Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tomasz węcławski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tomasz węcławski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 listopada 2009

[30 XI 2009] ks. Węcławski... tradycjonalistą (?) oraz zostało tylko kilka godzin...

ciung

co tu dużo gadać – pangruszka wpadł w ciung! Ciung ten na tym polega, że ma na głowie zbyt wiele obowiązków, by wykrzesać z siebie siły na blogowanie. Czy to rzecz nieodwołalna? Bynajmniej! Mamy tu bowiem pole do optymalizacji – i tej optymalizacji dokonać należy! Nie wiem jednak, czy dokonam jej przed końcem grudnia, kiedy to pętla zaciśnie się na gnyszkowej szyi niczym na szyi skazańca. No, ale cóż – taki los się wybrało i trzeba walczyć. Sarze i Tomkowi dziękuję za zachęty – postaram się je odpracować! Oł jea!

beneficjenci UE a ZMS
tworzy nam się nowa grupa społeczna, wiecie? Ano – tworzy. Chociaż w chwili gdy ten temat wpisałem do kajecika tematów oczekujących myślałem coś innego. Ale, ale – zacznijmy od początku!
Otóż, nową klasą – klasą analogiczną moim zdaniem do młodych japiszonów z peerelowskiego ZMSu – jest klasa beneficjentów funduszy unijnych. Są to ludzie, którzy – choćby UE byli przeciwni, to jednak swój sprzeciw wytracają na naturalnej drodze psychologicznego zobowiązania powstającego na skutek obdarowania. W przeważającej zaś części mentalnie uzależnieni od źródła finansowania, jaką są programy operacyjne i inne brukselskie finansowe pierdki. Bynajmniej nie chodzi tu tylko o przedsiębiorców – wręcz przeciwnie, przede wszystkim chodzi mi o wszelkiej maści działaczy społecznych. Ludzi, którzy organizują akcje społeczne, konferencje, panele dyskusyjne, pisma, etc.
Wydawało mi się na początku, że większość z nich ślepo wierzy w nieśmiertelność UE – bo jak nie wierzyć, że coś, co na każdym kroku zapewnia nas, ba! my o tym każdego zapewniamy, że jest nieśmiertelne i konieczne – takie właśnie nie jest? Tak mi się wydawało, ale okazało się że tak nie jest.
Jest zaś zupełnie analogicznie do ZMSu – wielu jest takich, którzy okazję wykorzystują cynicznie. Tzn. swój stosunek do pieniędzy UE mają taki, jak młodzi karierowicze z ZMSu - „Słuchaj, jest pół bańki do wydania z tego-a-tego programu. Jakąś konferencję zorganizujemy, laptopy kupimy, Tomek będzie ekspertem od tego-a-tego, Zenek od czego innego. Wydamy se książkę, pomieszkamy w drogich hotelach.” Pisałem o tym już zresztą pewnego razu, opisując dzieje pewnego doktoranta (swoją drogą - nie mogę znaleźc tego posta!). Jednym słowem cynizm – ale jest to cynizm wewnętrzny – na zewnątrz wychodzi rzadko, maska zewnętrzna jest jednak taka, jak założona propaganda, a więc oficjalna wiara we wszechpotęgę UE. Gdy bal się skończy – będzie tak, jak w 1989. Młodzi aparatczycy bez mrugnięcia oka zmienią pozycję udając, że zawsze mieli rację.

pan Polak – czyli ks. Węcławski idzie w sukurs tradycjonalistom
na zajęcia z zarządzania kryzysowego, na które chodzę na socjologii – przeczytałem ciekawą lekturę. Jest to niedostępna w internecie książka ex-ks. Węcławskiego, czyli obecnego Pana Polaka (zdjęcie poniżej – ten w skórzanych spodniach) na temat największych kryzysów chrześcijaństwa. Paradoksalnie, ówczesny ks. Węcławski idzie w sukurs tradycjonalistom pisząc, że częścią i powodem dzisiejszego kryzysu (uwaga – widzi kryzys Kościoła!) jest m.in. reforma liturgii! Zara, zara... Tak, dokładnie – mowa jest o wyrwie, jaką spowodowało wyrugowanie łaciny, uproszczenie obrzędów i ich zróżnicowanie lokalne. Zadziwiająca diagnoza. Byłem w szoku.

prof. Bukraba-Rylska o Współnej Polityce Rolnej
wróćmy jednak do Unii Europejskiej. Prof. Bukraba-Rylska na zajęciach z socjologii wsi podała ciekawą informacją. W Anglii powstała książka niejakiego Tony'ego Judta pt. Wielkie złudzenie. Europa. Autor stawia w niej tezę, iż Wspólna Polityka Rolna nie ma uzasadnienia ekonomicznego, a utrzymywana jest w celu politycznym. Celem tym jest „umiastowienie” rolników – ze względu na to, iż mieszkańcy wsi są zazwyczaj wyborcami partii prawicowych i nacjonalistycznych. Przekształcenie rolników w farmerów – ma dać trwałą przewagę centrolewicy.
Wracamy więc do procesu, który zaobserwowałem w przypadku młodych naukowców, szczególnie humanistów, o czym było na początku. Jak się człowiekowi brzuszek odpasie – to inaczej ćwierka.

jeszcze tylko parę godzin...!
na co? Na skorzystanie z rabatu. Wybaczcie, że informacja tak późno, ale nie dałem rady wcześniej. Otóż – wszyscy, którzy przymierzali się do jakichkolwiek zakupów (np. świątecznych) w Złotych Myślach – mogą korzystnie zrobić je do północy, korzystając z 25% rabatu! Wystarczy wpisać w koszyku kod rabatowy: fD3hrpnu

Od siebie polecam to, co zwykle:

Prócz tego wydawnictwo przygotowało parę pakietów, z których dla mnie najciekawszy wydaje się noszący szumną nazwę pakiet o wolności finansowej.

beznadzieja rekonstrukcji rodziny
ostatnio często spotykam się z probami rekonstruowania historycznego kształtu rodziny. Z jakąkolwiek rekonstrukcją się spotykam – dotyczy ona rodziny katolickiej i ma wydźwięk negatywny. Problem jednak polega na anachronizmie, który zazwyczaj popełnia się przy owej rekonstrukcji (poza tym, że rekonstruktor zazwyczaj nie ma bladego pojęcia o katolicyzmie). Otóż, najczęściej utożsamia się wszystko co historyczne z katolickim. I tak, dziewczęta z socjologii oburzają się na obskurancką, katolicką zasadę 3K (Kinder, Kueche und Kirche), którą prezentowały XIX-wieczne protestanckie damesy z niemieckiej Rzeszy. Tiaaa... jednym z poglądów, które wyznawały owe damy – to nienawiść do papistów. By poznać XIX-wieczne rodziny katolickie, proszę sobie poczytać piękną książkę ks. Delassusa o duchu rodzinnym (moją ulubioną o rodzinie), albo coś Chestertona! To tylko jeden z przykładów.
Powiem jeszcze tyle – współczesne równouprawnienie to jakaś karykatura relacji Chrystus-Kościół, która jest ideałem katolickiej relacji małżeńskiej. Typ idealny? Zapraszam w wakacje do pewnej limanowskiej ultrakatolickiej wsi. Gdzie mąż służy żonie, a żona mężowi. Pełen real, żywi ludzie. Większego, autentycznego równouprawnienia wyobrazić się nie da. Feministki zaś marzą o jakiejś relacji prawnej, gwarantowaniu sobie czyjegoś szacunku dzięki przymusowi. Jedźcie dziewczyny ze mną – doznacie dysonansu poznawczego.

szanujcie cudze poglądy
podobnie ma się z poglądami. Pociotki Lenina chciałyby uregulować „szanowanie poglądów” możliwie ostro. A to sąd ma rozstrzygnąć, czy ktoś rzeczywiście się zasmucił, gdy go nazwano „pedałem”, a to czy ktoś jest dyskryminowany, bo go nie wzięli do pracy, etc. Tymczasem ja cudzych poglądów nie szanuję. Szanuję jedynie te, które uważam za słuszne – a więc te, które wyznaję. Inne – ex definitione – mogę uważać jedynie za nieprawdziwe, bądź mniej prawdopodobne. To bynajmniej nie oznacza, że nie kocham tego, kto je wyznaje. I taki jest mój psi obowiązek. Tak, jak w rodzinie – katolicyzm wyznacza nam nie tylko znacznie wyższy standard relacji, niż bezbożni ideolodzy współczesności, ale i daje możliwości jego osiągania.
Niech więc Wolter sobie spokojnie gnije w ziemi, oraz piecze się w piekle, ja natomiast wyznaję inną zasadę: „Nie szanuję Twoich poglądów – uważam je za głupie. Ciebie zaś kocham – i dam się pociąć, byś został zbawiony. Dlatego też z miłości będę do upadłego dyskutował z Tobą na te tematy”.

konieczność świadczenia usług poza domem
ciekaw jestem kiedy tak się stało i skąd wynika to, że nagle jest „oczywiste”, że kobiety muszą pracować poza domem. Z naciskiem na „muszą”. Słyszę to wszędzie na socjologii i obawiam się, że to przesłanka entymematyczna – nie tylko nie dowodzona, ale i nie dowiedziona! A więc wątpliwa. Dlaczego muszą? Wie ktoś?

myśl na dziś
Jakże dobrze czujemy się, Panie, w twych zranionych rękach! Uściśnij nas mocno, tak mocno, abyśmy się pozbyli całej ziemskiej nędzy, abyśmy się oczyścili, rozpalili, abyśmy się poczuli przepojeni twoją Krwią! – A potem rzuć nas spragnionych żniw daleko, daleko, na coraz płodniejszy siew, z Miłości do Ciebie.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 5



piątek, 16 maja 2008

[16 V 2008] piątek, św. Andrzeja Boboli

pogrzeb ojca Krąpca
8 maja zmarł w Lublinie o. Mieczysław Krąpiec, o czym nie poinformowałem na blogu. Kto Wielebnego nie znał, ani nie słyszał o nim, niechaj zajrzy do Wikipedii, bo warto. Tytan pracy intelektualnej, człowiek orkiestra. Być może prawdą jest to, że zdominował myśl filozoficzną na KUL-u i uczniów przytłoczył, ale nie oszukujmy się - wolę dominatora-Krąpca, niż dominatora-Bartosia...
pan Polak
pamiętacie, jak to pisałem w zeszłym roku (oj, tak to było dawno - siedziałem jeszcze w Monachium i jadłem banany kupowane dzięki Waszym klikom w reklamy)? Otóż, okazuje się, że mogę wyjawić wszem i wobec (choć sprawa nieco gorsząca), że pan Tomasz Węcławski, były ksiądz, były katolik i były Węcławski jednak cierpiał na rozpowszechnioną w jego wieku chorobę męską - d*** na boku. Plotka z forum Frondy okazała się być faktem - dziś pan Węcławski ma na nazwisko Polak i radykalnie odmienił swe życie dzięki odkryciom naukowo-teologicznym, dzięki którym zrzucił sutannę, dokonał apostazji, a teraz cudzołoży. Brawo!
Niejaki pan Obirek, były jezuita zapewne także się cieszy, że na tę chorobę nie cierpiał jako jedyny. Panowie - czekamy na książkę Byłem księdzem, do spółki z panem Bartosiem!
Świtoń
w komentarzach do wczorajszych wpisów pojawiły się wątpliwości co do osoby Kazimierza Świtonia. Oświadczam, co następuje:
- jestem dla Niego pełen szacunku w związku z postawą w czasie ciemnych nocy komunizmu i postkomunizmu,
- sprawa krzyży na żwirowisku w Auschwitz zostanie na blogu podjęta - teraz mogę tylko powiedzieć, że bardzo chętnie dowiem się więcej na jej temat, bo sam pamiętam tylko urywki informacji. I z tego, co pamiętam i jak to dziś postrzegam (bo wówczas byłem pod wpływem medialnej kliki Adama M.)... pełen szacun dla Kazimierza Świtonia!
- co do list Żydów polskich autorstwa Świtonia - nigdy o nich nie słyszałem. Czy autor komentarza mógłby temat rozwinąć?
antysemityzm
domyślam się, że jeśli ktoś układa listę Żydów, to automatycznie jest antysemitą, co go równie automatycznie skreśla ze świata normalnych i godnych uwagi. Cóż, sprecyzujmy, co rozumiemy przez antysemityzm:
- czy jest to człowiek, który dostrzega to, że interesy Światowego Kongresu Żydów mogą być sprzeczne z interesem Polski?
- czy jest to człowiek, który uważa Żydów za rasę podludzi?
- czy jest to człowiek, który uważa, że za całe zło tego świata odpowiedzialni są Żydzi?
- czy wreszcie jest to ten, który z jakichś względów (np. trzech powyżej) nie podoba się Żydom i chcą go medialnie utrącić?
Obawiam się, że obecnie najliczniejsza kategoria tzw. antysemitów to ci z myślnika pierwszego... Jeśli p. Świtoń do nich należy - gratuluję.
myśl na dziś
Bez pomocy Bożej nie można prowadzić życia czystego. Bóg pragnie naszej pokory, pragnie, byśmy prosili Go o pomoc, za pośrednictwem naszej Matki i Matki Jego. Musisz natychmiast w samotności swego serca, któremu towarzyszy jedynie Najświętsza Maryja Panna, powiedzieć Jej bez zgiełku słów: Matko moja, to moje biedne serce czasami się buntuje... Lecz jeśli mi pomożesz... – I pomoże ci, abyś zachował je w czystości i abyś dalej szedł drogą, na którą Bóg cię wezwał. Najświętsza Maryja Panna ułatwi ci zawsze pełnienie Woli Bożej.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 315

poniedziałek, 11 lutego 2008

[11 II 2008] poniedziałek, Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, światowy dzień chorego

jak to Oleńka się rozśpiewała
nie uwierzycie jak to było w Środę Popielcową! Byliśmy z Oleńką na Mszy Świętej w Damestiftskirche, gdzie po raz pierwszy uczestniczyliśmy w środopopielcowej celebracji w rycie trydenckim. Nie muszę chyba wyrażać pochwał dla wielowiekowej liturgii... Wyszliśmy z kościoła z popiołowymi krzyżami na czołach i wróciliśmy do domu (po drodze odwiedzając hotel dla Rodziców i kilka sklepików). Wówczas - mając coś jeszcze do zrobienia, m.in. pisanie bloga - zasiadłem do komputera, a Oleńka... wzięła moją książeczkę do nabożeństwa i zaczęła śpiewać pieśni wielkopostne! Nie muszę chyba mówić, że słowika mam tu w domu i bardzo mnie to cieszyło oraz - używając języka biblijnego - rozweseliło to moje kości. Gdy doszło do Gorzkich Żali, nie omieszkałem się włączyć. Bo co jak co, ale Gorzkie Żale to hit nad hity i żadnej okazji nie przepuszczę, by je zaśpiewać!
Aha, pierwsze Gorzkie Żale w tym roku mamy już za sobą - były w niedzielę! Kto nie był, niech będzie, a kto nie był nigdy w życiu - nie może nie być w tym roku! Obecność absolutnie obowiązkowa, moje żabki złote...

portfel akcyjny losowy
no, to teraz przechodzimy do spraw przyziemniejszych, a mianowicie do piniendzy. Morze wirtualnego atramentu już wylałem na tym blogu żaląc się na niekompetencję doradców finansowych po technikum gastronomicznym i innych harcowników okołorynkowych. Ale i tym razem jest okazja.
Otóż, pewien dzielny mąż rodem z Katowic, udzielający się także na forum Parkietu, ów mąż dzielny - właściciel nota bene portalu internetowego - zadał sobie trochę trudu i wygenerował losowo kilka (lub nawet kilkaset) portfeli i porównał je ze stopami zwrotu TFI, tj. funduszy inwestycyjnych. Eksperyment trwał przez kilka lat (bodajże 3-4 ostatnie lata). Polegał zatem na porównaniu strategii - typowego buy and hold (czyli kup i trzymaj, najlepsze na hossę) oraz aktywnej alokacji przez specjalistów. Wyniki proszę obejrzeć samemu, ale wniosek z nich płynie taki, iż niekiedy zbyt wielką rewerencją darzy się zarządzających...
Oczywiście dane te nie są w pełni porównywalne, bo TFI to jednak co innego niż hipotetyczny portfel, ale mimo ograniczeń metody, niektóre różnice każą naprawdę wątpić o kompetencjach i jakości zarządzania... szczególnie, że mowa o dość długim okresie.
http://www.stopazwrotu.pl/tekst.php?tid=63
jeśli chodzi o bieżące wydarzenia - sytuację na giełdach mamy od pewnego czasu stabilną, ładnie odrabiamy straty (oczywiście z tradycyjnymi obsuwkami gdy nadchodzą złe dane z USA). Dzisiejsza sesja bycza wbrew Azji i reszcie świata - powiało ułańską fantazją na parkiecie rodzimej GPW SA.

niektórzy studentowie zgłupieli i herezjarchy bronią
nie bez kozery w USA mówi się: chcesz, by twoje dziecko straciło wiarę - poślij je na katolicki uniwersytet. O co się rozchodzi? Ano o kanonizację za życia pana Węcławskiego, co to apostazji dokonał i przebywa w niedobrym dla zbawienia duszy stanie. Studenci z któregoś tam rodzimego wydziału teologii protestują przeciw wycofaniu Jego podręcznika do chrystologii. Nie będę się tu rozwodził, bo na slogany w stylu twórczość naukowa prof. X reaguję alergicznie, sprawę więc potraktuję punktowo. A zatem:
- studentom zalecam lekturę listu Jana Pawła II do teologów, gdzie nakreślił ich zadania oraz odnośną notę Kongregacji Nauki Wiary, której tytułu nie pomnę,
- dowiedzą się z niej, że teolog nie tworzy, lecz odkrywa, a co za tym idzie kryterium oceny jego pracy jest zgodność z Magisterium Kościoła oraz sensus fidei Ludu Bożego,
- z tego wywnioskują, że albo tracą czas na wydziale teologii katolickiej i powinni pójść na jogę, albo wezmą się za służbę Bogu na poważnie, bo tu nie chodzi o twórczość, czy nietwórczość, ale o zbawienie.
http://wiadomosci.onet.pl/1687466,11,item.html

budowy, budowy...
w piątek, oraz dziś rano byłem na budowach! Oj, nachodziłem się, drutów, szalunków, młotków, rusztowań, materiałów się nawąchałem i naoglądałem! Jednym słowem - wspaniale. Budowa, to wielki żywioł, nad którym albo architekt zapanuje, albo sam będzie opanowany. To, co wciąż mnie zadziwia, to Baufinanzierung, czyli ogromne nakłady, jakie trzeba ponieść, by cokolwiek zbudować (tu w Niemczech - z uwagi na ustawodawstwo - szczególnie...)... Już mniej onieśmielony jestem tym jak to się dzieje, że z pięciu segregatorów pełnych rysunków, które z kolei pełne są błędów i poprawek... jak to się dzieje, że z pomazanych i zadrukowanych kartek, percypowanych przez dziesiątki ludzi, którzy popełniają błędy... jak to jest, że w końcu wszystko mniej więcej się zgadza i okno siedzi w dziurze, a rury trafiają w dziury w stropie!

list od komunistów
dziś dostałem do skrzynki list od jakiegoś komunistycznego stowarzyszenia, które w logo ma diabła (zrobię fotę i wrzucę na bloga!), które mnie informuje, że należy kontrolować urodzenia (mordować nieurodzone dzieci), by utrzymać obecny standard życia. Tego, co sobie powiedziałem pod nosem widząc ten szajs w skrzynce, referował dziś nie będę - mam nadzieję, że jutro emocje na to pozwolą.
Jedno pamiętajcie - komuniści i socjaliści, bez względu na to czy akurat gwałcą pojęcie proletariatu, czy tolerancji są i być muszą złodziejami i mordercami.

myśl na dziś
Panie, zrób mi prezent: daj mi Miłość... Miłość, która mnie oczyści. Ach i jeszcze coś: znajomość siebie samego, która napełni mnie pokorą.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 185

środa, 23 stycznia 2008

[23 I 2008] środa, błogosławionych Wincentego Lewoniuka i Towarzyszy, męczenników z Pratulina

co się stało się?
oj, dziś dzień wieeelu przygód! Po pierwsze - oddanie Baukonstruktion. Pangrzyzga od rana na nogach, bo Daniel pojechał wcześniej na wydział, drukować ostatnią planszę (tę, w której wczoraj odkryłem błędy pewnego Autora...), byliśmy zatem w kontakcie, mogłem dziś później wyjechać, bo dopiero na 9:00, więc spokojnie się ogoliłem, wypachniłem, najadłem za wsze czasy, ubrałem porządnie i ruszyłem. Plansza dzięki Bogu wydrukowała się znakomicie, jeszcze parę godzinek i o 11:00 rozpoczęliśmy prezentację (tym razem byliśmy pierwsi, choć profesorowie przebąkiwali coś, że może jednak zaczną od innego piętra przeglądać prace... - pamiętacie jak to na przeglądzie byliśmy ostatni, rozwiesiwszy się jako pierwsi?). Najpierw pogaworzyłem o tym, że cel projektowy (relatywnie niska cena lofta przy zachowaniu wysokiego standardu) oparliśmy głównie o rozeznanie obecnej sytuacji na rynkach finansowych w związku z kryzysem w segmencie kredytów subprime w USA (he he...) itd. Potem Daniel zapodał nawijkie o materiałach, szczegółach konstrukcji, etc. Pitu, pitu, 10 min. na prezentację się skończyło, chłopaki przechodzą do krytyki... a tu! A tu co? A tu pochwały! Że klatka schodowa mądrze rozwiązana, że materiały wybornie dobrane, że instalacje też w porządalu, etc. Każdy, komu choć trochę opowiadałem o tym przedmiocie i nastawieniu Profesorów do moich współpracowników z grupy, wie jakim było to dla mnie szokiem. No i cóż - reasumując, byli bardzo zadowoleni, jeśli nie zaszokowani. Bogu dzięki.
Potem trochę poklikałem w Komputerraumie (Rockefeller ganiał za ropą, a ja ganiam za klikami...), pomogłem nieco Danielowi w Baukonstruktion z zeszłego semestru i poszliśmy z Kasią na sentymentalną kawę do kawiarni na parterze. Pierwszy raz (i ostatni) byliśmy tam na początku października... potem zaczęło się piekło. Dziś znów mogliśmy sobie przycupnąć, wrzucić na luz i pogadać. A o czym pogadaliśmy? To chyba jasne - ponarzekaliśmy sobie na Niemców, a jak!
Następnie, miała Kasia oddanie swojej urbanistyki u prof. Mecka (tak, tak, tego mojego idola od mostu mieszkalnego). Kasia miała pewną niefortunną współpracowniczkę Ulrykę, która rozpoczęła prezentację... Niestety, gdyż daru pięknego prezentowania wyraźnie nie posiadła, czerwieniąc się i przepraszając za to, że żyje. Pangruszka równocześnie modlił się na Różańcu by Kasiną prezentację wspomóc, jednakowoż Ulryka pod wpływem niewygodnych pytań jednego z profesorów nie dawała rady. Ja natomiast dawałem Kasi znaki, by pokazała chłopakom co to znaczy polska urbanistyka. Chłopaki skończyli, pangruszka oddalił się w cień (słońce grzało niemiłosiernie), był w trakcie trzeciej tajemnicy chwalebnej (Zesłanie Ducha Świętego), gdy nagle prof. Meck prosi go o komentarz do pracy koleżanek...! No, no... w sam raz modlitwa o dary Ducha Świętego, zacząłem pracę analizować, pitu-pitu, pierdu pierdu, to pochwaliłem, co inne wytknąłem - musiałem trochę poszukać dziury w całym. Meck był zadowolony, Kasia mam nadzieję że też.

niemiecka degrengolada
Tawfiq dziś mnie spytał kto to jest na pulpicie mojego laptopa. Jako, że nie wiedział kim był św. Josemaria Escriva, to troszkę Mu opowiedziałem, także o Opus Dei. Spytał czy jestem wierzący. Jasne, jestem katolikiem. Tawfiq poklepał mnie po plecach i mówi: Dobrze, bardzo dobrze, Maciej. Doszliśmy później do wniosku, że niemieckie społeczeństwo jest zdegenerowane. W ten sposób zgodzili się na moment katolik i praktykująco/niepraktykujący muzułmanin.

niemieckie przepisy
natomiast na zajęciach z Bauorganisation dowiaduję się o tym, że niemiecki prawo jest pełne rozsądku i mądrości, szczególnie, gdy wprowadza minimalne i maksymalne wynagrodzenia dla architektów i inżynierów budownictwa, dzięki czemu nie ma konkurencji i projekty są lepsze.
Powtórzę dla tych, którzy nie uwierzyli: dzięki braku konkurencji projekty są lepsze. Powtórzyć jeszcze raz?
Rozmawiałem na temat niemieckiego prawa budowlanego z Michaelem z Schackstrasse, który ma kancelarię prawną (notabene, Olo Zioło powiedział kiedyś, że Opus Dei, to klub dla prawników... coś w tym jest!) i zajmuje się m.in. prawem budowlanym. Mówię do Michaela: Michael, aber das ist doch Sozialismus! Krótka, rzeczowa odpowiedź specjalisty, który bez mrugnięcia okiem z kamienną twarzą odrzekł: Ja Maciej, das ist doch Sozialismus!
W ten sposób europajaców można by przyrównać do entuzjastów sojuszu polsko-sowieckiego.

pan Węcławski rezygnuje, pan Obirek patrzy, a pan Bartoś klaszcze
jak już pewnie wszyscy wiedzą z onetu, niejaki pan Tomasz Węcławski dokonał w grudniu aktu apostazji, tj. oficjalnego odejścia z Kościoła Katolickiego, tj. po prostu otwarcie wyznał herezję i odmówił jej odrzucenia. Zdarza się. Gorszący jest jednak jubel, który wokół tego się dzieje i postawa Tygodnika Powszechnego, który wywiad z ww. opublikował. Otóż, niejaki Sporniak Artur, kandydat na herezjarchę oraz gorszyciel nr 1, napisał tekst nt. wykładów pana Węcławskiego (wygłoszonych w ramach Pracowni Pytań Granicznych - brzmi co najmniej jak Klub Poszukiwaczy Sprzeczności...), w którym to stwierdza między innymi, że poglądy autora zasługują na uwagę, gdyż w Polsce są nowatorskie. Hahahahaha! Panie Sporniak, mam dla Pana dwie rady, którymi kiedyś już chciałem się podzielić:
- skończ pan zgrywać katolika,
- skończ pan nazywać nowinkami herezje potępione setki lat temu na pierwszych soborach ekumenicznych.
Inną sprawą jest to, jak decyzję o opublikowaniu tekstu tłumaczy ks. Boniecki - redaktor naczelny ww. piśmidła (w 49% kontrolowanego przez koncern ITI komuszków Wejcherta i Waltera...). Otóż, mówi on że podjęli trudną decyzję towarzyszeniu człowiekowi w trudnej decyzji o apostazji. Cytuję z pamięci. To zaraz, to jak to jest? To pan Węcławski nie wystawia swej duszy na potępienie? Czy przyjmując herezję pan Węcławski popełnia bohaterski czyn? Czy ks. Boniecki uważa za stosowne towarzyszenie Mu, czy raczej apostolstwo i odwodzenie od karygodnej i strasznej decyzji? Jeśli jest się katolikiem, odpowiedzi na te pytania są jasne. Jeśli się nie jest, wtedy trzeba sprawdzić w Tygodniku Powszechnym jaka odpowiedź jest prawidłowa.
Otworzyłem na Forum Frondy wątek na ten temat - szybko stał się bardzo popularny. Polecam, naprawdę poważna i pouczająca dyskusja. Pojawiła się także i pewna hipoteza wysunięta przez jedną z forumowiczek Frondy, że ponoć pan Węcławski - podobnie zresztą jak pan Obirek, o czym wiedzą nieliczni wtajemniczeni - zapadł na pewną bardzo popularną chorobę wśród panów po czterdziestce. Jaka to choroba? Odpowiedź może kogoś zgorszyć, więc publicznie nie podaję. Wówczas cała teoryja zarówno pana Węcławskiego, jak i Obirka (tu mamy z tego co pamiętam pewność) - to marna racjonalizacja dość prostego problemu osobistego.

link do artykułu na Onecie:
http://wiadomosci.onet.pl/1678331,11,item.html
link do forum Frondy:
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1446893

dobranocka
dobranocka, zgodnie z obiecanką, jest w poście poniżej.

klyken, klyken - wielka prośba (powtarzam, żeby nikogo nie ominął cynk)
moje miłe żabeczki, co miesiąc teraz będę miał jeszcze stały wydatek na pogotowienaukowe.pl, moją i Macka firmę, o której pewnie czytaliście już w gazetach. Jeśli nie - zapraszam na naszą stronę do działu Newsroom: http://www.pogotowienaukowe.pl/ . Jesteśmy jedynymi legalnymi brokerami studenckich usług edukacyjnych - w związku z tym też firma wymaga od nas inwestycji, z którymi nie nadążamy. Jako, że dojdzie mi do comiesięcznych wydatków kolejny - a mając za pasem zakładanie rodziny, domów budowanie, dzieci utrzymywanie, otwieranie nowych innowacyjnych (a jakże!) byzmesów - nie chciałbym uskramniać mojego dotychczasowego budżetu regularnych, comiesięcznych inwestycji. Z tego względu potrzebuję dodatkowych 25 klików dziennie. Jeśli ci, którzy dotychczas nie klikali w reklamy Google'a mogliby zacząc; ci zaś, którzy dzielnie klikają, ale mieliby możliwość ze dwa razy, albo i trzy dziennie (albo i z paru komputerów taką operację przeprowadzać) - byłbym bardzo zobowiązany.

myśl na dziś
Rozmyślałeś, że twoje powołanie jest jak te skorupki, które kryją w sobie nasionka. Przyjdzie czas, kiedy ziarna zapuszczą korzenie licznie i jednocześnie.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 972

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO