Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kapitał społeczny, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania kapitał społeczny, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2009

[6 VIII 2009] co powinna robić Prawica, czyli śmierć gównozjadztwu!

Kontynuujemy podjętą swego czasu myśl na temat sposobów finansowania lewicy – tym razem przechodząc do pytania o to co w takim razie powinna zrobić strona przeciwna. Przypomnijmy, że dobre działanie (a więc i skuteczne) wg św. Tomasza z Akwinu za podstawę ma obserwację rzeczywistości, objaśnienie jej oraz podjęcie działania. Rzeczywistość już opisaliśmy, częściowo opisaliśmy. Nadszedł czas na dokończenie opisu... i przejście do opisu.

co rozumiemy przez prawicę?
Najpierw uściślijmy podział prawica-lewica. Jak wiadomo, za przedstawiciela prawicy podaje się nieraz ludzi, których inni widzą raczej po lewej stronie i na odwrót. Moim zdaniem – i z mojej perspektywy – prawica, to po prostu siły Kontrrewolucji oraz pół-kontrrewolucyjne wg definicji Plinio Correa de Oliveiry z „Rewolucji i Kontrrewolucji”. Jednym słowem decydujący sam w sobie nie jest ani stosunek do kwestii gospodarczych, ani obyczajowych... tylko do christianitas, cywilizacji chrześcijańskiej ukształtowanej z inspiracji Kościoła Katolickiego. Siły dążące do odbudowania mocno podupadłej christianitas nazywamy kontrrewolucyjnymi, a te, które na wielu odcinkach są z nimi zgodne, w mniej ważnych nie w pełni, nazywamy pół-kontrrewolucyjnymi. Te uważam za prawicę. I nie obchodzą mnie żadne inne – jedynie te uważam za godne uwagi, choć nie oznacza to, że i inne nie mogą skorzystać na poniższych uwagach.

jak działa lewica – co z tego?
Opisaliśmy niedawno jak działa lewica (czyli siły Rewolucji) pod względem finansowania. Z opisu tej sytuacji należy wyciągnąć wnioski dla strony przeciwnej, ale zanim je wyciągniemy, opiszmy krajobraz Kontrrewolucji, lub też podmiotów, które deklarują, że po jej stronie walczą.

kłody u prawej nogi
Prof. Marek Jan Chodakiewicz sytuację na prawicy (choć pewnie różnimy się w definicji) określił swego czasu w felietonie w Najwyższym Czasie! jako gównozjadztwo. Chodziło tu przede wszystkim o finanse – i nie uważam, by to kreślenie było dalekie od rzeczywistości! Sytuacja finansowa większości instytucji, które określilibyśmy jako prawicowe jest słaba, bądź katastrofalna. Często są również źle zarządzane i opierają się na wolontariacie, czyt. frajeracie, opisywanym już swego czasu przeze mnie. To powoduje często powstanie klientelizmu, które opisałem w tyradzie przeciwko niemu, czy fałszywej nieskończonej pogoni za profesjonalizmem, która pęta wszelkie działania. Wszystko to opisuję już od pewnego czasu – odkąd sam zaangażowałem się w pełni, aktywnie oraz instytucjonalnie po tej stronie. Pora prócz wspomnianych wyżej zjawisk wyróżnić jeszcze kilka innych grzechów, które mnożą się w instytucjach prawicowych. Są to:

- zakotwiczenie – opisywałem je już kilka razy – w tekście ogólnie o zakotwiczeniu, oraz o przejawach zakotwiczenia w poszczególnych dziedzinach. Na prawicy polega na przywiązaniu do status quo... większość ludzi prawicy nie wierzy w to, że sytuacja może być inna! Że mogą nadawać ton życiu publicznemu, szefować potężnym instytucjom, wydawać książki w nakładach idących w setki tysiące, mieć popularne media w rękach – owszem, o tym się mówi, że mamy rację tu i tu, słuszność, Bóg i historia są po naszej stronie, że mamy wizję przyszłości... tylko, że nikt przytomny nie powie, że tak będzie za kilka lat. Nikt nie wyobraża sobie, żeby tak mogło się stać już niedługo, w wyniku jego konkretnych działań. Przypomina mi się opowieść usłyszana od logopedy. Opowiadał o pewnej konferencji PZJ, na której prelegent zapytał licznie zgromadzonych, kto z nich chciałby przestać się jąkać w ciągu godziny. Z kilkuset osób tylko kilka podniosło ręce! Ludzie, którzy na terapię jąkania poświęcają kilka godzin tygodniowo... de facto nie wierzą w jej powodzenia. Podobnie i ludzie prawicy – swój sukces widzą... w niezdefiniowanej przyszłości. W ten sposób zamiast pracować skutecznie dla zwycięstwa, realizować cel po celu – bawią się w krzątaninę, lataninę z pustymi taczkami.

- błędy atrybucji – pisałem na blogu także i o błędach atrybucji. Widocznym problemem na prawicy jest jej rozdrobnienie. Celowo używam określenia „rozdrobnienie”, a nie „dywersyfikacja” - tutaj mamy bowiem do czynienia z dyspersją, która niczemu nie służy. Instytucje są izolowane, współpraca obejmuje zazwyczaj jedynie kilka sąsiednich instytucji, członkowie zaś mają skłonność do budowania bardzo zawężonych tożsamości, w opozycji do innych. Przedstawiciele instytucji X uważają, że ci z Y są tak naprawdę farbowanymi lisami, albo nieprawdziwymi reprezentantami idei abc, a ich lider spojrzał kiedyś krzywym okiem na naszego, więc nie może być mowy o współpracy, etc.

- indywidualizm i napoleonizm - opisana powyżej skłonność do popełniania błędów atrybucji wobec potencjalnych sojuszników prowadzi do wyobcowania (co w skali makro opisał też Putnam jako erozję kapitału społecznego w wyniku kontaktu społeczności z obcymi – podobnie jak w owych instytucjach bardzo często „obcości” szuka się na siłę), oraz indywidualizmu. W długim terminie każdy zaczyna mieć skłonność do działania na własną rękę (z różnych względów – od kiepskiego uposażenia, po animozje), co skutkuje napoleonizmem i pączkowaniem coraz to nowych przedsięwzięć kanapowych, w których każdy jest szefem działu, ale nie ma działaczy. Ilustruje to pewna opowieść o dwóch działaczach narodowych, którzy jechali pociągiem na któryś ze zjazdów nieboszczki LPR do Częstochowy. Podczas podróży wpadli jednak na pomysł utworzenia własnej partii, która lepiej realizowałaby postulaty im bliskie. Wymyślili nazwę, godło, zaczęli pisać szkic statutu... ale doszło do podziału stanowisk... obaj panowie tak się na siebie rozeźlili, że na najbliższej stacji wysiedli – nie tworząc ani partii, ani nie dojeżdżając na zjazd.

Napoleonizm czasem występuje jako klientelizm, o czym pisaliśmy wcześniej. Bez względu na odmianę, skutkiem tego są instytucje skupione wokół wodza, któremu się kadzi bez względu na to, czy odnosi sukcesy, czy nie... a ostatecznie kadzi mu się nieszczerze, bo czuje się nie miłość, lecz żądzę zastąpienia go i zostania samemu wodzem, Napoleonem.

- cierpiętnictwo – ciężko nie odnieść wrażenia, obserwując poczynania niektórych działaczy, że jedynym celem, bądź celem głównym jest przekonanie świata o swojej wyjątkowości. Przybiera to różne formy i jest pochodną indywidualizmu. Jako napoleonizm przybiera postać wyjątkowości poprzez geniusz, jako cierpiętnictwo zaś – wyjątkowość poprzez cierpienie. Nasz cierpiętnik cierpi zatem za miliony, ma skierowane przeciwko sobie wszelkie moce zła, walczy jako ostatni Mohikanin, jedyny sprawiedliwy. Paradoksalnie zatem cierpiętnikowi nie zależy na zmianie status quo – on pragnie cierpieć, dowodzić prześladowań swojej osoby, a wszelkie działania ofensywne najlepiej, gdy kończą się spektakularną porażką (inaczej skończyć się nie mogą, bo cierpiętnik zazwyczaj nie potrafi nic więcej, niż spektakularnie cierpieć – porządna organizacja nie wydarzeń, bądź instytucji jest poza jego zasięgiem). Cierpiętnik jest największym – choć pewnie nieświadomym – zwolennikiem istnienia i powodzenia bytów, z którymi walczy. Jeśli walczy z mediami w rodzaju AGORY, jak to już opisaliśmy – najbardziej zależy mu na dobrobycie tej instytucji.

agenci – są?
Wiele niepowodzeń po tej stronie mocy zwykło się wyjaśniać działaniem agentury – czy to państwowej, czy po prostu rewolucyjnej. Niestety, jest ona bardzo prawdopodobna, a sam miałem najprawdopodobniej okazję spotkać się z agentem którejś z agencji rządowych. Jest rzeczą oczywistą, że posiadanie agenta w środowisku, które dąży do zaburzenia status quo jest dla rządu kwestią wielkiej wagi, a i dla środowiska przeciwnego również. Wprowadzenie, czy pozyskanie agenta trudne najczęściej nie jest, bo ludzie są łatwowierni, a i samo bycie źródłem ważnych informacji do końca uświadomione być nie musi. Nie należy jednak popadać w przesadę – obecność agentów niszczy zaufanie wśród działaczy, co z kolei przekłada się na ograniczenie skali działań i spadek ich jakości. Jak tu bowiem podejmować wielkie przedsięwzięcia, gdy tak naprawdę jedyną osobą, której możemy zaufać, jest nasza osoba? W tym znaczeniu, by zneutralizować grupę wystarczy rozpuścić plotkę o jej infiltracji.

parasole once more
Teraz przejdźmy do strony pozytywnej – co by tu robić. Cmentarz inicjatyw prawicowych – najprawdopodobniej ze względów, o których było powyżej – jest bardzo liczny. Wśród nieboszczyków wielką grupę pełnią zaś media prawicowe.
Moim zdaniem należy powtórzyć strategię, którą wdraża lewica – stworzyć jak najwięcej instytucji. Tutaj uwaga – nie jest prawdą, że po naszej stronie istnieje pustka. Wręcz przeciwnie! Kapitał społeczny w Polsce wytwarza głównie Kościół i ludzie z Nim związani, jednak zasięg tematyczny jest ograniczony do kwestii związanych z formacją i dobroczynnością. Moim zdaniem należy wrócić do wzorców przedwojennych, czyli wywodzących się de facto z jeszcze wcześniejszych wieków, kiedy to inspiracja katolicka towarzyszyła całemu mnóstwu stowarzyszeń świeckich – od kół łowieckich, przez grupy paramilitarne, handlowe, producenckie, twórcze, etc. Tak – miejmy własne pozarządowe i pozakościelne (w sensie hierarchicznym) instytucje, które zajmą się dosłownie wszystkim (podobnie jak to ma miejsce na lewicy). Nie tylko rodziną, dobroczynnością i formacją duchową, bądź intelektualną – miejmy związki sportowe, stowarzyszenia akademickie, naukowe, organizacje zajmujące się ochroną środowiska, przedsiębiorczością, unie handlowe, instytuty, wydawnictwa, knajpy, teatry, stowarzyszenia biorące udział w dialogu społecznym! Są one potrzebne nie tylko do wpływania na to o czym się mówi i w jaki sposób się mówi na dużą skalę, ale i z jeszcze jednego powodu... są one generatorami prestiżu!

generatory prestiżu
Wróćmy jeszcze do opisywanej sytuacji na lewicy. Sieć instytucji ma nie pozytywny wymiar ekonomiczny, ale i generuje prestiż – organizacje te (jako byty pozarządowe) postrzegane są jako niezależne i eksperckie. Powołując się na siebie nawzajem, zlecając sobie ekspertyzy, wykonanie poszczególnych zadań – tylko umacniają swój autorytet. Pozycję dodatkowo buduje realizowanie celów zlecanych przez państwo – wciąż postrzegany jako bezstronny i fachowy. Dlaczego prestiż jest ważny? Dlatego, że działa pozytywnie na motywację, lojalność, skuteczność oraz zwykłe dobre samopoczucie działacza. Uważam, że na prawicy podstawowym problemem, z którym się borykamy jest właśnie brak generatorów prestiżu. Kurie biskupie mają ograniczone działanie pod tym względem, poza nimi tylko niewiele instytucji zyskało jakiś prestiż, a i nikt nie gra na prestiż sprzymierzeńców, chcąc dla siebie zagarnąć jego całość ze względów, które opisałem wyżej. W efekcie – po naszej stronie ciężko o prestiż, ludzie działają najczęściej w oparciu o wysokie motywacje, które w zderzeniu z szarą rzeczywistością kończą się frustracją po dwóch, trzech latach działania i zawieszeniem działalności. Polski działacz pro-life nie jest eleganckim, skutecznym lobbystą, który samym swoim prestiżem oddziałuje na rozmówcę. Polski działacz pro-life to najczęściej spocony gość, który działa za „Bóg zapłać”, ma do wykarmienia rodzinę i nie ma pojęcia o skutecznym działaniu. Ludzie na dłuższą metę nie lgną do naszej strony i często musimy obserwować spektakularne przejścia na ciemną stronę mocy – najczęściej właśnie w wyniku zachłyśnięcia się prestiżem! Idę o zakład, że gdyby po prawej stronie można było uzyskać poważne laury artystyczne, prestiż i pieniądze, Jan Klata nie odszedłby do środowiska „Krytyki Politycznej”. Gdyby po naszej stronie generował się prestiż, obecny naczelny „Rzeczpospolitej” nie wspominałby ze wstydem swojej twórczości we FRONDZIE, co wg poważnych źródeł ma miejsce. Najwyższy czas rozpocząć wielokierunkową współpracę, porzucić środowiskową izolację, profesjonalizować się i zadbać o finanse, porzucając kolesiostwo, które chętnie podczepiłoby się do jakiejkolwiek gotówki. Nasza praca, praca tylu ludzi, musi być wreszcie pracą idealną.

dwa cele
By tak było, należy podejść poważnie do realizacji dwóch celów. Po pierwsze budować dwa rodzaje struktur, które się uzupełniają – strukturę non-profit oraz biznesową. Po drugie zaś – formować rynek, w przypadku organizacji non-profit rynkiem są wszelkie finansowania i formowanie rynku oznacza budzenie i umacnianie skłonności do dobroczynności, skłonności do zaangażowania własnego portfela w działania! W sytuacji, w której coraz więcej celów biorą na siebie i je realizują Wspólnota Europejska i rząd – ludzie skłonni są uznać, że sytuacja nie wymaga ich zaangażowania ani w formie czasu, ani pieniędzy. To, co było podstawą społeczeństwa przez wieki, obumiera w dzisiejszych dniach coraz szybciej. Ale wspieranie tego typu postaw jest konieczne także z innego względu. Nie chodzi bowiem jedynie o to, że dobrze jest się dzielić z innymi, a samo to generuje kapitał społeczny, zaufanie, nowe relacje i podnosi jakość życia. Chodzi także o to, że nie zapowiada się, by na długą metę rząd polski, albo europejski były skłonne finansować działania prawicowe (w odróżnieniu od lewicowych, co oczywiste). Jeśli prywatna dobroczynność obumrze zupełnie – można przestać myśleć o czymkolwiek. Na tym polu widzę też swoją osobistą misję, którą zacząłem już realizować.

myśl na dziś
Niebo. „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotwał Bóg tym, którzy Go miłują”. Czyż te rewelacje apostoła nie dodają ci zapału do walki?
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 751



sobota, 27 czerwca 2009

[27 VI 2009] sobota, czyli jak działa lewica?

kambek!
no, już, już... rzeczywiście rację mają Czytelnicy gnyszkobloga, żem ladaco nie lada, bom po prawie miesiącu nieobecności realnej na blogu obiecał na wczoraj posta kambekowego... a tu nic! Niestety, tak, jak napisałem - wczoraj umęczon ponad miarę, po przyjeździe w godzinach popołudniowych nadawałem się jedynie do zjedzenia obiadu, podrzemania, udania się na Najświętszą Ofiarę, później na kolację, ablucję i spanko. Nadrabiam więc dziś - tematu prawdopodobnie nie rozwinę tak, jak na to zasługuje, ale powstanie przynajmniej przyczynek do wstępu do zagajenia do słowa wstępnego do wprowadzenia do zajawki pierwszego tomu!

parasole, parasole...
zacznijmy od tego, że wpadła mi w ręce niedawno ulotka wydana przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy z okazji jakiegoś tam dnia organizacji pozarządowych, czy coś w tym guście. Impreza wbrew pozorom trwała cały tydzień i robiło przy niej kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. Powstawały przy ulicach kawiarnie obywatelskie, odbywały się spektakle, panele, wykłady, dyskusje... wszystko ładnie i miło, i aż serce chciałoby na rozkaz Kochanowskiego rosnąc, gdyby nie były to iwęty organizowane w przysłowiowych 99% realizowane przez różnej maści neomarksistów i innych lewackich totalniaków.
Skąd ta insynuacja? Ano, poznało się w życiu swojem trochę ludzi, którzy obecnie pełnią rolę satelitów środowiska szeroko pojętego nazwą Krytyki Politycznej. Jednym słowem - tzw. Nowa Lewica, czyli Lenin wiecznie żywy, lecz opakowany we współczesne ciuchy.
Po co o tym mówię? Po to mianowicie, że obserwuję ich strategię umacniania własnych możliwości finansowych. Pomówmy tylko o tym - o pieniądzach.
Strategia polega na stworzeniu miriady organizacji pozarządowych (kapmanie, stowarzyszenia, instytuty, koalicje, komuny...), mogących zajmowac się dosłownie wszystkim! Od edukacji, przez socjologię miasta, zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, dialog społeczny, czy wydawanie czasopism, etc. Mogą zając się wszystkim!

Co z tego?
To mianowicie, że obecny reżim postawił na samorządny socjalizm! Już nie państwo realizuje cele, które na siebie wzięło, ale zaprasza do tego aktorów pozarządowych, bo to ma ponoc wytwarzac kapitał społeczny. Francis Fukuyama i Robert Putnam twierdzą jednak, że w Europie mamy do czynienia z atrapą kapitału społecznego - właśnie dlatego, że gros działalności pozarządowej finansuje... rząd! Ten krajowy, albo ten z Brukseli.

Co z tego?

To, że dzięki temu organizacje mogą wchłaniać ogromne fundusze. Ich działacze i akolici stają się potężni dzięki cudzej, wyrwanej przez fiskusa, albo wydrukowanej przez mennicę kasie (potem reszta obywateli walczy z inflacją). Mają więc fundusze nie tylko na działalność, ale i na upasienie swoich działaczy. W jaki sposób? Prosty. Opowiem urywek z zajęć na IS UW z pewnym przemiłym doktorantem, który przyszedł na zajęcia z nowym laptopem Macintosha. Pytam zatem:
- Hohoho! Panie Magistrze, nieźle się ostatnio powodzi, co?
- No, wie Pan, grant był ostatnio z Unii Europejskiej, trzeba było szybko wydac 30 000 zł, więc sobie kupiłem.
- Jak to?
- No, po prostu, dziekan sobie przypomniał o tym grancie, projekt trzeba było złożyć do piątku, a potem wydać do środy. Napisaliśmy z Przemkiem projekt badawczy, coś tam o homoseksualistach i dostaliśmy pieniądze. Potem sobie kupiliśmy po laptopie i reszta kasy na połowę, ja sobie kupiłem książek w Prusie [księgarnia akademicka - przyp. mój] za cztery tysiaki.
co to oznacza?
oznacza to ni mniej, ni więcej, że środowiska będące beneficjentami funduszy z UE bogacą się i potężnieją. Laptopy zostają w rodzinie, przydzielają sobie i zlecają realizację grantów, prowadzenie projektów, badań, etc. Biznes się kręci. Tylko, że jest to sztuczny biznes - pieniądze nie pochodzą z rynku, tylko od arbitra spoza rynku, który pod przymusem odbiera pieniądze aktorom rynku.
Na tym nie koniec.
Ludzie - nawet porządni - dziadzieją. Obawiam się, że nawet teraz, po jakichś dwóch latach widzę u owego doktoranta postawę, którą można wyrazic zdaniem "Jaka ta UE jest, taka jest, ale darmową kasę dzięki temu mam, spokojnie żyję, skaczę co dzień na kawkę do Starbucksa i jest git. Trwaj chwilo - jesteś piękna." Dzięki funduszom ludzie się łamią, są posłuszni, chociażby własnej wygodzie! Któżby chciał rezygnowac z dobrostanu? Napisac w zamian jakąś mało znaczącą prackę o dobrodziejstwie UE, o chwalebności dopłat dla rolnictwa, o tym, o tamtym, o tolerancji, ple, ple...

Widzicie analogię?
Czym okupowano łaski płynące od PZPR? Oj, tam, jakiś mało znaczący artykulik w Trybunie o wyższości gospodarki centralnej, o kołtuństwie i wstecznictwie Kościoła, potem malutki donosik, jeden, drugi, żona chce rajstopy z RFNu, pan pułkownik miał załatwic... Bebiko dla dziecka, wczasy nad Balatonem... ja agentem? Toż to tylko "uwikłanie", grę prowadziłem!

czy analogia jest za mocna?
nie jest! Mechanizm jest dokładnie ten sam. Czy system równie zbrodniczy? Tak, równie - krew np. dzieci nienarodzonych szerokim strumieniem płynie codziennie, zepsucie propagandy tolerastów rozlewa się po Europie i niszczy ludzkie sumienia i rodziny. Mało kto jest w stanie korzystac z dobrodziejstw, jakimi kuszą eurofederaści, nie uzależniając się od tego... Ostatecznie - mimo wszystkich wątpliwości - paradoksalnie okazuje się, że zasada "Kto płaci, ten wymaga" także i tu znajduje zastosowanie!

co do tego ma lewica?
to oni najczęściej korzystają z pieniędzy UE. Tzw. prawa kobiet, zboczeńców, oraz inne dziedziny - to obszary preferowane przy wsparciu. Słynna już historia dominikanów z Freta to potwierdza - chcieli zorganizowac ośrodek dzienny, taką klubokawiarnię dla mam z dziecmi. Dzieci razem się bawią, mamy rozmawiają, czytają sobie, kawkę piją, bajdurzą. Wniosek nie przeszedł. Udali się zatem do znajomych speców od pozyskiwania środków z UE... wniosek podrasowano wzbogceniem o "wykluczenie społeczne matek", "prawa kobiet", etc. W drugiej turze - pieniądze przyznano.
Jednym słowem - lewacy łatwiej otrzymują kasę od lewaków z Brukseli. Działalnośc swoją prowadzą zatem wedle swoich obłędnych idei - coraz potężniej właśnie dzięki UE.
Robią to skutecznie. Dlaczego? Po pierwsze ze względu na gigantyczne pieniądze. Po drugie - na aurę fachowości i bezstronności, której udziela im państwo, jako wykonawcy ministerialnych projektów, etc. Ot, ekspercka organizacja, stowarzyszenie, niezależne, etc.

wrócmy do ulotki...
czytam ją, czytam... i widzę, że - w tym, tym i tym stowarzyszeniu działa moja koleżanka komunistka, która słówka spijała Sierakowskiemu na stażu w KP, teraz jest tam szychą i pracuje na odcinku przestrzeni miejskiej i dialogu społecznego. Robi doktorat na IS UW, w zakładzie gdzie pracuje dr Maciej Gdula, również z tego środowiska.
Jednym słowem - załóżmy milion organizacji, w których ci sami ludzie będą zajmowac się wszystkimi tematami świata, nasi ludzie z ministerstw pozlecają nam zadania, my sobie już kasiorkę rozdysponujemy... Pieniądze przychodzą same - od nas. I dzięki nam toczy się rewolucja. Jak to mawiał Lenin: "Kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy".
Strategia świetna, mądra.

a przedwczoraj...
Krytyka Polityczna otrzymała od warszawskiej Dzielnicy Środmieście dwupiętrowy lokal po kawiarni Nowy Świat na skrzyżowaniu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Kilkaset, jeśli nie tysiąc metrów w prawie najdroższym punkcie miasta za grosze czynszu miesięcznego. Wniosek KP poparły "środowiska artystyczne".
Przypomnijmy, KP promuje leninizm (ostatnio wydała dzieła Wiecznie-Żywego). Polska konstytucja piętnuje propagowanie ustrojów totalitarnych.

co powinniśmy w takiej sytuacji robic?
pytanie to stawiam po raz setny, ale opowiem na nie w najbliższym poście kolejny raz!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/27-vi-2008-pitek-tajemnice-bolesne.html

myśl na dziś
Nie jesteśmy dobrymi braćmi naszych braci-ludzi, jeśli z obawy przed niewłaściwą oceną naszego postępowania i nieprzyjemną reakcją naszego otoczenia nie potrafimy iść prostą drogą.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 460




środa, 8 kwietnia 2009

[8 IV 2009] środa, co się dzieje że widzę coś niemożliwego?

abp Życiński dicit...
widziałem ostatnio rzecz przedziwną! Pewnie nie uwierzycie, ale niech tam – najwyżej wyjdzie na to, żem pludrak! Otóż, w heretyckiej, ba!, antykościelnej gazecinie widziałem ostatnio aż dwa razy sążniste eseje jednego z arcybiskupów Świętego Kościoła Rzymskiego! Myślicie sobie pewnie, że albo gazecina wcale antykościelna nie jest, albo mi się coś pomyliło... ale niestety gazecina rzeczywiście jest antykościelna, a osoba, która podawała się za arcybiskupa – jest nim w istocie! Chodzi rzecz jasna o abpa Życińskiego, tego któremu diecezjanina/diecezjankę w zeszłym roku wycięli redaktorzy z Aborczej. Zaiste,
Niemen miał rację z dziwnością tego świata.

Aborcza wydaje...
tymczasem może i Aborcza nie taka zła, bo Pismo Święte wydała! Aj waj... w Ziemi Świętej dewocjonalia produkują głównie Arabowie – byzmes ys byzmes, bejbe. Podobnie i tutaj. Równolegle wydają Talmud i Koran . Reasumując – przy okazji wydawania Talmudu, wzięli coś jeszcze, żeby nie było... był już dodatkiem nóż do chleba, była apteczka dla kierowcy, była „Lolita” Nabokova, to i Biblia dla gojów może być!
Herbert o Michniku
oddajmy głos mądrzejszym od siebie. Przed Państwem Zbigniew Herbert:




Islam ostrzy zęby...
z Koranem to jednak dobry myk zrobili. Wszak u nas wśród imigrantów prym wiodą muzułmańscy Czeczeni! A jak wiadomo z filmu, który puszczam poniżej – za 20 lat Islam zdominuje Europę i to muzułmanie będą dyktować prawo i reguły (na filmie mówi znany islamski „apostoł”).


Swoją drogą, czy nie pobrzmiewa Wam tutaj to, co do znudzenia powtarzam, jako cytat z gen. Pietrzyka? Że dżihad trwa nieprzerwanie od założenia Islamu, a polega on na tym, żeby nie było na ziemi nikogo, kto nie powie, że Allah jest jedynym bogiem, a Mahomet jego prorokiem. Jednym słowem – albo wyciąć, albo nawrócić. Tertium non datur.

...a Putnam ściera kły!
ciekawe w kontekście wczorajszych i dzisiejszych rozważań jest to, co wielki piewca kapitału społecznego, autor legendarnej książki
„Bowling alone”, Robert Putnam odkrył kilka lat temu (długo wahając się przed publikacją badań) – to mianowicie, że niejednolity skład etniczny grup społecznych wpływa dewastująco na kapitał społeczny. Kapitał społeczny, czyli zaufanie, skłonność do kooperacji, dbałość o wspólne sprawy, poświęcenie dla lokalnej wspólnoty. Jednym słowem – wygląda na to, że w tego typu społeczeństwach, jak francuskie, niemieckie, czy amerykańskie (to społeczeństwo badał Putnam) koniecznym wynikiem jest apatia, zamknięcie się w czterech ścianach przed telewizorem. To zaś wzmacnia zuchwałość przestępców, poczucie bezkarności. Zobaczcie na ludzi w pokazywanym wczoraj autobusie, czy na kierowcę. Bezradność!
Ale nie należy tego rozpatrywać jako jednostkowego przypadku! Przypomnijmy sobie rozruchy na przedmieściach Paryża i Lyonu w ostatnich kilku latach, przypomnijmy sobie relacje znajomych po wizytach we Francji (dziś rozmawiałem na ten temat z Koleżanką – opowiada o wszechobecnym strachu przed kolorowymi, społecznej dyrektywie nie patrzenia na nich w metrze, nie mówienia o nich w rozmowach, o tym, że konduktorzy wsiadają po siedmiu i wygladają jak antyterroryści)... To dzieje się dziś. Kilkaset kilometrów stąd.
Zaciekawił mnie jeden z komentarzy na którymś z forów, na których robiłem wczoraj jubel na powyższy temat (skutek – ponad 500 odwiedzin gnyszkobloga, oraz ponad 10 000 odwiedzin newsa na Frondzie!)... autor napisał, że być może ten, kto zmontował film z kamer w autobusie, a więc potencjalnie pracownik autobusów, albo ochrony, zrobił to w akcie milczącego wołania o pomoc! Myślę, że coś w tym jest.

myśl na dziś
Nie miej wątpliwości: Serce zostało stworzone po to, żeby kochać. Napełnijmy więc Panem Jezusem wszystkie nasze miłości. Inaczej, niewypełnione serce się mści i zalewa się najgorszymi nikczemnościami.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 800



wtorek, 10 marca 2009

[10 III 2009] wtorek, św. św. Męczenników z Sebasty

kapitał społeczny i gospodarka oparta na wiedzy

dziś i wczoraj nasłuchałem się banialuk nt. gospodarki opartej na wiedzy i innych ostatnio coraz bardziej wyświechtanych eurobanialuk. Ciekawe, że te abstrakty bardzo przylegają do kobiecych rozumów - np. studentek, które spiwszy ekonomiczne objawienie na ten temat z ust profesora, powtarzają to z uporem agitatora na kolektywizowanej wsi. Otóż, wczoraj dowiedziałem się od koleżanki, która zapiekle ze mną dyskutowała na zajęciach, iż teraz mamy gospodarkę opartą na wiedzy i jesteśmy niezależni od natury. Bardzo mnie to rozśmieszyło, a że byłem ogólnie w szampańskim nastroju, to i odpowiedziałem szeroko oraz obrazowo.

Po pierwsze - to samo mówiono w peerelu, że jesteśmy już w szczytowym okresie rozwoju cywilizacyjno-ekonomicznego, gdzie mamy prąd, bo Siekierki produkują energię dzięki górnikowi, który w Bełchatowie popitala na 200% normy - dzięki czemu włączamy Farelkie i jest nam zimą ciepło. Bardzo fajnie... tylko, że w końcu przychodzi kryzys i gospodarka się renaturalizuje - tzn. w telewizorze Adam Słodowy zaczyna opowiadać jak zrobić półkę z zapałek, a ta druga pani opowiada jak domową metodą uzyskać mydło z tłuszczu po kotletach, które z kolei uzyskaliśmy domowym sposobem z substytutu mięsa. Nie pamiętacie? To spytajcie rodziców! A może i dziadków - opowiedzą jak to przed wojną świat i gospodarka wydawały się stabilne i cywilizowane... a w czasie wojny gdzieniegdzie marzono o tym, by złapać i ugotować szczura. Reasumując - należy pamiętać o tym, że cykle przeradzają się niekiedy właśnie w renaturalizację (tym bardziej, jeśli skutkiem kryzysu jest wojna).

Po drugie zaś - nie tylko w przypadku renaturalizacji popyt na "wiedzę" może nie tylko spaść, ale "wiedza", którą ktoś posiada może przestać być poważana. Co wtedy zrobi moja koleżanka? Zna teorie socjologiczne i umie formułoważ pytania do ankiet... tylko, że jeśli rynek tego nie zechce - będzie można to o kant dupy potłuc. Podobnie jak o kant dupy mogła sobie potłuc swoje literackie zdolności Zofia Nałkowska, która w czasie wojny handlowała papierosami (nie uzyskując niekiedy koncesji - wówczas po prostu biedowała, polecam Jej Dzienniki).

Wszystko to w kontekście feminizmu - wszak wczoraj był Dzień-Po-Manifie, więc niektóre koleżanki przyszły nabuzowane... kapitał społeczny kapitałem społecznym, gospodarka oparta na wiedzy gospodarką opartą na wiedzy, a gdy przyjdzie kryzys, to będzie trzeba drewno rąbać, suszyć, szczury łapać i zwiewać kanałami przed obcymi wojakami. Kawiarnie z dużą latte i kioski z Wysokimi Obcasami będą pozamykane...

idzie nowy Wiedeń?

w związku z zawieruchą w Szwecji... zważywszy na to, co dzieje się na południu Francji, we Włoszech i w Wielkiej Brytanii, gdzie coraz więcej miasteczek stricte arabskich... należy zastanowić się, czy nie będzie trzeba niedługo kolejnego Wiednia!


a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/03/10-iii-2008-poniedziaek-wrciem-z.html

myśl na dziś
Nie możesz rujnować – swoim niedbalstwem lub złym przykładem – dusz swoich braci-ludzi. – Mimo swoich złych skłonności ponosisz odpowiedzialność za chrześcijańskie życie swoich bliźnich, za duchową skuteczność wszystkich, za ich świętość!
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 955

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO