czwartek, 20 grudnia 2007

[20 XII 2007] czwartek, ciężko jest

łup bęc, tralalala, hopsa hopsa
moi mili, ale się wzięliście za klykalnictwo! Łohohoho! Super, giełda nie rozpieszcza, to chociaż Czytelnicy wzięli się za pieszczoty! Bardzo dobrze... Cóż mogę dziś powiedzieć - ano zmęczon ci ja jestem jak ta laleczka woskowa, w głowie kłębi się miliardpińcet tematów, które poruszę jutro, a jako zwiastun podam, co następuje - będzie o imprezie wczorajszej, o panutusku, co to mu wróble nad głową ćwiąkają, będzie o pysze żywota, o ciężkim żywocie inwestora też będzie i o zarzynaniu świni także!
Przed nami dużo wstrząsów - jutro wieczorem w końcu wyjadę do Polski (a wyglądam tego jak ta kania dżdżu - Stanisław Kania pewnie też dżdżu wyglądał, gdy rządził...), potem czekają mnie dwa dni we Wrocławiu, potem Warszawa i góry. Całe tournee po Polsce, szansy na złapanie oddechu prawie nie będzie. Dwa dni wolne w Stolicy już zajęte paroma spotkaniami. Co najchętniej zrobiłby panmyszka? Zamieniłby się w żonatego wiewióra, nazbierał orzechów do dziupli, zamknął dziuplę dwiema warstwami mchu z wierzchnią warstwą bitumiczną i zasnąłby sobie pod okiem swojej vevericzki. A spałby jak najęty! Albo byłby żonatym jeżem - zwinąłby się w kłębek, jeżyczkę swoją przytulił i spałby całą zimę. Nie wiem gdzie mieszkają jeże, ale pewnie w jakichś norkach, więc jabłko przyniesione na kolcach leżałoby sobie w norce, a jeże by spały całą zimę...! Póki co, mogę tylko marzyc o byciu jeżem albo wiewiórką - póki co aktywnie pełnię rolę kota dachowego.
A zza okna dochodzą do mię dźwięki podchmielonego wycia i okrzyki pary USD/PLN która może maluje barwy wojenne i wydaje takież okrzyki przed przebijaniem ważnego oporu (2,52)!

myśl na dziś
Dobre słowa są plastrem miodu, słodyczą dla gardła, lekiem dla ciała.
(Prz 16, 24)

Brak komentarzy:

ciekawostki: