Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emigracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emigracja. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2009

[8 IV 2009] środa, co się dzieje że widzę coś niemożliwego?

abp Życiński dicit...
widziałem ostatnio rzecz przedziwną! Pewnie nie uwierzycie, ale niech tam – najwyżej wyjdzie na to, żem pludrak! Otóż, w heretyckiej, ba!, antykościelnej gazecinie widziałem ostatnio aż dwa razy sążniste eseje jednego z arcybiskupów Świętego Kościoła Rzymskiego! Myślicie sobie pewnie, że albo gazecina wcale antykościelna nie jest, albo mi się coś pomyliło... ale niestety gazecina rzeczywiście jest antykościelna, a osoba, która podawała się za arcybiskupa – jest nim w istocie! Chodzi rzecz jasna o abpa Życińskiego, tego któremu diecezjanina/diecezjankę w zeszłym roku wycięli redaktorzy z Aborczej. Zaiste,
Niemen miał rację z dziwnością tego świata.

Aborcza wydaje...
tymczasem może i Aborcza nie taka zła, bo Pismo Święte wydała! Aj waj... w Ziemi Świętej dewocjonalia produkują głównie Arabowie – byzmes ys byzmes, bejbe. Podobnie i tutaj. Równolegle wydają Talmud i Koran . Reasumując – przy okazji wydawania Talmudu, wzięli coś jeszcze, żeby nie było... był już dodatkiem nóż do chleba, była apteczka dla kierowcy, była „Lolita” Nabokova, to i Biblia dla gojów może być!
Herbert o Michniku
oddajmy głos mądrzejszym od siebie. Przed Państwem Zbigniew Herbert:




Islam ostrzy zęby...
z Koranem to jednak dobry myk zrobili. Wszak u nas wśród imigrantów prym wiodą muzułmańscy Czeczeni! A jak wiadomo z filmu, który puszczam poniżej – za 20 lat Islam zdominuje Europę i to muzułmanie będą dyktować prawo i reguły (na filmie mówi znany islamski „apostoł”).


Swoją drogą, czy nie pobrzmiewa Wam tutaj to, co do znudzenia powtarzam, jako cytat z gen. Pietrzyka? Że dżihad trwa nieprzerwanie od założenia Islamu, a polega on na tym, żeby nie było na ziemi nikogo, kto nie powie, że Allah jest jedynym bogiem, a Mahomet jego prorokiem. Jednym słowem – albo wyciąć, albo nawrócić. Tertium non datur.

...a Putnam ściera kły!
ciekawe w kontekście wczorajszych i dzisiejszych rozważań jest to, co wielki piewca kapitału społecznego, autor legendarnej książki
„Bowling alone”, Robert Putnam odkrył kilka lat temu (długo wahając się przed publikacją badań) – to mianowicie, że niejednolity skład etniczny grup społecznych wpływa dewastująco na kapitał społeczny. Kapitał społeczny, czyli zaufanie, skłonność do kooperacji, dbałość o wspólne sprawy, poświęcenie dla lokalnej wspólnoty. Jednym słowem – wygląda na to, że w tego typu społeczeństwach, jak francuskie, niemieckie, czy amerykańskie (to społeczeństwo badał Putnam) koniecznym wynikiem jest apatia, zamknięcie się w czterech ścianach przed telewizorem. To zaś wzmacnia zuchwałość przestępców, poczucie bezkarności. Zobaczcie na ludzi w pokazywanym wczoraj autobusie, czy na kierowcę. Bezradność!
Ale nie należy tego rozpatrywać jako jednostkowego przypadku! Przypomnijmy sobie rozruchy na przedmieściach Paryża i Lyonu w ostatnich kilku latach, przypomnijmy sobie relacje znajomych po wizytach we Francji (dziś rozmawiałem na ten temat z Koleżanką – opowiada o wszechobecnym strachu przed kolorowymi, społecznej dyrektywie nie patrzenia na nich w metrze, nie mówienia o nich w rozmowach, o tym, że konduktorzy wsiadają po siedmiu i wygladają jak antyterroryści)... To dzieje się dziś. Kilkaset kilometrów stąd.
Zaciekawił mnie jeden z komentarzy na którymś z forów, na których robiłem wczoraj jubel na powyższy temat (skutek – ponad 500 odwiedzin gnyszkobloga, oraz ponad 10 000 odwiedzin newsa na Frondzie!)... autor napisał, że być może ten, kto zmontował film z kamer w autobusie, a więc potencjalnie pracownik autobusów, albo ochrony, zrobił to w akcie milczącego wołania o pomoc! Myślę, że coś w tym jest.

myśl na dziś
Nie miej wątpliwości: Serce zostało stworzone po to, żeby kochać. Napełnijmy więc Panem Jezusem wszystkie nasze miłości. Inaczej, niewypełnione serce się mści i zalewa się najgorszymi nikczemnościami.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 800



wtorek, 7 kwietnia 2009

Do czego dąży Francja i dlaczego do katastrofy?

catastrophe!
Obejrzałem właśnie film nagrany przez kamerę w paryskim autobusie - o sprawie dowiedziałem się z newsa na Fronda.pl.
Niestety, cenzorzy z youtube już go zdjęli - nie mogę więc go tu wstawić, film mozna jednak obejrzeć tutaj.
Sytuacja wygląda tak: w autobusie stoi sobie młody chłopak, którego zaczyna zaczepiać jeden z emigrantów. Chłopak go odpycha, kradną mu portfel... i zaczyna się jatka. Kilkunastu emigrantów dosłownie rozpieprza skład całego autobusu, ludzie wieją, niektórzy niemrawo chcą bronić kopanego na podłodze chłopaka, emigranci każdemu dają po ryju, wrzeszczą "ty gówniany Francuzie". Szok. Po prostu szok. Chłopak doczłapuje się do kierowcy, ten nie otwiera nawet drzwi, dzwoni chyba po policję, znów wpadają Arabowie i okładają tego pierwszego bez żenady pięściami...
Świat, który znamy, właśnie się skończył. Proponuję to solidnie rozważyć... dzisiejszy wpis - będzie wieczorkiem - miałem temu właśnie poświęcić, temu co robić... po filmie widzę, że na ten temat pisać należy - tak jak to zrobiła Oriana Fallaci, której Wściekłość i dumę należy bezwzględnie polecić!




wtorek, 17 marca 2009

[17 III 2009] jak to mnie dżihad molestował!

emigranty
wczoraj doznałem gwałtu! Był to gwałt motywowany dżihadem! Tak, pangruszka, piewca twardej postawy wobec muzułmanów, spreader posłania gen. Pietrzyka, kpr Gnyszka, dowódca 122-mm haubicy samobieżnej 2S1 „Goździk” - ja padłem ofiarą gwałtu! Wczoraj.
Dzień zaczął się niewinne – spotkałem kolegów, którzy rozprawiali o tym, że w ich okolicy zbyt pewnie czują się emigranci z ośrodka dla uchodźców. Że zaczynają kraść, że w weekendy ciężko wykorzystywać nowiutkie boisko szkolne, a jeśli nie daj Bóg sfauluje się któregoś z czeczeńskich, albo afgańskich malców, zaraz podjeżdżają trzy beemki pełne tatusiów i wujków ze wschodnim akcentem. Co tu dużo gadać – mnie też nie podoba się to, że uchodźcy zajmują się w Warszawie handlem narkotykami, kradzieżami i prostytucją. Nie pracują, demolują ośrodki... tak, tak... to najprawdziwsza prawda. Przypominam film ze Szwecji, który ostatnio puszczałem na blogu. Można pomyśleć, że to odległa abstrakcja... obawiam się po tej rozmowie, że jesteśmy już o krok od tego typu zajść. Kurczę, czy nikt tego nie widzi...?
No, ale nic to. Koledzy troszkę się powściekali, młodzi są, licealiści – prawo wieku. Zaszedłem na zajęcia na socjologię, słucham przemiłego wykładu dra Chmielewskiego... notuję na laptopie... a tu nagle przychodzi zapytanie, czy chcę zapisać plik przesyłany mi przez Bluetootha. Zapisałem – okazało się, że to zdjęcie witryny sklepowej. Fajosko, choć nie wiem, kto mi to wysłał. Później drugi plik, tym razem odrzuciłem. Następnie ten sam nadawca wysyła mi coś na komórkę przez Bluetootha! Zaakceptowałem pobór pliku... ściągnął się... komórka ściszona... sprawdzam co to... a tu nagle jak nie zacznie się wycie, śpiewanie po arabsku, jakieś takie irackie, albo tureckie disco-polo, piosenka miłosna (Habibi, habibi – to po tamtejszemu „kochanie”)! Cała sala na panagnyszkie, cholerstwo nie chce się wyłączyć, dr Chmielewski (lubimy się jak mniemam obopólnie!) zaczyna się uśmiechać i żartować na temat dyskoteki, którą urządziłem... no wreszcie udało mi się wyłączyć! Na ekranie komórki arabskie napisy... a trzy ławki dalej siedzi spokojnie kolega rodem z Iraku, który do naszego roku dołączył w październiku. Polskiego nie kuma. Zalicza przedmioty na ładne oczka.
I tak sobie myślę – abstrahując już od tej afery z dzwonkiem w mojej komórce – kolegę lubię, czasem mu coś pomagałem w zrozumieniu ćwiczeń, rączkę sobie podajemy... ale przecieć Simon Mol też miał kolegów i koleżanki, a piloci-samobójcy z Al Kaidy wychowali się w USA. Pili codziennie kawkę ze Starbucks'a, donuta z Dunkin'a, mieli sąsiadów...

państwo jako sędzia piłkarski
tymczasem dokonałem epokowego odkrycia! Otóż, liberalna metafora państwa jako stróża nocnego nie nadaje się do niczego! Dziś budzi raczej politowanie i niechęć... bo niby co to jest ten stróż nocny? To dziś nic nie znaczy. Uważam natomiast, że pełna analogia zachodzi między liberalną wizją państwa, a postacią sędziego np. piłkarskiego. Państwo bowiem wg liberałów powinno być gwarantem zawierania umów i egzekucji nałożonych sankcji w ramach systemu prawnego (czyli reguł gry). Wypisz-wymaluj, sędzia piłkarski!

kredyty międzynarodowe poumarzać!
ta myśl nasunęła mi się na zajęciach z socjologii stosunków międzynarodowych. Z tego samego czasu pochodzi i inna obserwacja. Otóż... gdy mówi się o długach zaciąganych przez państwa, czyni się to zazwyczaj z tonem pogardy dla tych, którzy kredytu udzielili... i nie chcą go umorzyć! No, tak. Przyjmijmy, że nasz przyjaciel blogowy Bart potrzebuje tysiąca złotych dla podtrzymania płynności. Pangrzyzga leci od razu swej bratniej, choć lewicowej duszy na pomoc i pożycza kwotę. Następnie Bart mówi: „Dobra, ma być sprawiedliwość społeczna, więc się wal, nic Ci nie oddam”. Pangrzyzga traci ciężko zarobiony pieniądz, jest ograbiony. Złodziejstwo.
Toż samo przecież z państwami. Jeśli jedno pożycza drugiemu pieniądze, to owe pieniądze ma od swoich obywateli – jeśli dług jest umorzony, tracą obywatele. Obywatele są okradani! Chyba, że... ano właśnie! Chyba, że żyjemy w systemie fiducjarnym takim, jak ten dzisiejszy i pieniądz pochodzi z drukarki! Wówczas postać rzeczy jest nieco inna... oto bowiem ktoś pożycza komuś zadrukowany papierek, mówiąc, że on jest coś wart... a potem żąda zwrotu np. w postaci surowców. Bagsik by tego nie wymyślił!
Lektura dla chętnych:
„Ekonomia wolnego rynku” Rothbarda: Tom 1 , Tom 2 oraz Tom 3

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/17-iii-2008-wielki-poniedziaek.html

myśl na dziś
Jeżeli Pan wymaga od ciebie konkretnego apostolstwa, jak ten połów stu pięćdziesięciu trzech wielkich ryb — a nie innych — złowionych po prawej stronie łodzi. A ty mnie zapytujesz: Jak to jest, iż będąc rybakiem ludzi, żyjąc w kontakcie z wieloma kolegami, i wiedząc jasno, do kogo ma być zwrócone moje szczególne apostolstwo, nie łowię?... Brakuje mi Miłości? Brakuje mi życia wewnętrznego? Posłuchaj odpowiedzi z ust Piotra podczas innego cudownego połowu: "Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci". W imię Jezusa Chrystusa, zacznij od nowa. — Umocniony! Precz z tą gnuśnością!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 377




wtorek, 10 marca 2009

Do czego dąży Szwecja i dlaczego jest to katastrofa?

nawiązując do wczorajszego posta nt. Zjednoczonych Emiratów Szwecji dzisiaj kolejny film... M.in. dlatego muzułamnie nigdy się nie zsocjalizują np. w Szwecji - bo widzą tam to, czego nienawidzą, co - gdy urosną w siłę - będą karać ucinaniem głów i rąk...

http://www.aftonbladet.se/webbtv/livsstil/article3824402.ab

poniedziałek, 9 marca 2009

z cyklu "Oblicza wielokulturowości": bitwa z muzułmanami w Szwecji

Pardon, nie muzułmanami, tylko Szwedami arabskiego pochodzenia i nie bitwa, tylko raczej spektakl niszczenia radiowozów z siedzącymi w środku funkcjonariuszami prewencji. Powód pokojowej demonstracji - niechęć do Izraela.
Zajrzyjmy zatem co tam w szwedzkiej telewizji:



a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/rozmylania-niedzielne-ach-chyba-nie.html

sobota, 2 lutego 2008

[2 II 2008] post właściwy, sobota, święto Ofiarowania Pańskiego

polskie klimaty
zauważam wśród emigrantów dziwną prawidłowość - czerpią masochistyczną wręcz satysfakcję z upokarzania Polski i Polaków w oczach swojego zagranicznego otoczenia, a sami wśród siebie pielęgnują na przemian mit Polski jako zasyfiałego grajdołu, oraz kraju najmądrzejszych i najcwańszych ludzi na świecie. Zjawisko tyleż frapujące, co denerwujące. Bo ileż mogę słuchać, gdy ktoś o polskich korzeniach w mojej obecności żartuje, żeby nie zostawiać przy nas plecaka, bo jesteśmy Polakami. Albo na uwagę, że prawo o spółkach w Polsce podobnie różnicuje osoby prawne jak niemieckie, mówi żartem, że jak widać Polacy kradną nie tylko samochody, ale i prawo... Panagrzyzgę zawsze wówczas trafia szlag, oczy zalewają się krwią a blaszka miażdżycowa zaczyna myśleć o odklejeniu się na amen!
Zjawisko ma - jak się zdaje - dwa wymiary. Po pierwsze, wewnętrzny. Człowiek, czy to sam, czy we wspólnocie innych emigrantów, musi zapewne wytłumaczyć zasadność swojej emigracji, szczególnie, gdy bilans zysków i strat w głębi serca nie jest taki oczywisty... No i wówczas wali w bęben, z jakiego to syfu, ciemnoty i lenistwa wyjechał!
Drugi wymiar - zewnętrzny, to po prostu przyjmowanie paradygmatu niemieckiego, który wyznacza nam właśnie taką rolę - pijaczków, roboli i brudasów, których trzeba krótko trzymać i pouczać. Mechanizm jest prosty - przyjmuję paradygmat, po to, by najeżdżając na rodaków samemu pokazać się jako ktoś ponad tą wizją. Czyli taka żebranina - "proszę, uznaj mnie mein Herr za godnego siebie, moi rodacy to dziady, ale ja jestem inny!". Godne politowania.
Godne politowania nie tylko z patriotycznego punktu widzenia, ale i zupełnie indywidualistycznego. Poza tym - umacnianie błędnego paradygmatu, który utwierdza innych w pogardzie wobec mnie i moich rodaków po to, by mnie akurat on nie uważał... to marna kalkulacja. Więcej szkody, niż pożytku.
Aby dodać pieprzu, powiem, że dziś dostałem od kolegi z uczelni (pochodzącego z Nowej Soli) prezentację pt. Polskie klimaty. To jest właśnie przykład samobiczowania: www.chomikuj.pl/gnyszka/polskie_klimaty.pps

PRL
odnoszę wrażenie, że i Polacy krajowi zżyli się z tą wizją ich samych jako podpitych cwaniaczków i małych brudasków. Korzeni tej wizji upatruję w PRLu... proszę zwrócić uwagę, że wyobrażenie znacznej większości Polaków o samych sobie wytworzyła szalona epoka, obca ich kulturze, trwająca zaledwie 50 lat w całej prawie 1050-letniej historii... W rzeczywistości z innej gliny jesteśmy ulepieni, inną historię mamy, i sto milionów powodów do dumy. Walec jakim była II wojna światowa, a potem kolejny walec - PRL, jak widać doszczętnie przeorały świadomość Polaków. Do roboty - przywróćmy sobie własne dziedzictwo, a z nim spojrzenie na Europę, świat i nas samych. Pomocą może byc tekst prof. Nowaka: www.chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc

jezuickie klimaty
wieczorem, z okazji Święta Ofiarowania Pańskiego byłem na Mszy Świętej w Sankt Michaelu. Może powinienem to nazwać inaczej - byłem na spektaklu pt. Ponadgodzinne Wariacje nt. Mszy Świętej z przerwą na Komunię Świętą w Jezuickiej Operze Kameralnej pw. św. Michała Archanioła. Tragedia, moi Państwo, tragedia, płakać się chce...

100 dni rządu
pamiętacie jak to w poprzedniej kadencji rozliczano rząd po 100 dniach? Nie wiem, czy w takiej samej atmosferze robi się to z rządem panadonka, ale parę krytycznych artykułów w enternecie widziałem. Co ja bym chciał na ten temat powiedzieć? W skrócie - ja wiedziałem, że tak będzie.
Mam dość nieprzyjemną satysfakcję, bo ostrzegałem przed takimi skutkami rządów PO, ale chyba niedużo osób mnie posłuchało i głosowało na UPR lub PR. No, cóż - za parę lat nowe wybory. Krótkie zestawienie:

- cofka obietnicy zniesienia abonamentu RTV,
- cofka obietnicy zniesienia podatku od zysków kapitałowych,
- cofka obietnicy wprowadzenia podatku liniowego (trzech równych stawek 15%),
- supremacja w PO osób, które gwarantują negatywny obrót sytuacji (panpalikot przede wszystkim, na drugim miejscu - p. Chlebowski, który doprowadził do bankructwa gminę, którą rządził, na trzecim - p. Komorowski, który ma ambicję zrobienia z PO europejskiej chadecji - każdy, kto wie co ten termin oznacza, żegna się teraz i odmawia prywatny egzorcyzm Leona XIII)
- obecność w rządzie osób, które gwarantują negatywny obrót sytuacji - przede wszystkim Ćwiąkalski, za nim plasuje się Grzegorz Schetyna, Michał Boni, Ewa Kopacz, i in.
- haniebne posunięcia w polityce międzynarodowej - zmiana kursu wobec Rosji, zamiar przyjęcia Traktatu Lizbońskiego bez referendum (!!!),
- brak reakcji ministra finansów na kryzys na rynkach finansowych (nawet jednego komentarza!),
- haniebne załatwienie sprawy żołnierzy z Afganistanu, którym postawiono zarzuty w związku z ostrzałem afgańskiej wioski,
- brak woli reform wobec związków zawodowych (których przestępczą działalność wspierało się w poprzedniej kadencji, gdy poprzednicy chcieli je wziąć za gębę...),
- skandaliczne działania ministra Ćwiąkalskiego - czystki w prokuraturze, Ministerstwie, zabawa we wskrzeszanie laptopa, zmienianie prokuratorów i sędziów prowadzących sprawy klientów Ćwiąkalskiego,
- deklaracja przyjęcia euro (bez podania przyczyn).

Jednym słowem - po raz kolejny Polacy zrobili z Polski dojną krowę, albo i gorzej. I mówią do Niej biednej (w tym drugim przypadku): Nie zaciskaj mięśni, to przynajmniej będzie mniej bolało... Płakać się chce.

J.T. Gross ma stracha
zanim sam omówię tę sprawę, zachęcam do obejrzenia wywiadu z prof. Janem Markiem Chodakiewiczem z waszyngtońskiego Institute of World Politics. Facet jest m.in. specem właśnie od powojennych stosunków polsko-żydowskich, o czym parę książek zdążył napisać. Jego teza jest krótka: książka Grossa jest propagandowym paszkwilem. Posłuchajcie fragmentu Warto rozmawiać na TVP2.



Budryck
w pewnej kopalni w Polsce jacyś panowie ze związków zawodowych dostali wścieku i postanowili zaprotestować. Chodziło o 500 złotych podwyżki, strajk trwał 46 dni, kosztował kopalnię koło 46 milionów złotych... Jeśli kopalnia upadnie z powodu zerwania umów, albo strat - panowie wylecą na bruk. Najgorsze zaś jest to, że to kilku panów ze związków terroryzowało kolegów chcących pracować - doszło nawet do tego, iż górnicy chcący podjąć pracę (ponoć koło setki) nie zostali wpuszczeni na teren Budryka, obrzuceni kamieniami i oblani pianą z gaśnicy. Przypominają mi się czasy, gdy nie chciałem się zerwać z lekcji wraz z całą klasą...
Wydarzenia są rzecz jasna skandaliczne i widać jak na dłoni konieczność prywatyzacji i uniezależnienia kopalń od państwa (Budryk jest półprywatny, bo z pomocy państwa korzysta) oraz zmiany ustawy o związkach zawodowych. Obecny ich kształt, to kształt wypracowany za komuny przez Solidarnośc. Jako, że komuny reanimować nikt chyba nie zamierza, zmieńmy i inne elementy systemu, które w niej tkwią, zakładając jej istnienie.
Komentarz Janusza Korwina-Mikkego, dotyczący Budryka, wydaje mi się warty obejrzenia:



Mikołaj Sarkozy
na świecie miał miejsce kolejny skandal. Jak donosi Onet.pl (http://wiadomosci.onet.pl/1684993,12,item.html) Mikołaj Sarkozy z Francji porzucił po 11 latach pożycia żonę (tzn. nie wiadomo, czy to żona sensu stricto, bo Onet się gubi w pojęciach tej materii...) i podpisał umowę o wspólnym rozliczaniu podatkowym z podstarzałą modelką. Uroczystość podpisania umowy miała miejsce w Pałacu Elizejskim, gdzie równocześnie pan Sarkozy pokazał, że nie zamierza powrócić na dobrą drogę i samym podpisaniem umowy dał znać, że w grzechu cudzołóstwa zamierza trwać nie tylko sam, ale i z uwiedzioną modelką. Sprawa smutna i skandaliczna. Jej powagę dziwnie wyraża Onet...

jeszcze o sytuacji na GPW
nie chcę nikogo martwic na weekend, ale dzięki uwadze kolegów z forum parkiet.com zauważyłem, iż istnieje możliwość zrobienia formacji podwójnego szczytu przez WIG20. Otóż, mamy obecnie sytuację, następującą: w piątek zamknięcie nastąpiło w okolicach wysokości ostatniego szczytu (z 20 stycznia). Jeżeli w poniedziałek grubo nie przebijemy tego poziomu i spadniemy porządnie przy wysokich obrotach - czeka nas ruch powrotny do ostatnich minimów, a po ich przebiciu - będziemy szukać kolejnego dna. Mamy więc trzy scenariusze - w poniedziałek opór pada (sprzyja temu atmosfera, zobaczymy co rano zrobi Azja) i lecimy wyżej; albo odbijamy się od oporu i wracamy do minimów, robimy na wyznaczonym przez nie wsparciu podwójne dno i znów wracamy do oporu, próbując go przebić; albo wreszcie przebijamy wsparcie wyznaczone przez ostatni dołek i lecimy do piwnicy. Osobiście obstawiam dwa pierwsze scenariusze jako najbardziej prawdopodobne.

myśl na wieczór
- Synu, gdzież jest ten Chrystus, którego dusze szukają w tobie? W twojej pysze? W twojej chęci narzucania się innym? W twych ułomnościach charakteru, których nie chcesz pokonać? W twoim uporze?... Czyż w tym jest Chrystus? - Nie!
- Zgoda, musisz mieć własną osobowość, ale twoja osobowość winna starać się utożsamiać z Chrystusem.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 468

sobota, 22 grudnia 2007

[22 XII 2007] sobota - już jesteeem!

podróżujem - Orland
wczoraj pangruszka wyjechał z dworca autobusowego Froettmaning w Monachium koło godziny 18:00. Wyjechał mając w duszy żal, że pewnie biedni Czytelnicy cały dzień oglądają w kółko św. Josemarię, martwiąc się czy aby panagnyszki jakaś beemwica nie przejechała. Ano, nie przejechała, sam pannuszka musiał natomiast sprostać wielu wyzwaniom - przede wszystkim logistycznym. Na uczelni był, w firmie był, wcielając się w rolę inżyniera Gnyszki a wszędzie ciągnął ze sobą gigantyczny bagaż pełen prezentów. Ale udało się, spociłem się jak wieprzek, ale dałem radę - nie dałem natomiast rady nic skrobnąć, za co uniżenie przepraszam!
Jesteśmy więc przy godzinie 18:00, siedzę sobie w autokarze marki mercedes należącym do firmy ORLAND. Siedzę i oczom nie wierzę, bo przygotowywałem się na starego gruchota z emerytowanymi kierowcami pekaesu (szczególnie, że firma ma siedzibę w miejscowości mniejszej niż przysłowiowy Pipidówek, a cena biletu biła konkurencję o ok. 7%!). Siedzę więc sobie i nie wierzę, bo nie dość że dostałem gratisową pompowaną poduszkę z logo firmy, to jeszcze zapowiedziano ciepły napitek w ramach ceny biletu i puszczono nam film instruujący o tematyce - jak korzystać z tego autokaru? Jednym słowem - bomba, 3-osobowy team kierowców w różnym wieku. Cud malina jednym słowem - chłopaki, nie wiem jak byliście w stanie połączyć jakość, której nie znalazłem u renomowanych przewoźników z sensacyjną ceną, ale od dziś jeżdżę tylko z Wami! ORLAND rządzi moi mili - na tym polega biznes. Dałem się niestety złapać na postsocjalistycznej nieufności do nieznanego prywatnego przedsiębiorcy... Mea culpa.

złota, polska młódź
w autokarze złota polska młódź, o której pisano długo przed wyborami i w czasie wyborów. Ach, te zastępy wysokiej klasy specjalistów, wrażliwych intelektualistów, inżynierów i humanistów, klasy zarządzającej... no, no... Napatrzyłem się, oj napatrzyłem. A jednocześnie zdziwiłem - bo teoria odbiega od rzeczywistości. Spotkałem w 80% młodych ludzi, którym nie chciało się studiować, którzy w Niemczech pracują albo jako kierowcy, albo jako opiekunki emerytów, albo gdzieś tam jeszcze, na kierowniczym stanowisku w obrębie zlewozmywaka. Klasa wybitnie rozwinięta przez uczęszczanie do barów i galerii handlowych, na dodatek zarabiająca krocie (o których to krociach koleżanka z PADOPLANU raczyła powiedzieć, że to niesprawiedliwe że ci Rumuni i Polacy zarabiają tak mało, bo przecież tyle samo pracują co inni, a niekiedy ciężej...). Osłuchałem się jak to poszłem, jak to inna niewiasta coś wykur***iła.
To nie było ostatnie spotkanie z młodzią złotą, ale na tym etapie chciałem spytać, czy jest się czym chwalić odbębniając zwycięstwo w głosowaniach w konsulatach i ambasadach zachodniej Europy? Toż to obciach, podobnie jak zwycięstwo w zakładach karnych, czym niejaki Tusk Donald się chyba nie chwalił.

Grudziądz - Warszawa, wspólna sprawa
miałem również miłego pasażera w autobusie - Krzysztofa bodajże. Z Grudziądza/Karlsruhe - studiował parę lat w Gdyni, potem zaczął w Karlsruhe, już trzeci rok. Pogaworzyliśmy, podyskutowaliśmy, miałem okazję i bloga polecić, i inne rzeczy. Mało z tego względu spałem, ale mam nadzieję, że dziś nas Krzysztof poczytuje - witamy! Głosował razem z kolegą na Donalda, ale pochwał polityce zagranicznej rządu J. Kaczyńskiego też nie szczędził, o czym przyjdzie mi jeszcze tutaj pisać!

jako, że Oleńka chce mnie wyprowadzić na spacer, kończę tę pierwszą część bloga, a druga będzie w okolicach poobiednich! Oj, będzie się działo. Edyta zaś przygotowuje się do imprezy, stuknął roczek, oj stuknął...

poniedziałek, 12 listopada 2007

[12 XI 2007] poniedziałek - abarot do rabotu, a św. Jozafat patrzy

włosów cięcie
pangrzyzga powiedział dziś Dość! Ale, ale, hopla, hopla, czemu powiedział owo jakże donośne Dość!? Ano, postanowił zerwać z imidżem jaskiniowca, imidżem burzy na głowie i pójść do fryzjera. Poszedłem przed zakupami, bo wcześniej dziś do zagrody z wydziału zjechałem, zapisałem się, potem do domu na obiad i na cięcie. Śmieszna sprawa - strzygł mię jegomość o wyglądzie statystycznego homoseksualisty, który uprzejmie podał mi Różaniec, który wypadł z mojej kieszeni. Ów jegomość miły, gdy pokazałem mu jak mam być ostrzyżony (zdjęcie z dowodu), powiedział, że spoko, obetnie mnie ładniej, będzie super, lepiej niż na zdjęciówce. Bałem się, moi mili, oj bałem. Ale jakoś poszło, wystarczyło odpowiedzieć w trakcie strzyżenia na pytanie jak mi się podoba, że może być. Może być, a nie "super"? No, bez przesady - w porządku. Wówczas przemiły jegomość chyba już zrezygnował ze zrobienia ze mnie metroseksualnego bożyszcza podstarzałych przyjaciół chłopców i krótko mówiąc - po prostu opitolił mnie na krótko. O to chodziło, z przyjemnością zapłaciłem 12 ojro (choć wydawało mi się, że zapłacę tylko 5 ojro)... Wiem dlaczego 12 ojro! Bo ten smalec co to nim mi włosy wysmarował, to chyba już styling był, więc miałem cięcie+styling. Tak mnie wylansował i wystylował, że muszę dziś głowę myć... Wieśniak z Polski, ty panigruszko, ćwoku wsiowy!

adversus haereses
potem przeszedłem się na dynamiczny spacer połączony z Koronką do Miłosierdzia Bożego i Różańcem (proszę się cieszyć - dziś tajemnice radosne!), tj. umacnianie obronności Państwa wraz z modlitwą. Powrót do domu, szybki i zachwycający przegląd ptactwa w sadzawce w Olympia Parku i podwieczorek w hacjendzie, a na 18:00 hajda na Mszę Świętą do Sankt Michaela. Właśnie co do Mszy - niestety doznałem zgorszenia... Nie dość, że Kapłan nie jest należycie ubrany, pomija elementy stałe Mszy, to jeszcze dziś raczył wygłosić zasmucające, chyba nie w pełni ortodoksyjne kazanie... Nie będę tutaj propagował błędu, bo nie chcę siać zgorszenia (a mówi o tym dzisiejsza Ewangelia), ale do tematu kiedyś wrócę w formie abstrakcyjnej.

Stabat Mater Dolorosa
czytam ostatnio Katechezę o Mszy Świętej ks. Tomasza A. Dawidowskiego FSSP (http://faq.tridentina.net/Katecheza.pdf), tzn. od wczoraj czytam. Autor raczył napisać tam, takie zdanie rozważając Mszę Świętą jako uobecnienie Ofiary na Krzyżu:
To ta sama ofiara, różna jedynie w sposobie ofiarowania i w tym, że na krzyżu była ofiarą tylko Chrystusa - Głowy ludzkości i złożoną w jej imieniu (może przy współudziale Maryi, złączonej z Nim więzami natury i łaski, i reprezentującej przyszły Kościół).
Co z tego wynika? Ano, pomyślał sobie pangruszka w metrze, że rzeczywiście, Maryja jako Współodkupicielka, Maryja jako prefiguracja Kościoła (co najlepiej widać w tych językach, gdzie Kościół jest rodzaju żeńskiego)... jeśli była rzeczywiście Mater Dolorosa, tak jak podaje to Tradycja, jak relacjonują wizje Katarzyny Emmerich, to wzruszenie, czy płacz na Mszy Świętej, jest zupełnie na miejscu!

kogo byśmy dziś przedstawili?
tak sobie pomyślałem, że warto byłoby co tydzień przedstawiać jakąś dobrą instytucję. Myślę tutaj o organizacjach pozarządowych, których działalność jest moim zdaniem pożądana i buduje free and virtuous society. Proponuję, bym robił to docelowo w niedziele. Dziś wyjątkowo - w poniedziałek!

Instytut Sobieskiego - www.sobieski.org Instytut, to jeden z polskich think-tank'ów, tj. miejsce gdzie dyskutują o najważniejszych dla Polski i świata eksperci zatrudniali przez Instytut - tworzą później propozycje zmiany legislacji, ekspertyzy, analizy w wielu dziedzinach. Tego typu instytucje formują też bądź same tworzą zaplecze eksperckie dla ministerstw. Chłopaków trzeba pochwalić. Do idei społeczeństwa wolnego i cnotliwego (free and virtuous society) odwołują się bez żenady w folderze, który mam w domu, na stronie pewnie też.

tęsknota
oj, mam czasem uderzenia tęsknoty, bardziej może nostalgii niż tęsknoty... ostatnio za wojskiem, za kolegami z jednostki, za samą jednostką, za Toruniem i poligonem Bóg wojny. Nostalgia za mundurem... Może ciężko to zrozumieć, ale to prawda.
Przedtem natomiast myślałem, że wyjdę ze skóry na wspomnienie pewnej podwrocławskiej miejscowości, gdzie pachnie zawsze ciasto i herbata, gdzie mam oczy pingwinka przez cały dzień, gdzie chodzimy z Oleńką na Mszę i na spacery, gdy za płotem mieszka dama-która-daje-wycisk, gdzie za torami mieszkają Dziadkowie Oleńki, a razem z nimi ciasto i herbata, a na polach wieje wiatr i czuć ziemiami odzyskanymi, a Oleńce pierzchną usta.
Ale cóż - kapral Gnyszka, dowódca obsługi 122 mm haubicy samobieżnej 2S1 Goździk, na podwoziu MTLB i z częścią artyleryjską 2A31 wziął się za buzię i poskromił nostalgię!

Londyn wraca?
przeczytałem na Onecie, że teraz to już emigranci z Londynu wrócą, bo polepsza się sytuacja na rynku pracy i Polska jest dla nich atrakcyjniejsza. Hahahaha! Dobre! To przez ostatnie dwa-trzy lata nie była? No, cóż, musieli być ślepi, bo za 2 lata neutralnie licząc będziemy mieć tu środek spowolnienia, jeśli nie początek recesji... Ach, ci mityczni najlepiej wykształceni, młodzi, zdolni i piękni i umiejący ładnie tańczyć, którzy zawsze wiedzą co jest najlepsze - natną się dopiero! Oj, natną się...

no to se pomanipulejszen
artykuł śmierdzi na kilometr głupotą, jeśli nie propagandą. Dziś już nie zdążę, ale jutro, lub w weekend obiecuję lekcję pisania zmanipulowanego artykułu ekonomicznego.

figle-migle
no - każdy czeka na porcję wybornego humoru! Pośmiejmy się, tylko uważać proszę na boki, żeby ich nie porwać:

Jest se baca, który ma takiego psa, który pozagryzał wszystkie inne psy i owce w okolicy. Przysłali do niego telewizję z oddziału regionalnego, żeby zrobili reportaż.
Miglanc w krawacie pyta:
- Panie baco, skąd macie takiego niezwykłego psa?
- Ano, wujek mi przywiózł z Afryki. Tylko mu grzywkę przyciąłem...

----------------
Hahahaha! Dobre, co? Nie, no - boki rwać, grzyzga ty mnie wykończysz swoim figlownictwem!

wierszydełko

tytułu jeszcze nie ma

zdrowaś i zdrowaś
i zdrowaś
i pochwalony Przenajświętszy
i módlcie się za nami
gdy chodzę alejkami
zwieszając za sobą
różaniec jak ogon
podkulony

myśl na dziś
Idź za radą św. Pawła: "Hora est iam nos de somno surgere!" - Czas już przystąpić do pracy! - Pracy wewnętrznej nad kształtowaniem własnej duszy i pracy na zewnątrz - nad budową królestwa Bożego w tym miejscu, w którym tkwisz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 377

poniedziałek, 5 listopada 2007

[5 XI 2007] cz. 2 poniedziałek - kończy się płodny tydzień

Ludwik Dorn bawi, uczy, wychowuje
ciąg dalszy przygody z Ludwikiem Dornem. Ale - od początku. Ostatniego lata, podczas pobytu z Oleńką, Edytką i Piterem nad Zalewem Solińskim, mieliśmy okazję widzieć nadzwyczajne zjawisko! Oto piesek marki owczarek niemiecki zapragnął złożyć efekt swej przemiany materii na szczycie tamy na Zalewie. Szczyt ów zaszczycają swą obecnością spacerowicze, rowerowicze i inni. Do tych innych należał piesek, lecz jego właściciel, gdy zauważył iż ów zaczyna upuszczać spod ogona, coś co zazwyczaj upuszcza także sroka, gdy nikt nie widzi - podniósł larum i kazał synowi biec na drugi koniec tamy, celem zapobieżenia kompromitacji. Trzeba bowiem Czytelnikom wiedzieć, że miesjcem zdarzenia był akurat sam środek prawie kilometrowej tamy. Piesek już sobie przycupnął, tylne nóżki zgiął, ogon podwinął... a tu syn właściciela, ciągnie go za smycz, w coraz bardziej upapraną - nazwijmy to parlamentarnie - pupę delikatne kopniaki zapodaje. W ten sposób, co jakiś czas przycupując, pokonali dystans 500 metrów, pozostawiając za sobą salwy śmiechu, między innymi nasze. W tym kontekście proszę rozpatrzeć pięknego SMSa, którego dziś wieczorem dostałem od Oleńki:

Ludwiku Dorn!! Psie Sabo!! Apeluję!! Nie biegajcie po tamie na Solinie!! Nie zaśmiecajcie betonowego dzieła PRL!!

nauczyciele a rynek
pomyślałem sobie tak ostatnio: A mają nauczkę nauczyciele! Protestują, protestują, pod skrzydełkami Państwa chcą pozostawać, to teraz mają! O co chodziło? Ano o to, że z tego co mi wiadomo - nauczyciele już dawno nie mieli podwyżek. Dawno, podczas gdy na rynku płaca realna wzrosła o ponad 20%! Z tego m.in. względu rośnie presja inflacyjna, odczuwa się to szczególnie w sektorze spożywczym - ludzie mają więcej pieniążków, to i więcej kiełbaski wcinają, a ci co kiełbaskie sprzedają, ceny jej łatwo podnieść mogą... co przekłada się na to, że nauczyciele mniej kiełbaski zjedzą.
Sami się prosicie, moi mili - niech ZNP Was prowadzi. Wiedzcie jednak, że droga ta wiedzie donikąd. Gdyby ZNP i państwo Was nie prowadzili - wówczas więcej pieniążków z rynku i do Was by trafiło, i na inwestycje mielibyście środki i na pomoce naukowe, i na kiełbaskę także. A tak - organizujcie kolejny strajk i utwierdzajcie istniejący stan.

złota polska młodzież
słyszałem niedawno, że Kaczory wygoniły młodych zdolnych do Niemiec, Anglii i Irlandii. Nie wiem jak Radiosłuchacze, ale mnie to niezbyt przekonuje. Po pierwsze że Kaczory. Dziwnie się czuję, jeśli ludzie którzy doprowadzili do integracji z UE, otwarcia granic i wielu rynków pracy w starej UE w 2004 (kiedy to skokowo wzrosła emigracja), ci którzy przedtem mówili o błogosławionym wpływie jaki emigracja zarobkowa będzie miała na Polskę, o tym, że nasi młodzi się wykształcą pięknie i europejsko, że doświadczenie i umiejętności językowe podszkolą - ci sami teraz biadolą nad odpływem kapitału ludzkiego, wypędzeniem narodu... No, nie - chyba znów ktoś robi mnie w bambuko...
Po drugie - młodzi zdolni... Cóż, jeśli chodzi o moich znajomych - najlepsi zostali z nieukrywaną satysfakcją, że są najlepsi. Bo, nie oszukujmy się - jeśli nie ma korporacji zawodowych (jak np. u prawników), tj. rynek jest otwarty - w konkurencji zwyciężają najlepiej dostosowani do warunków rynkowych (co w granicy dąży do najlepsi). Natomiast ci gorsi i nie wyposażeni w cnoty takie jak cierpliwość, odwaga, męstwo - spirzają zbierać truskawki w Honolulu, narzekając na wszystko co z Polski. Ostatnia wizyta na dworcu autobusowym Froetmanning - gdzie Oleńka wsiadła do autobusu opolskiego biura podróży - potwierdza tę konstatację. Jeśli to byli ci najlepsi i najzdolniejsi jakich mamy w Polsce, to ja Polsce dobrze życzę... ale lepiej że się ich pozbyliśmy - może się czegoś tu nauczą.
Zresztą pisałem o tym już na początku października.

minus emigracji
aha - mało kto zauważa, że jednym z niechcianych skutków emigracji jest aprecjacja, czyli umacnianie się złotego wobec innych walut. Pieniądze, które zarabiają na Zachodzie - trafiają do Polski jako PLN, dlatego złoty umacnia się bardziej, można by powiedzieć - nienaturalnie, choć to nie jest dobre określenie. A eksporterzy plują sobie w brodę, i akcjonariusze spółek które eksportują - też.

po co wykształciuchy pijo kawinkie?
wykształciuszki pijo kawkie po to, żeby być fajne. Ale jest jeszcze drugie dno - nie będą się rozmnażać, bo kawinka chyba źle wpływa na te sprawy. Tzn. ogólnie popić sobie wolno, ale nie w takich ilościach. Chyba, że się mylę - ale wtedy przynajmniej ród wykształciuchów będzie miał problemy z wątrobą. Nie życzę nikomu źle, ale życzę Polsce dobrze - a dla Polski dobrze jest, by wykształciuchów było mało. Zresztą, jako że wykształciuchy leżą po lewej stronie sceny politycznej - i tak dynamika ich demograficznej ekspansji jest niewielka, jeśli nie ujemna. Wartości lewicowe to aborcja i antykoncepcja, nie Rodzina. Jak to mówi SA366 z Forum Parkietu (www.parkiet.com/forum) Pozdro!

polecam spotkanie!
uwaga - dla wszystkich niewykształciuchów, tj. inteligentów - w imieniu organizatorów, tj. Fundacji Odpowiedzialność Obywatelska, zapraszam 10 listopada na IV Ogólnopolski Zjazd Środowisk Konserwatywnych w PKiN w Warszawie. Wykłady, dyskusje, panele - polecam szczególnie panów: Michała Szułdrzyńskiego i Wojciecha Arndta (miałem okazję obu poznać - wyborni Panowie, Oleńka przepada za Wojtkiem), oraz Wojciecha Popielę (prezes UPR) i Przemysława Wiplera.

Informacje na: http://www.odpowiedzialnosc.org/test/index.php?option=com_content&task=view&id=89&Itemid=70

myśl na dziś

Kiedyż się wreszcie zdecydujesz?...
Wielu wokół ciebie prowadzi życie pełne poświęcenia ze względów czysto ludzkich; te biedne istoty nie pamiętają, że są dziecmi Bożymi i postępują tak byc może tylko z powodu pychy, by się wybic, by zapewnic sobie w przyszłości wygodne życie; wyrzekając się wszystkiego!
A ty dźwigasz słodki ciężar Kościła, swoich bliskich, kolegów i przyjaciół, masz więc tyle powodów, dla których warto się wyniszczac, a co robisz?
Czy masz właściwe poczucie odpowiedzialności?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 364

czwartek, 4 października 2007

Pierwszy dzień na Fachhochschulu Muencheńskim

po co ja tu jestem?
dobre pytanie, a pierwszy w miarę normalny dzień na uczelni jest dobrą okazją do zadania tego typu Fragów. Jak widać na zdjęciu znad kapuczina Segafredo, atmosfera sprzyjała dumaniu. I wiem dlaczego tu jestem! Ha, dziś pytanie, dziś odpowiedź. Otóż, jestem tu po to, aby nauczyć się jak najwięcej w fachu architektonicznym, socjologicznym i zebrać jak najwięcej doświadczeń na każdym polu. W skrócie - jestem tu po to, by wypełnić wolę Bożą na najbliższy czas. Jakakolwiek ona będzie - tu przechodzę do jednej z dzisiejszych tajemnic różańcowych - moja działka polega na robieniu tego, co do mnie należy jak najlepiej. Cierpliwy osiołek z klapkami na oczach jest wzorem.
Ale, ale... jest coś jeszcze. Mitologia! Jestem w Monachium także po to, by stworzyć mit założycielski mojej przyszłej rodziny. Tak jak dla mnie mitem założycielskim były saksy Taty do Skandynawii, tak dla moich dzieci będzie - daj Boże - mój pobyt w Monachium. Tak, Tatuś nie jadł przez dwa dni obiadu, bo nie miał pieniążków, ale za to ostro się uczył, pracował, modlił się i pisał bloga, żeby teraz być tym, kim jest. Jak to było w jednym z filmów - Dzieci lubią ojców bohaterów. Moje przyszłe dzieci też lubią.

to mój drugi post
kurczę, ostra jazda. Wczoraj otwieraliście tę durną stronę z gwiazdką i moją gąbką ponad 60 razy! Szalęstwo istne. Dziś już też pobiliśta rekord, a ja jak dotąd nie opublikowałem posta! Gnyszka, dziadu, bierz się za pisanie! Postanawiam pisać dwa razy dziennie - przed wieczorem i we wieczór. Jeśli się nie uda - Entschuldigung.

Polacy w Monachium
wczoraj widziałem w metrze U3 trzech Rodaków analizujących ofertę Aldiego. Debatowali nad szczebelkami dziecięcego łóżeczka... Ach, słowiańsko-ułańska fantazja. Kiedyż to ja będę myślał o tym, czy mała Gnyszka nie wsadzi głowy między szczebelki? Prędzej, czy później, ale będę.
Druga odsłona obecności Polaków w Monachium. Zbliża się druga w nocy - wrzaski zza okna. Wstawać, k**wa! Nie spać, k**wa! Ja wam pokażę, Niemczuchy jedne! Serce roście gdy ucho słyszy lube rodzime dźwięki, ale rozum podpowiada: Nie odkrzyknij im niczego przez okno, bo jeszcze ci złożą wizytę.
Trzecia odsłona: na budowie obok mojego bloku pracuje ekipa pana Zbyszka. Przyjeżdżają rano samochodem i się śmieją.
Czwarta odsłona: Polska Misja Katolicka w Monachium. Nooo... polskość, polskość! Msza Święta, Różaniec, dziewczyny śpiewają jak szalone, chłopaki też dają do pieca, aż Matka Boska Częstochowska nad tabernakulum się trzęsie. Czad moi mili, czad!

pierwszy dzień na uczelni
o najważniejszym piszę na końcu. Byliśmy dziś z Katarzyną na Vorlesungu o przedmiotach do wyboru. Ogólnie bardzo fajowo, poznaliśmy ofertę wydziału, profesorów, innych studentów. Jest z czego wybierać. Parę rzeczy dziwi.

Pytanie: Dlaczego tutaj na roku studiuje tylko 30 studentów?
Odpowiedź: Bo młodzi Niemcy wolą być sprzedawcami i urzędasami.

Pytanie: Dlaczego nas, Socratesiaków mają nas tutaj w siu**aku? Nie witają nas, nie pokazują jacy są fajni i pomocni?
Odpowiedź: Nie wiadomo.
Prawdą jest natomiast, że podejście do zagranicznych studentów na WA PW jest inne. Rozwijamy czerwony dywan, dziekani witają, jeden się chwali że jadł kiedyś niemiecką czekoladę, drugi że widział kiedyś wieżę Eiffle'a, profesorowie stają na baczność...

Pytanie: Dlaczego pangnyszka miał wrażenie, iż znajduje się na uniwersytecie III wieku?
Odpowiedź: Albo jest tak, że na skutek nadmiernego spożycia papierosów i kawy (podstawowe tutejsze posiłki) moi rówieśnicy wyglądają jak emeryci, albo tutaj studia zaczyna się z pewnym opóźnieniem.
Pewnie jedno i drugie, zatem nie "albo", tylko "lub". Ma to związek z syndromem Piotrusia Pana - tutejsze chłopaki to albo pedałowie, albo lalusie, albo normalsi, przy czym tych ostatnich widziałem paru. Stąd też prosta droga do tego, by trzydziestoparoletni dziad myślał, że jak się nie ogoli i włoży spodnie spadające z pupy oraz kubek z kawy potrzyma w dłoni, wówczas będzie młodziutkim studentem.

jestem nosicielem
nie chcę nikogo martwić, ale robi mi się pryszcz na łokciu... Czy marchewki powinno się myć przed jedzeniem?

myśl na dziś
dobra, kończę. Myśl na dziś jest taka:
Dobre dziecko, patrz, jak zakochani na tej ziemi całują kwiaty, listy, pamiątki od kochającej osoby!...
- A ty? Czy możesz zapomnieć, że On zawsze jest u twego boku... On sam?
- Jak mógłbyś zapomnieć o tym... że możesz Go spożywać?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 305

koniec
Noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech nam da Bóg Wszechmogący.

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO