Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2009

[1 XI 2009] Kontrrewolucja, antykoncepcja i ciężkie czasy...

na ciężkie czasy...
ponownie chciałem polecić Pamiętniki bpa Szczęsnego Felińskiego, o których jako wspaniałym dokumencie dawnych obyczajów, realiów i polszczyzny pisałem ostatnio! Dzisiaj, w związku z tym, że miałem przyjemność zaznać trochę spokojności i urokliwości życia rodzinnego, a przy święcie będąc w świątecznym nastroju (pozwólcie, że tak enigmatycznie to określę, nie chcąc się zbytnio wywnętrzać, a można by się na ten temat rozpisać)... pomyślałem sobie ponownie o Felińskim i o świecie, który przeminął za jego życia, a który opisuje tak wspaniale, że świetną lekturą uzupełniającą, swoistym fundamentem do założenia rodziny jest świetna, również XIX-wieczna książka, której zalety wielbiłem nie raz. Chodzi oczywiście o Ducha rodzinnego w domu, rodzinie i społeczeństwie autorstwa ks. Henriego Delassusa, swego czasu pierwszego umysłu francuskiego katolicyzmu.
Przypomnę swój ulubiony fragment na temat sztafety pokoleń, który jest jak najbardziej na miejscu w tych dniach rozmyślania o świętości i śmierci zarazem.

Na jednej z konferencji wygłoszonej w Oratorium biskup Isoard trafnie powiedział: "Życie człowieka jest jedno, lecz jeśli je przeanalizujemy, odkryjemy w nim trzy elementy: różne siły z trzech odmiennych epok. Ten człowiek już żył w innych istnieniach. Ma on poczucie życia w swoim dziadku i pradziadku. Znajduje w sobie to, o czym oni myśleli. Życie przodków jest początkiem jego życia i stanowi pierwszą epokę. W drugiej, która jest obecnie, życie osobiste jest jak rozkwit tej pierwszej. Kontynuuję dzieło mojego pradziadka i dodaję moją myśl do jego myśli; robię to, co on zamierzał zrobić i w ten sposób, pod pewnym względem, przedłużam jego działanie na tym świecie. Och! Długo żyć będę na ziemi, na której przeżyłem już tyle lat dzieciństwa w moich przodkach, młodości w moim ojcu i wieku dojrzałego w mojej własnej egzystencji! Trzecia epoka życia jest tą, którą kocha i na którą spogląda nieustannie. Żyć będzie w synu, we wnuku i w prawnuku. Jego pradziad dostrzegał go z daleka, wśród mgieł, gdy pracował, robił oszczędności i zachowywał tradycje. Z drugiej zaś strony, on teraz patrzy w tym samym kierunku, do przodu: myśli, zamierza i buduje dla prawnuka, dla tych, którzy są jeszcze gdzieś daleko, na linii horyzontu. W ten sposób człowiek żyjący w czasie, w którym panuje duch tradycji, jest ogniwem pośrodku wielu pokoleń. Żyje w każdym z nich. Czuje, że on już przygotowywał swoje życie w tych istnieniach, które go poprzedziły oraz że będzie żyć przez długi czas w tych, które przyjdą po nim"


Chciałbym i modlę się o to, by rodzina, którą – jeśli Bóg pozwoli – założymy z Oleńką w przyszłym roku... była właśnie taka, jak ją opisuje Delassus. Narzeczeni, jeśli musicie wybierać – zamiast czytać wypociny o. Knotza na temat seksu (nie wykluczam, że mogą być pożyteczne), naprawdę lepiej jest kupić ks. Delassusa!

Narodowy Dzień Życia
jutro zaduszki i myśl bardziej rwie się w kierunku śmierci, a ja chciałem zaprosić do dopisania się do newslettera Fundacji Narodowego Dnia Życia. Dlaczego? Ho, ho... Fundacja ma wyjątkowe miejsce w szeroko pojętej branży pro-life i pro-familia w Polsce i prognozuję – nie bez podstaw – że w krótkim czasie stanie się bardzo silną i jeszcze skuteczniejszą instytucją. Dotychczasowe działania można obejrzeć na obecnej stronie Fundacji, która niebawem zostanie zamieniona na nową... wraz z którą rozpocznie się Nowe Otwarcie!
Zajadłych Facebookowców zapraszam zaś na profil Fundacji, by stać się jej fanem.

Pospieszalski strickes back!
zostańmy w kręgu życia. Ostatnio oglądałem – po raz drugi w życiu w całości – odcinek programu Jana Pospieszalskiego pt. Warto rozmawiać. Żałuję, że nie oglądam regularnie, tak jak i telewizji w ogóle. No, ale brak czasu jest tu wytłumaczeniem nie pozostawiającym pola do dyskusji.
Odcinek, który mam na myśli poświęcony był antykoncepcji. Do studia zaproszono Pana Ginekologa i Feministkę (to zawód?), którzy reprezentowali stronę Rewolucji, Wiceministra Zdrowia, który był czynnikiem urzędowym, oraz Panią Ginekolog i Asię Najfeld, jako agentki Kontrrewolucji.
Do chwili puszczenia felietonu górą był Pan Ginekolog, który zmieszał z błotem Panią Ginekolog i wszystkich innych osiągając pozycję oświeciciela ludzkości oraz proroka Światowej Organizacji Zdrowia w kwestiach prokreacji (tzn. jej braku). Puszczono felieton... siedząca przy mnie Oleńka (rzecz oglądaliśmy razem) słyszała (!) jak bije mi serce.
To, co zobaczyłem ścięło mnie z nóg. Pan Ginekolog, choć krył zmieszanie, pod maską cynika, również był ścięty z nóg. Feministka po felietonie była zapowietrzona jak żeliwny kaloryfer i cedziła słowa z prędkością dwóch zdań na minutę.
No, już więcej nie opowiadam – obejrzyjcie sami. Nagranie znajduje się tutaj.
Panie Janie – brawo! Więcej takich prowokacji!
Moi Państwo – ogłaszam iż z chwilą debiutu Fronda.pl, z chwilą sprawy Alicja Tysiąc vs. ks. Gancarczyk i z chwilą, gdy takie programy są oglądane przez setki tysięcy widzów... jest jasne, że przeszliśmy do ofensywy! Omnia instaurare in Christo.

piękno świata a Kontrrewolucja
jedną z rzeczy, która mnie nieco zdziwiła w Rewolucji i Kontrrewolucji dra Plinio, którą wciąż polecam jako lekturę obowiązkową, był Jego stosunek do sztuki. De Oliveira twierdzi bowiem, iż piękne są konkretne proporcje, zestawienia barwne i bryłowe, które Bóg w nas zakodował (być może spłaszczam koncepcję, przepraszam). A więc piękno, jako kategoria obiektywna.
Ostatnie zajęcia na socjologii, w których pani dowodziła, że proporcja złotego podziału, czy spirala Fibbonacciego pojawiają się wszędzie, gdzie się da – w przyrodzie, w sztuce, architekturze. Jednym słowem – nie wiedząc o tym, zgodziła się z Plinio Correa de Oliveirą. Złoty podział, ciąg Fibbonacciego – być może to są właśnie te proporcje i zestawienia, które Bóg jako piękne wyrył w naszych duszach.

definicja sztuki
w tym semestrze rodzimy Wydział Architektury PW uraczył mnie tabunem zajęć odchamiających. Jednym z nich jest Filozofia i Estetyka, która poza tym, że większość studentów usypia i frustruje, mnie niekiedy prowokuje do zadumy. I tak – zauważyłem, że współczesna krytyka jako twierdzenie nie wymagające dowodzenia przyjmuje tezę, iż tzw. sztuka współczesna jest sztuką. Przyjrzyjmy się – najpierw uznali, że nie istnieje obiektywne piękno, potem tęsknią za obiektywnym kryterium dzieła sztuki popadając w coraz większe ezoteryzmy... i ostatecznie kończą jako dogmatycy własnych mniemań, wynoszący swój prywatny zmysł do rangi Piękna par excellance. Skutek tego jest taki, że nawet nie widzą możliwości, że równoważne (pod względem metodologicznym) jest twierdzenie nie z ich bajki, takie mianowicie, które rzecze, że prawdziwą sztuką, jest sztuka dawna, nienowoczesna. A wszystko co konceptualne, niefiguratywne, to szajs. Łamią sobie głowę nad tym, jak uzasadnić, że obieranie ziemniaków w galerii jest tym samym co do istoty, co obrazy Zurbarana. Dlaczego łamią? Dlatego, że pani, która obiera te ziemniaki twierdzi, że tworzy sztukę. Tylko dlatego. W związku z tym, że pani skończyła ASP i konsekwentnie twierdzi, że to co robi jest sztuką, tłumy krytyków stają na głowach, by wymyślić bajki na tematy historii sztuki. Tak to widzę.

artysta-malarz
wpis warto zakończyć akcentem humorystycznym (przed myślą na dziś, rzecz jasna!). Otóż, pisałem ostatnio o ciekawym użyciu pojęcia artysta u Felińskiego. Parę dni temu miałem okazję usłyszeć ciekawą rozmowę dwóch robotników budowlanych, gdzie owo pojęcie także pada! Posłuchajmy:

- Co tam w robocie?
- Eee, jak zwykle. Tera schody robimy.
- I co, i jak?
- Ty, słuchaj, mamy takiego jednego w ekipie. Mówię mu: „Trzymaj k**wa wymiar”. Dziś przychodzę sprawdzić, bo wylewali ostatnio schody... patrzę, a ostatni tak k**wa zrobił, że jest 5 centymetrów wyższy, niż powinien! Czaisz? Artysta-malarz się, k**wa, znalazł!
- Hahahaha.
myśl na dziś
Oto jest klucz, który otwiera bramę Królestwa Niebieskiego: qui facit voluntatem Patris mei qui in coelis est, ipse intrabit in regnum coelorum — kto spełnia wolę mojego Ojca... ten wejdzie!
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 754



środa, 7 stycznia 2009

[7 I 2008] środa, a tu sztuka upada i system fiducjarny się kończy!

sztuka nam upadła
pożyczyłem od Oleńki ostatnio wydane Ordo Missae (w związku z prezentem, który zgotował na moje urodziny Benedykt XVI, czyli motu proprio Summorum Pontificum), by na najbliższej Tridentinie nie świecić kartkami wydrukowanymi z internetu. Spodziewając się bogatych zdobień a la przedsoborowe mszaliki, bardzo się zdziwiłem widząc sztampowe postkubistyczno-postkomiskowe-rysuneczko-rycinki.
Jednym słowem – chciałem zauważyć, że dewastacja na polu sztuki sakralnej objęła także dziedzinę zdobnictwa książek, czyli luminarstwa. Kiedyż to się skończy? Przypomina mi się klasztor św. Bonifacego w Monachium, którego wnętrze było skrzyżowaniem rakiety kosmicznej i kościoła romańskiego. Przypomnijmy sobie w końcu, że sztuka, czy architektura musi odpowiadać po pierwsze konstytucji psychicznej człowieka, po drugie zaś – celowi liturgii, zdefiniowanemu doktrynalnie, przy czym pierwszy wymóg podporządkowany jest drugiemu. Nie ma czegoś takiego jak przestrzeń sakralna w ogóle. Są jedynie przestrzenie sakralne dla poszczególnych systemów religijnych, o czym na dużą skalę „katolicy” zapomnieli, oddając np. projektowanie swoich świątyń ateuszom, czy różnym innym dewiantom (gdzie za dewiację z punktu widzenia systemu uznamy czyjąś nie-katolickość).

kredyt hipoteczny a jedzenie
czy mówiłem kiedyś, że urbaniści mają skłonności do socjalizmu? Jeśli nie, to mówię i niniejszym dokumentuję przytoczeniem stwierdzenia prof. Jana Macieja Chmielewskiego, z WA PW, który w swoim podręczniku pt. „Teoria urbanistyki” stwierdził, że w związku z tym, iż Polacy wydają statystycznie większą część dochodu na jedzenie (w porównaniu ze społeczeństwami zachodnimi), nie mogą sobie pozwolić na kupno mieszkania, w związku z czym, należy zająć się dotowaniem budownictwa mieszkaniowego. Jednym słowem „Za dużo żrecie, więc będziemy Wam dotować mieszkania”.
Chociaż – pewnie wbrew intencjom szacownego Autora – jest to pomysł dość makiaweliczny. Jeśli zarzut wobec niego tyczy się tego, że zamiast pozwolić ludziom by zmienili swoje preferencje jedzeniowe, funduje im mieszkania, wówczas możemy zauważyć, że subwencjonowanie odbywać się może albo z długu, albo z podwyżki podatków, albo z dodruku pieniądza. Ostatecznie więc – bez względu na to, czy finansujemy subwencje długiem, zwiększeniem obciążeń, czy wyższą inflacją – subwencja odbywa się kosztem subwencjonowanego, który ostatecznie ma mniej pieniędzy na jedzenie i wydatki na ten cel musi zmniejszyć. Pic polega na tym, że po drodze tuczy się stadko zawodowych zbawiaczy ludu, wszelkiej maści polityków, „ekspertów” i urzędasów.
Nie wspomnę już o tym, że kredyt hipoteczny możemy sobie sprawić za pośrednictwem Gnyszkobloga, w gnyszkobiurze finansowym A oraz gnyszkobiurze finansowym B. Full zestaw, moi mili!

my a „następne pokolenie”
utarło się twierdzić, a że się utarło, to wiem z autopsji, wzmocnionej ostatnio obserwacją uczestniczącą w pociągu pospiesznym relacji Wrocław-Warszawa, że choć teraz dobrze nie jest i szybko nie będzie, bo musi minąć dużo czasu... ale może następne pokolenie będzie już mądrzejsze i wszystko naprawi.
Chciałem poinformować wszystkich, którzy tak twierdzą, że pokolenie, które wzrasta w podobnej atmosferze nie ma skąd – na dużą skalę – zaczerpnąć wzorców do tego, by owe rzeczy po prostu naprawić. Jeśli chcemy, by coś było inne – bierzmy się za zmianę. Zdefiniujmy cel, metodę dojścia, ułóżmy plan działania i działajmy. Najwyżej kolejne pokolenie podejmie dzieło. Jeśli nikt nie chce zacząć – nikt nie zacznie.

Polaków rozmowy w pośpiechu
swoją drogą, podczas tej rozmowy rozmówczynie postawiły setki tez, które potem z równym zapałem zanegowały. Często odnosiłem wrażenie, że rozmawiają po to, by sobie pogadać. Ot, fatyczna funkcja języka. Sprawowana skrycie – bo człowiek odnosi jednak wrażenie, że rozmowa toczy się po coś.

luźny dekorator z SEZAMU
dziś jadąc tramwajem, miałem okazję wysłuchać skrycie rozmowy dwóch bezdomnych, z których jeden nadzwyczaj gładkim, kulturalnym językiem opowiadał o swojej przeszłości (uwaga: mógł koloryzować!). Dowiedziałem się, że wygrał wszystkie konkursy na dekoratorów w województwie, szkolił dekoratorów wystaw sklepowych w innych województwach, przejeżdżając obok SEZAMU oznajmił, że cała wystawa SEZAMU należała do niego za Gierka, etc. A ja po raz kolejny zastanawiałem się jak jest możliwe to, by człowiek – zupełnie taki jak ja, czy Ty, drogi Czytelniku – wypadł z sieci relacji społecznych i stał się tzw. „człowiekiem luźnym”, człowiekiem spoza systemu.

czy system fiducjarny się kończy?
pozwolę sobie zacytować fragment ostatniego komentarza rynkowego Investors TFI:

(...) W naszej opinii mamy do czynienia z początkiem końca systemu opartego na pieniądzu fiducjarnym. Ostatnim akordem w jego blisko stuletniej historii będzie w naszej opinii hiperinflacja, a obecne bezprecedensowe powiększanie bazy monetarnej jest do niej przygrywką. Perspektywy dla złota w 2009 r. wydają się doskonałe. Sprzyjać mu będzie zarówno sytuacja gospodarki światowej jak też wewnętrzna dynamika rynku złota z ograniczoną podażą i stabilnym wysokim popytem.

Radzę przeczytać raz jeszcze komentarz na Pogadankach Inwestorskich na temat istoty obecnego kryzysu. Co się okazuje? Otóż, pogląd jak dotąd właściwy jedynie liberalnym ortodoksom spod znaku Misesa i Hayeka (w Polsce kojarzonych głównie z Korwinem), w tym także Pogadanki Inwestorskie, został wyartykułowany przez analityków najlepszego polskiego TFI. Jednym słowem – w sercu keynsowskiego konsensusu mainstreamowych anallityków i ekonomistów, pada nagle stwierdzenie, które grzebie dotychczasowy system kreacji pieniądza. Obyśmy pożegnali się raz na zawsze z pieniądzem nie opartym na kruszcu, tworzonym z sufitu.
Takie stwierdzenie w oficjalnym komentarzu, to po prostu bomba, elektryzujący news – nie wierzyłem w to, że kiedykolwiek usłyszę takie stwierdzenie z ust mainstreamowych ekonomistów. Szkoda, że znajome media nie chcą podjąć tematu... no, ale przynajmniej Gnyszkoblog będzie cytowany jako źródło... hehehe.

a rok temu
http://maciejgnyszka.blogspot.com/2008/01/7-i-2008-poniedzielnik-w-rajmunda-z.html

myśl na dziś

Nie bądź pesymistą. — Czyż nie pojmujesz, że wszystko, co się dzieje i co może się dziać, służy dobru? — Twój optymizm musi koniecznie wypływać z twojej wiary.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 378


środa, 27 lutego 2008

[27 II 2008] środa

opad rąk
śmieszna sprawa, moi mili, po prostu śmieszna. USA zagrożone recesją, stagflacją i innymi tajemniczymi rzeczownikami, a Polacy to odchorowują... Jasne, jasne, gospodarki są powiązane, globalizacja... ale bez przesady. Prognoza tempa wzrostu PKB dla nas, to śliczne 4%-5%, co oznacza że spółeczki rodzime będą się rozwijać, a nie zwijać, a akcje z tego tytułu rosnąć, nie tanieć powinny. Tyle teoria. Praktyka pokazuje jednak, że rodzimi inwestorzy są rzeczywiście mocno wystrachani, wśród małych spółek rzadko kiedy handel rusza wraz z otwarciem giełdy. Długo arkusze pozostają puste, albo zapełnione kiepskimi zleceniami... To zwiastuje zwrot, i zwrot ten będzie niespodziewany - teoria jest po stronie byków. Stracą jak zwykle ci, którzy kierują się emocjami. Najpierw kupili na górce, wywalili ze stratą, a gdy zacznie się odbijanie, ze strachu wejdą dopiero koło następnej górki.
Swoją drogą dzisiejsze dane o handlu w USA kiepściutkie - to fakt. Ben Bernanke jednak występował i zadziałał kojąco na amerykańskich inwestorów, czego wynikiem jest kolejny dzień zakończony wzrostem jankeskich indeksów. My powtarzamy schemat z wczoraj i przedwczoraj.

artyździ
dziś wieczorem na wykładzie monograficznym prof. Juszczaka z Instytutu Historii Sztuki UW, na który zaprosił mnie nieoceniony Trwogadam, tj. doktorant Profesora, a mój stary kumpel! Oglądaliśmy Zaćmienie Antonioniego, rocznik 1962. Film wysmakowany, wspaniałe kadry - fakt. Piękna dama w roli głównej, aż nie mogłem się Panu Bogu nadziękować za kobiety, które stworzył. No i za tę Jedyną, do której od razu po zajęciach zadzwoniłem, bo patrząc na ową damę, myślałem o Oleńce. No, ale nie o tym ma być mowa.
Mowa jest o artyździe. Sztuka sztuką, moje żabki, kiedyś też nie rozumiałem, że artysta przede wszystkim jest człowiekiem. Kiedyś myślałem, że przede wszystkim jest artystą. Otóż, nie. Choć film był wspaniały, to pomyślałem sobie, że to wielka szkoda, że wśród artystów tylu komunistów, ateistów, barłożników i in. ludzi porozbijanych i zagubionych, którzy ze swoich grzechów robią cnotę. Bo we wmawianiu tej cnoty są dobrzy... i mało kto później może im pomóc, bo nawet sami w tę bujdę uwierzyli.
To dość dziwne wyznanie w moich ustach, przeszłego awangardzisty i nonszalanta malarskiego i poetyckiego, ale dochodzę od dłuższego już czasu do wniosku, że sztuka bez Boga, sztuka bez wiary, to w ogromnej mierze rozpacz, zgorszenie i tuba dla namiętności. Bóg jest dawcą Piękna. A duchy są - jak wiadomo dwa. Nie ma ducha-obojnaka.
Wracając do Antonioniego. Piękne ujęcia, wyborna fabuła, piękni aktorzy i wielkie sceny! Obowiązkiem jednak artysty nie jest tylko skrytykowanie i ukazanie tego, że np. społeczeństwo konsumpcyjne jest złe, albo staliśmy się monadami wirującymi wokół siebie, bez możności połączenia, cytując fragmenty wykładu prof. Juszczaka. Proszę sobie krytykować - jasne. Krytyka jednak musi prowadzić do wniosków, do wskazania dróg wyjścia z zastanej, skrytykowanej sytuacji. Tego jednak ani Antonioni (nie wiem kim był, być może kolejnym zblazowanym artystą), ani jego bohaterowie nie dają (mowa oczywiście o Zaćmieniu; jest jedna scena wprawdzie, gdzie przed cudzołóstwem bohaterka przez okno tęsknym wzrokiem odprowadza dwie siostry zakonne).
Nie mam nic do Antonioniego, jego wspaniały film to tylko iskra, która skłoniła mnie do sformułowania tych ogólnych myśli. Artystę bowiem, jak każdego innego, czeka najpierw śmierć, a potem Sąd.

polecam
aha, no i polecam mój artykulik na http://amerykawybiera.blogspot.com/2008/02/czy-ameryka-wybiera.html o wyborach w USA.

proszę
proszę o modlitwę w intencji operacji Taty mojego kolegi, która będzie jutro (operacja).

wie ktoś?
wie ktoś może dlaczego od tygodnia nie działa strona www.upr.org.pl?

Leo i Radek
dziś mecz Polska-Estonia. Radek Majewski, kumpel mój z czasów grania w piłkę w trampkarzach MOS Pruszków, a potem ZNICZ Pruszków wszedł w drugiej połowie z numerem 19. Mówię Wam - Radek niedługo będzie naszym supersnajperem. Chociaż od dawnych czasów nic się nie zmienił i wciąż marzą mu się rajdy a la Maradona przez całe boisko...

myśl na dziś
Jezu, na modlitwie w Ogrójcu *Strumieniem potu krwawego zalany, *Jezu mój kochany!
Gorzkie Żale, Część I, Lament duszy nad cierpiącym Jezusem

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO