Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2009

[4 V 2009] poniedziałek, NMP Królowej Polski a tu autokreacja i zakotwiczenie!

autokreacja
przejdźmy do tematu, który miał już być poruszony wcześniej, jest nim „autokreacja”. Spotkałem się parę razy u różnych nienawistników, którzy mnie nie znają, ale wydaje im się, że zjedli wszystkie rozumy oraz wgląd w zakamarki mej duszy posiedli, że jestem mistrzem autokreacji. Co przez to ten i ów (a było takich słownie: dwóch) rozumie, nie wiadomo, ale temat i tak wydaje się prosty.
Autokreacja to zjawisko powszechne – w toku interakcji ludzie wytwarzają sobie obraz partnera interakcji w oparciu o dwie rzeczy. Własną percepcję jego osoby oraz tego właśnie, co o sobie, swoich dokonaniach, ale przede wszystkim intencjach i przeszłych doświadczeniach widzianych z własnej perspektywy mówi. Jednym słowem: wizja drugiej osoby jest zawsze pochodną jej autokreacji (tym bardziej, że to, co wchodzi w zakres własnej percepcji także kontrolowane jest przez partnera interakcji).
Na czym więc polega problem? Nie mam pojęcia – prawdopodobnie rzeczone osoby o tym podstawowym fakcie zapomniały i zmieniły definicję autokreacji, uznając za nią działanie mające polegać na tworzeniu własnego wizerunku innym, niż jest on w rzeczywistości. Czyli na kłamstwie. W takim razie jest to zarzut.
Ewentualnie chodziłoby o to, że moja autokreacja (na bazie poprzedniej definicji) jest wyjątkowo wydajna w porównaniu z innymi. Wówczas mielibyśmy raczej do czynienia z komplementem, choć uwaga czyniona była z dezaprobatą.
Mamy tu dwie możliwości, albo było to rzeczywiście posądzenie o regularne kłamstwo, albo wydajność w jakiejś dziedzinie – jeśli nie jest osiągana przez samego siebie – wywołuje u rzeczonych osób dezaprobatę z zasady. W takim razie mielibyśmy do czynienia z zazdrością racjonalizowaną jako wyższość moralna, albo nie wiadomo co jeszcze.
Temat jest ciekawy. Zarówno samego wnioskowania po godzinie znajomości, jak i samej dezaprobaty w drugim wariancie, a także samej autokreacji. Podam przykład.
Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której osoba jest w stanie zostać milionerem i robić za wzór do naśladowania dla innych dzięki temu, że podała się za taką osobę. Co więcej – mam nawet podejrzenia co do kilku osób półpublicznych, że implementują właśnie taką strategię. W tym wypadku jest to kłamstwo, które generuje sytuację, w której staje się prawdą.

komunizm
jak już pisałem, byłem ostatnio we Francji na konferencji organizowanej przez TFP Przez wzgląd na organizatorów nie zamierzam tu się rozpisywać na ten temat, ale muszę powiedzieć, że miło było spotkać się z kilkudziesięciona osobami z całego świata, w tym wieloma z Polski i we wspólnym gronie, bez najmniejszych ogródek mówić wprost to, co się myśli na temat ewolucji komunizmu po 1989 r., na temat Wspólnot Europejskich, rewolucji kulturalnej, a więc ekspansji ideologii opartych na zboczeniach i demontażu cywilizacji chrześcijańskiej. Szczególnie cenne były uwagi z Niemiec i Włoch – o przebiegu i kontrze wobec tych procesów w tych krajach. Myślę tu szczególnie o Włoszech, które znam słabo – nie wiedziałem dotąd np. że pierwsza wygrana clowna Berlusconiego przełamała tam nieprzerwaną passę rządów komunistów i różnej maści lewicowców oraz o arcanach stosunków państwo-Arabowie na przykładzie otwarcia meczetu w Rzymie i desancie policji na ten obiekt. Ciekawe społeczeństwo, bądź co bądź! Nie czytałem wprawdzie żadnej z książeczek słynnej i ponoć prześmiesznej serii o Don Camillo, ale coś czuję – także na podstawie opowiadań jej wielbicieli – że po II wojnie światowej we Włoszech nie musiało być z komunistami wcale tak różowo.
Na tym tle oczywiste jest wstrzymanie emisji „Katynia” przez włoskiego dystrybutora – przyczyny ideologiczne wychodzą ponoć na pierwszy plan (ciekaw jestem na jakich przesłankach opiera się E. Kabiesz z Gościa Niedzielnego, który w ostatnim numerze opisuje ten skandal inaczej).

F. Furet o elitkach
wciąż jestem pod wrażeniem filmu The Soviet Story – polecam go usilnie z całą mocą! Porusza wszystkie istotne sprawy związane z bezbożnym ustrojem komunistycznym – także zależności nazizm-komunizm oraz marksizm-komunizm radziecki (wypaczenie, czy konsekwencja?), czy zależność Wspólnoty Europejskie a ewoluujący ZSRR (tutaj cymes to wywiady ze słynnym Władimirem Bukowskim, którego książkę aż chyba sobie kupię). Film można kupić przez PayPal, kosztuje jakieś 18 Euro. Jeśli ktoś ma konto w PayPalu – zachęcam. Przy okazji można przesłać darowiznę na gnyszkobloga, ekhem...
Wróćmy więc do Fureta, na którym się wzorując Witold Morawski tak opisuje zadziwiającą uległość elit zachodnich wobec ZSRR:

„Rewolucja ta [bolszewicka] przez dziesiątki lat inspirowała zachodnich
intelektualistów, jak pisał Francois Furet, swoją „uwodzicielską siłą”. Potem
przyszedł czas na wiarę w metamorfozę pod wpływem rewolucji naukowo-technicznej,
a w końcu na iluzje związane z ideą uspołecznienia (źródłem stała się polska
Solidarność). Z drugiej strony często nie zauważano ewolucji, jakiej podlegał
system jako całość.”

zakotwiczenie – temat rzeka
jeśli istotnie było tak, jak to pisuje cytat, wówczas mamy do czynienia ze znanym z psychologii, a więc pożytecznym nie tylko w samej tej dziedzinie, ale i pokrewnych – np. zarządzaniu, marketingu, czy nawet inwstowaniu – zjawisku zakotwiczenia. Na czym ono polega? Powiedziałbym, że jest to zjawisko polegające na skupieniu uwagi na pewnym wyobrażeniu, bądź fakcie w taki sposób, że każde działanie w każdej ze sfer pokrewnych do wyobrażenia silnie uzależnione jest od niego. Czy jego znajomość jest ważna? Oczywiście - dlatego konsekwentnie każdej branży polecam liźnięcie psychologii społecznej!

zakotwiczenie w inwestowaniu
podam parę przykładów. Weźmy sobie inwestowanie. Przyjmijmy, że cena akcji firmy A przez długi czas wynosiła x PLN. Inwestor O od dłuższego czasu przymierza się do kupna akcji owej firmy, gdyż z jakichś względów wietrzy tu możliwość zarobku. Czeka tylko aż cena spadnie do rozsądnego poziomu, np. 0,8 x PLN – nie chce bowiem ryzykować. Czeka, czeka... tymczasem cena wzrosła do 1,2 x PLN, więc nasz inwestor przejawia tym mniejszą skłonność do wejścia w ten biznes. Mija rok, cena wzrosła do 2x PLN, nasz inwestor już odchorował stratę okazji do podwojenia kapitału, ale przynajmniej wie, że nie postąpił lekkomyślnie (2 x PLN, to i tak za wysoka cena!). Mija jednak troszkę czasu i cena sięga 100 x PLN! Nasz inwestor stracił okazję do zarobku 10 000% tylko dlatego, że chciał być „rozsądny” i kupić taniej o 20%. Gratulujemy.
Zakotwiczenie polega tu na zbytnim przywiązaniu do ceny x PLN, jako jakiegoś obiektywnego wyznacznika, punktu odniesienia. Jest to błąd.
Co w zamian? O tym oraz kolejny przykład już w następnym poście gnyszkobloga, dziś już nie zdążę ze względu na obowiązku pracowoinżynierskie!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/4-v-2008-uroczystoc-wniebowstpienia.html


myśl na dziś

Przedtem, sam jeden, nie potrafiłeś...

— A teraz zwróciłeś się do Matki Najświętszej, i z Jej pomocą... jakże to łatwe!


św. Josemaria Escriva, Droga, nr 513



środa, 8 kwietnia 2009

[8 IV 2009] środa, co się dzieje że widzę coś niemożliwego?

abp Życiński dicit...
widziałem ostatnio rzecz przedziwną! Pewnie nie uwierzycie, ale niech tam – najwyżej wyjdzie na to, żem pludrak! Otóż, w heretyckiej, ba!, antykościelnej gazecinie widziałem ostatnio aż dwa razy sążniste eseje jednego z arcybiskupów Świętego Kościoła Rzymskiego! Myślicie sobie pewnie, że albo gazecina wcale antykościelna nie jest, albo mi się coś pomyliło... ale niestety gazecina rzeczywiście jest antykościelna, a osoba, która podawała się za arcybiskupa – jest nim w istocie! Chodzi rzecz jasna o abpa Życińskiego, tego któremu diecezjanina/diecezjankę w zeszłym roku wycięli redaktorzy z Aborczej. Zaiste,
Niemen miał rację z dziwnością tego świata.

Aborcza wydaje...
tymczasem może i Aborcza nie taka zła, bo Pismo Święte wydała! Aj waj... w Ziemi Świętej dewocjonalia produkują głównie Arabowie – byzmes ys byzmes, bejbe. Podobnie i tutaj. Równolegle wydają Talmud i Koran . Reasumując – przy okazji wydawania Talmudu, wzięli coś jeszcze, żeby nie było... był już dodatkiem nóż do chleba, była apteczka dla kierowcy, była „Lolita” Nabokova, to i Biblia dla gojów może być!
Herbert o Michniku
oddajmy głos mądrzejszym od siebie. Przed Państwem Zbigniew Herbert:




Islam ostrzy zęby...
z Koranem to jednak dobry myk zrobili. Wszak u nas wśród imigrantów prym wiodą muzułmańscy Czeczeni! A jak wiadomo z filmu, który puszczam poniżej – za 20 lat Islam zdominuje Europę i to muzułmanie będą dyktować prawo i reguły (na filmie mówi znany islamski „apostoł”).


Swoją drogą, czy nie pobrzmiewa Wam tutaj to, co do znudzenia powtarzam, jako cytat z gen. Pietrzyka? Że dżihad trwa nieprzerwanie od założenia Islamu, a polega on na tym, żeby nie było na ziemi nikogo, kto nie powie, że Allah jest jedynym bogiem, a Mahomet jego prorokiem. Jednym słowem – albo wyciąć, albo nawrócić. Tertium non datur.

...a Putnam ściera kły!
ciekawe w kontekście wczorajszych i dzisiejszych rozważań jest to, co wielki piewca kapitału społecznego, autor legendarnej książki
„Bowling alone”, Robert Putnam odkrył kilka lat temu (długo wahając się przed publikacją badań) – to mianowicie, że niejednolity skład etniczny grup społecznych wpływa dewastująco na kapitał społeczny. Kapitał społeczny, czyli zaufanie, skłonność do kooperacji, dbałość o wspólne sprawy, poświęcenie dla lokalnej wspólnoty. Jednym słowem – wygląda na to, że w tego typu społeczeństwach, jak francuskie, niemieckie, czy amerykańskie (to społeczeństwo badał Putnam) koniecznym wynikiem jest apatia, zamknięcie się w czterech ścianach przed telewizorem. To zaś wzmacnia zuchwałość przestępców, poczucie bezkarności. Zobaczcie na ludzi w pokazywanym wczoraj autobusie, czy na kierowcę. Bezradność!
Ale nie należy tego rozpatrywać jako jednostkowego przypadku! Przypomnijmy sobie rozruchy na przedmieściach Paryża i Lyonu w ostatnich kilku latach, przypomnijmy sobie relacje znajomych po wizytach we Francji (dziś rozmawiałem na ten temat z Koleżanką – opowiada o wszechobecnym strachu przed kolorowymi, społecznej dyrektywie nie patrzenia na nich w metrze, nie mówienia o nich w rozmowach, o tym, że konduktorzy wsiadają po siedmiu i wygladają jak antyterroryści)... To dzieje się dziś. Kilkaset kilometrów stąd.
Zaciekawił mnie jeden z komentarzy na którymś z forów, na których robiłem wczoraj jubel na powyższy temat (skutek – ponad 500 odwiedzin gnyszkobloga, oraz ponad 10 000 odwiedzin newsa na Frondzie!)... autor napisał, że być może ten, kto zmontował film z kamer w autobusie, a więc potencjalnie pracownik autobusów, albo ochrony, zrobił to w akcie milczącego wołania o pomoc! Myślę, że coś w tym jest.

myśl na dziś
Nie miej wątpliwości: Serce zostało stworzone po to, żeby kochać. Napełnijmy więc Panem Jezusem wszystkie nasze miłości. Inaczej, niewypełnione serce się mści i zalewa się najgorszymi nikczemnościami.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 800



wtorek, 7 kwietnia 2009

Do czego dąży Francja i dlaczego do katastrofy?

catastrophe!
Obejrzałem właśnie film nagrany przez kamerę w paryskim autobusie - o sprawie dowiedziałem się z newsa na Fronda.pl.
Niestety, cenzorzy z youtube już go zdjęli - nie mogę więc go tu wstawić, film mozna jednak obejrzeć tutaj.
Sytuacja wygląda tak: w autobusie stoi sobie młody chłopak, którego zaczyna zaczepiać jeden z emigrantów. Chłopak go odpycha, kradną mu portfel... i zaczyna się jatka. Kilkunastu emigrantów dosłownie rozpieprza skład całego autobusu, ludzie wieją, niektórzy niemrawo chcą bronić kopanego na podłodze chłopaka, emigranci każdemu dają po ryju, wrzeszczą "ty gówniany Francuzie". Szok. Po prostu szok. Chłopak doczłapuje się do kierowcy, ten nie otwiera nawet drzwi, dzwoni chyba po policję, znów wpadają Arabowie i okładają tego pierwszego bez żenady pięściami...
Świat, który znamy, właśnie się skończył. Proponuję to solidnie rozważyć... dzisiejszy wpis - będzie wieczorkiem - miałem temu właśnie poświęcić, temu co robić... po filmie widzę, że na ten temat pisać należy - tak jak to zrobiła Oriana Fallaci, której Wściekłość i dumę należy bezwzględnie polecić!




poniedziałek, 22 września 2008

[22 IX 2008] poniedziałek, pani sobie śpiewa banialuki...

francuski episkopat rzecze...
jak wiemy, Benedykt XVI był ostatnio z wizytą we Francji. Jak być może nie wiemy – Francja jest dość specyficznym, islamskim krajem, który wciąż – niesłusznie – kojarzy się z katolicyzmem ze względu na swoją chwalebną przeszłość do Rewolucji Francuskiej, a późniejszą – już tylko w drugim obiegu. A więc – była to wizyta trudna. I rzeczywiście – okazało się, że po jednej z Mszy papieskich doszło do profanacji konsekrowanych hostii, które obsługa zostawiła w puszkach na wolnym powietrzu na pastwę pogańskiej tłuszczy. Więcej – episkopat francuski, dość osobliwe gremium, po spotkaniu z Papieżem wydał z siebie odgłosy ustami kard. Vingt-Troisa – jeszcze osobliwszej treści, którą Gryzoń, jeden z forumowiczów Forum Frondy, skrócił w tytule wątku: Francuscy biskupi do Benedykta XVI – spieprzaj dziadu!.
To gorszące, ale do spięć dochodziło jeszcze przed wizytą... Kto był w którymś z kościołów na zachodzie na Mszy, ten wie o czym mowa...

msgr Perl rzecze...
Wielu biskupów utrudnia wprowadzanie w życie dokumentu Benedykta XVI o korzystaniu z przedsoborowej liturgii - http://www.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=231615 stwierdził prałat Perl, którego miałem okazję poznać tego roku w Kleinheubach. Cóż to oznacza? Ano to, że Dietrich von Hildebrandt miał rację, pisząc w Spustoszonej winnicy o śnie pasterzy i innych wynaturzeniach sytuacji w Kościele, którą obserwował w chwili pisania książki.

Nie chcę kontynuować tego tematu, bo jest bolesny i może być powodem do zgorszenia – blog to jednak nie to samo, co niszowe forum katolickie, gdzie można bez ogródek powiedzieć co człowieka boli... Tak, czy siak – w Polsce nie jest inaczej. Także i tu wielu biskupów uważa się za władniejszych od samego Papieża. Miejmy nadzieję, że już niedługo – w związku z brakiem odpowiedzi na ekscesy min. Kopaczowej – doczekamy się odpowiedzi z Watykanu, zarówno wobec biskupa Zimowskiego, jak i samej min. Kopaczowej. Ja swój list do kard. Levady już wysłałem.

pani, co banialuki wyśpiewuje o... siusiakach
tymczasem już drugi raz wyczytuję w gazecie codziennej o pewnej damie, która zajęła się śpiewaniem o nierządzie i jest za tę odwagę pochwalana. Na Jej miejscu bym nie eksperymentował, bo skończyć może się to jedynie nieumiarkowaniem w owym cudzołóstwie, które opisuje np. w piosence o wdzięcznym tytule Hujawiak (swoją drogą, sam niekiedy mam takie językowe pomysły), a później wieczną karą, jeśli z tych grzechów swoich (a do nich dojdzie zgorszenie) nie wygrzebie. Proszę zatem o modlitwę w intencji Marii Peszek oraz damy nazwiskiem Mucha, która przebrana za siostrę zakonną zaczęła teraz karierę śpiewaczą.
Wbrew pozorom politycy, aktorzy, muzycy dzisiejsi... to żadna elita. Gdy pozaglądać w życiorysy to najzwyklejsza hołota, którą Rewolucja wywindowała na świecznik, gdzie udają Elitę. Pamiętajmy o tym.... ci państwo są biedni, bo muszą odgrywać sztuczną rolę.

kryzys, panie, kryzys
kryzys nam się ciągnie, Henry Paulson z amerykańskiego departamentu skarbu rozpoczyna swój plan ratunkowy, polegający na tym, że państwo wyda 700 mld dolarów na odkupienie od banków niepłynnych aktywów (tzn. takich, których nikt nie chce kupić). Wspaniale, prawda? Najpierw wprowadza się system fiducjarny okradając obywateli ze złota, potem zmienia się reguły kreacji pieniądza i ustanawia Rezerwę Federalną, by tym barłogiem rządziła (motywując to troską o to, by nie dochodziło do bankructw). Rezerwa Federalna ani Bogiem, ani nawet wolnym rynkiem nie jest i popełnia błędy, sztucznie kreując stopę procentową i wytwarzając w ten sposób inflację, która zjada oszczędności obywateli (którzy istnienie Rezerwy opłacają). W wyniku tych błędów dochodzi do kolejnych kryzysów, które bohatersko wywołała, a teraz bohatersko z nimi walczy – Rezerwa Federalna. Jak z nimi walczy? Np. odkupując od jakichś banków aktywa, których nikt nie chce kupić za pieniądze wszystkich. Oczywiście te 700 mld dolarów można wziąć niekoniecznie z podatków. Można je po prostu wyemitować, mówiąc, że się pożyczyło, albo że były w rezerwie. Wtedy skutkiem jest inflacja, czyli za operację i tak płacą obywatele. No więc można pożyczyć zza granicy – deficyt ostatecznie i tak pokryją obywatele.
Jeśli w tym kontekście ktoś pitoli o końcu kapitalizmu... to ja go pytam, gdzie on był, gdy na początku XX wieku realnie kończył się kapitalizm? To, co mamy dziś, to system interwencjonistyczny pogrobowców Keyns'a, który lubi być przez dziennikarzy – nie wiedzieć czemu – określany jako liberalny kapitalizm.
Dziś Pan Balcerowicz w Der Dzienniku dementuje upadek kapitalizmu, co Mu się chwali, natomiast twierdzi, że euro przyjąć warto, czego nie rozumiem. Dlaczego warto oddać władzę monetarną Europejskiemu Bankowi Centralnemu? Tego nie tłumaczy. Warto i koniec. Bo każdy tak myśli. Koniec.

Simon – Zapylacz
dziś już o nim nie zdążę, więc będzie w którymś z nadchodzących dni. Nie wiem w który, gdyż przemieszczę się do Wrocławia, a potem do Kazimierza Dolnego. Relację postaram się zdać codziennie!

myśl na dziś
Nie przerażaj się, ani nie upadaj na duchu, gdy odkrywasz swe błędy... i to jakie błędy! – Walcz o ich wykorzenienie i podczas walki bądź przekonany, że dobrze jest, iż odczuwasz wszystkie te słabości, bo w przeciwnym razie byłbyś pełen pychy, a pycha oddala od Boga.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 181




wtorek, 18 grudnia 2007

[18 XII 2007] wtorek, św. Gracjan puszcza oczko

edajta
chciałem powiedzieć, że co niektórzy zapomnieli się w nieklikaniu i myślą, że to im ujdzie na sucho... a jeszcze bardziej przerażające jest to, że nawet zdjęć z Ettal nie widzieli! Yyyyyy! Pannoedytko, zapraszamy do poprawy i wytężonej lektury.

panryszard
skoro jesteśmy już przy imionach - zachęcam, w ramach studiowania antropologii internetu, do zapoznania się z przebiegiem dyskusji na forum Parkietu ze wspomnianym wczoraj osobnikiem o nicku Rysiu.
http://www.parkiet.com/forum/viewtopic.php?t=30430&postdays=0&postorder=asc&start=2190&sid=c88bc540d6e0e4f749418cfe1bc0e51e
Cała dyskusja zaczyna się mniej więcej w połowie strony, kiedy to robo pyta mnie czy jestem księdzem. Przebiegu dyskusji nie zdradzam, ale chciałem powiedzieć, że Internet ma rzeczywiście zaskakujące właściwości jeśli chodzi o sferę psychiczną - niektórzy ludzie zachowują się w sieci w sposób, w który nigdy w realu pewnie by się nie zachowali (chyba, że tak się zachowują, wówczas wypada tylko krzyknąć O tempora! O mores!).

Rada Mędrków
Traktat Lizboński (czyli największy przekręt w Europie od czasów paktu Ribbentropp-Mołotow) wprowadza instytucję Rady Mędrców UE. Cały pęcherz można opróżnić śmiejąc się z tego pomysłu... Opłacani przez nas ludzie fundują za nasze pieniądze nową instytucję, w której będą zasiadali durnie, których oni sami wybiorą po to, żeby ci durnie legitymizowali swoimi pomarszczonymi twarzami ich durne pomysły. Polskie kandydatury to niejaki p. Geremek i niejaki p. Wałęsa. UPR na swojej stronie ogłosił poparcie dla kandydatury tego ostatniego, wierząc iż Jego obecność przyspieszy koniec UE.
O innych aspektach Traktatu jeszcze przyjdzie mi tu pisać, bo szlag mnie trafia gdy o tym szwindlu myślę...

Francja zwiera szeregi
natomiast we Francji, jak donosi Najwyższy Czas!, lewica z prawicą połączyły siły, by protestować przeciw Traktatowi (okrzyknęli się suwerenistami, z tego względu iż bronią suwerenności Francji). Widać stąd jasno, że Traktat rzeczywiście jest szwindlem. Oczywiście u nas nikt nie wyściubi nosa, żeby powiedzieć oczywistą prawdę w ogólnopolskim liczącym się medium, bo w kraju nad Wisłą prawdziwi Sarmaci i elita żyją w katakumbach, a ich rolę po 1945 rolę przejęli najpierw Towarzysze, a potem ich dzieci, które prócz siebie nadziergały jeszcze rzesze wykształciuszków. A wykształciuszek myśli tylko o tym, co powiedzieć, żeby otrzymać miano mądrego i roztropnego. A że zacny tytuł otrzymuje się za powtarzanie bredni, to i brednie powtarza...

kryzys
kryzys jest wtedy, gdy ludzie mają poczucie, że nadszedł kryzys - nie pamiętam, który z socjologów wprowadził tę przewrotną definicję, ale z pewnością ma ona wiele wspólnego z rzeczywistością. Otóż, moi mili, sztucznie stworzono nam kryzys przez ostatnie dwa lata rządów PiS-u. Ludzie poczuli kryzys i zagłosowali przeciw rządowi, głosując tak naprawdę przeciw złym nastrojom, w jakie wprowadzały ich nieprzychylne rządowi media. Teraz czują się błogo, bo nikt nie wprawia ich w zły humor, w urzędach robi się czystki, w ZUSie dzieją się skandale z odwołaniem prezesa Wypycha, Tusk podpisuje traktat niezgodny z Konstytucją RP, rząd wycofuje się z obietnic przedwyborczych chociażby w zakresie gospodarki... ale obraz medialny tego wszystkiego błogi jest, piękny jest... Byle tylko dobrze się czuć, byle było miło, to nawet Titanikiem można płynąc, żeby było miło, żeby orkiestra grała!

myśl na dziś
Kochaj Boga za tych, którzy Go nie kochają: duch przebłagania i zadośćuczynienia powinien przenikać całego ciebie.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 444

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO