poniedziałek, 1 września 2008

[1 IX 2008] wspomnienie bł. Bronisławy i wielka rocznica

dzieje się, oj dzieje
dziś rocznica rozpoczęcia II wojny światowej... a u mnie cichutko, bez pompy, od rana z Oleńką w szpitalu, o 15:00 na Mszy w szpitalnej kaplicy. Modlitwa w intencji poległych. Różaniec w drodze do domu. Pani Janina ze Starachowic z łóżka obok już wypisana. Jutro poznamy wyniki tomografii.
śluby wokoło
nawet tematyka dzisiejszego bloga nierocznicowa. Otóż - śluby.
Mając okazję być i nawet służyć do Mszy na wielu, muszę poczynić pewną uwagę. Poza zwyczajowym pomyleniem, polegającym na tym, że centrum zamążpójścia jest wesele, zamiast ślubu, istnieje jeszcze drugie: że centrum obrzędu jest samo ślubowanie, a nie Msza Święta. Dochodzimy tu już do kompletnej paranoi, która przybiera taki rozmiar, że mało kto czuje się jak na Mszy, mało kto przystępuje do Komunii, a każdy nudzi się już po nałożeniu obrączek, tak że tęskni się za amerykańskim (znanym z satelyty) nieobyczajnym obyczajem lizania sobie jamy ustnej przed ołtarzem. Tak, jakby Msza była doklejona do ślubu, a nie na odwrót.
W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: to obrzęd ślubu doklejony jest do Mszy, bo jako sakrament właśnie ze śmierci Chrystusa (czyli Ofiary celebrowanej podczas Mszy Świętej) czerpie swoją moc. Jednym słowem - to wielka łaska i wyróżnienie, móc dostępować sakramentu małżeństwa podczas Ofiary - i to wokół niej powinno wszystko się kręcić, z rozumieniem obrzędu ślubu przede wszystkim.
Tymczasem obserwujemy coś odmiennego - wszyscy skaczą wokół nupturientów (czyli narzeczonych) jak wokół jakichś małpek, czy królewiątek. Wynika to rzecz jasna z nierozumienia istoty Mszy Świętej, które jest wcieleniem powszechnego u nas analfabetyzmu religijnego. Pamietajmy, że średnio 7% obecnych na ślubie to katolicy, o czym pisałem tu pewnego razu.
Jakie na to remedium? Niechaj narzeczeni proszą o odprawienie Mszy w rycie trydenckim, by przez to zwrócić uwagę gości na Mszę, liturgię. Zdecydowanie nie polecam scholki oazowej z gitarą - zwraca uwagę raczej sama na siebie...
kryzys ojcostwa?
zwykło się w pewnych kręgach mówić ostatnio o kryzysie ojcostwa. Powstała nawet zbożna inicjatywa Tato.net. Brawo. Też uważam, że obserwujemy kryzys ojcostwa. Ale na tym nie koniec.
Obserwujemy bowiem zarówno kryzys ojcostwa, jak i macierzyństwa; męskości, jak i kobiecości... Obserwujemy kryzys wszystkiego. Ten wielki kryzys, złożony z wielu mniejszych, Plinio Correa de Oliveira nazwał mianem Rewolucji.
Rewolucja, to po prostu kryzys cywilizacji chrześcijańskiej, która jest cywilizacją par excellance. To trzeba wiedzieć - i spojrzeć na bolączki dzisiejsze z tej perspektywy po to, by nie zajmować się łataniem milionów małych, rosnących dziurek, tylko po prostu zmienić statek, który po prostu tonie.
Sprzeciw wobec Rewolucji musi być całościowy.
przeciw obecnym tendencjom
wystarczy nieco poznać historię i zacząć pytać o rzeczy, które w dzisiejszym świecie wydają nam się oczywiste - pytać o to, czy nie można by zorganizować tego wszystkiego inaczej, np. tak, jak było przedtem. Należy pozbyć się uczucia bycia dzieckiem danej chwili w historii, odseparować sie od dzisiejszych tendencji i powszechnych praktyk... zdobyć na wolność wewnętrzną.
A wtedy okaże się, że żaden z elementów dzisiaj nie jest oczywisty. I że nie jest wstydem widzieć to, i walczyć o zmianę. No, ale do tego nie dojdziemy chłonąc program z Walterowni24, czy popłuczyny z Aborczej. Trzeba nie tylko intelektu, ale i ducha, cnót.
Dlatego zamiast dbać o imidż, zacznijmy budować charaktery.
Kaczyński w oczach Zachodu
jadąc do Kleinheubach, we Frankfurcie, miałem okazję spotkać księcia von Oldenburga, z którym pogaworzyłem sobie m.in. o Kaczyńskim Lechu - prezydencie. Trzeba przyznać, że zagraniczni konserwatyści pokładają w Nim wielkie nadzieje, ostatnio szczególnie co do Lizbony. No... ale po dłuższej rozmowie okazało się, że trafiają do nich i takie głosy, że Prezydent nasz to pętak i Klausowi do pięt nie dorasta, a w sprawie Lizbony tylko gra. A to czego mu brakuje, to mocny kręgosłup moralny. Tak-tak, nie-nie...
Sen o wielkim konserwatyście z Polski powoli się rozwiewa... Tuska zaś szeregują gdzieś między Brownem a Zapatero. Widocznie nie czytali Der Dziennika i Wybióry, i nie wiedzą, że Tusk jest liberałem i kryptokonserwatystą! Yyyyyyyyy!
Pan Jezus królem wszechświata
jako, że jestem nieuleczalnym głupkiem, jestem i optymistą. Sądzę np. że warto pracować dla zmiany świata. Na swoim poletku - raz jest ono mniejsze, raz większe. Dziwią mi się niektórzy Koledzy, nawet katolicy i zapaleni - zdawałoby się - kontrrewolucjoniści... jakby zapomnieli, że to ostatecznie Pan Jezus ma tytuł Króla Wszechświata, a nie jakieś brukselskie, czy moskiewskie dupki.
Na końcu, moje Niepokalane Serce zwycięży! - mówi nasza Mama w Fatimie. Do roboty Panie i Panowie! Każdy swoje.
Ksiądz w Traktacie
jak już pisałem w poście o Wakacyjnym Planie Czytelniczym, sporządziłem sobie takowy na te wakacje! Jestem właśnie w trakcie lektury Traktatu o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego. Polecam wszystkim... szczególnie, że znalazłem w nim postać Księdza, który tak naprawdę był po prostu pobożnym spawaczem. Takie miłe odbicie mojej sytuacji w wojsku... czyli szer. pchor. Księdza, obecnie kpr. Gnyszki.
myśl na dziś
Największym szaleńcem wszelkich czasów jest On. Czyż można sobie wyobrazić większe szaleństwo niż Jego oddanie – jak On się oddaje i komu się oddaje? Gdyż było już szaleństwem samo stanie się bezbronnym Dzieciątkiem; ale wówczas, nawet wielu złoczyńców mogłoby się wzruszyć i nie odważyłoby się Go źle traktować. Wydało mu się tego za mało: zechciał unicestwić się i oddać się bardziej. Stał się pożywieniem, stał się Chlebem. – Boski Szaleńcze! Jakże Cię traktują ludzie?... A ja sam?
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 824


7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

To tak: nie było mnie z racji wakacji, to nie wiem jak sie sprawy mają. Przejrzałem pobieżnie archiwa gnyszkoblogu i powiedzmy, ze jestem na bieżąco, natomiass nie wiem, czy w kwestii powtórzonych i tu i gdzieś w międzyczasie jeszcze a wyliczonych onegdaj siedmiu procent nastąpiła polemika czy nie. A podpowiem, że została zapowiedziana. Tzn. odzew na moje zastrzeżenia. Jeśli zginęły w czeluściach niepamięci to mogę się pofotygować i przekopiować.

A w kwestii Prezydenta Kaczyńskiego i jego kolegi Klausa podobno całe zastępy Czechów liczą na to, że Lech wyleczy Vaclava z rusofilii, której podobno mają już serdecznie dosyć, szczególnie po ostatnich Vaclava wybrykach. Zatem, szczęśliwie, różne idą w świat sygnały w kwestii kto komu nie dorasta.

Ukłony
kj ze Sz.

ps. oczywiscie ze nie pamietam hasla, wiec bedzie anonimowo z podpisem

Maciej Gnyszka pisze...

:) Oooo! Witamy po wakancjach!
Otóż, polemiki rzeczywizda nie było - nawet gdy wczoram pisał te 7%, to mnie tak ręka na klawiaturze zadrżała, że chyba polemika miała się odbyć! Wobec tego obiecuję poczynić ją dziś!

Co do Kaczyńskiego - każdy ma swoje zady i walety, wydaje mi się, że po ich podliczeniu Klaus wychodzi chyba jednak bardziej konserwatywnie i "naszościowo" :)

Hasło koniecznie proszsz odzyskać!

Cieszę się, że wracamy do aktywnej wymiany myśli!

siusiak pisze...

Pomelika będzie w miejscu oryginalnym, czy tutaj? Bo jak tam, to link tu poproszę.

Maciej Gnyszka pisze...

pomelika będzie w dzisiejszym poście. Jeśli łaska, niechaj K. J. ze Sz. zapoda mię link do oryginalnego posta - oszczędzi mię szukania :)

siusiak pisze...

A ja się kopsłem i znalazłem — post z 20 czerwca.

Po wpisaniu w Googlu site:maciejgnyszka.blogspot.com katolików wyskoczyło na pierwszym miejscu...

Anonimowy pisze...

odrobina googli i oto link:

http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/06/20-vi-2008-pitek-der-dziennik-aborcza.html

kj ze Sz.

Sara pisze...

Macieju!
Ja tylko na temat tych Ślubów. Też ostatnio byłam na dwóch i podobnie czuję brak zaangażowania wiernych zgromadzonych. Podzieliwszy się z mym narzeczonym spostrzeżeniem jakoby mało ludzi "poszło do Komunii" powiedział, iż bywał już na takich, gdzie 3 osoby prócz młodych przyjmowało Pana do serca!! Toż to się w głowie nie mieści! Ale z drugiej strony co się dziwić, jak Państwo Młodzi na weselu wyrażają oburzenie, iż ja z mym Lubym nie mieszkam (że my jacyś nienormalni czy co??), że ślub chcemy w wieku 23lat (że dziecko w drodze czy co??) już o seksie przedmałżeńskim nie wspomnę, bo to naprawdę kosztuje nas niemało nerw. Także różańce w dłoń, co by może komuś się w głowie co nieco ułożyło.

ciekawostki: