Pokazywanie postów oznaczonych etykietą unia europejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą unia europejska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 stycznia 2010

[4 I 2010] o kościelnym fundraisingu i dyskusjach

dyskutanci
widzę, że dyskusja pod poprzednim postem się rozwija, przy czym zaznaczę, że komentarz Janka A. Lipskiego jest komentarzem wzorcowym i powiem nieskromnie, że takiego właśnie się spodziewałem. Tak, jestem wróżem.
Janek polemizować nie chce, więc i ja nie będę, tym bardziej, że rzeczywiście od pewnego czasu na polemiki blogowe nie mam po prostu czasu, musząc ograniczyć się do akceptowania komentarzy. Mnie to przestało smucić, bo są sprawy ważne i ważniejsze – nie tylko powinienem, ale i muszę wybrać te ważniejsze. Ewentualna dyskusja dotyczyłaby tego, jaka jest rzeczywistość, a więc czy: po pierwsze opis obaw biskupów dokonany przez Janka jest adekwatny, po drugie – czy któreś z tych obaw sprawdziły.
Janek twierdzi, że nie – ja zaś nie do końca wiem dokładnie, jak rekonstruuje obawy biskupów, ale na tyle na ile się domyślam, to w kwestii „pana ateizmu” chyba jednak coś jest na rzeczy. Kiedy ostatnio mieliśmy do czynienia z inicjatywą zdejomowania krzyży w szkołach, albo marzami ateistów w Polsce? Proponuję również zerknąć nieco szczegółowiej w dane zbierane przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego.
Jeśli chodzi o to, czy masoneria jest problemem, czy nie – proponuję zapoznanie się z Magisterium, np. encykliką Humanum Genus (kto nie lubi tekstów źródłowych, niech poczyta bryki), a także chociażby z ostatnimi posunięciami na przykład austriackich lóż. Oczywiście, Janek pewnie uważa, że błądzimy tu po omacku, rojąc o jakichś mitycznych masonach, podczas gdy Janek wie z innych źródeł, że to brednie. Celowo mówię z zawoalowany sposób, ale dość stwierdzić że między lożami poszczególnych obrządków istnieją różnice w autoidentyfikacji, a co za tym idzie z postrzeganiem innych obrządków. Mówię to po to, by uświadomić Janowi, iż niewykluczone, że istnieją loże, które jego źródło uważają za lewe.
Oddajmy to analogią. Spotyka się człowiek niewierzący z człowiekiem, który z Kościołem ma tyle wspólnego, że był chrzczony i przystąpił do sakramentu I Komunii Świętej – poza tym jeździ sobie na Taize. No i ów niewierzący uczy się od tego pierwszego czym jest Kościół Katolicki, jaka jest jego doktryna, etc. Później spotyka się z tradycjonalistą obrytym w Magisterium i jego subtelnościami w wadze wypowiedzi... i nagle okazuje się, że pierwsze źródło informacji, choć może i jakoś tam do Kościoła należy... ale to baaaaaaaaaaaaaaardzo dalekie peryferie i pretendować do miana wyraziciela Magisterium nie może. Podobnie z masonerią, tym bardziej, że temat owiewa mniejsza lub większa tajemnica.

wolność religijna
wracamy do spraw z ostatniego posta. Drugą kwestią, która obudziła moją kontrrewolucyjną czujność w liście biskupów, była kwestia wolności religijnej. Otóż, biskupi piszą (rekonstruuję z pamięci), że Kościół stoi na stanowisku obrony wolności religijnej. Mnie dotychczas zdawało się, że Kościół stoi na stanowisku obrony tolerancji religijnej, a nie wolności. Różnica? Oczywiście.
Jeśli bowiem Kościół utrzymuje, iż jest religio vera, jak przez wieki, to siłą rzeczy musi twierdzić, że sytuacja, w której religie są równouprawnione jest niedopuszczalna. Inne religie mogą być jedynie tolerowane, ale pełnię przywilejów musi mieć katolicyzm, właśnie jako religio vera. Ktoś powie – no dobrze, ale co z Vaticanum II? Odpowiadam – nic. Każdy akt Magisterium musi być niesprzeczny z innym aktem Magisterium – Vaticanum II również nie może zrywać z Tradycją (tam, gdzie jest nieomylna). Po drugie – pytanie brzmi jaką wagę ma „sobór pastoralny”, jak nazwał Jan XXIII otwierany przez siebie sobór. Jan XXIII i Paweł VI różnicę widzieli w tym, że nie miał on definiować żadnego dogmatu. A skoro tak – to tym bardziej Vaticanum II należy interpretować ściśle w duchu Tradycji. A jeśli tak – to zapraszam do lektury, bo żeby coś w tych tematach powiedzieć, należy wiedzieć o wiele więcej, niż: omówienie „Gaudium et spes” w gazecie oraz dziesiątki laudacji mgliście powołujących się na to, co w „Gaudium et spes” jest, oraz to, czego nie ma. Chętnym serdecznie polecam książkę prof. Amerio, pt. Iota Unum (którą właśnie kończę czytać, a którą przy okazji organizacji Mszy Trydenckich w Brwinowie sprowadziłem do prowadzonej przeze mnie księgarenki i chętnie sprzedam także przez internet).

o czym piszemy, a o czym nie
często, gdy piszę na jakiś temat (szczególnie w kwestiach dotyczących zjawisk drażliwych, czy konkretnych osób), muszę podać jedynie wniosek i przesłanki abstrakcyjne, nie podając ani nazwisk, ani relacji z rozmów. Tak jak było to ostatnio w kwestii psucia prywatnych przedsiębiorców przez fundusze UE – jeden z komentatorów nie wierzy jedynie dlatego, że nie podaję nazwisk, nazw firm, etc. Jestem przekonany, że nawet gdybym podał – nie uwierzyłby, ja zaś nie mam zamiaru odkrywać się w pełni. Kto ma głowę zainfekowaną – ten nie uwierzy w nic, czegokolwiek nie przeczytał w źródle, do którego jest przywiązany. Nic na to nie poradzę – kwestia zaufania i zamknięcia głowy.

fundraising kościelny
podobnie jest i tym razem. Miałem okazję ostatnio spotkać się z przedstawicielami wielu organizacji związanych z Kościołem – zarówno świeckich, jak i zakonnych. To, co mnie uderzyło, a rozmawialiśmy o finansach, tym czym się zajmujemy, to pewna zmiana. Jest ona zauważalna na dwa sposoby. Po pierwsze – nie usłyszałem nikogo, kto opisując działania swojego podmiotu nie używałby europejskiej nowomowy. Dowiedziałem się na przykład, że zakonne dzieła miłosierdzia zajmują się „wyrównywaniem szans edukacyjnych, przeciwdziałaniem trwałemu bezrobociu oraz przeciwdziałaniem wykluczeniu społecznemu”. Wielkie nieba – myślę sobie – skąd ten język? No, ale to pewnie skutek wypełniania papierków w podaniach do Europejskiego Funduszu Społecznego – tak to sobie zracjonalizowałem.
Idziemy dalej... każda organizacja ma jakieś aspiracje – rozmawialiśmy także o tym, jakie sukcesy chcielibyśmy osiągnąć. Okazało się, że wszyscy poza mną marzą albo o nagrodzie Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, albo EFSu, albo Marszałka Województwa. Uwaga – mówimy o duchownych, nie świeckich działaczach... Przepraszam, są tu jacyś obrońcy rozdziału Kościoła i państwa?
Temat będzie kontynuowany...

myśl na dziś
Twoje zadanie apostoła jest wielkie i piękne. Znajdujesz się w punkcie przecięcia się łaski z wolnością dusz i uczestniczysz w najuroczystszym momencie życia niektórych ludzi: w ich spotkaniu z Chrystusem.
św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 219



sobota, 2 stycznia 2010

[2 I 2010] Nowy Rok - nadszedł a Unia niedobla jezd...

Nowy Rok
no i wkroczyliśmy w rok 2010! Wiele nas czeka, więc trzeba się do niego dobrze przygotować, nie zaniedbać duszy, ciała i intelektu! Zanim go jednak w pełni zainaugurujemy – pora najwyższa rozprawić się jeszcze z kilkoma tematami z roku poprzedniego. Do dzieła!

biskupi przemówili ludzkim głosem!
będąc w poprzednią niedzielę u Oleńki miałem okazję wysłuchać ostatniego listu biskupów polskich. Posłuchałem... posłuchałem... i oniemiałem! Zmienił się nieco język, którym biskupi zaczęli przemawiać! Otóż, usłyszałem jasne, jednoznaczne stwierdzenia, także potępiające! Wielkie nieba. Była mowa m.in. o rozwiązłości – wreszcie otwartym tekstem z potępieniem konkretnych zjawisk. Jestem zdziwiony, bo dotychczas listy były dla mnie rodzajem poetyckich wynurzeń w narracji „chrześcijańsko-tsieba doblym być” oraz z zawoalowaną niechęcią do urażenia tych, czy owych, z luźnymi odwołaniami do Magisterium (nie starszego niż z 1964). A tu miła niespodzianka... Brawa dla naszych Biskupów – Rok Kapłański w trakcie, czas najwyższy wziąć się za robotę!

ks. proboszcz też przemówił!
oczywiście Ks. Proboszczowi parafii Najświętszego Zbawiciela w Ustce nic nie przybędzie od moich pochwał, ale przez tych parę lat, odkąd do Ustki jeżdżę – powodów zebrało się aż nadto! Nie chcę wymieniać wszystkich, ze względu na stan baterii, opowiem o ostatnim. Otóż, ks. Proboszcz podczas kazania na Mszy Świętej z okazji Nowego Roku wygłosił parę jasnych, prostych i dobitnych tez. W zdecydowany sposób prosił katolickich przedsiębiorców (określenie miłe dla mojego ucha, a dawno nie słyszane...), by nie kazali swym pracownikom pracować w niedziele, a pracowniczkom ponad siły i w nadgodzinach, argumentując to ich ważną rolą w rodzinie i wobec dzieci. Więcej – prosił by nie stwarzać popytu („My zaś, katolicy...”) w niedziele i święta, by ten proceder został ukrócony. Podobnie była mowa o alkoholu. Ks. Proboszcz wyraził to jak zwykle – w krótkich, żołnierskich słowach, zdecydowanym tonem. Chwała Mu za to!

niedobla uńja, niedobla!
wróćmy jednak na moment do listu biskupów. Pojawiły się w nim dwie moim zdaniem kontrowersyjne rzeczy. Pierwsza z nich dotyczyła Unii Europejskiej. Otóż, biskupi oburzyli się na obecną zawieruchę z krzyżami jakiej doświadczamy w Eurosojuzie i ogólną tendencję światową. Smutna refleksja zrodziła się w panagrzyzgowej głowie... przed referendum akcesyjnym Episkopat naganiał na głosowanie TAK, mimo iż przedtem (jak twierdzi Stanisław Michalkiewicz – do wizyty bpa Glempa w siedzibie COMECE, czyli „europejskiego profsojuza dla katolickich mas”) był raczej sceptycznie do tego pomysłu nastawiony. Nie jest wykluczone, że na zdanie biskupów wpływ miała perspektywa, czy – obecnie – realna siła unijnych dotacji na remonty kościołów, festiwale dla młodzieży, wydawnictwa, dzieła miłosierdzia, etc. Nie mówiąc już o tym, że musiało być paru takich, którzy odegrali rolę hildebrandowskiego Konia trojańskiego w mieście Boga.
Nie ma co mydlić sobie oczu tym, że flaga UE ma gwiazdki i inspirowana jest ponoć przez symbolikę Apokalipsy św. Jana, a ojcowie-założyciele byli katolikami i jeden z nich ma otwarty proces beatyfikacyjny (ciekaw jestem jacy byli z nich katolicy, tzn. czy bardziej byli „chadekami”, czy katolikami...). Naiwność, głupota, czy zła wola? Przecież problemy z katolickością UE istnieją od dziesiątek lat: aborcja, prostytucja, promocja homoseksualizmu, ateizm, masoneria...
No, ale lepiej obudzić się z ręką w nocniku, niż na dnie szamba.
O drugiej rzeczy, która obudziła moją czujność opowiem w następnym wpisie.

myśl na dziś
Jakaż to pokora mojej Matki Najświętszej Maryi Panny! — Nie zobaczycie Jej ani wśród triumfalnych palm jerozolimskich, ani — z wyjątkiem Kany Galilejskiej — w godzinie wielkich cudów. — Ale nie ucieka przed poniżeniem Golgoty; jest obecna tam, iuxta crucem Jesu — przy Krzyżu Jezusa, Matka Jego.
św. Josemaria Escriva, Droga, nr 507



poniedziałek, 30 listopada 2009

[30 XI 2009] ks. Węcławski... tradycjonalistą (?) oraz zostało tylko kilka godzin...

ciung

co tu dużo gadać – pangruszka wpadł w ciung! Ciung ten na tym polega, że ma na głowie zbyt wiele obowiązków, by wykrzesać z siebie siły na blogowanie. Czy to rzecz nieodwołalna? Bynajmniej! Mamy tu bowiem pole do optymalizacji – i tej optymalizacji dokonać należy! Nie wiem jednak, czy dokonam jej przed końcem grudnia, kiedy to pętla zaciśnie się na gnyszkowej szyi niczym na szyi skazańca. No, ale cóż – taki los się wybrało i trzeba walczyć. Sarze i Tomkowi dziękuję za zachęty – postaram się je odpracować! Oł jea!

beneficjenci UE a ZMS
tworzy nam się nowa grupa społeczna, wiecie? Ano – tworzy. Chociaż w chwili gdy ten temat wpisałem do kajecika tematów oczekujących myślałem coś innego. Ale, ale – zacznijmy od początku!
Otóż, nową klasą – klasą analogiczną moim zdaniem do młodych japiszonów z peerelowskiego ZMSu – jest klasa beneficjentów funduszy unijnych. Są to ludzie, którzy – choćby UE byli przeciwni, to jednak swój sprzeciw wytracają na naturalnej drodze psychologicznego zobowiązania powstającego na skutek obdarowania. W przeważającej zaś części mentalnie uzależnieni od źródła finansowania, jaką są programy operacyjne i inne brukselskie finansowe pierdki. Bynajmniej nie chodzi tu tylko o przedsiębiorców – wręcz przeciwnie, przede wszystkim chodzi mi o wszelkiej maści działaczy społecznych. Ludzi, którzy organizują akcje społeczne, konferencje, panele dyskusyjne, pisma, etc.
Wydawało mi się na początku, że większość z nich ślepo wierzy w nieśmiertelność UE – bo jak nie wierzyć, że coś, co na każdym kroku zapewnia nas, ba! my o tym każdego zapewniamy, że jest nieśmiertelne i konieczne – takie właśnie nie jest? Tak mi się wydawało, ale okazało się że tak nie jest.
Jest zaś zupełnie analogicznie do ZMSu – wielu jest takich, którzy okazję wykorzystują cynicznie. Tzn. swój stosunek do pieniędzy UE mają taki, jak młodzi karierowicze z ZMSu - „Słuchaj, jest pół bańki do wydania z tego-a-tego programu. Jakąś konferencję zorganizujemy, laptopy kupimy, Tomek będzie ekspertem od tego-a-tego, Zenek od czego innego. Wydamy se książkę, pomieszkamy w drogich hotelach.” Pisałem o tym już zresztą pewnego razu, opisując dzieje pewnego doktoranta (swoją drogą - nie mogę znaleźc tego posta!). Jednym słowem cynizm – ale jest to cynizm wewnętrzny – na zewnątrz wychodzi rzadko, maska zewnętrzna jest jednak taka, jak założona propaganda, a więc oficjalna wiara we wszechpotęgę UE. Gdy bal się skończy – będzie tak, jak w 1989. Młodzi aparatczycy bez mrugnięcia oka zmienią pozycję udając, że zawsze mieli rację.

pan Polak – czyli ks. Węcławski idzie w sukurs tradycjonalistom
na zajęcia z zarządzania kryzysowego, na które chodzę na socjologii – przeczytałem ciekawą lekturę. Jest to niedostępna w internecie książka ex-ks. Węcławskiego, czyli obecnego Pana Polaka (zdjęcie poniżej – ten w skórzanych spodniach) na temat największych kryzysów chrześcijaństwa. Paradoksalnie, ówczesny ks. Węcławski idzie w sukurs tradycjonalistom pisząc, że częścią i powodem dzisiejszego kryzysu (uwaga – widzi kryzys Kościoła!) jest m.in. reforma liturgii! Zara, zara... Tak, dokładnie – mowa jest o wyrwie, jaką spowodowało wyrugowanie łaciny, uproszczenie obrzędów i ich zróżnicowanie lokalne. Zadziwiająca diagnoza. Byłem w szoku.

prof. Bukraba-Rylska o Współnej Polityce Rolnej
wróćmy jednak do Unii Europejskiej. Prof. Bukraba-Rylska na zajęciach z socjologii wsi podała ciekawą informacją. W Anglii powstała książka niejakiego Tony'ego Judta pt. Wielkie złudzenie. Europa. Autor stawia w niej tezę, iż Wspólna Polityka Rolna nie ma uzasadnienia ekonomicznego, a utrzymywana jest w celu politycznym. Celem tym jest „umiastowienie” rolników – ze względu na to, iż mieszkańcy wsi są zazwyczaj wyborcami partii prawicowych i nacjonalistycznych. Przekształcenie rolników w farmerów – ma dać trwałą przewagę centrolewicy.
Wracamy więc do procesu, który zaobserwowałem w przypadku młodych naukowców, szczególnie humanistów, o czym było na początku. Jak się człowiekowi brzuszek odpasie – to inaczej ćwierka.

jeszcze tylko parę godzin...!
na co? Na skorzystanie z rabatu. Wybaczcie, że informacja tak późno, ale nie dałem rady wcześniej. Otóż – wszyscy, którzy przymierzali się do jakichkolwiek zakupów (np. świątecznych) w Złotych Myślach – mogą korzystnie zrobić je do północy, korzystając z 25% rabatu! Wystarczy wpisać w koszyku kod rabatowy: fD3hrpnu

Od siebie polecam to, co zwykle:

Prócz tego wydawnictwo przygotowało parę pakietów, z których dla mnie najciekawszy wydaje się noszący szumną nazwę pakiet o wolności finansowej.

beznadzieja rekonstrukcji rodziny
ostatnio często spotykam się z probami rekonstruowania historycznego kształtu rodziny. Z jakąkolwiek rekonstrukcją się spotykam – dotyczy ona rodziny katolickiej i ma wydźwięk negatywny. Problem jednak polega na anachronizmie, który zazwyczaj popełnia się przy owej rekonstrukcji (poza tym, że rekonstruktor zazwyczaj nie ma bladego pojęcia o katolicyzmie). Otóż, najczęściej utożsamia się wszystko co historyczne z katolickim. I tak, dziewczęta z socjologii oburzają się na obskurancką, katolicką zasadę 3K (Kinder, Kueche und Kirche), którą prezentowały XIX-wieczne protestanckie damesy z niemieckiej Rzeszy. Tiaaa... jednym z poglądów, które wyznawały owe damy – to nienawiść do papistów. By poznać XIX-wieczne rodziny katolickie, proszę sobie poczytać piękną książkę ks. Delassusa o duchu rodzinnym (moją ulubioną o rodzinie), albo coś Chestertona! To tylko jeden z przykładów.
Powiem jeszcze tyle – współczesne równouprawnienie to jakaś karykatura relacji Chrystus-Kościół, która jest ideałem katolickiej relacji małżeńskiej. Typ idealny? Zapraszam w wakacje do pewnej limanowskiej ultrakatolickiej wsi. Gdzie mąż służy żonie, a żona mężowi. Pełen real, żywi ludzie. Większego, autentycznego równouprawnienia wyobrazić się nie da. Feministki zaś marzą o jakiejś relacji prawnej, gwarantowaniu sobie czyjegoś szacunku dzięki przymusowi. Jedźcie dziewczyny ze mną – doznacie dysonansu poznawczego.

szanujcie cudze poglądy
podobnie ma się z poglądami. Pociotki Lenina chciałyby uregulować „szanowanie poglądów” możliwie ostro. A to sąd ma rozstrzygnąć, czy ktoś rzeczywiście się zasmucił, gdy go nazwano „pedałem”, a to czy ktoś jest dyskryminowany, bo go nie wzięli do pracy, etc. Tymczasem ja cudzych poglądów nie szanuję. Szanuję jedynie te, które uważam za słuszne – a więc te, które wyznaję. Inne – ex definitione – mogę uważać jedynie za nieprawdziwe, bądź mniej prawdopodobne. To bynajmniej nie oznacza, że nie kocham tego, kto je wyznaje. I taki jest mój psi obowiązek. Tak, jak w rodzinie – katolicyzm wyznacza nam nie tylko znacznie wyższy standard relacji, niż bezbożni ideolodzy współczesności, ale i daje możliwości jego osiągania.
Niech więc Wolter sobie spokojnie gnije w ziemi, oraz piecze się w piekle, ja natomiast wyznaję inną zasadę: „Nie szanuję Twoich poglądów – uważam je za głupie. Ciebie zaś kocham – i dam się pociąć, byś został zbawiony. Dlatego też z miłości będę do upadłego dyskutował z Tobą na te tematy”.

konieczność świadczenia usług poza domem
ciekaw jestem kiedy tak się stało i skąd wynika to, że nagle jest „oczywiste”, że kobiety muszą pracować poza domem. Z naciskiem na „muszą”. Słyszę to wszędzie na socjologii i obawiam się, że to przesłanka entymematyczna – nie tylko nie dowodzona, ale i nie dowiedziona! A więc wątpliwa. Dlaczego muszą? Wie ktoś?

myśl na dziś
Jakże dobrze czujemy się, Panie, w twych zranionych rękach! Uściśnij nas mocno, tak mocno, abyśmy się pozbyli całej ziemskiej nędzy, abyśmy się oczyścili, rozpalili, abyśmy się poczuli przepojeni twoją Krwią! – A potem rzuć nas spragnionych żniw daleko, daleko, na coraz płodniejszy siew, z Miłości do Ciebie.
św. Josemaria Escriva, Kuźnia, nr 5



ciekawostki:

Pierwsze w Polsce profesjonalne szkolenie giełdowe!
Aktualny PageRank strony maciejgnyszka.blogspot.com dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO