monachijskie osesy
wczoraj miałem dzień spotkań z oseskami. Najpierw w drodze do Polskiej Misji Katolickiej, w metrze podziwiałem jak jeden osesek jest karmiony piersią przez mamę, a uważnie lustrowany okiem taty i siedzącego obok taty pana emeryta, który z radości nie mógł usiedzieć na miejscu i dwoił się i troił by zrobić jak najgłupszą minę do małego. Zadziwiająca nota bene jest wielka solidarność tych i cicha wspólnota tych, którzy ziemię opuszczają schodząc w jej głąb z tymi, którzy dopiero na niej stanęli. Solidarność tych, którzy wymknęli się eutanazji, z tymi którzy prześliznęli się przez kleszcze aborcji.
Wracając do małego poczochranego i różowego - jadł sobie jak najęty, aż postanowił uczcić koniec piersiowego posiłku gromkim prukiem spod pieluchy, co wszyscy - na czele ze wspomnianym starszym panem - przyjęli z wielkim podziwem i radością. Będzie artylerzystą - pomyślał pangruszka i opuścił metro na stacji Universitaet.
Po drodze do Misji zrobiłem niezbędne zakupy na wieczorną kolację, niedzielne popołudnie i popędziłem do kaplicy. W kaplicy ciemno, choć oko wykol, świeci się tylko lampka przy tabernakulum i rama obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Pan Jezus w tabernakulum, ja w ławce... i aż chciało się podejść i - wzorem Małej Arabki - zapukać do tabernakulum i powiedzieć Dzień dobry Panie Jezu! Dość długa adoracja, zanim przyszedł mój monachijski spowiednik, potem spowiedź, Msza Święta, a podczas niej także spotkanie z drugi osesem. Tym razem miałem przyjemność siedzieć w ławce za mamą i babcią pewnego polsko-tureckiego osesa, który namiętnie pokazywał mi różowy język i robił ryjki różnego sortu. Czaszka mu się jeszcze do końca nie zrosła i nie miał jeszcze porządnej potylicy, ale spoko - trochę się zakolegowaliśmy. Jeśli prawdą jest, że dzieci w tym wieku mają palce jak paróweczki, by posłużyć się określeniem pewnej osobistości, to ja mam palce jak marchewki, albo kiełbasa krakowska.
Prałat i Papież
to, że Msza Święta jest czasem łaski - wiedzą wszyscy. Toć i ja sam wiele razy tego doświadczyłem, gdy przy okazji uczestnictwa we Mszy, okazywało się że wpadłem na genialny pomysł, albo niechcący rozwiązałem zadanie z matematyki albo fizyki. Wczoraj jednak Duch Święty pobił rekord wszechczasów!
Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby gdyby Prałat Opus Dei pisał listy do wiernych co tydzień, zamiast co miesiąc, bo tak długo trzeba na nie czekać... i pomyślałem sobie, że przecież mógłby codziennie - w formie bloga! Super, co? Wrzucić jeszcze na bloga reklamy Google'a, parę milion odsłon i klików dziennie... Ho ho! Google by się nie wypłacił. Albo jeszcze lepiej - czy nikt nie mówił Papieżowi, żeby prowadził bloga? Przecież sto milionów miliardów odsłon dziennie murowane, a gdyby jeszcze opatrzyć bloga reklamami... Ho ho ho ho! Lexus co minutę!
bambuko do kwadratu
znowu mnie zrobili w bambuko - taki już los. Tym razem okazało się, że na papierach, które wypełniłem na Politechnice stoi napisane, że w Monachium przebywać mam zamiar od 23... października 2007! Co z tego? Nic, prócz tego, że zamiast dostać x złotych, dostanę ich jedynie 0,6x - bo z papierów wynika krótszy okres pobytu. Muszę się teraz odwoływać do Szefowej Wszystkich Szefowych z PW od wymian międzynarodowych, żeby raczyła uznać, że jeśli przyjechałem do Monachium 29 września, 1 października podpisałem umowę wynajmu mieszkania, 2 października kupiłem kartę telefoniczną i podpisałem umowę z Deutsche Telekom, tegoż dnia zameldowałem się i otworzyłem konto w banku na Sendlinger Tor, to oznacza to, że w smutnym bawarskim mieście siedzę znacznie dłużej, niż to wynika z papierka. Zdrowaśkę poproszę w tej intencji, bo nie uśmiecha mi się tłumaczenie wyższości rzeczywistości nad błędami pisarskimi oraz funkcji i istoty grantów na wyjazdy zagraniczne.
spowiedź - szczoty ryżowe w ruch!
jako się rzekło - w sobotę byłem u spowiedzi w ramach planu regularnego przystępowania do tego cudownego sakramentu. Wiem, że to nie przypadek, ale muszę przyznać, że trafiłem w Monachium na wybornego spowiednika, świętego kapłana. Po czym poznać świętego? Po tym, że gdy zaczynamy z nim obcować, czujemy że jego osoba zabiera nas do cudownego, spokojnego świata, o którym marzymy od zawsze.
Jeszcze co do spowiedzi - nie wyobrażam sobie jak można się nie spowiadać. Pomijając kwestię formacji sumienia (właśnie formacji - tj. kształtowania głosu wewnętrznego tak, by nie pomylić głosu posłańca [patrz wczorajsza myśl na dziś] z innymi poruszeniami duszy), trzeba stwierdzić, że ze spowiedzią jest podobnie jak z kąpielą. Owszem, jakiś tam sanepid pewnie wydał broszurkę że warto się umyć raz w roku minimum, ale nikt normalny tak nie robi - każdy szoruje ciałko raz na dobę lub dwie. Ktoś, kto myje się raz na rok, inaczej podchodzi do drobnych zabrudzeń, nie sprawia mu problemy włażenie w kałuże albo siadanie na psiej kupie (bo i tak jest brudny), zupełnie nie zajmuje go problem tego, co czują ludzie gdy przechodzi obok... Zupełnie podobnie z tymi dorocznymi pokutnikami. Ani toto się porządnie nie wyspowiada, bo opowiedzieć drobiazgowo cały rok w dwie minuty jest ciężko, ani postanowienia poprawy nie podejmie (bo co to tak właściwie jest, skoro u spowiedzi było się raptem parę razy w życiu?), ani nic... A poza tym - gdzie świadomość tego, że każdy grzech to policzek wymierzony Panu Bogu? Gdzie miłość do Umęczonego Pana Jezusa. Nie ma.
Trybunał Konstytucyjny i Karta Praw Podstawowych, czyli co ma piernik do wiatraka?
mówi mi tu z telewizora albo z gazety jakiś miglanc jeden z drugim, że Karta Praw Podstawowych nie zawiera explicite stwierdzenia na temat tzw. małżeństw homoseksualnych, i innych godnych pomysłów. No to ja - siedząc w norze na Helene-Mayer-Ring, pod krawatem, w koszuly niedzielnej i sweterku pięknym wzorzystym, mówię tak: Kochany miglancu jeden z drugim, co ty raczysz pitolić? Jeżeli w Polsce Trybunał Konstytucyjny (przez niektórych zwany niewybrednie Prostytucyjnym...) zdołał uwalić ustawę lustracyjną powołaniem się na fragment Konstytucji, mówiący o tym, że Rzeczpospolita wciela w życie zasady sprawiedliwości społecznej, to niby dlaczego Europejski Trybunał Sprawiedliwości, albo inna agenda Unii Europejskiej mającej po uchwaleniu w Lizbonie 13 XII 2007 Traktatu Reformującego (mam nadzieję, że tego dziadostwa jednak nie podpiszą) osobowość prawną, to co właśnie stoi na przeszkodzie by wspomniane europejskie urzędasy i miglance nie orzekły iż zgodnie z europejskim ustawodawstwem, np. Kartą Praw Podstawowych, która mówi o szerokiej definicji rodziny, zakazie dyskryminacji ze względu na cokolwiek, a już na pewno orientację religijną, zabrania się: nieudzielania homoseksualistom ślubów w kościołach, nauczania że homoseksualizm jest grzechem, że orzeka się iż aborcja jest prawem człowieka a za jej odmowę dostaje się 10 lat więzienia, a państwa członkowskie mają obowiązek refundować spirale wewnątrzmaciczne i piguły wczesnoporonne. Co stoi na przeszkodzie? Po uchwaleniu Karty Praw Podstawowych zupełnie nic, oprócz dobrej woli prawników i urzędasów.
Po tym, jak Rocco Butiglionemu odmówiono prawa bycia komisarzem UE ze względu na jego katolicyzm, po tym jak w rezolucji Parlamentu Europejskiego uznano homofobię (?) za chorobę psychiczną... wszystko jest możliwe.
Ale co tam - jakoś to będzie! Zrobią nam Paradę Schumanna na Krakowskim, rozdadzą niebieskie baloniki, Wyborcza rąbnie dodatek o wspaniałej Unii Europejskiej, Tusk z Kwaśniewskim pobredzą coś o historycznej szansie, Geremek wezwie do rozsądku, i każdy już wie że to wstyd być przeciwko. Że to tylko Giertychy i Rydzyki są przeciw.
sejmowo-jezusowe królowanie
dziś Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata - byłem rano w Damenstiftskirche... Chyba nie muszę opowiadać o cudownościach podczas Mszy Świętej. Kto nie był na Mszy Trydenckiej, niech szybko na nią pospieszy, a jeśli jest z Warszawy, niech poczeka aż wrócę, to razem pójdziemy do św. Benona na Starym Mieście. Wszedłem gdy ksiądz z ministrantami byli w połowie okrążenia na Asperges, gdy wchodziłem do kruchty, akurat wyszli mi naprzeciw.
Ale nie o tym miała być mowa. Żyjemy w czasach ciągłej walki rewolucji z kontrrewolucją moi mili, gdzie wciąż trzeba podejmowac wysiłki o rechrystianizację świata, ze sferą publiczną włącznie. W tym kontekście z radością przyjąłem swego czasu inicjatywę kilku posłów o podjęciu uchwały nadającej Panu Jezusowi tytuł Króla Polski. Inni natomiast podjęli rytualne oburzenie, które - od chwili gdy PiS wygrało wybory pamiętnej jesieni 2005 roku - jak odruch bezwarunkowy pojawiało się na twarzach na sam dźwięk słów PiS proponuje..., albo Kaczyński powiedział.... No, ale co w tym złego, skoro Sejm I Rzeczpospolitej podejmował podobne uchwały, Matkę Bożą powołał na polski tron, paru innych świętych uczynił patronami Polski. Ano, to w tym złego, że bladego pojęcia nie mamy o I Rzeczpospolitej i wielkości dziedzictwa, które za sobą niesie - dlatego też wolimy naśladować dupokrację PRLu, niż sarmacki parlamentaryzm. W tym kontekście raz jeszcze polecam tekst prof. Nowaka - http://chomikuj.pl/gnyszka/sens+wspolnoty.doc
Zaś co do genezy samej uroczystości - http://www.piotrskarga.pl/ps,933,3,0,1,I,informacje.html
co ja muszę?
zdałem dziś sobie sprawę - w ramach sukcesywnego zdawania sobie sprawy z rzeczy dla katolika oczywistych, mimo to zupełnie nie znanych przez to, że katolik nie żyje w katolickiej kulturze - mianowicie, że jako rodzic, mam przede wszystkim przekazać swoim dzieciom Wiarę i uformować je tak, by były święte. A to, czy przy okazji skończą studia, czy nie, czy będą chodziły w adidasach, czy łapciach po tacie, czy będzie nas stać na teatr lub inne rozrywki, czy nie - to jest dość obojętne. Celem człowieka jest osiągnięcie zbawienia, jeśli wychowam z żoną dzieci na szlachetnych ludzi, to i rozumu im starczy, i sprytu, i pomysłów, by dać sobie radę w każdej sytuacji. Spokojnie.
Natomiast jeśli miałbym - jak to radzą dzisiejsze do gruntu pomylone ideologie odpowiedzialnego rodzicielstwa, czy innych równie zboczonych haseł - czekać do czterdziechy aż uciułam na dwadzieścia komputerów i malucha na ślub dla dziecka, przez cały ten czas więdnąc jak robaczywe jabłko i używać wraz żoną narządów niezgodnie z ich przeznaczeniem - i mimo to do tej czterdziestki wcale nie dorosnąć do posiadania choć jednego dziecka (!) i zdziecinnieć na starość i żyć ze świadomością przegrania życia ze strachu przed ojcostwem, czy macierzyństwem - to ja dziękuję. Wolę oddać swoją płodność na użytek łaski Bożej i wieść szczęśliwe, święte życie. A ci co lubią się zaplanować na śmierć - niech sobie planują wszystko co się rusza, aż pod koniec życia stwierdzą, że te plany to o kant dupy można potłuc.
Mam nadzieję, że nikogo nie gorszę zbytnią intymnością.
czapa
znacie kogoś, kto mając dwie czapki i jedną szafę, zgubił w tej szafie czapkę i już drugi tydzień nie może jej znaleźć? Ja poznałem ostatnio - widziałem go w lustrze.
pobiegałem
dziś po Mszy Świętej wskoczyłem w sportowe odzienie i pobiegłem! Ale pobiegłem tak, że Koronkę do Miłosierdzia Bożego skończyłem grubo przed środkiem dystansu, bijąc tym samym rekord długości biegu! Polska ninja nie jest miękka, moi mili - was też zachęcam do umacniania obronności Państwa!
ucho się złamało - temu misiu
pewnie nikt mi nie uwierzy, ale kiedyś złamałem sobie prawe ucho - w Płocku 2004 roku. Spałem jakoś tak dziwnie i mi się podwinęło, i bolało przez parę dni. Dobre, co? A podobno chrząstka się nie łamie.
myśl na dziś
myśl na dziś - po takiej dawce tekstu - należy się w formie multimedialnej! Dziś św. Josemaria Escriva o Spowiedzi Św.
niedziela, 25 listopada 2007
[25 XI 2007] Niedziela cz. 2 - Uroczystośc Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/25/2007 04:10:00 PM
0
komentarze
Etykiety: dzieci, formacja, karta praw podstawowych, katolicyzm, Msza Święta, społeczeństwo, spowiedź, studiowanie, świętość, trybunał konstytucyjny, wychowanie
czwartek, 22 listopada 2007
(22 XI 2007) czwartek, a wraz z nim św. Cecylia
arbiter arogantiarum
dziś pośrodowa refleksja natury ogólnej. Czy zdarza się w Polsce, wśród tych ponoć chamskich, wsiowych Polaków, by profesor w normalnych warunkach, widząc rysunek, który mu się nie poda, mówił, żeby nie przynosić mu takiego gówna? Są profesorowie wybitni, tzw. artyści, jak na przykład ci z ASP, od których na dzień dobry usłyszałem Spier*alaj (Michalski, pamiętasz?), ale tacy zwyczajni, którzy nie zaznaczają swojej wyjątkowości, tacy którzy chodzą w garniturach i są niezwykle eleganccy... Nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Do wczoraj.
Karta Praw Podstawowych
słyszałem, że Biskupi wydali po specjalnym posiedzeniu Episkopatu komunikat ws. Karty Praw Podstawowych. Zwrócili w nim uwagę na to, jak Karta traktuje definicję rodziny. A jak traktuje? Nadzwyczaj szeroko - rodziną może być cokolwiek, w duchu sławnego eseju prof. Ulricha Becka (nota bene guru Instytutu Socjologii, do którego obecnie chodzę we wtorki), który przyszłościową formę rodziny definiuje właśnie jako dobrowolne zrzeszenie n osób różnych płci. Esej Społeczeństwo ryzyka, był właśnie szeroko dyskutowany w Komisji Europejskiej, a informację tę zawdzięczam specjalistce w zakresie funduszy unijnych z IS UW, mgr Renacie Woch. Warto nadmienić, że Beck proponuje jeszcze aborcję, antykoncepcję i homoseksualizm jako formy wyzwolenia z tradycyjnych, opresyjnych ról społecznych. Pomysł tyleż makabryczny, co nie nowy - toż od 1917 roku w sowieckiej Rosji właśnie masowa aborcja, antykoncepcja oraz rozwody były środkami Sowieckiej Rewolucji Seksualnej, o czym w 2004 roku Tomasz Terlikowski napisał wspaniały, choć zupełnie przemilczany esej.
Jakie stąd płyną wnioski? Ano takie, że Karta Praw Podstawowych (ba! pomijająca prawo do życia przed narodzeniem), została sformułowana przez środowiska, które społeczeństwo, człowieka i rodzinę rozumieją w sposób do szpiku kości socjalistyczny, jeśli nie wręcz komunistyczny. Po drugie - obowiązująca w UE ideologia jest tej właśnie proweniencji. Po trzecie - sprzeciw wobec tej ideologii nie jest antyeuropejskością, lecz antyunioeuropejskościąwobecnymkształcie. Po czwarte - niestety wydaje się przesądzone odkąd mamy za sobą referendum akcesyjne, że jeśli cokolwiek zostanie nazwane jako antyeuropejskie, rozumiane jest w naszej ochlokracji jako głupie. Dlatego pewnie i Traktat Reformujący, nadający Wspólnocie Europejskiej osobowość prawną, czyli tworząc taki sobie Eurosojuz, zostanie przepchnięty nawet wówczas, gdy przejdzie propozycja organizacji referendum.
tajemnica tajemnic
dziś kolejny czwartek, a więc pora tajemnic światła Różańca Świętego. Wracając z PADOPLANU zacząłem odmawiaćc Różaniec, myśląc że i tym razem zapomnę którejś z wciąż dla mnie nowych tajemnic... a tu się nagle okazało, że już drugi raz tajemnica po tajemnicy, zdrowaśka po zdrowaśce, pangrzyzga mimowolnie i naturalnie, pamięta tajemnice i w ich rozważanie angażuje się całą duszą. W ogóle, jeśli chodzi o duszne sprawy ostatnio - sporo mam pracy, co zawsze cieszy, intensywny kontakt z Panem Bogiem.
dziennik Marszałka
wielką radością wczoraj, po cośrodowej korekcie z Baukonstruktion oraz potężnym, irracjonalnym pałowaniu na giełdzie, była dla mnie wizyta na Poczcie i odkrycie, że przesyłka, którą dostałem, zawiera nie dokumenty z banku, a dwa ostatnie numery Christianitas (http://www.christianitas.pl/)! Rzecz długo przeze mnie wyczekiwana - tym bardziej spowodowała moją radość! Ostatni numer w całości poświęcony liturgii tradycyjnej, ostatni natomiast - pośród eseistyki poruszającej szerokie spektrum tematów - zawiera także zapiski Marka Jurka z okresu od końca grudnia 2006 roku, aż do końca swojego marszałkowania. Lektura doprawdy wyborna, krzepiąca, dająca wgląd w okoliczności walki o zmianę Konstytucji, w dywersję całej sprawy ze strony środowiska PC w PiSie... Jak mówię - lektura krzepiąca i inspirująca, naprawdę polecam. Numer już chyba nie jest w sprzedaży w Empikach, ale za psie pieniądze można sobie fundnąć przez Pocztę.
Sam temat zmian w Konstytucji jeszcze będę na pewno na blogu poruszał - dziś tylko lekkie preludium. Co do samej osoby Marszałka i reszty PiSu. Kurczę, to jest naprawdę majstersztyk - uformować obraz medialny partii w istocie inteligenckiej (proszę pokazać mi drugą partię z taką ilością polityków ideowych, brylujących w świecie inteligencji, sypiących cytatami z klasyków myśli politycznej, często zapomnianych) jako partii buraków. A z drugiej strony uformować obraz partii zawierającej wielką ilość pseudokatolików, pragmatyków - jako partii ultrakatolickiej.
poza Jarosławem nie ma zbawienia (prawicy)?
dr Wielomski w polecanej przeze mnie ostatnio dyskusji, oraz dr Łuczewski (nie wiem na ile poważnie, znając jego skłonność do figlownictwa) wyrażają zgodnie opinię, iż poza Kaczyńskim - czy się go lubi, czy nie - nie ma szansy na silną prawicę. Pozwolę sobie z tą tezą się zgodzić, oraz nie zgodzić.
PiS w obecnym kształcie jest nie do przyjęcia ani dla katolika, ani dla konserwatysty, ani dla liberała (w klasycznym, actonowskim sensie). Jeśli uznajemy, że jest zbyt silna, by stworzyć dla niej prawicową konkurencję - musimy zając się przekształcaniem jej w kierunku prawicowym od wewnątrz. Tym zajmowało się środowisko Przymierza Prawicy od początku - bardzo dobrze. Doszło jednak do tego, że partia ta najwidoczniej uznała za pożądaną taką sytuację, w której nie spełniajać postulatów katolików, zmusi ich do głosowania na siebie (z braku alternatywy). Taka sytuacja jest niedopuszczalna - i należy albo wobec niej zaprotestować opuszczając pokład, albo pozostać, licząc na zmianę lidera i układu sił, godząc się przy tym na haniebne kompromisy. Jeśli tworzymy nową partię, opuszczając pokład - albo zmuszamy PiS do wewnętrznej reformy w pożądanym kierunku, albo prowokujemy konflikt o wartości, w wyniku którego to my je reprezentujemy. Marek Jurek wybrał opcję drugą i na jego miejscu zrobiłbym to samo. Być może ten krok będzie właśnie przysługą oddaną PiSowi, by wrócił na dobre tory. Jeśli nie - baba z wozu, koniom lżej - nie potrzeba nikomu pseudokatolików, bijącym katolicką pianę.
historia nauczycielką życia
warto jest poczytać zapiski Marka Jurka, warto jest zaangażować się w jakąkolwiek formę działalności publicznej, warto jest przed tym wszystkim poczytać nieco porządnych tekstów na temat polityki, na temat tego, co należałoby zmienić (tzn. najpierw zdefiniować cele, potem środki ich osiągnięcia). Dopiero potem zabierzmy się za głosowania, pisanie tekstów o polityce, dyskutowanie... Bo nagle się okaże, że większość twierdzeń, które dotąd były oczywiste, jest albo fałszywa, albo nieuzadadniona, albo też aby w nie wierzyć, trzeba być kompletnym durniem, który nie pamięta, co było wczoraj... Dobry przykład poniżej - komentarz któregoś z internautów na temat Rzeczpospolitej Irlandzkiej.
http://podatki.onet.pl/1,68,8,36416395,98720201,4230072,0,forum2.html
odbicie, czy zmiana trendu?
na GPW dziś dzień odbiciowy. Amerykanie świętowali Dzień Dziękczynienia, więc nie mieliśmy się czego bać ze strony giełd zza oceanu. Również Europa i świat nieco odżyły - nie wspominając o Japończykach, którzy podnieśli na duchu resztę świata po wczorajszych kiepskich zamknięciach w USA. Cieszą spore obroty na wielu spółkach, duże wzrosty w segmencie małych i średnich. Czas pokaże, czy mamy do czynienia z odbiciem przed makaryczną falą C, czy ze zmianą trendu... Miejmy nadzieję, że do stycznia będzie spokój - zarządzający funduszami inwestycyjnymi i asset management muszą pokazac dobre wyniki na koniec roku... Hie hie... Do roboty Panowie, pangrzyzga już się obkupił, teraz wy windujcie ceny!
dobry chłopak...
teledyski piosenek Kazika powalają na kolana, wiem to od dawna - dziś z kolei Tata Dilera. Aha, podzielę się pewną prognozą - otóż uważam, że w niedługim czasie (albo i długim, nieważne) Kazik ogłosi, iż przeszedł na katolicyzm.
W teledysku proszę zwrócić uwagę na Goebbelsa, Mussoliniego, Goeringa, Hitlera i Stalina. To nie jest tylko przeszłość. To także potencjalna przyszłość.
myśl na dziś
Depresja z tego powodu, że widzisz swoje wady, albo że inni je odkrywają, nie ma żadnych podstaw...
- Módl się o prawdziwą pokorę.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 262
Autor:
Maciej Gnyszka
o
11/22/2007 10:00:00 PM
4
komentarze
Etykiety: beck, christianitas, giełda, jurek, karta praw podstawowych, polityka, prawo i sprawiedliwość, społeczeństwo, staszewski, studiowanie






