako rodzic, mam przede wszystkim przekazać swoim dzieciom Wiarę i uformować je tak, by były święte. A to, czy przy okazji skończą studia, czy nie, czy będą chodziły w adidasach, czy łapciach po tacie, czy będzie nas stać na teatr lub inne rozrywki, czy nie - to jest dość obojętne. Celem człowieka jest osiągnięcie zbawienia, jeśli wychowam z żoną dzieci na szlachetnych ludzi, to i rozumu im starczy, i sprytu, i pomysłów, by dać sobie radę w każdej sytuacji. Spokojnie.
Natomiast jeśli miałbym - jak to radzą dzisiejsze do gruntu pomylone ideologie odpowiedzialnego rodzicielstwa, czy innych równie zboczonych haseł - czekać do czterdziechy aż uciułam na dwadzieścia komputerów i malucha na ślub dla dziecka, przez cały ten czas więdnąc jak robaczywe jabłko i używać wraz żoną narządów niezgodnie z ich przeznaczeniem - i mimo to do tej czterdziestki wcale nie dorosnąć do posiadania choć jednego dziecka (!) i zdziecinnieć na starość i żyć ze świadomością przegrania życia ze strachu przed ojcostwem, czy macierzyństwem - to ja dziękuję. Wolę oddać swoją płodność na użytek łaski Bożej i wieść szczęśliwe, święte życie. A ci co lubią się zaplanować na śmierć - niech sobie planują wszystko co się rusza, aż pod koniec życia stwierdzą, że te plany to o kant dupy można potłuc.
Mam nadzieję, że nikogo nie gorszę zbytnią intymnością.

czapa
znacie kogoś, kto mając dwie czapki i jedną szafę, zgubił w tej szafie czapkę i już drugi tydzień nie może jej znaleźć? Ja poznałem ostatnio - widziałem go w lustrze.

pobiegałem
dziś po Mszy Świętej wskoczyłem w sportowe odzienie i pobiegłem! Ale pobiegłem tak, że Koronkę do Miłosierdzia Bożego skończyłem grubo przed środkiem dystansu, bijąc tym samym rekord długości biegu! Polska ninja nie jest miękka, moi mili - was też zachęcam do umacniania obronności Państwa!

ucho się złamało - temu misiu
pewnie nikt mi nie uwierzy, ale kiedyś złamałem sobie prawe ucho - w Płocku 2004 roku. Spałem jakoś tak dziwnie i mi się podwinęło, i bolało przez parę dni. Dobre, co? A podobno chrząstka się nie łamie.

myśl na dziś
myśl na dziś - po takiej dawce tekstu - należy się w formie multimedialnej! Dziś św. Josemaria Escriva o Spowiedzi Św.

czwartek, 1 listopada 2007

[1 XI 2007] Uroczytość Wszystkich Świętych

Oleńka in da hauz
dziś od 8:45 Wrocław zamieniono na Monachium, jako miejsce tymczasowej kwatery - jednym słowem, Oleńka już przyjechała! Cóż, wspaniale było na Nią czekać, potem jechać po Nią, a później nosić bagaże... a teraz cały dzień słuchać szczebiotu, który niedoskonale dotąd przekazywał Skype. Beczka śmiechu, moi mili, figle-migle odprawiamy na okrągło!

św. Josemaria Escriva in action
dziś Uroczystość Wszystkich Świętych. Dziwne, ale na Onecie z każdego rogu wygląda Krystyna Feldman, albo Luciano Pavarotti... św. Krystyna i św. Lucyjan? Żenada.
Świętość, podobnie jak inne elementy katolicyzmu są bardzo egzotyczne - wiem. Nie wiem, czy już mówiłem, ale odnoszę wrażenie że katolicyzm jest najbardziej egzotyczną religią w Polsce. No bo jak to jest, że gdy komuś się mówię, że chcę być świętym, to jest albo zszokowany, albo nieco zażenowany? Jak to jest, że gdy komuś jest wszystko jedno, czy będzie architektem, czy szambonurkiem, bo zależy to od woli Bożej, to jest uważany za niegroźnego dziwaka? No, dziwnie to jest.
W Uroczystość Wszystkich Świętych, wspomina się wszystkich świętych, tj. wszystkich tych, którzy zostali zbawieni (nie będę się tu rozwodził o dwóch Sądach po śmierci, etc.). A zatem ci, co do których uroczyście Kościół potwierdził ten fakt i zachęcił do ich naśladowania, oraz ci co do których nie ma oficjalnej wypowiedzi, są natomiast przeczucia bliskich, ludzka wdzięczność i dobre wspomnienie.
Nie mam zamiaru się tu na ten temat rozwodzić, ale może warto byłoby w ten dzień pogadać sobie z którymś ze Świętych i spytać: Ej, jak to było być świętym na co dzień? Ty też miałeś takie problemy jak ja? (w końcu wierzą katolicy w Świętych Obcowanie) i zastanowić nad tym, czy wszystko co robię codziennie, wykonuję jak święty. I to warto robić w Uroczystość, niż łazić po cmentarzach i czytać durne blogi...
Jutro mamy Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych - wówczas odwiedza się groby i modli za tych, którzy pomarli i nie znamy ich dalszych losów. Niech wtedy Onet pisze o Krystynie Feldman i Pavarottim. Pisanie o nich dziś, to tak, jak danie artykułu o Bożym Narodzeniu w Niedzielę Zmartwychwstania...
Wreszcie - kończę już tę pisaninkę - i oddaję głos Świętemu. Św. Josemarię Escrivę, założyciela Opus Dei zdążyli już Czytelnicy poznać. Teraz możecie Go poznać jeszcze lepiej, ja lubię Go bardzo - polecam bliską znajomość!

środa, 31 października 2007

[31 X 2007] dziś jest dziś - zaraz idzie jutro

bambuko do kwadratu
dziś napiszę króciutko, bo jestem już prawie nieżywy. Nie to, żebym się skarżył na nadmiar pracy, ale wczoraj i dziś było jej rzeczywiście aż nadto... Inna sprawa, że dziś był jeden z tych wielu wspaniałych dni w ciągu całego roku, gdy człowiek dostaje w prezencie od bliźnich same upokorzenia. Najciekawsze jest to, że przychodzą one w dużych ilościach w krótkim przedziale czasu - jak tu wątpić w to, że to miłosierny paluszek Pana Boga daje okazję do umocnienia? To jasne.

upadł mit
Tomasz Lis u siebie na stronie, czy gdzie tam mi to się obiło o oczy, napisał, że kamień spadł mu z serca, gdy upadł wreszcie mit Jarosława Kaczyńskiego, jako zimnego stratega, który wszystkich rozstawia po kątach.
Nie chcę nic mówić, ale to producenci papki medialno-politycznej w rodzaju red. Lisa mit ów stworzyli. Zagadnienie wyglądało tak:
Kaczyńskiemu coś się udaje - genialny strateg wygrywa kolejną bitwę, kalkuluje na zimno, etc.
Kaczyńskiemu coś się nie udaje - phi, dureń, mały kartofelek, który sobie ubzdurał że będzie takim strategiem jak Napoleon.
Kpina z rozumu, moi mili. A teraz Lisowi spada kamień z serca... zupełnie tak, jak wówczas, gdy pisarz wszedłszy za bardzo w tworzony świat, uprzytamnia sobie, że to tylko fikcja...

buduje się mit
teraz natomiast tworzy się mit. Zapewne pies z kulawą nogą nie zainteresował się, ani nie interesuje się tym, co dziennikarze robią ze swoimi kolegami po piórze, z którymi im nie po drodze politycznie, bądź towarzysko.
Casus Michalkiewicza - larum zagrały nasze gazwyborcze sławy, gdy miał dostać felietony w Polskim Radiu. Antysemita, faszysta... hahaha... pisałem już o tym sto razy, więc tylko napomknę - jeśli ktoś nie jest filosemitą, dla filosemitów i Żydów jest antysemitą, kto nie przepada za obecnym kształtem Unii Europejskiej, jest antyeuropejski, a nie po prostu ma inne poglądy.
Natomiast to, co dzieje się wokół Tomasza Sakiewicza i redakcji Gazety Polskiej odkąd wbrew akcjonariuszom ze spółki King&King objął Redakcję, przechodzi ludzkie pojęcie. O samym konflikcie udziałowców (w który pośrednio jest zaangażowany Gaz Wyb) nie będę pisał - odsyłam tylko na stronę - http://www.gazetapolska.pl/?module=content&article_id=411.
Dziś zaś sąd wydał decyzję o zatrzymaniu red. Sakiewicza oraz red. Hejke na 48 godzin. O co chodzi? Chodzi o artykuł, w którym "GP" ujawniła fakt współpracy redaktora programowego TVN, Milana Suboticia z WSI. Sprawa została zresztą potwierdzona przez raport o przestępczej działalności WSI (recepcja raportu przez media też godna uwagi). Wówczas Subotić oraz TVN złożyły pozwy przeciwko redaktorom z Gazety Polskiej, a nieliczni dziennikarze zaprotestowali przeciwko takiemu postępowaniu w łonie środowiska dziennikarskiego (list dziennikarzy ws. wolności słowa: http://www.gazetapolska.pl/?module=messages&message_id=101). W ilości pozwów przeciw "GP" przoduje oczywiście Gaz Wyb (przypomnę, pośrednio zamieszana w spór udziałowców) - mam tu na myśli szczególnie jeden casus.
Otóż, Adam Michnik dostał faksem pytania a propos tematyki, którą chciała poruszyć "GP" w kolejnym numerze. Jako, że na nie nie odpowiedział, ani nie chciał się spotkać, artykuł nie mógł wziąć pod uwagę jego punktu widzenia. Wówczas - już po publikacji - niejaki mecenas Rogowski (ten, który - jak wieść niesie - oprócz bycia pełnomocnikiem, prowadzi w Agorze szkolenia w zakresie radzenia sobie prawnego z przeciwnikami) przysłał do Redakcji faks, gdzie zagroził kolejnym pozwem, jeśli "GP" nie opublikuje jego oświadczenia zawartego w faksie w całości, nie omijając żadnego słowa. W następnym numerze, Sakiewicz wyśmiał we wstępniaku Rogowskiego, ale zamieścił jego faks w całości, łącznie z numerami telefonów i numerem konta jego kancelarii, które widniały na faksie. Co się stało wtedy? Rogowski skierował do sądu pozew o ukaranie Sakiewicza i Redakcji, za publikację jego - wprawdzie nie zastrzeżonych - ale jednak danych, po których można dojść do danych zastrzeżonych. Komedia.
Po co to piszę? Ano po to, że gdy przypomni sobie jeszcze sobie człowiek, że ci sami ludzie trąbili przez ostatnie dwa lata o zagrożeniu demokracji, o kneblowaniu ust dziennikarzom, popierdywali o demokracji i profesjonalnych standardach, etyce, et consortes, to pusty śmiech człeka ogarnia i nóż się w kieszeni otwiera. Drogie miglance - nie lubię, gdy robicie ze mnie durnia!

Halołin
chciałem dziś pójść na Mszę Świętą do katedry, ale nie było. Nie, nie odwołali z okazji Haloween, tylko w kościele jest remont. Chociaż z drugiej strony - w każdej witrynie trupy, zombie i czarownice, można by się zastanowiać...

GPW jako droga do świętości
proszę zobaczyć co inwestorzy w USA wyprawiali dzisiaj - http://stooq.com/q/?s=nasdaq Do takich jazd góra-dół trzeba naprawdę mocnego pampersa... Dziś dzień posiedzenia tamtejszej RPP, czyli FOMC, który obniżył stopy procentowe o kolejne 0,25 punktu. Teoretycznie dla rynków finansowych wiadomość dobra... ale długoterminowo - uczucia mam mieszane. Ciekawe, czy Stanom uda się uniknąć recesji - póki co wyglądają jak pacjent z zakażeniem, w którego się wpompowuje sól fizjologiczną, mówiąc że się polepszy. Pozytywne zaskoczenie dzisiaj, to wzrost wydatków na konstrukcje budowlane w USA (obstawiano spadek o 0,3%, zamiast spaść - o tyle wydatki wzrosły). Ciekawa sytuacja.
Nasz parkiet dziś jak zwykle nerwowo, szkoda gadać.
Mnie natomiast ciekawi to, że giełda jest drogą do świętości. Mówię to już od jakiegoś czasu - nie tylko wojsko potrafi być wspaniałą szkołą chrześcijaństwa, a koszary domem rekolekcyjnym - także inwestowanie na rynku finansowym może stać się wspaniałą szkołą nie tylko cierpliwości, ale odwagi, zaufania Bogu, porządnej analitycznej pracy, panowania nad emocjami. Zachęcam, porażki na tym polu lepiej się pamięta - bo dużo kosztują...

litania
chcąc uniknąć sytuacji, w której znów będę musiał oglądać żenujące reklamy na własnym blogu, powtórzę to, co zwykle - nieruchomości chciałbym, usługi finansowe, inżynieryjne, zarządzanie jakieś, kosmetyka estetyczna, stomatologia. No, chyba starczy. Aha, jeszcze jedno - testy DNA!

podróż
wyobraźcie sobie, że już za paręnaście minut Oleńka wsiądzie do autokaru opolskiego biura podróży SINDBAD, by jutro o 8:30 pojawić się na dworcu autobusowym w Monachium! Radość nasza jest wielka, bo choć odległość prawie taka sama jak do Warszawy, a komunikacja nawet lepsza - codziennie Skype, to jednak tęsknimy bardziej. Od jutra wpisy pewnie będą krótsze, za to więcej zdjęć zapodam. Gwarantuję natomiast jasność umysłu - obecność Oleńki zawsze sprawia, że problemy, których dotąd nie rozwiązałem nagle znajdują swój koniec, a zagadnienia nad którymi łamałem sobie głowę - stają się przejrzyste! Zawsze z Wrocławia wracam z pełnym notesem.

wierszydełko
dzisiaj wielce hermetyczne, humanistyczne wierszydełko

pan Jaeger obcinał paznokcie przed pisaniem

pan Werner Jaeger
autorPAIDEI
usiadł z kawą
się trochę wylało tworząc
brązowy zbiór równoodległych od środka kropelek
na biurku
kartce

było cicho

a dlaczego pan Ajdukiewicz
którego analizują robalki
zastosował w tym miejscu
żółtej kartki IV gat.
taki porządek
pisząc przecież o aprioryzmie skrajnym
mógł przejść do umiarkowanego
od razu całkiem empirycznie
a nie do empiryzmu a potem dopiero

no, a ten Jaeger czy
pogładził ogolone liczko
gdy uszczypnął piórem Moellendorffa
i jego teorię
na gładziutkiej kartce z moimi palcami

zresztą nieważne czy Moellendorffa
to nic nie zmienia
czy kogoś innego

Nałkowska miała pięćdziesiąt cztery lata
gdy wybuchła wojna

myśl na dziś
Cokolwiek by się działo, trwaj na swej drodze z radością i optymizmem, gdyż Pan stara się usunąc wszystkie przeszkody.
- Posłuchaj mnie uważnie: jestem pewien, że jeśli walczysz, będziesz świętym!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 355

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO