sobota, 27 czerwca 2009

[27 VI 2009] sobota, czyli jak działa lewica?

kambek!
no, już, już... rzeczywiście rację mają Czytelnicy gnyszkobloga, żem ladaco nie lada, bom po prawie miesiącu nieobecności realnej na blogu obiecał na wczoraj posta kambekowego... a tu nic! Niestety, tak, jak napisałem - wczoraj umęczon ponad miarę, po przyjeździe w godzinach popołudniowych nadawałem się jedynie do zjedzenia obiadu, podrzemania, udania się na Najświętszą Ofiarę, później na kolację, ablucję i spanko. Nadrabiam więc dziś - tematu prawdopodobnie nie rozwinę tak, jak na to zasługuje, ale powstanie przynajmniej przyczynek do wstępu do zagajenia do słowa wstępnego do wprowadzenia do zajawki pierwszego tomu!

parasole, parasole...
zacznijmy od tego, że wpadła mi w ręce niedawno ulotka wydana przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy z okazji jakiegoś tam dnia organizacji pozarządowych, czy coś w tym guście. Impreza wbrew pozorom trwała cały tydzień i robiło przy niej kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. Powstawały przy ulicach kawiarnie obywatelskie, odbywały się spektakle, panele, wykłady, dyskusje... wszystko ładnie i miło, i aż serce chciałoby na rozkaz Kochanowskiego rosnąc, gdyby nie były to iwęty organizowane w przysłowiowych 99% realizowane przez różnej maści neomarksistów i innych lewackich totalniaków.
Skąd ta insynuacja? Ano, poznało się w życiu swojem trochę ludzi, którzy obecnie pełnią rolę satelitów środowiska szeroko pojętego nazwą Krytyki Politycznej. Jednym słowem - tzw. Nowa Lewica, czyli Lenin wiecznie żywy, lecz opakowany we współczesne ciuchy.
Po co o tym mówię? Po to mianowicie, że obserwuję ich strategię umacniania własnych możliwości finansowych. Pomówmy tylko o tym - o pieniądzach.
Strategia polega na stworzeniu miriady organizacji pozarządowych (kapmanie, stowarzyszenia, instytuty, koalicje, komuny...), mogących zajmowac się dosłownie wszystkim! Od edukacji, przez socjologię miasta, zajęcia pozalekcyjne dla dzieci, dialog społeczny, czy wydawanie czasopism, etc. Mogą zając się wszystkim!

Co z tego?
To mianowicie, że obecny reżim postawił na samorządny socjalizm! Już nie państwo realizuje cele, które na siebie wzięło, ale zaprasza do tego aktorów pozarządowych, bo to ma ponoc wytwarzac kapitał społeczny. Francis Fukuyama i Robert Putnam twierdzą jednak, że w Europie mamy do czynienia z atrapą kapitału społecznego - właśnie dlatego, że gros działalności pozarządowej finansuje... rząd! Ten krajowy, albo ten z Brukseli.

Co z tego?

To, że dzięki temu organizacje mogą wchłaniać ogromne fundusze. Ich działacze i akolici stają się potężni dzięki cudzej, wyrwanej przez fiskusa, albo wydrukowanej przez mennicę kasie (potem reszta obywateli walczy z inflacją). Mają więc fundusze nie tylko na działalność, ale i na upasienie swoich działaczy. W jaki sposób? Prosty. Opowiem urywek z zajęć na IS UW z pewnym przemiłym doktorantem, który przyszedł na zajęcia z nowym laptopem Macintosha. Pytam zatem:
- Hohoho! Panie Magistrze, nieźle się ostatnio powodzi, co?
- No, wie Pan, grant był ostatnio z Unii Europejskiej, trzeba było szybko wydac 30 000 zł, więc sobie kupiłem.
- Jak to?
- No, po prostu, dziekan sobie przypomniał o tym grancie, projekt trzeba było złożyć do piątku, a potem wydać do środy. Napisaliśmy z Przemkiem projekt badawczy, coś tam o homoseksualistach i dostaliśmy pieniądze. Potem sobie kupiliśmy po laptopie i reszta kasy na połowę, ja sobie kupiłem książek w Prusie [księgarnia akademicka - przyp. mój] za cztery tysiaki.
co to oznacza?
oznacza to ni mniej, ni więcej, że środowiska będące beneficjentami funduszy z UE bogacą się i potężnieją. Laptopy zostają w rodzinie, przydzielają sobie i zlecają realizację grantów, prowadzenie projektów, badań, etc. Biznes się kręci. Tylko, że jest to sztuczny biznes - pieniądze nie pochodzą z rynku, tylko od arbitra spoza rynku, który pod przymusem odbiera pieniądze aktorom rynku.
Na tym nie koniec.
Ludzie - nawet porządni - dziadzieją. Obawiam się, że nawet teraz, po jakichś dwóch latach widzę u owego doktoranta postawę, którą można wyrazic zdaniem "Jaka ta UE jest, taka jest, ale darmową kasę dzięki temu mam, spokojnie żyję, skaczę co dzień na kawkę do Starbucksa i jest git. Trwaj chwilo - jesteś piękna." Dzięki funduszom ludzie się łamią, są posłuszni, chociażby własnej wygodzie! Któżby chciał rezygnowac z dobrostanu? Napisac w zamian jakąś mało znaczącą prackę o dobrodziejstwie UE, o chwalebności dopłat dla rolnictwa, o tym, o tamtym, o tolerancji, ple, ple...

Widzicie analogię?
Czym okupowano łaski płynące od PZPR? Oj, tam, jakiś mało znaczący artykulik w Trybunie o wyższości gospodarki centralnej, o kołtuństwie i wstecznictwie Kościoła, potem malutki donosik, jeden, drugi, żona chce rajstopy z RFNu, pan pułkownik miał załatwic... Bebiko dla dziecka, wczasy nad Balatonem... ja agentem? Toż to tylko "uwikłanie", grę prowadziłem!

czy analogia jest za mocna?
nie jest! Mechanizm jest dokładnie ten sam. Czy system równie zbrodniczy? Tak, równie - krew np. dzieci nienarodzonych szerokim strumieniem płynie codziennie, zepsucie propagandy tolerastów rozlewa się po Europie i niszczy ludzkie sumienia i rodziny. Mało kto jest w stanie korzystac z dobrodziejstw, jakimi kuszą eurofederaści, nie uzależniając się od tego... Ostatecznie - mimo wszystkich wątpliwości - paradoksalnie okazuje się, że zasada "Kto płaci, ten wymaga" także i tu znajduje zastosowanie!

co do tego ma lewica?
to oni najczęściej korzystają z pieniędzy UE. Tzw. prawa kobiet, zboczeńców, oraz inne dziedziny - to obszary preferowane przy wsparciu. Słynna już historia dominikanów z Freta to potwierdza - chcieli zorganizowac ośrodek dzienny, taką klubokawiarnię dla mam z dziecmi. Dzieci razem się bawią, mamy rozmawiają, czytają sobie, kawkę piją, bajdurzą. Wniosek nie przeszedł. Udali się zatem do znajomych speców od pozyskiwania środków z UE... wniosek podrasowano wzbogceniem o "wykluczenie społeczne matek", "prawa kobiet", etc. W drugiej turze - pieniądze przyznano.
Jednym słowem - lewacy łatwiej otrzymują kasę od lewaków z Brukseli. Działalnośc swoją prowadzą zatem wedle swoich obłędnych idei - coraz potężniej właśnie dzięki UE.
Robią to skutecznie. Dlaczego? Po pierwsze ze względu na gigantyczne pieniądze. Po drugie - na aurę fachowości i bezstronności, której udziela im państwo, jako wykonawcy ministerialnych projektów, etc. Ot, ekspercka organizacja, stowarzyszenie, niezależne, etc.

wrócmy do ulotki...
czytam ją, czytam... i widzę, że - w tym, tym i tym stowarzyszeniu działa moja koleżanka komunistka, która słówka spijała Sierakowskiemu na stażu w KP, teraz jest tam szychą i pracuje na odcinku przestrzeni miejskiej i dialogu społecznego. Robi doktorat na IS UW, w zakładzie gdzie pracuje dr Maciej Gdula, również z tego środowiska.
Jednym słowem - załóżmy milion organizacji, w których ci sami ludzie będą zajmowac się wszystkimi tematami świata, nasi ludzie z ministerstw pozlecają nam zadania, my sobie już kasiorkę rozdysponujemy... Pieniądze przychodzą same - od nas. I dzięki nam toczy się rewolucja. Jak to mawiał Lenin: "Kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy".
Strategia świetna, mądra.

a przedwczoraj...
Krytyka Polityczna otrzymała od warszawskiej Dzielnicy Środmieście dwupiętrowy lokal po kawiarni Nowy Świat na skrzyżowaniu Nowego Światu i Świętokrzyskiej. Kilkaset, jeśli nie tysiąc metrów w prawie najdroższym punkcie miasta za grosze czynszu miesięcznego. Wniosek KP poparły "środowiska artystyczne".
Przypomnijmy, KP promuje leninizm (ostatnio wydała dzieła Wiecznie-Żywego). Polska konstytucja piętnuje propagowanie ustrojów totalitarnych.

co powinniśmy w takiej sytuacji robic?
pytanie to stawiam po raz setny, ale opowiem na nie w najbliższym poście kolejny raz!

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/27-vi-2008-pitek-tajemnice-bolesne.html

myśl na dziś
Nie jesteśmy dobrymi braćmi naszych braci-ludzi, jeśli z obawy przed niewłaściwą oceną naszego postępowania i nieprzyjemną reakcją naszego otoczenia nie potrafimy iść prostą drogą.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 460




6 komentarzy:

uburex pisze...

Czyli działa to mniej więcej tak..
Grzechy młodej lewicy to:
- umiejętność czytania ze zrozumieniem,
- umiejętność pisania wniosków do urzędników,
- duże zdolności organizacyjne.
Rzeczywiście. Straszne.
Aha.. jeżeli KP twoim zdaniem promuje leninizm to ja proponuje zacząć czytać ze zrozumieniem. To co pisze Gdula, koleżanka od socjologii miast i parę innych osób można przeczytać i wyszukać całą neobolszewie.Razem z żydokomuną.

yorick pisze...

No masz, potwierdzam! Sam byłem na wyźerce na koszt Unii, com widział, tom spisał, o tu: http://yorick77.blogspot.com/2008/09/jaki-da-temu-tytu.html

Atanazy pisze...

@uburex
Razem z żydokomuną.

Nie zapominajmy o masonach.

A Nobel temu, kto wynajdzie wykrywacz "sznurków Tel Awiwu".

Tamkqn pisze...

Po pierwsze - gros środków unijnych idzie na cele nie związanie z w żaden sposób z ideologią, jak na przykład drogi czy oczyszczalnie ścieków (pewnie w gnyszkoliberalnej wizji świata każdy oczyszcza sobie wodę na własną rękę jeśli chce i go na to stać, a reszta umiera na cholerę, ale przyjąłem ogólne standardy).

Po drugie - stwierdzenie, że cele UE są lewicowe, żeby komuchy się mogły uwłaszczać na kasie wyrwanej z zimnych palców przedsiębiorców przez brukselkich siepaczy jest też mocno przesadzone. Wiele środków idzie na coś, co moglibyśmy nazwać "prawicowym" - na przykład w ramach ochrony dziedzictwa i promowania kultury narodowej czy regionalnej. Znam też na przykład mocno prawicową organizację, która ze środków unijnych realizuje przesięwzięcia związane z promocją społeczeństwa obywatelskiego.
Da się?

Może jest tak, jak rzekł uburex, że lewica po prostu umie się zorganizować, a prawica nie, a nawet jeśli, to z eurokołchozem pracować nie będą? A potem jeszcze jęczą, że lewaków się promuje. Nie - lewacy sami potrafią się promować.

Atanazy pisze...

Elo, elo Panie Gnyszka i zacni gnyszczytelnicy!

Jaka jest różnica między lewicowcem a prawicowcem w postrzeganiu unijnych środków?

Idzie prawicowy widzi na ulicy unijną kasę i myśli: Eee, judaszowe srebrniki. Lepiej nie tykać gówna, bo śmierdzi.

Idzie lewicowy, widząc to samo, myśli:
Guano! Dawno tak dorodnego nie widziałem. To się weźmie, się wysuszy, będzie biomasa do energetyki odnawialnej. Polska obniży emisję CO2 do atmosfery, uniezależni się od ruskiego gazu (Rydzyk patrzy? No to: Precz z komuną!), a za walkę z globalnym ociepleniem może jakiś Nobel będzie?

A nowego maca z free też bym chciał.

Pawel pisze...

Na tę czeredę NGOsów nie tylko nasz rząd wykłada pieniądze, ale i fundacja pewnego władcy węgierskiego pochodzenia.

I dopieroż zastanowić się należy, dla kogo ów władca pracuje.

ciekawostki: