dość szybko przestał być bohaterem mojej bajki, ale wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie. Szkoda mi przede wszystkim Janusza Kurtyki i Sławomira Skrzypka.
myśl na dziś
Oto sekret. — Oto głośny sekret: przyczyną kryzysów w świecie jest brak świętych. — Pan Bóg chce mieć garstkę „swoich” ludzi w każdej dziedzinie. — Wówczas... pax Christi in regno Christi — pokój Chrystusa w królestwie Chrystusowym.
wyjazd proszę Czytelników - pora spać, bo jutro czeka nas podróż do Wrocławia, do Oleńki! Stąd też brak wpisu, którego brak będzie pewnie do poniedziałku, bo laptop wierny pożegnał się z pełnią sił i czekam na nowego... w pociągu w zamian sobie poczytam!
muzyczka pisałem już na Facebooku, że od pewnego czasu jak urzeczony słucham płyty DE PRESS, Myśmy rebelianci. W związku z tym muzyczna dobranocka, czyli Bij bolszewika! (wolniejsza wersja) w wykonaniu tej kapeli:
myśl na dziś Ty, który żyjesz pośród świata, który jesteś jednym obywatelem więcej w kontakcie z ludźmi, o których mówią, że są dobrzy lub źli...; winieneś odczuwać stałe pragnienie niesienia ludziom radości, która cię napełnia, ponieważ jesteś chrześcijaninem.
do czego to doszło, by gnyszkoblog bardziej był komentowany na swoich screenach, niż w oryginalnej lokalizacji! Cóż, prawda czasu, prawda ekranu, itd. Odpowiedzmy zatem na kwestie wątpliwe. Po pierwsze, komentarz kol. AKA ze screena na Fronda.pl, który sugeruje że twierdzenia z ostatniego posta wykazują pewną zbieżność ze zdaniem któregoś z polityków wyrażonym na początku lat 90. XX wieku, że nieważne czy Polska będzie biedna, czy bogata, ważne aby była katolicka. Cóż, jakkolwiek oszołomsko brzmi to zdanie, nie sposób się z nim nie zgodzić. Na to, czy jesteśmy bogaci przemożnego (przemożnego - sic!) wpływu nie mamy, więc ważniejsze jest to, na co wpływ mamy i co jest inwestycją długoterminową - a więc zbawienie. Oczywiście zaraz powstają problemy terminologiczne. Cóż bowiem oznacza to, że Polska miałaby być katolicka? Nie ma to bynajmniej nic wspólnego z tym, żeby miała być dziadowska, zacofana i biedna. To dwa różne porządki, a katolicyzm, nie dziadostwo i uwiąd okryte płaszczykiem pseudokatolicyzmu, jeśli już rozważamy jego rolę cywilizacyjną, jest właśnie rozwoju motorem. Bo katolika przynagla jego religia do tego, by pracę swoją wykonywał jak najdoskonalej, a ziemię czynił sobie poddaną. Co z tego, że Weber napisał całą książkę na ten temat widząc ducha postępu materialnego w sektach protestanckich? Cóż z tego, skoro pod koniec Etyki protestanckiej... pisze, że jego rozumowanie to jednak pewna idealizacja, bo nie uwzględnia chociażby renesansowych katolickich republik kupieckich, bankowości, etc. Więc proszę nie prężyć muskuł wypchanych Poradnikiem inteligenta Polityki, czy inną Europą Dziennika. Bo te szmaty i agitki dla ćwierćinteligencji rzetelnego wykształcenia nie zastąpią. Po drugie, ciekawy komentarz p. Mariusza z maila, który zauważył, żeby mimo wszystko trzymać na wodzy emocje i powściągać język (chodzi o tytuł wpisu na Fronda.pl), bo o wulgaryzację języka chodzi Michnikom. Zgadzam się z tym w pełni, choć pewien zakres krotochwilności i rubaszności, którego apologię wygłaszał także nieoceniony Chesterton. Jeśli zaś chodzi o język, to jeszcze dziś na ten temat będzie... Trzecia rzecz, która się powtarzała, na którą wskazała kol. Kaszubówna oraz jakub w komentarzu w oryginalnej lokalizacji, to kwestia zaglądania w duszę. Mówcie co chcecie, ale jeśli człowiek wykonuje sprzeczne ruchy, nieodpowiednio żartuje, prowadzi podwójne życie, kłamie, czy pewne rzeczy dopuszcza, a przy tym nie prowadzi życia religijnego... to chyba wiadomo, że choćby deklarował się jako katolik, raczej pewnego ducha w sobien nie ma, co? Szukasz uczciwego człowieka? Żadnego nie poznasz opierając się tylko na jego zapewnieniu, że oczywiście jest uczciwy.
nadludzkość świętych i nadludzkość sportowców
niekiedy można spotkać się z twierdzeniami wobec niektórych świętych, że on nie był taki napuszony, on był taki zwykły, taki blisko ludzi. Choć zwrócił na to uwagę już św. Josemaria w którejś z homilii, że wielokrotnie hagiografowie - w dobrej wierze - nadymali biografie świętych, czyniąc z nich rzeczywiście nadludzkie postacie. Podał przykład któregoś ze świętych, który ponoć w piątki jako osesek miał się dla umartwienia powstrzymywać od ssania piersi. Taki trend istnieje z pewnością, ale gdyby ktokolwiek zadał sobie trudu i poczytał pisma któregokolwiek ze świętych, chociażby Dzienniczek św. Siostry Faustyny, czy Listy o. Pio do spowiednika - zobaczyłby jak bardzo ci ludzie stąpali po ziemi. Nie mówiąc o opasłej biografii samego św. Josemarii, którą jak pisałem ostatnio - właśnie pochłaniam. Zachwyciłby się człowiek ich prostotą i zobaczyłby... że traci życie, nie mając przed sobą ideału. Podczas gdy ideał największy - naśladowanie Chrystusa wdraża się tak prosto, tak... zwyczajnie! Po części mówię z własnego doświadczenia. Pierwszą książką w życiu, którą samodzielnie kupiłem w wieku kilku lat (chyba jeszcze przed I Komunią) była biografia św. o. Pio, już niedostępna na rynku. Kupiłem ją w kiosku parafialnym... i pochłaniałem co wieczór zachwycony! W ten sposób przeżyłem pierwsze nawrócenie w swoim życiu... Zresztą opowiadałem o tym kiedyś w Radio Józef - czego można posłuchać ściągając z mojego chomika.
obejrzyjmy! zresztą polecam filmy ze św. Josemarią dostępne na YouTube'ie - czyż można wyobrazić sobie normalniejszego, bardziej naturalnego świętego? Rubaszny aragończyk... Na przykład film o tym kiedy mężczyźni płaczą... reszta produkcji na Sekretach Opus Dei.
potęga nauki
wdałem się ostatnio na Facebooku w dyskusję na sprośny temat, mianowicie molestowania seksualnego. Dowodziłem po swojemu, że na gruncie nowoczesnego samoograniczającego się libertynizmu nie da się niearbitralnie uzasadnić sprzeciwu wobec pedofilii. Wydaje mi się, że udało mi się tego dowieść. Nie wiem jak podać linka do tej konkretnej dyskusji, więc nie podam, ale znaleźć ją można w moim profilu pod wrzuconym przeze mnie linkiem do artykułu z Fronda.pl na temat pedofilii. No, ale nie o tym chciałem, tylko raczej o krótkowzrocznym kulcie nauk społecznych, które mają to do siebie, jak wprost stwierdził na wykładzie z socjologii biedy prof. Frieske, że prawda w nich jest kwestią konsensusu... Jeśli nie jesteśmy świadomi kwestii metodologicznych, łatwo z socjologów, seksuologów i psychologów (nie daj Boże z politologów) robić wyrocznie na miarę chociażby konstruktorów-budowlańców! A tak robiono setki razy, chociażby z teorią Clowarda i Ohlina, którzy dowodzili w latach 50. w USA, że przestępstwa biorą się z negatywnego wpływu społecznego raczej, niż z osobistych uwarunkowań przestępcy. Na programy resocjalizacji według ich teorii poszły grube miliony... bez najmniejszego skutku. Na ten temat popowstawały dziesiątki książek, stoczono dziesiątki uczonych dysput, wrogów teorii odsądzono od czci i wiary i zrobiono z nich oszołomów... i wyszło jak zwykle. Czyli tak, że najważniejszy jest zdrowy, chłopski rozum - na dodatek oświecony Łaską. Tak moi mili, bo mądrzejsze jest chrześcijańskie niemowlę od pogańskiego filozofa, jak to swego czasu twierdził św. Augustyn.
Amerykanie i ich bieda
a jeśli chodzi o Amerykanów i biedę, to prof. Frieske zdradził ciekawostkę. Otóż, bez uwzględnienia dochodów pochodzących ze źródeł pomocowych (zasiłki, dofinansowania, stypendia, refundacje, etc.) - aż 25% mieszkańców Ameryki podpada pod ustawową kategorię biednych. I podpadać będą, bo pomoc społeczna uzależnia. Dlaczego uzależnia? Kto z Czytelników powie? I co to ma wspólnego z ogrodem Eden i pierwszymi Rodzicami?
Fejzbuk
wielki odzew na reaktywowanego Gnyszkobloga spowodował, że pomyślałem nawet o założeniu profilu na Fejzbuku dla tegoż. Jakem pomyślał - takem zrobił. Najwyżej będzie obciach z racji małej liczby fanów... Fanem Gnyszkobloga można zostać przechodząc tutaj.
koniec...
nie wyczerpałem nawet połowy tematów, które miałem na dziś przygotowane, a tu już i długość posta i pora dnia nie ta. Czas potulić się do poduszki!
myśl na dziś
Roznieć swoją wiarę. — Chrystus nie jest postacią, która przeminęła. Nie jest wspomnieniem, które się gubi w historii. Żyje! Powiada św. Paweł: Jesus Christus heri et hodie; ipse et in saecula! — Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki!
re-aktywacja wraz z Wielkanocą nastał dzień reaktywacji. Pangnyszka miał wreszcie więcej czasu dla siebie i na lektury (nie mówiąc o Panu Bogu, dla którego jeśli ma się czas - automatycznie zyskuje się czas dla siebie, co mam na myśli tym razem), więc zebrał myśli, wypisał zaległe tematy, których zebrała się grubo ponad kopa... i zabiera się do pisania. Dość stwierdzić, że ostatni czas, dynamicznego rozwoju działalności biznesowej, świetnie opisuje indiańskie pojęcie koyanisquaatsi, które spopularyzował Godfrey Reggio swoim filmem o tym samym tytule. koyanisquaatsi to tyle, co pęd życia. Nie traktują one w całości o Świętach, bo i jako tematy wpadły mi do głowy na przestrzeni dłuższego czasu, więc mogą sprawiać wrażenie chaosu. Nic jednak na to nie poradzę. Zdałem też sobie sprawę, że z racji bliższego zaangażowania w sprawy tego świata, a także w sprawę Sprawy, w naturalny sposób mam ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o bloga. O wielu rzeczach wprost napisać nie mogę, a o niektórych nawet nie wprost pisać nie powinienem. Tak to już niestety się robi, gdy człowiek z obserwatora przechodzi bardziej na pozycję aktora. Nic na to nie poradzę, podobnie jak na przypadkową tematykę dzisiejszego wpisu.
koyanisquaatsi a poniżej fragment wspomnianego wyżej dzieła Godfreya Reggio, pt. Koyanisquaatsi:
audiobookowa promocja złotomyślowa - do jutra w międzyczasie okazało się, że Wydawnictwo Złote Myśli, o którym czasem tu wspominam (głównie ze względu na ofertę dotyczącą e-biznesu i częściowo motywacji, bo resztę niestety trudno polecić) wchodzi na rynek alternatywny Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych NewConnect i w związku z tym przygotowało kod rabatowy na audiobooki. Kod brzmi następująco: g9dmMqjn i umożliwia uzyskanie aż 40% rabatu. Od siebie poleciłbym zakładkę poświęconą przedsiębiorczości.
obojętność wobec ustroju jak chyba ostatnio wspominałem, jestem w trakcie lektury potężnej 3-tomowej biografii Założyciela Opus Dei. Tak się złożyło, że natchnęła mnie ona do ponownego myślenia sobie na temat prawicowości i lewicowości... No więc sobie myślałem, myślałem, aż przemówił do mnie sam św. Josemaria, który swierdził w jednym z cytowanych przez Biografa listów, żeby zmiana ustroju (z monarchii na republikę) była dla odbiorcy obojętna, gdyż najważniejsza nie jest forma rządów, ale to co rząd poczynać chce z duszami poddanych. Gdzie indziej zaś pisał o tym, że najważniejsze jest to, by nie obrażali Boga (mowa o rządzących). Ostatecznie więc wsparł mnie autor każdej gnyszkoblogowej myśli na dziś w tym, by czuć coraz większą rezerwę w stosunku do tych, którzy z religii robią sobie pretekst do politykowania. Nie, nie rozumiem przez to zaangażowania w politykę. Rozumiem przez to większe skupienie na polityce, niż na życiu wewnętrznym i na destylowaniu idealnego ustroju zgodnego z Magisterium, zamiast na własnym zbawieniu. Do tego zdania tym mocniej skłaniają mnie też niektórzy "liderzy prawicy".
o wojnie domowej w Hiszpanii w lekturze o św. Josemarii doszedłem właśnie do momentu nastania wojny domowej w Hiszpanii. Spodziewam się, że na ten temat wiele się nie bowiem, bo jednak narracja ściśle trzyma się Bohatera, jego perypetii życiowych i duchowych, ale w odwodzie mam wydaną przez Frondę książkę Pio Moa na ten temat. Zastanawia mnie to, jak mogło dojść do tego, że w ciągu kilku miesięcy w katolickim kraju wybuchła tak intensywna fala antyklerykalizmu. Św. Josemaria wprawdzie komentował wypadki z pozycji człowieka, którego taki obrót spraw bardzo nie zdziwił (uważał, że religijność hiszpanów ma charakter płytki, emocjonalny i ogranicza się do kobiet, u mężczyzn będąc raczej rzeczą wstydliwą), ale to rzecz raczej porażająca. Inną porażającą kwestią jest sytuacja w Kortezach, gdzie większość stanowią socjaliści i masoni, a katolików jest jedynie garstka (na skutek bojkotu wyborów przez katolików oraz niemożności konsolidacji prawicy). Podobnie było chyba w Niemczech, gdzie w ciągu kilku lat od dojścia Hitlera do władzy społeczeństwo doznało wielkich przeobrażeń (oba kraje przeszły zresztą silną oświeceniową młockę w XIX wieku), jak o tym moim zdaniem świetnie zaświadcza pamiętnik Victora Klemperera. Inaczej zaś było chyba w Rosji, gdzie skłonność do imperializmu i zamordyzmu obecna była jednak od wieków. Wszystko to z wielką mocą przypomina obecną sytuację zarówno Polski, jak i Europy. Dlaczego? Nie ma tu takich, ale nawet hipotetyczny średnio rozgarnięty Czytelnik znajdzie odpowiedź na pytanie o to, co stoi w drugiej części analogii.
prawicowość... wracając do tematu ustroju, myślałem sobie o prawicowości. I pomyślałem sobie ostatecznie (choć odnoszę starcze wrażenie, że już o tym pisałem...), że wolny rynek wolnym rynkiem, swobody polityczne swobodami politycznymi, etc. ale kluczową rzeczą u polityka, czy człowieka w ogóle (politykiem jest każdy - czy to o polityce gadając, czy wrzucając kartki do urny) jest dusza. Człowiek może mieć dowolne poglądy, ale najważniejsze jest to jakie ma cnoty i jaki jest stan jego duszy. Bo jeśli dusza jest plugawa, obłudna, uzależniona od grzechu... to o kant dupy możemy sobie potłuc wzniosłe kontrrewolucyjne, antyaborcyjne i wolnorynkowe hasła naszego pupila. Tu chodzi o władzę. Mówię o własnym doświadczeniu. Niesamowitym smutkiem napawają mnie rozmówcy, z którymi zgadzamy się w każdym calu... a ja mam poczucie, że zgadzamy się jedynie werbalnie. Dotyczy to niestety wielu renomowanych tuzów tzw. prawicy, z którymi mam do czynienia.
1% zbliża się - już coraz bliżej tak, czy inaczej - należy działać. Jeśli spośród Czytelników ktoś nie wypełnił jeszcze PITa(ja np. mam tę przyjemność jeszcze przed sobą), chciałem polecić wybór dotyczący jednego procenta. Chodzi mi o Fundację Pro - Prawo do Życia, którą wesprzemy wpisując do PITa numer KRS: 0000233080. Więcej na temat 1% podatku znajdziemy na podstronie Fundacji na ten temat. Dlaczego Fundacja Pro - Prawo do Życia? Myślę, że w toku zaostrzającej się walki na tym tle (np. casus Alicja Tysiąc vs. ks. Gancarczyk - uwaga, przypomnijmy sobie Hiszpanię w latach 30. XX wieku...) takie inicjatywy jak wystawa Wybierz życie są nieocenione i mówią same za siebie... Fundacja daje też możliwość regularnego wsparcia, tworząc dla swoich darczyńców Klub ProAktywnych. Jeśli dobroczynność traktujemy jako misję zmieniania świata według własnego ideału (a taką wizję promujemy w ramach GFA) - to wsparcie dla Fundacji Pro moim zdaniem powinno być elementem regularnego portfela dobroczynnego.
kobiety o małpkach zauważyliście Szanowni Czytelnicy, że kobiety czytając adresy e-mail znacznie częściej niż mężczyźni znak "@" czytają jako małpka, zamiast małpa? Ciekawe...
postmodernizm a prof. Bukraba-Rylska na koniec nie odmówię sobie zacytowania sforującej się na pierwsze miejsce mojej listy ulubionych wykładowców dr hab. Izabelli Bukraby-Rylskiej, autorki wybitnej (cytowanej już kiedyś przeze mnie), obalającej wiele mitów (także związanych z religijnością, czy poziomem wykształcenia) książki na temat polskiej wsi. Na jednym z wykładów stwierdziła ona, co następuje:
(...) koncepcje postmodernistyczne są żywione dotacjami unijnymi.
Smakowite, prawda? Zresztą... odnoszę przemożne wrażenie, że już kiedyś na ten temat pisałem!
myśl na dziś
Triumf Pana w dniu Zmartwychwstania jest ostateczny. Gdzie zą żołnierze, których postawiły władze? Gdzie są pieczęcie, które umocowano na kamieniu grobowca? Gdzież są ci, którzy ukrzyżowali Jezusa? ... W obliczu Jego zwycięstwa trwa wielka ucieczka nieszczęśliwych nędzników. Bądź pełen nadziei: Jezus Chrystus zawsze zwycięża.
W dniach Świąt Wielkiej Nocy... mając też nadzieję, że w okolicach reaktywacji gnyszkobloga... chciałem żłożyć wszystkim Czytelnikom tego, by Zmartwychwstały Pan Jezus prowadził ich każdego dnia i wskazywał cel działania. Bo innych nie warto realizować. Nie tylko nie warto, ale i nie można!
Razem z nimi chcę podejść do stóp Krzyża, przylgnę do zimnego Ciała, do zwłok Chrystusa, ogniem mojej miłości… Gwoździe usunę moimi aktami zadośćuczynienia i moimi umartwieniami. Owinę Go w nowe prześcieradło mojego czystego życia i pogrzebię Go w moim sercu jak w żywej skale, z której nikt mi Go nie będzie mógł wyrwać. Tam – Panie Jezu – możesz spoczywać! Nawet kiedy cały świat Cię opuści i wzgardzi Tobą… serviam! – będę Ci służył, Panie.
dzień skupienia dziś pangrzyzga miał istny dzień skupienia! Nie dość, że udało mu się znaleźć mnóstwo czasu na lekturę duchową (w tym świetnej biografii św. Josemarii) i parę innych rodzajów (wreszcie!), to jeszcze spokojnie zażył Gorzkich Żali w swoim kościele, oraz spaceru... jak miło... udało się nawet poprowadzić rozmyślanie wraz z postanowieniami. Lubię być żniwiarzem - zbierać dobre owoce tego, co dzięki Bogu udało się zrealizować wcześniej i dzięki czemu teraz można mieć lżejszy czas. Uwielbiam Wielki Post, bo sprzyja temu bardziej, niż żaden inny czas.
skrócona forma nie wiem, czy to kwestia odwyknięcia od blogowania, czy wsiąknięcia w Facebooka, ale zasiadając teraz do bloga myślę raczej kilkuzdaniowymi komunikatami, niż pełnymi, eseistycznymi sformułowaniami. Straszne. Gdybym korzystał z Twittera pewnie byłoby jeszcze gorzej.
feminazistki zebrały się dziś pod Sejmem celem pajacowania. Biedny, porewolucyjny świat. Ja na szczęście tworzę zupełnie inny. Piękny i pełen radości. Mądrości płynącej z wielu wieków Tradycji.
TBW pięknie rumienieje nawiązując do ostatniego posta, chciałem przedstawić nagranie z I Spotkania Otwartego TBW. Jak się chwalić, to chwalić. A I Grupa TBW rozwija się aż miło patrzeć. Padają pierwsze rekomendacje, z tygodnia na tydzień widzi się ewolucję tego, lub owego, jak staje się bardziej przebojowy, otwarty, konkretny, wierzy w siebie... Bardzo mnie to wszystko cieszy.
myśl na dziś
Już przed wieloma laty widziałem kryterium jasne jak słońce, które zawsze będzie aktualny: środowisko społeczne, które oddaliło się od wiary i moralności chrześcijańskiej, potrzebuje nowej formy życia i głoszenia odwiecznej prawdy Ewangelii: w samym jądrze społeczeństwa i świata synowie Boży winni świecić cnotami jak lampy w ciemności — Quasi lucernae lucentes in caliginoso loco.
obiecałem ostatnio nieco więcej powiedzieć o swoich działaniach. W związku z tym, że wczoraj dotarły wreszcie zdjęcia od fotografa - wreszcie mogę to zrobić! Otóż, po dość długim czasie pracowitego siania... przechodzę do żniw. Zarówno na obu uczelniach, gdzie udało się w zeszłym semestrze wykonać 150% normy, dzięki czemu w tym semestrze będzie można bardziej zaangażować się w poważniejsze rzeczy... jak i w sprawach biznesowych.
GFA - mój pomysł na fundraising
Ci, którzy gnyszkobloga czytają od dawna wiedzą co w mojej nomenklaturze oznacza wspieractwo i znają moje poglądy na temat stanu większości polskich instytucji konserwatywnych, katolickich, różnych. Szeroko pojętych "naszych". Pisałem o tym także w powieści z kluczem - trzyczęściowej tyradzie o przydupasach. Moją odpowiedź na ten stan rzeczy jest GFA, czyli Gnyszka Fundraising Advisors, której rolą jest znalezienie instytucji, które:
wiedzą co chcą osiągnąć,
wiedzą jak to zrobić,
potrafią i chcą mierzyć skuteczność swoich działań,
działalność traktują po menedżersku.
Naszą rolą w GFA jest znalezienie, pomoc w przekształceniu się w profesjonalnego NGO'sa i zapewnienie zdywersyfikowanego portfela przychodów. Z naciskiem na zdywersyfikowanego - podobnie jak ma to miejsce we Fronda.pl i której sukces wielu zaczyna coraz bardziej zastanawiać i porywać do naśladowania. Ta działka ma jeszcze inny wymiar - sam jestem darczyńcą od wielu lat (tak, mały Maciuś brał sobie zawsze za punkt honoru, wspieranie wojska Pana Boga). I chcę być traktowany raczej jak inwestor, niż krowa do dojenia. Taki standard wprowadzamy.
drugim pomysłem, który od zeszłego piątku już oficjalnie rozwija się w łonie GFA jest Towarzystwo Biznesowe Warszawskie. W związku z unikalnym know-how oraz tajemnicą handlową ograniczę się jedynie do paru zdań. Żądnych dalszych informacji zapraszam do wysłania maila do Łukasza Zająca: lukasz@fundraisingadvisors.pl Ja zaś ograniczę się do kilku zdań. TBW to grupa networkingowa, która - daj Boże - będzie zaczynem dla grup w innych miastach Polski (tak, chętny z Łodzi do współtworzenia TBŁ już jest). Ogólnie rzecz ujmując, chodzi mi o trzy rzeczy, które są obecne na każdym spotkaniu dla członków:
zwiększanie zysków firm członków TBW (sesja networkingowa),
podnoszenie standardów pracy firm członkowskich oraz profesjonalizacja członków (sesja szkoleniowa),
pomoc w łączeniu aktywności zawodowej z życiem wewnętrznym (lektura duchowa).
Do Towarzystwa... należą osoby, które opłaciły abonament, natomiast nie każdemu abonament może być sprzedany. Po pierwsze dlatego, że obowiązuje zasada braku konkurencji, która stanowi iż w jednej grupie networkingowej nie może być dwóch osób robiących dokładnie to samo. Po drugie zaś dlatego, iż do kupna abonamentu uprawnia wypełnienie aplikacji członkowskiej, której częścią jest kodeks etyczny. Tęskniliśmy dotychczas za katolickimi, czy szerzej - konserwatywnymi milionerami? Stwórzmy ich wspólnie. Pomóżmy sobie nawzajem zbudować potęgę swoich przedsiębiorstw. Na spotkaniu otwartym 19 II 2010 było prawie 50 przedsiębiorców z różnych branż.
wiecie już... dlaczego nie było czasu na gnyszkobloga?
myśl na dziś
"Jest to czas nadziei i żyję tym skarbem. Nie są to puste słowa, Ojcze — powiadasz do mnie — to jest rzeczywistość". A zatem... cały świat, wszystkie wartości ludzkie, które z niezwykłą siłą cię pociągają — przyjaźń, sztuka, nauka, filozofia, teologia, sport, przyroda, kultura, dusze... — wszystko to złóż w nadziei: w nadziei Chrystusowej.
wróciłem! jednym słowem - skandal! Pangrzyzga napisanie bloga odkładał z dnia na dzień, zapisawszy wcześniej tematy na laptopie, który w ostatnim tygodniu po trzyletniej intensywnej służbie odmówił współpracy... przez co tematy trzeba odtwarzać z notesu i głowy, którą podziurawiła wzmożona aktywność od powrotu z Ustki. Przyznam bowiem szczerze, że o ile cały semestr był wyjątkowo ciężki, gdyż wziąłem sobie i na Politechnice i na Uniwerku dodatkowe zajęcia, chcąc do maksimum wykorzystać czas, o tyle styczeń i połowa lutego była masakryczna. Nie starczało czasu na sen, o gnyszkoblogu nie wspominając. Zakończyłem go jednak z przytupem mocnym i tarczą na ramieniu. I kolejnym doświadczeniem, ciężkiej roboty. Monachium przy tym to jednak nic. Ufff... dobrze, że już koniec, a semestr który właśnie nadszedł jawi się spokojniej. Na pewno będzie więcej czasu na to, by pracę zawodową wkomponować w godziny dzienne...
co ten pangruszka wyrabiał? długo by opowiadać, ale chyba jednak będzie trzeba! Toteż najbliższe wpisy (no, nie obiecuję regularności, ale mam silne postanowienie, by była niezerowa!) będą zapewne autobiograficzne. A będzie o czym pisać, bo przez te półtora miesiąca udało się z Bożą pomocą zbudować naprawdę wiele! Będzie więc mowa o GFA, TBW, NDŻ, PRO i wielu, wielu innych ciekawych rzeczach, w tym radzeniu sobie z rewolucją żołądkową w czasie, gdy nie ma się czasu na to, by z nią sobie radzić! A jak! Przypomnę słowa swojego dowódcy z wojska, chor. Klepackiego: Polska ninja nie jest miękka!
lektura wielkopostna luźniejszy semestr cieszy mnie także ze względu na Wielki Post. Mam nadzieję, że będzie więcej czasu na życie wewnętrze, w tym także na lekturę duchową. Dziś zacząłem pierwszy tom monumentalnego dzieła Vazquesa de Prady o św. Josemarii, który od samego początku gnyszkobloga jest twórcą myśli na dziś. We wszystkich tomach przede mną dobrych grubo ponad 1000 stron. Damy radę?
homoseksualna prostytucja nieletnich... w trakcie przygotowań do sesji na socjologii przyszło mi czytać fragmenty książki Jacka Kurzępy pt. Młodzież pogranicza - "świnki", czyli o prostytucji nieletnich. Książkę, mimo iż fragmentami jest mocno gorsząca polecam każdemu wyrobionemu czytelnikowi, który poważnie myśli o angażowaniu się w spory światopoglądowe i życie publiczne! Przyznam szczerze, że byłem nieco zszokowany np. procederem nieletniej męskiej prostytucji wobec niemieckich zboków goszczących na wakacjach w zachodnich województwach. Szczególnie zaś przygnębił mnie przypadek syna właścicieli pensjonatu, który raz zachęcony pornosem na stałe wkręcił się do świata niemieckich pedałów, którzy regularnie odwiedzają miły pensjonat. Rodzice cieszą się z zarobku bo prestiżowi goście zza Odry ciągną właśnie do nich, syn się cieszy, bo ma dużo kasy (mówi tylko, że Czasem boli dupa, jak któryś jest bardziej napalony), no i niemieckie pedzie się cieszą, bo ryzyko złapania syfa nieco mniejsze niż na dworcu w Hamburgu.
Bravo y Popcorn Inna rzecz, to kwestia prostytucji dziewczęcej. W tym wątku (nie tylko w tej książce, odwołuję się teraz do ogólniejszych badań, które musiałem przy tej okazji przestudiować) niespodziewanie (?) pojawia nam się wątek gazetek w rodzaju BRAVO, czy Popcornu oraz szczególnie ich rubryk poradnikowych, jako inkubatorów zaintersowania seksem, które zakończyło się prostytucją. To drugi bardzo ważny wątek, który przypomniał mi się o tyle, że na początku lat 90. gdy na tego typu ścierwo panował boom (zresztą panuje do dziś) - Rodzicielka moja grzmiała niczym dzwon Zygmunta, że te gazetki niczego dobrego nie spowodują. Ich producenci oczywiście krytykę odparowywali tym, że oni tu lukę w edukacji wypełniają... ale skutek jest jeden - ileś tysięcy młodych ludzi zatraciło się w dewiacji, z których wyjść jest niezmiernie trudno.
trzecia ciekawostka moje resercze doprowadziły mnie także do trzeciego odkrycia, potwierdzenia wcześniejszych intuicji. Otóż, badania (proszę wybaczyć, ale nazwisk autorów nie pomnę, bodajże prof. Izdebski) dowodzą tego, co po wielekroć tu opisywałem, a więc istnienia mechanizmu uzależniającego w prostytucji oraz mnożenia zboczeń. Okazuje się, że młodociane prostytutki z biegiem czasu nie wyobrażają sobie stosunków seksualnych bez przemocy, nie osiągają zadowolenia gdy stosunek nie przebiega mechanicznie (oryginalne określenie), etc. Znaczna większość deklaruje chęć odejścia z zawodu. Procent odejść jest jednak nikły. Do tego szamba się tylko wchodzi.
pajacowie słyszałem, że w międzyczasie powybuchały jakieś afery, pędzące króliki, rosoły, cuda na kiju. Jako, że jestem poważnym człowiekiem i pierdoły mnie nie interesują, zupełnie nie mam rozeznania w tym co aktualnie widz masowy przeżuwa. Przed wyborami ostrzegałem, by na peowiaków nie głosować, to teraz macie - pierdzące, kufa, króliki!
myśl na dziś
Szczere postanowienie: Umilać i ułatwiać drogę innym, gdyż życie już nadto niesie z sobą goryczy.
Kochani Czytelnicy, wszystko wskazuje na to, że dziś wreszcie przerzucę ostatnie szpadle hałdy robót, które na mnie ciążą i wreszcie się wywnętrzę blogowo :) Tymczasem jednak zachęcam do przeczytania informacji nadesłanej:
Instytut Tertio Millennio zaprasza studentów i doktorantów do udziału w XXX i XXXI Szkole Zimowej "Chrześcijanie na współczesnych areopagach", które odbędą się odpowiednio w dniach od 26 lutego do 2 marca (doktoranci i magistranci) oraz od 2 do 7 marca 2010 (studenci) w Wadowicach. Każda Szkoła to cykl ciekawych wykładów, seminariów i warsztatów, poruszających zagadnienia z zakresu katolickiej nauki społecznej. Wykłady poświęcone są również aktualnym kwestiom, istotnym z punktu widzenia polityki, kultury i ekonomii.W 2010 roku jako wykładowców gościć będziemy między innymi Jana KrzysztofaBieleckiego i Jarosława Gowina. Patronem i opiekunem Szkół jest jak co roku Maciej Zięba OP, Prezes Instytutu oraz Dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Więcej informacji na znajdującym się w załączniku plakacie oraz stronie internetowej www.szkola.tertio.pl, gdzie znajduje się również formularz aplikacyjny, którego wypełnienie jest warunkiem uczestnictwa w Szkole. Termin nadsyłania aplikacji mija 7 lutego 2010 roku.Serdecznie zapraszamy do aplikowania!Zespół Instytutu Tertio Millennio
Skład prelegentów taki, że na pewno będzie o czym podyskutować...
pomarudźmy! jak zwyklę muszę zacząć od jojczenia! Bo jakże tu nie marudzić, skoro ostatni wpis zamieściło się - o zgrozo - dziesięć dni temu!
Niestety, kochani Czytelnicy, mamy teraz kumulację podobną do tej z przełomu czerwca i lipca 2009, gdz Pangruszka szalał z projektem inżynierskim. Tym razem bowiem nie dość, że ma projekt architektoniczny do oddania, to niebawem będzie musiał oddać kolejny (wziął na siebie dodatkowy przedmiot), następnie zakończyć kwestię dwóch raportów badawczych na socjologię, pozdawać dwie sesje i równolegle prowadzić rozległe, oj rozległe ostatnio, sprawy zawodowe. Dlatego bierność potrwa pewnie do okolic końca stycznia!
Blog Roku 2009 :) Mimo to jednak chciałem prosić o wsparcie przy tegorocznej edycji konkursu Blog Roku 2009. Jak pamiętacie, w zeszłym roku znalazłem się w pierwszej dziesiątce w wyniku głosowania SMSowego, oraz zostałem nominowany przez Jacka Żakowskiego do finału (razem z Joanną Senyszyn i Matką Kurką).
Mam nadzieję na jakieś sukcesiki i w tym roku, dlatego zachęcam do głosowania z własnego oraz okolicznych telefonów na mojego bloga. Jak to zrobić? Łatwo. Wysyłamy SMSa o treści C00150 na numer 7144 (koszt, czyli 1,22 zł idzie na turnusy rehabilitacyjne dla niepełnosprawnych). UWAGA: w treści SMSa są ZERA, a nie literka "O".
myśl na dziś Przechodzisz krytyczny etap: odczuwasz nieokreślony lęk; trudności w ułożeniu dziennego planu, praca wydaje ci się wyniszczająca, ponieważ nie wystarczają ci dwadzieścia cztery godziny na dobę, żeby spełnić wszystkie swe obowiązki... — Czy próbowałeś iść za radą Apostoła: "Wszystko niech się odbywa godnie i w należytym porządku?". Czyli: w obecności Boga, z Nim, przez Niego i tylko dla Niego. św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 512
dyskutanci widzę, że dyskusja pod poprzednim postem się rozwija, przy czym zaznaczę, że komentarz Janka A. Lipskiego jest komentarzem wzorcowym i powiem nieskromnie, że takiego właśnie się spodziewałem. Tak, jestem wróżem. Janek polemizować nie chce, więc i ja nie będę, tym bardziej, że rzeczywiście od pewnego czasu na polemiki blogowe nie mam po prostu czasu, musząc ograniczyć się do akceptowania komentarzy. Mnie to przestało smucić, bo są sprawy ważne i ważniejsze – nie tylko powinienem, ale i muszę wybrać te ważniejsze. Ewentualna dyskusja dotyczyłaby tego, jaka jest rzeczywistość, a więc czy: po pierwsze opis obaw biskupów dokonany przez Janka jest adekwatny, po drugie – czy któreś z tych obaw sprawdziły. Janek twierdzi, że nie – ja zaś nie do końca wiem dokładnie, jak rekonstruuje obawy biskupów, ale na tyle na ile się domyślam, to w kwestii „pana ateizmu” chyba jednak coś jest na rzeczy. Kiedy ostatnio mieliśmy do czynienia z inicjatywą zdejomowania krzyży w szkołach, albo marzami ateistów w Polsce? Proponuję również zerknąć nieco szczegółowiej w dane zbierane przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Jeśli chodzi o to, czy masoneria jest problemem, czy nie – proponuję zapoznanie się z Magisterium, np. encykliką Humanum Genus (kto nie lubi tekstów źródłowych, niech poczyta bryki), a także chociażby z ostatnimi posunięciami na przykład austriackich lóż. Oczywiście, Janek pewnie uważa, że błądzimy tu po omacku, rojąc o jakichś mitycznych masonach, podczas gdy Janek wie z innych źródeł, że to brednie. Celowo mówię z zawoalowany sposób, ale dość stwierdzić że między lożami poszczególnych obrządków istnieją różnice w autoidentyfikacji, a co za tym idzie z postrzeganiem innych obrządków. Mówię to po to, by uświadomić Janowi, iż niewykluczone, że istnieją loże, które jego źródło uważają za lewe. Oddajmy to analogią. Spotyka się człowiek niewierzący z człowiekiem, który z Kościołem ma tyle wspólnego, że był chrzczony i przystąpił do sakramentu I Komunii Świętej – poza tym jeździ sobie na Taize. No i ów niewierzący uczy się od tego pierwszego czym jest Kościół Katolicki, jaka jest jego doktryna, etc. Później spotyka się z tradycjonalistą obrytym w Magisterium i jego subtelnościami w wadze wypowiedzi... i nagle okazuje się, że pierwsze źródło informacji, choć może i jakoś tam do Kościoła należy... ale to baaaaaaaaaaaaaaardzo dalekie peryferie i pretendować do miana wyraziciela Magisterium nie może. Podobnie z masonerią, tym bardziej, że temat owiewa mniejsza lub większa tajemnica.
wolność religijna wracamy do spraw z ostatniego posta. Drugą kwestią, która obudziła moją kontrrewolucyjną czujność w liście biskupów, była kwestia wolności religijnej. Otóż, biskupi piszą (rekonstruuję z pamięci), że Kościół stoi na stanowisku obrony wolności religijnej. Mnie dotychczas zdawało się, że Kościół stoi na stanowisku obrony tolerancji religijnej, a nie wolności. Różnica? Oczywiście. Jeśli bowiem Kościół utrzymuje, iż jest religio vera, jak przez wieki, to siłą rzeczy musi twierdzić, że sytuacja, w której religie są równouprawnione jest niedopuszczalna. Inne religie mogą być jedynie tolerowane, ale pełnię przywilejów musi mieć katolicyzm, właśnie jako religio vera. Ktoś powie – no dobrze, ale co z Vaticanum II? Odpowiadam – nic. Każdy akt Magisterium musi być niesprzeczny z innym aktem Magisterium – Vaticanum II również nie może zrywać z Tradycją (tam, gdzie jest nieomylna). Po drugie – pytanie brzmi jaką wagę ma „sobór pastoralny”, jak nazwał Jan XXIII otwierany przez siebie sobór. Jan XXIII i Paweł VI różnicę widzieli w tym, że nie miał on definiować żadnego dogmatu. A skoro tak – to tym bardziej Vaticanum II należy interpretować ściśle w duchu Tradycji. A jeśli tak – to zapraszam do lektury, bo żeby coś w tych tematach powiedzieć, należy wiedzieć o wiele więcej, niż: omówienie „Gaudium et spes” w gazecie oraz dziesiątki laudacji mgliście powołujących się na to, co w „Gaudium et spes” jest, oraz to, czego nie ma. Chętnym serdecznie polecam książkę prof. Amerio, pt. Iota Unum(którą właśnie kończę czytać, a którą przy okazji organizacji Mszy Trydenckich w Brwinowie sprowadziłem do prowadzonej przeze mnie księgarenki i chętnie sprzedam także przez internet).
o czym piszemy, a o czym nie często, gdy piszę na jakiś temat (szczególnie w kwestiach dotyczących zjawisk drażliwych, czy konkretnych osób), muszę podać jedynie wniosek i przesłanki abstrakcyjne, nie podając ani nazwisk, ani relacji z rozmów. Tak jak było to ostatnio w kwestii psucia prywatnych przedsiębiorców przez fundusze UE – jeden z komentatorów nie wierzy jedynie dlatego, że nie podaję nazwisk, nazw firm, etc. Jestem przekonany, że nawet gdybym podał – nie uwierzyłby, ja zaś nie mam zamiaru odkrywać się w pełni. Kto ma głowę zainfekowaną – ten nie uwierzy w nic, czegokolwiek nie przeczytał w źródle, do którego jest przywiązany. Nic na to nie poradzę – kwestia zaufania i zamknięcia głowy.
fundraising kościelny podobnie jest i tym razem. Miałem okazję ostatnio spotkać się z przedstawicielami wielu organizacji związanych z Kościołem – zarówno świeckich, jak i zakonnych. To, co mnie uderzyło, a rozmawialiśmy o finansach, tym czym się zajmujemy, to pewna zmiana. Jest ona zauważalna na dwa sposoby. Po pierwsze – nie usłyszałem nikogo, kto opisując działania swojego podmiotu nie używałby europejskiej nowomowy. Dowiedziałem się na przykład, że zakonne dzieła miłosierdzia zajmują się „wyrównywaniem szans edukacyjnych, przeciwdziałaniem trwałemu bezrobociu oraz przeciwdziałaniem wykluczeniu społecznemu”. Wielkie nieba – myślę sobie – skąd ten język? No, ale to pewnie skutek wypełniania papierków w podaniach do Europejskiego Funduszu Społecznego – tak to sobie zracjonalizowałem. Idziemy dalej... każda organizacja ma jakieś aspiracje – rozmawialiśmy także o tym, jakie sukcesy chcielibyśmy osiągnąć. Okazało się, że wszyscy poza mną marzą albo o nagrodzie Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, albo EFSu, albo Marszałka Województwa. Uwaga – mówimy o duchownych, nie świeckich działaczach... Przepraszam, są tu jacyś obrońcy rozdziału Kościoła i państwa? Temat będzie kontynuowany...
myśl na dziś
Twoje zadanie apostoła jest wielkie i piękne. Znajdujesz się w punkcie przecięcia się łaski z wolnością dusz i uczestniczysz w najuroczystszym momencie życia niektórych ludzi: w ich spotkaniu z Chrystusem.
Nowy Rok no i wkroczyliśmy w rok 2010! Wiele nas czeka, więc trzeba się do niego dobrze przygotować, nie zaniedbać duszy, ciała i intelektu! Zanim go jednak w pełni zainaugurujemy – pora najwyższa rozprawić się jeszcze z kilkoma tematami z roku poprzedniego. Do dzieła!
biskupi przemówili ludzkim głosem! będąc w poprzednią niedzielę u Oleńki miałem okazję wysłuchać ostatniego listu biskupów polskich. Posłuchałem... posłuchałem... i oniemiałem! Zmienił się nieco język, którym biskupi zaczęli przemawiać! Otóż, usłyszałem jasne, jednoznaczne stwierdzenia, także potępiające! Wielkie nieba. Była mowa m.in. o rozwiązłości – wreszcie otwartym tekstem z potępieniem konkretnych zjawisk. Jestem zdziwiony, bo dotychczas listy były dla mnie rodzajem poetyckich wynurzeń w narracji „chrześcijańsko-tsieba doblym być” oraz z zawoalowaną niechęcią do urażenia tych, czy owych, z luźnymi odwołaniami do Magisterium (nie starszego niż z 1964). A tu miła niespodzianka... Brawa dla naszych Biskupów – Rok Kapłański w trakcie, czas najwyższy wziąć się za robotę!
ks. proboszcz też przemówił! oczywiście Ks. Proboszczowi parafii Najświętszego Zbawiciela w Ustce nic nie przybędzie od moich pochwał, ale przez tych parę lat, odkąd do Ustki jeżdżę – powodów zebrało się aż nadto! Nie chcę wymieniać wszystkich, ze względu na stan baterii, opowiem o ostatnim. Otóż, ks. Proboszcz podczas kazania na Mszy Świętej z okazji Nowego Roku wygłosił parę jasnych, prostych i dobitnych tez. W zdecydowany sposób prosił katolickich przedsiębiorców (określenie miłe dla mojego ucha, a dawno nie słyszane...), by nie kazali swym pracownikom pracować w niedziele, a pracowniczkom ponad siły i w nadgodzinach, argumentując to ich ważną rolą w rodzinie i wobec dzieci. Więcej – prosił by nie stwarzać popytu („My zaś, katolicy...”) w niedziele i święta, by ten proceder został ukrócony. Podobnie była mowa o alkoholu. Ks. Proboszcz wyraził to jak zwykle – w krótkich, żołnierskich słowach, zdecydowanym tonem. Chwała Mu za to!
niedobla uńja, niedobla! wróćmy jednak na moment do listu biskupów. Pojawiły się w nim dwie moim zdaniem kontrowersyjne rzeczy. Pierwsza z nich dotyczyła Unii Europejskiej. Otóż, biskupi oburzyli się na obecną zawieruchę z krzyżami jakiej doświadczamy w Eurosojuzie i ogólną tendencję światową. Smutna refleksja zrodziła się w panagrzyzgowej głowie... przed referendum akcesyjnym Episkopat naganiał na głosowanie TAK, mimo iż przedtem (jak twierdzi Stanisław Michalkiewicz – do wizyty bpa Glempa w siedzibie COMECE, czyli „europejskiego profsojuza dla katolickich mas”) był raczej sceptycznie do tego pomysłu nastawiony. Nie jest wykluczone, że na zdanie biskupów wpływ miała perspektywa, czy – obecnie – realna siła unijnych dotacji na remonty kościołów, festiwale dla młodzieży, wydawnictwa, dzieła miłosierdzia, etc. Nie mówiąc już o tym, że musiało być paru takich, którzy odegrali rolę hildebrandowskiego Konia trojańskiego w mieście Boga. Nie ma co mydlić sobie oczu tym, że flaga UE ma gwiazdki i inspirowana jest ponoć przez symbolikę Apokalipsy św. Jana, a ojcowie-założyciele byli katolikami i jeden z nich ma otwarty proces beatyfikacyjny (ciekaw jestem jacy byli z nich katolicy, tzn. czy bardziej byli „chadekami”, czy katolikami...). Naiwność, głupota, czy zła wola? Przecież problemy z katolickością UE istnieją od dziesiątek lat: aborcja, prostytucja, promocja homoseksualizmu, ateizm, masoneria... No, ale lepiej obudzić się z ręką w nocniku, niż na dnie szamba. O drugiej rzeczy, która obudziła moją czujność opowiem w następnym wpisie.
myśl na dziś
Jakaż to pokora mojej Matki Najświętszej Maryi Panny! — Nie zobaczycie Jej ani wśród triumfalnych palm jerozolimskich, ani — z wyjątkiem Kany Galilejskiej — w godzinie wielkich cudów. — Ale nie ucieka przed poniżeniem Golgoty; jest obecna tam, iuxta crucem Jesu — przy Krzyżu Jezusa, Matka Jego.
Kiedy wspominasz swoje minione życie, bez troski i ofiary, zastanów się, ile czasu straciłeś i jak możesz to nadrobić: poprzez pokutę i większe oddanie się.
z ostatniej chwili - Czytelnicy piszą! tym razem Justyna:
Panie Macieju,
polecony przeze mnie Filmik na FrondęTV Pan dodał, za co dziękuję z serduszka, pewnie Pan tygrysim skokiem zebrał dodatkowe 10 tysiaków na cegiełkę do budowy Nowej Christianitas, być może już nawrócił Pan Holandię i Czechy czy jako pierwszy postawił krzyż na księżycu ale ale: ja tu rozsyłam linki na gnyszkobloga, polecam książki, które Pan poleca, znajomi pewnie wchodzą a tu... mało autorskiej treści ostatnimi czasy. Poczytałoby się...
Czy ten tekst, podobnie jak inne pochwalne, już cytowane, znajdzie się na blogu? Ja też chcę mieć swoje 5 minut :D Poza tym: niechże Pan się nie wstydzi podkreślić, że starzy i nowi Czytelnicy dybią na świeże posty;))
świąteczne tulenie nie, nie chodzi wcale ani o lenia, ani o tunele, ani nawet o tuleję. Gdy Oleńka chce Panagrzyzgę przytuli, zwykła mawiać: „Chodź się potulimy”, stąd też w tytule mowa o „tuleniu”. A dlaczego o tuleniu? Ano z tej przyczyny, że najpierw Święta nadeszły, a po nich (czy raczej w ich trakcie) wyjazd do Wrocławia, do Oleńki. Wszystko jasne. Pangrzyzga prognozował napisanie bloga w pociągu relacji Warszawa – Wrocław ale okazało się to nierealne z powodu niewyspania, które poskutkowało dwugodzinną drzemką, późniejszym odmawianiem Różańca i nadrabianiem lektur zacnych a pożytecznych! Czas pojawił się dziś, kiedy to jedziemy słabo ogrzewanym pociągiem do Słupska. Wiśta wio!
Dworzec Główny tak, wiem, pińcet razy już tu smęciłem, że lubię dworce kolejowe, a wrocławski Dworzec Główny w szczególności – ale pora na powtórkę. Ba! Cały Wrocław lubię (choć nie czytałem ani jednego ze słynnych kryminałów Marka Krajewskiego, których akcja toczy się we Wrocławiu!), pewnie przeważający wpływ mają tu wspomnienia związane z Oleńką i naszymi sprawami, bo przedtem we Wrocławiu nigdy nie miałem okazji przebywać. Podoba mi się więc jego częściowo prowincjonalny klimat, hotel Piast przed dworcem, który dźwiga się dopiero z socjalistycznego dziadostwa, peerelowski neon na bloku naprzeciwko Dworca z napisem „Dobry wieczór we Wrocławiu!” i ludzikiem unoszącym neonowy kapelusz. Podoba mi się wreszcie rynek i Piwnica Świdnicka, w której czarny i biały baran niejeden poszedł do gardziołka, Poczta na rynku, która przypomina mi dziecięce wizyty na poczcie w Pruszkowie (ma kabiny telefoniczne!)... No, a tu i ówdzie snują się uliczkami albo wspomnienia po Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego, albo duch niegdysiejszego UPR-owskiego bastionu, albo wreszcie opowieści związane z Wrocławiem autorstwa moich przyszłych Teściów. No, Gnyszka sentymentalny się zrobiłeś... ale, ale – na tym nie koniec! Lubię Dworzec Główny, na którym można zjeść niejaką knyszę (stąd Oleńka niekiedy nazywa mnie knyszką, albo knyszakiem), która de facto jest tradycyjnym, staropolskim kebabem, lubię kiosk Relaya przy wejściu z prawej strony (tam, gdzie sąsiadują ze sobą SexShop i komisariat policji) – gdzie kupuję sobie na podróż ulubiony Parkiet, a w środy Gazetę Polską z NajwyższymCzasem!, ewentualnie jakąś nieznaną sobie gazetę... Ostatecznie o magii Wrocławia przesądza także to, że istnieje duże prawdopodobieństwo spotkania na ulicy kogoś znajomego.
okna życia w Niemczech wizytując dzisiejszego rana wspomniany kiosk Relay'a, zakupiłem m.in. Nasz Dziennik. Przeczytałem w nim, że niemieckie władze zaczynają się zastanawiać nad instytucją „okien życia”, które ostatnio zaczęły służyć nie tylko podupadłym rodzicom noworodków, ale i kilkulatków! Czaimy bazę? Podchowaliśmy dziecko jakieś dwa, trzy lata, znudziło nam się, więc hyc do okienka, niech się katole nim zajmą! Władze będą bohatersko walczyły z tym problemem! Zjawisko łatwe do przewidzenia, trzeba mieć tylko łeb wolny od rewolucyjnych i oświeceniowych miazmatów, które błyskotliwy kpt. Bednarz nazywał elegancko „pierdami”, a Hayek z kolei zgubną pychą rozumu. Jeżeli najpierw pracujemy nad rozwaleniem delikatnej konstrukcji więzów emocjonalnych, zwyczajowych, norm niepisanych, tradycyjnych reguł (wzajemności, opieki nad starszymi, czy bezbronnymi), które utrzymują skomplikowany mechanizm jakim jest społeczeństwo w stabilności, a pracujemy nad tym w imię racjonalnego urządzenia świata, w imię nawiedzonego przekonania o możliwości zorganizowania i zapanowania nad każdym aspektem rzeczywistości społecznej... to nie należy się dziwić, że zaczynają występować zjawiska które dotąd były nie do pomyślenia! Planiści działają w oparciu o założenie, iż zmianie jednego elementu rzeczywistości towarzyszyć będzie niezmienność reszty, nawet z nim powiązanych. Ci bardziej realistycznie nastawieni do życia obserwują sprzężenia zwrotne, ale nie są w stanie widzieć każdego. W efekcie mówią: „Słuchajta, trza zreformować to-i-to, to wtedy świat się zmieni w porządany sposób”. No i przybliżają raj za nasze pieniądze... który ostatecznie okazuje się być piekłem, bo zmiana jednego z elementów pociągnęła za sobą dewastację innych. Tak więc – wracając z obszaru metafory do konkretu – jeśli się najpierw rozwala tradycyjną rodzinę zmuszając ludzi do pracy na państwową emeryturę i obojga małżonków, później dodatkowo rozluźnia więź między małżonkami poprzez sankcjonowanie rozwodów i prostytucji, następnie zezwala na zabijanie dzieci wspierając postępującą dehumanizację ludzi... to nie ma co się dziwić, że ludzie zaczynają wierzyć w to, co się robi w myśl zasady: „Jeśli nie działamy tak, jak wierzymy... to zaczynami wierzyć tak, jak działamy”. Mają Niemcy to, do czego dążyli... myśląc irracjonalnie w swoim „racjonalizmie”, że dążą do czegoś innego. W socjologii nazywa się to efektem odwrócenia. Czyli co? Czytać, uczyć się i nie ideologizować, pięknoduchy.
lajf yz lajf powróćmy na chwilę do problemu underemployment, który ostatnio analizowaliśmy. Poniekąd wiąże się z nim – na co słusznie zwrócił uwagę dr Henryk Krzyżanowski, komentując frondowy screen gnyszkobloga – inne zjawisko. Chodzi o overeducation. Na czym polega? Jak sama nazwa wskazuje – na przeedukowaniu. Ludzie w dzisiejszych czasach (poważne) życie zawodowe zaczynają późno, gdyż muszą wcześniej pokończyć stopnie nauczania, obowiązkowo ze studiami. Problem jednak polega na tym, że ukończywszy studia w danej dziedzinie i tak w większości przypadków podejmą pracę w innej, natomiast do jej wykonywania są prawie zupełnie nieprzygotowani. Oznacza to przy okazji, że dość długo muszą się później adaptować do zawodu (choć firma i tak musi organizować szkolenia – chociażby po to, by podzielić się swoim know-how). Równolegle obserwujemy edukacyjny efekt odwrócenia – upowszechnienie edukacji na każdym stopniu przyniosło ze sobą obniżenie jej jakości, w związku z czym pierwsze lata w pracy w większości przypadków to trudny okres adaptacji – zarówno do nowych realiów, jak i wymagań merytorycznych. Wyrażając to jednym słowem – młodzi ludzie dzisiaj uczą się długo, nie daje im to jednak ani gwarancji znalezienia pracy (tylu mamy dziś „wysoko wykwalifikowanych” magistrów...), ani kompetencji niezbędnych na rynku pracy. Nie mówiąc już o tym, że później zakładają rodziny... z czym wiąże się cały wianuszek patologii w tej dziedzinie.
niezależność Jaki z tego morał? Wybić się na niezależność i samemu stanowić o swoim życiu, nie dając miejsca nowoczesnym przesądom. Po pierwsze – studia wyższe nie są ani do zbawienia ani do życia koniecznie potrzebne. Po drugie – ich zakończenie nie jest konieczne w 25. roku życia.
Pokora Jezusa: w Betlejem, w Nazarecie, na Kalwarii... — Ale jeszcze większe upokorzenie i poniżenie mamy w Najświętszej Hostii, większe niż w stajence, niż w Nazarecie, niż na Krzyżu. Jak bardzo więc winienem kochać Mszę świętą („Naszą” Mszę, o Jezu...)
Gnyszka, ty się tłumacz! Nareszcie przyszedł czas, by normalnie napisać. Nie, nie siedzę w pociągu! Jestem w domu, dobiega godzina 21:00 i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu mogę zwyczajnie usiąść bez świadomości, że czynię szkodę podstawowym obowiązkom. Oczywiście nie do końca, bo mógłbym jutro zrobić pewną pożyteczną rzecz... nie mam jednak na nią siły. Czasem trzeba porzucić delirium aktywności – nawet jeśli jest wzniosłe, konieczne i obowiązkowe. W najbliższych dniach będzie jeszcze kilka okazji do pisania, więc zacieram ręce! Nareszcie.
Książki? Polecamy! Nie ma za co. Spotkałem się wczoraj z Kamilem, który od samego początku jest sporadycznym Gnyszkoczytelnikiem. Rozmawialiśmy o książkach, o tym i owym i Kamil wyraził opinię, że czasem odnosi wrażenie, jakby pewne akapity postawały specjalnie po to, by wspomnieć o którejś z książek. Cóż powiedzieć? Wcale nie ukrywam, że jest kilka książek, które uważam za konieczne lektury. Co to znaczy? To znaczy, że będę je polecał z uporem maniaka i przy każdej okazji. Dlaczego? Bo uważam je za obowiązkowe dla integralnego rozwoju – tj. sfery ducha, intelektu i zdolności. A to, że przy okazji mogę zmaksymalizować własną użyteczność (czy to u p. Królaka w Tolle, czy u p. Styńskiej w ZM – tym lepiej. Po to Pan Bóg uczynił ludzi rozumnymi, by powierzone talenty oraz dobra puszczali w ruch i pomnażali (że przypomnę przypowieść o sługach). A zatem, moi mili, proszę sobie zapamiętać na zawsze, że następujące pozycje będę polecał zawsze:
Pominę już wymiar pozycjonowania na dane frazy, który dzięki powtarzaniu zapewnia ruch z wyszukiwarki na dane hasła.
Dr Plinio i ks. Delassus – recenzje nadesłane no i właśnie! Ostatnio miałem przyjemność odbierać podziękowania za swoje rekomendacje! Pierwsze dotyczyło Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, a dziękującym był Rene z Forum Frondy:
Koledze Gnyszce z podziękowaniem za rekomendację!!!
"FAŁSZYWY TRADYCJONALIZM Tradycjonalistyczny duch Kontrrewolucji nie ma nic wspólnego z fałszywym i zawężonym tradycjonalizmem zachowującym pewne obrzędy, styl lub obyczaje z powodu zwyczajnego zamiłowania do starych form bez jakiegokolwiek szacunku dla doktryny, która je zrodziła. To byłby archeologizm, a nie zdrowy i żywy tradycjonalizm."
Kolega wie z czego to cytat.:):):) Wielkie dzięki za zarekomendowanie tej pozycji, ale jest kolega odpowiedzialny za kłótnię jaką w moim domu wywołała ta książka i głoszone przez autora tezy i poglądy. Baaaaardzo ryzykowne i kontrowersyjne poglądy.
Ale nie będę kontynuował by znowu nie zarzucono mi wątku o tym, ze królowa Bona umarła.
Pozycję tę wszystkim polecam.
PS. Za skutki tego cytatu to też kolega jest odpowiedzialny.
Drugie podziękowanie, które odebrałem nadesłał Kamil – dotyczyło ono mojego oczka w głowie (od wakacji 2008, kiedy przeczytałem), czyli Ducha rodzinnego... ks. Henriego Delassusa! Kamil pisze w mailu następująco (krótko, a treściwie!):
(...) Jeszcze jedno - Dzięki Twoim poleceniom na blogu kupiłem "Ducha rodzinnego w państwie...", super lektura. Czy masz w zanadrzu do polecenia kolejne tytuły tego pokroju?
Z góry dzięki,
Pozdrawiam, Kamil
Nic dodać, nic ująć. Przypomnijmy z tej okazji kanadyjską piosenkę, którą z moim ulubionym fragmentem Delassusa skojarzył Maciek.
Ewa Wanat się wywnętrza, czyli mister Maseooreck w akcji od wywiadu Roberta Mazurka z Ewą Wanat w Rzeczpospolitej (o owej damie pisałem już ekskluzywnie na frondowym screenie gnyszkobloga) jestem pod gigantycznym wrażeniem zarówno samego autora wywiadów, jak i pomysłu, doboru rozmówców, etc. Brawo! Ten cykl wywiadów – a wywiad z p. Wanatówną szczególnie! - jest pięknym laboratorium głupoty. Pokazuje bowiem, że... król jest nagi! Król, który mówi o sobie jako najmądrzejszym, najprzenikliwszym, światowym. Szokiem było dla mnie zobaczyć w wywiadzie z Ewą Wanat, że owa dama nie ma nic w głowie! Autentycznie! Po prostu wielowątkowa, niespójna gonitwa myśli, jakieś piramidalne mity („ja to twierdzę naukowo” albo „ale ja nie wypowiadam się jednoznacznie”) i miałkość, której interlokutorka nie widzi, będąc widocznie przekonana, że to, co głosi musi być przemyślane i spójne, skoro jest głoszone... przez Nią! Nie widzę innego wytłumaczenia! Swoją drogą, jedno z chwytliwych haseł tego wywiadu (to o znajdowaniu się w innej cywilizacji, niż np. Tomasz Terlikowski) zostało przednio skomentowane przez któregoś z FForumowiczów. Skwitował stwierdzenie krótko: „No, cóż. Mentalność tamudyczna”. Tak jest i lektura słynnego wywiadu z ex-gazownikiem Michałem Cichym oraz wywiadu-rzeki z ks. Chrostowskim powinna to objaśnić. To też lektury obowiązkowe! Siłą rzeczy temat obrabiam po łebkach – pomysł na poruszenie tego wątku wpadł mi do głowy w chwili ukazania się wywiadu... a więc dawno temu. Dziś niestety nie mam czasu, by ponownie go przeczytać i wypunktować p. Ewę po tzw. calaku (co robi np. Pan Sosnowski). Pozostawiam tę przyjemność Czytelnikom. Polecam także wywiad z prof. Krzemińskim, w którym także widać, że król jest nagi – można bowiem prawie 20 lat pleść androny podpierając się wszelkimi imponderabiliami, autorytetami i nie wiadomo czym... by na końcu uznać, że nie miało się bladego pojęcia o czym się plecie! Ha! Mistrzostwo świata!
underemployment – wyważmy otwarte drzwi socjologia problemów społecznych lubi sobie wynajdywać problemy! No i wynalazła! Underemployment się nazywa jeden z problemów, a polega on na tym, że jest opisywany przez badaczy, na jego temat organizowane są sympozja, wydawane opracowania, granty przyznawane na jego badania... słowem – pieniędzy potok płynie od podatnika na szczytny cel rozpoznania i walki z underemployment, dzięki czemu nie ma bezrobocia. Przynajmniej wśród badaczy underemploymentu. No, no, poleciałeś Pan, Panie Grzyzga, i to po calaku! Przerysowuję, oczywiście. Nie rozumiem jednak na czym innym polega problem tego, że pan XY studiował marketing i zarządzanie, zrobił fersta i dyplom ze szkolenia bibliotecznego i... musi wyrabiać ciasto w Telepizzy. Mili moi, a cóż z tego, że pan XY pracuje poniżej „swoich kwalifikacji”, bądź w „niepełnym wymiarze godzin”? Zdobył nieużyteczne kwalifikacje – jego błąd i ryzyko w chwili wyboru kierunku. Jest kiepskim wygniataczem pizzy – to nie biorą go na pełny etat, to także jego wina. Gdyby miał łeb i jajca, oraz był prawdziwym mężczyzną – wziąłby się w garść, załatwił parę innych zleceń, oszczędzałby jeszcze jako malec (no tak, porewolucyjna rodzina nie uczy oszczędności i innych cnót), zająłby się zarabianiem w internecie, zamiast oglądaniem pornosów, czy brandzlem na Naszej Klasie. No, ale Pan XY się tym wszystkim nie zajmie... bo on ma fersta i magysterkię z marketingu, więc czeka na pracę adekwatną do jego kwalifikacji. Niech sobie czeka, ale to nie jest problem społeczny.
paradoksy socjologii nie wiem, co miałem na myśli notując kiedyś ten punkt, ale na temat paradoksalności socjologii jako zjawiska społecznego, kulturowego – można by napisać habilitację!
szczyt klimatyczny... ...gazownicy z Metra i Aborczej trąbią, że cały świat czekał w napięciu na jakiś jego wynik. Nic mi na ten temat nie wiadomo. Globalnego ocieplenia zaś mam dość o tyle, że przez nie muszę teraz nosić polarową podpinkę – tak nam globcio wywindowało tempreraturę w górę, że aż zrobiła salto i zaczyna drugie okrążenie, od -20 st. Celsjusza wzwyż. Obamie zamarzł nawet z tej okazji samolot.
szanowanie poglądów i dwie tolerancje jeszcze o tolerancji dla poglądów, o której pisałem ostatnio. Zdarzyło się tak, że uczestniczyłem dość nieudolnie w dość nieudolnej dyskucji na temat tolerancji (tak, wracamy do socjologii). Moderator mówiący także w oparciu o swój autorytet stwierdził, że są dwa rodzaje tolerancji. Pierwszy – który mówi, że toleruje, szanuje, rozumie i da się pochlastać za wszystko, gdyż nie jest w stanie zawyrokować o wyższości czegokolwiek. Oraz drugi, który mówi, że to inne toleruje jedynie z musu, na zasadzie przyzwolenia. Wniosek z wypowiedzi zaś był następujący: czyż ten pierwszy nie jest szczytniejszy i bardziej wzniosły? Mojej odpowiedzi można się spodziewać, nadmienię tylko, że socjologowie prócz urojonych problemów lubią także wzniosłe fikcje. Bo ten pierwszy rodzaj w przyrodzie nie występuje. Proszę to przyjąć do wiadomości. Katolicy wiedzą to bardzo dobrze dzięki doktrynie o grzechu pierworodnym, która nadaje naszej antropologii realizmu... reszta wyważa jak zwykle otwarte drzwi.
p. Wojtek o tolerancji jeśli chodzi o tolerancję, to polecam gen. Jaruzelskiego, największego speca od tej tematyki. Zaskoczył mnie 13 XII 2007, gdy po raz pierwszy wysłuchałem przemówienia w całości... zaskoczył, gdyż okazało się, że stan wojenny wprowadzono w imię... walki z nietolerancją!!!
Fronda.pl – agenci Opus Dei! jak w tytule, proszę się wsłuchać w okrzyki staliniątek z Racji Polskiej Lewicy. Dobre, nie? Chłopaki polecieli. Po czym? Po calaku!
myśl na dziś
Udaj się do Betlejem, podejdź do Dzieciątka, zatańcz przed Nim, powiedz Mu wiele gorących słów, przytul Je do swego serca... – Nie mówię o dziecinadach: mówię o miłości! A miłość przejawia się w czynach: w głębi swej duszy prawdziwie możesz objąć Dzieciątko Jezus.
Jeśli ten blog coś ciekawego Ci podpowiedział, pokazał, zachwycił, albo zdenerwował i sądzisz, że było to dobre - mam propozycję! Jak nikt inny wiem, że grosz do grosza robi kokoszę, dlatego ucieszy mnie nawet parę groszy, które mi przelejesz. Poniżej dane, które wystarczy że skopiujesz do przelewu: