wtorek, 12 maja 2009

[12 V 2009] wtorek, o zboczeńcach, feminizmie oraz Rewolucji słów kilka

vvimitacja w nowym instytucjonalizmie
okazuje się moi drodzy, że nowi instytucjonaliści (czyli ta szkoła socjologiczna, która ostatnio stała się dla mnie pewnym olśnieniem) zajęli się także tym, o czym negatywnie pisał pangrzyzga – a mianowicie imitacją. Pisałem o tym ostatnio w związku z moimi obserwacjami różnych organizacji pozarządowych, często z kręgów tzw. prawicowych, czy kościelnych.
Czytałem ostatnio ciekawy tekst o imitacji wzorów instytucjonalnych wśród np. korporacji. Oczywiście, takie zjawisko zachodzi i jest nieuniknione, oraz wcale nie jest powiedziane, że złe... firmy uczą się od siebie nawzajem, często na ślepo i źle na tym wychodzą, ale mi w tym poście chodziło o co innego (czego zresztą nie zauważył kol. Tamqkun pisząc odjechany komentarz – interpretujący posta w kategoriach mistycznych, podczas gdy chodziło o sprawy stricte zawodowe, instytucjonalne, organizacyjne). Otóż, chodzi o to, by być po tej stronie rynku, która kreuje i narzuca normy. Nie po tej, która się dostosowuje do faktów. Trzeba fakty tworzyć, niech inni się do nich dostosowują.
Czy trzeba być supermenem, by tak było? Nie. Sukces takich miernot, jak Stalin, czy Hitler dowodzi, że można być byle kim, wystarczy być jednak bezczelnym. Nie mówię, że należy być bezczelnym – a jedynie, że ten sam efekt można uzyskać np. poprzez bezczelność.

a propos Hitlera
lekturę dziennika Victora Klemperera, niemieckiego językoznawcy, który był Żydem i gwiazdą uniwersytetów przed wojną polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się jak to się stało, że nagle w miarę normalni ludzie oraz w miarę normalny kraj przepoczwarzył się w III Rzeszę i kraj totalitarny. Jak chamstwo i bezczelność małej grupy ludzi oraz brak twardej reakcji, małość i kunktatorstwo reszty doprowadziło do konieczności zawierania najgorszych kompromisów, byle tylko przeżyć.
I jeśli dzisiaj walczymy o to, by dr Cameron miał prawo mówić to, co uważa za dowiedzione , być może okaże się, że bronimy właśnie ostatnich szańców wolności, które zagarnie za chwilę totalitaryzm.
Przesadzam? A czy ktoś był przekonany w 1934 roku, że oto właśnie brak reakcji wówczas jest hańbą i zaniedbaniem, które będzie skutkowało hekatombą? Na pewno niewielu. Pamiętajmy, że większość nigdy nie ma racji – tak, jak na giełdę większość wchodzi w ostatnim etapie hossy, a ucieka w ostatnim etapie bessy, tak też w innych dziedzinach. Jeśli dziś słyszę, że powinienem zająć się dłubaniem w projekcie inżynierskim, a nie wściubianiem nosa w sprawy UKSW, czy Rzecznika Praw Obywatelskich, to ja mam na to jedną odpowiedź: jedno robić, a drugiego nie zaniedbywać. Podobnie zresztą było w trakcie tzw. sprawy Agaty. Kończyłem wtedy ważny projekt, a zareagować trzeba było.
Reasmując – przestrzegam przed tego typu reakcją, że jakoś-to-będzie. Nie będzie. Reagować trzeba już!

feminismus
feminizm to dość śmieszny ruch, bo atakuje Kościół i katolicyzm za winy świata Rewolucji, której sam jest dzieckiem. Taktyka to przewrotna i opisana na innych przykładach w Rewolucji i Kontrrewolucji de Oliveiry. Rewolucja na pewnych etapach jest przeciwniczką swojego poprzedniego wcielenia po to, by zniszczyć jeszcze więcej – czyli to, co zachowała poprzednio.
Feminizm zatem chce niszczyć jakąś wyimaginowaną rodzinę i warunki społeczne powstałe de facto na bazie protestantyzmu oraz Rewolucji Francuskiej (dziękuję Michelowi Foucaultowi za poddanie mi tej myśli! - nieoczekiwanie! Któż by się bowiem spodziewał tego po postmodernistycznym i socjologu-homoseksualiście?) - a więc na bazie I oraz II Rewolucji! Jeśli feminizm dyskutuje z niemiecką zasadą trzech „K”, czyli Kirche, Kinder oraz Kueche, to dyskutuje sama z sobą, niech nie wmawia katolikom, że dyskutuje ze sobą. Feminizm oburza się na świat po Rewolucji nie dlatego, że zaszła Rewolucja, ale dlatego, że zaszło jej jeszcze zbyt mało!

dyskrymynancja a Tradycja
„mężowie, kochajcie swoje żony, jak Chrystus umiłował Kościół” - proszę wybaczyć, ale „partnerstwo”, to jakaś śmieszna karykatura pobożnego katolickiego małżeństwa. To zresztą czują konkubenci, ilekroć spotykają się z prawdziwie świętą parą.

prof. Krzemiński a prof. Plinio Correa de Oliveira
tymczasem prof. Krzemiński, człowiek również nie z jakiejś kontrrewolucyjnej bajki, powtórzył ostatnio tezę dra de Oliveiry na temat renesansu. Nie pamiętam o co konkretnie chodziło, chyba o podkreślenie rozprzężenia moralnego, które wraz z renesansem się rozpoczęło... Fiu, fiu, pomyślał sobie pangrzyzga na wykładzie... prof. Krzemiński znany jak dotąd z plecenia bajek na temat Kościoła nagle potwierdza tezę najbardziej wstecznego z katolickich teoretyków Kontrrewolucji?

trybalizm, trybalizm!
ale, ale! Nie tylko on! Widziałem jakiś czas temu plakat o promocji książki niejakiego Maffesoliego na temat „plemion”! Autor – jak wynika z plakatu – stawia w niej tezę, że współczesne wspólnoty przekształcają się powoli w plemiona! Teza, jak teza, wydaje się raczej prawdopodobna, szczególnie, gdy pomyśleć o globalizacji, ale ciekawe jest co innego... ponad 50 lat temu to samo stwierdził Plinio Correa de Oliveira w Rewolucji i Kontrrewolucji! Mówił, że kolejna Rewolucja przyniesie nowy trybalizm, powrót do organizacji plemiennej z całym jej przymitywizmem.
Już wiecie dlaczego ta książka trafiła do Biblioteczki Konserwatysty?

Kościół a Dan Brown
będąc na „Generale Nilu”, widziałem zwiastun „Aniołów i Demonów” Dana Browna. Ciekawe, że Kościół Katolicki, jaki wyłania się z tego zwiastunu to organizacja hierarchiczna, dumna, stateczna, wyniosła i arystokratyczna. Jednym słowem – tzw. „kościół przedsoborowy”. To ciekawe... ludzie spoza Kościoła odczuwają zatem tęsknotę za tymi właśnie cechami Kościoła, które teraz, w okresie nie widzącego przed sobą celu posoborowia (no bo jaki ten cel? Nawracanie? Nie – dialogowanie! Walka o Christianitas? Nie, działalność kulturalna. Liturgia? Nie, spektakle, harce i figle-migle) zanikły prawie całkowicie! Tego się nie widzi zupełnie!
Ciągnie do Kościoła takiego, jakim on jest w rzeczywistości... szkoda, że to niewierzący, albo jego wrogowie muszą dawać o tym świadectwo!

Duch liturgii
nawiązując do liturgii – znalazłem swego czasu pięknie wydanego przez Fundację św. Benedykta „Ducha liturgii” kard. Ratzingera. Świetne ilustracje do równie świetnej treści. Polecam!

jeszcze o Cameronie – Kinsey
wracając do sprawy dra Camerona. Zastanawiałem się sam, czy przypadkiem nie jest to jakieś kukułcze jajo i szarlatan, który plecie bajki bez namysłu metodologicznego. Było tak, dopóki nie wczytałem się w ulotki, które towarzyszyły spotkaniom z nim. Ale o tym innym razem, bo dziś już jestem zbyt zmęczony. Ciekawe natomiast jest to, że w jednej z nich powołuje się na ikonę ruchu wyzwolenia seksualnego roku '68, Kinseya! Człowieka, który swoim słynnym raportem otworzył w USA drogę wszelkiemu zboczeniu... i który dowodzi tej tezy, którą epatuje Aborcza (ponoć absurdalnej), iż 1/3 przypadków pedofilii dokonywana jest przez homoseksualistów. To teza Kinsey'a, drodzy Gazownicy, Kinseya, którego tylekroć wynosiliście na piedestał, chociażby przy okazji ostatniego filmu -biografii!

zadyma...
tymczasem we Wrocławiu zadyma przy okazji spotkania z drem Cameronem! Działacze niejakiej ANTIFY (komunistyczna bojówka) usiedli sobie na sali w liczbie trzech, a trzej kolejni byli na korytarzu, próbując wejść w trakcie. Gdy to okazało się niemożliwe, wywiązała się szarpanina, w wyniku czego agresorzy z kastetami i nożami zamknięci zostali na dziedzińcu, a moi znajomi (którym przyszło robić za wykidajłów) wezwali ochronę. Nie, nie pisali o tym w lokalnej Aborczej. I nie napiszą.
Ach, ta homofobia – przecież, gdyby Cameron nie głosił swoich tez byłoby bez przemocy. Przecież, gdyby Fieldorf nie był faszystą, też nie dostałby od antyfaszystów z UB w czapę. Rzecznik Prawo Obywatelskich wystąpił jednak 8 maja do ministra Czumy o dołączenie do kodeksu karnego pewnej innowacji. Chodzi o to moi mili, by mowa nienawiści (a więc każde zdanie, które może wywołać przemoc wobec „mniejszości seksualnej”) ścigana była z urzędu oraz podlegała tej samej karze, co nawoływanie do nienawiści na tle rasowej oraz narodowej. Co to oznacza w praktyce? W więzieniach (dwa lata) znajdą się wszyscy, którzy podpadli Biedroniowi, Adlerowi i Niemcowi.
Koniec i basta. Nie ma tolerancji, dla wrogów tolerancji. Mówiłem już, że zamierzam kupić spluwę?

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/05/12-v-2008-poniedziaek.html

myśl na dziś
Błogosławiona jesteś, ponieważ uwierzyłaś, powiada Elżbieta do naszej Matki. — Jedność z Bogiem, życie nadprzyrodzone, pociąga za sobą zawsze atrakcyjną praktykę cnót ludzkich: Maryja niesie radość do domu swej kuzynki, ponieważ "nosi" Chrystusa.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 566



11 komentarzy:

gregus pisze...

Takie ukazanie Kosciola w filmie mozna tez interpretowac w inna strone. Hierarchia = zlo. Tworca filmu raczej nie chodzilo o propagowanie pozytywnego wizerunku Kosciola patrzac na przeslanie filmu...
Role hierarchii w Kosciele mozna przyjac i zrozumiec tylko poprzez Ducha Swietego, ktory Kosciolem kieruje. Niewierzacym wydaje sie ona banda facetow w sukienkach knujacych jak robic ciemny lud balona. Natomiast czlowiek wierzacy stwierdzi ze to natchniony Przez Ducha Swietego organizm - mistyczne cialo Chrystusa. Tak jak w ciele jest miejsce na serce, mozg, czlonki i inne organy, tak samo w Kosciele niema samych "rak", albo samych "mozgow".
Zreszta Kosciol nie dzieli sie na przedsoborowy i posoborowy. Kosciol jest Jeden, Swiety, Katolicki. I zawsze taki zostanie, a bramy piekielne go nie przemoga.

Anonimowy pisze...

"...iż 1/3 przypadków pedofilii dokonywana jest przez homoseksualistów."

czyli 2/3 jest dokonywana przez osoby heteroseksualne!!

i kogo te badania stawiaja w złym świetle??

Anonimowy pisze...

Jeśli 1/3 aktów pedofilskich przypada na homoseksualistów, to oznacza, że wśród nich pedofilia jest ok. 30 razy częstsza niż wśród heteroseksualistów (zakładając, że homoseksualiści to jakieś 1% populacji).
Z tego widać, kogo ta statystyka stawia w złym świetle.

Maciej Gnyszka pisze...

Anonimie 2: niektórzy nie wiedzą co to liczby względne i bezwzględne, na gender studies liczyć nie trzeba umić :)

Maciej Gnyszka pisze...

gregusu: jasne, że nie ma Kościoła przed- i posoborowego: tępię te pojęcia zacięcie :)
Użyłem ich jako cytatu i dla pokazania paradoksu.

Tamkqn pisze...

Ja Ci dam mistyka! W swoim poprzednim komentarzu zwróciłem jedynie uwagę na Paradoks Gnyszki, który apeluje o kreatywność i zrywanie z dogmatami, ale tylko w sferze zarządzania czy ekonomii, bo jeśli chodzi o sprawy poważniejsze, tam już otwarty umysł jest Złem przez duże Zet. Nie przyprawia Cię to o schizofrenię?

A jeśli chodzi o feminizm (którego jestem przeciwnikiem, pomimo słuszności niektórych postulatów), to Twoje przedstawienie sprawy brzmi raczej jak zabawa słowem i dobrze pokazuje, że jeśli nie ma się z ruchem nic wspólnego, to najczęściej się go przy okazji nie rozumie i potem wychodzą takie potworki.

Feminizm atakuje postawy związane ogólnie z konserwatywną religijnością i tutaj naprawdę trzeciorzędne znaczenie ma to, czy są to protestanci czy katolicy i choć wiem, że dla Ciebie to Niebo i Ziemia, to uwierz, że dla feministek w zasadzie nie ma różnicy, a pod pewnywmi względami masz znacznie więcej wspólnego z protestantami, niż chciabyś przyznać.

Podaj też dokładnie, na jakie to badania Kinseya powołuje się Cameron. Spotkałem się całkiem niedawno z dominikańską broszurką, w której również odnoszono się do takich badań Kinseya, ale też podano, że wyniki pochodziły z jego badań nad seksualnością w więziennictwie... Co oczywiste - jest tam znacznie większy odsetek osób praktykujących homoseksualizm, a także pedofilów. Także powoywanie się na te badania i wyciąganie z nich wniosków ogólnych, jest delikatnie mówiąc nierzetelne. Jeśli chodzi o te właśnie badania, a mam takie rważenie, bo liczby podejrzanie się zgadzają.

Anonimowy pisze...

cytuję:
"a Ci dam mistyka! W swoim poprzednim komentarzu zwróciłem jedynie uwagę na Paradoks Gnyszki, który apeluje o kreatywność i zrywanie z dogmatami, ale tylko w sferze zarządzania czy ekonomii, bo jeśli chodzi o sprawy poważniejsze, tam już otwarty umysł jest Złem przez duże Zet. Nie przyprawia Cię to o schizofrenię?"

czy ja także mam schizofrenię i zasługuję na miano twórzczyni "Paradoksu Justyny" jeśli powiem, że w kuchni gotuję, a w sypialni śpię??

pomówmy chwilę o rzeczonych "poważniejszych sprawach". zastanawiam się, co oznacza termin "otwarty umysł". Czy taki umysł powinien się otwierać na strategie gwarantujące swobodę, czy strategie gwarantujące sukces? Osobiście wolę to drugie, ALE SIĘ PRZEMOGĘ I WYBIORĘ TO PIERWSZE. Mogę oczywiście totalnie uwolnić swój umysł, otworzyć go (KAŻDY PORZĄDNY NAUKOWIEC CZY FILOZOF UZNA, ŻE TO NIEMOŻLIWE, ALE JA SPRÓBUJĘ, BO WOLNO MI UZNAĆ, ŻE SIĘ UDA, JESTEM "OTWARTA" NA POWODZENIE). ponieważ go uwolniłam, stwierdzam, że utożsamia się z moim mózgiem. WOLNO MI.ZRESZTĄ JESTEM TERAZ TAK WOLNA, ŻE MOGĘ NAPISAĆ CO CHCĘ. TO TAKIE WSPANIAŁE UCZUCIE... teraz w środku wypowiedzi napiszę: idhifhzsidnudyfghizs (też mi wolno, to na pewno prawda objawiona). Teraz jeszcze bardziej uwolnię swój utożsamiony z umysłem mózg, najlepiej z okowów mojej prywatnej czaszki, ooo, wyrzucę go do morza, albo wystrzelę rakietą w bezkres przestrzeni kosmiczej, to dopiero będzie wolny!!o ile to bezkres, ale nawet jeśli kosmos ma granice, to wszystko jedno, mój otwarty umysł nie przejmuje się faktami. Trochę trudno mi będzie wtedy napisać komentarz, tak bez mózgu, ale niewątpliwie otwartość bez dogmatów to wspaniała procedura krytyczna. I to ostatnie wcaaale nie jest dogmatem.

Justyna

Tamkqn pisze...

Mój, khm, "Paradoks Gnyszki" to uzupełnienie innego komentarza, do jakiego pił Grusia w swoim poście, więc do niego odsyłam, bo nie chcę się na ten sam temat dwa razy rozpisywać.

Jeśli zastanawiasz się, co oznacza "wolny umysł" (prynajmniej w moim komentarzu) to informuję, że zastanawiasz sie w złym kierunku, więc niestety muszę podciąć skrzydła takiemu ładnemu sarkazmowi. Jest zbędny, bo wykpiwa coś, o czym nie pisałem.

Justyna... Brzmi sadycznie :)

jaś skoczowski pisze...

"a propos Hitlera
lekturę dziennika Victora Klemperera, niemieckiego językoznawcy, który był Żydem i gwiazdą uniwersytetów przed wojną polecam każdemu, kto chciałby dowiedzieć się jak to się stało, że nagle w miarę normalni ludzie oraz w miarę normalny kraj przepoczwarzył się w III Rzeszę i kraj totalitarny. Jak chamstwo i bezczelność małej grupy ludzi oraz brak twardej reakcji, małość i kunktatorstwo reszty doprowadziło do konieczności zawierania najgorszych kompromisów, byle tylko przeżyć.
I jeśli dzisiaj walczymy o to, by dr Cameron miał prawo mówić to, co uważa za dowiedzione , być może okaże się, że bronimy właśnie ostatnich szańców wolności, które zagarnie za chwilę totalitaryzm."

Nie, Ty nie przesadzasz, tylko piszesz niedorzecznie. Cameron ma zdecydowanie bliżej Hitlera niż ludzie, którzy zadbali o to, by nie mógł głosić poglądów na publicznej uczelni - w wywiadzie dla Rzepy przyznał się, że nawoływał do eksterminacji pedałów. Co w dodatku nei ma nic wspólnego z nauką spychologii, bo to jest formułowanie norm, a normę można sformułować bez żadnej wiedzy dotyczącej choćby psychologii. Ba, można zajmować się nawet metaetyką i być powszechnie uznanym etykiem, patrz - Kant.

Co do tego, że ograniczono mu swobodę wypowiedzi - no. Mniej więcej w takim samym stopniu, w jakim facet w swojej knajpie może nie życzyć sobie występu Fortecy. Koleś i jego przydupasy pofatygowali się gdzie indziej i zostali ugoszczeni. Czyli prawa do wypowiedzi nie stracili, zmienił się sposób korzystania z niego. Nawet jeśli mam wątpliwości (oczywiście, że mam) co do zakazu wypowiedzi na uniwerku, wolałbym, żeby twojego idola zeżarł człowiek mający minimalne pojęcie o metodologii nauki czy etyki, niż, żeby mu zakazali - to był prezent dla pana C. Ale twierdzenie, że nastąpił gwałt na na fundamentalnych swobodach i że staczamy się w stronę totalitaryzmu to po prostu absurdalna teza w najlepszym wypadku, w najgorszym - zwyczajnie fałszywa. Czemu się nie dziwię.

Anonimowy pisze...

szczerze mówiąc, jeśli jest zbędny, mogę się tylko cieszyć :))))

jednak w wypowiedzi powyżej sadycznego posta widać ziarna czegoś, czego nie znoszę.

Cudownie, jeśli to tylko moja wada wzroku. Ale jednak... tak troszeczkę, wiadomo

Mogę skończyć. Niech w takim razie ktoś zapoda inny temat do żartów :)) Albo nie, tu o poważnych tematach.

Przepraszam, jeśli w chwili słabości kogoś uraziłam

Justyna

Tamkqn pisze...

Potrzeba znacznie więcej, żeby mnie urazić, więc nie masz sie czym przejmować. Pewnie znalazło się tak znacznie więcej ziaren, które mogą Cię oburzać, ale przecież nie pisałem tego dla Twojej przyjemności, prawda?

A z Jasiem można się tylko zgodzić - Gnyszka dołączył do jakże szacownego grona tych, którzy widzą w swoich przeciwnikach cechy charakteryzujące nazistów (zwykle lewica, albo ci dziwni ludzie z prawicy, którzy uznają nazizm za lewicę) albo stalinistów (to zwykle prawica). Jakbym słyszał Kurskiego, albo inne takie. I zgadzam się, że to przekracza granice zwykłej przesady, a przy tym jest bardzo modne.
Ot, choćby ten nieszczęsny Brytyjczyk, który piszczał o totalitarnej UE (to, jak chce się przepchnąć Traktat, to inna spprawa) - brakowało mi jeszcze, żeby sugerował, że socjaliści postawili sobie takie małe krematoria dla eurosceptyków.

Gdzie się podział ten piękny, poniekąd konserwatywny ideał ważenia słów i formułowania wyważonych sądów?

Gnyszko! Nie idźcie tą drogą!

ciekawostki: