niedziela, 13 kwietnia 2008

[13 IV 2008] Niedziela Dobrego Pasterza - post właściwy, choc skromniutki

panholoubek
W ostatnim (dzisiejszym) Gościu Niedzielnym radość sprawił mi zmarły niedawno Pan Holoubek, oraz Piotr Fronczewski. Otóż, okazało się że ten pierwszy przed śmiercią doznał łaski nawrócenia, a ten drugi przejmująco poinformował o tym na pogrzebie. gazeta.pl i inne internetowe szajsportale na ten temat milczą... Gdyby choć na judaizm przeszedł! Phi! Panie Gustawie - szacun od panagruszki! Panie Piotrku - też szacun!



Oleńka i jej ikona

Oleńka dostała w prezencie od swojego Proboszcza ikonę z Matką Bożą i Dzieciątkiem! Bardzo się w Niej zakochała, tj. w Maryi! A pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno pobożność maryjna niezbyt chwytała Oleńkę za serduszko... Mówię o tym, bo nie tylko ta dziecięca serdeczność wobec naszej Matki i Królowej bardzo mnie cieszy i rozrzewnia, ale i stanowi dobry przykład i zachętę, by bliżej obcować z Maryją - tak jak to radził też św. Josemaria i inni święci!

Między innymi w tym celu - za radą św. Józefa Pelczara - co tydzień urządzam sobie Dni Maryjne w skład których wchodzi m.in. lektura rozdzialika z Życia Najświętszej Maryi Panny wg wizji Anny Katrzyny Emmerich. Zachęcam, zachęcam...


myśl na dziś
Maryja, Dziewica bez zmazy, starła upadek Ewy i swą niepokalaną piętą zgniotła głowę piekielnego węża. Córka Boga, Matka Boga, Oblubienica Boga.Ojciec, Syn i Duch Święty koronują Ją jako prawowitą władczynię Wszechświata.

Aniołowie składają Jej cześć jako Jej poddani...i patriarchowie, i prorocy, i Apostołowie...i męczennicy, i wyznawcy, i dziewice, i wszyscy święci...i wszyscy grzesznicy, i ty, i ja.
św. Josemaria Escriva, Różaniec Święty, Piąta tajemnica chwalebna

[13 IV 2008] Niedziela Dobrego Pasterza - wsparcie

moi mily, wzorując się na pionierach - w dużej skali na Stanisławie Michalkiewiczu (www.michalkiewicz.pl ), w małej - na APPfunds (http://appfunds.blogspot.com), postanowiłem poinformować raz na zawsze drogich Czytelników jak to można panagrzyzgie wesprzeć. Muszę to zapisać jako post, żeby później dać bannerowi link do tego tekstu. A zatem:


Drogi Czytelniku gnyszkobloga!

Jeśli uważasz, że:

- mój blog jest fajny,

- mój blog może być fajny,

- lektura mojego bloga daje Ci satysfakcję,

- chciałbyś, by ten kto pisze gnyszkobloga, czyli pangrzyzga miał monetarne zasoby, by realizować swoje wizje,

- serce podpowiada Ci, że powinieneś mnie jakoś wynagrodzić za trudy pisarskie,

- jestem godzien Twojej szczodrobliwości,

wówczas, możesz mnie wesprzeć!

Jak to zrobić? Bardzo prosto!

Po pierwsze - czytając mnie regularnie i powiększając grono Czytelników przez polecanie tej strony - dzięki temu stanę się atrakcyjniejszy dla reklamodawców!


Po drugie - korzystając wedle uznania z możliwości, jakie stwarza ta strona, poprzez docenianie jej reklamodawców, w tym szczególnie poprzez zakupy w moim gnyszkokiosku (http://maciejgnyszka.nexto.pl/) lub gnyszkoksięgarni (http://zlotemysli.pl/ekonomiczna,1/)!

Po trzecie - robiąc zakupy w moim biurze usług finansowych - http://maciejgnyszka.systempartnerski.pl/ - gdzie można wynaleźć naprawdę ciekawe propozycje zarówno jeśli chodzi o kredyty, konta, lokaty, jak i możliwości inwestycji. Cena ta sama, a zarabiamy razem.

Po czwarte - dokonując zakupu książek religijnych w księgarniach Tolle et lege http://www.tolle.pl/?pp=357 oraz Gloria24 http://www.gloria24.pl/?a=002165

Po szóste zaś - poprzez wpłatę bezpośrednią na moje konto! Jak nikt inny wiem, że grosz do grosza robi kokoszę, dlatego ucieszy mnie nawet parę groszy, które mi przelejesz. Poniżej dane, które wystarczy że skopiujesz do przelewu:


odbiorca: Maciej Gnyszka
numer konta: 02 1050 1038 1000 0022 8359 9922
tytuł: gnyszkoblog


Jeśli zaś uznasz, że szkoda tych stu milionów na mnie, wesprzyj tych, których co miesiąc wspieram ja - razem zmienimy nasze otoczenie, do czego mamy obowiązek!


odbiorca: Dom Samotnej Matki Chyliczki
adres: ul. Wschodnia 6 05-500 Piaseczno
numer konta: 56 8002 0004 0000 2091 2000 0001
tytuł: Darowizna na działalność
charytatywno-opiekuńczą


odbiorca: Liga Małżeństwo Małżeństwu
adres: ul. Spokojna 5, 05 - 502 Piaseczno
numer konta: 56 8002 0004 0000 2091 2000 0001
tytuł: Darowizna na rzecz LMM 2008



odbiorca: Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka
adres: ul. Krowoderska 24/131-142 Kraków
numer konta: 56 8002 0004 0000 2091 2000 0001
tytuł: darowizna na działalność statutową



odbiorca: Prawica Rzeczypospolitej
adres: ul. Kolbego 14 m.1702-781 Warszawa
numer konta: 79 1020 1156 0000 7102 0076 7855
tytuł: darowizna na działalność polityczną



odbiorca: Katolickie Radio Archidiecezji Warszawskiej
adres: ul. Łazienkowska 14 00-449 Warszawa
numer konta: 09 1020 1013 0000 0602 0002 7185
tytuł: darowizna na działalność nadawczą


odbiorca: Fundacja Budowy Świątyni Opatrzności Bożej
adres: 00-695 Warszawa, ul. Nowogrodzka 49
numer konta: 34 1240 6218 1111 0000 4610 7123
tytuł: darowizna na budowę Świątyni Opatrzności Bożej



odbiorca: Biuro Krajowe UPR
adres: Nowy Świat 4100-042 Warszawa
numer konta: 62 1140 1010 0000 5486 1800 2001
tytuł: darowizna na działalność statutową

sobota, 12 kwietnia 2008

[12 IV 2008] sobota - Matka Boża się uciesza...

o piniendzach
jako już się rzekło, a niektórzy to podchwycili - za młodu nazywany byłem pieniężnikiem. Przesłanki, by nazywać mnie tak i teraz - wciąż istnieją. Nie widzę w tym nic złego, choć wiem, że wielu gdy słyszy o pieniądzach, dostaje gęsiej skórki. Zaraz myślą, że czyjeś motywacje nie są czyste, gdy w grę wchodzą pieniądze, albo że coś jest nieuczciwe, nieszlachetne, gdy w tle pojawiają się pieniądze...
A ja powiem tak - jest prawdą to, że istnienie pieniędzy i w ogóle dóbr materialnych jest dla człowieka duchowym zagrożeniem. Nie jest to jednak warunek wystarczający, by wyciągać tak daleko idące wnioski, które nakreśliłem powyżej. Dlaczego? Ano dlatego, że pieniądze są li tylko obojętnym moralnie środkiem wymiany, który prócz pokusy, może posłużyć także jako środek do czynienia małego, dużego i ogromnego dobra. Więcej - dzięki temu środkowi możemy nawzajem się honorować i wynagradzać... Możemy wspierać zbożne cele ideowe, charytatywne i wiele innych. Możemy przecież wspierać w ten sposób ludzi, którzy będą przemieniać świat w kierunku, w którym i my go przemieniamy. Wciąż przypominają mi się słowa prof. Jana Marka Chodakiewicza, który z sarkazmem komentował awersję polskich ideowców (szczególnie z prawicy) wobec pieniędzy - Dopóki nie będzie pieniędzy i nie zaczniemy sami siebie szanować, dopóty na prawicy będzie panowało takie gównozjadztwo jak teraz. Bo niby dlaczego organizować imprezy, dyskusje, wykłady... i nie wynagradzać wykładowców? Albo stwarzać atmosferę taką, że czują, że nie wypada im sugerować wynagrodzenia. To, że pracują w sferze idei, nie oznacza, że nie muszą jeść, ani nie mają rodzin. To, że idea jest prawdziwa, nie znaczy również że nie wymaga wsparcia, o które bez pieniędzy trudno.
Dlaczego katolicy tak łatwo zapominają o tym, że mają być przebiegli jak węże? Katolik to nie żadna stara d**a, tylko drugi Chrystus. Do dzieła panie i panowie.
Kurtuazyjnie nie piszę jak mnie można wesprzeć, ale wzorem bloga http://appfunds.blogspot.com/ znanego mi z forum Parkietu, zamierzam dać z boku podobną informację, jak i kolega APP zapodał u siebie... i niech nikt nie czuje się zgorszony.
strach...
odnoszę wrażenie, że ludzie odnoszą wrażenie, że strach jest cnotą. Boją się wszystkiego, co się da - przeludnienia ziemi, globalnego ocieplenia, latania samolotami, tego, że będą opętani, albo że zbyt szybko, albo zbyt późno umrą, albo boją się tego, że się boją, itd. A ci którzy się nie boją, to albo rasowi debile, albo nadnaturalne istoty, co zresztą też jest powodem do strachu, bo być może Pan Bóg ich nie kocha i dlatego oni nie są tak nadnaturalni, jak ci, co się nie boją?
Jak obserwuję - skłonność w tej dziedzinie szczególnie należy do pań... A ja zawsze wtedy jestem aż rozczulony. Ucieszaj się - powtarzam za Oleńką, albo w innej wersji - Nie lękajcie się!, za Janem Pawłem II, naszym Lolkiem.
o Państwie i o GROMie
dziś obejrzałem na Onecie (o którym poniżej będzie mowa) króciutki dokument o żołnierzu GROMu, który w wyniku wybuchu granatu zaczepnego stracił w Afganistanie dłoń. Nie koniec na tym - po powrocie musiał pisać sto tysięcy podań do urzędasów o dofinansowanie protezy. Jak się okazało - armia ubezpieczyła chłopaków na 5000zł na czas misji, podczas gdy porządna proteza kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złociszy. Pomogła fundacja byłych żołnierzy GROM, której prezes stwierdził, że za te pińć tysiaków, to może starczyłoby mu na wystruganie czegoś z drewna jako dłoni. Smutne.
Pangruszka się zasmucił, bo po pierwsze sam jest wojskowym (dobrze, komandosem nie byłem, a teraz to już tylko rezerwista jestem...), po drugie widział weteranów z misji zagranicznych, po trzecie zaś jest sobie w stanie wyobrazić co czuje ten żołnierz, tym bardziej, że nie chcą go zatrudnić (a mogliby go wykorzystać np. jako szkoleniowca, tym bardziej że - jak podaje Petelicki - wyszkolenie komandosa z GROMu kosztuje średnio milion dolarów) a i z tego względu, że i podczas mojego pobytu w jednostce dwa razy gościliśmy Śmierć (jedno samobójstwo żołnierza służby zasadniczej i jeden wypadek śmiertelny).
Płynie stąd taka nauka - ludzie, co to się dzieje? Państwo niech się przestanie zajmować refundowaniem najgłupszych bzdur, ani wspieraniem pederastów, tylko niech wreszcie zreformuje podstawowe pola swojej działalności - wojsko, policję i sądownictwo. Czy służbę zdrowia? Jeśli jest w stanie - tak, jeśli nie (obstawiam, że jednak nie) - niech pozwoli lekarzom świadczyć usługi na wolnym rynku i nie przeszkadza stowarzyszeniom w podnoszeniu poziomu moralnego obywateli.
Do roboty krawaciarze, bo zły na Was jestem jak truteń, a podatków na byle co płacił nie będę!
strona startowa
moi Kochani! Znudzon wielce doniesieniami Onetu na temat tego, że naukowcy odkryli, że mężczyzna może być w ciąży oraz że siostra zakonna zachęcała do gwałtu, a 12-latek miał 50 promili we krwi i przejechał babcię trabantem, oraz tym, że muszę oglądać gołe piersiaki jakichś nieznanych mi kobiet, które zapewniają, że w dwunastym małżeństwie są już szczęśliwe oraz tym, że w sondzie pytany jestem, jak często spotykam się w szkole z przypadkami homofobii, zdecydowałem... wypitalam od dziś stronę Onetu, jak również wszystkie inne mainstreamowe, wykształciuchowskie portale jako strony startowe. Dlaczego ich właściciele mają się chwalić gigantyczną oglądalnością i ściągać reklamodawców? Dlatego, że nie miałem czego wrzucić jako startową? Oooo nie... Pangrzyzga na to nie pozwoli! Prędzej skapieje, a nie pozwoli!
W ten oto sposób, na stronę startową wybrałem nowy portal, choć działa dopiero parę tygodni, robi dobre wrażenie. http://www.niezalezna.pl/ Poniżej lista innych portali godnych polecenia:
Jeśli ktoś odczuwałby strach przed tym, że czyniąc tak - być może wspiera swoich i swoje idee - ale pozostaje bez ostatnich najważniejszych informacji ze świata... to uspokajam. Lepiej odmówić porządnie Różaniec w intencji świata, niż wyszukiwać dupereli w internecie. Po drugie - do obsługi portalu informacyjnego wystarczy jedna osoba i abonament na PAP-ie, albo KAI-u, albo IAR albo po prostu zwyczajny internet - informacje zawsze można przebrać i zamieścić te ważne. Po trzecie - polecam lekturę Skarbów świata całego Hrabala - był tam pewien dziadek, który codziennie czekał na serwis informacyjny w radiu i tylko tym żył. Szkoda stać się kimś takim.

myśl na dziś
Bo kto posmakował dobrego loda, ten nie zechce już pić maślanki...
Oleńka Maciurka, Tęskne dialogi za Mszą Trydencką, Tom I

[12 IV 2008] sobota, Dzień Maryjny

dziś, żabki moje złote, siedzę pogrążony nad Platonami i Arystotelesami, ale nie bójcie się - pościk dziś będzie. Na razie polecam posłuchanie jakiejś ładnej muzyczki, np. z okazji dzisiejszego Dnia Maryjnego, polecam Magnificat:


piątek, 11 kwietnia 2008

[11 IV 2008] piątek

oj się nagadałem

tak się dziś nagadałem, że aż mnie gardziołek boli i głowa ciężka się wydaje... Bardzo miło mi się pogadankowało o Monachium, choć po 1,5 godziny okazało się, że dotarłem w okolice połowy dystansu między 1/3 a 1/2 całości... i trzeba było kończyć! Być może Słuchacze mieli jeszcze ochotę posłuchać, ale z szacunu dla obiecania, że maksimum 1,5 godziny oraz ze względu na umówienie z pewną damą o 15:30, należało bezapelacyjnie skończyć! Swoją drogą dwie sprawy tu widać - po pierwsze co to za prelegent! Po drugie - jak to, co to za prelegent, skoro prelegent ma tyle do powiedzenia, że mógłby na ten temat poprowadzić seminarium kierunkowe przez cały semestr?
intencje
przy okazji też zrodziło się kilka intencji, których zdradzić wprawdzie nie mogę, ale które polecam modlitwie Radiosłuchaczy...
kuniec
a już zupełnie na koniec polecam stronę pewnej szalonej orkiestry z Warsaw:
myśl na dziś
Wytrwaj na modlitwie. — Wytrwaj, choćby twój wysiłek wydawał się daremny. — Modlitwa jest zawsze owocna.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 101

czwartek, 10 kwietnia 2008

[10 IV 2008] czwartek, zaproszenie


[10 IV 2008] czwartek, tytryryryry!

pani miniSTER
integracja europejska postępuje, a tymczasem okazało się, że francuska minister finansów bardzo się cieszy z wielkiej szansy na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, gdyż... pozwoli to ujednolicić system podatków od firm! Wspaniale, też się cieszę. Chyba, że w tym ujednoliceniu chodzi o to, żeby narzucić reszcie Unii nienormalnośc starej Unii w tej kwestii. A, że o to chodzi - chyba nikt nie ma wątpliwości...
zalatan
dziś pangnyszka miał kolokwium i przegląd, do których się przygotowywałem zawzięcie w ostatnim czasie. Z obu sprawek jestem zadowolony, nawet bardzo. Jutro czeka mnie spiczyk na WA PW, do którego kończę rozbudowaną prezentację. Stąd też - siłą rzeczy dziś znów króciutko.
Niektórzy pytają czy uda się nagrać spotkanie o Socratesie - odpowiedź brzmi następująco: mam nadzieję, że uda mi się znaleźć kamerę cyfrową!
myśl na dziś
W trosce o małe rzeczy przejawia się stały duch umartwienia. Jest to droga uprzyjemniania życia innym ludziom.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 991

środa, 9 kwietnia 2008

[9 IV 2008] środa - trzysetny post!

żabeczki, oj żabeczki...

to już trzysetny post w ciągu nieco ponad połowy roku! Pińcet, szeset wręcz procent normy jak widac wykonuję! Także i dziś - od rana na zajęciach na WPiA, w nowym BUWie i Auditorium Maximum, gdzie bardzo miło posłuchałem o historii naszego parlamentaryzmu oraz o makroekonomii. Po drodze - wiedząc, że nie dam rady dziś skrobnąc niczego objętością podobnego Kapitałowi, albo innej kobyle - porobiłem dla Czytelników zdjęcia!
Są i ogłoszenia - dyskusje i panele w piątek oraz sobotę. Jest kurs NPRu (http://www.npr.pl/), banner wystawy o eugenice w BUWie (obecnośc obowiązkowa - temat pojawi się na blogu!) oraz zapis jazdy windą w Rondo 1. Na koniec smaczek historyczny z wystawy Ośrodka KARTA specjalnie dla kibiców Widzewa Łódź...
Dobranoc. Jutro przegląd z projektu architektonicznego (szkoła), do którego przygotowałem się jak Rambo do Afganistanu i Wietnamu, oraz kolokwium z Klasycznych TS, na którym liczę na efekty dotychczasowych lektur, jutrzejszych porannych, a przede wszystkim Ducha Świętego! Trzymajcie kciuki i różańce!
myśl na dziś:
Maciurku, obiecaj, że pójdziesz spac przed 24:00, bo jak nie, to zrobi Ci się guz mózgu i blaszka miażdżycowa odklei... Zresztą o czym my w ogóle gadamy - musisz obiecac!
Oleńka Maciurka, Dzieła zebrane, Tom II - Rozmowy telefoniczne nakłaniające do wczesnego pójścia spac, 9 IV 2008





wtorek, 8 kwietnia 2008

[8 IV 2008] wtorek - film na dobranoc

a poniższy film, żeby nam się lepiej spało...

[8 IV 2008] wtorek, kolejny w tym tygodniu

piątek

teraz już prawie na pewno wiadomo, że w piątek o 14:00 na WA PW będę tokował o moim Socratesie w Monachium. Serdecznie zapraszam, pokażę trochę zdjęć i pobajdurzę. Chociaż starych blogowiczów nie zachęcam, jak to Tomek dziś orzekł: Po co mam przychodzić, skoro wszystko jest na blogu? Co racja, to racja. Postaram się jednak coś powiedzieć nowego.
czwartek
jako rzekę - w czwartek przegląd z projektu. Sporo pracy do tego czasu, tym gorzej, że jutro nie mam dnia wolnego jak koledzy, tylko pędzę na uniwerek i w międzyczasie przygotowuję się do kolokwium z Klasycznych Teorii Socjologicznych w czwartek. No i prezentację przygotowuję na piątek. A jakże! Stąd zapisy do końca tygodnia mogą być rzeczywiście szczątkowe.
dzisiaj
dzisiaj miły przegląd z urbanistyki, przedtem śmieszna korekta z infrastruktury, a po zajęciach - zahaczając po drodze o stomatologa i Filtrową - wizyta w Rondo1 (przegooglujcie ten budyneczek - przepiękny!) w Operze. Czy w Rondzie jest Opera? Jest. Nie taka, jak by się mogło zdawać, ale jest - www.opera.pl
Zdjęcia z windy muszę zgrać z komórki na komputer - wtedy pokażę (swoją drogą - chwaliłem się już nowym aparacikiem? Zrobię to teraz - w końcu, po wielu latach doli i niedoli rozstałem się z moimi wspaniałymi modelami Nokii 3210 i 3310...).
Krótka reflaksja - tokując o perspektywach gospodarki światowej i cenach ryżu w Indonezji z 29. piętra Rondo1 będąc ubranym w garnitur za tysiuncpińcet można łatwo zapomnieć o bożym świecie... By to nie stało się moim udziałem (nie to, żebym miał taki garnitur, ale lepiej dmuchać na zimne!), za radą św. Józefa S. Pelczara kładę co wieczór przy łóżku karteczkę przypominającą mi o śmierci.
tour de internet
żeby żabeczki nie próżnowały, polecam poniższy artykuł wraz z zestawem linków. Info zawdzięczam nieocenionej Pani Nikolecie. Jak by to podsumować? Są rzeczy na niebie i ziemi, które nie śniły się waszym filozofom...
myśl na dziś
Oby nikt na twej twarzy nie odczytał smutku ani bólu, kiedy pośród świata rozwiewasz woń swej ofiary: dzieci Boże winny zawsze być siewcami pokoju i radości.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 59

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

[7 IV 2008] poniedziałek, wspomnienie św. Jana Chrzciciela de la Salle

blogosfera

zobaczcie mili Państwo jak ten czas leci! Już ponad pół roku piszę tego poćciwego bloga... Wiele się w tym czasie działo, prawda? Ilu z tych, którzy czytali mnie w ciężkich, monachijskich dniach czyta mnie jeszcze? Ilu z tych, którzy zostali zaproszeni na bloga w pierwszym dniu jego działalności czyta go jeszcze, przynajmniej nieregularnie? Pytania ładne i ciekawe, ale ja nie mam bladego pojęcia. Jest kilkoro starych trepów, którym bardzo dziękuję, że wciąż tu regularnie zaglądają i często piszą do mnie, lub zostawiają komentarz. Kawał życia z tego bloga, wbrew pozorom!
Tymczasem okazuje się, że czasem można osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego. Nie bardzo wiem, co mam na myśli, bo i własnej nie oddaję, tylko staram się wczuć w to, co myślała osoba, o której piszę. Otóż, na Majdanie Traktora Królewskiego (http://traktor.dobrze.org/majdan.php) okazało się, że lektura bloga była nadzwyczaj przykra. Tak jest, była przykra i wywołała nerwy.
Problem polega na tym, że zarówno klasyczny pisarz, jak publicysta, a tym bardziej blogger odpowiada za to co oraz jak pisze o wiele bardziej, niż jest to sobie w stanie wyobrazić. Ponieważ kreacji podlega wszystko - prócz samego tekstu, jego zawartości merytorycznej oraz atmosferycznej, także jego osoba (zazwyczaj nie znana osobiście) wraz z jej wszystkimi przyzwyczajeniami, dziwnymi cechami, które rzucają na interpretację tekstu bardzo, bardzo wiele. Nie wiem na czym polega problem w tym przypadku, wiem jedno - wolałbym popisać sobie maile lub się spotkać i pogaworzyć o sprawie, zamiast przerzucać na Majdanie ogólnikowymi opiniami. Tak, czy siak - najgorszy humor mam wtedy, gdy ktoś ma przeze mnie (lub przez wyobrażenie o mnie) zły humor.
wyobrażenia
swoją drogą bardzo ciekawe jest to, jakie wyobrażenia pielęgnują w sobie ci Czytelnicy, których nie miałem okazji poznać osobiście... czy na przykład wierzą w to, że akty perwersyjnej niekiedy autoironii łykają gładko święcie przekonani, że to wybujała megalomania... Jeśli ktoś chce coś napisać - hulaj dusza, komentarze i maile stoją otworem. Chociaż z drugiej strony - nie ma sensu mówić o mnie. Bo blog nie jest o mnie, tylko o tym co ja powiem. Więc mną sobie głowy nie trujmy, chociaż z konieczności niekiedy o sobie coś wspomnę.
ora et labora
dziś przemiła korekta z projektu architektonicznego u mgr. inż. Parczewskiego (chyba, że jest drem inżem - wówczas przepraszam za poniżanie...)! Ów ostatni okazał się być wedle własnego określenia Wernyhorą, bo wpadł na ten sam pomysł rozwiązania wejścia, który mi się przyśnił!
Jutro przegląd z projektu urbanistycznego, a w czwartek architektonicznego. W piątek natomiast wygłoszę pogadankę na temat mojego Socratesa w Monachium pod roboczym tytułem: Ordnung muss sein, czyli Gnyszki Socrates wśród butnych Germanów. Prawdopodobnie o 14:00. W którejś z sal. Ma ktoś ochotę? Zapraszam!
gełda panie, gełda
dawno nie pisałem o GPW. Bo i co tu pisać, skoro mój portfelik zaczął się zachowywać radykalnie lepiej, niż główny rynek i zdarzenia na tym ostatnim przestały mnie emocjonować? Ze Stanów płyną na przemian kiepskie i dobre dane makro. Z Polski zaś same dobre. Co tu robić? Na coś się zdecydować, moi Mili. USA są już oficjalnie w recesji (Ben Bernanke dzień przed publikacją danych o gwałtownej zwyżce bezrobocia orzekł, że jeśli bezrobocie skoczy, to jesteśmy w recesji... prorok?), więc można w końcu spokojnie spać - inwestorzy zaczną grać pod ożywienie, bo recesja jest w cenach od dawien dawna...
Większa ostrożność wskazana - ruchy na parkiecie mogą być bowiem nerwowe i mylące.

myśl na dziś
Najdrożsi: niech Jezus strzeże moje córki i moich synów!
bp Javier Echevarria, List od Prałata (Kwiecień 2008) http://www.opusdei.pl/art.php?p=27271

niedziela, 6 kwietnia 2008

[6 IV 2008] Niedziela

co sobie żabeczki myślały?

żabki moje złote czytelnicze myślały, że dziś będzie post? Oj, nie za bardzo będzie. Pangruszka dziś od rana świętował niedzielę w kościele, potem popracował nad projektem szkoły, następnie wyjechał do Warszawy na przemiły obiad/podwieczorek/kolację, po których wróciwszy pocieszył stęsknioną Oleńkę (której zawsze zdaje się, że ja wcale nie tęsknię gdy Ona tęskni) i zaraz zabiera się za nocny spoczyn. Jednym słowem - zmęczyłsia świętowaniem, które wczoraj miało swoje preludium w postaci imienin Taty, a dziś swoje przedłużenie.
Zresztą kto to myślał pisać bloga w niedzielę. W Monachium - jasna sprawa, bez bloga człowiek by zwariował... Swoją drogą - muszę zmienić swoją notkę biograficzną, bo z Bawarią mam już tyle wspólnego, co z Andorą - byłem!

myśl na dziś
żeby co niektórzy nie zapomnieli w co wierzą...

sobota, 5 kwietnia 2008

[5 IV 2008] sobota, dziś troszkę o pederastach

dzisiaj

dziś dzień nieco imprezowy - bo obchodzimy przedwczorajdze imieniny Taty. W związku z tym blog ma charakter filmowo-obrazkowy. Tak się składa, że dzisiaj zdominuje go tematyka związana ze zboczeniami seksualnymi...
dla mocnych

mam nadzieję, że nikogo nie zgorszy ten artykuł... ale mimo ryzyka zamieszczam go. Pochodzi ze świątecznego Najwyższego Czasu! (http://nczas.com/) i prześwietla nieco środowisko pederastyczne. Dla wszystkich fanów Joanny Najfeld (z Krzysztofem J. ze Sz. na czele!). Jak by go podsumować... dowodzi, że słuszną jest teza panagruszki, iż zachłyśnięcie się pederastią pochodzi z ogólnego zseksualnienia żywota i zmiany koncepcji samej płciowości w kierunku koncepcji Rewolucyjnej. Nie chodzi tu bowiem o miłość. Nie chodzi też o miłe przeżycia nawet.
Tu chodzi o to aby poobcierać się o coś prąciem. Bo to się nazywa pożądliwość. Niezależnie od tego, czy heterycka, czy homoseksualna.

Panmorozowski

powyżej wywiad z niejakim Morozowskim z tefałenu. Tak, to ten co to na koszt konsumentów reklamodawców, którzy się w tefałenie reklamują zamówił z Ameryki dwóch panów, którzy odważnie twierdzą że są równocześnie katolikami i aktywnymi pederastami. Jak widać po okularach - ów Pan jest także wybitną umysłowością.
Dwa pytania - co to jest ta tajemnicza homofobia? Jakiś owad? Drugie - czy Panmorozowski gardłował wówczas, gdy niejaki tow. Siwiec z tow. Kwaśniewskim z Papieża dworowali, by obaj udowodnili, że chrystofobami nie są?
Odpowiedzi się domyślam. Dziękuję. Nie chcę tego bęcwała więcej widzieć.

myśl na dziś
Bez pomocy Bożej nie można prowadzić życia czystego. Bóg pragnie naszej pokory, pragnie, byśmy prosili Go o pomoc, za pośrednictwem naszej Matki i Matki Jego.
Musisz natychmiast w samotności swego serca, któremu towarzyszy jedynie Najświętsza Maryja Panna, powiedzieć Jej bez zgiełku słów: Matko moja, to moje biedne serce czasami się buntuje... Lecz jeśli mi pomożesz... - I pomoże ci, abyś zachował je w czystości i abyś dalej szedł drogą, na którą Bóg cię wezwał. Najświętsza Maryja Panna ułatwi ci zawsze pełnienie Woli Bożej.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 315

[5 IV 2008] sobota, św. Wincentego Ferrariusza

z okazji mojego cotygodniowego Dnia Maryjnego, posłuchajmy sobie Bogurodzicy, wykonania nowatorskiego, bądź co bądź...


piątek, 4 kwietnia 2008

[4 IV 2008] piątek, św. Izydora, za trzy miesiące i trzy dni moje urodziny!

my
chciałem powiedzieć - po ostatnim zanurzeniu w Państwo Platona - że niektórym wciąż się wydaje, że katolicyzm to takie pobożne pitolenie o Dobru, Pięknie, czy coś w tym stylu - ot, takie milutkie kazanka Sokratesa... a to coś znacznie więcej niż Sokrates i Platon razem wzięci. Jak to powiedział św. Augustyn (cytuję z pamięci): Chrześcijański osesek więcej mądrości ma, niż niejeden pogański filozof.
kaznodziejstwo a formacja
ano właśnie. Kaznodziejstwo - ten temat obiecałem poruszyć na początku tego tygodnia. Otóż, jak już stwierdziliśmy wyżej, katolicyzm to nie takie pitu-pitu o pięknych rzeczach. Powiem inaczej - to znacznie więcej, niż pitu-pitu o pięknych rzeczach. To także pewna technika - w postaci duchowości, w postaci Sakramentów, wybujałych form pobożności - technika urzeczywistniania tego, o czym mówi się pięknie. A pięknie mówi się o tym, jak naśladować Pana Jezusa. Katolicyzm zatem to także praktyczna wiedza na temat tego, co robić, by być drugim Chrystusem, by być jak Chrystus.
Gdy słucha się kazań, lub czyta katolickie gazetki, czy nawet i książki... czy nawet jeśli się z katolikami obcuje - wówczas wydaje się chyba, że tego praktycznego elementu nie ma. Albo, że jest on niepoznawalny, tajemniczy i nikomu nie znany. Pal sześć gazety i to co sądzą szerokie koła, ale to że w kazaniach tego może brakuje, to już jest skandal. Bo co przychodzi wiernemu stąd, że ktoś mu mówi, żeby robił dobrze, a nie mówi jak to konkretnie urzeczywistnić? Co z tego, że słyszy na kazaniu o czystości, skoro nigdy nie słyszał po pierwsze co to ta czystość konkretnie w życiu w poszczególnych stanach jest, po drugie zaś - jak to się ma do pokus, jak to się ma do ascezy, i co w ogóle konkretnie - minuta po minucie przez życie - robić? Albo że słyszy w kółko o modlitwie, a zniechęca go choćby to, że mu się modlić nie chce i w ten sposób całe życie odkłada różaniec na jutro? Skąd on ma wiedzieć, jak to konkretnie wcielić w życie, czy ktoś mu zasugeruje pewne oczywiste dla tradycji chrześcijańskiej rozwiązania? A kto ma mu zasugerować, skoro na ambonie mówi się tylko o tym, że dobrze jest robić to i tamto? Więcej - niekiedy na ambonie wcale o tym się nie mówi, tylko już zupełnie odlatuje się w poezję tak, że każde kazanie można by zakończyć stwierdzeniem: Bo to chodzi o to, żeby dobrym być.
Mało tego. Człowiek przecież potrzebuje kierownictwa duchowego... osobistego trenera, który będzie mu przez życie towarzyszył, radził, nieraz oceniał, zachęcał, etc. Ale skąd on ma wiedzieć, że coś takiego w ogóle jest możliwe... powiedzielibyśmy kiedyś - z kultury chrześcijańskiej, w której jest zanurzony. Dla tych, których zadowala ta odpowiedź, dla tych którzy twierdzą, że rzeczywiście kultura, w której przebywamy przechowuje tradycję christianitas - kultury wyrosłej czerpiącej soki żywotne i inspirację z katolicyzmu - mówię krótko: nie. To zaczęło przestawać istnieć już setki lat temu... Teraz to już piąta woda po kisielu.
Nie ma w domu tradycji rozważania, nie ma wspólnych modlitw, nie ma częstej spowiedzi, nie ma nauki katechizmu, nie ma nic. Z tych domów biorą się księża. Z tych księży są kaznodzieje. Z ich ust płyną te bajki... które wypływając z opisanego wyżej stanu rzeczy, umacniają go i reprodukują.
mszyzm
rozpisałem się. Być może chaotycznie, ale coś jakiś takiś zmęczony jestem. Może koniaczku trzeba by chlupnąć, żeby do życia się pobudzić? Niee... koniaczku nie lubimy, wolimy albo dobry napój chmielowy z pianką, albo śliwowicę. Dobry katolik lubi czasem chlupnąć z radości, prawda panie Chesterton?
OK. Lecimy dalej. Elementem tej dewastacji kultury (pisałem o tym poprzednio przy okazji omawiania Rewolucji) jest mszyzm. Mszyzm, czyli jakaś dziwna ciągota stłoczenia wszystkiego w Mszy Świętej. Dla pełnej jasności - wszystkiego z wyjątkiem Meritum. I otóż, Msza ma być szkółką niedzielną, pogadanką dla dzieci, popisem retorycznym, pięknym teatrem, spotkaniem sąsiadów dla integracji i wytworzenia kapitału społecznego... jednym słowem, wszystkim poza Ofiarą. Powiem szczerze - bardzo długo nie byłem świadomy, że na ołtarzu umiera Pan Jezus. Umiera najzupełniej realnie.
Powiedziałby ktoś, że to jasne, bo trzeba ludziom ułatwić odbiór, zachęcić, etc. Tak? Naprawdę? Jak można ułatwiać komuś zrozumienie i przeżycie komuś czegoś rugując to z pola widzenia i zasłaniając jakimś szajsem? Kurczę, polecam naprawdę zrobienie ankiety wśród ochrzczonych na ten temat... Nagle wyjdzie, że - i tak jest w rzeczywistości - w kraju nad Wisłą procent katolików da się zmieścić w jednocyfrowej postaci. Lub między 10% a 20%. To byłby chyba rekord świata.
Niestety - gdzie umiera Msza - tam umiera i Kościół. Nie mam nic przeciwko zachęcaniu, tłumaczeniu, ułatwianiu... ale błagam - obróćcie się wstecz, do 2000-letniej Tradycji i odkryjcie szkółki niedzielne, bractwa przeróżne, towarzystwa, pogadanki, rekolekcje, nauki stanowe... wreszcie - czytanie książek i osobistą duchowość.
Reszta to ściema, choćby wyszła z Wydawnictwa Archidiecezjalnego pod tytułem np. Współczesna homiletyka.
Gazociąg...?
porzucając na moment sprawy duchowe - chciałem podzielić się radością z powodu kolejnego cudu! Kolejny sukces! Kto uważa inaczej ten debil!
Otóż dzięki wyśnionemu od wieków Traktatowi Lizbońskiemu - jeśli zostanie ratyfikowany przez państwa członkowskie - tracimy możliwość blokowania np. budowy Gazociągu Północnego. Hehe... Ma ktoś jeszcze wątpliwości, że UE rządzi trójkąt Niemcy-Rosja-Francja?
w lewo zwrot
PZPR, znany teraz jako SLD skręca w lewo. Nie chcę nic mówić, ale wróżę czerwonemu barbarzyństwu w przyszłości spektakularny sukces. Teraz zaś ci którzy narzekali w zeszłym roku na inicjatywę ws. zmiany Konstytucji (tak, również biskupi...!!!) - niechaj przejrzą na oczy i uderzą się w piersi. Są bowiem najwyraźniej naiwni, mimo iż siwizna niekiedy prószy im skronie. Olejniczak ogłasza zwrot w lewo. Kwaśniewski namaszcza Sierakowskiego na przywódcę lewicy (skąd te biblijne gesta u komunistów?).
Wybuch jurgieltu podobnego do hiszpańskiego, gdy w dwa lata z normalnego kraju stała się krajem pederastyczno-aborcyjnej awangardy, wybuch ten jest bliski. Zalecam przygotowania. Sierakowski jest bardzo skuteczny. A masy bardzo głupie.
myśl na dziś
Wynotowałem słowa owego robotnika, który po zorganizowanym przez ciebie zebraniu mówił rozentuzjazmowany: "Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił o szlachetności, uczciwości, uprzejmości, wspaniałomyślności jak tutaj..." — I zakończył zachwycony: "W obliczu materializmu wszelkich lewic czy prawic to jest prawdziwa rewolucja!"
Każda dusza potrafi zrozumieć braterstwo, które ustanowił Jezus Chrystus: Przyłóżmy się do tego, żeby to nauczanie nie utraciło mocy!
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 754

czwartek, 3 kwietnia 2008

[3 IV 2008] ćvartek

padanie

dziś nadzwyczaj męczący dzień - fizycznie i psychicznie. Nie zamierzam tu się nad tym rozwodzić, dość powiedzieć, że spałem 5 godzin i miałem superintensywny dzień obfitujący w wyjątkowo miłe i wyjątkowo niemiłe, wręcz kuriozalne sytuacje. Ale co tam - jak ruska stal być należy, a jutro już lżej będzie i milej. Zresztą jutro piątek - Pan Jezus wisi na krzyżu, więc na co się tu skarżyć?

Weber
nie rozwinę przeto dziś skrzydeł, choć nazbierało mi się od wczoraj tyle tematów i nawet dość z nich dumny jestem, i nawet zaczynam mieć o sobie lepsze zdanie... ale - dziś wszystkich nie poruszę. Jedynie jako zajawkę krótka myśl na temat Maxa Webera.
To, że cokolwiek powie Weber, to prawda objawiona, to wiadomo z doświadczenia - tak ludzie rzeczywiście go postrzegają. No, ale jeśli Maksio pisze u siebie w Etyce protestanckiej a duchu kapitalizmu, ni mniej, ni więcej, tylko że u katolików, zewnętrzne dostosowanie się do nakazów Kościoła wystarcza do zbawienia, to co wtedy? Koleś dowodzi jedynie tego, że nie ma bladego pojęcia o czym pisze. Hehehe... a potem piszą w gazecince, że Weber udowodnił, że nie ma kapitalizmu bez protestantyzmu. No, a potem to już jest oczywiste nawet dla Pani Geni z magla. I nie ma gadki.
Ale gadka jest... niech skapieję, ale mam zamiar Webera naprawdę zmasakrować... Chyba, że mi nie wyjdzie, to wtedy się ucieszę, że jednak udało mi się do czegokolwiek dojść w tym zakresie.
reklamy
te reklamy co się na górze pojawiły, to nie ten Tajemniczy Reklamodawca, o którym pisałem ostatnio...
myśl na dziś
Ciągle jestem nędznym stworzeniem — powiadasz mi.Ale przedtem na myśl o tym odczuwałeś zawsze wielką przykrość! Obecnie bez zobojętnienia ani ustępstw, potrafisz uśmiechnąć się i ponownie podjąć swą walkę z coraz większą radością.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 271

środa, 2 kwietnia 2008

[2 IV 2008] środa, rocznica śmierci Papieża

nic dodać, nic ująć

żabki moje, już pewnie powracałyście z kościoła, a ja wróciłem z Warszawy i muszę zapędzać do pracy nad projektem i socjologią na jutro. Papieżowi ku pożytkowi wiecznemu odmówiłem o 21:37 Anioł Pański i niestety wracać muszę do roboty... Stąd też i post króciutki. Nie bójcie się jednak - już jutro, bądź pojutrze zaleję Was takim potokiem pisaniny, że chyba się nie obrobicie do przyszłego tygodnia z czytaniem!

Po obejrzeniu filmu zachęcam do prześledzenia tego, jak czci się Jana Pawła II wśród inwestorów giełdowych, którzy na co dzień zajmują się wyliczaniem wycudzołożonych koleżanek i zalet nowych samochodów, które już jadą zza granicy. Dziś uderzają w deseń bogobojny. Wciąż ci sami - w jeden i drugi deseń uderzają...

http://www.parkiet.com/forum/viewtopic.php?t=116403&postdays=0&postorder=asc&start=0&sid=7f4ac77d0698a3bb11a7fa23eb3b6b4f

http://www.parkiet.com/forum/viewtopic.php?t=116400&postdays=0&postorder=asc&start=0&sid=7f4ac77d0698a3bb11a7fa23eb3b6b4f

wtorek, 1 kwietnia 2008

[1 IV 2008] wtorek, czarny wtorek

żałoba

pozwalam sobie ogłosić żałobę blogową z okazji przegłosowania ustawy rekomendującej Prezydentowi RP ratyfikację Traktatu z Lizbony. Donald coś majaczył o Janie Pawle II w kontekście Lizbony (żenada...). To, co cieszy, to fakt iż 9 posłów z PiS i PO wystąpiło z tych klubów i utworzyło koło poselskie o nazwie Koło Poselskie Unii Polityki Realnej. Co jeszcze cieszy? Cieszy również i to, że wybornie pangruszka poczyna sobie na giełdzie i kiedyś, gdy już mu nawet Putin nie podskoczy, chwyci tych brukselskych durniów za fraki i przemówi jem do rozumu... A cieszy i to, że Prawica Rzeczypospolitej się odezwała w sposób ostateczny na temat Traktatu (wcześniej Pan Marszałek nie wypowiadał się tak jednoznacznie).
linki na temat:
Z racji żałoby nie przeczytacie dziś nic o obniżeniu się bezrobocia w Europie, euforii na rynkach w USA, ani niczym innym, lecz obejrzycie dobranockę, a co!
Polecam również lekturę komentarza Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina pod postem z ostatniej soboty.




myśl na dziś
Powiem ci, jakie są skarby człowieka na tej ziemi, abyś nie gardził nimi: głód, pragnienie, upał, zimno, cierpienie, pohańbienie, ubóstwo, samotność, zdrada, oszczerstwo, więzienie...
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 194

poniedziałek, 31 marca 2008

[31 III 2008] poniedziałek, dobranoc!

dobranoc, dobranoc...



[31 III 2008] poniedziałek, uroczystość Zwiastowania Pańskiego

Rewolucja
w końcu obiecany komentarz na temat Rewolucji. Co rozumiem przez to pojęcie? Otóż, cofnijmy się w czasie do średniowiecza i zauważmy roboczo, że była to epoka przeniknięta chrześcijaństwem, tj. katolicyzmem. Przeniknięta tzn. wiele obszarów ówczesnej kultury było takie, jakie były dzięki inspiracji chrześcijaństwa. Nie jest to jednak jakiś złoty wiek, jakiś ostateczny i godny czci kształt kultury. Nie jest tak chociażby ze względu, że tak zwane średniowiecze to nieomal 1000 lat (a więc połowa naszej ery - myśleliście kiedyś o tym...?), w czasie których kultura owa ewoluowała. Pic jednak polega na tym, że ewoluując, ewoluowała w pewnym kierunku, który jako tako można przewidzieć (chociażby przez to, że wie się co jest z nim sprzeczne). Tę kulturę, tę christianitas z jej własnym, organicznym rozwojem, niszczy Rewolucja. Rewolucja, czyli po prostu inny paradygmat, inna wizja tego, jak kultura wyglądać powinna, ku czemu powinna dążyć, wreszcie co jest godne pochwały, a co potępienia. Jeżeli zaś uznaliśmy, że owa pierwotna kultura jest chrześcijańska, a Rewolucja dąży - z definicji - do zniesienia zastanego porządku w pełni (zresztą nie może być inaczej, po to robi się rewolucje) - jeśli zatem tak jest, to Rewolucja jest siłą antychrześcijańską, czyli antykatolicką (skoro w Kościele jest pełnia Objawienia).
Tak bym streścił poglądy doktora Plinio, tj. Plinio Correa de Oliveiry, założyciela TFP (międzynarodowej sieci Stowarzyszeń Obrony Tradycji, Rodziny i Własności - http://www.pliniocorreadeoliveira.info/ENGLISH.asp oraz http://www.tfp.org/ - strona od jakiegoś czasu nie działa, nie wiem dlaczego).
Podsumujmy cytatem z dra Plinio - Jeśli Rewolucja jest nieporządkiem, Kontrrewolucja jest przywracaniem porządku.

W porządku, to gdzie te Rewolucje w historii (czy raczej Rewolucja)? Otóż, karuzela, tj. I Rewolucja zaczyna się z herezją Lutra, potem lecą kolejne odsłony tej samej Rewolucji - od Rewolucji Francuskiej, aż po 1968 rok. Nowość perspektywy Plinio Correa de Oliveiry polega na tym, że można ją odkryć de facto samemu, zastanawiając się nad przebiegiem dziejów (nie chcę zmarłemu doktorowi Plinio czynić wyrzutów, ale doszedłem do podobnych wniosków samodzielnie...) oraz na tym, iż niezwykle trafnie syntetyzuje kolejne wydarzenia, które zazwyczaj dla mało przenikliwych umysłów nie są w ogóle związane.
Pisząc posta, którego skomentował(-a) jb, tj. twierdząc że jesteśmy społeczeństwem poRewolucyjnym, miałem na myśli właśnie to - jesteśmy społeczeństwem (już nawet niezbyt narodem jesteśmy), które jest słabiutkim cieniem dawnej i obecnej Christianitas, tj. cywilizacji chrześcijańskiej.
Jeśli rzeczywistość nam się nie podoba, jeśli nie podoba nam się rozwiązłość, miałkość intelektualna, wszędobylska dekadencja, beznadzieja, bezsens, nijakość więzi, rozpad rodziny, niepokój, ruja i poróbstwo - wiedzmy, że nie komentujemy cywilizacji chrześcijańskiej, ale rzeczywistość Rewolucji. Mimo, że Rewolucja uparcie twierdzi, że wciąż walczy z silniejszym od niej chrześcijańskim ciemnogrodem.
Swoją drogą, także u Alexisa de Tocqueville'a, bodajże w O demokracji w Ameryce albo w O rewolucji i dawnym ustroju znajdujemy twierdzenie, że Rewolucja Francuska jest zastosowaniem tej samej myśli, tej samej zasady filozoficznej, którą zaimplementowała rewolucja Lutra...

kaznodzieje
zanim napiszę coś o jakości kaznodziejstwa, a chcę coś napisać, krótka myśl z wczorajszego kazania: Nie możemy być jak ta ruska zabawka, co się tak buja i ciągle wstaje.
No!

modelki
nie zastanawiało Was nigdy, kochani Czytelnicy, dlaczego w katalogach mody i parapornograficznych pismach dla leniwych kobiet (np. ostatnio wspomniany Glamour) najczęstszą pozą, w którą formuje się wyciućkane ciała modelek, to poza którą określam: Zobaczcie jak dokładnie ogoliłam pachy!

pederaści atakują!
słyszałem, że Prezydent głosił ostatnio orędzie, w którym pokazał jakichś poprzebieranych za nowożeńców dwóch panów zza wody, których przedtem widziałem w tefałenie, bo to ich przebieranie to było ponoć światowej rangi wydarzenie. Teraz słyszę, że te panowie przyjeżdżają do mojego kraju na zaproszenie tefałenu żeby udzielić wywiadu i myślą, że ktokolwiek ich wpuści do Pałacu Prezydenckiego, którego każdy mebel w jakimś stopniu współfundowałem ja i moja rodzina. Jeśli ktoś ich wpuści, to chyba jednak Bolesław Wałęsa miał rację z tym durniem...
Ale, ale, nie o tym mowa. Otóż jakiś cymbalista z Onetu napisał, poniższy tekst, w którym pada takie zdanie: Jak godzą [te dwa panowie z USA - przyp. MG] swoją żarliwą katolicką wiarę ze swoim homoseksualizmem?

O tym, że jest to bezsens każdy chyba wie, więc tylko krótko wyjaśnię to na końcu, natomiast teraz chciałbym odpowiedzieć temu panu redaktoru, czy pani redaktor, że godzą te dwie sprzeczności jak i Stalin godził wychowanie w seminarium prawosławnym z zapędami ludobójczymi - po heglowsku, dialektycznie!
Gośćmi Teraz My! będą Brendan Fay i Tom Moulton. Zdjęć z ich ślubu użyto w orędziu Lecha Kaczyńskiego. Co chcieliby powiedzieć polskiemu prezydentowi? Jak godzą swoją żarliwą katolicką wiarę ze swoim homoseksualizmem? Zadaj swoje pytanie!

Dobra, odkładamy figle-migle na bok. Aktywny homoseksualizm, jak każda forma cudzołóstwa jest grzechem śmiertelnym. Nie da się pogodzić grzechu śmiertelnego, w którym trwa się z uporem i dobrowolnie z wiarą katolicką. Znaczy to tylko tyle, że nie ma takiej istoty na świecie, która w jednym czasie byłaby katolikiem i nim nie była. Toż Arystoteles się w grobie przewraca! Tak jak nie ma katolika-abortera, katolika-komunisty, ani katolika-satanisty, tak też nie ma katolika-aktywnego homoseksualisty, katolika-aktywnego bigamisty, itd. Takie zwierzę nie istnieje.
Powtórzę jeszcze raz to, co kiedyś już na blogu wyłuszczyłem. Zgadzając się na supremację cudzołóstwa nad współżyciem, akceptujemy równouprawnienie pederastii z heteroseksualizmem. Uważając pederastię za tzw. orientację seksualną, zgadzamy się również, iż inne zboczenia, to orientacje (gdyż nie ma żadnych przesłanek, by przyjąwszy to założenie temu drugiemu zaprzeczyć). Jednym słowem - godząc się na Rewolucję w pierwszej postaci, lecimy prostą drogą przez kolejne jej postacie... Możecie wierzyć lub nie - niedługo bez mrugnięcia okiem w telewizji będzie mowa o dyksryminacji pedofilów. I prawie nikt nie znajdzie argumentu przeciwko. A ten, kto znajdzie, to radykał i niebezpieczny człowiek.

do obejrzenia
obejrzyjcie i poznajcie Joannę Najfeld, tzw. Najfeldkę, którą miałem przyjemność poznać w zeszłym roku pod Sejmem. Tutaj w tefałenie z jednym z panów z portalu pederastyckiego. Bardzo wdzięcznie go rozjechała.

Traktat z Lyzbony
tymczasem, niejaki Gosiewski Edgar Przemysław, nasz utrzymanek w Sejmie ogłosił, że PiS jednak się zgadza na Traktat z Lizbony w zamian za jakieś ważne obietnice Tuska Donalda w innych kwestiach. Przeżyjmy to jeszcze raz innymi słowami: Cześć, jestem Edgar. Oddajemy gigantyczną część suwerenności Unii Europejskiej, OK, nie ma sprawy, ale niech Pandonald się zgodzi, żeby ceny znaczków poszły w górę tylko o 4 a nie 5 groszy w obrocie krajowym.

myśl na dziś
Na tym polegała wielka rewolucja chrześcijańska: zamienić ból w owocne cierpienie; ze zła uczynić dobro. Pozbawiliśmy diabła tej broni..., a z nią zdobywamy wieczność.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 887

ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO