poniedziałek, 22 września 2008

[22 IX 2008] poniedziałek, pani sobie śpiewa banialuki...

francuski episkopat rzecze...
jak wiemy, Benedykt XVI był ostatnio z wizytą we Francji. Jak być może nie wiemy – Francja jest dość specyficznym, islamskim krajem, który wciąż – niesłusznie – kojarzy się z katolicyzmem ze względu na swoją chwalebną przeszłość do Rewolucji Francuskiej, a późniejszą – już tylko w drugim obiegu. A więc – była to wizyta trudna. I rzeczywiście – okazało się, że po jednej z Mszy papieskich doszło do profanacji konsekrowanych hostii, które obsługa zostawiła w puszkach na wolnym powietrzu na pastwę pogańskiej tłuszczy. Więcej – episkopat francuski, dość osobliwe gremium, po spotkaniu z Papieżem wydał z siebie odgłosy ustami kard. Vingt-Troisa – jeszcze osobliwszej treści, którą Gryzoń, jeden z forumowiczów Forum Frondy, skrócił w tytule wątku: Francuscy biskupi do Benedykta XVI – spieprzaj dziadu!.
To gorszące, ale do spięć dochodziło jeszcze przed wizytą... Kto był w którymś z kościołów na zachodzie na Mszy, ten wie o czym mowa...

msgr Perl rzecze...
Wielu biskupów utrudnia wprowadzanie w życie dokumentu Benedykta XVI o korzystaniu z przedsoborowej liturgii - http://www.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=231615 stwierdził prałat Perl, którego miałem okazję poznać tego roku w Kleinheubach. Cóż to oznacza? Ano to, że Dietrich von Hildebrandt miał rację, pisząc w Spustoszonej winnicy o śnie pasterzy i innych wynaturzeniach sytuacji w Kościele, którą obserwował w chwili pisania książki.

Nie chcę kontynuować tego tematu, bo jest bolesny i może być powodem do zgorszenia – blog to jednak nie to samo, co niszowe forum katolickie, gdzie można bez ogródek powiedzieć co człowieka boli... Tak, czy siak – w Polsce nie jest inaczej. Także i tu wielu biskupów uważa się za władniejszych od samego Papieża. Miejmy nadzieję, że już niedługo – w związku z brakiem odpowiedzi na ekscesy min. Kopaczowej – doczekamy się odpowiedzi z Watykanu, zarówno wobec biskupa Zimowskiego, jak i samej min. Kopaczowej. Ja swój list do kard. Levady już wysłałem.

pani, co banialuki wyśpiewuje o... siusiakach
tymczasem już drugi raz wyczytuję w gazecie codziennej o pewnej damie, która zajęła się śpiewaniem o nierządzie i jest za tę odwagę pochwalana. Na Jej miejscu bym nie eksperymentował, bo skończyć może się to jedynie nieumiarkowaniem w owym cudzołóstwie, które opisuje np. w piosence o wdzięcznym tytule Hujawiak (swoją drogą, sam niekiedy mam takie językowe pomysły), a później wieczną karą, jeśli z tych grzechów swoich (a do nich dojdzie zgorszenie) nie wygrzebie. Proszę zatem o modlitwę w intencji Marii Peszek oraz damy nazwiskiem Mucha, która przebrana za siostrę zakonną zaczęła teraz karierę śpiewaczą.
Wbrew pozorom politycy, aktorzy, muzycy dzisiejsi... to żadna elita. Gdy pozaglądać w życiorysy to najzwyklejsza hołota, którą Rewolucja wywindowała na świecznik, gdzie udają Elitę. Pamiętajmy o tym.... ci państwo są biedni, bo muszą odgrywać sztuczną rolę.

kryzys, panie, kryzys
kryzys nam się ciągnie, Henry Paulson z amerykańskiego departamentu skarbu rozpoczyna swój plan ratunkowy, polegający na tym, że państwo wyda 700 mld dolarów na odkupienie od banków niepłynnych aktywów (tzn. takich, których nikt nie chce kupić). Wspaniale, prawda? Najpierw wprowadza się system fiducjarny okradając obywateli ze złota, potem zmienia się reguły kreacji pieniądza i ustanawia Rezerwę Federalną, by tym barłogiem rządziła (motywując to troską o to, by nie dochodziło do bankructw). Rezerwa Federalna ani Bogiem, ani nawet wolnym rynkiem nie jest i popełnia błędy, sztucznie kreując stopę procentową i wytwarzając w ten sposób inflację, która zjada oszczędności obywateli (którzy istnienie Rezerwy opłacają). W wyniku tych błędów dochodzi do kolejnych kryzysów, które bohatersko wywołała, a teraz bohatersko z nimi walczy – Rezerwa Federalna. Jak z nimi walczy? Np. odkupując od jakichś banków aktywa, których nikt nie chce kupić za pieniądze wszystkich. Oczywiście te 700 mld dolarów można wziąć niekoniecznie z podatków. Można je po prostu wyemitować, mówiąc, że się pożyczyło, albo że były w rezerwie. Wtedy skutkiem jest inflacja, czyli za operację i tak płacą obywatele. No więc można pożyczyć zza granicy – deficyt ostatecznie i tak pokryją obywatele.
Jeśli w tym kontekście ktoś pitoli o końcu kapitalizmu... to ja go pytam, gdzie on był, gdy na początku XX wieku realnie kończył się kapitalizm? To, co mamy dziś, to system interwencjonistyczny pogrobowców Keyns'a, który lubi być przez dziennikarzy – nie wiedzieć czemu – określany jako liberalny kapitalizm.
Dziś Pan Balcerowicz w Der Dzienniku dementuje upadek kapitalizmu, co Mu się chwali, natomiast twierdzi, że euro przyjąć warto, czego nie rozumiem. Dlaczego warto oddać władzę monetarną Europejskiemu Bankowi Centralnemu? Tego nie tłumaczy. Warto i koniec. Bo każdy tak myśli. Koniec.

Simon – Zapylacz
dziś już o nim nie zdążę, więc będzie w którymś z nadchodzących dni. Nie wiem w który, gdyż przemieszczę się do Wrocławia, a potem do Kazimierza Dolnego. Relację postaram się zdać codziennie!

myśl na dziś
Nie przerażaj się, ani nie upadaj na duchu, gdy odkrywasz swe błędy... i to jakie błędy! – Walcz o ich wykorzenienie i podczas walki bądź przekonany, że dobrze jest, iż odczuwasz wszystkie te słabości, bo w przeciwnym razie byłbyś pełen pychy, a pycha oddala od Boga.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 181




1 komentarz:

siusiak pisze...

Pani sobie śpiewa i jest gorsząca w mowie i zachowaniu. Ale pierwszą płytę pani bardzo poważam -- jest subtelna i urokliwa. Drugą też posłucham z ciekawości, ale z tego co się zorientowałem, pani zrezygnowała z subtelności, zbytnio skupiając się na falliczno-waginalnym aspekcie rzeczywistości. I to mówię ja, siusiak.

ciekawostki: