sobota, 22 grudnia 2007

[22 XII 2007] sobota - już jesteeem!

podróżujem - Orland
wczoraj pangruszka wyjechał z dworca autobusowego Froettmaning w Monachium koło godziny 18:00. Wyjechał mając w duszy żal, że pewnie biedni Czytelnicy cały dzień oglądają w kółko św. Josemarię, martwiąc się czy aby panagnyszki jakaś beemwica nie przejechała. Ano, nie przejechała, sam pannuszka musiał natomiast sprostać wielu wyzwaniom - przede wszystkim logistycznym. Na uczelni był, w firmie był, wcielając się w rolę inżyniera Gnyszki a wszędzie ciągnął ze sobą gigantyczny bagaż pełen prezentów. Ale udało się, spociłem się jak wieprzek, ale dałem radę - nie dałem natomiast rady nic skrobnąć, za co uniżenie przepraszam!
Jesteśmy więc przy godzinie 18:00, siedzę sobie w autokarze marki mercedes należącym do firmy ORLAND. Siedzę i oczom nie wierzę, bo przygotowywałem się na starego gruchota z emerytowanymi kierowcami pekaesu (szczególnie, że firma ma siedzibę w miejscowości mniejszej niż przysłowiowy Pipidówek, a cena biletu biła konkurencję o ok. 7%!). Siedzę więc sobie i nie wierzę, bo nie dość że dostałem gratisową pompowaną poduszkę z logo firmy, to jeszcze zapowiedziano ciepły napitek w ramach ceny biletu i puszczono nam film instruujący o tematyce - jak korzystać z tego autokaru? Jednym słowem - bomba, 3-osobowy team kierowców w różnym wieku. Cud malina jednym słowem - chłopaki, nie wiem jak byliście w stanie połączyć jakość, której nie znalazłem u renomowanych przewoźników z sensacyjną ceną, ale od dziś jeżdżę tylko z Wami! ORLAND rządzi moi mili - na tym polega biznes. Dałem się niestety złapać na postsocjalistycznej nieufności do nieznanego prywatnego przedsiębiorcy... Mea culpa.

złota, polska młódź
w autokarze złota polska młódź, o której pisano długo przed wyborami i w czasie wyborów. Ach, te zastępy wysokiej klasy specjalistów, wrażliwych intelektualistów, inżynierów i humanistów, klasy zarządzającej... no, no... Napatrzyłem się, oj napatrzyłem. A jednocześnie zdziwiłem - bo teoria odbiega od rzeczywistości. Spotkałem w 80% młodych ludzi, którym nie chciało się studiować, którzy w Niemczech pracują albo jako kierowcy, albo jako opiekunki emerytów, albo gdzieś tam jeszcze, na kierowniczym stanowisku w obrębie zlewozmywaka. Klasa wybitnie rozwinięta przez uczęszczanie do barów i galerii handlowych, na dodatek zarabiająca krocie (o których to krociach koleżanka z PADOPLANU raczyła powiedzieć, że to niesprawiedliwe że ci Rumuni i Polacy zarabiają tak mało, bo przecież tyle samo pracują co inni, a niekiedy ciężej...). Osłuchałem się jak to poszłem, jak to inna niewiasta coś wykur***iła.
To nie było ostatnie spotkanie z młodzią złotą, ale na tym etapie chciałem spytać, czy jest się czym chwalić odbębniając zwycięstwo w głosowaniach w konsulatach i ambasadach zachodniej Europy? Toż to obciach, podobnie jak zwycięstwo w zakładach karnych, czym niejaki Tusk Donald się chyba nie chwalił.

Grudziądz - Warszawa, wspólna sprawa
miałem również miłego pasażera w autobusie - Krzysztofa bodajże. Z Grudziądza/Karlsruhe - studiował parę lat w Gdyni, potem zaczął w Karlsruhe, już trzeci rok. Pogaworzyliśmy, podyskutowaliśmy, miałem okazję i bloga polecić, i inne rzeczy. Mało z tego względu spałem, ale mam nadzieję, że dziś nas Krzysztof poczytuje - witamy! Głosował razem z kolegą na Donalda, ale pochwał polityce zagranicznej rządu J. Kaczyńskiego też nie szczędził, o czym przyjdzie mi jeszcze tutaj pisać!

jako, że Oleńka chce mnie wyprowadzić na spacer, kończę tę pierwszą część bloga, a druga będzie w okolicach poobiednich! Oj, będzie się działo. Edyta zaś przygotowuje się do imprezy, stuknął roczek, oj stuknął...

4 komentarze:

Maciek pisze...

Dwa niusy:

Dobry. Panblair się nawrócił! Kolega Pecelerowicz mówił mi kiedyś, że jak był mniejszy to miał teorię, podług której nawrócenia osób niewierzących są spowodowane cząsteczkami Komunii Świętej, które unoszą się w powietrzu;) Czuć, że to fizyk.
http://wiadomosci.onet.pl/1663255,12,item.html

Zły, a właściwie głupi. Kolejny efekt lewackiego podejścia do wychowania dzieci:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9500173,wiadomosc.html?ticaid=150b0
i wywiad:
"
"Metro" przepytuje rzecznika praw ucznia Krzysztofa Olędzkiego

Co to właściwie jest praca domowa?

- Tu właśnie pojawia się pierwszy paradoks - prawo oświatowe nawet nie zna takiego terminu. Jest to praca zlecona uczniowi przez nauczyciela do zrobienia w domu i wykonywana w czasie poza lekcjami.



Czyli czytanie lektury też można traktować jako pracę domową?

- Tak, jeśli jest zlecone przez nauczyciela i wykonywane poza czasem obowiązkowej lekcji. Można przecież czytać je w trakcie zajęć.


Nie bardzo - czasu na lekcjach jest mało, a programy przeładowane.

- I to jest największy problem. Za dużo jest suchego materiału, który na siłę wtłacza się dzieciom do głowy. Nauczyciele często nie starają się zaciekawić wiedzą ani wytłumaczyć. Zdecydowanie jestem za odchudzeniem programów, wtedy na klasówkach nauczyciele sprawdzaliby wiedzę, którą sami przekazali uczniom, a oni nie musieliby ślęczeć po nocach. Obecny system oświaty w wielu przypadkach zamiast uczyć, ogłupia. Dzieciaki albo przepisują od siebie prace domową, albo zatrudniają rodziców do roboty. Trudno to nazwać inaczej, niż kombinowanie.


Co więc robić?

- Rozwiązania są różne, w niektórych stanach USA w ogóle nie ma obowiązku szkolnego, a nikt masowo szkół nie porzuca, są też eksperymentalne szkoły bez ocen. Najlepiej jednak, by prace domowe potraktować jako nieobowiązkowe. Są bardzo ważne, uczniowie powinni je odrabiać, ale dobrowolnie.

Nauka pod przymusem to nic dobrego. Przymus szkolny jest sprzeczny z prawami człowieka."

siusiak pisze...

Eeej, niegłupi ten pan rzecznik! Zniesienie obowiązku szkolnego? Ktoś mówi o tym głośno? Jestem za! Jeszcze tylko bon oświatowy, a potem w ogóle prywatyzacja szkół – i będzie dobrze.

siusiak pisze...

PS. Maciek, a uznanie prac domowych za nielegalne nie jest złe, ani głupie. To jest tylko kolejny dowód na zły, głupi i wewnętrznie sprzeczny (czytaj: lewacki) system. W prywatnym szkolnictwie bez przymusu i rejonizacji rodzic może posłać dziecko do takiej szkoły, w której zadają tyle do domu, ile sobie rodzic życzy. Bo to rodzice są odpowiedzialni za dzieci, a nie państwo — i to jest prawicowe podejście.

siusiak pisze...

Aaa, kliknąłem obok tego niusa w ten link i to jest dopiero głupota i lewactwo!

„Dokończenie reformy systemu oświaty, rozpoczętej przez Mirosława Handkego, zapowiedziała minister edukacji narodowej Katarzyna Hall na posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji Nauki i Młodzieży.

Mówiąc o swoich planach, minister tłumaczyła, że reforma oświaty zapoczątkowana w 1999 r. przez ówczesnego ministra edukacji Mirosława Handkego nie była wolna od błędów, a następni ministrowie modyfikowali jej wprowadzanie. Dlatego, jak zaznaczyła Hall, efekt nie jest idealny. Reformę jednak, jej zdaniem, trzeba dokończyć.

Ma to polegać m.in. na obniżeniu do sześciu lat wieku, w którym dzieci zaczynają obowiązkową naukę w szkole.

Taaak, zabrać rodzicom dzieci jak najwcześniej, żeby tym lepiej je zaprogramować na Prawdziwych Europejczyków. A Franek będzie miał 6 lat w 2010 ;( Zauważyliście, że nikt nie pyta, ani nie tłumaczy, dlaczego ta zmiana? Masakra.

Dodatkowo mamy kolejny dowód na to, że PO to nic innego, jak AWS-UW bis — w dodatku bardzo zadowolone ze swoich przeszłych osiągnięć. Wprawdzie „[reforma] nie była wolna od błędów”, ale trzeba ją dokończyć (bo tak naprawdę „następni ministrowie” wszystko zepsuli).

Pani (chyba już wtedy dyrektor) Gradowska na lekcji WOS-u w VII bodajże klasie powiedziała nam, że wprowadzana reforma szkolnictwa jest oparta na modelu francuskim. I że wprawdzie Francuzi są z tego modelu niezadowoleni, ale „na kimś trzeba się wzorować”...

PAPUGO NARODÓW!

ciekawostki: