sobota, 22 grudnia 2007

[22 XII 2007] sobota - wieczór już

antropologia na WDG - Wrocławski Dworzec Główny
no, spacer wyborny, obiad zjedzony, pangruszka się wyspał, potem zagryzł kolacją i ciachem upieczonymi przez Oleńkę... można siadać do pisania!
W ramach chwalenia ORLANDA, wspomnę o tym, że do Wrocławia zajechaliśmy grubo przed czasem i miałem okazję postać sobie w kolejce do jednej z dwóch otwartych kas biletowych na dworcu PKP. Czwarta rano, na dworcu tylko stali mieszkańcy i pasażerowie. Ci pierwsi zabierają się za pierwszą kolejkę wiśniówki tego dnia, ci drudzy stoją w kolejkach i klną. I narzekają, i brzuchy przed się wypinają, bo takie rzeczy to w Niemczech nie do pomyślenia. Okazało się bowiem, że wśród pasażerów sporą grupę stanowili ci, którzy powracali z pracy zza granicy. Jeszcze bardziej złota polska młódź - bluzgów się nasłuchałem za wszystkie czasy, za te całe trzy miesiące, kiedy mnie nie było, a poza tym parę obserwancji antropologicznych poczyniłem. Zauważyłem bowiem, że członkowie tej grupy tym się wyróżniają, że za wszelką cenę po pierwsze chcą pokazać że oni wrócili z dalekiego raju, gdzie pewne rzeczy możliwe nie są (np. to jest niemożliwe, żeby pani w kasie czegoś nie rozumiała, albo tylko jedna kasa była otwarta), po drugie zaś okazują lekkie podejście i pogardę dla Polski i tutejszych realiów.
Jeden pan w dresie po paru głębszych, zapewne któryś z naszych przebojowych biznesmenów eksportowych, wiozący dla syna kolejkę elektryczną, zamawiał bilet i pani spytała go czy wycieczkowy, czy normalny. Pan natomiast powiedział paaaani, ja tu pół roku nie byłem, ja tu nie wiem k... jak tu jest w tej Polsce. No, cóż - spektakularne sukcesa międzynarodowe niejednemu prawemu mężowi potrafią w głowie zamącić.
Drugi etap podróży - pociąg do Zgorzelca i doborowe towarzystwo policjanta-milicjanta, Darka z żoną, co od Pepiczków wracali i chudego pana, którego ktoś gonił i który gnatami z tyłka mógł poobijać żonie Darka butelki z Czech. Najpierw przyszedł policjant-milicjant, czyli nieco przewiany wąsaty pan z Bytomia, który urodził się w 1950 roku, pracował 20 lat w Insbudzie w Zgorzelcu, 20 lat w Urzędzie Celnym koło Zgorzelca, jest milicjantem, policjantem i inżynierem budownictwa. Życia mu chyba nie starczyło, by to wszystko przeżyć, ale co tam - widocznie nie tylko ja jestem robotem, jak to niektórzy sobie mówią. Przyszedł do mnie jako pierwszy, zaczęliśmy rozmawiać o jego ośmiogodzinnej podróży z Bytomia i o tym, że on tego kraju nie rozumie. Potem idzie Darek z żoną - objuczeni tobołami jak osły. Stają przed przedziałem i Darek mówi wchodź. Na to żona: no, wchodź ty. Przesadna uprzejmość stała się powodem kłótni o to, kto wejdzie pierwszy, próbowaliśmy z milicjantem-policjantem interweniować, ale zrazu to nie wyszło. Milicjant zrezygnował, ja zacząłem własne zabiegi, by zaprosić ich pokojowo do przedziału. Zgodzili się, Darek żalił się, że jedzie już z tych Czech 24 godziny i ma tego dość, rozpakowali się. Daruś dostał w nagrodę OKOCIM od milicjanta podzielili się po połowie (choć żona Darka zeznała, że Daro już obalił całą reklamówkę w autokarze). Zaczęliśmy pogwarkę, o której mógłbym chyba caaaały semestr mówić, bo była popisem giętkości języka, rubasznych, wulgarnych wstawek, kreacji własnej osoby... Opowiem tylko o tym, jak to chudy pan chciał do nas się dosiąść, ale jako że umówiliśmy się że miejsca już u nas nie ma, bo matka z dzieckiem sobie zajęła, powiedział, że OK, poczeka na korytarzu. Zamknęliśmy drzwi, a on stoi... Żona Darka zdziwiona: No i patrz - stanął i stoi, uparty. Jakby se nie mógł poszukać dalej. Jako, że Milicjant złożył nam solenną przysięgę, że jest nerwusem i jak chudy zechce wejść, to on mu przywali, bo jest milicjantem. Chudy chce wejść, milicjant blokuje nogą drzwi, chudy szarpie klamkę, milicjant oddaje żonie Darka piwo, mówiąc Pani potrzyma. Niech Pan się nie wygłupia... Sprawa skończyła się pokojowo, doprowadziliśmy do ugody. Nie był to jednak koniec przygód tego dnia, ale o tym opowiem chyba innym razem. Rozpisałem się jak dziki, a tu Oleńka zaprasza do umacniania obronności Państwa!
Wojsko zatem poćwiczy, potem się umyje i wojsko śpi. A jak śpi, to śpi! O!

choinka się ubiera
już się w 50% ubrała. A Wasze?

myśl na dziś
jest taka, że już niedługo przyjdzie Pan Jezus - mały i różowy!

Jutro popiszemy na poniższe tematy:

podwójne morderstwo?
co się dzieje się?
panbler
egoiści
myśl na dziś

1 komentarz:

siusiak pisze...

U mnie się ubiera w Wigilię, na razie stoi oparta o orzech. Za to właśnie roztoczył się zapach świeżo upieczonych pierniczków, po czym dołączył do niego niepowtarzalny aromat pasty do podłogi — co jest nieomylnym znakiem, że Święta można oficjalnie uznać za rozpoczęte.

ciekawostki: