Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojsko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojsko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2009

[14 V 2009] św. Macieja, czyli wieczór filmowy socjologiczno-wojskowo-rozrywkowo-sportowy!

wieczór filmowy

dziś pangrzyzga wykończon kompletnie, z egzaminu ustnego u ulubionego doktora na socjologii dostał piąteczkę... tematów w głowie i kalendarzu do poruszenia ma kilka... ale zamiast nich - z okazji także na święto św. Macieja Apostoła - wieczór filmowy! Socjologiczno-wojskowo-rozrywkowo-sportowy!

teoria kapitana Bednarza [przeklinają!]
przepadam za tym nagraniem - kpt. Bednarz wymiata i tworzy nawet teorię socjologiczną nt. "przywolenia społecznego na dzianie się chujni". Materiał na doktorat. Mocno przeklinają - uwaga! Rzecz dzieje się prawdopodobnie w Toruniu, bo mowa jest o Wzgórzu Elewa na poligonie - na poligonie pod Toruniem ("Bóg Wojny"), gdzieśwa z Tamkqunem służyli, też jest Wzgórze Elewa...

zabawy w wojsku

tańce wojenne


wyścigowe wyścigówki wojenne

trochę sportu na koniec!



a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/14-v-2008-roda-wito-w-macieja-apostoa.html

myśl na dziś
Auxilium christianorum! — Wspomożenie Wiernych — z ufnością odmawiamy w litanii loretańskiej. Czy próbowałeś ten akt strzelisty powtarzać w trudnych chwilach? Jeśli będziesz to czynił z wiarą, z czułością córki czy syna, doświadczysz skuteczności wstawiennictwa twojej Matki Najświętszej, Maryi, która cię doprowadzi do zwycięstwa.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 180



sobota, 12 kwietnia 2008

[12 IV 2008] sobota - Matka Boża się uciesza...

o piniendzach
jako już się rzekło, a niektórzy to podchwycili - za młodu nazywany byłem pieniężnikiem. Przesłanki, by nazywać mnie tak i teraz - wciąż istnieją. Nie widzę w tym nic złego, choć wiem, że wielu gdy słyszy o pieniądzach, dostaje gęsiej skórki. Zaraz myślą, że czyjeś motywacje nie są czyste, gdy w grę wchodzą pieniądze, albo że coś jest nieuczciwe, nieszlachetne, gdy w tle pojawiają się pieniądze...
A ja powiem tak - jest prawdą to, że istnienie pieniędzy i w ogóle dóbr materialnych jest dla człowieka duchowym zagrożeniem. Nie jest to jednak warunek wystarczający, by wyciągać tak daleko idące wnioski, które nakreśliłem powyżej. Dlaczego? Ano dlatego, że pieniądze są li tylko obojętnym moralnie środkiem wymiany, który prócz pokusy, może posłużyć także jako środek do czynienia małego, dużego i ogromnego dobra. Więcej - dzięki temu środkowi możemy nawzajem się honorować i wynagradzać... Możemy wspierać zbożne cele ideowe, charytatywne i wiele innych. Możemy przecież wspierać w ten sposób ludzi, którzy będą przemieniać świat w kierunku, w którym i my go przemieniamy. Wciąż przypominają mi się słowa prof. Jana Marka Chodakiewicza, który z sarkazmem komentował awersję polskich ideowców (szczególnie z prawicy) wobec pieniędzy - Dopóki nie będzie pieniędzy i nie zaczniemy sami siebie szanować, dopóty na prawicy będzie panowało takie gównozjadztwo jak teraz. Bo niby dlaczego organizować imprezy, dyskusje, wykłady... i nie wynagradzać wykładowców? Albo stwarzać atmosferę taką, że czują, że nie wypada im sugerować wynagrodzenia. To, że pracują w sferze idei, nie oznacza, że nie muszą jeść, ani nie mają rodzin. To, że idea jest prawdziwa, nie znaczy również że nie wymaga wsparcia, o które bez pieniędzy trudno.
Dlaczego katolicy tak łatwo zapominają o tym, że mają być przebiegli jak węże? Katolik to nie żadna stara d**a, tylko drugi Chrystus. Do dzieła panie i panowie.
Kurtuazyjnie nie piszę jak mnie można wesprzeć, ale wzorem bloga http://appfunds.blogspot.com/ znanego mi z forum Parkietu, zamierzam dać z boku podobną informację, jak i kolega APP zapodał u siebie... i niech nikt nie czuje się zgorszony.
strach...
odnoszę wrażenie, że ludzie odnoszą wrażenie, że strach jest cnotą. Boją się wszystkiego, co się da - przeludnienia ziemi, globalnego ocieplenia, latania samolotami, tego, że będą opętani, albo że zbyt szybko, albo zbyt późno umrą, albo boją się tego, że się boją, itd. A ci którzy się nie boją, to albo rasowi debile, albo nadnaturalne istoty, co zresztą też jest powodem do strachu, bo być może Pan Bóg ich nie kocha i dlatego oni nie są tak nadnaturalni, jak ci, co się nie boją?
Jak obserwuję - skłonność w tej dziedzinie szczególnie należy do pań... A ja zawsze wtedy jestem aż rozczulony. Ucieszaj się - powtarzam za Oleńką, albo w innej wersji - Nie lękajcie się!, za Janem Pawłem II, naszym Lolkiem.
o Państwie i o GROMie
dziś obejrzałem na Onecie (o którym poniżej będzie mowa) króciutki dokument o żołnierzu GROMu, który w wyniku wybuchu granatu zaczepnego stracił w Afganistanie dłoń. Nie koniec na tym - po powrocie musiał pisać sto tysięcy podań do urzędasów o dofinansowanie protezy. Jak się okazało - armia ubezpieczyła chłopaków na 5000zł na czas misji, podczas gdy porządna proteza kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złociszy. Pomogła fundacja byłych żołnierzy GROM, której prezes stwierdził, że za te pińć tysiaków, to może starczyłoby mu na wystruganie czegoś z drewna jako dłoni. Smutne.
Pangruszka się zasmucił, bo po pierwsze sam jest wojskowym (dobrze, komandosem nie byłem, a teraz to już tylko rezerwista jestem...), po drugie widział weteranów z misji zagranicznych, po trzecie zaś jest sobie w stanie wyobrazić co czuje ten żołnierz, tym bardziej, że nie chcą go zatrudnić (a mogliby go wykorzystać np. jako szkoleniowca, tym bardziej że - jak podaje Petelicki - wyszkolenie komandosa z GROMu kosztuje średnio milion dolarów) a i z tego względu, że i podczas mojego pobytu w jednostce dwa razy gościliśmy Śmierć (jedno samobójstwo żołnierza służby zasadniczej i jeden wypadek śmiertelny).
Płynie stąd taka nauka - ludzie, co to się dzieje? Państwo niech się przestanie zajmować refundowaniem najgłupszych bzdur, ani wspieraniem pederastów, tylko niech wreszcie zreformuje podstawowe pola swojej działalności - wojsko, policję i sądownictwo. Czy służbę zdrowia? Jeśli jest w stanie - tak, jeśli nie (obstawiam, że jednak nie) - niech pozwoli lekarzom świadczyć usługi na wolnym rynku i nie przeszkadza stowarzyszeniom w podnoszeniu poziomu moralnego obywateli.
Do roboty krawaciarze, bo zły na Was jestem jak truteń, a podatków na byle co płacił nie będę!
strona startowa
moi Kochani! Znudzon wielce doniesieniami Onetu na temat tego, że naukowcy odkryli, że mężczyzna może być w ciąży oraz że siostra zakonna zachęcała do gwałtu, a 12-latek miał 50 promili we krwi i przejechał babcię trabantem, oraz tym, że muszę oglądać gołe piersiaki jakichś nieznanych mi kobiet, które zapewniają, że w dwunastym małżeństwie są już szczęśliwe oraz tym, że w sondzie pytany jestem, jak często spotykam się w szkole z przypadkami homofobii, zdecydowałem... wypitalam od dziś stronę Onetu, jak również wszystkie inne mainstreamowe, wykształciuchowskie portale jako strony startowe. Dlaczego ich właściciele mają się chwalić gigantyczną oglądalnością i ściągać reklamodawców? Dlatego, że nie miałem czego wrzucić jako startową? Oooo nie... Pangrzyzga na to nie pozwoli! Prędzej skapieje, a nie pozwoli!
W ten oto sposób, na stronę startową wybrałem nowy portal, choć działa dopiero parę tygodni, robi dobre wrażenie. http://www.niezalezna.pl/ Poniżej lista innych portali godnych polecenia:
Jeśli ktoś odczuwałby strach przed tym, że czyniąc tak - być może wspiera swoich i swoje idee - ale pozostaje bez ostatnich najważniejszych informacji ze świata... to uspokajam. Lepiej odmówić porządnie Różaniec w intencji świata, niż wyszukiwać dupereli w internecie. Po drugie - do obsługi portalu informacyjnego wystarczy jedna osoba i abonament na PAP-ie, albo KAI-u, albo IAR albo po prostu zwyczajny internet - informacje zawsze można przebrać i zamieścić te ważne. Po trzecie - polecam lekturę Skarbów świata całego Hrabala - był tam pewien dziadek, który codziennie czekał na serwis informacyjny w radiu i tylko tym żył. Szkoda stać się kimś takim.

myśl na dziś
Bo kto posmakował dobrego loda, ten nie zechce już pić maślanki...
Oleńka Maciurka, Tęskne dialogi za Mszą Trydencką, Tom I

wtorek, 18 marca 2008

[18 III 2008] wtorek, Wielki Wtorek

co powiem?
oj, dziś ciężki, szarobury dzień. Całe szczęście, że Święta za pasem, bardzo się z tego cieszę! Nie cieszę się natomiast z tragicznej śmierci brata mojego kolegi. Oleńka też się nie cieszy, bo to jeden z Jej ulubieńców. Uprasza się o modlitwę w intencji jego duszy i rodziny.

sen
miałem wczoraj sen - była wojna i pangruszka jeździł Goździkiem. Miałem swoją załogę i sobie brykaliśmy to tu, to tam. Co ciekawe, stacjonowaliśmy przy Olympia-Zentrum, a Goździk miał nawet działko przeciwlotnicze (normalnie nie ma). Co więcej - miał nawet pięterko z trzema tapczanami i boazerią. Hahaha... dobre co? Długo spałem i się nie wyspałem. Ale miło było śnic - a o tym jak absurdalny był to sen, niechaj świadczy zdjęcie drogiej mi maszynki - 122-mm haubicy samobieżnej 2S1 Goździk.



promocja
tymczasem zaś trwa promocja u mnie w kiosku - promocja świąteczna. Nowy towar zdaje się rzucili.

szalęstwo
w USA szalęstwo po kolejnym cięciu stóp procentowych - u nas to samo, tylko że na największych spółkach, których indeks wystrzelił o te 5% wzwyż. Reszta pogrążona we śnie zimowym - poniżej 1% do góry. Sceptyczny jestem. Jutro pewnie Stany się otrząsną z radości i polecą do piwnicy. A co! Spodziewali się obniżki o 100pkt bazowych, a tu tylko 75pkt, więc optymizmu na długo może nie starczyć.

myśl na dziś
Jezu, od żołnierzy niegodnie *Na pośmiewisko purpurą odziany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część II, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

piątek, 30 listopada 2007

[30 XI 2007] piątek, kończy się listopad, Andżeje świętują!

Afganistan
jak już niektórzy wiedzą, lub nie - z wojskiem miałem ostatnio nieco wspólnego. I wciąż mam - bo jak inaczej określić fakt, że zdarza mi się tęsknic za jednostką, w której odbywałem służbę? Ale nie pora by się tu wywnętrzać, chcę bowiem napisać o sprawie naszych żołnierzy z Afganistanu, którzy ostrzelali wioskę. Nie znam ostatnich szczegółów, zresztą pewnie i tak poza samymi oskarżonymi i prokuratorami nikt ich nie pozna, ale mam parę uwag natury ogólnej, bez względu na szczegóły.
Po pierwsze - jest kosmicznym skandalem, że żołnierzy potraktowano jak bydło. Przypomnijmy kim jest żołnierz - żołnierz jest obywatelem, który nie tylko wyzbywa się części własnej suwerenności na rzecz przełożonego, ale i ryzykuje zdrowie lub życie, by wypełnić wolę przełożonego (jeśli w oczywisty sposób nie narusza ona prawa). Można by zatem powiedzieć, że co jak co, ale żołnierzom w społeczeństwie należy się wybitny szacunek. Tego nie widziałem. Nie wspominam już o zasadzie domniemania niewinności, którą najwidoczniej pogwałcono.
Po drugie - są trzy możliwe wersje wydarzeń. Pierwsza - żołnierze pojechali sobie na przejażdżkę i dla jaj ostrzelali wioskę, żeby pozabijać ludzi. Druga - żołnierze realizowali rozkaz przełożonego, który wydał go z czystego chcenia. Trzecia - bezpośredni dowódca oddziału realizował rozkaz przełożonego. Nie analizuję tu tego, czy rozkaz był słuszny. Pierwsza możliwość jest niemożliwa - każdy patrol ma dowódcę, jego wyjazd i uzbrojenie są rejestrowane. Zostają zatem druga i trzecia. W ich kontekście warto się zastanowić nad słusznością rozkazu. Jeśli rozkaz był słuszny - nie ma sprawy, żołnierze wykonali obowiązek. Jeśli rozkaz był niesłuszny - żołnierzom mamy coś do zarzucenia wówczas, gdy w oczywisty sposób naruszał on prawo. Jeśli nie naruszał - dowódca popełnił błąd i robimy postępowanie dyscyplinarne, żeby facet na przyszłość nie popełniał błędów. Jeśli w oczywisty sposób naruszał - winni są żołnierze i dowódca. Tyle w temacie. Jak było? Parę artykułów i od razu spektakularne, iście norymberskie zatrzymanie bandytów.
Po trzecie - zastanówmy się czy żołnierz w warunkach wojennych, tym bardziej w warunkach wojny z terroryzmem w Azji ma szansę na dogłębną i celną analizę prawomocności rozkazu. Odpowiedź brzmi - niezbyt. Warunki wojny z terroryzmem, gdzie przeciwnik nie różni się od cywila, nie nosi munduru, nie ma miejsca zgrupowania, jest wszędzie i nigdzie, może być małym chłopcem, lub stetryczałym afgańskim dziadkiem, nie sprzyjają trafności tego typu analiz. Jasne jest więc, że nie może być zbyt często mowy o oczywistym naruszeniu prawa.
Po czwarte - tego typu wojna stanowi ogromny wysiłek psychiczny dla żołnierzy. Ciężko jest bowiem nie zwariować w wyżej opisanych warunkach... w kontenerku na kurczaki z paroma kolegami w środku, a wokół tylko piasek i góry, z których strzelają nie wiadomo kto i nie wiadomo kiedy...
Jeśli ktokolwiek odczuł satysfakcję widząc zdjęcia z zatrzymania i myśląc o zapijaczonych rezerwistach w pociągu - niechaj się potężnie stuknie w łeb.

Twój samochód już jest tutaj od dawna!
jak to cudownie jest wiedzieć, że odkąd ruszyła historia, wszystko ma swoją przyczynę, a każda przyczyna ma swój skutek. I gdy tak sobie ostatnio z Simonem pożartowałem, że mam chrapkę na jego samochód, pomyślałem również o tym, że jeśli prawdą jest że Polacy kradną samochody, to prawdą jest także i to, że gdyby nie było agresji Hitlera, a potem 50 lat kołchozu, a przedtem jeszcze rozbiorów, to by samochody nie znikały... Polaczki hobbystycznie samochodów nie kradły.


wybierzmy przyszłość
brzydkie i głupie hasło, szczególnie w wykonaniu Niemców. Użyjmy porównania z pojedynczą osobą. Jak można za mądrego uznać ucznia, który oblewa wszystkie klasówki pod rząd, wierząc za każdym razem, że kolejna pójdzie dobrze. Wybierzmy przyszłość - może tym razem się nam uda, choć z braku namysłu nad przeszłością nie zmieniliśmy się ani o jotę!

Opus Dei - 25 lat prałatury personalnej i różne miglance
zasmucili mi Oleńkę wczoraj dwaj miglancowie, oj zasmucili. W tej sytuacji wyzwałbym normalnie na pojedynek na moździerze, ale że nie ma mnie w Heimacie, to sobie odpuszczę.
Co się stało się? Ano, 28 listopada 1982 roku umiłowany Jan Paweł II nadał Opus Dei formę prawną prałatury personalnej (czyli takiej ogólnoświatowej diecezji - idzie za tym posiadanie własnego biskupa, czyli Prałata Opus Dei - obecnie bp Echevarria) http://www.opusdei.pl/art.php?p=25536. No i co? No i fajnie, było co świętować, za co Panu Bogu dziękować, co dostrzegły także media, a wśród nich kontrolowany w 49% przez koncern ITI, Tygodnik Powszechny. Katolickie pismo społeczno-kulturalne, które w szczenięcym wieku miałem w zwyczaju czytywać z wypiekami na twarzy. Całe szczęście człowiek się jednak rozwija i zgubny ów zwyczaj porzuciłem, ograniczając się jedynie do sporadycznej lektury w dniach z niskim ciśnieniem i negatywnym biorytmem (wie ktoś co to ten biorytm?) - żeby pobudzić nieco senne ciało.
No i napisali w ostatnim numerze właśnie 28 listopada, niejaki Mueller i Kuźmiński tekst pod tytułem Zawodowcy (http://wiadomosci.onet.pl/1454609,240,kioskart.html). Artykuł na żenującym poziomie, koneserom dziadostwa polecam lekturę w całości. Nie będę od razu komentował co lepszych fragmentów, powiem tylko tyle, że w Barbakanie miałem okazję parę razy być, mam tam paru znajomych, na opisanych tajemniczo medytacjach i dniach skupienia bywam regularnie... i co? I śmiałbym się do rozpuku, czytając takie artykuliki. Sęk jednak w tym, że artykuł jest nacechowany i szkodliwy.
Hmmm... bo to tak jest, moi mili - napiszmy artykuł o kapłaństwie. Zbierzmy relacje kapłanów, którzy ze swoim stanem się rozstali, o tym jaki to homoseksualizm, chciwość i podwójność życia panuje wśród kleru, a potem popytajmy księży z drugiej strony. Jako, że z opiniami jest tak jak z pieniądzem - gorsze wypierają lepsze w tym znaczeniu, że sensacja, ohyda, cielesność i przemoc wydają się nie tylko atrakcyjniejsze, ale i bardziej prawdopodobne. Normalny ksiądz musi się tłumaczyć, że nie jest wielbłądem. Ks. Soler z Krakowa też musi tłumaczyć się z jakichś komicznych zarzutów. W ostatecznym rozrachunku mamy sytuację, że czytelnik wychodzi z przekonaniem następującym: noooo... jakieś tam ktoś zarzuty ma, tajemnicza sprawa, ziarenko prawdy jest w każdej plotce. Tamten niby zaprzecza, ale co ma powiedzieć? Sprawa śmierdzi.
Oleńkę jednak sprawa po prostu zasmuciła. Jak można pisać takie brednie? No właśnie, jak można?

wojny mogło nie być
pomyślałem sobie ostatnio, przy okazji lektury biografii Doktora Plinio, że wojny w 1939 roku mogłoby nie być. Wystarczyłoby, że Mussolini, Chamberlain i Roosvelt zwołaliby nową konferencję w jakimś Monachium i czymś innym, i oddaliby Polskę Hitlerowi w prezencie, tak jak Austrię i Czechosłowację. Albo jeszcze inaczej - gdyby 3 września nie wypowiedzieli wojny III Rzeszy. Traktaty o kant tego i owego można przecież potłuc - nikt nie miałby im za złe - uratowaliby Europę i Świat przed okropną wojną! Ciekawe co się stało, że jednak - po paru dniach postanowili nie dać za wygraną.

UFO? nietoperz? salami...
na niemieckich uczelniach panują dziwne zwyczaje, moi mili. Jednym z nich jest przyklejanie salami do sufitu. Na zdjęciach dokumentacja zjawiska. Występują - Kasia i Daniel.





chorowitki
Bernd zachorował! Pomódlcie się za Niego drodzy Czytelnicy, poopiekowałem się chorowitkiem wczoraj po medytacji. Biedaczek, kiepsko wyglądał. Poznałem za to nowego księdza w Monachium - również latynosa (jak wspomniany wyżej ks. Soler). Śmiesznie mówił po niemiecku.


myśl na dziś
[Jezus] Klęcząc na twardej skale, trwa w modlitwie... Wylewa łzy za ciebie... i za mnie. Przygniata go ciężar ludzkich grzechów. (...) Tak, jesteśmy tchórzami: podążamy za Nim z daleka, ale przebudzeni i rozmodleni.
św. Josemaria Escriva, Różaniec święty, Katowice-Ząbki 2004, s. 62-63

poniedziałek, 26 listopada 2007

[26 XI 2007] jak to pangrzyzga moździerzem dowodził

przejrzałem swoje zbiory i co widzę - unikalny film nakręcony na poligonie podczas zajęć z obsługi moździerza! Mało mam zdjęciowych pamiątek z wojska, więc ta ucieszyła mnie bardzo! Miłego oglądalnictwa na rozruch poniedziałku!

Aha, nie umiałem przekręcic filmu, więc trzeba oglądac z wygiętą szyją...

sobota, 17 listopada 2007

[17 XI 2007] sobota, a św. Elżbieta Węgierska spogląda zza chmurki

br... nora
niektórzy znają moją skłonność do emocjonowania się subtelnościami językowymi, ale moi niemieccy pobratymcy poznają tę skłonność ostatnio bardzo intensywnie! Na ten przykład Nora ostatnio była bardzo szczęśliwa, gdy dowiedziała się co jej imię oznacza po polsku (na osłodę dodałem że może chodzić o norkę królika, a to takie fajne zwierzątko), a z Ines rozważałem czy lepiej jest mieć coś w d***ie, czy gdy to mi mija d***ę.
Zresztą, umówmy się - jak można nie parsknąć śmiechem, gdy ktoś ma na imię Alf? Podobno była swego czasu moda na Alfów w tym smutnym kraju.

brr... aroganci
jedna z naszych koleżanek zerwała z bojfrendem - po dwóch latach wspólnego mieszkalnictwa, owa 22-letnia dama o wyglądzie szóstoklasistki, uznała iż miłość jej życia jest fleją, bo nie chodzi po zakupy i nie odkurza barłogu (nie pytałem czy spuszcza po sobie wodę, postanowiłem nie testować swojego naturalistycznego poczucia humeru w tej sytuancji). No, i Schluss, jak to mawiają ci zza Odry, szlus - po naszemu.
Skutki? Nasza koleżanka osiągała dziś wyżyny arogancji i traktowania chłopaków per noga... pod gniewną maską kuliła się natomiast mała, zraniona i zagubiona dziewczynka, która chciała by ją ktoś bezinteresownie pokochał i utulił... i traktował jak damę.

brrr... antysemici
no, i macie! GazWyb odkryła po raz dwudziesty w tym roku, że Polacy to antysemici i zaściankowi katolicy. Poziom redaktorstwa zatrudnionego w GazWybie wszyscy raczej znają, ale chłopaki wespół z dziewczynami przeginają pałę na całego - toż Trybuna wstydziłaby się takiej ciemnoty puścić!
Artykuł (tak Onetu, jak i GazWyb) relacjonuje wyniki sondy, przeprowadzonej na zlecenie wspomnianego już świerszczyka. Sondaż telefoniczny, próba 500 osób (szkoda, że nie podali w których godzinach dzwonili, bo to też ważne, ale mniejsza o metodologię - była teza, jest badanie pod artykuł, więc każdy się cieszy). Pytanie brzmiało: Kogo Twoim zdaniem Polacy zgodziliby się mieć za szefa? Jak brzmi redakcyjny komentarz nt. odpowiedzi ankietowanych: I natychmiast wylało się morze nienawiści. Hahahaha, kurde, to już mam dowcipas na bloga! Dobre, co? Zróbmy eksperyment myślowy.
Jestem emerytem, który właśnie uciera marchewkę i moczy suchą bagietkę w mleku na obiad, do którego o 12:00 dzwoni ankieter i pyta kogo by Polacy nie chcieli mieć za szefa? To mówię mu, myśląc o tym, że przypala mi się marchiewka, że Niemca, pedała i w ogóle jakichś innych to by nie chcieli. Do widzenia.
Nie wylało się więc żadne morze nienawiści, redaktorzyno w krawacie z promocji w Arkadii, gdzie chadzasz co niedzielę do Empiku z partnerką na kawę, tylko wylało się morze społecznego wyobrażenia o Polakach. A to, jak wie byle studencina z Karowej, tj. Instytutu Socjologii - co najmniej specyficzne. Jeśli spytać szarego Polaka jak się wiedzie w kraju - powie, że beznadziejnie, natomiast jak tam w rodzinie - a całkiem nieźle, ten pracę dostał, tamten kolejne dziecko już wydziergał... A Polacy jacy są? A głupi, a beznadziejny naród. Jak ze znajomymi? No, akurat o znajomych, to nic złego nie mogę powiedzieć, bardzo mądrzy, fajni i w ogóle.
Dlaczego - pytam - dlaczego po raz kolejny Gazecidło Wyborcze robi ze mnie głupszego niż jestem! Do jasnej cholery, to nie jest żaden chochlik drukarski, ani nic - to po prostu propaganda. Jak można komentując takie badania napisać, cytuję: Dużo gorzej miałby natomiast człowiek, który przeszedł leczenie psychiatryczne - aż 93 procent ankietowanych nie chciałoby mieć za szefa. Szlag mnie zaraz trafi. Miglancu ty jeden, z oprawkami na 2 centymetry z czarnego plastiku jak Morozowski, skumaj ty, że to nie 93 ankietowanych nie chciałoby mieć za szefa kogoś po Tworkach, tylko 93% ankietowanych uważa, że Polacy nie chcieliby mieć takiego szefa. Każdy, kto miał jakąkolwiek styczność z metodami sondażowymi, zwija się w rulon ze śmiechu.
Natomiast ja, pangruszka, prosty student, dowiedziałem się i jestem oburzony, że Polacy to tacy antysemici i homofobowie. Dobrze, że wstąpiliśmy do UE - światli eurokraci obronią nas przed tym motłochem...
Wspomniane artykulidło: http://wiadomosci.onet.pl/1642334,11,item.html

równe traktowanie
idziemy dziś z Danielem, mijając turecki bank. Napisy po turecku, ni w ząb nie kumamy o co chodzi. Daniel się oburza, że nie zostałby w tym banku obsłużony, bo nie zna tureckiego, domniemuje, że taka praktyka może być niezgodna z prawem. Mówię, że to chyba normalne, że Turcy rozmawiają ze sobą po turecku i jeśli robią w Niemczech bank dla swoich, to nie gadają po innemu, tylko właśnie po swojemu. Podaję przykład dydaktyczny - ej, Daniel, przecież to tak samo, gdy chcę zrobić u mnie w domu, albo lokalu do którego mam prawo własności, dajmy na to kawiarnię dla blondynów. Przecież mogę. Daniel oburzony - Nie możesz, przecież tu jest UE, mamy prawodawstwo zgodnie z którym wszyscy muszą być równo traktowani...!
Od przyjaciół i socjalistów - broń nas Boże, z nieprzyjaciółmi sami damy sobie radę!

jutro niedziela!
jutro niedziela! Cieszę się jak małe dziecko! I choć wstaję bardzo rano, by zdążyć na Mszę Świętą do Damensstiftungskirche, to zawsze jestem przeszczęśliwy! Można powiedzieć, że już od poniedziałku czekam jak na szpilkach na niedzielę.

senne tęsknoty...
wczoraj nie mogłem zasnąć, bo w Bierstuebe zrobili imprezę i testowali możliwości kolumn... Wobec tego, po wejściu w stan alfa, tzn. takiej trochę zmęczeniowo-sennej maligny, zacząłem sobie tęsknic... za jednostką! Za Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia im. Józefa Bema w Toruniu przy ulicy Sobieskiego... Przypominały mi się garaże z czołgami i haubicami, uliczki jednostki, po których wybijając kilometry, maszerowaliśmy, przypomniał mi się kiosk - ostoja kultury, do którego się wymykałem, gdy tylko miałem okazję, widziałem też oczyma prawie śpiącej duszy odwiedziny niedzielne, przypatrywałem się murkowi z metalowymi literami przy wjeździe... marzyłem też o kolejce na stołówkę, o poligonie i poligonowej czytelni...
Oleńka dziś powiedziała, żebym nie przesadzał, bo wcale tak cudownie nie było. No, cóż - jeśli za ileś tam lat, będę półlegendarnym żołnierzem wyklętym, który swoją haubicą 2S1 Goździk przemierza bezdroża Polski podbitej przez Zjednoczone Europejskie Emiraty Arabskie, wówczas na postoju, moi żołnierze będą sobie szeptać: oooo, kapral Gnyszka, to bardzo sentymentalny człowiek. Ponoć w cywilu bloga pisał!

myśl na dziś
Prowadzic życie czyste - odważnie! - każdy zgodnie ze swoim stanem: ze względu na wielką Miłośc należy umiec powiedziec "nie".
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 413

poniedziałek, 12 listopada 2007

[12 XI 2007] poniedziałek - abarot do rabotu, a św. Jozafat patrzy

włosów cięcie
pangrzyzga powiedział dziś Dość! Ale, ale, hopla, hopla, czemu powiedział owo jakże donośne Dość!? Ano, postanowił zerwać z imidżem jaskiniowca, imidżem burzy na głowie i pójść do fryzjera. Poszedłem przed zakupami, bo wcześniej dziś do zagrody z wydziału zjechałem, zapisałem się, potem do domu na obiad i na cięcie. Śmieszna sprawa - strzygł mię jegomość o wyglądzie statystycznego homoseksualisty, który uprzejmie podał mi Różaniec, który wypadł z mojej kieszeni. Ów jegomość miły, gdy pokazałem mu jak mam być ostrzyżony (zdjęcie z dowodu), powiedział, że spoko, obetnie mnie ładniej, będzie super, lepiej niż na zdjęciówce. Bałem się, moi mili, oj bałem. Ale jakoś poszło, wystarczyło odpowiedzieć w trakcie strzyżenia na pytanie jak mi się podoba, że może być. Może być, a nie "super"? No, bez przesady - w porządku. Wówczas przemiły jegomość chyba już zrezygnował ze zrobienia ze mnie metroseksualnego bożyszcza podstarzałych przyjaciół chłopców i krótko mówiąc - po prostu opitolił mnie na krótko. O to chodziło, z przyjemnością zapłaciłem 12 ojro (choć wydawało mi się, że zapłacę tylko 5 ojro)... Wiem dlaczego 12 ojro! Bo ten smalec co to nim mi włosy wysmarował, to chyba już styling był, więc miałem cięcie+styling. Tak mnie wylansował i wystylował, że muszę dziś głowę myć... Wieśniak z Polski, ty panigruszko, ćwoku wsiowy!

adversus haereses
potem przeszedłem się na dynamiczny spacer połączony z Koronką do Miłosierdzia Bożego i Różańcem (proszę się cieszyć - dziś tajemnice radosne!), tj. umacnianie obronności Państwa wraz z modlitwą. Powrót do domu, szybki i zachwycający przegląd ptactwa w sadzawce w Olympia Parku i podwieczorek w hacjendzie, a na 18:00 hajda na Mszę Świętą do Sankt Michaela. Właśnie co do Mszy - niestety doznałem zgorszenia... Nie dość, że Kapłan nie jest należycie ubrany, pomija elementy stałe Mszy, to jeszcze dziś raczył wygłosić zasmucające, chyba nie w pełni ortodoksyjne kazanie... Nie będę tutaj propagował błędu, bo nie chcę siać zgorszenia (a mówi o tym dzisiejsza Ewangelia), ale do tematu kiedyś wrócę w formie abstrakcyjnej.

Stabat Mater Dolorosa
czytam ostatnio Katechezę o Mszy Świętej ks. Tomasza A. Dawidowskiego FSSP (http://faq.tridentina.net/Katecheza.pdf), tzn. od wczoraj czytam. Autor raczył napisać tam, takie zdanie rozważając Mszę Świętą jako uobecnienie Ofiary na Krzyżu:
To ta sama ofiara, różna jedynie w sposobie ofiarowania i w tym, że na krzyżu była ofiarą tylko Chrystusa - Głowy ludzkości i złożoną w jej imieniu (może przy współudziale Maryi, złączonej z Nim więzami natury i łaski, i reprezentującej przyszły Kościół).
Co z tego wynika? Ano, pomyślał sobie pangruszka w metrze, że rzeczywiście, Maryja jako Współodkupicielka, Maryja jako prefiguracja Kościoła (co najlepiej widać w tych językach, gdzie Kościół jest rodzaju żeńskiego)... jeśli była rzeczywiście Mater Dolorosa, tak jak podaje to Tradycja, jak relacjonują wizje Katarzyny Emmerich, to wzruszenie, czy płacz na Mszy Świętej, jest zupełnie na miejscu!

kogo byśmy dziś przedstawili?
tak sobie pomyślałem, że warto byłoby co tydzień przedstawiać jakąś dobrą instytucję. Myślę tutaj o organizacjach pozarządowych, których działalność jest moim zdaniem pożądana i buduje free and virtuous society. Proponuję, bym robił to docelowo w niedziele. Dziś wyjątkowo - w poniedziałek!

Instytut Sobieskiego - www.sobieski.org Instytut, to jeden z polskich think-tank'ów, tj. miejsce gdzie dyskutują o najważniejszych dla Polski i świata eksperci zatrudniali przez Instytut - tworzą później propozycje zmiany legislacji, ekspertyzy, analizy w wielu dziedzinach. Tego typu instytucje formują też bądź same tworzą zaplecze eksperckie dla ministerstw. Chłopaków trzeba pochwalić. Do idei społeczeństwa wolnego i cnotliwego (free and virtuous society) odwołują się bez żenady w folderze, który mam w domu, na stronie pewnie też.

tęsknota
oj, mam czasem uderzenia tęsknoty, bardziej może nostalgii niż tęsknoty... ostatnio za wojskiem, za kolegami z jednostki, za samą jednostką, za Toruniem i poligonem Bóg wojny. Nostalgia za mundurem... Może ciężko to zrozumieć, ale to prawda.
Przedtem natomiast myślałem, że wyjdę ze skóry na wspomnienie pewnej podwrocławskiej miejscowości, gdzie pachnie zawsze ciasto i herbata, gdzie mam oczy pingwinka przez cały dzień, gdzie chodzimy z Oleńką na Mszę i na spacery, gdy za płotem mieszka dama-która-daje-wycisk, gdzie za torami mieszkają Dziadkowie Oleńki, a razem z nimi ciasto i herbata, a na polach wieje wiatr i czuć ziemiami odzyskanymi, a Oleńce pierzchną usta.
Ale cóż - kapral Gnyszka, dowódca obsługi 122 mm haubicy samobieżnej 2S1 Goździk, na podwoziu MTLB i z częścią artyleryjską 2A31 wziął się za buzię i poskromił nostalgię!

Londyn wraca?
przeczytałem na Onecie, że teraz to już emigranci z Londynu wrócą, bo polepsza się sytuacja na rynku pracy i Polska jest dla nich atrakcyjniejsza. Hahahaha! Dobre! To przez ostatnie dwa-trzy lata nie była? No, cóż, musieli być ślepi, bo za 2 lata neutralnie licząc będziemy mieć tu środek spowolnienia, jeśli nie początek recesji... Ach, ci mityczni najlepiej wykształceni, młodzi, zdolni i piękni i umiejący ładnie tańczyć, którzy zawsze wiedzą co jest najlepsze - natną się dopiero! Oj, natną się...

no to se pomanipulejszen
artykuł śmierdzi na kilometr głupotą, jeśli nie propagandą. Dziś już nie zdążę, ale jutro, lub w weekend obiecuję lekcję pisania zmanipulowanego artykułu ekonomicznego.

figle-migle
no - każdy czeka na porcję wybornego humoru! Pośmiejmy się, tylko uważać proszę na boki, żeby ich nie porwać:

Jest se baca, który ma takiego psa, który pozagryzał wszystkie inne psy i owce w okolicy. Przysłali do niego telewizję z oddziału regionalnego, żeby zrobili reportaż.
Miglanc w krawacie pyta:
- Panie baco, skąd macie takiego niezwykłego psa?
- Ano, wujek mi przywiózł z Afryki. Tylko mu grzywkę przyciąłem...

----------------
Hahahaha! Dobre, co? Nie, no - boki rwać, grzyzga ty mnie wykończysz swoim figlownictwem!

wierszydełko

tytułu jeszcze nie ma

zdrowaś i zdrowaś
i zdrowaś
i pochwalony Przenajświętszy
i módlcie się za nami
gdy chodzę alejkami
zwieszając za sobą
różaniec jak ogon
podkulony

myśl na dziś
Idź za radą św. Pawła: "Hora est iam nos de somno surgere!" - Czas już przystąpić do pracy! - Pracy wewnętrznej nad kształtowaniem własnej duszy i pracy na zewnątrz - nad budową królestwa Bożego w tym miejscu, w którym tkwisz.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 377

poniedziałek, 8 października 2007

po wieczorze będzie noc

na dobry początek - wierszydełko

***[teraz jest tam blok]

Mama siedziała pod drzewkiem
i płakała

jutro byłem już ja
ze złamanym obojczykiem


Ale teraz jeszcze mama siedzi i płacze
pewnie była z tatą na mszy w kościele za ulicą
czytała ogłoszenia parafialne
pisane na maszynie przez proboszcza
na których każdy znak jest wyciśnięty siłą śmiesznego pałąka z literką na końcu
i jeszcze słychać było stukanie i fioletową kalkę

Bo najpierw była niedziela
a w poniedziałek już ja


Najpierw była kartka zapisana przez księdza proboszcza
potem moja tabula rasa pisana wspólnieale
też po ciemku i z krzyżem na dębowym biurku i książkami w regale

po dobrym początku - dobra kontynuacja
żeby się pisemnie nie wypstrykać, postanowiłem powieczornego posta ubogacić zdjęciami raczej niż rozwlekłymi przemyślunkami. Tak zrobiłem, co widać poniżej. Wśród zdjęć każde komentuje część posta, więc można czytać, patrzeć, cieszyć się.

Oktoberfest
[pytanie] na czym polega Oktoberfest?
[odpowiedź] ludzie będący w okolicy Oktoberfestu ubierają się na Cepelię (panowie śmieszne skórzane portasy z klapą zamiast rozporka, panie - piękne suknie z gorsetami), piją piwo bez umiaru, rzygną czasem na ulicy, wrzasną czasem w metrze w amoku. To jest Oktoberfest - takie nasze swojskie wesele, tylko nie trwa weekend, a parę tygodni i pije się co innego.

niemieckie piwo
wcale nie jest takie dobre, jak można by pomyśleć. Wczoraj na spacerze z Oleńką zaszalałem! Za 3,5 ojro dostąpiłem łaski wypicia jednego z tutejszych gatunków. Nie jestem kiperem, ale wrażenia smakowe chętnie opiszę:

wysoka zawartość dobrze dojrzałego płynu marki Ludwik z domieszką kwasku cytrynowego. Troszkę chmielu ze zgniłego stoku. Dobrze naświetlone przez jarzeniówki w Biedronce, gdzie leżakowało obok Volta.

Wykręca gębę, gdy się pije! A w Polsce miałbym za to ponad dwa półlitrowe Żywce!

polska nindża nie jest miękka
wstąpiłem do artylerii i nie było gorzej niż u kawalerzystów, do których chce każdy! Zresztą o wojsku będę jeszcze pisał, gdy mi mózg zgąbczeje i nie bardzo będę wiedział jakie koszałki-opałki wsadzić na bloga. Póki co - same zdjęcia bez komentarza. Aha, pani przymierzająca mundury podczas wcielenia powiedziała, że w mundurze wyglądam lepiej niż sam min. Sikorski! Yeah, Radeck...

wieczorny spancyrek
wkurzyli mnie na tym fachhochszulu! Iiiii tam, zupełny brak Ordnungu, wermachtu i kindersztuby! Przyjechałem na zajęcia na 17:30, gdy okazało się, że nikt nie potrafi zinterpretować o co chodzi na planie, tj. nie da się zlokalizować miejsca odbywania zajęć. Pani z sekretariatu, skończywszy pracę uciekła przede mną do sklepu (prosiła o wybaczenie - ach, wiedziała że trafiła na katolika!) a ja z moim Aniołem Stróżem zostaliśmy sami i wkurzeni.
Padła propozycja spaceru, na którą przystałem. Polazłem więc jak ten pangrzyzga na monachijskim bruku, porobiłem parę zdjęć (m.in. fota wejścia do fryzjera), zaszedłem na Mszę Świętą do Sankt Michaela i pocieszony wstawiennictwem Archanioła, wróciłem do domu.
Nie dało się pobiegać ze względu na nocną porę, ale za to poumacniałem obronność w pokoju! Siła, honor! Dobranocka!

Myśl na dziś
Idź, i ty czyń podobnie! (Pan Jezus do faryzeusza po opowiedzeniu przypowieści o miłosiernym Samarytaninie).

sobota, 6 października 2007

Pierwsza sobota miesiąca

sport i obronność

rano razem z Oleńką w słońcu oraz w wietrze umacnialiśmy obronność państwa poprzez bieganie. Tak, bo teraz pangnyszka gdy biega, albo ćwiczy bicepsy, to już nie pangnyszka rzeźbi swoje marne ciało, tylko kapralgnyszka umacnia obronność Państwa! Tak jest! Tego nauczyło mnie wojsko i Oleńkę po studiach też tego nauczy (absolwenci kierunków medycznych są szkoleni), że gdy wróg zaatakuje, a polska ninja dostanie zadyszki, to razem z polską ninją przepadnie wszystko. Kaczory przepadną, Tusk przepadnie, komuchy przebrzydłe będą rozstrzelane i liberały kanapowe, wszystko. Dlatego chłopaki - nie bać się iść do woja, a dziewczyny nie bronić chłopakom!
Myśl jest bronią - tak, sto razy słyszałem te wymówki.Myśl jest bronią i walczmy intelektualnie, ale gdy do drzwi zapuka morderca w obcym mundurze, żadne Żiżki nam nie pomogą, ani Żakowskie. Karabin pomoże i szybkie nogi. Do roboty.

abortion in da house
Ładnie tu i czyściutko. Poszliśmy po bieganiu, szorowaniu spoconych połci i zjedzeniu śniadania na kawę do wimmer baekckerei. Wzięliśmy własną czekoladę, bo po co płacić z przebitką? (na marginesie - Bill Gates nosił do teatru własne orzeszki, żeby nie płacić drogo - i gdzie teraz jest? no gdzie?) Siedzimy, zajadamy czekolajdę (energetyzujemy obronność Państwa) i gaworzymy. Dużo niepełnosprawnych kręci się po moim osiedlu - to bardzo wspaniałe, a dla mnie wzruszające uczucie (mam to po Mamie). Otóż, ci niepełnosprawni, z powykręcanymi nóżkami, łapkami i wybałuszonymi oczami, albo mamroczący niezrozumiale, są zachwycający - przy nich czuć to, że nie zasłużyło się na nic z tego, co uważa się za oczywiste oraz wiadomo, że jest się bydlakiem. Bo jest się bydlakiem, jeśli traci się tyle czasu na robienie rzeczy obojętnych i złych, zamiast robić bez wytchnienia rzeczy pożyteczne i dobre.
Ale na tym nie koniec. Ładnie tu i czyściutko, ludzie się uśmiechają w windzie i sklepie, ale zza winkla widać mnóstwo zwłok. Nie tylko tych z czasów wojny (a one wciąż są wyrzutem dla starszych Niemców), ale tych nowych. Nie mogę pozbyć się myśli, że w tych pięknych Niemczech, gdzie wszystko jest ładnie i estetycznie zorganizowane i pomyślane, giną codziennie setki niewinnych dzieci, będąc zgoła nieestetycznie i nieelegancko rozrywane miniodkurzaczem i szczypczykami... Wiem, że pod tym eleganckim obrusem kryje się szambo i cierpienie, o którym odważnie pisała Karin Struck w Widzę moje dziecko we śnie, czy Cień Sinobrodego.
Zresztą nie tylko tu - my jesteśmy lepsi jedynie statystycznie.

spotkanie z Michałem Wiśniewskim, kaczką dziwaczką i Santaną
na spacerze spotkaliśmy kaczkę dziwaczkę, Michała Wiśniewskiego i Carlosa Santanę, który myślał, że logo Mercedesa to pacyfka. Hahahaha, dobry ten Carlos! Aha, był jeszcze Wiśniewski na spacerze z mężem (wracali z zakupów w Karstadzie - zdjęcie poniżej) oraz Kaczka Dziwaczka pływała majestatycznie w stawiku. Aha, na słupie był Król Maciuś pierwszy.
konkurs
co jest na tym zdjęciu, na którym nie wiadomo co jest?
poezja
będzie wieczorem
myśl na dziś
klikniem bo odwykniem!

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO